Skocz do zawartości

ilya_

Użytkownik
  • Zawartość

    1517
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Days Won

    4

ilya_ last won the day on 10 Wrzesień 2017

ilya_ had the most liked content!

Reputacja

50

O ilya_

  • Tytuł
    Rezydent FORUM

Informacje o profilu

  • Płeć
    Nie powiem

Ostatnie wizyty

14107 wyświetleń profilu
  1. Duzym plusem jest to, ze wrociles w takim terminie w jakim zadeklarowales. Wiele osob zapomina w okreslonym terminie wsiasc do tego samolotu. Wsiadaja po 5 miesiecznym i 3 tygodniowym pobycie w USA, gdzie na poczatku zadeklarowali 1 miesieczny pobyt. Nie wspominaj nic w ambasadzie, ze pracujesz na czarno.
  2. Prezydent Donald Trump - wydarzenia

    Reforma imigracyjna coraz bliżej [artykul z nowego dziennika] Prezydent Donald Trump nawołuje nie tylko do zakończenia programu loterii wizowej, ale także do przerwania tzw. migracji łańcuchowej. Tydzień przed świętami, na stronie internetowej Białego Domu, ruszyła kampania, która ma przekonać o szkodliwości obowiązującego systemu imigracyjnego. "Jest on przestarzały, działa na szkodę amerykańskich pracowników, stwarza też zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego” – twierdzi prezydent Donald Trump i apeluje do ustawodawców o jak najszybszą zmianę prawa. Zgodnie z danymi, jakie niedawno przedstawił Biały Dom, tzw. migracja łańcuchowa kosztuje podatników 300 mld dolarów rocznie, a jeden imigrant może sprowadzić do Stanów Zjednoczonych nawet ponad 120 spokrewnionych z nim osób. Wszystko przez obowiązujące prawo imigracyjne, a konkretnie procedurę sponsorowania rodzinnego. Przedstawiciele administracji Donalda Trumpa z prezydentem na czele twierdzą, że obecny system przyznawania zielonych kart jest przestarzały i trudno jest się w nim dopatrzyć jakichkolwiek zalet. Podczas ostatniej dekady aż 9,3 mln imigrantów wjechało do USA jako członkowie rodzin imigrantów. 65 proc. wszystkich tymczasowych zielonych kart zostało wydanych osobom ze względu na ich więzy rodzinne z osobami przebywającymi już w USA, a nie ze względu na zapotrzebowanie rynku pracy czy status uchodźcy – można przeczytać w raporcie opartym na informacjach pochodzących z Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego, przygotowanym na zlecenie Białego Domu. W dokumencie podkreśla się również, że łączna liczba cudzoziemców, którzy są na terenie Stanów Zjednoczonych dzięki sponsorowaniu rodzinnemu, przekracza populację Los Angeles, Chicago, Dallas, San Francisco i Cleveland. Kolejne dane mówią o tym, że codziennie – dzięki relacjom rodzinnym – do USA wprowadza się 2,3 tys. imigrantów. ZAGROŻENIE DLA BEZPIECZEŃSTWA “Od dziesięcioleci amerykańskie przepisy imigracyjne opierają się na przestarzałym systemie, znanym jako migracja łańcuchowa. Dzięki niej cudzoziemcy mogą przyjechać do Stanów Zjednoczonych i rozpocząć proceder sprowadzania, tak naprawdę, nieograniczonej liczby krewnych. Dzięki jednej osobie dokumenty dostanie kilku kolejnych cudzoziemców, a po kilku latach oni zaczną sprowadzać następnych” – napisał w oświadczeniu Donald Trump. – Ponieważ osoby te są przyjmowane wyłącznie na podstawie więzi rodzinnych, a nie umiejętności czy kwalifikacji, większość żyje na federalnych zapomogach. Co więcej, niczym nieograniczony system imigracji łańcuchowej jest wielkim zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego” – uważa prezydent. Trump przypomniał też sprawców ostatnich zdarzeń terrorystycznych w Nowym Jorku. Autorem grudniowej próby zamachu w zatłoczonym przejściu podziemnym na Manhattanie jest 27-letni obywatel Bangladeszu Akayed Ullach. Mężczyzna przebywa w Stanach Zjednoczonych od siedmiu lat. Kartę stałego rezydenta otrzymał dzięki sponsorowaniu rodzinnemu. Z kolei sprawca