Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 26.03.2017 in all areas

  1. 11 points
    Ludzie przestańcie nabijać niepotrzebne posty w tym temacie bo straszny śmietnik się robi... bardzo Was proszę... człowieka tu h*j szczela jak sobie pomyśli że jeszcze 2 tygonie do wyników a Wy dziennie 2 strony nabijacie o niczym konkretnym, nie związanym z wątkiem. ... może po prostu umówmy się, że do 2 maja wszyscy pościmy w postowaniu, szczególnie tak bezwartościowemu - lubię Was wszystkich, bo wiele się od Was nauczyłem przez te pół roku - tak więc koleżanki i koledzy, naprawdę nie warto ciągnąć tego cyrku... pozdrawiam wszystkich niecierpliwych, z utęsknieniem czekających na TEN dzień
  2. 9 points
    Ostatnio na forum, w wątku dotyczącym loterii DV2018, rozgorzała dyskusja na temat kosztów życia w USA. Szczerze mówiąc zdziwiła mnie postawa niektórych uczestników loterii, którzy oburzali się, że życie tutaj nie nie zawsze jest tak idealne, jak im się mogło wydawać, a nawet ktoś nazwał to "shit-postowaniem". Moim zdaniem lepiej już teraz dowiedzieć się pewnych rzeczy i przygotować się na nie, niż dopiero po przylocie tutaj "dostać obuchem w łeb"... Ale niestety zaskoczyły mnie też posty niektórych osób, które tutaj mieszkają, bo mogłoby się z nich wydawać, że życie tutaj jest tak drogie, że trzeba zarabiać krocie, by żyć na normalnym poziomie... Dlatego stwierdziłam, że dorzucę co nieco na ten temat, jak to wygląda u nas, bo po pierwsze całkiem niedawno jeszcze mieszkałam w Polsce i ciągle jeszcze pamiętam ile za co płaciłam zarabiając złotówki i wydając złotówki, a po drugie jestem na samym starcie życia tutaj i dużo łatwiej zobaczyć mi pewne różnice, które za jakiś czas pewnie się zatrą w pamięci... Jednak nim zacznę o tym pisać, to chciałam uściślić jedną rzecz. Nie będę przeliczać dolarów na złotówki, ani na żadną inną walutę, bo to nie ma sensu. W Polsce dysponowałam jedną walutą, tutaj inną, ale zawsze miałam konkretną ilość jednostek, które mogłam wydać, niezależne od tego, czy nazwa tej jednostki to był złoty, czy dolar. Dlatego dla mnie punktem wyjścia jest ilość jednostek, które muszę wydać na konkretne towary i ile tych towarów za tą samą ilość jednostek kupię, a nie nazwa tej jednostki. Koszty życia codziennego - pisząc o życiu codziennym mam na myśli zwykłe codzienne wydatki na jedzenie, chemię, kosmetyki, ubrania, itp. To są chyba wydatki, które najbardziej "bolą" każdego, bo to nie są rzeczy, z których możemy zrezygnować - każdy musi jeść, umyć się, ubrać, czy posprzątać mieszkanie. To są pieniądze, które wydajemy chyba każdego dnia, bo akurat skończyło nam się w domu to, czy tamto (nawet jeśli robimy duże zakupy raz w tygodniu, czy rzadziej, to np. chleb, czy mleko, itp. i tak trzeba kupować na bieżąco, żeby były świeże). Moim zdaniem codzienne życie jest tu o niebo tańsze. Ktoś w wyżej wspomnianym wątku napisał, że na siebie, męża i psa wydaje tygodniowo 200$ na jedzenie. Być może to różnica pomiędzy cenami w poszczególnych stanach, ale byłam bardzo zaskoczona, bo mi się jeszcze nie zdarzyło dobić do 200 przy zakupach spożywczo/kosmetyczno/chemicznych dla czteroosobowej rodziny. I wcale nie kupuję "śmieciowego" jedzenia. Mój koszyk zawsze jest pełen świeżych owoców i warzyw, mięsa, ryb, itp. Na podobne zakupy w Polsce wydawałam około 500. Produkty tych samych marek tutaj w większości kosztują 1/4 (jednostek) tego co w Polsce. Głównie mam tu na myśli kosmetyki, środki czyszczące, czy ubrania w regularnych cenach, bo jeśli jest promocja, przecena, itp., to ta różnica jest jeszcze większa - czyli tutaj zapłacę jeszcze mniej niż w Polsce. O porównanie produktów spożywczych jest trochę trudniej, bo nie kupię tutaj masła, czy mleka i innych produktów dokładnie takich samych jak w Polsce, ale tak, czy inaczej ceny za te produkty i tak w jednostkach są o zdecydowanie niższe. Najczęściej gotuję w domu (pieczywo też głównie piekę swoje), ale jadamy też na mieście. W Polsce miałam do dyspozycji większą ilość jednostek niż, póki co, tutaj, ale mimo wszystko na jedzenie na mieście mogliśmy pozwolić sobie dużo, dużo rzadziej. Tutaj właściwie w każdy weekend przynajmniej raz zjemy poza domem (a bywa i częściej), bo w wolne dni lubimy robić sobie różne wycieczki i poznawać okolice, więc nie mam czasu na gotowanie. A jak w tygodniu przyjdzie nam ochota na jakąś konkretną kuchnię, lub zwyczajnie nie chce nam się gotować, to też nie musimy się godzinami zastanawiać, czy możemy sobie na to pozwolić i zjeść poza domem. I nie mam tu na myśli jedzenia w "restauracjach" typu fast food. Oczywiście fast foody też są tu tańsze niż w Polsce i nikt nie nazywa ich restauracjami ale to już zupełnie inny temat. Zakup ubrań - kolejna rzecz, która tutaj dla mnie wypada na plus. Nie jestem osobą, która co sezon zmienia ubrania, bo jest na coś moda, więc najczęściej kupuję ubrania na wyprzedażach. I pod tym względem w moim odczuciu jest tu istne szaleństwo, bo przecież kto zapłaci więcej niż 10-20% za ubrania, które były modne całe 3 miesiące temu! No i dzięki temu większość ubrań kupuję właśnie za 10-20% ceny wyjściowej, co oczywiście nie znaczy, że jak coś w regularnej cenie mi się spodoba i chcę mieć to teraz, to nie kupię (cena nadal jest przystępna), choć właściwie prawie zawsze warto poczekać, bo pewnie zaraz będzie jakaś wyprzedaż weekendowa lub "święto", z okazji którego trzeba przyciągnąć ludzi do sklepu i zrobić ofertę