Skocz do zawartości

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 18.09.2017 in all areas

  1. 4 points
    Nie lepiej zapytać się mamy? Już ci wytłumaczyła jak dostać zielona kartę w dwa miesiące, niech też pomoże Ci żyć w US na wizie turystycznej.
  2. 4 points
    WG mnie był miły, ani raz nie zwrócił sie do niego nieuprzejmie, jedynie upominał i zadawał te same pytania kilka razy. To nie była kara śmieci za odjechanie tylko postawienie oficera w sytuacji zagrożenia i (o zgrozo) ma on sie prawo w tej sytuacji bronić i przysługują mu w tym zakresie szczególne prawa, co zreszta potwierdził wyrok sądu. Wlasnie po to, zeby przyszli przestępcy nie mogli tego wykorzystać na swoja korzyść. postaw sie w sytuacji tego policjanta. Nie raz był pewnie w podobnej sytuacji, nie raz moze słyszał ze jakis policjant zginął z rak kogoś kto odjechał z piskiem opon a potem dał po hamulcach i została krwawa plama. Pomysl p swoich dzieciach, rodzinie ktora zostawiasz, przeprowadź w myślach rozmowę z upalonych gościem który wpaja ci ze ma prawko, potem szuka go bez skutku i na koncu przyznaje ze jednak nie ma go w ogole. Podejmij decyzje w sekundę. Rodzina czy on. Ja go w ogole nie winie, ani troche. Moze on żałuje,moze nie. Ciezko teraz stwierdzić. Al ja mam takie zdanie. Z mężem nie zamierzam sie konsultować bo sama umiem myślec. Zreszta nie raz oglądamy razem "Cops" i wiem jakie jest jego zdanie, a brzmi ono następująco: dziewczyno, ten gość jest jakis powalony. Gdyby mi sie juz zdarzyło miec zioło/dragi/alko cokolwiek w aucie na pewno nie zwalałbym winy na innych ani nie wypierał sie. Od razu bym powiedział im gdzie szukać, co i jak. Ja chce zyc, ja kocham swoje zycie nawet jesli bym miał kilka lat za to przesiedzieć. Pamiętaj. Jak kiedykolwiek cie zatrzymają, rob co każą, współpracuj, to jest ich praca, tak jak ty masz swoja a ja swoja. Nigdy bym nie próbował zgrywać kogoś kim nie jestem, w razie co- miałem jaja zrobic zle- bede miał jaja za to odpowiedzieć zamiast sprawiać bol mojej rodzinie bo chciałem grać cwaniaka i zarobiłem sobie kulkę w łeb. Amen. Słowa mojego męża.
  3. 4 points
    Pytania zadawane tutaj czasami ryją tak niewybaczalnie banie [emoji44]
  4. 3 points
    Żaden. Takie przywileje są tylko dla obywateli i rezydentów. @sly6 facet próbuje kombinować jak żyć nielegalnie w USA. Serio nie ma co doradzać.
  5. 3 points
    Prawdopodobnie dlatego, ze po prostu tak zasądził Z jednej strony bardzo spodobalo mi sie to wyrazenie i chyba nawet zaczne go sam uzywac! ; popieram tez ta ewangelijna postawe nieodrywania reki raz przylozonej do pluga i nie ogladania sie za siebie... ... z drugiej strony, masz dopiero 18 lat, zatem nie spinalbym sie za bardzo tym co wczesniej zasadziles.. Jeszcze kilkanascie razy Ci sie w zyciu odmieni. A jesli teraz sie meczysz na praktykach to co bedzie po 45, czy 50 latach pracy w tym zawodzie? Skonczyc warto, bo to jednak rzeczywista umiejetnosc, a nie jakies tam nowoczesne fanaberie, ale mozna tez pomyslec o czyms rownoleglym, co Cie bedzie bardziej interesowac.
  6. 3 points
    Nie wiem czy uznasz to za wystarczajaco przekonywujacy dowod i ziarno prawdy, ale tu masz cytat z instrukcji: Submitting the same photograph that was submitted with a prior year’s entry will result in disqualification. Seriously... jak trudno jest raz w roku stanac przed biala sciana i strzelic sobie samo***ke?
  7. 3 points
    Szanse raczej marne. Twoje związki z Polską nie uległy poprawie przez te kilka miesięcy. Tłumaczenie, że nie studiujesz, nie pracujesz, bo jesteś opiekunem dziadka i jednocześnie chcesz wyjechać na 3 tygodnie jest bardzo... słabe delikatnie mówiąc. Ponowne staranie się o wizę w tak krótkim czasie, szczególnie, że skończyłeś szkołę, studiów nie podjąłeś i teraz tym bardziej nic cię tu nie trzyma, wygląda jak desperacja.
  8. 3 points
    Niestety nic z tego nie będzie ponieważ Administracja USA zlikwidowała właśnie loterię. Bez stresu - ot taki mój czarny humor przy wtorku
  9. 3 points
    Z kilkutygodniowym czy kilkumiesięcznym dzieckiem chyba nie ma problemu, wystarczy jak napisał kolega powyżej położyć dziecko na przewijaku, wyczekać na odpowiedni moment i pstryk. Ja kilkanaście dni temu miałem niezłą jazdę z 2,5 letnią córką. Pozując do zdjęcia robiła wszystko tylko nie to co trzeba (tzn. patrzenie w obiektyw i zachowanie "neutralnej miny"). Właściwą fotkę (mam nadzieję, bo jakby się uprzeć to można się dopatrzyć delikatnego grymasu) udało mi się zrobić dopiero trzeciego dnia prób... Przy okazji pierwszego postu chciałbym wszystkich serdecznie powitać!
