Skocz do zawartości

Iraetyrr

Użytkownik
  • Zawartość

    18
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

1
  1. Wrażenia Z Naszego Pobytu W Polsce

    Tytuł wątku brzmi jakbyście przyjechali do jakiegoś ZOO No i szkoda ,że do plusów Polski jednak można zaliczyć tylko bliskich, znajomych, przyjaciół. Widać dobrze wam w tej Ameryce Zadbajcie tylko, żeby synek miał papiery i Amerykańskie i Polskie. Sam na studiach poznałem 2 gości, co przyjechali w wieku nastu lat z USA studiować/żyć w Polsce i twierdzą ,że są szczęśliwi. Jeden zamienił NY na Łódź, drugi już nie pamiętam co na Kraków.
  2. Green Card Czy Visa Turystyczna?

    Twoja Matka może złożyć papiery, żeby Cię sponsorować. Masz 28 lat, a nie max 21, więc nie dostaniesz z automatu obywatelstwa/zielonej karty. Ale wynika z tego, że jakbyś myślała nad tym duuużo wcześniej to miałabyś większe możliwości i krótszą drogę. Nie wiem jak to wygląda szczegółowo. Sponsoring o który możesz się starać trwa kilka lat (oczekiwania) i nie wiem jak z Twoim mężem. Poczekaj na kogoś mądrzejszego w temacie. Ale jakieś możliwości masz A no i oczywiście z mężem startujcie w loterii wizowej. Podobno szanse co roku dla Polaków oscylują w okolicach ~1,5% Jak wygra jedno z was to drugie otrzymuje z automatu - bo jesteście małżeństwem. Tylko przy wypełnianiu papierów zróbcie wszystko jak trzeba. Jeśli szanse to faktycznie ~1,5% dla każdego, to co roku macie extra 3% (bo jest was dwoje) szans na wyjazd.
  3. Nie będę się upierać przy swoim, bo nie był to temat dyskusji. Oskarżono mnie o rasizm bo śmiałem (!) wspomnieć o problemie "czarnych gett" i "meksyków na południu". Jeśli ja szybko szufladkuję, to koledzy/koleżanki z forum równie szybko, o ile nie szybciej. Kwestie tego jak to wygląda faktycznie też nie będę tu ustalać, bo z pewnością inaczej wygląda w Detroit, a inaczej w Nowym Jorku. Szkoda ,że ten wątek zamienił się we flame. Pozdrawiam [EDIT] A i z racji na brak konstruktywności dalszej dyskusji proszę admina o zamknięcie wątku. Tak będzie lepiej dla wszystkich.
  4. Też nie chciałbym robić z tego wątku dyskusji nad gettami, ale widzę ,że pewne rzeczy działają jak płachta na byka. Osobiście też upraszczam, ale internet to taki piękny wynalazek, że będąc za oceanem (patrząc z waszej perspektywy) mogę zapoznać się z sytuacją u was a wy u mnie i wyciągnąć wnioski. Oczywiście problemy z utrzymaniem się z minimalnej pensji są - ale występują wszędzie. Sam w Polsce nie wychowałem się w jakimś bogatym miejscu, tylko w Polsce B, w zasadzie to nawet gorzej niż "Polsce B", bo moja gmina jest (albo była) najbiedniejszą w całym województwie (zaliczanym jak już wspomniałem do tych biedniejszych), więc u mnie w mieście rodzinnym "psy dupami szczekały" i rzeczywistość naprawdę nie rozpieszczała. Ale wiem (i widzę po swoich znajomych, mimo ,że sam miałem łatwiej dzięki rodzicom), że da się wyjść z problemów, czy z biedy. Dlatego czasem dziwi mnie podejście typu "ojej, są biedni, trzeba im pomóc" - ludzie zaczynają się uczyć tzw. "wyuczonej bezradności". Są bezradni bo to się opłaca -> ich niskie kwalifikacje nie dają milionów, więc życie z zasiłków czy pomocy społecznej nie wydaje się zła alternatywą -> nie rozwijają się -> nie widzą perspektyw -> koło się zamyka. Niestety "wyuczona bezradność" (jest takie zjawisko) zaczyna dotyczyć znacznej części ich dzieci (ale nie wszystkich), co rozpoczyna kolejne spirale biedy. To są problemy które występują też w Polsce. Jeśli jednak można prosić to END OF TOPIC i prosiłbym o trzymanie się tematu przewodniego.
