Skocz do zawartości

Wyszukaj

Wyświetlanie wyników dla tagów 'nowy jork' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukuj po tagach

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukuj po autorze

Typ zawartości


Forum

  • USA - Forum ogólne
    • Forum ogólne USA
    • Tematy związane z poszczególnymi stanami
    • Wybór wizy, sprawy SSN, prawa jazdy i inne formalności
    • Bilety lotnicze / Kto leci do...
    • Luźne rozmowy
  • USA - wizy imigracyjne
    • Emigracja (Forum ogólne)
    • Zielona karta (loteria wizowa)
    • Wiza typu CR1 (sponsorowanie rodzinne)
    • Wiza narzeczeńska K-1
  • USA - wiza nieimigracyjna J-1 (w tym Work and Travel USA)
    • Program Work&Travel USA (wiza J-1)
    • Program Internship USA (wiza J-1)
    • Programy typu Camp USA (wiza J-1)
    • Wiza J-1 (poza programami W&T, Internship i Camp)
  • USA - pozostałe wizy nieimigracyjne
    • Tymczasowa praca i praktyka (wizy H1-B, H2, H3 i H4)
    • Studia i nauka w USA (wizy F-1, M-1)
    • Wiza turystyczna B-2 i służbowa B-1
    • Pozostałe wizy nieimigracyjne
  • OFF TOPIC
    • Wyjazdy poza USA

Kalendarze

  • Kalendarz społeczności

Znaleziono 25 wyników

  1. NY - gdzie warto zjeść?

    Pytanie jak w temacie. Szukam sprawdzonej knajpkii w Nowym Jorku. Czekam na propozycję.
  2. "Porobili mi zdjęcia i kazali założyć pomarańczowy uniform, taki dla kryminalistów. O północy wprowadzili mnie do pomieszczenia wielkości polskiej sali gimnastycznej, gdzie na piętrowych łóżkach spało ponad 60 osób. Część to byli miejscowi zamknięci za DUI, pobicia, narkotyki; część to imigranci bez papierów, tacy jak ja" – mówi Marek, który spędził miesiąc w więzieniu w Ohio, po tym jak schwytała go Straż Graniczna. Marek, który od pięciu lat mieszka na przedmieściach Nowego Jorku, na święta wielkanocne wybrał się samochodem do znajomych w Chicago. Nie pierwszy raz tam jechał. W Wietrznym Mieście bywał dwa razy w roku; tam ma zarejestrowany samochód oraz posiada prawo jazdy z Illinois, takie dla imigrantów, którzy nie mają papierów. "W tamtą stronę było bez problemu – mówi Marek, któremu w podróży towarzyszyła jego partnerka Justyna z ośmioletnim synkiem Mateuszem. – Jakieś 400 mil od Chicago zatrzymaliśmy się na postoju przy 90-tce, żeby odpocząć, zatankować, napić się kawy i wyprowadzić psy. Zjeżdżając widziałem, że stali po przeciwnej stronie drogi, ale myślałem, że to policja na 'suszarkę łapie'". Okazało się, że była to Straż Graniczna, która w tym miejscu miała punkt kontrolny. "Wysiadłem już z samochodu, gdy zajechał mi drogę od tyłu. Pierwsze słowa, jakie do mnie skierował, to: jesteś na wizie turystycznej B2 i przekroczyłeś termin pobytu – wspomina Marek. – Opowiedziałem, że nie, i zapytałem o powód zatrzymania, na co usłyszałem: zbyt wolna jazda. To niby z jaką prędkością miałem zjeżdżać na postój?". Polak pokazał funkcjonariuszom amerykańskie prawo jazdy z adresem w Chicago i dokumenty samochodu, zarejestrowanego na jego nazwisko. Oni sprawdzili samochód. "Spokojnie, nie denerwuj się, jeśli nie będziesz miał historii kryminalnej, to cię puścimy, potem tylko będziesz miał sprawę w sądzie imigracyjnym" – powiedział funkcjonariusz, który – widząc chicagowskie prawo jazdy dla imigrantów bez Social Security – już upewnił się w swoich przypuszczeniach. "Powiedzieli, że muszą nas przewieźć na posterunek, bo nie mają w samochodzie jakiegoś systemu, żeby nas sprawdzić – mówi Marek. – Na posterunku w pięć minut wiedzieli, kiedy przyjechałem, na jakiej wizie, kiedy wygasła jej ważność. Wszystko mieli zapisane". Sprawdzali, robili odciski palców. Pytali, do jakiego kościoła w Polsce należy, kiedy przyjechał, czy pracuje, czy się uczy, gdzie mieszka. "Odpowiadałem zgodnie z dokumentami, że w Chicago i że jadę do Nowego Jorku odwieźć Justynę i Mateusza, bo u mnie byli na święta. Chyba trzy godziny nas maglowali, po dziesięć razy te same pytania zadawali, żeby złapać na jakiejś nieścisłości. Jak nas traktowali? Tak jak w Polsce: jeden udaje złego, drugi dobrego. Częstowali kanapką, ale byłem tak zestresowany, że o jedzeniu nie myślałem" – opowiada Marek. W końcu okazało się, że zamiast wypuścić, jak obiecali, przewiozą go do więzienia imigracyjnego. "Jak zakuwali Marka w kajdanki, to był chyba najgorszy moment. I tak się jakoś zachowali, bo zrobili to za drzwiami, żeby Mateusz nie widział – mówi Justyna. – Potraktowali nas jak kryminalistów, a my przecież nic złego nikomu nie zrobiliśmy: nikogo nie okradliśmy, nie zamordowaliśmy ani nie pobiliśmy". "W takich przypadkach powinni założyć bransoletkę na koszt zatrzymanego i do momentu deportacji wypuścić do domu" – stwierdza nasz