  10. 3 points
    Normalnie, aparatem Bylem w identycznej sytuacji rok temu. Syn mial 6 tygodni. Bialy kocyk na przewijaku i czekasz na wlasciwy moment
  11. 3 points
    Definicja z wikipedii Loteria – gra losowa, której uczestnicy nabywają numerowane bilety, czyli „losy”. O wygranej decyduje „ciągnięcie” losów, czyli losowanie. Miejsce sprzedaży losów to kolektura. Losowanie – czynność polegająca na wyciąganiu lub wybieraniu określonych liczb lub przedmiotów (los, karta, kupon, żeton itp.) w sposób wykluczający wpływ osoby losującej na wynik tej czynności.
  12. 3 points
    Przyjechałem w wieku 50 lat. W ubieglym roku kupiłem dom, nieduży ale na moje potrzeby wystarczający. Kupiłbym wcześniej gdybym w rok po przyjeździe nie popadł w chorobę, zeszło cztery lata zanim jako tako mnie zaleczyli a było cienko że mną, dwa razy był ksiądz z olejami. W marcu minęło moje 8 lat w USA. Nie jestem lekarzem, IT specem tylko zwykłym pocięglem po technikum. Dzięki temu że z niejednego pieca chleb jadłem nauczyłem się w życiu tego i owego. Dziś jestem Production Managerem w niedużej firmie. Wystarcza mi na życie i kupka rośnie. Fakt ważny, moje dzieci są na swoim i nie wydaje na nie żadnych pieniędzy.
  13. 2 points
    Ja dostałam wczoraj maila, żeby wysłać jeszcze raz.
  14. 2 points
  15. 2 points
    "Lepiej zgrzeszyc i żałować, niż żałować że się nie zgrzeszylo " To są trudne decyzje, ale chyba warto spróbować. Zawsze można wrócić
  16. 2 points
    A jakby tak mniej teorii spiskowych, a wiecej cierpliwosci?
  17. 2 points
    Nie bede sie polemizowala na ten ogromny i szalenie skomplikowany temat. Mam swoje opinie na pewne aspekty problemu nielegalnej imigracji ktore pewno nie podobalaby ci sie; widze tez ogromna hipokrycje jezeli chodzi o role ktora imigranci - legalni i nie legalni - odgrywaja w USA. Powiem jedno: ten kraj jest nastawiony tylko i wylacznie na jedna rzecz: pieniadz. I to znaczy ze zawsze bedze tu potrzeba na nielegalna imigracje (bo jest potrzebna do wykorzystywania.) To ze Kowalskiemu sie to nie podoba ze jakis Latynos albo Nepalczyk albo Australijczyk dostal sie tu -- a on nie... to jest tylko i wylacznie jego problem. Wszyscy inni maja Kowalskiego gdzies. Bo czy to Kowalski czy Perez czy Shrestha liczy sie tylko jedno: do jakiego stopnia moze on byc wykorzystany przez jakiegos amerykana -- ktory moze jest patriota, ale wlasciwie ma prawo amerykanskie w tym samym miejscu gdzie Kowalskiego.
  18. 2 points
    Dokladnie - w tej konkretnej sytuacji typowy bullshit NRA (jakby wszyscy mieli bron to bylby pokoj na swiecie) nie dziala - bo nawet jakby caly ten tlum byl uzbrojony, to strzelajacemu z 30 pietra nie zrobiliby zupelnie nic. Natomiast w zwiazku z ta strzelalina nie zmieni sie zupelnie nic - niestety. Przez tydzien czy dwa beda apele o ograniczenie dostepu lub wieksza kontrole kto bron posiada / moze kupic, druga strona (NRA) bedzie siedziec cicho i dalej bedzie po staremu. Jezeli po Sandy Hook sie nic nie zmienilo, to nie wyobrazam sobie zeby teraz sie zmienilo, szczegolnie przy obecnej administracji siedzacej w kieszeni producentow broni.
  19. 2 points
    No bo policja to chodzące anioły, a każdy który w przeciągu sekundy nie zrobi o co go proszono, zasługuje na 6-8 kulek w łeb w przeciągu 4 sekund. Jesli sie sytuacji nie potrafi ogarnąć, to strzelanie powinno byc wytłumaczone. Czy my nadal mówimy o rozwiniętym kraju?
  20. 2 points
    Oczywiscie nie każdy, kto posiada samochód musi go któregoś dnia roztrzaskać ale prawdopodobieństwo jest większe, niz jesli sie tego samochodu nie posiada. Ja nie jestem przeciwnikiem aby sobie obywatel posiadał broń, ale nie widze sensu lub logiki posiadania automatyków, które nie maja nic wspólnego z ochrona, zabawa czy polowaniem.
  21. 2 points
    Według mnie jak ktoś będzie chciał zdobyć broń- legalnie czy nielegalnie to zawsze sobie poradzi. Jak prawo zakaze to kupią na jakimś czarnym rynku. Nie wiem co w głowie takich psychopatow siedzi. Ale zakazy sprzedaży broni nic nie pomogą, taki psychol zrobi i tak co będzie chciał. Rzeczywiście w USA sięgną po broń, w Europie po noże czy inne środki. To już kwestia.. hm, kulturowa?
  22. 2 points
    Proces jest dosc trywialny i polega glownie na wypelnieniu dokumentow wg instrukcji ktore sa dosc jasno opisane na stronach USCIS. Jezeli nie ma sie jakis inadmissibilities, problemow z prawem czy jest z sie z high fraud country, spokojnie mozna to zrobic samemu.