  5. Mądrość i inteligencja to cechy pozwalające uczyć się na błędach innych. W stanach jak wynika z moich postów (czytasz je w ogóle ?) nie miałem przyjemności mieszkać White trash niewiele różnią się od upadłych ludzi z czarnych gett. Ta sama mentalność. Problemy już nie te same, ale bardzo podobne. Kolor skóry to najwyraźniejsza różnica. Who cares ? I jakie piękne stereotypy - Polacy są pełni pogardy! A Ty nie jesteś ? Nie pamiętasz, nie wiesz albo nie chcesz pamiętać/wiedzieć ile wysiłku ludzie wkładają w Polsce i wielu miejscach świata które być może nie miały szczęścia być tymi najbogatszymi (choćby z racji na historię, wojny i komunizm) ,żeby żyć jak ludzie - stąd być może taki ich stosunek do innych, jeśli są to ludzie którzy przyjechali i "jakoś dają radę". Nie będę się wypowiadać za innych, ale nie wszyscy muszą myśleć jak Ty. Jeśli "nie utrzymujesz kontaktów z Polakami w USA" bo "cośtam" (i dzieje się to generalnie w Twojej głowie) to jest to takie samo uprzedzenie jak rasizm o który mnie oskarżasz. Wręcz czujesz się lepsza bo "Ty przecież taka nie jesteś! jestem lepsza!". A tak będąc szczerym stykając się z polakami masz na oczach filtr narodowy - bo to Polacy i ich grupa jest (stosunkowo) niewielka, więc jak już poznajesz ludzi to cały przekrój. Kiedy poznajesz amerykanów to wybierasz sobie znajomych tak jak lubisz (ze swoimi poglądami), utwierdzając się ,że "Polacy są pełni pogardy". Na tym polega według mnie Twój błąd poznawczy. Oczywiście cały post jest pisany tylko na tej podstawie, jakie wrażenia odniosłem po tej krótkiej "dyskusji" z Tobą. Możesz się nie zgadzać. Ale zastanów się i przeanalizuj czy pewne błędy poznawcze nie wynikają z tego o czym napisałem wyżej.
  6. Źle mnie oceniasz, albo ja sam źle brzmię Post może zabrzmiał jakbym desperacko chciał się dostać do USA, ale wcale tak nie jest. Aktualnie robię studia ( II stopień, zaocznie, bo pracuję, w branży ) i dopóki ich nie skończę nie zamierzam wyjeżdżać. W temacie zaznaczyłem ,że z rocznym (lub większym) doświadczeniem, bo plany dotyczą przyszłości. Logiczne ,że skoro pytam, to nie na zasadzie - wpadam jutro do firmy i wołam "hej, chcę do USA, wyślijcie mnie", tylko chcę się zorientować w możliwościach. Jeśli uznam (za rok, za dwa), że to jest ten kierunek, zacznę realizować możliwości. Przyznasz ,że podejście jest w miarę rozsądne ? Planuję (albo rozważam możliwości) dalekosiężnie. Po prostu wolę wiedzieć na czym stoję i jakie są perspektywy. Jak będę mieć 2-3 lata doświadczenia to jest to naprawdę sporo jak na osobę w moim wieku - jak ja będę mieć te 2-3 lata doświadczenia to część moich znajomych jeszcze nie zacznie pracować. Myślę ,że to też się ceni. Nie rozumiem natomiast co wam nie pasuje odnośnie mojego stosunku do "meksyków i czarnych gett" - nielegalną imigrację uważam za patologię, tak samo jak życie w gettcie rasowym. I nie jestem rasistą. Nie mam nic do meksyków na tle rasowym (sam jestem biały, ogólnie spojrzenie w USA na latynosów jak na osobną rasę (latino? wyszczególniają jako osobną rasę w statystykach) mnie mierzi - w USA mnożą rasy i podziały i to jest rasizm... ale co mnie oceniać ?) Co do czarnych i ich gett - tu bym napisał co na ten temat sądzę, ale nie wiem czy jest z czym dyskutować. W większości przypadków siedzą w tych gettach ludzie, którzy nie wkładają żadnego wysiłku by z nich