Skocz do zawartości

Wyszukaj

Wyświetlanie wyników dla tagów 'praca' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukuj po tagach

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukuj po autorze

Typ zawartości


Forum

  • USA - Forum ogólne
    • Forum ogólne USA
    • Tematy związane z poszczególnymi stanami
    • Wybór wizy, sprawy SSN, prawa jazdy i inne formalności
    • Bilety lotnicze / Kto leci do...
    • Luźne rozmowy
  • USA - wizy imigracyjne
    • Emigracja (Forum ogólne)
    • Zielona karta (loteria wizowa)
    • Wiza typu CR1 (sponsorowanie rodzinne)
    • Wiza narzeczeńska K-1
  • USA - wiza nieimigracyjna J-1 (w tym Work and Travel USA)
    • Program Work&Travel USA (wiza J-1)
    • Program Internship USA (wiza J-1)
    • Programy typu Camp USA (wiza J-1)
    • Wiza J-1 (poza programami W&T, Internship i Camp)
  • USA - pozostałe wizy nieimigracyjne
    • Tymczasowa praca i praktyka (wizy H1-B, H2, H3 i H4)
    • Studia i nauka w USA (wizy F-1, M-1)
    • Wiza turystyczna B-2 i służbowa B-1
    • Pozostałe wizy nieimigracyjne
  • OFF TOPIC
    • Wyjazdy poza USA

Kalendarze

  • Kalendarz społeczności

Znaleziono 66 wyników

  1. Cześć, piszę tutaj ponieważ chciałam ostrzec Was przed Campem OZARK. W wakacje 2017 pracowałam na tym Campie jako support stuff w kuchni. Warunki pracy były bardzo złe, pracowaliśmy prawie cały dzień. Poranna zmiana zaczynała o 6 rano i pracowała do 15:00. Jednak na tym dzień pracy się nie kończył, po 2h trzeba było wrócić do pracy na kolacje i serwowanie co trwało kolejne dwie godziny. Długość czasu pracy popołudniowej zmiany był podobny. Dodatkowo w ciągu 70 dni mieliśmy gwarantowane 7 dni wolnych z czego mieliśmy tylko 4. Pozostałe dni tłumaczyli jako half day off, że niby w sobotę pół dnia wolnego po południu i w niedziele do południa, jednak w te dni i tak pracowaliśmy po 8-9h a ekipa sprzątająca nawet dłużej. Dla nich half-day off był gorszy niż inne dni ponieważ cały dzień nosili ciężkie kufry dzieci i mieli tylko 2 posiłki w ciągu dnia. Warunki w których żyliśmy też były tragiczne, duszne domki z piętrowymi pryczami w których mieszkało około 20 osób, robactwo wszędzie, brak klimatyzacji (około 40 st w ciągu dnia i bardzo duża wilgotność), wszystko śmierdziało i rozpadało się. Jakby tego było mało, Camp nie wypłacił całej kwoty wynagrodzenia, ograniczali dostęp do internetu chociaż sala była pusta, a był to najlepszy czas na rozmowy z Polską. O ile warunki mieszkania jakoś się przeżyje i nawet liczbę godzin (chciaż nie powinno tak być) to brak wypłacenia części wynagrodzenia oraz traktowanie nas przez kierownictwo było niedopuszczalne. Traktowali nas jak dzieci, niczego nie wolno było robić i zmuszali nas do różnych spotkań, o których na początku mówili, że są nieobowiązkowe. Ścigali wszystkich po pokojach i kazali uczestniczyć w ich wydarzeniach i całym tym cyrku. Gdy mówiliśmy o problemach dla nas ważnych typu brak dostępu do internetu by porozmawiać z bliskimi, to zbywali to uśmiechem i wzruszeniem ramionami, to samo tyczy się braku posiłków w pewne dni czy wysokości wynagrodzenia. Podsumowując, pod przykrywką chrześcijańskiego Campu, wykorzystywali nas, nie szanowali i traktowali jako gorszy sort bo przyjechaliśmy do pracy do wielkiej ameryki, a wszystko z uśmiechem na ustach.
  2. Witam. Szukam pracy w Los Anegeles, lub USA zdalnie z możliwością zrobienia wizy H1B. Mam duże doświadczenie w imporcie z Chin, Korei, Tajwanu i Europy. Pozyskiwaniu nowych dostawców, research rynkow. Udział w międzynarodowych Targach medycznych w Dusseldorf. Rownież mam doświadczenie w sprzedaży i marketingu - opracowanie materiałów reklamowych, katalogów, opakowań etc. Węcej informacji można znaleść na linkedin: https://www.linkedin.com/in/julia-komarow/ Z góry dziekuję za każdą pomóc i poświęcony czas. Pozdrawiam, Julia
  3. Witam, Mam 19 lat i zamierzam starać się o wizę turystyczną do USA. Skonczylam liceum, po maturze pracowałam do końca wakacji, teraz uczęszczam na dwuletnie studium policealne publiczne, już nie pracuję. Czy lepiej gdy będę starać się o wizę teraz podając za argument szkołę i czy mam jakieś szanse na dostanie jej? Czy jednak spróbować dopiero po znalezieniu pracy w Polsce? Dodam że nie mam nikogo z rodziny przebywającego w tym kraju, chłopak posiada wizę na 10 lat i chciałam wyjechac tam razem z nim.