rozmówca. Marek jest jedną z tysięcy osób zatrzymanych do kontroli w pasie przygranicznym Stanów Zjednoczonych. Sięga on aż 100 mil w głąb kraju i biegnie wzdłuż każdej z jego granic: z Kanadą, Meksykiem, oraz tych na Zachodnim czy Wschodnim Wybrzeżu. Funkcjonariusze Straży Granicznej zatrzymują ludzi do kontroli przy drogach, pytają o dokumenty imigracyjne oraz przeszukują pojazdy. Kontroli poddają wszystkich, bez względu na status. W ten sposób na pasach przygranicznych w pobliżu Kanady czy Meksyku rocznie aresztują tysiące imigrantów, którzy nie posiadają ważnych dokumentów pobytowych. Czwarta Poprawka do Konstytucji USA chroni Amerykanów przed przypadkowymi kontrolami i przeszukaniami, ale według rządu amerykańskiego zasada konstytucyjna nie do końca obowiązuje w pasie przygranicznym. Jak czytamy na stronie American Civil Liberties Union, tak jak na przejściach granicznych funkcjonariusze Służby Granicznej nie potrzebują nakazu sądowego, żeby przeszukać podróżnego lub jego bagaż, podobnie w pasie przygranicznym Służba Graniczna ma pewną, choć nie nieograniczoną, swobodę działania. "W tej 100-milowej strefie Służba Graniczna może tworzyć punkty kontroli imigracyjnej, ale nie może zatrzymywać ludzi bez uzasadnionego podejrzenia o wykroczenie imigracyjne" (uzasadnione znaczy więcej niż przeczucie)" – czytamy na stronie ACLU.org. W praktyce jednak różnie bywa, a obrońcy praw obywatelskich argumentują, że dochodzi tam do nieprawnych zatrzymań. "Moja prawniczka powiedziała, że zatrzymano mnie bezprawnie. Można się od tego odwoływać, ale to słono kosztuje" – mówi Marek, który uznał, że nie będzie na to wydawał ciężko zarobionych pieniędzy. *** Justynę, która do Stanów przyjechała dwa lata temu, na wizie turystycznej, też chcieli zatrzymać. Uratowało ją to, że nie było w okolicy ośrodka penitencjarnego z wolnym miejscem dla matki z dzieckiem. Jedną noc musiała spędzić w areszcie, na posterunku. "Cela wyłożona płytkami, łóżka z nierdzewnej stali, zimne jak w prosektorium. Dali koc, szary, cienki jak ścierka. Tragedia. To była najgorsza noc w moim życiu – opowiada wstrząśnięta Justyna. – Mateuszek kiedyś chciał być policjantem albo żołnierzem, ale po tym jak zobaczył kajdanki i łańcuchy i jak ta praca wygląda z bliska, stwierdził, że już nie chce być mundurowym". Gdy ich rano wypuszczono na wolność, koledzy Marka, którzy w nocy przyjechali po jego samochód, byli już w drodze do Chicago. Na policji powiedziano im, że nie wiadomo, kiedy Justynę wypuszczą. Wrócili jednak, a Justyna z Mateuszem spędzili tydzień w Chicago, czekając na Marka. Cały ten czas Justyna robiła, co mogła, by wyciągnąć Marka z więzienia. Nie było jej łatwo, bo słabo zna angielski, nie ma rozeznania w amerykańskim systemie prawnym oraz przepisach imigracyjnych. "Nie da się opisać, co przeszłam" – mówi Polka, której z pomocą znajomych udało się znaleźć lokalnego prawnika. Po tygodniu, gdy stało się jasne, że Marka tak szybko nie wypuszczą, wróciła z synkiem do Nowego Jorku. *** "Gdy zamknęły się za mną drzwi więzienia, to urwał mi się kontakt ze wszystkimi. Zabrali mi telefon, prawo jazdy, ważny paszport" – opowiada Marek. Okazało się, że to nie więzienie imigracyjne, ale takie mieszane, w którym przebywali nielegalni imigranci, ale też lokalni kryminaliści, zatrzymani za różne przewinienia. Wszyscy ubrani byli w sztywne, pomarańczowe więzienne drelichy. "Wielkie pomieszczenie, a w nim piętrowe łóżka dla ponad 60 osób. Jak brakowało miejsca, bo co jakiś czas kogoś przyprowadzali, to rozkładali materace na podłodze" – mówi Marek, który "na dzień dobry" dostał dwa koce, dwa prześcieradła, ręcznik, trzy pary skarpetek i bieliznę. Najgorsza dla niego była monotonia, bo każdy dzień wyglądał tak samo. Pobudka o 6 rano i słanie łóżek. Jedzenie "takie szpitalne": na śniadanie płatki z zimnym mlekiem i owoce z puszki. Facet się nie naje. Na lunch amerykański hamburger albo makaron, ziemniaki puree z wody. I tak na zmianę. "Dopiero po kilku dniach się zorientowałem, że można za swoje pieniądze, które ktoś z zewnątrz wpłaci na twoje konto, kupić suchy prowiant: ciastka, sneakersy, zupki chińskie. Zamawiało się i za tydzień przychodziła dostawa. Bez tego ciężko było" – opowiada Marek. Po każdym posiłku trzeba było oddać plastikową łyżeczkę, którą podawano do każdego rodzaju jedzenia, nie było widelców ani noży. Strażnik liczył łyżeczki, gdy rozrachunek się nie zgadzał, to najpierw dawał ostrzeżenie, potem zarządzał przeszukanie sali. Ten, u kogo znaleziona została poszukiwana łyżeczka, miał odebrane wszelkie przywileje na miesiąc. Na sali były dwa telewizory, a w ciągu dnia godzinę albo półtorej więźniowie