na cały asortyment, więc nawet to, co aktualnie jest "na topie" też można kupić dużo taniej. Podam Wam prosty przykład. Moje starsze dziecko ostatnio błyskawicznie rośnie (młodsze zresztą też, więc kolejne zakupy już mnie czekają), więc była konieczność znacznego uzupełnienia garderoby. Wybrałyśmy się więc na zakupy ciuchowe i dzięki wyprzedażom plus elektronicznemu kuponowi, który dostałam na maila, 3 pary spodni, 4 bluzeczki i 2 sweterki kupiłam jej za łączną zawrotną kwotę 43 jednostek. Dodam, że były to ubrania bardzo dobre gatunkowo i nie kupiłam ich w markecie, tylko w sklepie z ubraniami (nie chcę tu robić reklamy sklepu). W Polsce za te pieniądze nawet w markecie nie kupiłabym takiej ilości ubrań, do tego gatunkowo nieporównywalnie gorszych. Rachunki - to kolejna rzecz, o której pisali forumowicze. Tu gdzie my mieszkamy też wychodzą korzystniej w stosunku do Polski. Dużo mniej płacimy za gaz i prąd niż w Polsce, pomimo tego, że ogrzewanie mamy na gaz, a wszystko pozostałe na prąd - wszystkie sprzęty i klimatyzacja. Podobnie z wynajmem mieszkania. Taką samą ilość jednostek płacę teraz tutaj za mieszkanie, które ma ponad 100m2, jaką płaciłam w czasach licealno/studenckich ponad 10 lat temu za mieszkanie które miało około 33m2. Do tego tutaj w tą cenę mam wliczoną wodę i śmieci. Płacimy dodatkowo tylko za prąd i gaz, jak wspomniałam wyżej, a mieszkam w najlepszym rejonie w mojej okolicy. Dochodzi oczywiście cena kablówki i internetu - też niższa za podobne warunki do tych, jakie mieliśmy w Polsce i telefony komórkowe - dokładnie tak samo jak kablówka - analogiczne warunki, a cena niższa. Gorzej wypada cena ubezpieczenia samochodu, bo po przeprowadzce tutaj zaczynamy budować swoją historię jako kierowcy od zera, więc na początku wypadnie to drożej i jak nam się zdarzy jakiś wypadek, czy stłuczka, to nie mamy co liczyć na adekwatne odszkodowania. Ale pod tym względem z czasem będzie lepiej. Paliwo - gdy piszę ten post, cena na stacji benzynowej, na której zawsze tankujemy, to 2,51 za galon, więc nic więcej chyba nie trzeba tutaj dodawać. Elektronika - też bez zbędnego rozpisywania się - jest zdecydowanie tańsza. Dużo mniej jednostek trzeba zapłacić za telewizor, dobrego laptopa, czy xboxa, itp., niż w Polsce Ale żeby nie było tak różowo, to teraz druga strona medalu.... Każdy, komu się wydaje, że dzięki mniejszym kosztom życia codziennego, będzie mógł chomikować swoje dolary i na nich spać, jest w błędzie. W Polsce, jak dostaje się swoją określoną ilość jednostek, to musi ich wystarczyć głównie na to, o czym pisałam wyżej. Tutaj, z tego co się dostaje do ręki, dodatkowo trzeba jeszcze samemu dopłacić/zapłacić za ubezpieczenie zdrowotne i za każdą wizytę u lekarza, dopóki nie osiągnie się określonego w ubezpieczeniu pułapu, a nie są to często małe pieniądze. Trudno tu podawać konkretne kwoty, bo zależy to od wielu czynników, ale tak czy inaczej, jest to kwota, którą musicie odjąć od tego, co dostajecie "na rękę". Oczywiście, jak jesteśmy zdrowi, to nie jest tak źle, ale trzeba jednak pamiętać o tym, że nigdy nie wiadomo, co będzie dalej. I jakakolwiek by nie była publiczna służba zdrowia w Polsce, to chyba prawie nikt ze zwykłą grypą, czy zapaleniem zatok lub przeziębieniem nie idzie prywatnie do lekarza i nie płaci nic dodatkowo. Tutaj tak. Kolejna rzecz... emerytura. O nią też trzeba zadbać jeśli chce się godnie żyć i odpocząć na starość, a każdy kto zaczyna tutaj tak jak my, nic nie ma na nią odłożonego. Jak myślicie, czemu tak dużo starszych, czy wręcz starych ludzi tutaj nadal pracuje? Nie dlatego, że się nudzą (oczywiście niektórzy tak, ale wtedy głównie pracują charytatywnie, w wygodnych warunkach), ale głównie dlatego, że muszą.To jest kolejny koszt, o którym trzeba pamiętać i który trzeba sobie doliczyć. Macie dzieci? Jeśli tak, to musicie liczyć się z kolejnymi wydatkami. Jeśli traficie do dobrej dzielnicy, w której publiczne szkoły są dobre, to przynajmniej na początku jesteście na plus (nam się tak szczęśliwie udało, dziewczynki chodzą do bardzo dobrych i bardzo dobrze dofinansowanych szkół), ale jeśli nie, to dochodzą koszty prywatnych szkół. Warto też pomyśleć o tym, że tutaj (przynajmniej tam, gdzie my mieszkamy, nie wiem, czy to norma we wszystkich stanach) wszelka dodatkowa opieka w szkole jest płatna. Nie ma tak, że przed lekcjami, czy po lekcjach dziecko pójdzie do świetlicy i spokojnie poczeka na lekcje lub na nas nim wrócimy z pracy. Oczywiście świetlice są, ale każda spędzona w nich godzina jest płatna i to nie mało. Do tego musicie już teraz zacząć myśleć o odkładaniu pieniędzy na studia, oczywiście jeśli zakładacie, że wasze dzieci będą chciały je robić, ale to chyba zawsze warto założyć. Myślę, że na dziś już wystarczy i tak się strasznie rozpisałam. Ale jeszcze tylko słowem podsumowania. Nigdy nie planowałam tu mieszkać, Stany nie były moim marzeniem, ale moim zdaniem życie tutaj jest tańsze, to zwykłe, codzienne, jednak kto wie, być może z czasem zmienię zdanie. Trzeba jednak pamiętać, że koszty życia tutaj, to nie tylko różne dobra które sobie kupujemy i nie idealizować tego miejsca, bo to może być bardzo zimny prysznic. Mi jest tu dobrze i nie żałuję, że tu mieszkam Wydaje mi się też, że ten kto radził sobie w Polsce, poradzi sobie i tutaj, ale jeśli w Polsce sobie nie radziliście, to tutaj będzie jeszcze gorzej, bo na każdego zarobionego dolara trzeba całkiem ciężko zapracować.