  23. 2 points
    Czesc, Wątpliwe aby ktoś się zdecydował, zwłaszcza, ze jest juz bardzo pózno. Do tego często bilety mają obostrzenia i nazwisk zmienic się nie da, od tego właściwie bym zaczął i sprawdził. Warto jechac, nawet samemu, zwłaszcza, ze szkoda kasy. We w miarę przyjaznych pieszym miastach (jak np. Waszyngton czy San Francisco) samemu zwiedza się często lepiej niz z innymi, idziesz i robisz to co chcesz, zatem jakiś plus tego jest. A zwłaszcza juz w Nowym Jorku,. Zagubic się na Manhattanie jest czasem super. Jedyne czego ja bym się obawiał, i właściwie czego nigdy sam nie zrobiłem, to prowadzenie samemu samochodu na długich trasach. Nie ma do kogo gęby otworzyc, godziny jazdy, znurzenie, wypadki drogowe i losowe, to juz się wiaze z pewnym ryzykiem. Jak rozumiem samochód był w planach bo chcieliście zobaczyc zachód, zatem ja na Twoim miejscu bym pojechał, ale zmieniłbym trochę profil wyjazdu, na bardziej solo-friendly. Jeśli chodzi o komunikację publiczną wschód to nie problem, San Francisco tez nie, Los Angeles juz bardziej, ale tu na przykład hop-on-hop off bus załatwia sprawę bardzo dobrze i jeden/dwa dni w mieście w zupełności wystarczą. Jeśli zaś chodzi o zobaczenie wnętrza kontynentu, to jeśli miałbyś zrezygnowac z samochodu, to ja poleciłbym pociąg Amtrak ma chyba nawet ofertę gdzie kupujesz kilka segmentów i wsiadasz i wysiadasz tam gdzie chcesz. Mozna tez oczywiście zrobic dłuzszą trase, jak na przykład California Zephyr z Chicago do San Francisco przez Góry Skaliste https://www.amtrak.com/california-zephyr-train , podróz ponad dwudniowa, wagony widowkowe, mozliwosc poznania ludzi w bezpiecznym otoczeniu, catering. Odpada cena noclegu, benzyny, itp, itd. Inne trasy tez są bardzo ciekawe: https://www.amtrak.com/travelplanningmap Zatem podszedłbym do tego właśnie tak, zmienic profil wyjazdu na bardziej relaksacyjny, trochę bardziej uwazac (i.e. alkohol i te sprawy) i zdecydowanie jechac! Moja kolezanka z pracy jest właśnie sama na trzytygodniowej wyprawie po Indiach, ludzie jezdzą sami po Bliskim Wschodzie i innych Meksykach, zatem kolego, nie ma co się łamac, masz 25 lat i całe Stany stoją przed Tobą otworem, nic tylko się cieszyc i korzystac! Pzdr!
  24. 2 points
    https://travel.state.gov/content/dam/visas/Diversity-Visa/DV-Instructions-Translations/DV-2019-Instructions-Translations/DV-2019-POLISH.pdf tutaj jest instrukcja w j polskim, pojawila sie dzisiaj.
  25. 2 points
    Żeby łapać się z rodzicami nie możesz mieć skończonych 21 lat . Wyniki z przyszłego losowania będą dopiero w przyszłym roku , więc będziesz miał już skończone 21 lat . Niestety będziesz za stary .
  26. 1 point
    Jasna i klarowna odpowiedź na to pytanie jest na głównej stronie, pod linkiem do zgłoszenia w loterii.
  27. 1 point
    Są różne pomysły na kulinarny orgazm.
  28. 1 point
    UWAGA!! Będzie nowa rejestracja. Poprzednie wnioski mają być anulowane. Nowy czas loterii 18.10 - 22.11. Wyniki od 15 maja 2018 https://ec.usembassy.gov/new-entry-period-diversity-visa-program-dv-2019/ Mają wysyłać maile do tych, którzy wysłali już zgłoszenie, aby zrobili to jeszcze raz
  29. 1 point
    To, ze A-numer dostales po, i jest "inny", to zrozumiale. Zeby zalogowac sie do ELIS potrzebujesz obu rzeczy: A-# i DOS Case ID.
  30. 1 point
    Mam podobny problem. Moja żona jest lekarzem w trakcie robienia specjalizacji i zastanawiamy się co wpisać. Wydaje mi się, że najsensowniej wpisać "Master's degree". Lekarz to jednak uczelniany odpowiednik magistra. Wpisywanie czegoś innego, nawet jeśli ma się specjalizację chyba nie jest poprawne. Zauważ, że można zrobić doktorat bez robienia specjalizacji i wtedy odrazu masz "tytuł doktora nauk". Przekładając to na inne zawody: Weźmy architekta z "mgr inż." który po kilku latach zrobił uprawnienia. Powinien wpisać "Master's degree" bo taki ma stopień naukowy.
  31. 1 point
    Jakoś dziwnie mały ruch tutaj panuje - w porównaniu do zeszłej edycji, chyba wszyscy, którzy chcieli, już wyjechali A co do tegorocznych warunków, wie ktoś, czemu zmieniły się daty ogłaszania wyników? Jaki to może mieć wpływ na date ew. wizyty w konsulacie...? Wcześniej jak wyniki ogłaszali w maju, można było się przez tych kilka miesięcy przygotować finansowo, przemyśleć wszystko mentalnie jeszcze raz i jeszcze... itd. W tym roku będę próbował drugi raz, tym razem z resztą rodziny i... wiem, że to LOTERIA, ale wydaje mi się że jeden los = 5xGC jest mniej opłacalny dla USA (ze względu na brak możliwości "pracowniczych" osób niepełnoletnich) i że "mogą" tego typu zgłoszenia losować "rzadziej"... jak to u was wygląda z doświadczenia? Są jakieś statystyki osób które wygrały zgłaszając rodziny wielodzietne??