chodzili na "spacerniku", jak był otwarty. "Nic innego nie było do roboty, to się chodziło w kółko. Niedaleko było małe jeziorko; tam czasem ktoś kosił trawę; zatrzymywaliśmy się i patrzyliśmy. Były też ławki, można było usiąść i pograć w coś" – opisuje więzienny czas Marek. Rozgrywki w szachy, warcaby i domino to były jedne z niewielu rozrywek w ciągu dnia. "Nauczyłem się grać w domino; w warcaby dobrze mi szło, ogrywałem gości" – mówi Marek i dodaje, że niektórzy grali w pokera na jedzenie. – Zwycięzca wychodził z workiem suchego prowiantu, który inni dostali od rodziny albo zakupili za pieniądze przelane na ich konto". Do ubikacji można było iść o każdej porze dnia i nocy. Łazienka znajdowała się z boku sali, gdzie więźniowie spali i spędzali całe dnie. Sześć kabin prysznicowych odgrodzonych było parawanami. "Wieszało się ręcznik i wszyscy wiedzieli, że prysznic zajęty. Nie tak jak w wojsku w Polsce, gdzie 30-40 gości pod prysznic razem szło. Tutaj niby więzienie, ale pod tym względem warunki były ok" – opowiada Marek. Od 10 wieczorem obowiązywała cisza nocna. Światła jednak nigdy do końca nie były gaszone. Tych, którzy w nocy rozmawiali, rozdzielano i przenoszono w dwa różne końce pomieszczenia. *** Był jedyną osobą z Europy na tej sali. Pozostali imigranci to przeważnie Latynosi, których było około trzydziestu. "Wielu mówiło, że zostało złapanych w tym samym miejscu na 90-tce, tak jak ja – niby za wolną jazdę. Straż Graniczna tam miała taką rutynę: widzieli w samochodzie kilka osób o ciemniejszej karnacji – to zatrzymywali. Mnie pewnie też wzięli za Latynosa – mówi Marek, który nie jest wysoki, ma ciemne włosy i mocno opaloną skórę. – W tamtym rejonie policja współpracuje ze służbami imigracyjnymi. Jak cię złapią za byle co: stłuczka czy coś nie tak z samochodem, to nawet jeśli wszystko pozałatwiasz, popłacisz, to potem trafiasz do więzienia i przed sąd imigracyjny. Gdy ktoś nie ma papierów, to nie polecam wyprawy samochodem na północ". Na sali więziennej nikt nie mówił po polsku. "Musiałem się dogadywać po angielsku i hiszpańsku jak umiałem – wspomina nasz rozmówca i dodaje, że to właśnie Latynosi najbardziej mu pomogli. – To bardzo dobrzy i mili ludzie. Pierwsi mi tam podali rękę. Pokazali, jak zadzwonić z aparatu telefonicznego, zaoferowali, że mogę skorzystać z ich karty telefonicznej, jeśli nie mam swojej. Wytłumaczyli, jak ktoś może mi zrobić przelew pieniędzy, pokazali na jakie konto. Bardzo w porządku ludzie. Jeśli czegoś potrzebowałem, to nawet nie musiałem pytać, sami dawali. Pocieszali, że wszystko będzie dobrze, że to nawet dobre miejsce". Latynosi trzymali się razem, "jak bracia", mimo że wcześniej się nie znali. "Byli bardzo religijni, co wieczór śpiewali modlitwy, tak na wesoło" – opowiada Polak, który zaprzyjaźnił się z jednym z więźniów z Ameryki Południowej. To mężczyzna, który do więzienia trafił dwa tygodnie wcześniej, i pierwszy podszedł do Marka, by z nim porozmawiać. Okazało się potem, że też mieszka w Nowym Jorku i do dzisiaj utrzymują kontakt. *** Na ścianie wisiały cztery telefony. W godzinach od 8 rano do 8 wieczorem można z nich było dzwonić poza więzienie. "Czasem ustawiała się kolejka i trzeba było 20 minut czekać, ale były takie godziny, że nikt nie dzwonił, i można było swobodnie porozmawiać" – mówi Marek. Długość rozmów ograniczały jednak koszty. Połączenia były drogie jak międzynarodowe, po 50 centów za minutę. "Dla mnie nieważne było, ile to kosztowało. Chciałam go usłyszeć chociaż raz dziennie, żeby wiedzieć, jak się trzyma, czy wszystko w porządku. Tyle się słyszy historii o więzieniach" – twierdzi Justyna, która uzupełniała konto więzienne Marka i codziennie relacjonowała mu, co udało się jej załatwić z adwokatem. Dla Marka ten telefon na ścianie to był jedyny kontakt ze światem zewnętrznym. "Chciałem wiedzieć, co słychać na zewnątrz, bo siedząc tam, w tych czterech ścianach, bez kontaktu z bliskimi, deprechy można było dostać" – mówi Marek. *** Pierwszą sprawę w sądzie imigracyjnym Marek miał mieć po dwóch tygodniach. Nie odbyła się, bo sędzia się rozchorował. "Jak po kolejnym tygodniu nie było mowy o terminie rozprawy, to mnie niemoc ogarnęła. Dzień za dniem upływał monotonnie i nudnie, nie wiedziałem, co będzie, nie było dostępu do informacji. A tu jeszcze na początku maja zaplanowana była komunia Mateusza. Pomyślalem, że w ogóle nie wyjdę, albo że mnie deportują prosto z więzienia. Inni, w takiej samej sytuacji jak ja, siedzieli tam po cztery miesiące" – wyjaśnia Marek. Ci, którzy siedzieli dłużej, przenoszeni byli na inną salę. "Jak mieli wyznaczoną sprawę imigracyjną, ale nie mieli adwokata – z urzędu