  3. 7 points
    W dużym skrócie - tak, w USA jest lepiej niż w PL (łatwiej, prościej, ze zwykłej pracy możesz utrzymać wyższy poziom życia niż w PL, większa dostępność i różnorodność towarów i usług, inna kultura prowadzenia działalności gospodarczej, inny system podatkowy, mniejsze obciążenie biurokracją, wyższy poziom medycyny itp itd). @Roelka niestety, Twoje ostatnie zdanie potwierdza tezę postawioną przez @Vega - nie bądź (albo bądź, co mi tam ) zgorzkniałą malkontentką. W sumie, wczytując się w Twoje posty można odebrać wrażenie, że Tobie w USA się nie udało, że nie odnalazłaś się w tamtej rzeczywistości i swoją gorycz próbujesz przelać na osoby, które USA wybrały jako miejsce do dalszego życia. Jasne, są osoby, które nie wiedzą nic o USA a chcą tam wyjechać ale, uwaga, na takich osobach powstała potęga USA - to kraj emigrantów, dla których USA miały być (i dla większości są) krajem docelowym, krajem wymarzonym. Uparliście się, żeby przekonać każdego, że Św. Mikołaj nie istnieje. Istnieje a człowiek, który patrzy na życie przez różowe okulary dokona więcej, niż malkontent naładowany przekonaniami, że w USA czeka na niego głód, smród i ubóstwo. Tymczasem o pracę w USA jest łatwo (z resztą w PL też brakuje rąk do pracy i pracodawcy zaczynają zabijać się o pracownika i/lub prowadzą walkę podjazdową, żeby pracownika do siebie przeciągnąć), koszty ubezpieczenia medycznego są porównywalne realnie do tych, jakie ponosi się w PL szczególnie, że gro pracodawców oferuje takie czy inne plany medyczne. Tak jak to @KaeR napisał - forum jest dla każdego i każdy ma inne doświadczenia życiowe, inny punkt odniesienia oraz inny punkt wyjściowy. Są tu osoby, które do USA wyjadą po to aby kupić sobie domek na Florydzie (np -> https://www.trulia.com/property/3003664494-1860-Robalo-Dr-105A-Vero-Beach-FL-32960 ) i odcinając kupony od inwestycji mieszkać i zwiedzać całe USA oraz Kanadę ale też takie, które utkną w NYC klepiąc gorszą biedę niż miały w PL, będą przekonywały innych Polaków o tym, że USA to nie miejsce dla nich, ale same nie wrócą do PL ponieważ wstyd. edit : w sumie fajnie, że jesteście na forum wszyscy w trybie prawie ciągłym. Kiedyś, żyło ono generalnie falowo - od zgłoszeń do ogłoszenia wyników z okresami dużej posuchy pomiędzy
  4. 6 points
    Z tym też bym nie przesadzał ponieważ jak pokazuje ten i inne tematy, @Roelka nie jest osobą lubianą na forum przez wszystkich jego użytkowników. Na temat tzw "kółka wzajemnej adoracji" też już było sporo postów. Osobistych wycieczek i przytyków - czasem aż za dużo. Swoją droga - forum nie powstało po to aby się lubić czy nie, tylko po to aby wesprzeć/podzielić informacjami (w takim zakresie w jakim możemy) z zakresu podróży/migracji do USA i innych krajów. Dobrze, że wypowiadają się zarówno optymiści i osoby patrzące na życie przez różowe okulary, jak i pesymiści i marudy. Mocną stroną niniejszego forum jest także to, że są tutaj osoby posiadające różne doświadczenie, różny punkt odniesienia i różne oczekiwania, których wypowiedzi pozwolą człowiekowi myślącemu wyciągnąć z całości dyskusji swoje własne wnioski. Korzystając z okazji i wczesnej pory - wszystkim Wam, zarówno po tej, jak i po tamtej stronie wielkiej kałuży - spokojnych i radosnych Świąt Wielkiej Nocy oraz mokrego Dyngusa
  5. 6 points
    Poleciałyśmy na B2 Juz po zawodach i już z powrotem w kraju. Obyło się bez żadnych problemów wizowych. Z dumą informuję, że nasza reprezentacja wróciła do Polski z 5 złotymi, 3 srebrnymi i 5 brązowymi medalami W tym 2 złote i 1 brązowy medal w wieloboju
  6. 6 points
    Boziu. A maz nic na to nie powiedzial? Jakby moj maz rozwazyl nawet taka opcje to wzielabym rozwod zeby wszystkim zrobic przysluge, a zwlaszcza sobie..
  7. 6 points
    Challenge accepted Dyskusja ta pojawia się jak wiemy od czasu do czasu a punktów widzenia jest tyle co siedzienia, bo wszystko oczywiście zalezy. Tak, Ci którzy w Polsce zarabiali/zarabiają bardzo dobrze, będą uwazac, ze jest tanio, bo dla nich - w tym kraju faktycznie jest tanio. Takich ludzi jest jednak relatywnie bardzo mało. Srednia płaca w Polsce to ponad 4 200 zł brutto, czyli jakieś 3000 na rękę. Nabijana jest ona oczywiście wielkimi rozbieznościami w płacach, i dla większości ludzi to cyfra z kosmosu. Mediana zarabków (połowa zarabia więcej/połowa mniej) to 3300 brutto. Najczęściej otrzymywana pensja (tzw. dominanta) to zaś 2500 zł brutto, czyli jakieś 1800 zł „na rękę”. Szału zatem nie ma. Trzeba tez pamiętac, ze statystyki te dotyczą tylko ludzi którzy pracują na etacie, w firmach zatrudniających powyzej 8 osób o ile dobrze pamiętam. To oczywiście tylko procent całej siły roboczej; pozostaje cała rzesza ludzi na umowach-zleceniach (mnóstwo bez ubezpieczeń zdrowotnych), czy tych zarabiających 8-9 zł na godzinę, jeśli nie mniej. Ale ok, for the sake of the argument, powiedzmy, ze najczęściej jest to te 1800 na rękę miesięcznie. I tak, zapomnijcie na chwilę o euro, dolarach czy złotówkach. Ludzi którzy którzy pracują i wydają w okreslonym kraju mało obchodzi nazwa waluty. Dostają określoną liczbę "jednostek płatniczych" i musi im ona wystarczyc na kupno rzeczy kosztujących określoną liczbę tychze jednostek. Czy tą jednostkę płatniczą nazwiemy dolarami, euro czy talarami, nie ma zadnego znaczenia. Swoją drogą tak się składa, ze w UK, Polsce, czy tez z tego co rozumiem takze w US, mięsięczne minimalne, czy takze te najczęstsze wypłaty obracają się właśnie w granicach tychze tysiąca kilkustet jednostek płatniczych (funtów/złotówek/dolarów). Dla jednych będzie to blizej tysiąca, dla innych blizej tych 1800, czy dwóch. I teraz będąc w Polsce, zeby to sobie porządnie zobrazowac, widząc ceny postawcie się w butach większości społeczeństwa i wyobrazcie sobie, ze dostajecie miesięcznie powiedzmy właśnie te 1800 jednostek (nazwijmy je na chwilę dolarami, zeby było łatwiej ), a ceny które widzicie w złotówkach, są w "dolarach".... 2.5 dolara za chleb, 20 dolarów za kg sera, 25 dolarów za szynkę, 12 dolarów za mięso mielone, 5 dolarów na duzą butelkę wody, 12 dolarów za kawe w kawiarnii... Te 1800 zaczyna uciekac bardzo szybko. Nie wspominając o paliwie, czy takich fanaberiach jak podróze. Gdybym, powiedzmy zarabiając w UK 1800 jednostek miał wydac na podróz lotniczą 2000 jednostek (a dwa tysiące to średnio to co Polacy wydają na loty do USA), to by znaczyło, ze lecę biznes klasą. Bo ceny economy kształtują się w granicach 250-500 jednostek, a biznes właśnie 2000. Zatem tak - SIŁA NABYWCZA ma tu kluczowe znaczenie. Następnie to ile zarabiamy, a potem nasze nawyki i to, na co wydajemy (a nie oszukujmy się, nasze nawyki się zmieniają wraz z postępującą "westernizacją", i wydajemy więcej i mniej ostroznie) Zatem wracając, Ci którzy zarabiają w Polsce bardzo dobrze, mają naprawdę tanio (bo przy powiedzmy 6 000 tysiącach "dolarów" miesięcznie ceny jak wyzej nie wyglądają juz tak strasznie). Większosc społeczeństwa zyje jednak bez szans na stały dostęp do dóbr, które na Zachodzie są standardem nawet przy płacy minimalnej (moim ulubionym medialnym bezsensem jest notoryczne porównywanie w informacjach płacy minimalnej w UK z płacą średnią w PL...) . Ludzie są generalnie mądrzy jeśli chodzi o podejmowanie osobistych decyzji finansowych i myślenie, ze udają się na emigrację powodowani "mitami" to błąd. Gdyby ludzie wierzyli w mity, propagande i filmy to by nie obalili komuny z powodu cen kiełbasy. I to tacy właśnie ludzie napędzają migrację, w to czy w inne miejsce. Jest oczywiście jakiś procent, który wyjezdza z innych powodów, ale takich jednak ludzi jest zdecydowana mniejszosc. Większosc, mając do wyboru wegetację w oczekiwaniu na śmierc ale bez ryzyka bankructwa z powodu rachunków ubezpieczeniowych, wybiorą jednak ryzyko. Zresztą, swoją drogą, gdyby w USA pracodawcy na kazdego zarabiającego chocby te 1500 "dolarów" musieli dawac państwu 1172 dolary to chyba byłaby rewolucja... A tyle pracodawacy muszą oddac ZUS w Polsce, a opiekę to daje taką jak widac... UK jest ciągle krajem bardzo tanim dla człowieka zarabiającego nawet minimum, czy w USA jest az tak strasznie jak niektórzy przedstawiają? Nie sądzę.