  4. Witam. Nie znalazłem na to odpowiedzi, więc postanowiłem. Że napiszę do was. Jestem jeszcze młodą osobą, mam dopiero 17lat. Jestem elektrykiem w zawodówce 1klasa i się zastanawiam nad moją przyszłością. Planuję po tej szkole pójść do liceum 2letniego/później ewentualnie na studia. Podczas, gdy chodzę do zawodówki chciałbym nauczyć się także programowania w domu przez ten czas. Ponieważ ciekawy jestem tego, zacząłem ostatnio od programu C++ i ostatnio sobie coś tam próbowałem napisać w programie. Dopiero się uczę, aczkolwiek staram się, głównie z internetu korzystam. Czasami napiszę na jakimś forum o pomoc, co znaczy dany kod. Zapewne jeszcze mam trochę czasu, ponieważ w wieku 18lat będę pracował w Polsce, chodź rozmyślam pracę w Niemczech jako elektryk, nabieram doświadczenia powoli. Powiem, że wolałbym pracę umysłową, nie lubię się męczyć na praktykach jako elektryk. Aczkolwiek wybrałem ten zawód, ponieważ tak zasądziłem. Domyślam się że to forum nie służy do pytania jaka praca lepsza więc od razu zapytam. Czy przyjmą po takiej zawodówce/liceum do USA jako elektryk/ewentualnie programista? Nie byłem nigdy w USA. Pierw wolałbym pozwiedzać, czy mi się tam spodoba. Pozdrawiam.
  5. Witam. Szybkie pytanie, w piątek wylatuje do Kanady, stamtąd zaś drogą lądowa do Stanów. Ny, stolica itd i mam pytanie! Wizę już mam oczywiście, papierki na wjazd do Kanady już w toku, ale teraz zauważyłem, że umowa w pracy kończy mi się w czwartek, a w piątek lecę. Czy może to mieć jakiś wpływ na granicy itd? Jakieś problemy mogą mi robić?
  6. Ciekawe ogloszenie pojawilo sie dzis w portalu polonijnym Bazarynka. "Mozliwosc sponsorowania emigracyjnego". Zaciekawilo mnie i wrzucam tutaj bo byc moze to jakis fake. Czy ogloszenia ze sponsorowaniem daje sie na takie male portale jak bazarynka ? Jajk to wyglada od strony papierkowej ? Rozumiem, ze ludzie tylko z waznym statusem moga sie o taki cos ubiegac ? Czyli jacy - turysci i ludzie z tych pseudo szkolek angielskiego co to daja wazny status....? Jakies opinie ?
  7. Witam, Pracuję obecnie jako projektant ubioru w Polsce, co jakiś czas przeglądam nowe oferty pracy w interesujących mnie firmach. Ostatnio trafiłam na ofertę pracy w Los Angeles. Jednym z pierwszych pytań, które pojawiły się w formularzu aplikacyjnym to "do you have legal authorization to work in the United States without the need of company sponsorship, at any time?" Po zaznaczeniu negatywnej odpowiedzi od razu pojawił się komunikat, że nie spełniam podstawowych wymogów by wziąć udział w procesie rekrutacji. Czy myślicie, że w takim wypadku jest jakakolwiek szansa na zatrudnienie w tej firmie? Z góry dziękuję za odpowiedź, Pozdrawiam
  8. "Porobili mi zdjęcia i kazali założyć pomarańczowy uniform, taki dla kryminalistów. O północy wprowadzili mnie do pomieszczenia wielkości polskiej sali gimnastycznej, gdzie na piętrowych łóżkach spało ponad 60 osób. Część to byli miejscowi zamknięci za DUI, pobicia, narkotyki; część to imigranci bez papierów, tacy jak ja" – mówi Marek, który spędził miesiąc w więzieniu w Ohio, po tym jak schwytała go Straż Graniczna. Marek, który od pięciu lat mieszka na przedmieściach Nowego Jorku, na święta wielkanocne wybrał się samochodem do znajomych w Chicago. Nie pierwszy raz tam jechał. W Wietrznym Mieście bywał dwa razy w roku; tam ma zarejestrowany samochód oraz posiada prawo jazdy z Illinois, takie dla imigrantów, którzy nie mają papierów. "W tamtą stronę było bez problemu – mówi Marek, któremu w podróży towarzyszyła jego partnerka Justyna z ośmioletnim synkiem Mateuszem. – Jakieś 400 mil od Chicago zatrzymaliśmy się na postoju przy 90-tce, żeby odpocząć, zatankować, napić się kawy i wyprowadzić psy. Zjeżdżając widziałem, że stali po przeciwnej stronie drogi, ale myślałem, że to policja na 'suszarkę łapie'". Okazało się, że była to Straż Graniczna, która w tym miejscu miała punkt kontrolny. "Wysiadłem już z samochodu, gdy zajechał mi drogę od tyłu. Pierwsze słowa, jakie do mnie skierował, to: jesteś na wizie turystycznej B2 i przekroczyłeś termin pobytu – wspomina Marek. – Opowiedziałem, że nie, i zapytałem o powód zatrzymania, na co usłyszałem: zbyt wolna jazda. To niby z jaką prędkością miałem zjeżdżać na postój?". Polak pokazał funkcjonariuszom amerykańskie prawo jazdy z adresem w Chicago i dokumenty samochodu, zarejestrowanego na jego nazwisko. Oni sprawdzili samochód. "Spokojnie, nie denerwuj się, jeśli nie będziesz miał historii kryminalnej, to cię puścimy, potem tylko będziesz miał sprawę w sądzie imigracyjnym" – powiedział funkcjonariusz, który – widząc chicagowskie prawo jazdy dla imigrantów bez Social Security – już upewnił się w swoich przypuszczeniach. "Powiedzieli, że muszą nas przewieźć na posterunek, bo nie mają w samochodzie jakiegoś systemu, żeby nas sprawdzić – mówi Marek. – Na posterunku w pięć minut wiedzieli, kiedy przyjechałem, na jakiej wizie, kiedy wygasła jej ważność. Wszystko mieli zapisane". Sprawdzali, robili odciski palców. Pytali, do jakiego