nie chcieli dawać, żeby nie obciążać państwa kosztami – to przenoszeni byli do Luizjany. Stamtąd, po dwóch tygodniach, deport". "Jeden z więźniów, młody muzułmanin, trafił do więzienia, bo wiza mu wygasła miesiąc wcześniej. Pewnie ktoś z sąsiadów go podkablował; zgarnęli go z mieszkania. Siedział 18 miesięcy i dostał deport" – opowiada Marek. Był też student z Egiptu, legalnie na wizie studenckiej, ale z powodu operacji na oczy opuścił trzy tygodnie zajęć. "Pokazał w szkole zaświadczenie od lekarza, ale jakoś nie uznali. Przywieźli go dwa tygodnie przed moim wyjściem. Miał grube okulary, od razu widać było, że miał problemy z oczami. Poprosił o krople, to mu dali. Ale przez dwa dni nic nie jadł, taki był zestresowany. Co się dziwić, siedział w domu, chory, a tu immigration przychodzi i zgarnia go do więzienia – opowiada Marek. – Z innym gościem mieli problem, bo był z Nepalu i nie mieli dla niego tłumacza. On był rezydentem, ale coś narozrabiał w domu. Żona zadzwoniła na policję, jego zgarnęli, potem żonie przeszło, a on nie mógł wyjść, bo musiał w sądzie się stawić, ale bez tłumacza nie dało rady. I tak siedział już piąty miesiąc". *** Po czterech tygodniach wezwano Marka na przesłuchanie sądowe. "To wyglądało tak, że przenieśli mnie na inną salę, w której był duży ekran i wideokonferencja z sędzią – opowiada. – Wiedziałem, że nie mam możliwości, by starać się o legalizację pobytu, to podpisałem papier, że poddaję się procedurze dobrowolnego opuszczenia kraju". Dostał cztery miesiące na spakowanie się i powrót do Polski. Po rozprawie, gdy wpłynęła kaucja, Marek wyszedł na wolność. Do 25 lipca miał w sądzie imigracyjnym w Ohio, osobiście, przedstawić plan podróży. Tuż po opuszczeniu więzienia zorientował się, że nie oddano mu ani prawa jazdy, ani paszportu. "Gdy zadzwoniłem do więzienia, to powiedzieli, że immigration zatrzymało. Jak prawnik się z nimi skontaktował, to się wyparli i powiedzieli, że nie zdeponowali tych dokumentów, mimo że na kwicie z więzienia – czarno na białym – było napisane, że mi te dokumenty zabrali" – opowiada Marek, który bez żadnego dokumentu tożsamości ma teraz bardzo utrudnione życie. "ID trzeba pokazać w banku i jak kontener do Polski wysyłasz... Nie wiem, co oni sobie wyobrażają, jak mam się spakować i wyjechać" – mówi poirytowany. Inna sprawa to nakaz stawienia się biletem powrotnym w sądzie w Ohio. "Jak bez prawa jazdy i dokumentów miałem tam się dostać? Nikt mnie taki kawał drogi samochodem nie zawiezie. Autobus jedzie osiem godzin w jedną stronę i osiem w drugą. Też nie wiadomo, czy by mnie wypuścili z powrotem do domu. Może znowu by zatrzymali i dowieźli z więzienia prosto na lotnisko. Zresztą może dlatego radzili, żeby bilet powrotny z Ohio kupić" – zastanawia się nasz bohater. *** Wrócił do domu w drugiej połowie maja, już po komunii Mateusza. Od razu zaczął szykować się do powrotu do Polski. Sprzedał telewizory i jeden samochód, zaczął rozdawać meble, zlikwidował akwarium i znalazł rodziny, którym pod opiekę oddał swoje czworonogi. "Psów mi najbardziej szkoda. Ale na szczęście trafiły do bardzo dobrych ludzi" – opowiada. W międzyczasie ktoś polecił mu prawnika z Nowego Jorku, który prowadzi sprawy imigracyjne. "Znalazł mi program, w ramach którego mam odroczoną deportację do 2 lat. Teoretycznie, bo w praktyce to nie wiem, jak to będzie wyglądało. Potem mógłbym się ewentualnie starać o zieloną kartę, ale już nie chcę tutaj zostawać. Chcę wracać do Polski" – twierdzi Marek. Cieszy się jednak, że dzięki odroczeniu może z Justyną zostać przynajmniej do jej rozprawy w sądzie imigracyjnym, wyznaczonej na koniec roku. "Nie chcę jej tu samej, z dzieckiem, zostawiać" – podkreśla. Justyna jeszcze nie podpisała żadnych papierów. Raz musiała zameldować się w urzędzie imigracyjnym w Nowym Jorku. "Czeka na rozprawę, ale mówią, że będzie mogła ubiegać się o Social Security i pozwolenie na pracę" – relacjonuje. Zdecydowani są jednak najpóźniej za dwa lata wracać do Polski. "Co to za życie tutaj, tylko praca od rana do nocy" – mówi Marek, który bierze dodatkowe prace, żeby nadrobić wydatki związane z pobytem więzieniu: 5 tys. dol. – kaucja, prawnicy, opłaty imigracyjne, telefony z więzienia. "Ponad 10 tysięcy się uzbierało" – mówi. Jak będzie przez ten czas funkcjonował tu bez dokumentów? Jeździ na polskim prawie jazdy, ma też kopię tego amerykańskiego w telefonie. Może uda mu się wyrobić kolejne w Chicago. Czy się boi kolejnego aresztowania? "Jakaś obawa jest, ale w Nowym Jorku policja nie współpracuje z władzami imigracyjnymi. Jak cię zatrzymają za wykroczenie na drodze, idziesz do sądu, płacisz karę i na tym się kończy. Gdy cię złapią bez amerykańskiego prawa jazdy, pokażesz polskie, oni dadzą naganę, ty obiecasz, że już ostatni raz. Ale tu się nie da żyć bez samochodu" – mówi Marek. zrodlo : http://www.dziennik.com/publicystyka/artykul/miesiac-w-wiezieniu-imigracyjnym
