Skocz do zawartości

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation on 28.03.2017 in all areas

  1. 3 points
    Polacy maja 3 podstawowe wady, gdzie trzecia, ostatnia, wynika z pierwszych dwóch: 1. Maja w większości życie wypisane na twarzy; 2. Nie potrafią sie "zaprezentować"; 3. Kombinują na potegę. W większości przypadków odmów, podchodzi taki klient/ka do okienka i odmowę ma zanim rozdziawi paszcze. To niestety wynika z miernego szkolnictwa.
  2. 1 point
    ja tez wczoraj dymalem dluzej, do 4.10pm
  3. 1 point
    Prawda jest jednak taka ze siedzi tu kilku zgorzknialych malkontentow z pewna Ruda osobniczka na czele, ktorzy tylko biadolą zachowujac sie jak typowy pies ogrodnika, co to sam juz nie może jeść ale w zyciu innemu nie da. (przemądrzanie sie, kategoryczne opowiadanie za likwidacja loterii itd itd) W ogole cale te kłótnie i podsumowania/porownywania zycia to jest smiech na sali. Prawda jest taka ze nie ma tu wielkiej filozofii i poziom zycia (uwzgledniajac 4x silniejsza walute i jedynie nieco wyzszy koszt zycia) bedzie jakies 3-3,5x lepszy niz w Polsce, podobnie zreszta ma sie porownanie PL do zachodu Europy, tu wielkich roznic nie ma. Zylem w Stanach i wiem co mowie. A ze apetyt rosnie w miare jedzenia i niektorzy po latach moze zgorzknieli bo zobaczyli ze sasiad Steve ma lepsza fure a sasiad John w sam ogrod wpakowal 20k to moze i zapomnieli skad przybyli i o ile im sie poprawilo.
  4. 1 point
    A ja w sumie nie rozumiem tych wszystkich ludzi co tak sie oburzaja o te wizy. Czasem mam wrazenie, ze wiekszosc ludzi to sie tylko burzy dla zasady. Jakby byl ruch bezwizowy to tez by cos nie pasowalo i i tak wiekszosc z nich by nigdzie nie jechalo
  5. 1 point
    Mam maly biznes ktory moze dac prace "na poczatek" jednej osobie ... Ciekawi mnie czy ktos bylby zainteresowany, czy w tym gronie znajde ewentualnych pracownikow.
  6. 1 point
    Służba zdrowia w Polsce to porażka. Narzekacie, że w USA jest drogo? Rocznie płacę (a raczej potrąca mi ukochane państwo) około 5500 złotych na NFZ, z czego praktycznie nie korzystam. Powód? Prywatna wizyta u dobrego ortopedy - 200 złotych (na NFZ darmowa na za tydzień, ale na takiej nie zrobili ani USG, ani żadnego innego badania, poza obmacaniem kolana i stwierdzeniu diagnozy). Rezonans magnetyczny kolana - 600 złotych (na NFZ darmowy, za 7 miesięcy). Operacja zerwanego wiązadła krzyżowego - 9000 złotych (na NFZ za TRZY LATA!!!). Podsumowanie? 15300 złotych na jedną osobę za rok 2016 przy drobnym, nieszczęśliwym wypadku (rzecz jasna nie przeliczam PLN/USD, liczby można przyjąć za jednostkowe). Ktoś wspomniał, że rocznie za 3 osoby, w tym dziecko i jednodniowy pobyt w szpitalu zapłacił 12000 $, Nie wiem ile w Stanach należy wydać na taką operację, ale wiem, że gdybyśmy z moją narzeczoną mieli płacić ubezpieczenie w Polsce, a w USA, to za oceanem wcale nie wyszło by drożej. Reasumując - polska służba zdrowia leży i kwiczy, a pomimo odciąganych składek NFZ i "darmowej" służby zdrowia, jeżeli chcesz, by lekarz pomógł Ci natychmiast i tak musisz łożyć drugie tyle z własnej kieszeni. Co do darmowej służby zdrowia w UK, tam lekarze wpisują w Google objawy i dolegliwości pacjenta. A i na wszystko pomaga paracetamol
  7. 1 point
    Nie - umowę z LuxMed mam prywatną. Moja "firma" nie zapewnia żadnego pakietu u nikogo. Pakiet mam VIP tak, że nawet np. rezonans magnetyczny mam w pakiecie, a jak LuxMed nie ma dla mnie terminu wizyty w ciągu 14 dni to płaca mi za wizytę w dowolnej prywatnej przychodni... Na NFZ zapłaciłem w 2016 roku ok 25 tys zł - nie ma takiego drogiego pakietu w żadnej prywatnej sieci medycznej w PL. Tak, że niestety Twoja teoria wzięła w łeb.