kościoła w Polsce należy, kiedy przyjechał, czy pracuje, czy się uczy, gdzie mieszka. "Odpowiadałem zgodnie z dokumentami, że w Chicago i że jadę do Nowego Jorku odwieźć Justynę i Mateusza, bo u mnie byli na święta. Chyba trzy godziny nas maglowali, po dziesięć razy te same pytania zadawali, żeby złapać na jakiejś nieścisłości. Jak nas traktowali? Tak jak w Polsce: jeden udaje złego, drugi dobrego. Częstowali kanapką, ale byłem tak zestresowany, że o jedzeniu nie myślałem" – opowiada Marek. W końcu okazało się, że zamiast wypuścić, jak obiecali, przewiozą go do więzienia imigracyjnego. "Jak zakuwali Marka w kajdanki, to był chyba najgorszy moment. I tak się jakoś zachowali, bo zrobili to za drzwiami, żeby Mateusz nie widział – mówi Justyna. – Potraktowali nas jak kryminalistów, a my przecież nic złego nikomu nie zrobiliśmy: nikogo nie okradliśmy, nie zamordowaliśmy ani nie pobiliśmy". "W takich przypadkach powinni założyć bransoletkę na koszt zatrzymanego i do momentu deportacji wypuścić do domu" – stwierdza nasz rozmówca. Marek jest jedną z tysięcy osób zatrzymanych do kontroli w pasie przygranicznym Stanów Zjednoczonych. Sięga on aż 100 mil w głąb kraju i biegnie wzdłuż każdej z jego granic: z Kanadą, Meksykiem, oraz tych na Zachodnim czy Wschodnim Wybrzeżu. Funkcjonariusze Straży Granicznej zatrzymują ludzi do kontroli przy drogach, pytają o dokumenty imigracyjne oraz przeszukują pojazdy. Kontroli poddają wszystkich, bez względu na status. W ten sposób na pasach przygranicznych w pobliżu Kanady czy Meksyku rocznie aresztują tysiące imigrantów, którzy nie posiadają ważnych dokumentów pobytowych. Czwarta Poprawka do Konstytucji USA chroni Amerykanów przed przypadkowymi kontrolami i przeszukaniami, ale według rządu amerykańskiego zasada konstytucyjna nie do końca obowiązuje w pasie przygranicznym. Jak czytamy na stronie American Civil Liberties Union, tak jak na przejściach granicznych funkcjonariusze Służby Granicznej nie potrzebują nakazu sądowego, żeby przeszukać podróżnego lub jego bagaż, podobnie w pasie przygranicznym Służba Graniczna ma pewną, choć nie nieograniczoną, swobodę działania. "W tej 100-milowej strefie Służba Graniczna może tworzyć punkty kontroli imigracyjnej, ale nie może zatrzymywać ludzi bez uzasadnionego podejrzenia o wykroczenie imigracyjne" (uzasadnione znaczy więcej niż przeczucie)" – czytamy na stronie ACLU.org. W praktyce jednak różnie bywa, a obrońcy praw obywatelskich argumentują, że dochodzi tam do nieprawnych zatrzymań. "Moja prawniczka powiedziała, że zatrzymano mnie bezprawnie. Można się od tego odwoływać, ale to słono kosztuje" – mówi Marek, który uznał, że nie będzie na to wydawał ciężko zarobionych pieniędzy. *** Justynę, która do Stanów przyjechała dwa lata temu, na wizie turystycznej, też chcieli zatrzymać. Uratowało ją to, że nie było w okolicy ośrodka penitencjarnego z wolnym miejscem dla matki z dzieckiem. Jedną noc musiała spędzić w areszcie, na posterunku. "Cela wyłożona płytkami, łóżka z nierdzewnej stali, zimne jak w prosektorium. Dali koc, szary, cienki jak ścierka. Tragedia. To była najgorsza noc w moim życiu – opowiada wstrząśnięta Justyna. – Mateuszek kiedyś chciał być policjantem albo żołnierzem, ale po tym jak zobaczył kajdanki i łańcuchy i jak ta praca wygląda z bliska, stwierdził, że już nie chce być mundurowym". Gdy ich rano wypuszczono na wolność, koledzy Marka, którzy w nocy przyjechali po jego samochód, byli już w drodze do Chicago. Na policji powiedziano im, że nie wiadomo, kiedy Justynę wypuszczą. Wrócili jednak, a Justyna z Mateuszem spędzili tydzień w Chicago, czekając na Marka. Cały ten czas Justyna robiła, co mogła, by wyciągnąć Marka z więzienia. Nie było jej łatwo, bo słabo zna angielski, nie ma rozeznania w amerykańskim systemie prawnym oraz przepisach imigracyjnych. "Nie da się opisać, co przeszłam" – mówi Polka, której z pomocą znajomych udało się znaleźć lokalnego prawnika. Po tygodniu, gdy stało się jasne, że Marka tak szybko nie wypuszczą, wróciła z synkiem do Nowego Jorku. *** "Gdy zamknęły się za mną drzwi więzienia, to urwał mi się kontakt ze wszystkimi. Zabrali mi telefon, prawo jazdy, ważny paszport" – opowiada Marek. Okazało się, że to nie więzienie imigracyjne, ale takie mieszane, w którym przebywali nielegalni imigranci, ale też lokalni kryminaliści, zatrzymani za różne przewinienia. Wszyscy ubrani byli w sztywne, pomarańczowe więzienne drelichy. "Wielkie pomieszczenie, a w nim piętrowe łóżka dla ponad 60 osób. Jak brakowało miejsca, bo co jakiś czas kogoś przyprowadzali, to rozkładali materace na podłodze" – mówi Marek, który "na dzień dobry" dostał dwa koce, dwa prześcieradła, ręcznik, trzy pary skarpetek i bieliznę. Najgorsza dla niego była monotonia, bo każdy dzień wyglądał tak samo. Pobudka o 6 rano i słanie łóżek. Jedzenie "takie szpitalne": na śniadanie płatki z zimnym mlekiem i owoce z puszki. Facet się nie naje. Na lunch amerykański hamburger albo makaron, ziemniaki puree z wody. I tak na zmianę. "Dopiero po