  3. Komu i po co zalezy tak mocno na zniesieniu wiz ? [temat zalozony na podstawie innego tematu na forum] Mozna odniesc wrazenie , ze bardziej na sprawie zniesienia obowiazku wizowego zalezy polakom tu w US niz w PL. Moze rodziny w US chca posciagac innych czlonkow rodzin z PL do roboty. Czy na prawde tak jest jak ludzie pisza / mowia , ze Polakom w US / NYC / Chicago / inne niesamowicie na tym zalezy i sa tym zainteresowani ? Podobno Polacy w Chicago byli zadowoleni i calowali Trumpa po rekach niemalze jak o tym wspomnial na jakims przedwyborczym spotkaniu. Czy jest tak, ze np jakis tam Pan Stefan z Greenpointu czy inny Mieczyslaw z Chicago chodza i nie moga sie doczekac zniesienia wiz. Zalozmy oczywiscie, ze Oni sa legalnie, ze wszystkimi dokumentami. Raczej wiadome jest, ze kto bedie chcial ich odwiedzic z PL to takowa promese otrzyma bez problemu, albo ja dostanie bez problemu w przyszlosci bo co tu kombinowac. Czy to tylko kielbasa wyborcza dla pewnej spolecznosci ? Bardzo ludzie z wszelakich organizacji polonijno / politycznych nakrecaja ten temat. A w PL ? Kto chce zniesienia wiz. Wg mnie na pewno ludzie co sa niedoinformowani w tej kwestii. Czyli domagaja sie zniesienia wiz bo mysla, ze beda mogli przyjechac i pracowac bez problemu. Przeciez to tylko znosi obowiazek pojscia do ambasady. Ilekroc jakis prezydent US odwiedza PL na 100 % w jakis mediach mozna znalezc informacje dt. zapytania o wizy, czy prezydent zapyta o wizy, czy beda zniesione wizy ? Tak jest zawsze. Moze na forum sa osoby z US / PL / inne, ktore chca zniesienia albo nie chca ? Dlaczego ? Jaka jest Wasza opinia ?
  4. Ciekawe ogloszenie pojawilo sie dzis w portalu polonijnym Bazarynka. "Mozliwosc sponsorowania emigracyjnego". Zaciekawilo mnie i wrzucam tutaj bo byc moze to jakis fake. Czy ogloszenia ze sponsorowaniem daje sie na takie male portale jak bazarynka ? Jajk to wyglada od strony papierkowej ? Rozumiem, ze ludzie tylko z waznym statusem moga sie o taki cos ubiegac ? Czyli jacy - turysci i ludzie z tych pseudo szkolek angielskiego co to daja wazny status....? Jakies opinie ?
  5. Cześć forumowicze a z Nowego Jorku przede wszystkim. We wrześniu lecę na dwa tygodnie do Nowego Jorku. Wynająłem już mieszkanie na AirBnB. Lokalizacja Harlem południowy, 5 minut pieszo od Central Parku. Czy ktoś z lokalnych, lub osób tam mieszkających orientuje się czy ta okolica nadaje się na wieczorne / nocne powroty z wycieczek? Z góry dziękuję zorientowanym za informacje. Pzodrawiam.
  6. Za Wodą - Marzenia

    Dla tych co marzą o wyjeździe za wielka wodę - czy to turystycznie czy z GC. Dla ludzi co wyjeżdzają, ale jeszcze są w PL. Dla tych co tęsknią za krajem, są w ciężkich chwilach w pracy, szkole w usa, kanadzie. W NYC, chicago, San Francisco czy w Toronto - wszędzie. Milego sluchania. http://www.youtube.com/watch?v=YoUwvfjt3OI&list=UUsQgCluKEuq8jpv9-8FctKA
  7. Witam, prowadzę w Polsce firmę zajmującą się zabudową stoisk targowych. Mój klient (firma z Niemiec) chciałby zlecić mi zabudowę stoisk targowych na terenie USA. Szukam pomocy i podpowiedzi w tym zakresie - czy jest droga abym realizował zlecenie na terenie USA legalnie, wystawiając oczywiście Polską fakturę. Zastanawiałem się również, czy Polska firma może realizować zlecenia dla firm amerykańskich na terenie USA? Znalazłem gdzieś w internecie informacje o "Qualification to do business", teoretycznie kwalifikuję się do tego (prowadzę firmę w Polsce w formie Sp. z o.o.) ale nie wiem czy jest to rozwiązanie właściwe dla tej sytuacji. Chętnie przyjmę wszelkie informacje (kwestia wizy, ubezpieczenia i podatków na miejscu) ew. kontakt do firmy która mogłaby pomóc mi w tej kwestii i przy ew. rejestracji. Chodzi o stan Nowy Jork. Link do opisu tego zezwolenia: https://www.dos.ny.gov/cnsl/do_bus.html Pozdrawiam!
  8. Odkad jestem w US w Nowym Jorku poznalem troche osobze srodowiska polonijnego. To sklepikarzy, to jakies inne osoby z Brooklynu itp. Osoby od mlodego wieku, az po jakies 70 lat... Juz pare razy spotkalem sie z powiedzeniem: "Rzeszów, Łomża, portoryki to zakała Ameryki" od tych osob w roznych okolicznosciach [wodka, nie wodka, inne rozmowy itp] Jakie jest podejscie Wasze - forumowiczow do tego. Czy slyszeliscie ? Czy rowniez uzywacie sentencji ? Czy jest to prawda ? Czy wiąże sie to z ogromna iloscia osob z Podlaskiego i Podkarpackiego w szczegolnosci w Nowym Jorku i okolicach ?