  32. 1 point
    1.Nielegalny pobyt (wiza turystyczna) - Jak wygląda pobyt w przypadku pozostania na wizie turystycznej -- Zle wyglada. Zycie na nielegalu to nie zycie. To jest absolutnie wariacki pomysl. 2. Czy ja jako 19 latek który za rok konczy szkołę średnią odnalazł bym się na rynku pracy (wiem, że to dość indywidualna kwestia) ale chciałbym sobie wyobrazić sytuacje, że jadę do stanów w ciemno i szukam pracy jako laik. Bez opdpowiedniej wizy bedzie ciezko i ogromne szanse ze bedziesz wykorzystany i oszukany. 3. Stan - Właśnie, jak to wygląda? Który stan jest najbardziej korzystny dla mnie jeśli chciałbym przesiadywać nielegalnie, marzy mi się California. California to bardzo drogi stan, bez dobrej pracy i samochodu sie nie obejdzie. 4. Mieszkanie - Jak ciężko znależć jest mieszkanie jadąc w ciemno? Jezeli masz duzo gotowki to znajdziesz jakis pokoj u rodaka... potem bedzie trudniej bo zeby wynajac porzadne mieszkanie musisz miec prace, social security #, credit history. 5. Wiza turystyczna - Czy jako osoba która dopiero co skonczyla szkole ma wieksza szanse na odrzucenie wniosku o wize turystyczną? Jezeli mozesz pokazac silne wiezi z Polska, wize dostaniesz.
  33. 1 point
    Doczytaj, zanim zaczniesz wprowadzac ludzi w blad. Tutaj i w drugim watku odnosnie lekarza ze specjalizacja.
  34. 1 point
    Ja bym podobnie jak innym zabral tylko rzeczy bez ktorych absolutnie nie mozesz zyc - reszte sprzedac albo oddac. Ja mase rzeczy porozdawalem kolegom...
  35. 1 point
    ... że za chwilę wsiadam do pociagu i jadę do mojego kochanego Szczecina. Po Paprykarz Szczeciński.
  36. 1 point
    I to jest powód żeby strzelać ? Poczytaj o przypadku Sama Dubose w Cincinnati - zatrzymany za brak przedniej tablicy rejestracyjnej (ja też nie mam jakby co), dostał prosto w głowę bo policjant poczuł się "zagrożony". Oczywiście był nieuzbrojony. Mi jak przyjechałem do US na stałe też się wydawało że problem rasizmu nie istnieje. Nie mogłem się bardziej mylić i nie dotyczy on tylko strzelania policji do ludzi o innym kolorze skóry... A przy administracji która nie ukrywa swoich poglądów to trzeba być ślepym albo idiota zeby tego nie zauważyć.
  37. 1 point
    Myślę, że raczej nie, biorąc pod uwagę że Polaków w loterii wylosowano osiemset paru, co statystycznie daje ok.17 os na tydzień co raptem składa się na kilka osób dziennie (zakładając że w każdy dzień roboczy Ambasada kogos przyjmuje)... nie sadze by były tam tłumy wylosowanych natomiast może być zawsze tłum ludzi po inne wizy, w tym zwłaszcza turystyczne...
  38. 1 point
    Zrobiłabym tak gdyby nie to że ja mogę mieć potem problemy. Nawet w czasie dnia odtwarzanie muzyki głośno/długo tak że przeszkadza sąsiadom jest "zakazane". Tym razem imprezowali sąsiedzi z dołu więc w ramach małej zemsty jak wstałam do pracy (6 rano) to chodziłam po domu w obcasach lol. Wiem jaki to halas bo sąsiadka z góry często biega w butach i aż mi sufit dudni.
  39. 1 point
    Podobno skuteczne na sąsiadów z góry: "Masz wkur.. sąsiadów z góry? Life [email protected]: Weź garnek, wypełnij go wodą, zostaw tylko 1,5 cm pustości od góry. Ustaw garnek na szafie, podłóż pod niego stare gazety tak by garnek był mocno dociśnięty do sufitu. Nałóż na garnek słuchawki, tak jak na główę. Włącz "10h Hitler Gangam Style" Sąsiedzi nie usłyszą muzyki, usłyszą jedynie irytujący bas i maślany wokal Adolfa. Life [email protected] polega na tym, że u Ciebie nie będzie nic słychać. Tydzień temu zrobiłem taką 3dniową sesje sąsiadowi, nawet przyszedł do mnie z pretensjami. Wpuściłem go do chaty. Cisza." Może zadziała to tak, że rzeczony sąsiad wprowadzi spokój w bloku... ?