  8. 1 point
    Challenge accepted Dyskusja ta pojawia się jak wiemy od czasu do czasu a punktów widzenia jest tyle co siedzienia, bo wszystko oczywiście zalezy. Tak, Ci którzy w Polsce zarabiali/zarabiają bardzo dobrze, będą uwazac, ze jest tanio, bo dla nich - w tym kraju faktycznie jest tanio. Takich ludzi jest jednak relatywnie bardzo mało. Srednia płaca w Polsce to ponad 4 200 zł brutto, czyli jakieś 3000 na rękę. Nabijana jest ona oczywiście wielkimi rozbieznościami w płacach, i dla większości ludzi to cyfra z kosmosu. Mediana zarabków (połowa zarabia więcej/połowa mniej) to 3300 brutto. Najczęściej otrzymywana pensja (tzw. dominanta) to zaś 2500 zł brutto, czyli jakieś 1800 zł „na rękę”. Szału zatem nie ma. Trzeba tez pamiętac, ze statystyki te dotyczą tylko ludzi którzy pracują na etacie, w firmach zatrudniających powyzej 8 osób o ile dobrze pamiętam. To oczywiście tylko procent całej siły roboczej; pozostaje cała rzesza ludzi na umowach-zleceniach (mnóstwo bez ubezpieczeń zdrowotnych), czy tych zarabiających 8-9 zł na godzinę, jeśli nie mniej. Ale ok, for the sake of the argument, powiedzmy, ze najczęściej jest to te 1800 na rękę miesięcznie. I tak, zapomnijcie na chwilę o euro, dolarach czy złotówkach. Ludzi którzy którzy pracują i wydają w okreslonym kraju mało obchodzi nazwa waluty. Dostają określoną liczbę "jednostek płatniczych" i musi im ona wystarczyc na kupno rzeczy kosztujących określoną liczbę tychze jednostek. Czy tą jednostkę płatniczą nazwiemy dolarami, euro czy talarami, nie ma zadnego znaczenia. Swoją drogą tak się składa, ze w UK, Polsce, czy tez z tego co rozumiem takze w US, mięsięczne minimalne, czy takze te najczęstsze wypłaty obracają się właśnie w granicach tychze tysiąca kilkustet jednostek płatniczych (funtów/złotówek/dolarów). Dla jednych będzie to blizej tysiąca, dla innych blizej tych 1800, czy dwóch. I teraz będąc w Polsce, zeby to sobie porządnie zobrazowac, widząc ceny postawcie się w butach większości społeczeństwa i wyobrazcie sobie, ze dostajecie miesięcznie powiedzmy właśnie te 1800 jednostek (nazwijmy je na chwilę dolarami, zeby było łatwiej ), a ceny które widzicie w złotówkach, są w "dolarach".... 2.5 dolara za chleb, 20 dolarów za kg sera, 25 dolarów za szynkę, 12 dolarów za mięso mielone, 5 dolarów na duzą butelkę wody, 12 dolarów za kawe w kawiarnii... Te 1800 zaczyna uciekac bardzo szybko. Nie wspominając o paliwie, czy takich fanaberiach jak podróze. Gdybym, powiedzmy zarabiając w UK 1800 jednostek miał wydac na podróz lotniczą 2000 jednostek (a dwa tysiące to średnio to co Polacy wydają na loty do USA), to by znaczyło, ze lecę biznes klasą. Bo ceny economy kształtują się w granicach 250-500 jednostek, a biznes właśnie 2000. Zatem tak - SIŁA NABYWCZA ma tu kluczowe znaczenie. Następnie to ile zarabiamy, a potem nasze nawyki i to, na co wydajemy (a nie oszukujmy się, nasze nawyki się zmieniają wraz z postępującą "westernizacją", i wydajemy więcej i mniej ostroznie) Zatem wracając, Ci którzy zarabiają w Polsce bardzo dobrze, mają naprawdę tanio (bo przy powiedzmy 6 000 tysiącach "dolarów" miesięcznie