wyjść, a mają znacznie większe możliwości niż wielu polaków po studiach. To co można teoretycznie zarobić w stanach, robiąc robotę człowieka po zawodówce, jest często daleko więcej warte i da większy komfort życia, niż niektóre prace (księgowy, urzędnik, sprzedawca czy mechanik) wymagające wyższych kwalifikacji w Polsce. Siedzą tam bo im wygodnie. Kolejna rzecz ,że czemu jest tam (tzw. w gettach i w ich okolicach) niebezpiecznie... no chyba ,że zaprzeczycie ? Zwracam uwagę ,że nie odnoszę się w żaden sposób do osób czarnoskórych (albo dowolnego innego koloru skóry) które żyją i zachowują się jak ludzie, nie mieszkają w konkretnej dzielnicy czy miejscu, żeby być wśród swoich. Wiem ,że nie jest to "poprawne politycznie", ale jest znacznie bardziej prawdziwe niż większość tego co sam (na temat "rasizmu" czy innych około politycznych tematów) czytam na tym forum. I nie piszę niczego nadzwyczajnego. Każdy kraj ma problemy. To ,że USA to tygiel etniczny w którym buzuje to wiadomo. Ale skoro z moimi poglądami jest coś nie tak to dlaczego są czarne zamieszki, a nie ma zamieszek "white trash" ? Może Ci co krzyczą i rasizmie najwięcej nie mają szczerych intencji ? Może ktoś czegoś nie mówi ? (albo TV nagłaśnia tylko jedną stronę?) A co jest nie tak w mojej wypowiedzi ? Również serdecznie pozdrawiam. Niezwykle rozbudowana wypowiedź. Miło się czytało. Dziękuję Wam (każdej z osobna) za merytoryczne wypowiedzi, ale nie bardzo rozumiem co wniosły do tematu. Zasady pobytu etc. swojego czasu (jak rozważałem wyjazd) znałem bardzo dobrze, w sumie dużo lepiej niż temat wiz pracowniczych do USA o które teraz pytam. Ponieważ decyzję co robić dalej postanowiłem (mam nadzieję dość rozsądnie) odłożyć o 2-3 lata (do czasu podbicia doświadczenia i wykształcenia) to rozważam wszystkie możliwości. Nie ukrywam ,że oba kraje mają zupełnie inne walory przyrodnicze (w Kanadzie generalnie tak samo albo zimniej jak w Polsce, z wyłączeniem BC), prawne (jednak te ich programy imigracyjne są przyjaźniejsze od tych z USA) czy ekonomiczne (Kanada ma dla przykładu publiczną służbę zdrowia, co dla osoby która przyjeżdża nie mając żadnego wsparcia, ma pewne znaczenie - po 3 miesiącach stałego pobytu obejmuje nowo przybyłych) etc. itd. Jednocześnie pragnę wyrazić głębokie ubolewanie, że użycie słowa "meksyk" albo "czarne getto" powoduje oskarżenia o rasizm. Widzę ,że dla niektórych to temat tabu, ale jednak jak czytam wypowiedzi czy oglądam filmy ludzi z USA (są różni blogerzy) to oni sami poruszają nieraz ten temat i niestety jest on możliwy do streszczenia w dość stereotypowy sposób. Zaznaczam ,że w żaden sposób nie odnoszę się negatywnie do ludzi pochodzenia Meksykańskiego (albo Latynoskiego szerzej sprawę ujmując) którzy legalnie przebywają w USA. Po prostu zakładam, że skoro jakieś prawo imigracyjne istnieje (a ja chcę go przestrzegać) to nie mogę (albo nie chcę) zrozumieć jak można tolerować masowe jego łamanie przez inne osoby, i mnie oskarżać o rasizm, bo śmiałem o tym wspomnieć. Oczywiście jakbym napisał ,że chcę do USA dostać się nielegalnie to bym został nazwany idiotą i życzono by mi "powodzenia" jak kilku innym ludziom w innych wątkach na forum. Jak rozumiem to już jest tradycja, że się innych obraża za wyrażenie odmiennego zdania ? Oczywiście serdecznie pozdrawiam osoby które są życzliwe innym i wniosły coś do dyskusji.