  9. Witam, zostałem wylosowany do dalszego postępowania w sprawie Zielonej Karty. W związku z tym mam chciałbym prosić o pomoc w wyjaśnieniu dwóch spraw, a także mojego wyobrażenia o szukaniu pracy jako Inżynier Oprogramowania (programista). Na końcu DS-260 jest pytanie o SSN. Czy ten numer jest konieczny żeby w USA w ogóle pracować? Czy jeśli powiem, że go nie chcę to mogę szybko otrzymać już po przylocie do USA? Druga sprawa jest luźno związane z pierwszym: chcą żeby podać adres pobytu w USA. Nie mam rodziny, bliskich znajomych w USA. W związku z tym adres który w tej chwili podaje w DS-260 na pewno ulegnie zmianie (podaje po prostu adres jakiegoś bloku z mieszkaniami do wynajęcia). Czy jeśli podam konsulowi inny adres to mam 100% pewności, że GC i (ewentualnie, jeśli potrzebny jak najszybciej) SSN przyjdą na nowy adres? Ogólnie jestem zdecydowany na wyjazd w 95%. Ktoś może powiedzieć, że porywam się z motyką na Słońce, bez rodziny, znajomych, itd. Ale ja to widzę tak: 1. Zaraz po otrzymaniu terminu na rozmowę z konsulem zacznę składać CV na programistę, zdalnie, przez internet. W Europie aplikowanie przez internet odbywa się bez problemu (jestem w połowie zdalnej rekrutacji do Niemiec). W USA będę celował chyba w Nowy Jork. Mam doświadczenie (2 lata jako programista, 5 lat w IT) i wykształcenie. Angielski znam powiedzmy na B2. 2. Najpierw postaram się otrzymać pracę (zapewnienie, obietnicę, może jakiś list) - jeśli mi się nie uda przed wizytą u konsula, to musi się udać przed wyjazdem. 3. Wynajmę hotel/motel na 2-4 tygodnie (najtaniej jak się da, nie taki w jakim mieszkał Kevin ) 4. Natychmiast po przylocie zacznę szukać mieszkania. Pewnie trzeba zapłacić miesiąc z góry i 2-3x kaucje (mam trochę oszczędności). Nie pojadę raczej bez propozycji pracy, otrzymanej jeszcze w Polsce, pomimo, że mógłbym przebiedować bez pracy parę miesięcy. W Europie pewnie niewiele gorzej, ale wyjazd do USA zawsze był moim marzeniem. Jak oceniają Państwo ten pomysł na wyjazd. Będę wdzięczny za wszelkie oceny osób które mają wiedzę o rynku pracy / administracji w Stanach. pozdrawiam
  10. Witam Wybieram się na początku grudnia do nowego Jorku (ok. 7 nocy), i szukam noclegu, hotele z booking.com mnie trochę przerażają zarówno pod względem ceny jak i standardu (pokój 2x2 bez okna z robakami). Co mnie interesuje? Mianowicie: 1) Chciałbym, żeby pokój był jednoosobowy (łazienka może być wspólna), i był stosunkowo tani ok. 50$ per night. 2) Lokalizacja: niekoniecznie Manhattan (chociaż fajnie by było), może być cokolwiek innego (byle nie Bronx) ALE z dobrym dojazdem na Manhattan (<30 minut), i żeby okolica była BEZPIECZNA 3) standard może być kiepski - wiem, że w tej cenie nie moża oczekiwać luksusów, ale fajnie jakby ktoś już był w tym hotelu/hostelu i mógł mi go polecić. Z góry dzięki za konkretne odpowiedzi pozdrawiam
  11. Witam! W tym tygodniu zamierzam ubiegać sie o wizę turystyczna. Chce lecieć na miesiąc (lipiec) do Nowego Jorku, jednak martwię sie o to czy mi przyznają wizę gdyż z przyczyn rodzinnych bede leciała sama... Mam 18 lat i kończę 2 klasę liceum, mam tutaj rodzine, mama i tata pracują i oczywiście to oni finansują mi wycieczkę, w stanach nie mam żadnej rodziny tylko znajomych o których nie bede wspominała na rozmowie z konsulem, zeby nie było ze mam tam jakiś 'punkt zaczepienia' haha. Czy był ktoś z Was w takiej sytuacji - staral sie sam o wizę/leciał sam do USA? Zaznaczam ze w ciagu ostatnich lat zwiedziłam kilka państw m.in. Mam w paszporcie wizę do Wietnamu - jeśli to pomoże. Prosiłabym o opinie ! Pozdrawiam
  12. Witam. Tak jak w tytule tematu, bardzo chciałbym w tym roku wyjechać do USA na stałe... Jedyną moją przeszkodą jest chyba strach. Byłem w Stanach już nie raz, mieszkałem w 3 różnych stanach, chodziłem tam do szkoły, więc to miejsce nie jest mi obce. Problem w tym, że teraz miałbym tam wyjechac sam. Wczesniej jeździłem z rodzicami i nie musiałem się przejmować miejscem zamieszkania, pracą czy czymkolwiek. Moim obowiązkiem była szkoła. Planuje już ten wyjazd od dłuższego czasu, problem w tym ze nie wiem jak zacząć to wszystko. Sam wyjazd to nie problem, gorzej z rozpoczęciem nowego życia na miejscu. Zastanawiam się między Nowym Jorkiem a Florydą, gdyż w tych stanach wcześniej mieszakłem. Nie bardzo mam do kogo jechać na start... Może Wy drodzy czytelnicy forum moglibyście coś doradzić młodej osobie, która chce wyjechać z kraju ? Pozdrawiam
  13. Czy ktos moze orientuje sie jak moga ukladac sie ceny biletow z warszawy do nowego jorku w okresie pobozonarodzeniowym ? Czy moga spasc np w swieta. Czy linie moga pootwierac wiecej polaczen ? (wylot po swietach,przed sylwestrem - powrot po sylwestrze) Czy ktos moze kupowal np w zeszlym roku i zauwazyl, ze te ceny np w same swieta pospadaly ewidentnie w stosunku do okresu przedbozonarodzeniowego. W tym momencie jest tragedia przy cenach. Na trasie londyn-nyc tez.....