ceny jak wyzej nie wyglądają juz tak strasznie). Większosc społeczeństwa zyje jednak bez szans na stały dostęp do dóbr, które na Zachodzie są standardem nawet przy płacy minimalnej (moim ulubionym medialnym bezsensem jest notoryczne porównywanie w informacjach płacy minimalnej w UK z płacą średnią w PL...) . Ludzie są generalnie mądrzy jeśli chodzi o podejmowanie osobistych decyzji finansowych i myślenie, ze udają się na emigrację powodowani "mitami" to błąd. Gdyby ludzie wierzyli w mity, propagande i filmy to by nie obalili komuny z powodu cen kiełbasy. I to tacy właśnie ludzie napędzają migrację, w to czy w inne miejsce. Jest oczywiście jakiś procent, który wyjezdza z innych powodów, ale takich jednak ludzi jest zdecydowana mniejszosc. Większosc, mając do wyboru wegetację w oczekiwaniu na śmierc ale bez ryzyka bankructwa z powodu rachunków ubezpieczeniowych, wybiorą jednak ryzyko. Zresztą, swoją drogą, gdyby w USA pracodawcy na kazdego zarabiającego chocby te 1500 "dolarów" musieli dawac państwu 1172 dolary to chyba byłaby rewolucja... A tyle pracodawacy muszą oddac ZUS w Polsce, a opiekę to daje taką jak widac... UK jest ciągle krajem bardzo tanim dla człowieka zarabiającego nawet minimum, czy w USA jest az tak strasznie jak niektórzy przedstawiają? Nie sądzę.
  9. 1 point
    Nikogo nie pouczam, przecież napisałem ze study jest ok, ja tylko zachęcam do samodzielnego czytania i samodzielnego wyciągania wniosków, a nie poleganiu na redaktorze który to przedstawia tak, żeby przyciągnąć jak największą ilość kliknięć. No przecież pisałem to samo powyżej. Jak żyjesz od wypłaty do wypłaty to każdy dodatkowy, nawet niewielki niespodziewany koszt będzie problemem. Szczególnie, że w większości ci ludzie już mają problemy finansowe. Znaczy będzie czekał aż się samo zawali, sam nie wie co dalej robić. Powodzenia. Pewnie ten przymus żeby młodzi i zdrowi się dokładali do systemu go rozwali. Zgadza się, jest najdroższy na świecie, co do tego nie ma wątpliwości. Tylko te "many" - ile to jest? 90% 80% 30%? A może jednak tylko 0.5% populacji i używanie słowa "wielu" jest nie miejscu. Tego nie napisali, ale to artykuł prasowy. Jakby napisali "bardzo niewielka część społeczeństwa nie radzi sobie z płaceniem rachunków medycznych" to już nie byłoby to takie chwytliwe. Chodzi mi o to, żeby nie przedstawiać służby zdrowia w stanach jako zło wcielone, z którym kontakt kończy się natychmiastowym bankructwem albo spłatami jak za dom. Szczególnie że to wątek dla ludzi którzy wylosowali zieloną kartę i teraz pewnie się zastanawiają czy jej nie spalić. Jest drogo, ale do ogarnięcia dla zdecydowanej większości społeczeństwa i nie ma co straszyć. Z tego study na Harwardzie jasno wynika, ze bezpośrednio w wyniku nieopłaconych rachunków medycznych bankructwo ogłasza 0.138% populacji (stan na rok 2001). No nie jest to 'wiele'. Powiedziałabyś że wielu Polaków wygrywa zielone karty? Bo wylosowanych w 2015 roku było 2.76%. Czyli masz 20 razy większą szansę na to, że wylosujesz zielona kartę w Polsce niż to, ze ogłosisz bankructwo w stanach z powodu medycznych długów.
