Skocz do zawartości

Wyszukaj

Wyświetlanie wyników dla tagów 'usa' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukuj po tagach

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukuj po autorze

Typ zawartości


Forum

  • USA - Forum ogólne
    • Forum ogólne USA
    • Tematy związane z poszczególnymi stanami
    • Wybór wizy, sprawy SSN, prawa jazdy i inne formalności
    • Bilety lotnicze / Kto leci do...
    • Luźne rozmowy
  • USA - wizy imigracyjne
    • Emigracja (Forum ogólne)
    • Zielona karta (loteria wizowa)
    • Wiza typu CR1 (sponsorowanie rodzinne)
    • Wiza narzeczeńska K-1
  • USA - wiza nieimigracyjna J-1 (w tym Work and Travel USA)
    • Program Work&Travel USA (wiza J-1)
    • Program Internship USA (wiza J-1)
    • Programy typu Camp USA (wiza J-1)
    • Wiza J-1 (poza programami W&T, Internship i Camp)
  • USA - pozostałe wizy nieimigracyjne
    • Tymczasowa praca i praktyka (wizy H1-B, H2, H3 i H4)
    • Studia i nauka w USA (wizy F-1, M-1)
    • Wiza turystyczna B-2 i służbowa B-1
    • Pozostałe wizy nieimigracyjne
  • OFF TOPIC
    • Wyjazdy poza USA

Kalendarze

  • Kalendarz społeczności

Znaleziono 162 wyników

  1. Cześć, piszę tutaj ponieważ chciałam ostrzec Was przed Campem OZARK. W wakacje 2017 pracowałam na tym Campie jako support stuff w kuchni. Warunki pracy były bardzo złe, pracowaliśmy prawie cały dzień. Poranna zmiana zaczynała o 6 rano i pracowała do 15:00. Jednak na tym dzień pracy się nie kończył, po 2h trzeba było wrócić do pracy na kolacje i serwowanie co trwało kolejne dwie godziny. Długość czasu pracy popołudniowej zmiany był podobny. Dodatkowo w ciągu 70 dni mieliśmy gwarantowane 7 dni wolnych z czego mieliśmy tylko 4. Pozostałe dni tłumaczyli jako half day off, że niby w sobotę pół dnia wolnego po południu i w niedziele do południa, jednak w te dni i tak pracowaliśmy po 8-9h a ekipa sprzątająca nawet dłużej. Dla nich half-day off był gorszy niż inne dni ponieważ cały dzień nosili ciężkie kufry dzieci i mieli tylko 2 posiłki w ciągu dnia. Warunki w których żyliśmy też były tragiczne, duszne domki z piętrowymi pryczami w których mieszkało około 20 osób, robactwo wszędzie, brak klimatyzacji (około 40 st w ciągu dnia i bardzo duża wilgotność), wszystko śmierdziało i rozpadało się. Jakby tego było mało, Camp nie wypłacił całej kwoty wynagrodzenia, ograniczali dostęp do internetu chociaż sala była pusta, a był to najlepszy czas na rozmowy z Polską. O ile warunki mieszkania jakoś się przeżyje i nawet liczbę godzin (chciaż nie powinno tak być) to brak wypłacenia części wynagrodzenia oraz traktowanie nas przez kierownictwo było niedopuszczalne. Traktowali nas jak dzieci, niczego nie wolno było robić i zmuszali nas do różnych spotkań, o których na początku mówili, że są nieobowiązkowe. Ścigali wszystkich po pokojach i kazali uczestniczyć w ich wydarzeniach i całym tym cyrku. Gdy mówiliśmy o problemach dla nas ważnych typu brak dostępu do internetu by porozmawiać z bliskimi, to zbywali to uśmiechem i wzruszeniem ramionami, to samo tyczy się braku posiłków w pewne dni czy wysokości wynagrodzenia. Podsumowując, pod przykrywką chrześcijańskiego Campu, wykorzystywali nas, nie szanowali i traktowali jako gorszy sort bo przyjechaliśmy do pracy do wielkiej ameryki, a wszystko z uśmiechem na ustach.
