Skocz do zawartości

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation on 23.08.2017 in all areas

  1. 1 point
    no to grauluje, to wszystko jeszcze przzede mna. Jesli sie zdecyduje.
  2. 1 point
    Pierwszy raz po wizę się starałem, oto moje wrażenia po wizycie w ambasadzie w Warszawie: Umówiony byłem dziś na 9.45, byłem ok. 9ej, i od razu wszedłem, nie było żadnej kolejki. Na wejściu proszą o wyłączenie telefonu, i zostawienie go w depozycie (do odbioru przy wyjściu). Checking jak na lotnisku (bramka, skaner itp.), potem wejście do kolejnego budynku i przejście przez 3 etapy: 1) dwaj młodzi pracownicy sprawdzają paszport i potwierdzenie aplikacji o wizę, skanują kody kreskowe, informują o sposobie odbioru paszportu z wizą. Żadnych innych papierów nikt nie chciał ani teraz, ani potem. 2) etap - w okienku babka (miła Azjatka) sprawdza paszport z kodem i numerem nadanymi na etapie 1), skanuje palce i zaprasza dalej 3) etap - poczekalnia, sporo ludzi, w tym dużo cudzoziemców. Numerek miałem 53, przy okienkach był obsługiwany 39, 40 i 41, ale bardzo sprawnie to szło i chyba po 10-15 minutach już była moja kolej. 3 okienka otwarte (2 babki i 1 młody gość). Babki maglowały ludzi dłuższą chwilę (jedna, kręcona blondyna, rozmawiała tylko po angielsku), a gość miły i sympatyczny, dość sprawnie i szybko nas obsługiwał, i na niego trafiłem: - dzień dobry - dzień dobry - w jakim celu pan jedzie do USA? - Turystycznym, na urlop - gdzie pan jedzie? - Nowy Jork, Baltimore, Filadelfia, Waszyngton, i jeśli starczy czasu to Niagara - na jak długo pan jedzie? - 2 tygodnie - czym się pan zajmuje? - jestem grafikiem - jakie kraje pan zwiedził poza Europą? - Tajwan i Indonezja - Dziękuję, wiza została panu przyznana. - dziękuję, do widzenia. Wszystkich poprzedzających mnie (3-4 osoby) pytał o zwiedzane kraje, a że większość wspominała o Europie (głównie Anglia, Hiszpania i Niemcy), to chyba mu się znudziło i stąd to pytanie o kraje pozaeuropejskie. O 9.35 wyszedłem z ambasady, kolejka przy wejściu już się ustawiła na ok. 10-15 osób, a ja zadowolony że wsio gładko poszło i że wyszedłem wcześniej niż miałem zaplanowaną wizytę (9.45). Najbardziej jednak mnie ciekawiło jednak, jacy ludzie przychodzą po wizę i czy rzeczywiście można poznać że ktoś kombinuje (co wywnioskowałem po przejrzeniu paru wątków tego forum). I mimo że byłem tam niecałe 15 minut, poczyniłem pewne obserwacje: 1) najsłabiej wyglądali ludzie do wiz imigracyjnych (do nich są osobne okienka), części z nich sam bym nie dał wizy za sam wygląd / sposób ubrania. Sorry, ale urząd to urząd, Amerykanie zwracają uwagę na aparycję, a porządne i schludne ubranie się nie jest czymś kosztownym, nawet dla mało zarabiających. Poza tym sporo gówniażerii się tam kręciło, miałem silne wrażenie że pokończyli szkoły (albo i nie) i chcą spylić za granicę. 2) do nieimigracyjnych było więcej ludzi, i nie zauważyłem by ktoś wyraźnie niezadowolony odchodził, aczkolwiek 2 wspomniane babki mocno maglowały, zwłaszcza Azjatów których było sporo na sali (była babka jadąca do siostry i ona odeszła z kamienną miną, oraz kilkuosobowa rodzina, ale im się chyba powiodło). Niektórzy ludzie (głównie ci po 50tce) przychodzili z teczkami pełnymi jakichś papierów, zaproszeń od rodziny itp... WTF? Nikt nawet na tę makulaturę nie chciał patrzeć, więc moja rada - starając się o wizę turystyczną przynoście tylko to o czym informują na oficjalnej stronie - paszport, potwierdzenie złożenia wniosku, potwierdzenie opłaty, i wsio, kropka. Nikogo nie obchodzą wasze konta bankowe, akty notarialne, kredyty, zaproszenia od mitycznych "wujków" i innych wątpliwych krewnych. Im więcej tych śmieci przynosicie tym mniej wiarygodnie wypadacie. 3) tzw "loteria" o której trochę na forum naczytałem... czyli teoria najczęściej wysnuwana przez tych którym się nie udało. Moim zdaniem, nic takiego nie ma miejsca. Zakładam że może być pewien margines błędu (czyli konsulowie nie przyznają wizy mimo że ktoś jedzie czysto turystyczne, albo przyznają komuś kto docelowo jedzie tam do nielegalnej pracy), ale ci ludzie nie pracują tam od wczoraj, i na podstawie wszystkich dostępnych informacji (z wniosku, rozmowy, historii wyjazdów do USA waszych i rodziny, oraz waszego WYGLĄDU i ZACHOWANIA) sądzę że mogą w większości wypadków przejrzeć czyjeś zamiary. Tych wszystkich historii o wujkach, ciotkach i kuzynach którzy przez pół roku będą was utrzymywać mają pewnie po dziurki w nosie. Nawet ja nie uwierzę że ktoś jedzie na kilka miesięcy do USA po to by żyć i zwiedzać na koszt tamtejszej rodziny. 4) Rada "nie ma się czego obawiać, będzie wszystko OK" - owszem, ale pod warunkiem że nie masz nic do ukrycia. Moim zdaniem - rodzina w USA, nawet jeśli przebywa tam legalnie, działa częściej na niekorzyść niż korzyść, zwłaszcza dalsza - wujki, ciotki, kuzynki, rodzina chłopaka / dziewczyny itp. Lepiej przyoszczędzić trochę kasy, tak by mieć na wyjazd, i o ile się nikt o nich nie będzie pytał, mówić że się jedzie typowo turystycznie. A z nimi na miejscu się już można spotkać, nikt tego nie śledzi. Niestety, wśród Polaków nadal pokutuje przekonanie że jak się ma rodzinę / zaproszenie / darmowe miejsce gdzie będzie można zatrzymać się, to jest to zwiększona szansa na wizę. Może tak było, ale 20 lat temu. Dziś dla konsula rodzina w USA to potencjalny powód na zatrzymanie się dłużej i nielegalną robotę, zwłaszcza gdy planujesz pobyt dłużej niż, powiedzmy, miesiąc-dwa. Dlatego nadal jest odrzucanych sporo wniosków (choć procentowo, coraz mniej), niestety z naszej winy, a nie z powodu jakiejś mitycznej "loterii" i widzimisię konsula. Teorie spiskowe włóżmy między bajki.
  3. 1 point
    Polscy turyści tak dokładnie zwiedzają USA tak że niektórym i 6 miesięcy mało - zgłębiają technikę budowlaną, badają właściwości środków do czyszczenia mebli i podłóg, poświęcają się praktycznym zajęciom z geritarii.
×