kilku dniach się zorientowałem, że można za swoje pieniądze, które ktoś z zewnątrz wpłaci na twoje konto, kupić suchy prowiant: ciastka, sneakersy, zupki chińskie. Zamawiało się i za tydzień przychodziła dostawa. Bez tego ciężko było" – opowiada Marek. Po każdym posiłku trzeba było oddać plastikową łyżeczkę, którą podawano do każdego rodzaju jedzenia, nie było widelców ani noży. Strażnik liczył łyżeczki, gdy rozrachunek się nie zgadzał, to najpierw dawał ostrzeżenie, potem zarządzał przeszukanie sali. Ten, u kogo znaleziona została poszukiwana łyżeczka, miał odebrane wszelkie przywileje na miesiąc. Na sali były dwa telewizory, a w ciągu dnia godzinę albo półtorej więźniowie chodzili na "spacerniku", jak był otwarty. "Nic innego nie było do roboty, to się chodziło w kółko. Niedaleko było małe jeziorko; tam czasem ktoś kosił trawę; zatrzymywaliśmy się i patrzyliśmy. Były też ławki, można było usiąść i pograć w coś" – opisuje więzienny czas Marek. Rozgrywki w szachy, warcaby i domino to były jedne z niewielu rozrywek w ciągu dnia. "Nauczyłem się grać w domino; w warcaby dobrze mi szło, ogrywałem gości" – mówi Marek i dodaje, że niektórzy grali w pokera na jedzenie. – Zwycięzca wychodził z workiem suchego prowiantu, który inni dostali od rodziny albo zakupili za pieniądze przelane na ich konto". Do ubikacji można było iść o każdej porze dnia i nocy. Łazienka znajdowała się z boku sali, gdzie więźniowie spali i spędzali całe dnie. Sześć kabin prysznicowych odgrodzonych było parawanami. "Wieszało się ręcznik i wszyscy wiedzieli, że prysznic zajęty. Nie tak jak w wojsku w Polsce, gdzie 30-40 gości pod prysznic razem szło. Tutaj niby więzienie, ale pod tym względem warunki były ok" – opowiada Marek. Od 10 wieczorem obowiązywała cisza nocna. Światła jednak nigdy do końca nie były gaszone. Tych, którzy w nocy rozmawiali, rozdzielano i przenoszono w dwa różne końce pomieszczenia. *** Był jedyną osobą z Europy na tej sali. Pozostali imigranci to przeważnie Latynosi, których było około trzydziestu. "Wielu mówiło, że zostało złapanych w tym samym miejscu na 90-tce, tak jak ja – niby za wolną jazdę. Straż Graniczna tam miała taką rutynę: widzieli w samochodzie kilka osób o ciemniejszej karnacji – to zatrzymywali. Mnie pewnie też wzięli za Latynosa – mówi Marek, który nie jest wysoki, ma ciemne włosy i mocno opaloną skórę. – W tamtym rejonie policja współpracuje ze służbami imigracyjnymi. Jak cię złapią za byle co: stłuczka czy coś nie tak z samochodem, to nawet jeśli wszystko pozałatwiasz, popłacisz, to potem trafiasz do więzienia i przed sąd imigracyjny. Gdy ktoś nie ma papierów, to nie polecam wyprawy samochodem na północ". Na sali więziennej nikt nie mówił po polsku. "Musiałem się dogadywać po angielsku i hiszpańsku jak umiałem – wspomina nasz rozmówca i dodaje, że to właśnie Latynosi najbardziej mu pomogli. – To bardzo dobrzy i mili ludzie. Pierwsi mi tam podali rękę. Pokazali, jak zadzwonić z aparatu telefonicznego, zaoferowali, że mogę skorzystać z ich karty telefonicznej, jeśli nie mam swojej. Wytłumaczyli, jak ktoś może mi zrobić przelew pieniędzy, pokazali na jakie konto. Bardzo w porządku ludzie. Jeśli czegoś potrzebowałem, to nawet nie musiałem pytać, sami dawali. Pocieszali, że wszystko będzie dobrze, że to nawet dobre miejsce". Latynosi trzymali się razem, "jak bracia", mimo że wcześniej się nie znali. "Byli bardzo religijni, co wieczór śpiewali modlitwy, tak na wesoło" – opowiada Polak, który zaprzyjaźnił się z jednym z więźniów z Ameryki Południowej. To mężczyzna, który do więzienia trafił dwa tygodnie wcześniej, i pierwszy podszedł do Marka, by z nim porozmawiać. Okazało się potem, że też mieszka w Nowym Jorku i do dzisiaj utrzymują kontakt. *** Na ścianie wisiały cztery telefony. W godzinach od 8 rano do 8 wieczorem można z nich było dzwonić poza więzienie. "Czasem ustawiała się kolejka i trzeba było 20 minut czekać, ale były takie godziny, że nikt nie dzwonił, i można było swobodnie porozmawiać" – mówi Marek. Długość rozmów ograniczały jednak koszty. Połączenia były drogie jak międzynarodowe, po 50 centów za minutę. "Dla mnie nieważne było, ile to kosztowało. Chciałam go usłyszeć chociaż raz dziennie, żeby wiedzieć, jak się trzyma, czy wszystko w porządku. Tyle się słyszy historii o więzieniach" – twierdzi Justyna, która uzupełniała konto więzienne Marka i codziennie relacjonowała mu, co udało się jej załatwić z adwokatem. Dla Marka ten telefon na ścianie to był jedyny kontakt ze światem zewnętrznym. "Chciałem wiedzieć, co słychać na zewnątrz, bo siedząc tam, w tych czterech ścianach, bez kontaktu z bliskimi, deprechy można było dostać" – mówi Marek. *** Pierwszą sprawę w sądzie imigracyjnym Marek miał mieć po dwóch tygodniach. Nie odbyła się, bo sędzia się rozchorował. "Jak po kolejnym tygodniu nie było mowy o terminie rozprawy, to mnie niemoc ogarnęła. Dzień za dniem upływał monotonnie i nudnie, nie wiedziałem, co będzie, nie było dostępu do informacji. A tu jeszcze na początku maja zaplanowana