  2. Witam wszystkich, jestem nowy na tym portalu, rozejrzałem się trochę na forum i mam kilka pytań. Mieszkam w UK od 5 lat. Angielski mam opanowany w mowie i piśmie, zarobki tu też mam nie najgorsze oboje z żona mamy rocznie około 40k. Zastanawiam się nad Loteria wizowa DS 2017, Jesteśmy po ślubie, oboje zastanawiamy się albo nad kupnem mieszkania w Anglii lub nad zmianą kraju zamieszkania i dlatego myślimy o USA. Nie mamy tam ani rodziny ani znajomych. Generalnie lubimy podróżować poznawać nowe miejsca i kulturę, ale kolejne miejsce zamieszkania ma być tym w którym zostaniemy na dłużej. Zastanawiam się czy warto zostawić dobrą pracę tu w UK i wyjechać do USA. Czy ekonomicznie to się opłaci. Czy jest sens zmiany UK na USA ? (Zamienił stryjek siekierkę na kijek Moja firma ma odziały na całym świecie w stanach jest kilka fabryk, moja żona ma odział swojej pracy w Bostonie. Teoretycznie moglibyśmy spróbować. Doradźcie proszę. Pozdrawiam Bartosz.
  3. Blogi o USA

    Hej, Odkąd na stałe przeprowadziłam się do USA, piszę bloga na Facebooku. Zapraszam do czytania, Was albo Waszych znajomych, którzy chcą zobaczyć, jak wygląda prawdziwe życie w Stanach https://www.facebook.com/unaswohio/
  4. Witam, jestem nowy tutaj na forum, nie wiem od czego zacząć .... wszystko opisze co planuje, kogo mam w NYC i potrzebuje pomocy. Mam 20 lat wykształcenie średnie jestem gotowy podjąć różne kursy zawodowe przed wyjazdem, kończę prawo jazdy kat.B ( wiem trochę późno ). Moim zamiarem jest wyemigrować do stanów na stałe ponieważ w sercu mam orła białego ale jednak w żyłach płynie amerykańska krew po prostu czuje że tam jest moje miejsce na świecie. Mam znajomych którzy zaprosili mnie do usa dokumentem I-134 oferują miejsce gdzie będę mógł żyć( spać, jeść itp.) lecz nie chcą albo nie mogą pomóc w znalezieniu pracy dla mnie najlepiej jak bym sam to ogarnął. Tylko z pracą jest to bardziej skomplikowane ponieważ wiem że nie mam szansy na stały pobyt i musze się ratować niestety wizą turystyczna która trwa 6 miesięcy. Ogólnie chętnie poznam jakąś Amerykankę w ciągu tych 6 miesięcy, ogólnie jestem bardzo otwarty na ludzi a w usa jest to bardzo ważne gdy widzę tych smutnych ludzi w Polsce to szkoda gadać ... Czy jest ktoś na tym forum kto chętnie mi pomoże... coś poradzi może coś odradzi różnie bywa w życiu .. Dodam jeszcze że zgłaszam się do loterii wizowej ale ja nie chce tyle czekać ;/ Pozdrawiam Serdecznie.
  5. Witam. Mam pytanie do wszystkich, składających aplikacje green card 2018 i nie tylko. Czy aplikując na zieloną kartę, każdy z Was ma odłożoną gotówkę na ten cel, oraz wyjazd tam na jakieś pół roku z góry w razie czego, gdy nie dostanie szybko pracy? Czy każdy z chcących wyjechać ma "kasy jak lodu" by swobodnie tam wyjechać i się tam utrzymać przez jakiś czas? Czy zapożyczacie się w polskich bankach, u rodziny, znajomych? Sprzedajecie cały dobytek, mieszkania? A co jeśli nic nie macie? Z góry dziękuję za wszelkie odpowiedzi. Pozdrawiam
  6. Witam, mam na sprzedaż kartę Annual Pass upoważniającą do zwiedzania parków narodowych w USA z jednym podpisem ważną do września 2018 roku. Cena to 40$ lub 150 zł. Chętnych proszę o wiadomość prywatną lub kontakt mailowy [email protected]
  7. Witam, Mam 19 lat i zamierzam starać się o wizę turystyczną do USA. Skonczylam liceum, po maturze pracowałam do końca wakacji, teraz uczęszczam na dwuletnie studium policealne publiczne, już nie pracuję. Czy lepiej gdy będę starać się o wizę teraz podając za argument szkołę i czy mam jakieś szanse na dostanie jej? Czy jednak spróbować dopiero po znalezieniu pracy w Polsce? Dodam że nie mam nikogo z rodziny przebywającego w tym kraju, chłopak posiada wizę na 10 lat i chciałam wyjechac tam razem z nim.