  40. 1 point
    "Porobili mi zdjęcia i kazali założyć pomarańczowy uniform, taki dla kryminalistów. O północy wprowadzili mnie do pomieszczenia wielkości polskiej sali gimnastycznej, gdzie na piętrowych łóżkach spało ponad 60 osób. Część to byli miejscowi zamknięci za DUI, pobicia, narkotyki; część to imigranci bez papierów, tacy jak ja" – mówi Marek, który spędził miesiąc w więzieniu w Ohio, po tym jak schwytała go Straż Graniczna. Marek, który od pięciu lat mieszka na przedmieściach Nowego Jorku, na święta wielkanocne wybrał się samochodem do znajomych w Chicago. Nie pierwszy raz tam jechał. W Wietrznym Mieście bywał dwa razy w roku; tam ma zarejestrowany samochód oraz posiada prawo jazdy z Illinois, takie dla imigrantów, którzy nie mają papierów. "W tamtą stronę było bez problemu – mówi Marek, któremu w podróży towarzyszyła jego partnerka Justyna z ośmioletnim synkiem Mateuszem. – Jakieś 400 mil od Chicago zatrzymaliśmy się na postoju przy 90-tce, żeby odpocząć, zatankować, napić się kawy i wyprowadzić psy. Zjeżdżając widziałem, że stali po przeciwnej stronie drogi, ale myślałem, że to policja na 'suszarkę łapie'". Okazało się, że była to Straż Graniczna, która w tym miejscu miała punkt kontrolny. "Wysiadłem już z samochodu, gdy zajechał mi drogę od tyłu. Pierwsze słowa, jakie do mnie skierował, to: jesteś na wizie turystycznej B2 i przekroczyłeś termin pobytu – wspomina Marek. – Opowiedziałem, że nie, i zapytałem o powód zatrzymania, na co usłyszałem: zbyt wolna jazda. To niby z jaką prędkością miałem zjeżdżać na postój?". Polak pokazał funkcjonariuszom amerykańskie prawo jazdy z adresem w Chicago i dokumenty samochodu, zarejestrowanego na jego nazwisko. Oni sprawdzili samochód. "Spokojnie, nie denerwuj się, jeśli nie będziesz miał historii kryminalnej, to cię puścimy, potem tylko będziesz miał sprawę w sądzie imigracyjnym" – powiedział funkcjonariusz, który – widząc chicagowskie prawo jazdy dla imigrantów bez Social Security – już upewnił się w swoich przypuszczeniach. "Powiedzieli, że muszą nas przewieźć na posterunek, bo nie mają w samochodzie jakiegoś systemu, żeby nas sprawdzić – mówi Marek. – Na posterunku w pięć minut wiedzieli, kiedy przyjechałem, na jakiej wizie, kiedy wygasła jej ważność. Wszystko mieli zapisane". Sprawdzali, robili odciski palców. Pytali, do jakiego kościoła w Polsce należy, kiedy przyjechał, czy pracuje, czy się uczy, gdzie mieszka. "Odpowiadałem zgodnie z dokumentami, że w Chicago i że jadę do Nowego Jorku odwieźć Justynę i Mateusza, bo u mnie byli na święta. Chyba trzy godziny nas maglowali, po dziesięć razy te same pytania zadawali, żeby złapać na jakiejś nieścisłości. Jak nas traktowali? Tak jak w Polsce: jeden udaje złego, drugi dobrego. Częstowali kanapką, ale byłem tak zestresowany, że o jedzeniu nie myślałem" – opowiada Marek. W końcu okazało się, że zamiast wypuścić, jak obiecali, przewiozą go do więzienia imigracyjnego. "Jak zakuwali Marka w kajdanki, to był chyba najgorszy moment. I tak się jakoś zachowali, bo zrobili to za drzwiami, żeby Mateusz nie widział – mówi Justyna. – Potraktowali nas jak kryminalistów, a my przecież nic złego nikomu nie zrobiliśmy: nikogo nie okradliśmy, nie zamordowaliśmy ani nie pobiliśmy". "W takich przypadkach powinni założyć bransoletkę na koszt zatrzymanego i do momentu deportacji wypuścić do domu" – stwierdza nasz rozmówca. Marek jest jedną z tysięcy osób zatrzymanych do kontroli w pasie przygranicznym Stanów Zjednoczonych. Sięga on aż 100 mil w głąb kraju i biegnie wzdłuż każdej z jego granic: z Kanadą, Meksykiem, oraz tych na Zachodnim czy Wschodnim Wybrzeżu. Funkcjonariusze Straży Granicznej zatrzymują ludzi do kontroli przy drogach, pytają o dokumenty imigracyjne oraz przeszukują pojazdy. Kontroli poddają wszystkich, bez względu na status. W ten sposób na pasach przygranicznych w pobliżu Kanady czy Meksyku rocznie aresztują tysiące imigrantów, którzy nie posiadają ważnych dokumentów pobytowych. Czwarta Poprawka do Konstytucji USA chroni Amerykanów przed przypadkowymi kontrolami i przeszukaniami, ale według rządu amerykańskiego zasada konstytucyjna nie do końca obowiązuje w pasie przygranicznym. Jak czytamy na stronie American Civil Liberties Union, tak jak na przejściach granicznych funkcjonariusze Służby Granicznej nie potrzebują nakazu sądowego, żeby przeszukać podróżnego lub jego bagaż, podobnie w pasie przygranicznym Służba Graniczna ma pewną, choć nie nieograniczoną, swobodę działania. "W tej 100-milowej strefie Służba Graniczna może tworzyć punkty kontroli imigracyjnej, ale nie może zatrzymywać ludzi bez uzasadnionego podejrzenia o wykroczenie imigracyjne" (uzasadnione znaczy więcej niż przeczucie)" – czytamy na stronie ACLU.org. W praktyce jednak różnie bywa, a obrońcy praw obywatelskich argumentują, że dochodzi tam do nieprawnych zatrzymań. "Moja prawniczka powiedziała, że zatrzymano mnie bezprawnie. Można się od tego odwoływać, ale to słono kosztuje" – mówi Marek, który