była komunia Mateusza. Pomyślalem, że w ogóle nie wyjdę, albo że mnie deportują prosto z więzienia. Inni, w takiej samej sytuacji jak ja, siedzieli tam po cztery miesiące" – wyjaśnia Marek. Ci, którzy siedzieli dłużej, przenoszeni byli na inną salę. "Jak mieli wyznaczoną sprawę imigracyjną, ale nie mieli adwokata – z urzędu nie chcieli dawać, żeby nie obciążać państwa kosztami – to przenoszeni byli do Luizjany. Stamtąd, po dwóch tygodniach, deport". "Jeden z więźniów, młody muzułmanin, trafił do więzienia, bo wiza mu wygasła miesiąc wcześniej. Pewnie ktoś z sąsiadów go podkablował; zgarnęli go z mieszkania. Siedział 18 miesięcy i dostał deport" – opowiada Marek. Był też student z Egiptu, legalnie na wizie studenckiej, ale z powodu operacji na oczy opuścił trzy tygodnie zajęć. "Pokazał w szkole zaświadczenie od lekarza, ale jakoś nie uznali. Przywieźli go dwa tygodnie przed moim wyjściem. Miał grube okulary, od razu widać było, że miał problemy z oczami. Poprosił o krople, to mu dali. Ale przez dwa dni nic nie jadł, taki był zestresowany. Co się dziwić, siedział w domu, chory, a tu immigration przychodzi i zgarnia go do więzienia – opowiada Marek. – Z innym gościem mieli problem, bo był z Nepalu i nie mieli dla niego tłumacza. On był rezydentem, ale coś narozrabiał w domu. Żona zadzwoniła na policję, jego zgarnęli, potem żonie przeszło, a on nie mógł wyjść, bo musiał w sądzie się stawić, ale bez tłumacza nie dało rady. I tak siedział już piąty miesiąc". *** Po czterech tygodniach wezwano Marka na przesłuchanie sądowe. "To wyglądało tak, że przenieśli mnie na inną salę, w której był duży ekran i wideokonferencja z sędzią – opowiada. – Wiedziałem, że nie mam możliwości, by starać się o legalizację pobytu, to podpisałem papier, że poddaję się procedurze dobrowolnego opuszczenia kraju". Dostał cztery miesiące na spakowanie się i powrót do Polski. Po rozprawie, gdy wpłynęła kaucja, Marek wyszedł na wolność. Do 25 lipca miał w sądzie imigracyjnym w Ohio, osobiście, przedstawić plan podróży. Tuż po opuszczeniu więzienia zorientował się, że nie oddano mu ani prawa jazdy, ani paszportu. "Gdy zadzwoniłem do więzienia, to powiedzieli, że immigration zatrzymało. Jak prawnik się z nimi skontaktował, to się wyparli i powiedzieli, że nie zdeponowali tych dokumentów, mimo że na kwicie z więzienia – czarno na białym – było napisane, że mi te dokumenty zabrali" – opowiada Marek, który bez żadnego dokumentu tożsamości ma teraz bardzo utrudnione życie. "ID trzeba pokazać w banku i jak kontener do Polski wysyłasz... Nie wiem, co oni sobie wyobrażają, jak mam się spakować i wyjechać" – mówi poirytowany. Inna sprawa to nakaz stawienia się biletem powrotnym w sądzie w Ohio. "Jak bez prawa jazdy i dokumentów miałem tam się dostać? Nikt mnie taki kawał drogi samochodem nie zawiezie. Autobus jedzie osiem godzin w jedną stronę i osiem w drugą. Też nie wiadomo, czy by mnie wypuścili z powrotem do domu. Może znowu by zatrzymali i dowieźli z więzienia prosto na lotnisko. Zresztą może dlatego radzili, żeby bilet powrotny z Ohio kupić" – zastanawia się nasz bohater. *** Wrócił do domu w drugiej połowie maja, już po komunii Mateusza. Od razu zaczął szykować się do powrotu do Polski. Sprzedał telewizory i jeden samochód, zaczął rozdawać meble, zlikwidował akwarium i znalazł rodziny, którym pod opiekę oddał swoje czworonogi. "Psów mi najbardziej szkoda. Ale na szczęście trafiły do bardzo dobrych ludzi" – opowiada. W międzyczasie ktoś polecił mu prawnika z Nowego Jorku, który prowadzi sprawy imigracyjne. "Znalazł mi program, w ramach którego mam odroczoną deportację do 2 lat. Teoretycznie, bo w praktyce to nie wiem, jak to będzie wyglądało. Potem mógłbym się ewentualnie starać o zieloną kartę, ale już nie chcę tutaj zostawać. Chcę wracać do Polski" – twierdzi Marek. Cieszy się jednak, że dzięki odroczeniu może z Justyną zostać przynajmniej do jej rozprawy w sądzie imigracyjnym, wyznaczonej na koniec roku. "Nie chcę jej tu samej, z dzieckiem, zostawiać" – podkreśla. Justyna jeszcze nie podpisała żadnych papierów. Raz musiała zameldować się w urzędzie imigracyjnym w Nowym Jorku. "Czeka na rozprawę, ale mówią, że będzie mogła ubiegać się o Social Security i pozwolenie na pracę" – relacjonuje. Zdecydowani są jednak najpóźniej za dwa lata wracać do Polski. "Co to za życie tutaj, tylko praca od rana do nocy" – mówi Marek, który bierze dodatkowe prace, żeby nadrobić wydatki związane z pobytem więzieniu: 5 tys. dol. – kaucja, prawnicy, opłaty imigracyjne, telefony z więzienia. "Ponad 10 tysięcy się uzbierało" – mówi. Jak będzie przez ten czas funkcjonował tu bez dokumentów? Jeździ na polskim prawie jazdy, ma też kopię tego amerykańskiego w telefonie. Może uda mu się wyrobić kolejne w Chicago. Czy się boi kolejnego aresztowania? "Jakaś obawa jest, ale w Nowym Jorku policja nie współpracuje z władzami imigracyjnymi. Jak cię zatrzymają za wykroczenie na drodze, idziesz do sądu, płacisz karę i na tym się kończy. Gdy cię złapią bez amerykańskiego prawa jazdy, pokażesz polskie, oni dadzą naganę, ty obiecasz, że już ostatni raz. Ale tu się nie da żyć bez samochodu" – mówi Marek. zrodlo : http://www.dziennik.com/publicystyka/artykul/miesiac-w-wiezieniu-imigracyjnym