  8. Witam, tak jak w temacie jeśli ktoś wybiera się do Stanów i potrzebuje mieć kontakt ze światem mam do odsprzedania kartę SIM zakupioną w USA z: -nielimitowanymi rozmowami do PL i UE -nielimitowanym internetem Ważność karty do września 2018r. Karta z sieci: ULTRA ME Karta działa bo osobiście jej używałem podczas tegorocznego wyjazdu. Kontakt : [email protected] Wysyłka tylko i wyłącznie po wcześniejszej przedpłacie.
  9. Witam, niedługo będę starał się o wizę turystyczną do USA. I jak słyszałem trzeba wpisać w niej czy było się aresztowanym/karanym. Sprawa u mnie wygląda tak że 4 lata temu mając 17 lat zostałem ze znajomym aresztowany za zwykłą głupote a sprawa w sądzie wyglądała tak że sędzina po odczytaniu "zarzutów" z uśmiechem spytała czy to się powtórzy i że jesteśmy uniewinnieni. Mieszkam od ponad 8 lat w niemczech ale z racji że niemam niemieckiego obywatelstwa muszę o wizę się normalnie ubiegać, i ta cała sytuacja miała właśnie tutaj miejsce. Czy muszę o tym całym aresztowaniu pisać przy staraniu się o wizę? Czy mam to jakoś opisać ze szczegółami? I czy moje szanse na dostanie wizy będą przez takie coś dużo mniejsze? Z góry dzięki za każdą odpowiedź!
  10. Witam forumowiczów, Zacznę od tego, że mieszkam na Florydzie, jestem studentem community college i na końcu 2018 roku planuję skonczyc swój dwuletni kierunek Business Management, Entrepreneurship ( A.S.) . Jeżeli wszystko dobrze pójdzie i mi się noga nie powinie, będę wtedy miesiąc po 22 urodzinach. Jako, że samotne życie na Florydzie niezbyt mi sie podoba, mysle o powrocie do kraju. Głównie spowodowane związkiem, ktorego nie udaje sie polaczyc ( wiza mojej dziewczynie zostala odmowiona juz 2 razy.) Czytałem już pełno wątków i artykułów, ale chciałbym usłyszeć opinie innych osób na podstawie mojej sytuacji. Pierwsza sprawa, czy mogę liczyć na jakikolwiek transfer mojego Associate of Science na jakiś kierunek biznesowy na Uniwersytecie Gdanskim ( tam już złożyłem papiery przed wylotem do USA i ta szkoła to mój jedyny wybór jeżeli chodzi o Polskę). Chodzi mi głównie o to, żeby nie zaczynać kierunku od samego początku i mieć przed sobą znowu 5 lat po 3 latach studiowania w USA. Rozumiecie o co chodzi. Czy da się to jakoś płynnie połączyć? Druga sprawa to kwestia tej wizy dla mojej dziewczyny, co byście doradzili w takiej sytuacji? 2 odmowy, chcemy zobaczyc jeszcze raz, do 3 razy sztuka, tak? Obywatelstwo będę mógł mieć dopiero pod koniec 2020 roku, to zdecydowanie za długo. No i trzeba być w stanach więcej niż poza nimi. Zagubiłem się lekko w tym co robię, więc będę bardzo wdzięczny za wszystkie odpowiedzi/wskazówki, a jeżeli ktoś czytając ten post, chciałby się dowiedzieć czegoś na temat studiowania, załatwiania in state tuition itp. – służę pomocą : ) .
  11. Ciekawe ogloszenie pojawilo sie dzis w portalu polonijnym Bazarynka. "Mozliwosc sponsorowania emigracyjnego". Zaciekawilo mnie i wrzucam tutaj bo byc moze to jakis fake. Czy ogloszenia ze sponsorowaniem daje sie na takie male portale jak bazarynka ? Jajk to wyglada od strony papierkowej ? Rozumiem, ze ludzie tylko z waznym statusem moga sie o taki cos ubiegac ? Czyli jacy - turysci i ludzie z tych pseudo szkolek angielskiego co to daja wazny status....? Jakies opinie ?