październikowej tragedii na dolnym Manhattanie, 29-letni Sajfullo Saipow, w której zginęło osiem osób, wylosował zieloną kartę. “Nadszedł czas, aby stworzyć system imigracyjny, który ma sens dla nowoczesnej gospodarki. Aby wybierać nowych przybyszów na podstawie ich umiejętności i kwalifikacji. Chcemy, by potrafili kochać nasz kraj, a nie nienawidzić nas. Proces ten może się rozpocząć od decyzji polityków zasiadających w Kongresie. Apeluję, by zakończyli migrację łańcuchową oraz loterię wizową. Potrzebne nam są zdroworozsądkowe przepisy” – podkreśla prezydent. POTRZEBNY KOMPROMIS Prawie rok temu, 13 lutego, dwóch republikanów – senator Tom Cotton z Arkansas i senator David Perude z Georgii – przedstawiło w Senacie projekt ustawy pod nazwą RAISE Act (Reforming American Immigration for Strong Employment). W sierpniu, po drobnych zmianach, uzyskali poparcie prezydenta Trumpa. Jeśli ustawa weszłaby w życie, znacznie ograniczyłaby imigrację łańcuchową, zmniejszając o połowę liczbę przyznawanych co roku kart rezydenta. Z prawa imigracyjnego zniknęłoby sponsorowanie rodzinne rodzeństwa, a także dorosłych dzieci obywateli. To nie koniec – o stałe dokumenty pobytowe dla małżonków i nieletnich dzieci nie mogliby się już starać właściciele zielonych kart, a tylko obywatele. Zamknięta zostałaby również loteria wizowa. Ostatecznie RAISE Act nie zyskała wystarczającego poparcia. Nie tylko skrytykowali ją politycy Partii Demokratycznej, ale też część republikanów. Nieoficjalnie mówi się, że jeśli Kongres nie zmieni polityki imigracyjnej w sposób oczekiwany przez Biały Dom, kartą przetargową staną się tzw. marzyciele. Tylko do 5 października 2017 r. można było składać wnioski o odnowienie dokumentów w ramach programu DACA, i to też pod pewnymi warunkami. Program – jak argumentuje administracja Donalda Trumpa – jest niekonstytucyjny i dlatego został wycofany. Prezydent dał politykom pół roku na przygotowanie nowych regulacji, które pozwolą młodym imigrantom legalnie pozostać w Stanach Zjednoczonych. Termin upływa za trzy miesiące. “Pojawiają się takie głosy, że może właśnie za uratowanie przed deportacją prawie miliona młodych imigrantów, Kongres zgodzi się na pewne ustępstwa ws. systemu imigracyjnego. Trudno powiedzieć, gdzie przebiegnie granica kompromisu i w jaki ostatecznie sposób będzie można sprowadzać legalnie najbliższych członków rodziny do USA – mówi jeden z polonijnych adwokatów imigracyjnych. – Po zatwierdzeniu przez Kongres największej od lat reformy podatkowej, też przecież kontrowersyjnej, Donald Trump z pewnością nabrał wiatru w żagle. Pytanie, jak ewentualne zmiany w systemie imigracyjnym wpłyną na poszczególne grupy etniczne, na przykład Polaków” – zastanawia się adwokat. Lider republikańskiej większości w Senacie Mitch McConnell oświadczył w środę, 20 grudnia, że nie dopuści, by izba zajęła się ustawą imigracyjną, która choć w części nie jest zgodna z wytycznymi prezydenta Trumpa. “Dyskutujemy w Senacie z kolegami z Partii Demokratycznej o tym, jak zwiększyć bezpieczeństwo granic, jak zreformować kulejący system imigracyjny, który w wielu miejscach wymaga naprawy. Łącznie ze zwróceniem uwagi na niekonstytucyjną DREAM Act. Jeżeli negocjacje się powiodą i osiągniemy porozumienie do końca stycznia, poddamy nową ustawę pod głosowanie. Apeluję do wszystkich, którzy pracują nad stosowną legislacją, by wzięli pod uwagę argumenty każdej ze stron i wypracowali sensowną ustawę. Ja osobiście jestem zwolennikiem RAISE Act” – oświadczył Mitch McConnell. “MNIE AMERYKA DAŁA SZCZĘŚCIE” Trudno oszacować liczbę Polaków, którzy dzięki loterii wizowej oraz sponsorowaniu mogą mieszkać w Stanach Zjednoczonych legalnie. Ale ponieważ są to najbardziej popularne metody otrzymywania