  9. Witam, chciałbym pracować zdalnie jako grafik komputerowy z Polski, nie jako freelancer lecz w jakieś firmie która wysyłałaby projekt np. strony/ulotki do wykonania i z ilością godzin na to przeznaczonych. Zna ktoś może osobę która tak pracuje, albo ew. poleca jakąś firmę która oferuje takie zlecenia? Zgłosiłem się do kilku ofert na indeed ale na razie bez odzewu
  10. Chciałbym, aby ktoś pełny wiedzy udzielił mi informacji. Mianowicie, aktualnie mam 22 lata, wykształcenie zawodowe, tj Czeladnik - Stolarz. 4 lata doświadczenia w zawodzie, lecz ciężko byłoby zebrać pełną 4 letnią historię pracy. Dodatkowym atutem jest to, że jestem spawaczem MIG/TIG, z 2-letnim doświadczeniem i pełną dokumentacją. Posiadam też kwalifikację do pracy pod napięciem kat. E, i ochroniarza stopnia 2. Oczywiście od 4 lat posiadam też prawojazdy kat. B. Na przełomie kilku kolejnych miesięcy, chciałbym dostać się do USA i spróbować tam życia i pracy. Schody zaczynają się w momencie doboru wizy. O jaką wize mogę lub powinienem próbować walczyć ? W USA nie mam bliskich, Jeśłi już kwalifikuję się pod jakąś wize pracowniczą, jakie kroki podjąć pierwsze w celu jej uzyskania. Mógłby wyjaśnić mi ktoś, krok po kroku jak rozpocząć przygodę w kierunku USA ? Aktualnie spędziłem zbyt dużo czasu na przeróżnych forach, i zrobiłem sobie przez to mętlik w głowie nierozumiejąc już kompletnie niczego.
  11. Polnocne Iowa - Kossuth County

    Dzien dobry, poszukuje jakiejkolwiek osoby ktora zyla lub zyje w polnocnym Iowa/poludniowa Minnesota. Dostalem propozycje pracy w tym rejonie nad ktora powaznie sie zastanawiamy, odwiedzilem okolice, ale chcialbym zadac pare pytan Polakowi, ktory obeznany jest z tymi terenami. Mniej nas przeraza pogoda, gdyz tego jestesmy swiadomi, bardziej nam chodzi o codziennosc i problemy jakie moga byc specyficzne dla malych, rolniczych miejscowosci, a o ktorych nie mamy pojecia zyjac do teraz tylko w wielkim miescie. Bede wdzieczny za wszelki odzew.
  12. Praca

    Cześć wszystkim. Słuchajcie mam pytanie. Otóż koncze za kilka miesięcy gimnazjum i chciałbym być policjantem w USA. I sie zastanawiam jak to zrobić. Oto mój plan: Skończenie gimnazjum Pójście do liceum Wiza studencka Studia w USA (4 lata) Jakiś sposób na mieszkanie po prostu w USA ( tak aby być w USA 5 lat) Następnie obywatelstwo USA ( w czasie 4 lat studiów branie udziału w konkursach o zieloną kartę) Akademia policyjna Praca jako policjant. Powiedzcie mi czy ten mój sposób jest ok. Czy cos pominalem. Chciałbym o odpowiedź bo mam jeszcze kilka pytań ale to później bo teraz nie chce zawracać głowy. Pozdrawiam
  13. Witam. Wraz z dziewczyną rozważamy wyjazd do USA na stałe (dziewczyna ma zieloną kartę). W Polsce rozpocząłem studia prawnicze, wiem że raczej w USA nie będą one przydatne, ale znalazłem ofertę "szkoły prawa amerkańskiego". Może zamiast tłumaczyć zamieszczę opis wprost : Program Szkoły Prawa Amerykańskiego jest adresowany przede wszystkim do studentów ostatnich lat prawa, ekonomii i administracji oraz praktyków w wymienionych dziedzinach. Jednak o przyjęcie mogą ubiegać się także studenci wszystkich wyższych uczelni zarówno polskich jak i zagranicznych, którzy ukończyli co najmniej II rok studiów, studenci studiów stacjonarnych i niestacjonarnych wszystkich kierunków, absolwenci uczelni wyższych oraz praktycy zainteresowani prawem amerykańskim. Studenci, którzy ukończyli Szkołę Prawa Amerykańskiego oraz studia wyższe w Polsce, mają możliwość odbycia studiów LL.M. w Chicago. Studia LL.M. w Chicago-Kent trwają dwa semestry, ale absolwenci Szkoły Prawa Amerykańskiego, którzy spełnią określone wymogi, mogą je ukończyć w ciągu jednego semestru. Uczestnicy Szkoły Prawa Amerykańskiego, którzy podejmą studia LL.M. w Chicago, otrzymają stypendium w wysokości określonej przez Dziekana Chicago-Kent. Kieruję do Was to pytanie, ponieważ mam problem z jednej strony wyjazd planujemy na poważnie, a z drugiej strony nie chciałbym zmarnować 2 lat studiów, więc taka oferta wydaje się idealna. Czy według Was ten program oraz odbycie studiów w Chicago daje realne szanse na znalezienie pracy? Jeśli tak to w jakich firmach, na jakich stanowiskach? Pozdrawiam i z góry dziękuję za pomoc
  14. Witam, Poszukuję opiekunki do osoby starszej i pomocy w domu (sprzątanie oraz gotowanie) - wraz z zamieszkaniem. Wystarczy komunikatywna znajomość języka angielskiego - starsza Pani to polka, od dawna mieszkająca w USA. Niewątpliwie z przyjemnością pogawędzi po polsku. Niemniej jednak podstawy języka będą potrzebne - do komunikacji z rodziną. Mile widziane prawo jazdy - przyda się, chociażby na zakupy. W celu ustalenia szczegółów czy otrzymania dodatkowych informacji - proszę o kontakt poprzez wiadomość prywatną. Lokalizacja: Ann Arbor, Michigan.