  8. 5 points
    Hej! Kolejny rok w US minal i znowu musielismy wypelniac zeznanie podatkowe. Jak poprzedio zrobilismy to sami, online. Ja pracowalem caly rok dla jednej agencji i chwilowo dla Amazona (1 noc:-), wiec moje rozliczenie bylo bardzo proste i zwrot ~$3K. Razem z Viktoriji rozliczeniem wyszlismy na $2K zwrotu dlatego, ze rozliczamy sie wspolnie. Porownojac do poprzednich lat byl to najwiekszy zwrot jaki otrzymalismy do tej pory. Mysle, ze duze znaczenie ma tutaj zaznaczenie na W4 - zamezny/a, jednak pobieraj podatek jak dla singla… Co do mojej kariery w nowej firmie… Hmm zakonczyla sie po dwoch tygodniach. Jeszcze nie na tym etapie moj angielski i kwalifikacje konsultanta. Takze nowy rok rozpoczelem na bezrobociu - zaaplikowalem na ‘kuroniowke’ i udalo mi sie dostac $400 tygodniowo na czas poszukiwania pracy. Caly proces odbywa sie online, i tylko tygodniowe raporty trzeba wpisywac na stronie, ze aktywnie szukam pracy. Pomoglo nam to bardzo, dlatego, ze Viktorija zrezygnowala z pracy w Microsofcie 2 tygodnie po mojej rezygnacji:-) I tak pierwsze 3 miesiace 2017 roku spedzilismy wspolnie w domu projektujac nasz przyszlosc… W pierwszy poniedzialek zakupilismy szczura domowego i zycie zaczelo miec coraz wiecej znaczenia. Nigdy bym nie pomyslal, ze moge tak pokochac szczura:-) Cudowne stworzenie. Zdecydowalismy, ze Viktorija nie bedzie wracala do pracy. Przynajmniej na czas nieokreslony. Od tamtego momentu ja skupilem sie na szukaniu czegos w zasiegu mojej znajomosci angielskiego i analitycznych zdolnosci, a Viktorija zajela sie sztuka i kreatywnymi projektami na pelna skale. Znalezienie nowej pracy nie zajelo dlugo i tak naprawde sama mnie znalazla. Rekturer z innej agencji konsultacyjnej zadzwonil do mnie, krotkie spotkanie, dopasowanie profilu do otwartych pozycji i wyladowalem nastepnego analityka/administratora danych za $32/h. Tym razem o wiele mniej odpowiedzialnosci i super dojazd autobusem ok. 30min w jedna strone, wiec jestem bardzo zadowolony. Kolejna globalna organizacja - Getty Images, jednak ludzie o wiele bardziej wyluzowani i wieksza swoboda. I to, tylko tymczasowo, dopoki nie wymysle czegos co naprawde chce robic (z tego tymczasowego moze okazac sie wieloletnie:-), ale nie spieszy mi sie. Na razie skupiamy sie na tym, zeby Viktorija mogla spokojnie pracowac nad swoimi projektami, a ja przynosil wystarczajaco duzo pieniedzy do domu. Pozdrawiam! Buziak:-* Pa
  9. 5 points
    Hej, Ja już po rozmowie i zgodnie z obietnicą chciałbym się podzielić moimi wrażeniami z wizyty w Ambasadzie. Wszyscy w Ambasadzie byli bardzo mili i pomocni, ale zacznijmy od początku. Rozmowę miałem zaplanowaną na 8:00, ale taksówka przywiozła mnie już przed 7:30 pod ambasadę, więc ustawiłem się w kolejce (byłem drugi) za mną po 7:30 ustawiło się już kilka osób, a ochroniarz zaczął wpuszczać pierwsze osoby w tym mnie. Musiałem oddać wyłączony telefon w zamian za numerek oraz przejść przez kontrolę bezpieczeństwa. Następnie droga piętro niżej do sprawdzenia paszportu oraz potwierdzenia kuriera TNT. Następnie wizyta przy okienku, gdzie została otrzymałem numerek, krótkie oczekiwanie i wizyta przy drugim okienku, gdzie złożyłem wszystkie dokumenty i dostałem kartkę z zaznaczoną opłatą $330 do zapłaty w kasie. Po zapłaceniu zostały pobrane odciski palców kilka pytań i oczekiwanie do 9:00 na konsula. Przemiła Pani Konsul prosiła o podniesienie prawej ręki i zaprzysiężenie o mówieniu prawdy, a następnie zadała 3 pytania : 1. Ile razy startowałem w Loterii ? 2. Czy mam rodzinę lub znajomych w USA ? 3 pytanie było o pracę w USA. Po moich dość wyczerpujących wypowiedziach (lubię sobie pogadać ) Pani konsul mi pogratulowała i powiedziała, iż otrzymam wizę imigracyjną kurierem Tak wyglądały moje niecałe 2 godziny w Ambasadzie. Jak wychodziłem była już pokaźna kolejka przed wejściem, także należał się taksówkarzowi napiwek za szybki transport haha Bardzo wszystkim dziękuję za porady i przydatne informacje, które znalazłem na forum. Pamiętajcie o wszystkich dokumentach, aby ze Sobą zabrać. W kasie można płacić w złotówkach lub kartą, ale według mnie najwygodniej dolarami. Lepiej być wcześniej, aby uniknąć kolejek (o 9 za mną było już z 7-8 osób do imigracji, nie wiem ile czekało przed Ambasadą). Duży stres, ale w sumie niepotrzebny, wystarczy szczerze odpowiadać na pytania, no i mieć wszystkie dokumenty. Jeżeli chodzi o dokumenty finansowe miałem ze Sobą list (+ wyciąg z banku) - warto o tym wspomnieć, szczególnie mieć list od osoby, do której się jedzie ze Sobą, wtedy jest dużo prościej, bo nie musiałem już pokazywać wyciągu bankowego - nigdy nie wiadomo ile to jest "wystarczająco".