  7. W sumie to ta ostatnia opcja - permanentnego przykucia do pracodawcy i możliwość zostania wydymanym jakoś mnie zniechęca. Kanada pod tym kątem jednak wydaje się być znacznie bardziej przyjazna... no nic, do zakończenia II stopnia studiów składam tylko w loterii wizowej. Potem będziemy myśleć. Najwyżej przeniosę się do firmy (albo napiszę do ich oddziału w USA od razu) która oferuje możliwość relokacji i bym rozpytał czy są takie możliwości u nich, a jeśli tak to czy są zainteresowani np. przetestowaniem mnie na miejscu i ściągnięciem. We will see... jak USA będzie kręcić nosem to też bez łaski. Na stronie ambasady Kanady byli bardziej uprzejmi jak z nimi rozmawiałem... nawet sugerowali, żebym od razu składał dokumenty i to mając kilka miesięcy doświadczenia a nie rok Według mnie USA wiele traci na swoim podejściu. Meksyków na południu nie potrafią ogarnąć. Czarne getta to też nic fajnego. A normalnym ludziom przyjechać jest problem. Tak będąc szczerym i kończąc wątek to... moja decyzja emigracyjna (bo wyjechać na rok lub więcej... może na zawsze) zapadnie pewnie w ciągu roku, dwóch... trzech. Jak nie USA to Kanada, jak nie Kanada to Australia. Trzeba zwiedzać świat [edit] No i oczywiście dziękuję za odpowiedzi
  8. A co ma jedno do drugiego ? Przecież możesz pojechać do Polski się leczyć, niezależnie od obywatelstwa innych krajów ? (czy się mylę ?)
  9. Tak jak w temacie, Na dniach stuknie mi ~rok doświadczenia w branży - 4 miesiące praktyk (w tym 3 miesiące płatnych), 9 miesięcy pracy w różnych firmach, cały czas dalej pracuje etc. Pytanie do tematu - gdybym zaczął szukać takich możliwości (pracodawca etc.) to jakie są szanse na dostanie wizy pracowniczej (imigracyjnej) do USA normalną drogą ? W międzyczasie staram się oczywiście o GC z DV lottery, ale na razie bez skutku. No i ostatnie pytanie - czy warto ? (finansowo/zawodowo) W Polsce myślę nad swoją przyszłością jako wolnym strzelcu/kimś pracującym na własną rękę.
  10. Jak wyjdzie z amerykańskiego więzienia to nam opowie
  11. Że tak powiem <=3 i €=> Znaczy 2xNIE
  12. W sumie to wolałbym żeby to się stało za rok. Zawód mam w sumie taki, że jak będę chciał tam wjechać za 5 lat to raczej mnie sami zaproszą. Ale to jest kwestia koncepcyjna. Ale masz rację. Nakręcam się na samą myśl. A jestem raczej człowiekiem który lubi być przygotowany. O białym paszporcie w tym kontekście nie myślałem. Dzięki za wskazówkę. Zaraz czytam.
  13. Witam wszystkich ponownie! Ponieważ mam już na swoim koncie jeden udany temat to zakładam drugi Sytuacja (dość ogólnie, żeby wielu skorzystało): jestem pracującym studentem branży ścisłej/technicznej, mam już studia I stopnia, robię II stopień zaocznie. Wystartowałem o zieloną kartę (moja dziewczyna też) i... pojawia się problem [meritum] Moje studia potrwają jeszcze rok, półtora... może nawet dwa lata. (ale podstawcie pod to dowolną sytuację życiową, która was wiążę) Zależy jak szybko się uwinę. Ale też nie ma co liczyć na cuda. Załóżmy ,że któreś z nas (ja lub dziewczyna) wygra w loterii w tym roku i... co dalej ? Wiem ,że teoretycznie jest pół roku na wyjazd. Z drugiej strony jeśli się uda (wiem jakie są szanse, problem może nie wystąpić), to czy da się coś zrobić/kombinować, żeby faktycznie kupić te rok-półtorej ? [/meritum] Zrobię oczywiście wszystko, żeby magistra zamknąć jak najszybciej, ale nie zawsze da się wszystko pogodzić na miejscu jak trzeba. Gdyby mi jeszcze wyjazd wpadł to największy ból to rezygnować i próbować (tą lub inną drogą) potem, jeszcze raz, czy jechać i rzucać studia - w sumie to jeśli zdam ten semestr, to jeszcze ~ rok/półtora i powinno być z głowy. (2 lata to jest bardzo negatywny plan). Można prosić o sugestie ? Ciągnie mnie do stanów jak nigdzie indziej. Kraj wielki jak kontynent, który naprawdę jest jednym krajem, a nie zlepkiem państw. Kraj możliwości. Kraj w którym "chcieć to móc" (no mając jakieś zdolności intelektualne czy manualne/fizyczne i chęć do pracy) i w którym na pewno są większe szanse na "american dream" niż w Europie, gdzie zaraz się jakiś Ahmed zdetonuje Jeśli w maju się dowiem ,że wygraliśmy (pomijam ślub cywilny i rozmowę z konsulem) to trzeba liczyć ,że ma się +/- pół roku na wyjazd (licząc od rozmowy w konsulacie?). Ile razy można wlecieć do USA i wylecieć po krótkim (powiedzmy wakacyjnym) pobycie ,żeby się nie przyczepili ? Chciałbym taki bajer zrobić raz, góra dwa. Jeśli bym wygrał w tym roku to zintensyfikuję studia - a zmniejszę wymiar aktualnej pracy.