  15. Czy Warto Wyjechać Do Alabamy?

    Dokładnie chodzi mi o to czy są tam dobre warunki do życia, jakie są możliwości znalezienia pracy itp. Interesuje mnie południe tego stanu (okolice miasta Foley).
  16. Cześć wszystkim, to mój pierwszy post na forum Mam kontakt z jedną firmą w USA, w której chciałbym pracować. Pracodawca dał znać, że chętnie podpisze wszystkie niezbędne dokumenty, żebym mógł tam pojechać i zacząć u niego pracę. Do wyjazdu jeszcze ponad rok, ale lubię mieć wszystko załatwione wcześniej i stąd moje pytanie: o jaką wizę najlepiej się ubiegać i do czego będzie zobowiązany mój pracodawca? Z jakimi kosztami dla niego i dla mnie się to wiąże? Myślałem właśnie o intership, ale nie jestem na 100% obcykany w temacie. W USA chcę siedzieć jak najdłużej się da, a jak mi się spodoba, to oczywiście zostać na stałe. Z góry dziękuję za pomoc. Pozdrawiam, Ekoiks
  17. Cześć, Mam pytnie i nie wiem jak zaczac szukac informacji. Jak płacic podatki, jesli mam mozliwość zarabianie w Polsce, ale zyje i pracuje w USA. Czy lepiej płacic podatek w polsce i przelać te pieniądze na konto w USA? CZy zarabiać w Polsce i mieć te pianiądze prelane na Pay-Pal (pay pal rolzicza się z podatków tak?). Czy zarabiac w Polsce i deklarować sie w USA przy rozliczeniu z podatków, że zarobiło się tyle i tyle za granicą? Moze ktos z was ma doświadecznia na ten temat. Dziękuję.
  18. Witam piszę tego posta dlatego ,że nie znalazłem odpowiedzi na moje pytania w innych podobnej tematyki. Chodzi mi o to że chcę wyjechać do USA i nie ukrywam że do dziewczyny która jest tam na zielonej karcie dodam tylko nie jesteśmy narzeczeństwem (Ale powiedziała że mi pomoże pozwoli mi mieszkać u siebie i załatwi prace w prawdzie na czarno ale lepsza taka niż żadna ). Moja prośba do was polega na tym że był bym ogromnie wdzięczny za porady o jaki typ wizy powinienem się starać i jakieś praktyczne porady. Ja jestem studentem studiów drugiego stopnia politechniki na kierunku elektrotechnika studia kończę gdzieś chyba w maju i zaraz po nich bym wyjechał mam 24 lata mój angielski jest komunikatywny ale cały czas się uczę co do doświadczenia zawodowego to mam małe bo cały czas się uczę ma studiach dziennych. Myślałem nad wizą W1B ale nie mam pracodawcy który by mnie ściągną rozważam również wizę J1 (rozpoczęcie nauki w szkole angielskiego ale wtedy nie mógł bym pracować legalnie ) moim marzeniem jest zielona karta ale nie mam pomysłu jak ją zrobić . Proszę o pomoc i pozdrawiam
  19. Witam, mam nadzieję, że ktoś mi szybko doradzi/pomoże, znalazłam się bowiem w nieciekawej sytuacji: Otóż jestem w trakcie wyrabiania wizy do USA, gdzie mieszka mama mojego narzeczonego. Nie chcę tam brać ślubów, nie chcę tam zostawać - chcę tylko jechać, aby trochę pozwiedzać. Niestety tak się złożyło, że gdy już właściwie miałam wypełnioną aplikację wizową, dostałam nagle, bez uprzedzenia, wypowiedzenie z pracy. I teraz jestem w kropce. Bo w aplikacji mam wpisaną firmę, w której pracuję, ewentualny tel. do szefa. Co prawda jeszcze oficjalnie pracuję przez najbliższe 2 tygodnie, ale boję się o to, jak to będzie później. Mogłabym wykazać zarobki z ostatnich kilku miesięcy, choć, o ironio, zaraz będę bez pracy i w takim wypadku nie mam pewności, czy mi tej wizy później przez to nie anulują. Pojęcia nie mam, co robić. Jestem ledwie kilka miesięcy po zakończonych studiach, była to moja pierwsza praca na umowę o pracę. A teraz boję się dodatkowo, że mogę mieć problem z dostaniem wizy. Czy w ogóle mogą mnie później sprawdzić, w sensie, czy dalej tam pracuję, czy to będzie jakoś rzutowało na moje być albo nie być w Stanach/ewentualny szybszy powrót? Czy przez utratę pracy podczas wyrabiania wizy, mogliby mi ją anulować? Bardzo proszę o jakiekolwiek rady/opinie. Z góry dziękuję za pomoc.