  10. 5 points
    LUdzie ten dzial na forum nie jest po to aby sie nabijac z ludzi.. KAZDY LUBI TO CO LUBI.... I WIERZY W TO CO CHCE WIERZYC... wiec odpusccie juz Megan i nie zasmiecajcie tego tematu Dv-2017 Wygrana,pytania I Odpowiedzi,ds260,badania,rozmowa,pierwsze Dni W Usa Piszcie do Megan na priv a udzieli wam dokladnych info na temat jej wiary... bo ludzie ktorzy chca przeszukiwac ten dzial w celach przygotowan sie do rozmow beda musieli sie sporo naszukac aby cos znalesc przez takie "gadki"... Nie jestem administratorem lecz normalnym uzytkownikiem tego forum, ale prosba jest kierowana do danej grupy osob:) Dziekuje
  11. 4 points
  12. 4 points
    Miałem tu nie wchodzić i już nic nie pisać (przynajmniej w Święta...), ale niniejsze Forum jest jak ... używka, bez której można żyć, ale co to za życie? jak strup, którego mama nie każe drapać, ale drapiesz i próbujesz ściągnąć, pomimo tego, że wiesz, że może zostać mała blizna? @Roelka - tak wygląda Twoja rzeczywistość widziana oczami osób, które Cię nie znają, ale które wnioskują po tym, co o sobie napisałaś (vide Twoja stopka na Forum : 06.2013 - B2! -> 11.2013 - 04.2014 - K1! -> 03.2015 - AoS start! -> 07.2015 - EAD! -> 09.2015 - Zielona Karta! : jak to Twoim zdaniem wygląda ?) @Roelka - jak dotąd to Ty się "czepiałaś" różnych wypowiedzi różnych osób wszczynając spersonalizowane dyskusje na Forum. Gdybyś w swoich wypowiedziach pozostawiła wyłącznie quasi obiektywny punkt widzenia, bez dodawania do tego zabarwienia "ja, Królowa USA, wiem lepiej" (dzięki @Jackie za to sformułowanie ) nie pojawiałyby się takie a nie inne posty na Twój temat. Dodatkowo, w swoich wypowiedziach używasz słów o znaczeniu pejoratywnym (np. w zacytowanym poście użyłaś sformułowania "banda") w stosunku do osób, które wcześniej już wyraziły na Twój temat zdanie negatywne, co dodatkowo eskaluje dyskusję w takim a nie innym kierunku. Nie kontestuj czyjegoś doświadczenia/wiedzy/obserwacji tylko dlatego, że nie miałaś możliwości sama tego doświadczyć i/lub posiadasz inne doświadczenia w tym zakresie. Kubeł zimnej wody ? (dziś Śmigus Dyngus ) -> nie jesteś pępkiem świata. Nikt tutaj nie skrzykuje się, aby śledzić Twoje wpisy i wyrażać zdanie odrębne "na złość Tobie". Forum istniało zanim się na nim pojawiłaś i będzie istnieć, jak z niego znikniesz. W historii Forum mieliśmy przykłady rożnych osobliwości, które pojawiały się jak Nova, pobłyszczały i przepadły (względnie zmieniły nick'a) (btw. dane dot użytkowników Forum, w tym daty ich rejestracji można znaleźć w ogólnodostępnych bazach) Muszę się niestety powtórzyć - Forum jest dla WSZYSTKICH, należy do kategorii źródeł otwartych i ogólnodostępnych i KAŻDY jego użytkownik, stanowi jego wartość dodaną. Można nie zgadzać się z wypowiedziami interlokutorów, można korygować oczywiste błędy logiczne/prawne, ale trzeba umieć oddzielić przekaz informacji od emocji @felipemasa - do podania wyników do powszechnej wiadomości pozostały ok 2 tygodnie. W tym temacie nic nowego do tego czasu się nie pojawi (chyba, że obecna Administracja USA podejmie decyzję o likwidacji DVL jako takiej), więc tak jak to @KaeR sugeruje - można tutaj do tego czasu nie zaglądać Potem i tak pojawi się nowy temat : DVL 2018 - wylosowany/nie wylosowana, w którym obecni uczestnicy będą dzielić się swoimi spostrzeżeniami (np. podejrzewam, że informacją oczekiwaną jest czy faktycznie ponowne użycie tego samego zdjęcia spowodowało wykluczenie zgłoszenia).
  13. 4 points
    Ja tam zazdroszczę tym osobom, które aktualnie już są w USA. Serio. Sam chciałbym się tam dostać i robię co w mojej mocy, by móc legalnie się tam osiedlić (nielegal absolutnie nie wchodzi w grę). Tym bardziej motywuje mnie fakt, że na miejscu będę miał świetny stary, zapewnioną pracę i wszelką pomoc w załatwieniu spraw "papierkowych". W Polsce poza świetną pracą nic mnie i narzeczoną nie trzyma, ale jednak siła nabywcza pieniądza w USA (pomijając wszelkie kwestie podatkowe itp) przekonuje mnie bardziej, by zacząć żyć w tym miejscu. Tak więc raz jeszce pisze - zazdroszczę jak cholera wszystkim aktualnie przebywającym legalnie w USA, ale zazdroszczę pozytywnie i mam nadzieję, że wkrótce będę mógł postawić nogę na lądzie za oceanem PS. Wesołego Alleluja!
  14. 4 points
    Oj nie ładnie chłopcy tak sie odnosić do kobiety, zwłaszcza w taki dzień jak dzis. Szanujmy się mimo odmienności. Ja też się nie z kazdym zgadzam w wielu kwestiach, z Roelką rowniez, ale zupełnie nie ma to wpływu na moją opinię o niej jako użytkowniczce bo w tematach na temat wiz i formalności jej pomoc była dla mnie nieoceniona a wcale nie ma obowiązku dzielić się swoją wiedzą. To, że w luźniejszych wątkach prezentuje swoje poglądy jest jej prawem tak jak waszym jest prezentować swoje zdanie. Natomiast osobiste wycieczki są strasznie słabe i świadczą tylko o poziomie (albo jego braku) osoby ktora z nimi wyskakuje. Bądźmy dla siebie lepsi. Alleluja.
  15. 4 points
    Wstyd to się wyrzekać swojego ojczystego kraju, a my jako Polacy możemy wstydzić się że jesteś Polką. Zazdrościć ? Czego ? W Stanach byłem wcześniej niż Ty i gdyby nie to, że moja żona która wysłała nasze wnioski po obejrzeniu " Żon Hollywood" ( to oczywiście żart ) postawiła mnie przed faktem dokonanym nigdy bym tego nie zrobił. Mam tutaj dom, niezłe auto i dobrze płatną choć może niezbyt pewną pracę. Szansa na wygraną jest tak sama niska jak to, że Ty zaczniesz pisać poważnie lub wcale, więc nie będę musiał wynajmować piwnicy, pracować w rzeźni u wujka i latać do Polski wyrywać ósemkę... Jesteś tam, żyjesz, szanuj kraj i rodaków, tak jak piszesz - nikogo do domu wpuszczać nie będziesz a i pewnie szklanki wody byś nie podała w potrzebie więc przestań się gwiazdo unosić i przyjmij lekcję pokory.
  16. 4 points
    No bez jaj... Tysiące ludzi jedzie co roku nie mając żadnych znajomych i nie mając takich pieniędzy na koncie. Nie chcesz jechać , znajdziesz każdy powód. Mieszkam w dość turystycznym miasteczku, w lato pełno europejczyków na w&t i bardzo często spotykam 18-20 latków którzy zostawili szkołe, rodzine i przyjechali mając po $500 w kieszeni z zamiarem zostania ( fakt że większość miało podstawową prace, którą tak naprawdę każdy może dostać w oka mgnieniu ale mieszkanie, Ssn, czy dojazd musieli załatwić sobie sami ) To są dzieci, DZIECI które świetnie sobie daja rade - a ty stary byk z wykształceniem, doświadczeniem, biletem, zieloną kartą w ręku i lament bo Ci koleżanka tyłka nie podwiezie.
