winetou

Użytkownik
  • Zawartość

    26
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

1

O winetou

  1. Nooo powiem Wam, że mi się dzisiaj zrobiło gorąco. Rano przypomniałem sobie, że termin mija dzisiaj. Szybko ustawiliśmy się po kolei z żoną pod ścianą, pstryknęliśmy fotki, dostała zadanie zgrać je, obrobić na photo toolu i wysłać mi, żebym wklepał wnioski z pracy. Przyjechałem do pracy, radośnie odpalam stronę rejestracji iiiii.... i serwer nie odpowiada. Szybko spróbowałem z wykorzystaniem innego komputera z innym łączem internetowym - to samo. Myślę sobie - wszyscy się rzucili na ostatnią chwilę i już się nie dostanę do końca terminu, ale na szczęście po godzinie nerwowego klikania odśwież w końcu się udało Oba wnioski złożone - teraz nic tylko czekać na maj Powodzenia wszystkim forumowiczom!
  2. z ciekawostek - miałem podobną sytuację, tzn. plan wyjazdu był turystyczny, ale nie wykluczałem, że przez najbliższe 10 lat będę latał do USA w celach biznesowych, więc na swoim wniosku zaznaczyłem i B1 i B2. Wypełniałem jednoczesnie wniosek dla żony i córki, gdzie zaznaczyłem już tylko B2. Jak wizy przyszły, to okazało się, że wszyscy dostaliśmy B1/B2 włącznie z moją wtedy 1 roczną córką
  3. a ja ciągle nie może za rok
  4. Przy płatnościach za paliwo wybierz, że to karta kredytowa a nie debetowa (mimo, że faktycznie jest debetowa) i podaj jakikolwiek istniejący w USA kod pocztowy - w moim przypadku załatwiło to problem i działało na każdej stacji
  5. Ja korzystam z pary mbank konto walutowe + wymiana walut na cinkciarzu. Co prawda inne kantory internetowe (inkantor, walutomat) mają lepsze kursy, ale różnice są minimalne, a do cinkciarza się zwyczajnie przyzwyczaiłem.
  6. Z tego co się orientuję latać można do 6 miesiąca, więc i tak 3 miesiące przed porodem musielibyście wrócić, bo potem mógłby być problem z wejściem na pokład samolotu. W sumie rozumiem linie lotnicze o tyle, że jeżeli dojdzie do porodu na pokładzie to nawet jeżeli jest wszystko ok muszą lądować na pierwszym możliwym lotnisku a to jak wiadomo kosztuje - szczególnie w samolocie zatankowanym do lotu przez ocean. Za to chyba niepisaną tradycją jest, że dzieci urodzone na pokładach samolotu mogą tą linią dożywotnio latać za darmo Ale odchodząc od tematów lotniczych - też wydaje mi się, że lepiej rodzić w USA niż w Polsce. Wszędzie to kosztuje - sądzę, że koszt porodu w USA nie będzie większy niż koszt przelotu całej rodziny w obie strony, a masz benefit w postaci obywatelstwa dla dziecka od razu i brak problemów z uzyskaniem dla niego statusu rezydenta w przypadku porodu w Polsce. Rozumiem natomiast obawy żony przed porodem w nowym miejscu, szczególnie jeżeliby miała problemy z angielskim. Musicie rozważyć za i przeciw i zdecydować. Tak czy owak jeżeli chcecie żyć w USA na stałe to takie trudne tematy na miejscu Was nie ominą.
  7. Gratki marcinCalifornia! I powodzenia za oceanem
  8. Może zrobiłeś jakąś literówkę przy wypełnianiu wniosku i teraz Ci się nie zgadza nazwisko albo rok urodzenia z tym co mają w bazie? Masz wydruk strony z potwierdzeniem? Tam są wszystkie dane tak jak wpisałeś przy składaniu wniosku.
  9. Samo nazwisko, bez polskich znaków, a przekroślone zero to zero a nie o
  10. To dopiero będzie dylemat lecieć czy nie lecieć jak się wygra w obu loteriach
  11. Ciekawe czy jutro uda się komukolwiek sprawdzić wynik
  12. Na pewno rozmowy i nauka po wylosowaniu zaczną się od razu. A co do dwóch lat - mi się wydaje proste przyjęcie takiego założenia, ale trochę już czytam to forum i wiem, że raczej jestem odosobniony w tej opinii - pewnie Ci co już wyjechali się śmieją, że nie wiem o czym mówię i pewnie mają rację Nie mniej od czegoś trzeba wyjść
  13. Żona ma pojęcie, bo złożyliśmy 2 wnioski - na mnie i na nią. Przy czym ja jestem przekonany do wyjazdu, a ona ma wiele obaw z nim związanych, ale go absolutnie nie wyklucza. Pozostaje kwestia ustalenia reguł, np. umawiamy się, że wyjeżdżamy na 2 lata i po tym okresie robimy rewizję tego jak nam się tam żyje, czego nam brakuje itd i jeżeli jedno z nas powie, że chce definitywnie wracać, to drugie się do tego dostosuje. Właśnie ustalenie takich zasad będzie przedmiotem rozmów, które zaczniemy jeśli dopisze nam szczęście. I spoko - absolutnie nie odebrałem Twojego postu jako ataku Nie mniej absolutnie nie zgadzam się z opinią, że moje podejście świadczy o braku odpowiedzialności, chociaż nie odmawiam Ci prawa do tego, żeby taką opinię mieć. Pewnie różni nas stopień determinacji do wyjazdu - that's all.
  14. Nie sądzę Obawiam się, że rozpatrujecie to w kategoriach zero jedynkowych - albo chcę albo nie chcę wyemigrować. A to tak nie działa. Ja chcę, jestem gotów podjąć ryzyko, bo ile razy w życiu to zrobiłem to potem nie żałowałem. Inaczej wygląda to z perspektywy mojej żony, która jest bardzo przywiązana do najbliższej rodziny w PL, słabo mówi po angielsku i dla niej byłoby to bardzo trudne. Wiem, że jeżeli wyjedzie to wyjdzie dlatego, że ja tego chcę, a ja z kolei nie chcę jej stawiać w takiej sytuacji i wymagać od niej żeby zrobiła coś wbrew sobie. Dlatego jeżeli nas nie wylosują to jak napisałem machnę ręką. Jeżeli wylosują, zaczną się poważne rozmowy między nami i podjęcie tej decyzji będzie cholernie trudne. Ale nie rozpatrujcie tego proszę w kategoriach, że jeżeli podchodzę do tematu w ten sposób to oznacza, że jestem nieodpowiedzialny wypełniając wniosek a do tego zabieram szanse innym.