  14. Amerykański Poprawczak?

    Witam wszystkich W związku z tym, że skrobię coś na kształt opowiadania, mam parę i pytań i będę wdzięczna, jeśli poratuje mnie ktoś pomocą . Szukam informacji dotyczące amerykańskich poprawczaków - czy jest w ogóle coś takiego na kształt polskich, czy raczej tylko więzienia dla młodocianych? Jak to wygląda w Nowym Jorku? Jak wygląda sam proces nieletniego oraz od jakiego wieku młodociany może tam trafić? Czy rodzice muszą być obecni na procesie? Czy przy tym opieka społeczna sprawdza warunki domowe? Jak długo może trwać kara np. za dźgnięcie nożem (bez skutku śmiertelnego) a jaka za dźgnięcie w samoobronie? Z góry dzięki za odpowiedzi
  15. http://maps.nyc.gov/crime/ Ciekawa mapa przestępczości miasta Nowy Jork. Jak się bardzo przybliży to widać "ze względu na lokalizację" z rozdzialem na jakiej ulicy w jakim okresie ile: rozbojów, kradziezy itp....
  16. Policzyli Polaków w USA - taka tam ciekawostka [ najciekawsze są te mapki na samym dole ] http://www.biztok.pl/Policzyli-Polakow-w-USA-co-do-jednego-Naszych-jest-tam-naprawde-duzo-a8898?utm_source=o2_SG&utm_medium=Hotspot&utm_campaign=o2
  17. Witam, Niebawem wybieram sie z dziewczyna do Nowego Jorku i Miami. Chcialbym poznac wasze opinie na temat bezpieczenstwa. Czy jest sie czego obawiac, na co uwazac itd. W tych miastach bedziemy podrozowac komunikacja miejska... Rok temu bylem w L.A i powiem szczerze, ze woeczorne spacery po downtown byly niezaciekawe:/
  18. Witam, jestem nowy na forum, tak więc proszę wybaczyć jeśli pomyliłem działy. We wrześniu b.r planujemy grupą 4 znajomych zrobić przejazd wschodnim wybrzerzem tj. Nowy Jork - Philadelphia - Waszyngton - Atlanta - Miami - Key West - Tampa - Orlando - Nowy Jork + do tego ciekawe rzeczy, które znajdą sie po drodze. Planujemy zmieścić się w 3,5-4 tygodniach, lecz jest jeden poważny problem, według prawa w USA jesteśmy nieletni gdyż każdy z nas ma ukończone tylko 19 lat. Ze względu na wiek, i brak możliwości wypożyczenia auta (w zasadzie jest tylko jedna taka wypożyczalnia, lecz posiada narzucony limit mil dziennie oraz zakaz opuszania stanu), bierzemy pod uwagę kupno auta, gdyż jest to tak naprawdę jedyny sensowny środek transportu chcąc odbyć taką podróż i być niezależnym. Z rejestracją i ubezpieczeniem sobie poradzimy, ponieważ mamy na miejscu osobę, która jest w stanie pomóc załatwić nam wszystkie formalności. Pytanie do osób, które były bądź coś wiedzą to : Jakie mogą nas spotkać niespodzianki ze względu na nasza "nieletność", o których możemy sobie nie zdawać nawet sprawy ? Pomijam główne sprawy typu alkohol >21 itp. Wielka prośba o udzielenie uwag i porad względem podróży. Jesteśmy zdeterminowani do odbycia podróży w tym roku (marzenie od wielu lat), więc opcja poczakania 2 lata odpada.
  19. Rozwazam wyjazd do NY na pierwsze dwa tygodnie listopada - bylem juz latem, ale mi malo... Chcialbym zapytac, czy o tej porze roku ma to jakis sens w ogole - chcialbym glownie lazic po miescie, nacieszyc sie miastem bez pospiechu... Ale zastanawiam sie, czy ewentualna przyjemnosc nie zamieni sie w dreszczowiec . A czy sceneria w stanie NY jest ciagle jesienna? Chodzi mnie o te slynne kolory drzew... O, cos takiego: http://www.shutterstock.com/pic-88550614/stock-photo-fall-colors-at-bow-bridge-in-central-park-new-york-city.html Prosze o Wasze opinie.
  20. Chętnie poznam ludzi, którzy w sierpniu lub wrześniu 2012 chcieliby wybrać się na 2-3 tygodnie do Nowego Jorku w celach turystycznych. Mam na myśli wspólne zwiedzanie i inne formy rekreacji w tym mieście Chętnych proszę o kontakt
  21. Central Park Rowerem?

    Witam, Podczas wizyty w NY chcemy oczywiście zobaczyć Central Park. I teraz pojawia się pytanie - czy warto wypożyczyć rowery i jeździć po CP rowerami? Czy może jest to bez sensu? Pytam, bo wyczytałem gdzieś, że większość ścieżek jest tylko dla pieszych, itp. Aha. Cały jeden dzień to za dużo na park? Jak w ogóle najlepiej go zobaczyć? Na piechotę będzie ok, czy jednak za duże to jest? Z góry dzięki za jakieś pomocne informacje.