  12. "Porobili mi zdjęcia i kazali założyć pomarańczowy uniform, taki dla kryminalistów. O północy wprowadzili mnie do pomieszczenia wielkości polskiej sali gimnastycznej, gdzie na piętrowych łóżkach spało ponad 60 osób. Część to byli miejscowi zamknięci za DUI, pobicia, narkotyki; część to imigranci bez papierów, tacy jak ja" – mówi Marek, który spędził miesiąc w więzieniu w Ohio, po tym jak schwytała go Straż Graniczna. Marek, który od pięciu lat mieszka na przedmieściach Nowego Jorku, na święta wielkanocne wybrał się samochodem do znajomych w Chicago. Nie pierwszy raz tam jechał. W Wietrznym Mieście bywał dwa razy w roku; tam ma zarejestrowany samochód oraz posiada prawo jazdy z Illinois, takie dla imigrantów, którzy nie mają papierów. "W tamtą stronę było bez problemu – mówi Marek, któremu w podróży towarzyszyła jego partnerka Justyna z ośmioletnim synkiem Mateuszem. – Jakieś 400 mil od Chicago zatrzymaliśmy się na postoju przy 90-tce, żeby odpocząć, zatankować, napić się kawy i wyprowadzić psy. Zjeżdżając widziałem, że stali po przeciwnej stronie drogi, ale myślałem, że to policja na 'suszarkę łapie'". Okazało się, że była to Straż Graniczna, która w tym miejscu miała punkt kontrolny. "Wysiadłem już z samochodu, gdy zajechał mi drogę od tyłu. Pierwsze słowa, jakie do mnie skierował, to: jesteś na wizie turystycznej B2 i przekroczyłeś termin pobytu – wspomina Marek. – Opowiedziałem, że nie, i zapytałem o powód zatrzymania, na co usłyszałem: zbyt wolna jazda. To niby z jaką prędkością miałem zjeżdżać na postój?". Polak pokazał funkcjonariuszom amerykańskie prawo jazdy z adresem w Chicago i dokumenty samochodu, zarejestrowanego na jego nazwisko. Oni sprawdzili samochód. "Spokojnie, nie denerwuj się, jeśli nie będziesz miał historii kryminalnej, to cię puścimy, potem tylko będziesz miał sprawę w sądzie imigracyjnym" – powiedział funkcjonariusz, który – widząc chicagowskie prawo jazdy dla imigrantów bez Social Security – już upewnił się w swoich przypuszczeniach. "Powiedzieli, że muszą nas przewieźć na posterunek, bo nie mają w samochodzie jakiegoś systemu, żeby nas sprawdzić – mówi Marek. – Na posterunku w pięć minut wiedzieli, kiedy przyjechałem, na jakiej wizie, kiedy wygasła jej ważność. Wszystko mieli zapisane". Sprawdzali, robili odciski palców. Pytali, do jakiego kościoła w Polsce należy, kiedy przyjechał, czy pracuje, czy się uczy, gdzie mieszka. "Odpowiadałem zgodnie z dokumentami, że w Chicago i że jadę do Nowego Jorku odwieźć Justynę i Mateusza, bo u mnie byli na święta. Chyba trzy godziny nas maglowali, po dziesięć razy te same pytania zadawali, żeby złapać na jakiejś nieścisłości. Jak nas traktowali? Tak jak w Polsce: jeden udaje złego, drugi dobrego. Częstowali kanapką, ale byłem tak zestresowany, że o jedzeniu nie myślałem" – opowiada Marek. W końcu okazało się, że zamiast wypuścić, jak obiecali, przewiozą go do więzienia imigracyjnego. "Jak zakuwali Marka w kajdanki, to był chyba najgorszy moment. I tak się jakoś zachowali, bo zrobili to za drzwiami, żeby Mateusz nie widział – mówi Justyna. – Potraktowali nas jak kryminalistów, a my przecież nic złego nikomu nie zrobiliśmy: nikogo nie okradliśmy, nie zamordowaliśmy ani nie pobiliśmy". "W takich przypadkach powinni założyć bransoletkę na koszt zatrzymanego i do momentu deportacji wypuścić do domu" – stwierdza nasz rozmówca. Marek jest jedną z tysięcy osób zatrzymanych do kontroli w pasie przygranicznym Stanów Zjednoczonych. Sięga on aż 100 mil w głąb kraju i biegnie wzdłuż każdej z jego granic: z Kanadą, Meksykiem, oraz tych na Zachodnim czy