  14. Gdzie... Wyjechać ?

    Trochę masz racji, ale o ile czytałem średnio ~1.5% szans co roku na wygraną z perspektywy Polaka. To dużo więcej niż w totku. Aczkolwiek wciąż marzenia... Pracę dostanę tam gdzie pojadę ;-) Nie dostaniesz przecież pracy na gębę czy na maila. Na ogół i tak (na początek) chcą Cię zobaczyć. Uniwersalny charakter ma sens - większość zawodów umysłowych i tak i tak odnajdzie się w warunkach średniego (kilkaset tysięcy mieszkańców) miasta. Gdybym był drwalem to jednak szukałbym roboty gdzie indziej i to oczywiste, że wtedy szukałbym terenów leśnych, gdzie przemysł drzewny funkcjonuje. Ale średnie miasta i takich łykną przy odrobinie szczęścia - tam też jest przemysł. Jak będę szukać miejsca ? Jak wytypuję sobie powiedzmy 10 ,które moim zdaniem są OK to po prostu wchodzę na Google, wpisuję frazę "nazwa miejsca jobs" i na wybranych portalach wpisuję potem jeszcze to co mnie interesuje (nazwa zawodu, technologii etc.). Jak widzę ,że ofert jest kilkadziesiąt i lubią sobie powisieć to wiem ,że mam się po co tam wybierać. Jakbyś był "bankowcem" to też byś pojechał tylko jakbyś znalazł pracę ? Chyba niemożliwe, prawda ? Bierzesz oszczędności (jeśli masz) i jedziesz szukać w wybrane miejsce pracy i na miejscu decydujesz czy da radę znaleźć pracę, czy jedziesz dalej. Czy ewentualnie tymczasowo/stale zmieniasz zajęcie i tyle. Czasem kilka miesięcy pewnie warto ugrzęznąć choćby i w sklepie, restauracji czy MacDonalds żeby język podskoczył jeśli jest z tym bardzo słabo. ...no chyba ,że normą jest ,że ktoś z Green Card znajduje pracę zanim pojedzie, ktoś pomaga, coś ? Ale ja o takich cudach nie słyszałem
  15. Gdzie... Wyjechać ?

    Wiem ,że w Google Maps można się bawić jak się wygra. Ale warto mieć plan i obczaić gdzie WARTO jechać. Ten wątek mimo ,że mój, nie jest dla jednej osoby. Ponadto jasne ,że jedzie się tam gdzie jest praca... ale Stany są bardzo duże i praca się znajdzie. Wolę jednak mieć jakieś rozeznanie. Pół roku na wyjazd od otrzymania info o wygranej/rozmowy z konsulem to nie wiele. Trzeba będzie pozamykać swoje sprawy w Polsce, zainteresować się sprawami formalnymi, zebrać kasę, kupić bilet... po drodze może ogarnąć zieloną kartę dla drugiej połówki... 6 miesięcy w natłoku spraw to będzie bardzo niewiele czasu. Po drodze przecież będzie normalna praca, życie... ...jak znajdę miejsca (albo inni znajdą miejsca) gdzie się nam podoba to będzie można sprawdzić czy jest sens tam jechać. I wtedy ewentualna wygrana nie będzie początkiem paniki. Nie podaję dziedziny bo chciałem ,żeby wątek zachował jak najbardziej uniwersalny charakter. Ja jestem absolwentem informatyki, pasjonuje mnie programowanie
×