  20. Witam. Jestem uczniem liceum i po jego ukończeniu chciałbym się dostać na oficerską uczelnię US Navy. Wiem, że brzmi to trochę jak marzenie ściętej głowy, ale proszę mi powiedzieć co muszę zrobić, by się ono spełniło? Jaką wizę muszę dostać, czy będą trudności z jej otrzymaniem i czy rzeczywiście jest to tak skomplikowane jak wynika z mojego przeglądania "internetów"? Również interesuje mnie czy taka Akademia pobiera jakieś czesne od studentów. W USA nie mam żadnej rodziny i nie zanosi się na zmianę w tej kwestii. Proszę mi powiedzieć, czy to może się udać? Z góry dzięki
  21. Witam, Mam troszke nietypowe pytanie.. czy ktos z Was orientuje sie moze jakie sa mozliwosci prawne aby moc pracowac dla firmy amerykanskiej z Polski (dodam ze firma nie istenieje na rynku europejskim, tzn nie ma tutaj swojego przedstawicielstwa/biura). Interesuje mnie najbardziej mozliwosc pracy na pelnym etacie dla takowej firmy. Wiem ze moge zalozyc tutaj dzialalnosc i swiadczyc uslugi na zasadzie podwykonawstwa ale to mnie nie interesuje. Czy inna opcja jest wogole mozliwa? Dodam ze nie mam obywatelstwa amerykanskiego a jedyne co posiadam to wiza amerykanska biznesowo-turystyczna. Dzieki za wszelkie info!
  22. Witam, znów mam pytanie. Z racji tego że od września będę w ostatniej klasie Technikum, nie mogę jeszcze wziąć udziału w losowaniu zielonej karty, wpadłem na pomysł by, wniosek o zieloną kartę złożyli rodzice. Do loterii wizowej (chodzi mi o wymaganie wiekowe dzieci 21l.) kwalifikuje się ja oraz moja siostra. Jednak siostra nie będzie emigrować, rodzice pewnie też. Więc mam takie pytanie, czy np. mój tato mógłby zarejestrować się w loterii jednak np. po ewentualnym wylosowaniu zielonej karty mógłbym się zgłosić tylko ja i tato bez mamy i siostry ? (chodzi mi o to by nie płacić za siostre i mame tych 330$ itp. opłat) i to samo gdyby moja mama wylosowała zieloną kartę (nie płacić za tatę i siostrę) wiem że i tak trzeba podać dzieci poniżej 21l, ale oni nie są zainteresowani emigracją, głównie chodzi o mnie. Czy trzeba jednak wnieść opłaty dla wszystkich członków rodziny ? Wiem że to jest przekombinowane, jednak chciałbym w ten sposób podnieść moje szanse na wylosowanie GC. Z góry dziękuje za odpowiedź
  23. Witam. Przede mną trudny wybór, ponieważ za rok zdaję maturę i idę na studia, tylko mam tyle zainteresowań, że nie wiem, które mam wybrać. Więc pytam was, które kierunki studiów powiększają możliwość znalezienia pracy w firmie amerykańskiej , która ma filie w Polsce i potem wydała by wizę pracowniczą, bądź zieloną kartę ? Nie opisałem zbyt dużo więc odpowiadajcie, pytajcie i po kolei będziemy rozwijać temat. Pozdrawiam
  24. Witam, Jestem studentem pierwszego roku finansów i rachunkowości. Przyszłości raczej nie wiąże z Polską, moim marzeniem zaraz po licencjacie jest wylecieć do USA na stałe i szukać pracy w specjalizacji oraz dokończyć magistra już na miejscu. Proszę powiedzcie mi jak wyglądają realia jeśli chodzi o ten kraj, czy warto? czy jest jakiś sens? i jak to wszystko wygląda biorąc pod uwagę koszty życia jak i zarobki dla początkowego maklera/analityka finansowego. W filmach możemy się doszukać różnych fikcji i legend o finansistach zarabiających krocie w stanach ale wiadomo, że życie to nie bajka i nigdzie nie ma lekko. Najbardziej interesowała by mnie Kalifornia konkretnie Los Angeles ale wiadomo, że utrzymanie jest tam niesamowicie drogie a z pracą bodajże trzeba dobrze strzelić ale powiem szczerze, że te miasto wywiera na mnie sporo wrażenie i bardzo chciałbym tam rozwinąć skrzydła. Jeśli ktoś z was tam mieszka, mieszkał bądź nawet był proszę o jakieś wskazówki, opinie, rady a nawet jeśli nie to o sam całokształt stanów. Mogę dodać, że w tym roku lecę do pracy w Virgini w ramach programu "work and travel" na okres cały wakacji (3,5 miesiąca) ale to raczej nic wielkiego i ma charakter wyłącznie poznawczy. Do mojego planu jeszcze 2 lata ale wolę teraz juz wyrobić sb rzetelną opinię na ten temat i wiedzieć w co się pakuje. Z góry dziękuje za odpowiedź
  25. Chciałbym się zapytać jak to jest w usa z pracą dla elektryka po technikum a jak po studiach. Czy trzeba robić jakieś uprawnienia w usa. Czy wogłóle jest szansa na pracę w tym kierunku. Oczywiście chodzi mi o wykształcenie nabyte w polsce.
×