zielonych kart, można zaryzykować stwierdzenie, że większość. Wśród nich jest pan Marek z Rzeszowa. Prosi, by nie podawać jego nazwiska, bo choć teraz jest dumny ze swojego życia, to wstydzi się swojej przeszłości, a konkretnie biedy, w której musiał się wychowywać. “To, że udało mi się zostać w Ameryce i dostać obywatelstwo amerykańskie, uważam za swój życiowy sukces i szczęście od Pana Boga. Pochodzę z Rzeszowa, moi rodzice byli ubodzy, a wynikało to z ich niezaradności życiowej, jak to określały nauczycielki, uczące mnie i moich dwóch braci. Mama nigdy nie pracowała, a ojciec miewał jakieś prace od czasu do czasu. Był palaczem w kotłowni, sprzątał w blokach mieszkalnych, czasem wynajmował się do różnych prac fizycznych. Żyliśmy z zapomóg socjalnych, nosiliśmy ubrania, które dawała nam opieka społeczna lub podrzucały sąsiadki – opowiada o swoim dzieciństwie pan Marek. – Po 8 klasie nie poszedłem do zawodowej budowlanki, jak moi bracia, tylko do zawodówki gastronomicznej. Ojciec mówił, że kucharzom to zawsze najlepiej, czy w wojsku, czy w cywilu. Myślałem, że po skończeniu szkoły wezmą mnie do wojska, ale coś tam było nie tak z moimi nogami i zostałem w cywilu. Marzeniem o Ameryce zaraziła mnie moja żona, którą poznałem na chrzcinach córki brata. Ona też podpowiedziała loterię wizową i Bóg tak chciał, że się udało”. Pan Marek przyleciał do Nowego Jorku prawie 20 lat temu. Zamieszkał na Greenpoincie u wujka żony. "Gdy pierwszy raz wyszedłem na ulicę, to myślałem, że jestem w jakimś polskim mieście. Polskie napisy na sklepach, ludzie mówiący po polsku, polski bank – coraz bardziej byłem pewny, że sobie poradzę. Rodzice nas kochali, to fakt, ale od małego zawsze sami musieliśmy dawać sobie radę – przydała się szkoła życia, jaką odebrałem od najmłodszych lat. Po dwóch dniach znalazłem pracę w polskiej restauracji, mało chłopaków garnęło się do garów, większość szła na budowy albo do azbestu. Szefowie byli w porządku, w zasadzie robiłem to, co robiłem w Polsce, ale za dolary. Fakt, nie płacili za dużo, ale chciałem się jak najszybciej wyprowadzić od żony wujka i zamieszkać 'bez łaski'. Tak się złożyło, że jeden z tych, co mieszkał ze mną u tego wujka, też szukał pokoju i razem zamieszkaliśmy w bejsmencie za całkiem przyzwoite pieniądze. Byłem wniebowzięty, ja chłopak z bloków socjalnych, ten zawsze gorszy, teraz w swoim pokoju i pracujący za dolary... I to dała mi Ameryka – nigdy w Polsce nie stać byłoby mnie na wynajęcie swojego pokoju ani na takie frykasy, na jakie mogłem sobie pozwolić tutaj pomimo że bardzo oszczędzałem” – przyznaje. Angielskiego nauczył się na darmowych lekcjach w polonijnej parafii i dzięki amerykańskiej telewizji. "Wiedziałem, że praca w polskiej restauracji to tylko początek mojej Ameryki. Po dwóch latach od przyjazdu załapałem się do pracy w hotelowej restauracji na dolnym Brooklynie. Później jeszcze kilka razy zmieniałem miejsca zatrudnienia. Kierowałem się zarobkami. Teraz jestem pomocnikiem drugiego kucharza w jednej z restauracji na Manhattanie. Mam dwójkę dzieci i na pytanie, czy jestem szczęśliwy, odpowiadam – tak. Mnie i mojej rodzinie Ameryka przyniosła szczęście. Wiem jednak, że historie są różne”. Na pytanie, czy reforma imigracyjna jest potrzebna, pan Marek odpowiada twierdząco, choć nie wszystkie pomysły nowej administracji mu się podobają. “Na pewno nie jestem za tym, by likwidować sponsorowanie rodzinne, a jeśli jest to konieczność, to z wyłączeniem rodziców i dzieci. Mój tata nie żyje, a mama kilka lat temu dostała zieloną kartę i mieszka z nami. Nie wyobrażam sobie, by została sama, w Rzeszowie” – podkreśla. Nad tym, co będzie dalej, zastanawia się 37-letnia Ilona z Brooklynu. Mimo że wniosek o amerykańskie obywatelstwo mogła złożyć już dwa lata temu, jakoś nie było na to czasu. “W dodatku bardzo nie lubię wypełniać dokumentów i zanim się z nimi zapoznałam, to miałam takie przekonanie, że ich wypełnienie jest skomplikowane. Jak się w końcu zmobilizowałam, wszystko zajęło mi może pół godziny” – przyznaje Ilona. 