Wschodnim Wybrzeżu. Funkcjonariusze Straży Granicznej zatrzymują ludzi do kontroli przy drogach, pytają o dokumenty imigracyjne oraz przeszukują pojazdy. Kontroli poddają wszystkich, bez względu na status. W ten sposób na pasach przygranicznych w pobliżu Kanady czy Meksyku rocznie aresztują tysiące imigrantów, którzy nie posiadają ważnych dokumentów pobytowych. Czwarta Poprawka do Konstytucji USA chroni Amerykanów przed przypadkowymi kontrolami i przeszukaniami, ale według rządu amerykańskiego zasada konstytucyjna nie do końca obowiązuje w pasie przygranicznym. Jak czytamy na stronie American Civil Liberties Union, tak jak na przejściach granicznych funkcjonariusze Służby Granicznej nie potrzebują nakazu sądowego, żeby przeszukać podróżnego lub jego bagaż, podobnie w pasie przygranicznym Służba Graniczna ma pewną, choć nie nieograniczoną, swobodę działania. "W tej 100-milowej strefie Służba Graniczna może tworzyć punkty kontroli imigracyjnej, ale nie może zatrzymywać ludzi bez uzasadnionego podejrzenia o wykroczenie imigracyjne" (uzasadnione znaczy więcej niż przeczucie)" – czytamy na stronie ACLU.org. W praktyce jednak różnie bywa, a obrońcy praw obywatelskich argumentują, że dochodzi tam do nieprawnych zatrzymań. "Moja prawniczka powiedziała, że zatrzymano mnie bezprawnie. Można się od tego odwoływać, ale to słono kosztuje" – mówi Marek, który uznał, że nie będzie na to wydawał ciężko zarobionych pieniędzy. *** Justynę, która do Stanów przyjechała dwa lata temu, na wizie turystycznej, też chcieli zatrzymać. Uratowało ją to, że nie było w okolicy ośrodka penitencjarnego z wolnym miejscem dla matki z dzieckiem. Jedną noc musiała spędzić w areszcie, na posterunku. "Cela wyłożona płytkami, łóżka z nierdzewnej stali, zimne jak w prosektorium. Dali koc, szary, cienki jak ścierka. Tragedia. To była najgorsza noc w moim życiu – opowiada wstrząśnięta Justyna. – Mateuszek kiedyś chciał być policjantem albo żołnierzem, ale po tym jak zobaczył kajdanki i łańcuchy i jak ta praca wygląda z bliska, stwierdził, że już nie chce być mundurowym". Gdy ich rano wypuszczono na wolność, koledzy Marka, którzy w nocy przyjechali po jego samochód, byli już w drodze do Chicago. Na policji powiedziano im, że nie wiadomo, kiedy Justynę wypuszczą. Wrócili jednak, a Justyna z Mateuszem spędzili tydzień w Chicago, czekając na Marka. Cały ten czas Justyna robiła, co mogła, by wyciągnąć Marka z więzienia. Nie było jej łatwo, bo słabo zna angielski, nie ma rozeznania w amerykańskim systemie prawnym oraz przepisach imigracyjnych. "Nie da się opisać, co przeszłam" – mówi Polka, której z pomocą znajomych udało się znaleźć lokalnego prawnika. Po tygodniu, gdy stało się jasne, że Marka tak szybko nie wypuszczą, wróciła z synkiem do Nowego Jorku. *** "Gdy zamknęły się za mną drzwi więzienia, to urwał mi się kontakt ze wszystkimi. Zabrali mi telefon, prawo jazdy, ważny paszport" – opowiada Marek. Okazało się, że to nie więzienie imigracyjne, ale takie mieszane, w którym przebywali nielegalni imigranci, ale też lokalni kryminaliści, zatrzymani za różne przewinienia. Wszyscy ubrani byli w sztywne, pomarańczowe więzienne drelichy. "Wielkie pomieszczenie, a w nim piętrowe łóżka dla ponad 60 osób. Jak brakowało miejsca, bo co jakiś czas kogoś przyprowadzali, to rozkładali materace na podłodze" – mówi Marek, który "na dzień dobry" dostał dwa koce, dwa prześcieradła, ręcznik, trzy pary skarpetek i bieliznę. Najgorsza dla niego była monotonia, bo każdy dzień wyglądał tak samo. Pobudka o 6 rano i słanie łóżek. Jedzenie "takie szpitalne": na śniadanie płatki z