  17. 4 points
    Dla mnie to sa jedyne wydatki, ktore trzeba ponosic. Reszta to opcja. ;D
  18. 4 points
    Nie jest. Generalnie jakies wyznaczanie kim sie otaczac, albo jakies guilt trips ze nie polakami to jakies ograniczenie umyslowe. Ja sie otaczam ludzmi ktorzy uwazam sie sa spoko wg. mojej wewnetrznej klasyfikacji - w ktorej biorac pod uwage moj track record w firmie jezeli chodzi o zatrudnianie ludzi - jestem dosc niezly. Polak, rusek, niemiec, chinczyk, amerykanin czy hindus - nie ma absolutnie najmniejszego znaczenia. ( moze z tym ruskiem to przesadzilem) (zart taki ;-) )
  19. 4 points
    Jak pisalem - to jest zdecydowanie bardziej problem Waszego zwiazku niz emigracji. Z jakiegos powodu wszyscy wyzej zakladaja ze cala kompletna rodzina desperacko chce wyjechac do US i podsuwaja pomysly jak to zrobic, a tu niespodzianka, rodzina okazuje sie wazniejsza. Tu niewiele mozna poradzic Ci w kwestii imigracji, nikt tu nie wie jak sie sprawy maja z Twoim mezem - musisz usiasc z nim i porozmawiac czego on konkretnie chce. Wez pod uwage ze moze chciec zabrac ze soba corke (bedzie jego derivative beneficiary) a jezeli petycja jeszcze nie zostala wyslana, to bez wzgledu na kategorie to potrwa tak czy inaczej kilka ladnych lat. Z mojego czysto niedoinformowanego punktu widzenia - jezeli dla niego wazniejszy jest szybszy wyjazd niz spedzenie czasu z rodzina, to niech s******a, poszukalbym kogos kto ma normalne zdroworozsadkowe priorytety.
  20. 4 points
    Wiesz, teraz z zabawkami moze byc problem z wpuszczeniem do Polski. Niektore moga propagowac jakis gender albo inne lewackie paskudztwo. Najlepiej wyslij zdjecia do macierzystej parafii i uzyskaj zaswiadczenie od proboszcza ze sa zgodne z aktualnymi "tryndami".
  21. 4 points
    Polacy maja 3 podstawowe wady, gdzie trzecia, ostatnia, wynika z pierwszych dwóch: 1. Maja w większości życie wypisane na twarzy; 2. Nie potrafią sie "zaprezentować"; 3. Kombinują na potegę. W większości przypadków odmów, podchodzi taki klient/ka do okienka i odmowę ma zanim rozdziawi paszcze. To niestety wynika z miernego szkolnictwa.
  22. 4 points
    Akurat takie wpadanie i wydawanie w PL dolarów/funtów/euro to ma wartość co najwyżej wypadu turystycznego... Patrząc na Twoje posty ciężko mi powiedzieć czy kiedykolwiek wiodłeś życie przeciętnego Polaka bo zarobki jakie miałeś zdają się nawet kilkakrotnie wyższe niż te 1500 PLN które bardzo wielu ludzi ma do rozdysponowania na miesiąc. Co do służby zdrowia to każdy wie, że w PL jest do bani. O US się nie wypowiadam bo z doświadczenia nie wiem nic na ten temat, ale drażni mnie podejście przy którym może się wydać, że mamy tu w kraju cudowną opiekę zdrowotną. Na koniec - jest coś takiego i chyba już kiedyś o tym pisałem. Wielu emigrantów zaczyna tworzyć w swojej głowie utopijny obraz swojej ojczyzny. Widziałem to u wielu ludzi. Zapominają jak się żyło w kraju i jakie mieli problemy i skupiają się na narzekaniu na realia w jakich obecnie żyją. To kwestia dla psychologów, bo ja nie mam pojęcia skąd i po co bierze się ten mechanizm. Być może jest to taki bezpiecznik w głowie, coś na zasadzie, że jeśli "tu" mi się nie powiedzie to mam bezpieczne miejsce do którego mogę wrócić. P.S. Nie robię sobie wielkich nadziei, ale byłoby miło gdyby dyskusja była merytoryczna, bez docinek i drwin...
  23. 3 points
    Pamiętam jak ja odliczałam dni do wyników w 2013 roku. Pamiętam jak zobaczyłam, że mój mąż wygrał. Niesamowite uczucie. Nagle wiadomo, że niedługo życie się zmieni. Trzymam kciuki za wszystkich tych, którzy marzą o zamieszkaniu w USA, nam się udało. Naprawdę warto.
  24. 3 points
  25. 3 points
    Już za parę dni za dni parę... KaeR co u Ciebie?? Czekasz sobie pewnie niecierpliwie na 03.05.2017
  26. 3 points
    Ok, dzięki. Czyli trzymamy kciuki, pocieramy łapki, odmawiamy nowenny itd itp etc za otrzymanie emaila z numerem w pierwszych 10 000 (Choć w moim przypadku to zapewne pewne osoby odmawiałyby zdrowaśki, żebym/żebyśmy jednak nie zostali wylosowani w tej loterii). Tak to bywa, że w "domu" często "trzymają" nas takie sytuacje, gdzie trzeba się opiekować np. kimś z rodziców, teściów albo żona w ciąży i nawet samolotem lecieć nie może Się zobaczy jak potoczą się "nasze" losy. Na forum czy będę wchodził "po maju, czerwcu" to nie wiem, bo chyba nikomu nie jest przyjemnie czytać entuzjastyczne relacje ludzików którym się udało, kiedy samemu jest się looserem Muszę jednak przyznać że to chyba pierwsze forum na którym tak przyjemnie się czyta pomocne informacje...
  27. 3 points
    Hej, ja juz prawie miesiac w USA. dzieje sie dzieje, ciagle nie mam czasu, zalatwiania a zalatwiania nie ma konca. Zaczelam pisac jak wczesniej mowilam blog, jak ktos ma ochote to zapraszam do czytania. Bede tam dorzucac co jakiś czas cos jak znajde tylko na to czas i sily. Glownie zrobilam ta stronke dla mojej famili, gdyz opowiadanie przez prawie godzine co u mnie slychac kazdej osobie z osobna jest wyczerpujace, mam dosc. Pozdrawiam szczesliwcow !! Jak ktos przyjedzie tez na Floryde to dajcie znac www.joannaraczko.com
  28. 3 points
    ... z obowiazku kronikarskiego odnotuje, ze moja aplikacja na GC zostala dzis wyslana. Pewnie w poniedzialek dotrze. Od tego momentu 15 dni. Jesli moge prosic, odmawiamy nowenny, rozance, pocieramy zajecze lapki, nie przechodzimy pod drabina, czarne koty rozjezdzamy zanim przebiegna droge i kto co tam ma... w mojej intencji. Odwdziecze sie. :]
  29. 3 points
    A prosze Fiolet przechodzacy w rozowy.