  10. 1 point
    Dyskusja jest trochę bez sensu, sytuacja każdej osoby jest inna, wszystko zależy od miejsca zamieszkania, rodzaju pracy, wykształcenia, osobistych preferencji, celów życiowych, rodziny itd. I tak samo koszty dla każdej osoby będą inne, szczególnie że mówimy o kraju, w którym jest chyba największe rozwarstwienie społeczne na świecie. Każdy będzie miał odmienne zdanie. Ale trochę przesadzacie z tą drogą opieka zdrowotna w stanach, bankructwami i bezdomnością. W tej chwili tylko jakieś 8% populacji nie ma ubezpieczenia, czyli 92% ma. Każde ubezpieczenie ma określone maksymalne roczne wydatki, które raczej trudno, żeby doprowadziły do bankructwa. Chyba że osoba żyje poniżej progu ubóstwa, ale wtedy są programy federalne i stanowe z których można skorzystać dosłownie za darmo. A każdy szpital ma psi obowiązek najpierw ratować życie a dopiero potem pytać o pieniądze. Sama zapłaciła czy taki był rachunek który ubezpieczanie pokryło? Szczególnie w przypadku noworodków jest masa źródeł finansowania. A ogólnie to Medicaid pokrywa koszty leczenia dzieci do 19 roku życia dla rodzin zarabiających nawet do 300 % progu ubóstwa. Także powiedzmy w Maryland czteroosobowa rodzina zarabiająca łącznie do 72k rocznie ciągle się kwalifikuje na zupełnie darmowa opiekę zdrowotna dla dzieci.
  11. 1 point
    No i to są chyba najbardziej neutralne słowa napisane w tym temacie od dłuższego czasu Swoją drogą w ostatnich miesiącach kilkukrotnie słyszałem w serwisach informacyjnych o rodzicach polskich dzieci zbierających na operację w Stanach bo w Polsce ich pociechy by straciły oko/nogę itp. a w USA możliwe jest ich uratowanie. Po tym jak już rodzice uzbierają z pomocą społeczeństwa ten "skromny" dajmy na to milion złotych, wyjeżdżają, operacja się udaje i wszyscy są szczęśliwi. Więc nawet tu można dopatrzeć się plusów. Droga, pustosząca portfele opieka zdrowotna, ale na wyższym poziomie, huh?
  12. 1 point
    Akurat takie wpadanie i wydawanie w PL dolarów/funtów/euro to ma wartość co najwyżej wypadu turystycznego... Patrząc na Twoje posty ciężko mi powiedzieć czy kiedykolwiek wiodłeś życie przeciętnego Polaka bo zarobki jakie miałeś zdają się nawet kilkakrotnie wyższe niż te 1500 PLN które bardzo wielu ludzi ma do rozdysponowania na miesiąc. Co do służby zdrowia to każdy wie, że w PL jest do bani. O US się nie wypowiadam bo z doświadczenia nie wiem nic na ten temat, ale drażni mnie podejście przy którym może się wydać, że mamy tu w kraju cudowną opiekę zdrowotną. Na koniec - jest coś takiego i chyba już kiedyś o tym pisałem. Wielu emigrantów zaczyna tworzyć w swojej głowie utopijny obraz swojej ojczyzny. Widziałem to u wielu ludzi. Zapominają jak się żyło w kraju i jakie mieli problemy i skupiają się na narzekaniu na realia w jakich obecnie żyją. To kwestia dla psychologów, bo ja nie mam pojęcia skąd i po co bierze się ten mechanizm. Być może jest to taki bezpiecznik w głowie, coś na zasadzie, że jeśli "tu" mi się nie powiedzie to mam bezpieczne miejsce do którego mogę wrócić. P.S. Nie robię sobie wielkich nadziei, ale byłoby miło gdyby dyskusja była merytoryczna, bez docinek i drwin...
×