uznał, że nie będzie na to wydawał ciężko zarobionych pieniędzy. *** Justynę, która do Stanów przyjechała dwa lata temu, na wizie turystycznej, też chcieli zatrzymać. Uratowało ją to, że nie było w okolicy ośrodka penitencjarnego z wolnym miejscem dla matki z dzieckiem. Jedną noc musiała spędzić w areszcie, na posterunku. "Cela wyłożona płytkami, łóżka z nierdzewnej stali, zimne jak w prosektorium. Dali koc, szary, cienki jak ścierka. Tragedia. To była najgorsza noc w moim życiu – opowiada wstrząśnięta Justyna. – Mateuszek kiedyś chciał być policjantem albo żołnierzem, ale po tym jak zobaczył kajdanki i łańcuchy i jak ta praca wygląda z bliska, stwierdził, że już nie chce być mundurowym". Gdy ich rano wypuszczono na wolność, koledzy Marka, którzy w nocy przyjechali po jego samochód, byli już w drodze do Chicago. Na policji powiedziano im, że nie wiadomo, kiedy Justynę wypuszczą. Wrócili jednak, a Justyna z Mateuszem spędzili tydzień w Chicago, czekając na Marka. Cały ten czas Justyna robiła, co mogła, by wyciągnąć Marka z więzienia. Nie było jej łatwo, bo słabo zna angielski, nie ma rozeznania w amerykańskim systemie prawnym oraz przepisach imigracyjnych. "Nie da się opisać, co przeszłam" – mówi Polka, której z pomocą znajomych udało się znaleźć lokalnego prawnika. Po tygodniu, gdy stało się jasne, że Marka tak szybko nie wypuszczą, wróciła z synkiem do Nowego Jorku. *** "Gdy zamknęły się za mną drzwi więzienia, to urwał mi się kontakt ze wszystkimi. Zabrali mi telefon, prawo jazdy, ważny paszport" – opowiada Marek. Okazało się, że to nie więzienie imigracyjne, ale takie mieszane, w którym przebywali nielegalni imigranci, ale też lokalni kryminaliści, zatrzymani za różne przewinienia. Wszyscy ubrani byli w sztywne, pomarańczowe więzienne drelichy. "Wielkie pomieszczenie, a w nim piętrowe łóżka dla ponad 60 osób. Jak brakowało miejsca, bo co jakiś czas kogoś przyprowadzali, to rozkładali materace na podłodze" – mówi Marek, który "na dzień dobry" dostał dwa koce, dwa prześcieradła, ręcznik, trzy pary skarpetek i bieliznę. Najgorsza dla niego była monotonia, bo każdy dzień wyglądał tak samo. Pobudka o 6 rano i słanie łóżek. Jedzenie "takie szpitalne": na śniadanie płatki z zimnym mlekiem i owoce z puszki. Facet się nie naje. Na lunch amerykański hamburger albo makaron, ziemniaki puree z wody. I tak na zmianę. "Dopiero po kilku dniach się zorientowałem, że można za swoje pieniądze, które ktoś z zewnątrz wpłaci na twoje konto, kupić suchy prowiant: ciastka, sneakersy, zupki chińskie. Zamawiało się i za tydzień przychodziła dostawa. Bez tego ciężko było" – opowiada Marek. Po każdym posiłku trzeba było oddać plastikową łyżeczkę, którą podawano do każdego rodzaju jedzenia, nie było widelców ani noży. Strażnik liczył łyżeczki, gdy rozrachunek się nie zgadzał, to najpierw dawał ostrzeżenie, potem zarządzał przeszukanie sali. Ten, u kogo znaleziona została poszukiwana łyżeczka, miał odebrane wszelkie przywileje na miesiąc. Na sali były dwa telewizory, a w ciągu dnia godzinę albo półtorej więźniowie chodzili na "spacerniku", jak był otwarty. "Nic innego nie było do roboty, to się chodziło w kółko. Niedaleko było małe jeziorko; tam czasem ktoś kosił trawę; zatrzymywaliśmy się i patrzyliśmy. Były też ławki, można było usiąść i pograć w coś" – opisuje więzienny czas Marek. Rozgrywki w szachy, warcaby i domino to były jedne z niewielu rozrywek w ciągu dnia. "Nauczyłem się grać w domino; w warcaby dobrze mi szło, ogrywałem gości" – mówi Marek i dodaje, że niektórzy grali w pokera na jedzenie. – Zwycięzca wychodził z workiem suchego prowiantu, który inni dostali od rodziny albo zakupili za pieniądze przelane na ich konto". Do ubikacji można było iść o każdej porze dnia i nocy. Łazienka znajdowała się z boku sali, gdzie więźniowie spali i spędzali całe dnie. Sześć kabin prysznicowych odgrodzonych było parawanami. "Wieszało się ręcznik i wszyscy wiedzieli, że prysznic zajęty. Nie tak jak w wojsku w Polsce, gdzie 30-40 gości pod prysznic razem szło. Tutaj niby więzienie, ale pod tym względem warunki były ok" – opowiada Marek. Od 10 wieczorem obowiązywała cisza nocna. Światła jednak nigdy do końca nie były gaszone. Tych, którzy w nocy rozmawiali, rozdzielano i przenoszono w dwa różne końce pomieszczenia. *** Był jedyną osobą z Europy na tej sali. Pozostali imigranci to przeważnie Latynosi, których było około trzydziestu. "Wielu mówiło, że zostało złapanych w tym samym miejscu na 90-tce, tak jak ja – niby za wolną jazdę. Straż Graniczna tam miała taką rutynę: widzieli w samochodzie kilka osób o ciemniejszej karnacji – to zatrzymywali. Mnie pewnie też wzięli za Latynosa – mówi Marek, który nie jest wysoki, ma ciemne włosy i mocno opaloną skórę. – W tamtym rejonie policja współpracuje ze służbami imigracyjnymi. Jak cię złapią za byle co: stłuczka czy coś nie tak z samochodem, to nawet jeśli wszystko pozałatwiasz, popłacisz, to potem trafiasz do więzienia i przed sąd imigracyjny. Gdy