12 grudnia miała termin złożenia odcisków palców w urzędzie na Borough Parku. Spędziła w nim 20 minut. "Byłam bardzo zdziwiona, że jest tak pusto. Pamiętam, jak kilka lat temu odnawiałam zieloną kartę, to w kolejce spędziłam trzy godziny. Tym razem tylko jedna osoba była przede mną” – opowiada. Ilona zapytała urzędniczkę o prognozowaną datę egzaminu i przysięgi. "Nie potrafiła odpowiedzieć na to pytanie, ale przyznała, że są zawaleni wnioskami i cała procedura może zająć od pół do roku”. Ilonie zależy, by zostać obywatelką jak najszybciej, bo chce sponsorować mamę. Kiedyś wydawało jej się, że ma na to czas, tym bardziej że mama pracowała zawodowo, na emeryturę przeszła dopiero w tym roku. Imigracyjna niewiadoma zmobilizowała 37-latkę do działania. “Szczerze, to trochę się martwię, że nie zdążę przed reformą imigracyjną. Ta podatkowa poszła im jakoś tak bardzo szybko, przynajmniej w mojej ocenie. Jeśli zostanie wprowadzony system punktowy, mama dostanie tylko 12, za dobrą znajomość języka angielskiego. To zdecydowanie za mało, by dostać zieloną kartę” – martwi się Ilona. LICZENIE PUNKTÓW Gdyby model imigracji zmienił się według założeń Białego Domu, pierwszeństwo do otrzymania wizy imigracyjnej miałoby przysługiwać nie z racji pokrewieństwa z obywatelem lub stałym rezydentem USA, a raczej z racji atrakcyjności i użyteczności kandydata dla Stanów Zjednoczonych. Podobny system, na co powołuje się prezydent, obowiązuje już w Kanadzie i Australii. Gdyby politycy zasiadający w Izbie Reprezentantów, a później w Senacie zagłosowali za systemem punktowym, to na zieloną kartę, bez względu na to, jak to brzmi, trzeba by było sobie zasłużyć. Priorytetowym kryterium miałby być wiek i wykształcenie kandydata. Osoby w wieku między 18. a 21. rokiem życia mają zagwarantowane 6 punktów, między 22. a 25. – 8 punktów. Najwięcej kandydaci między 26. a 30. rokiem życia – 10. Następnie liczba punktów maleje i w związku z tym osoby po 46. roku życia otrzymałyby już tylko 2 punkty, a po 50-ce – zero, tak jak i małoletnie dzieci. Punkty przysługują też za wykształcenie. Świadectwo ukończenia szkoły średniej uprawniałoby do 2 punktów. Dyplomy zawodowe i ukończone studia doktoranckie ocenianie byłyby na 10 do 13 punktów. Punkty należałyby się też za znajomość języka angielskiego. Od 5 do 13 punktów można by było otrzymać za posiadanie oferty pracy na terenie USA oraz za wysokość proponowanego wynagrodzenia. Aby ubiegać się o przyznanie zielonej karty, kandydat musiałby uzbierać co najmniej 30 punktów. Idealny imigrant, według nowych proponowanych przepisów, powinien m.in.: być między 26. a 30. rokiem życia (10 pkt), obronić doktorat na jednym z amerykańskich uniwersytetów (13 pkt), biegle mówić po angielsku (12 pkt), a także zdobyć medal olimpijski (15 pkt). Otrzymanie Nagrody Nobla lub nagrody o podobnej renomie gwarantuje 25 punktów. System ten został zapisany w popieranej przez Donalda Trumpa ustawie RAISE Act. “Proponowane zmiany zakładają przyjmowanie tych imigrantów, którzy są wykształceni oraz znają język angielski, mają ofertę dobrze płatnej pracy w USA bądź wykazują się przedsiębiorczością i inicjatywą. RAISE Act ma zredukować biedę, wpłynąć na wzrost płac oraz zaoszczędzić podatnikom miliardy dolarów. To są zdroworozsądkowe przepisy" – ocenił jakiś czas temu prezydent USA ustawę RAISE Act. zrodlo: http://www.dziennik.com/publicystyka/artykul/reforma-imigracyjna-coraz-blizej
  3. Polscy celebryci w Stanach