  22. Witam! Zawsze chciałem zobaczyć Nowy Jork i sprawdzić, czy warto mieszkać w USA. Planuję za rok pojechać do Nowego Jorku. I tu nasuwa się kilka pytań: Czy można tam pojechać w ciemno to znaczy nie rezerwować hotelu tylko na miejscu sobie coś załatwić czy lepiej od razu wcześniej mieć coś zarezerwowanego? Jak wygląda transport po mieście? Czy opłaca się poruszać wynajętym samochodem? Ile potrzeba czasu by zwiedzić całe miasto? Czy tydzień wystarczy?
  23. Witam, za 2 tygodnie mam zamiar umówić się na spotkanie z konsulem w sprawie załatwienia wizy turystycznej B-2 i chciałbym przedstawić Wam swoją niezbyt ciekawą sytuacje, mam nadzieje że kogoś ona zainteresuje i napisze co o tym sądzi Pisałem już kiedyś podobny temat ale już dawno temu i się troche zmieniło więc proszę nie pisać komentarzy w stylu że robie ten sam temat czy coś takiego A więc tak: mam 19 lat i aktualnie studiuje dziennie na pierwszym roku studiów. Do USA zawsze chciałem jechać, to było moje marzenie od dawna, i za dwa tygodnie mam zamiar iść po wize, problem w tym, że moja siostra już tam przesiedziała swoją wize ponad 6 lat więc jest nielegalnie, co napewno też wpłynie na decyzje konsula i z tego co wiem to mam małe szanse na to by dostać wize przez nią... Bo tak w ogóle to nie jadę do niej, ona jest w Chicago, a ja chce jechać do Nowego Jorku do swojego kolegi który pojechał tam rok temu. Chciałbym pojechać tam na miesiąc od +/- 10 grudnia do +/- 10 stycznia, to by była jedyna możliwość, bo w grudniu będe miał przerwe świąteczną na uczelni... a tym bardziej dlatego ze sylwester w NYC musi być niesamowitym doświadczeniem. Mógłbym się zatrzymać u kolegi w mieszkaniu które on wynajmuje, więc tym bym się nie musiał przejmować, tylko problem w tym że nie wiem czy bym mógł powiedzieć że do niego jadę bo on też tam jest na wizie i skoro ma mieszkanie to coś sobie konsul by mógł pomyśleć np. że pracuje nielegalnie, stąd ma pieniądze na mieszkanie, i utrzymanie (co w sumie by było zgodne z prawdą). Plan mam taki, napisać w formularzu o wize że nie mam siostry w chicago ( nie płaci podatków więc możliwe ze nie wiedzą czy jest czy też była i wyjechała gdzieś ) potem pójde pewnie na spotkanie i pewnie będe odpowiadał na każde z pytań, że jade do NY, że zatrzymie się u znajomej albo bym ściemnił ze u kuzynki... (Napisałem znajomej, bo kolega ma znajomą która jest legalnie tam i ma mieszkanie i by mogła się zgodzić żebym do niej pojechał, mimo że się nie znamy, ale nie wiem czy by to przeszło). A jeżeli nastąpiła by taka sytuacja, że by się zapytali kto to jest (moja siostra) to bym powiedział ze była w USA dawno temu, ale wyjechała do Kanady i nie mam z nią kontaktu od tamtego czasu, dlatego jej nie wpisałem. Powiedział bym że chce jechać zwiedzić poznać kulture, ulepszyć angielski, że nie ma to związku z moją siostrą, że wróce w styczniu bo musze wrócić na studia i w ogóle. Co o tym myślicie? Wiem, że to skomplikowane, ale sam już nie wiem co zrobić. Chciałbym jeszcze spytać ile kosztuje wynajęcie jakiegoś pokoju w NY i ile by pasowało ze sobą wziąć żeby "przeżyć" pełny miesiąc. Bo musze być na wszystko przygotowany, może nawet na to ze nie zatrzymam się jednak u znajomego tylko będe musiał sam coś znależć, a hotele napewno wyjdą dużo drożej. Co jest jeszcze niezbędne żeby ze sobą zabrać, i gdzie moge znależc jakiś "tani" bilet. Sprawdzałem na esky i innych tego typu stronach ale wszędzie po doleczeniu wszystkich ubezpieczen i innych dupereli wychodzi około 2400zł. Może ktoś jedzie w tym okresie i znalazł coś tańszego.. Aha i jeszcze jedno - Co trzeba mieć na rozmowe z konsulem, tzn na co powinnełem być przygotowany? Spyta się ile mam pieniędzy? Będzie chciał jakiś wyciąg z konta z potwierdzeniem ze mam to kilka klocków zeby dać sobie rade? A jezeli spyta do kogo jade to jest możliwosc ze on może jakoś skontaktować się z tamtą osobą i spytać, lub sprawdzić czy zgadza się adres i w ogole tego typu rzeczy? A jak może wyglądać sytuacja jakbym już dostał wize, i na lotnisku bym szedł po podbicie? Też słyszałem ze zdarza się ze zawracają ludzi.. :/ Uff, ale się rozpisałem, mam nadzieje że nie popisałem tutaj żadnych bredni i możecie mi w jakiś sposób doradzić cokolwiek, każda nawet najmniejsza rada by się przydała. Pozdrawiam !!!
  24. Witam, chciałbym się dowiedzieć jak można by było dolecieć jak najtaniej z Krakowa lub Warszawy do Nowego Jorku przed świętami tego roku z biletem powrotnym w połowie stycznia. Sprawdzałem ceny na liniach lotniczych LOT i powiem szczerze że 2800zł to troche dużo.. Czy można by było znależć coś tańszego? Czy są gdzieś jakieś zniżki dla studentów albo coś w tym stylu? I w jakich dniach grudnia oraz stycznia jest najtaniej? Pozdrawiam!
×