ktoś nie ma papierów, to nie polecam wyprawy samochodem na północ". Na sali więziennej nikt nie mówił po polsku. "Musiałem się dogadywać po angielsku i hiszpańsku jak umiałem – wspomina nasz rozmówca i dodaje, że to właśnie Latynosi najbardziej mu pomogli. – To bardzo dobrzy i mili ludzie. Pierwsi mi tam podali rękę. Pokazali, jak zadzwonić z aparatu telefonicznego, zaoferowali, że mogę skorzystać z ich karty telefonicznej, jeśli nie mam swojej. Wytłumaczyli, jak ktoś może mi zrobić przelew pieniędzy, pokazali na jakie konto. Bardzo w porządku ludzie. Jeśli czegoś potrzebowałem, to nawet nie musiałem pytać, sami dawali. Pocieszali, że wszystko będzie dobrze, że to nawet dobre miejsce". Latynosi trzymali się razem, "jak bracia", mimo że wcześniej się nie znali. "Byli bardzo religijni, co wieczór śpiewali modlitwy, tak na wesoło" – opowiada Polak, który zaprzyjaźnił się z jednym z więźniów z Ameryki Południowej. To mężczyzna, który do więzienia trafił dwa tygodnie wcześniej, i pierwszy podszedł do Marka, by z nim porozmawiać. Okazało się potem, że też mieszka w Nowym Jorku i do dzisiaj utrzymują kontakt. *** Na ścianie wisiały cztery telefony. W godzinach od 8 rano do 8 wieczorem można z nich było dzwonić poza więzienie. "Czasem ustawiała się kolejka i trzeba było 20 minut czekać, ale były takie godziny, że nikt nie dzwonił, i można było swobodnie porozmawiać" – mówi Marek. Długość rozmów ograniczały jednak koszty. Połączenia były drogie jak międzynarodowe, po 50 centów za minutę. "Dla mnie nieważne było, ile to kosztowało. Chciałam go usłyszeć chociaż raz dziennie, żeby wiedzieć, jak się trzyma, czy wszystko w porządku. Tyle się słyszy historii o więzieniach" – twierdzi Justyna, która uzupełniała konto więzienne Marka i codziennie relacjonowała mu, co udało się jej załatwić z adwokatem. Dla Marka ten telefon na ścianie to był jedyny kontakt ze światem zewnętrznym. "Chciałem wiedzieć, co słychać na zewnątrz, bo siedząc tam, w tych czterech ścianach, bez kontaktu z bliskimi, deprechy można było dostać" – mówi Marek. *** Pierwszą sprawę w sądzie imigracyjnym Marek miał mieć po dwóch tygodniach. Nie odbyła się, bo sędzia się rozchorował. "Jak po kolejnym tygodniu nie było mowy o terminie rozprawy, to mnie niemoc ogarnęła. Dzień za dniem upływał monotonnie i nudnie, nie wiedziałem, co będzie, nie było dostępu do informacji. A tu jeszcze na początku maja zaplanowana była komunia Mateusza. Pomyślalem, że w ogóle nie wyjdę, albo że mnie deportują prosto z więzienia. Inni, w takiej samej sytuacji jak ja, siedzieli tam po cztery miesiące" – wyjaśnia Marek. Ci, którzy siedzieli dłużej, przenoszeni byli na inną salę. "Jak mieli wyznaczoną sprawę imigracyjną, ale nie mieli adwokata – z urzędu nie chcieli dawać, żeby nie obciążać państwa kosztami – to przenoszeni byli do Luizjany. Stamtąd, po dwóch tygodniach, deport". "Jeden z więźniów, młody muzułmanin, trafił do więzienia, bo wiza mu wygasła miesiąc wcześniej. Pewnie ktoś z sąsiadów go podkablował; zgarnęli go z mieszkania. Siedział 18 miesięcy i dostał deport" – opowiada Marek. Był też student z Egiptu, legalnie na wizie studenckiej, ale z powodu operacji na oczy opuścił trzy tygodnie zajęć. "Pokazał w szkole zaświadczenie od lekarza, ale jakoś nie uznali. Przywieźli go dwa tygodnie przed moim wyjściem. Miał grube okulary, od razu widać było, że miał problemy z oczami. Poprosił o krople, to mu dali. Ale przez dwa dni nic nie jadł, taki był zestresowany. Co się dziwić, siedział w domu, chory, a tu immigration przychodzi i zgarnia go do więzienia – opowiada Marek. – Z innym gościem mieli problem, bo był z Nepalu i nie mieli dla niego tłumacza. On był rezydentem, ale coś narozrabiał w domu. Żona zadzwoniła na policję, jego zgarnęli, potem żonie przeszło, a on nie mógł wyjść, bo musiał w sądzie się stawić, ale bez tłumacza nie dało rady. I tak siedział już piąty miesiąc". *** Po czterech tygodniach wezwano Marka na przesłuchanie sądowe. "To wyglądało tak, że przenieśli mnie na inną salę, w której był duży ekran i wideokonferencja z sędzią – opowiada. – Wiedziałem, że nie mam możliwości, by starać się o legalizację pobytu, to podpisałem papier, że poddaję się procedurze dobrowolnego opuszczenia kraju". Dostał cztery miesiące na spakowanie się i powrót do Polski. Po rozprawie, gdy wpłynęła kaucja, Marek wyszedł na wolność. Do 25 lipca miał w sądzie imigracyjnym w Ohio, osobiście, przedstawić plan podróży. Tuż po opuszczeniu więzienia zorientował się, że nie oddano mu ani prawa jazdy, ani paszportu. "Gdy zadzwoniłem do więzienia, to powiedzieli, że immigration zatrzymało. Jak prawnik się z nimi skontaktował, to się wyparli i powiedzieli, że nie zdeponowali tych dokumentów, mimo że na kwicie z więzienia – czarno na białym – było napisane, że mi te dokumenty zabrali" – opowiada Marek, który bez żadnego dokumentu tożsamości ma teraz bardzo utrudnione życie. "ID trzeba pokazać w banku i jak kontener do Polski wysyłasz... Nie