  30. 3 points
  31. 3 points
    Sory ze sie wtracam, ale kolejna wiza mniej Udalo mi sie dzisiaj, i przy okazji dzieki za wszystkie informacje. W sierpniu wylot prawdopodobnie do Atlanty
  32. 3 points
    Filmów nie oglądałem ale blog spoko, tylko pozbyj się tego kolesia bo jak na rozmowę kwalifikacyjną nie potrafi dojechać na czas to nic z niego nie będzie.
  33. 3 points
    I to jest całe clou dyskusji i to co staram się Wam przekazać - każdy ma inne doświadczenia, więc wypowiedź każdej osoby na dany temat jest wartościowa (pod warunkiem, że nie zawiera treści spersonalizowanych, wymierzonych w wytworzenie/eskalację konfliktu).
  34. 3 points
    Dajcie "Rudej" już spokój. Jest jaka jest i się pewnie nie zmieni. Poglądów też. Abstrahując od poglądów, z którymi można się zgadzać lub nie (a za prawdę, powiadam wam, że czasami jest lepsza niż skoncentrowana kawa dożylnie ), robi tu kawał dobrej informacyjnej roboty.
  35. 3 points
    No to i ja sie pochwałę-cztery wizy przyznane,cudowny prezent na Święta Wielkanocne trochę to trwało,rozmowę w ambasadzie mieliśmy w lutym,ale brakowało dokumentów mężowi,a w Wielki Piatek niespodzianka-paszporty z wizami!!! Pozdrawiam forumowiczów i szczęścia w losowaniu dla oczekujących .
  36. 3 points
    Tak, zwłaszcza Tobie zazdrościmy Twojej przewrotnej kariery za oceanem od B2 w czerwcu 2013 po K1 pięć miesięcy później. Daj Boże wszystkim takie love story rodem z Dynastii emitowanej w Polsce pod koniec pierwszej połowy lat 90 - tych... Schodzę z Ciebie panna bo wódki razem nie piliśmy, masz ochotę pomagać tak jak do tej pory to rób to, a wycieczki ze swoimi mądrościami zachowaj dla 5 osobowego koła wzajemnej adoracji .... Mokrego Dyngusa ( taka tradycja " amerykany" , nie mająca nic wspólnego z jedzeniem indyka ) .
  37. 3 points
    Roelka w takim razie niech mąż poprosi o przeniesienie do jakiegoś większego miasta bo straszna nuda musi u Was panować skoro zamiast zachwycać się pięknem tego kraju wiecznie przesiadujesz na tym forum. Daj Boże każdemu szybkiego ślubu z obywatelem a potem mądrzenia się i traktowania wszystkich jak gorszy sort. Tendencją większości polaków w USA jest to, że po pewnym czasie traktują ten kraj jakby tylko im się należał. Jest grono osób ( nawet na tym forum) którzy starają się pomóc na każdej płaszczyźnie, jest też grupa która wali w gacie na samą myśl o tym , że kiedyś mogą znieść wizy* i już się nie będzie takim wyjątkowym zwłaszcza na swojej wsi na Podkarpaciu.. * na te wizy nie ma co liczyć ale smród w gaciach zostaje ...
  38. 3 points
    Sam bym tego lepiej nie napisal! To co robia te "DZIECI", to co wielu z nas robilo jeszcze nie tak dawno, to jest ta wspaniala strona emigracji, ktora jak ktos pisal czesto wspomina sie pozniej z usmiechem. W tym przypadku to co bardzo ogranicza kolege (oprocz lekkiej naiwnosci zyciowej) - to charakter. Jednym z moich ulubionych angielskich slow jest RESILIENCE - individual's ability to successfully adapt to life tasks in the face of social disadvantage or highly adverse conditions. Ta sila charakteru, zaradnosc, pomyslowosc, optymizm, panowanie nad emocjami i zdolnosc do nauki z porazek to jest wszystko bardzo przydatne, jesli nie konieczne, aby na emigracji odniesc sukces. A tutaj tego absolutnie nie ma. Wrecz przeciwnie - jedni patrzac na ta sama sytuacje - samotna wyprawe - widza ulatwienia i okazje do wykorzystania (brak dzieci, obciazajacego dobytku, latwosc relokacji, wolnosc wyboru nieograniczona zyciowymi zobowiazaniami), kolega widzi problemy (kto mnie odbierze z lotniska)...... Emigracja nie jest dla kazdego, fair enough, i bardzo dobrze, ze ludzie nad tym mysla zanim skocza na gleboka wode. W tym przypadku jednak osadzajac po postach nie ma wiekszego znaczenia co kolega zdecyduje, bo i tak na koncu nie bedzie zadowolony - z wyzwan zycia w USA, ze "zmarnowanej szansy posiadania GC", czy tez z koniecznosci noszenia kurtki w Anglii....
  39. 3 points
    Pamiętam jak na początku lat 90 tych odbieram towar w Niemczech. Niedużo tego, osobowym samochodem. Wypisali fakturę, CMR, fertig. Na wszelki wypadek poprosiłem o pieczatki na papierach i nastąpiła konsternacja. Sekretarka zanurkowala do szafy w poszukiwaniu takowej. Wreszcie z kolejnej szafy rozległe się radosne: ich habe! Znalazła taka na patyku. Nie było poduszki ale posmarowalismy flamastrem i było wunderbar.
  40. 3 points
    Radze wam po prostu czytac to forum jedynie w ramach koniecznosci i tylko rzeczowe tematy, tutaj zastaniecie jedynie zniechecenie i przemadrzanie sie psow ogrodnika, którzy "maja racje bo byli/sa i widzieli" No to ja wam powiem tez z perspektywy kogos kto zyl w USA, jechac kto tylko moze i nie czytac forumowych malkontentow, jak ja bym sluchal rad forumowych ekspertow to pewnie bym tylko lezal i patrzyl w sciane.
  41. 3 points
    Prawdziwa czy nie, jak wyda książkę o życiu w USA - kupuję.
  42. 3 points
    Jeżeli mogę ja napisać to w moim mniemaniu Skandynawia jest przereklamowana .Miałem gotowy plan przeprowadzenia się do Szwecji , nawet miałem gotowa nawet jak na warunki szwedzkie ofertę pracy (tylko w Kirunie). Brałem pod uwagę Malmo albo Stockholm , pojechałem zobaczyłem + zasięgnąłem opinii i zrezygnowałem. Jest taka piosenka Kazika coście zrobili z tą krainą. To mówią mieszkańcy to mówią polscy imigranci.Zresztą przykład: Moja przyjaciółka 7 lat mieszkała w Norwegii , planowała zakup teraz domu , dobrze zarabiała z powodu imigrantów i zmiany życia w tym kraju w przeciągu ostatniego roku spakowała się i wróciła do Polski czego nigdy nie planowała bo przez 5 lat żyło się jej tam dobrze. Teraz wyjechał inny mój przyjaciel do Norwegii , Zresztą to jest wyjątek od reguły .Wielu moich znajomych jest w Norwegii , wielu uciekło przez ostatni rok tak się pogorszyła sytuacja. I tutaj kłania się punkt patrzenia od punktu siedzenia ,Bo on czuje się tam bezpiecznie , mieszka ponad pół roku w arabskiej dzielnicy chodził nocą i czuł się bezpiecznie, teraz mieszka w lepszej dzielnicy jeździ komunikacja miejsca w nocy i jest to samo. kolega siedzi w Norwegii zaprasza mnie (prawdopodobnie pojadę latem a jak się nie uda w tym losowaniu to pojadę chyba na dłużej bo grzech nie skorzystać miejsce w dobrym mieszkaniu z znanymi współlokatorami jest +praca pewna jest-bo inny kumpel dorobił się i zjeżdża definitywnie do Polski , wszedłbym na jego miejsce ) . Powtórzę to jeszcze raz , gdyby nie zmiana sytuacji w Skandynawii to nawet bym nie pomyślał o loterii. Skandynawia ma jedne plus zarabia się tam tyle ,że jak ktoś chce żyć skromnie tam i pojechał sobie dorobić to przywiezie naprawdę piękne pieniądze , nic więcej no dobra są jeszcze piękne widoki.Mnie sie jeszcze niektore zadbane szwedki podobały ale to już inna para kaloszy .:D Miałem się do tego nie odnosić , ale napisze o co tutaj ludziom chodzi .Ciągle wypominają Twoje wypowiedzi z jesieni , kiedy to twierdziłaś ,ze powinni zlikwidować loterię .Ja o to pretensji nie mam. Rozumiem i szanuje Twoje zdanie. Czy popieram , oczywiście nie , ale tematu nie rozwijam bo wyszedłbym na jeszcze większego chama i złośliwca Bardzo wielu moich znajomych po tym jak wyprowadziło się z Polski , otrzymało obywatelstwa czy to amerykańskie czy to niemieckie , norweskie , angielskie itd. to teraz są pierwszymi osobami które kazały by wszystkich imigrantów a w pierwszej kolejności polaków usnąć z ,,ich" kraju. Taka nasza i nie tylko nasza mentalność. a po części racja jak to dowiódł właśnie mój przyjaciel z Norwegii które właśnie nie z arabami ale z polakami ma teraz największe problemy.