zimnym mlekiem i owoce z puszki. Facet się nie naje. Na lunch amerykański hamburger albo makaron, ziemniaki puree z wody. I tak na zmianę. "Dopiero po kilku dniach się zorientowałem, że można za swoje pieniądze, które ktoś z zewnątrz wpłaci na twoje konto, kupić suchy prowiant: ciastka, sneakersy, zupki chińskie. Zamawiało się i za tydzień przychodziła dostawa. Bez tego ciężko było" – opowiada Marek. Po każdym posiłku trzeba było oddać plastikową łyżeczkę, którą podawano do każdego rodzaju jedzenia, nie było widelców ani noży. Strażnik liczył łyżeczki, gdy rozrachunek się nie zgadzał, to najpierw dawał ostrzeżenie, potem zarządzał przeszukanie sali. Ten, u kogo znaleziona została poszukiwana łyżeczka, miał odebrane wszelkie przywileje na miesiąc. Na sali były dwa telewizory, a w ciągu dnia godzinę albo półtorej więźniowie chodzili na "spacerniku", jak był otwarty. "Nic innego nie było do roboty, to się chodziło w kółko. Niedaleko było małe jeziorko; tam czasem ktoś kosił trawę; zatrzymywaliśmy się i patrzyliśmy. Były też ławki, można było usiąść i pograć w coś" – opisuje więzienny czas Marek. Rozgrywki w szachy, warcaby i domino to były jedne z niewielu rozrywek w ciągu dnia. "Nauczyłem się grać w domino; w warcaby dobrze mi szło, ogrywałem gości" – mówi Marek i dodaje, że niektórzy grali w pokera na jedzenie. – Zwycięzca wychodził z workiem suchego prowiantu, który inni dostali od rodziny albo zakupili za pieniądze przelane na ich konto". Do ubikacji można było iść o każdej porze dnia i nocy. Łazienka znajdowała się z boku sali, gdzie więźniowie spali i spędzali całe dnie. Sześć kabin prysznicowych odgrodzonych było parawanami. "Wieszało się ręcznik i wszyscy wiedzieli, że prysznic zajęty. Nie tak jak w wojsku w Polsce, gdzie 30-40 gości pod prysznic razem szło. Tutaj niby więzienie, ale pod tym względem warunki były ok" – opowiada Marek. Od 10 wieczorem obowiązywała cisza nocna. Światła jednak nigdy do końca nie były gaszone. Tych, którzy w nocy rozmawiali, rozdzielano i przenoszono w dwa różne końce pomieszczenia. *** Był jedyną osobą z Europy na tej sali. Pozostali imigranci to przeważnie Latynosi, których było około trzydziestu. "Wielu mówiło, że zostało złapanych w tym samym miejscu na 90-tce, tak jak ja – niby za wolną jazdę. Straż Graniczna tam miała taką rutynę: widzieli w samochodzie kilka osób o ciemniejszej karnacji – to zatrzymywali. Mnie pewnie też wzięli za Latynosa – mówi Marek, który nie jest wysoki, ma ciemne włosy i mocno opaloną skórę. – W tamtym rejonie policja współpracuje ze służbami imigracyjnymi. Jak cię złapią za byle co: stłuczka czy coś nie tak z samochodem, to nawet jeśli wszystko pozałatwiasz, popłacisz, to potem trafiasz do więzienia i przed sąd imigracyjny. Gdy ktoś nie ma papierów, to nie polecam wyprawy samochodem na północ". Na sali więziennej nikt nie mówił po polsku. "Musiałem się dogadywać po angielsku i hiszpańsku jak umiałem – wspomina nasz rozmówca i dodaje, że to właśnie Latynosi najbardziej mu pomogli. – To bardzo dobrzy i mili ludzie. Pierwsi mi tam podali rękę. Pokazali, jak zadzwonić z aparatu telefonicznego, zaoferowali, że mogę skorzystać z ich karty telefonicznej, jeśli nie mam swojej. Wytłumaczyli, jak ktoś może mi zrobić przelew pieniędzy, pokazali na jakie konto. Bardzo w porządku ludzie. Jeśli czegoś potrzebowałem, to nawet nie musiałem pytać, sami dawali. Pocieszali, że wszystko będzie dobrze, że to nawet dobre miejsce". Latynosi trzymali się razem, "jak bracia", mimo że wcześniej się nie znali. "Byli bardzo religijni, co wieczór śpiewali modlitwy, tak na