wiem, co oni sobie wyobrażają, jak mam się spakować i wyjechać" – mówi poirytowany. Inna sprawa to nakaz stawienia się biletem powrotnym w sądzie w Ohio. "Jak bez prawa jazdy i dokumentów miałem tam się dostać? Nikt mnie taki kawał drogi samochodem nie zawiezie. Autobus jedzie osiem godzin w jedną stronę i osiem w drugą. Też nie wiadomo, czy by mnie wypuścili z powrotem do domu. Może znowu by zatrzymali i dowieźli z więzienia prosto na lotnisko. Zresztą może dlatego radzili, żeby bilet powrotny z Ohio kupić" – zastanawia się nasz bohater. *** Wrócił do domu w drugiej połowie maja, już po komunii Mateusza. Od razu zaczął szykować się do powrotu do Polski. Sprzedał telewizory i jeden samochód, zaczął rozdawać meble, zlikwidował akwarium i znalazł rodziny, którym pod opiekę oddał swoje czworonogi. "Psów mi najbardziej szkoda. Ale na szczęście trafiły do bardzo dobrych ludzi" – opowiada. W międzyczasie ktoś polecił mu prawnika z Nowego Jorku, który prowadzi sprawy imigracyjne. "Znalazł mi program, w ramach którego mam odroczoną deportację do 2 lat. Teoretycznie, bo w praktyce to nie wiem, jak to będzie wyglądało. Potem mógłbym się ewentualnie starać o zieloną kartę, ale już nie chcę tutaj zostawać. Chcę wracać do Polski" – twierdzi Marek. Cieszy się jednak, że dzięki odroczeniu może z Justyną zostać przynajmniej do jej rozprawy w sądzie imigracyjnym, wyznaczonej na koniec roku. "Nie chcę jej tu samej, z dzieckiem, zostawiać" – podkreśla. Justyna jeszcze nie podpisała żadnych papierów. Raz musiała zameldować się w urzędzie imigracyjnym w Nowym Jorku. "Czeka na rozprawę, ale mówią, że będzie mogła ubiegać się o Social Security i pozwolenie na pracę" – relacjonuje. Zdecydowani są jednak najpóźniej za dwa lata wracać do Polski. "Co to za życie tutaj, tylko praca od rana do nocy" – mówi Marek, który bierze dodatkowe prace, żeby nadrobić wydatki związane z pobytem więzieniu: 5 tys. dol. – kaucja, prawnicy, opłaty imigracyjne, telefony z więzienia. "Ponad 10 tysięcy się uzbierało" – mówi. Jak będzie przez ten czas funkcjonował tu bez dokumentów? Jeździ na polskim prawie jazdy, ma też kopię tego amerykańskiego w telefonie. Może uda mu się wyrobić kolejne w Chicago. Czy się boi kolejnego aresztowania? "Jakaś obawa jest, ale w Nowym Jorku policja nie współpracuje z władzami imigracyjnymi. Jak cię zatrzymają za wykroczenie na drodze, idziesz do sądu, płacisz karę i na tym się kończy. Gdy cię złapią bez amerykańskiego prawa jazdy, pokażesz polskie, oni dadzą naganę, ty obiecasz, że już ostatni raz. Ale tu się nie da żyć bez samochodu" – mówi Marek. zrodlo : http://www.dziennik.com/publicystyka/artykul/miesiac-w-wiezieniu-imigracyjnym
  41. 1 point
    O rany, nawet nie wiem gdzie zaczac. Przepis na obiektywna, naukowa, analize problemu: 1. Na pierwszej stronie zamiescic wielkimi literami na czerwonym tle wynik badania 2. Jako zrodlo danych uzywanych do analizy podawac swoje szacunki z wlasnych, wczesniejszych publikacji. 3. Jak sie nie ma zadnych danych na ktore sie mozna powolac to po prostu piszemy ze wg nas to jest tyle i tyle. 4. Kazdy nielegalny korzysta ze wszystkich mozliwych programow pomocowych 5. Ale tylko 15% placi podatki 6. Kazde dziecko nielegalnych imigrantow chodzace do szkoly nie zna angielskiego 7. Nielegalni korzystaja z opieki medycznej tak samo czesto jak obywatele 8. Koszty wydane na ochrone granic to tez ich wina 9. No i generalnie prawie wszystkie pieniadze jakie zarobia to chowaja po poduszka, do smierci. Mieszkania chyba nimi tapetuja. Wiadomo tylko, ze 20% wysylaja do kraju pochodzenia.
  42. 1 point
    Badania są ważne rok. Ale jak aos będzie się powiedzmy ciągnął dłużej to mogą poprosić cię o zrobienie i wysłanie nowych aktualnych badań.
  43. 1 point
    Bierz Iphona. Ja mialam pelno telefonow przez ostatnie kilka lat. Odkad mam Iphona to nie zamienilabym go na zaden inny
  44. 1 point
    Lol....To swietnie ze masz ale wlasnie udowadniasz teze dokladnie odwrotna od tej ktora tu probujesz forsowac...
  45. 1 point
  46. 1 point
    Przy wylocie nie powinni nawet o to zapytać. Jeśli jednak jakimś cudem to zrobią, mogą mieć duże podejrzenia, że pracowałeś nielegalnie. Bo niby skąd tak duże pieniądze po pobycie na turystycznej?
  47. 1 point
    Ja korzystałam z tej firmy. Przesyłka morska, chyba ponad miesiąc idzie. Wszystko dotarło bez problemu. Dane sprzed 6 lat, wiec lepiej się upewnić czy numery są aktualne. Laserjet Spedition S.C.cel. 0 506-077-258biuro: +48 22-203-6409fax: +48 22 203-54-13email: [email protected]
  48. 1 point
    z PWN albo z britaniki trzeba bylo przepisac..... a nie skopiuj wklej z wikipedii, ales sie wysilił
  49. 1 point
    Amy miala na mysli 6 miesiecy oczekiwania na zielona karte po slubie z obywatelem. A nie po sponsorowaniu przez matke... Ale widac, ze ogolnie nie ogarniasz co sie do Ciebie mowi
  50. 1 point
    Jak masz duzo pieniedzy do wywalenia niewiadomo po co to wez mi tez jakis przelewik maly wyslij
×