  43. 3 points
    Prawda jest jednak taka ze siedzi tu kilku zgorzknialych malkontentow z pewna Ruda osobniczka na czele, ktorzy tylko biadolą zachowujac sie jak typowy pies ogrodnika, co to sam juz nie może jeść ale w zyciu innemu nie da. (przemądrzanie sie, kategoryczne opowiadanie za likwidacja loterii itd itd) W ogole cale te kłótnie i podsumowania/porownywania zycia to jest smiech na sali. Prawda jest taka ze nie ma tu wielkiej filozofii i poziom zycia (uwzgledniajac 4x silniejsza walute i jedynie nieco wyzszy koszt zycia) bedzie jakies 3-3,5x lepszy niz w Polsce, podobnie zreszta ma sie porownanie PL do zachodu Europy, tu wielkich roznic nie ma. Zylem w Stanach i wiem co mowie. A ze apetyt rosnie w miare jedzenia i niektorzy po latach moze zgorzknieli bo zobaczyli ze sasiad Steve ma lepsza fure a sasiad John w sam ogrod wpakowal 20k to moze i zapomnieli skad przybyli i o ile im sie poprawilo.
  44. 3 points
    Żeby stwierdzić ze ktoś kombinuje naprawdę nie trzeba byc mistrzem psychologii, wystarczy czytać uważnie i ze zrozumieniem. Kazda osoba ktora zaczyna kombinować zawsze w którymś poście zaczyna "martwić sie" o to na ile dostanie zgodę na pobyt. Co głupsi brną dalej i otwartym tekstem deklarują ze bedą "zwiedzac" 6 miesięcy. Wszystko to jest ciekawe, z jednej strony żal dupę ściska na wycieczkę do ambasady i $160 a z drugiej mamy pełna sakiewkę na pobyt 6 miesięcy.
  45. 3 points
    Nikogo nie pouczam, przecież napisałem ze study jest ok, ja tylko zachęcam do samodzielnego czytania i samodzielnego wyciągania wniosków, a nie poleganiu na redaktorze który to przedstawia tak, żeby przyciągnąć jak największą ilość kliknięć. No przecież pisałem to samo powyżej. Jak żyjesz od wypłaty do wypłaty to każdy dodatkowy, nawet niewielki niespodziewany koszt będzie problemem. Szczególnie, że w większości ci ludzie już mają problemy finansowe. Znaczy będzie czekał aż się samo zawali, sam nie wie co dalej robić. Powodzenia. Pewnie ten przymus żeby młodzi i zdrowi się dokładali do systemu go rozwali. Zgadza się, jest najdroższy na świecie, co do tego nie ma wątpliwości. Tylko te "many" - ile to jest? 90% 80% 30%? A może jednak tylko 0.5% populacji i używanie słowa "wielu" jest nie miejscu. Tego nie napisali, ale to artykuł prasowy. Jakby napisali "bardzo niewielka część społeczeństwa nie radzi sobie z płaceniem rachunków medycznych" to już nie byłoby to takie chwytliwe. Chodzi mi o to, żeby nie przedstawiać służby zdrowia w stanach jako zło wcielone, z którym kontakt kończy się natychmiastowym bankructwem albo spłatami jak za dom. Szczególnie że to wątek dla ludzi którzy wylosowali zieloną kartę i teraz pewnie się zastanawiają czy jej nie spalić. Jest drogo, ale do ogarnięcia dla zdecydowanej większości społeczeństwa i nie ma co straszyć. Z tego study na Harwardzie jasno wynika, ze bezpośrednio w wyniku nieopłaconych rachunków medycznych bankructwo ogłasza 0.138% populacji (stan na rok 2001). No nie jest to 'wiele'. Powiedziałabyś że wielu Polaków wygrywa zielone karty? Bo wylosowanych w 2015 roku było 2.76%. Czyli masz 20 razy większą szansę na to, że wylosujesz zielona kartę w Polsce niż to, ze ogłosisz bankructwo w stanach z powodu medycznych długów.
  46. 2 points
    Uwaga uwaga !! do wyników loterii wizowej pozostało dokładnie...... 178 godzin !! życzę wszystkim powodzenia !!!
  47. 2 points
    Nawet gdyby zniosl to nie zmienia to wcale sytuacji wyjazdow na "stale" i do pracy. Do tego wciaz trzeba miec normalne wizy (czy tam zielone karty), nawet w ruchu bezwizowym. GDYBY zniosl turystyczne, to twoja dziewczyna juz sie nie zalapie na wyjazd poprzez visa waiver. Odmowy ja przekreslily.
  48. 2 points
    Wybacz ale z Twoich postow wynika pewna niescislosc: mowisz ze nie lubisz USA, jak tu ciezko.. itp, ale z drugiej strony za kazdym razem (tak wnioskuje z Twoich wypowiedzi) podkreslasz jak ciezko sie dostac do USA i jaki to przywilej Cie nie spotkal ze tutaj jestes. Polski tez nie lubisz, i nie chcesz zyc. To ze komus nie wyszlo, to nie znaczy ze wszytskim nie wyjdzie. Jak ktos ma dobre wyksztalcenie to wszedzie znajdzie prace (ja i moj maz jestesmy przykladem), a w USA tym bardziej lepiej platna. Dla mnie to jest kraj mozliwosci i dla wielu innych milionow ludzi.
  49. 2 points
    Do wydania małoletniemu paszportu jest potrzebna zgoda obojga rodzicow. Jesli dziecko ma paszport to oznacza ze obydwoje rodzice wyrazili zgode na podroze za granice. Ja wiem ze ciężko to pokapowac, szczególnie lepszemu sortowi. Jeśli rodzic wyrazi zgode a pozniej się rozmysli to odebrać dziecku paszport można chyba tylko droga sadowa.
  50. 2 points