    A Pan Mariusz Max Kolonko ?
  4. Polscy celebryci w Stanach

    LOL Przeciez caly Greenpoint w Nowym Jorku to mlode polskie celebrytki z Podlaskiego i Podkarpackigo...co tam jakac Curus
  5. Sponsorowanie pracownicze

    jak kogos interesuje to TA firma o ktorej wspominalem w tym temacie daje caly czas takie samo ogloszenie na bazarycne : " Firma budowlana zatrudni fachowcow i pomocnikow do montazu miedzianych rynien, ornamentowych moldingow, metalowych paneli na zewnetrznych elewacjach budynkow. Wyplaty gotowka lub czekami. Mozliwosc sponsorstowa emigracyjnego. " dali nawet teraz swoja strone internetowa : https://www.cwmetalsinc.com/
  6. Tez mnie to zastanawialo. Jesliczesc rodziny sobie przesiedzialo wize to czy za pare lat reszta rodziny moze miec problemy z tego powodu przy ubieganiu sie o promese ? Jak to jest ?
  7. masz calkowita racje. Wiele osob z dokladnie taka sama sytuacja jak Ty odpada na wstepie !
  8. ... czy ktos idzie 1 czy 2 raz... - po wize do ambasady...jesli za 1 razem dostaniesz odmowe to bedziesz widnal w komputerze u konsula podczas kolejnych rozmow i oczywiscie na wstepie bedzie pytanie - dlaczego Pan dostal odmowe wczeniej... Lepiej isc jeden raz.
  9. chcesz ubiegac sie o wize w bardzo slabym momencie swojego zycia. Zdasz mature i praktycznie jest to czas na ulozenie i poukladanie sobie zycia. Zaczynasz od zera w pewnym sensie - tak moze pomyslec osoba z ktora bedziesz mial rozmowe w ambasadzie. Aplikowac mozesz, ale jak poczytasz sobie tematy o wizach to zauwazysz, ze bardzo wazne jest to czy ktos idzie 1 raz czy 2 i 3 itd. Najwazniejszy jest wlasnie ten 1 raz. Wg mnie jak chcesz miec spokojna glowe - poczekaj do 2 roku studiow albo 2 roku pracy. Tak bedzie bardzo bezpecznie.
  10. sporo interesujacych osob wpada w to bagno. Wykorzystuja swoja popularnosc...
  11. Prezydent Donald Trump - wydarzenia

    mieszkalem przez chwile w HK i byc moze wyjade ponownie, milo jest powspominac. Juz wiele osob [starszych] tlumaczylo mi , ze Regan to byl dopiero prezydent. Zawsze slysze tak samo: "moze aktor, ale porzadny prezydent".
  12. jaki ma zwiazek jego gramatyka z macierewiczem ? jakies tam szanse masz....ciezko powiedziec.... Ja bym poczekal jeszcze z pol roku do lata... Czytalem tez Twoj ostatni temat , ktory zalozyles dokladnie rok temu. Musisz dokladnie przestudiowac forum. [temat o pytaniach w ambasadzie] Musisz wiedziec jakie sa zadawane pytania tam przez pracownikow i co jest ogolnie najwazniejsze w rozmowie w ambasadzie...co masz wykazac itp.
  13. Fajny blog o życiu w NYC

    oczywiscie, ze mozna sobie dodac slowo "pseudo" do okreslenia osoby i tak ja nazywac. Do tego jest to slowo/czlon. "pseudo- «pierwszy człon wyrazów złożonych będących nazwami i określeniami osób, rzeczy lub zjawisk, które nie są tym, co udają lub naśladują" zrodlo - slownik pwn: https://sjp.pwn.pl/sjp/pseudo;2572903.html pseudo mezczyzna - mozesz tak nazwac faceta, ale to juz wieksza abstrakcja.
  14. Fajny blog o życiu w NYC

    tak ! - tylko, ze w tej calej masie tych psuedo bezdomych, sa ludzie, niechcacy pracowac ORAZ sa narkomani - wlasnie zla informacja jest to, ze oni sa...a to wg mnie jest duzy problem. [ ogolnie narkotyki w usa to spory problem ]
  15. Fajny blog o życiu w NYC

    tak oczywiscie, ze wiem...np w LA jest cala masa czy narkomanow.... pseudo bezdomny w NYC to czlowiek, ktory nie chce podjac zadnej pracy i w rzeczywistosci tym bezdomnym nie jest. Przesiaduje on/ona tylko na ulicy udajac debila z tabliczka, ze jest weteranem wojennym czy innym poszkodowanym przez los, zbierajac kase [ czesto bardzo zbierajac te 20 dolcow na shota hery - i tak mu sie dzien kreci / wtedy to nie bezdomny tylko narkoman ]..... najczesciej siedzac z psem...wieczorem jedzie sobie do swojego 1 bedroom brooklynie czy queensie / no chyba ze jest narkomanem - to juz tego 1 bedroom zapewne niema.... Dzienniki nowojorskie udowodnily, ze jest bardzo duzo osob przyjezdnych nie z NY...
×