wesoło" – opowiada Polak, który zaprzyjaźnił się z jednym z więźniów z Ameryki Południowej. To mężczyzna, który do więzienia trafił dwa tygodnie wcześniej, i pierwszy podszedł do Marka, by z nim porozmawiać. Okazało się potem, że też mieszka w Nowym Jorku i do dzisiaj utrzymują kontakt. *** Na ścianie wisiały cztery telefony. W godzinach od 8 rano do 8 wieczorem można z nich było dzwonić poza więzienie. "Czasem ustawiała się kolejka i trzeba było 20 minut czekać, ale były takie godziny, że nikt nie dzwonił, i można było swobodnie porozmawiać" – mówi Marek. Długość rozmów ograniczały jednak koszty. Połączenia były drogie jak międzynarodowe, po 50 centów za minutę. "Dla mnie nieważne było, ile to kosztowało. Chciałam go usłyszeć chociaż raz dziennie, żeby wiedzieć, jak się trzyma, czy wszystko w porządku. Tyle się słyszy historii o więzieniach" – twierdzi Justyna, która uzupełniała konto więzienne Marka i codziennie relacjonowała mu, co udało się jej załatwić z adwokatem. Dla Marka ten telefon na ścianie to był jedyny kontakt ze światem zewnętrznym. "Chciałem wiedzieć, co słychać na zewnątrz, bo siedząc tam, w tych czterech ścianach, bez kontaktu z bliskimi, deprechy można było dostać" – mówi Marek. *** Pierwszą sprawę w sądzie imigracyjnym Marek miał mieć po dwóch tygodniach. Nie odbyła się, bo sędzia się rozchorował. "Jak po kolejnym tygodniu nie było mowy o terminie rozprawy, to mnie niemoc ogarnęła. Dzień za dniem upływał monotonnie i nudnie, nie wiedziałem, co będzie, nie było dostępu do informacji. A tu jeszcze na początku maja zaplanowana była komunia Mateusza. Pomyślalem, że w ogóle nie wyjdę, albo że mnie deportują prosto z więzienia. Inni, w takiej samej sytuacji jak ja, siedzieli tam po cztery miesiące" – wyjaśnia Marek. Ci, którzy siedzieli dłużej, przenoszeni byli na inną salę. "Jak mieli wyznaczoną sprawę imigracyjną, ale nie mieli adwokata – z urzędu nie chcieli dawać, żeby nie obciążać państwa kosztami – to przenoszeni byli do Luizjany. Stamtąd, po dwóch tygodniach, deport". "Jeden z więźniów, młody muzułmanin, trafił do więzienia, bo wiza mu wygasła miesiąc wcześniej. Pewnie ktoś z sąsiadów go podkablował; zgarnęli go z mieszkania. Siedział 18 miesięcy i dostał deport" – opowiada Marek. Był też student z Egiptu, legalnie na wizie studenckiej, ale z powodu operacji na oczy opuścił trzy tygodnie zajęć. "Pokazał w szkole zaświadczenie od lekarza, ale jakoś nie uznali. Przywieźli go dwa tygodnie przed moim wyjściem. Miał grube okulary, od razu widać było, że miał problemy z oczami. Poprosił o krople, to mu dali. Ale przez dwa dni nic nie jadł, taki był zestresowany. Co się dziwić, siedział w domu, chory, a tu immigration przychodzi i zgarnia go do więzienia – opowiada Marek. – Z innym gościem mieli problem, bo był z Nepalu i nie mieli dla niego tłumacza. On był rezydentem, ale coś narozrabiał w domu. Żona zadzwoniła na policję, jego zgarnęli, potem żonie przeszło, a on nie mógł wyjść, bo musiał w sądzie się stawić, ale bez tłumacza nie dało rady. I tak siedział już piąty miesiąc". *** Po czterech tygodniach wezwano Marka na przesłuchanie sądowe. "To wyglądało tak, że przenieśli mnie na inną salę, w której był duży ekran i wideokonferencja z sędzią – opowiada. – Wiedziałem, że nie mam możliwości, by starać się o legalizację pobytu, to podpisałem papier, że poddaję się procedurze dobrowolnego opuszczenia kraju". Dostał cztery miesiące na spakowanie się i powrót do Polski. Po rozprawie, gdy wpłynęła kaucja, Marek wyszedł na wolność. Do 25 lipca miał w sądzie imigracyjnym w Ohio, osobiście, przedstawić plan podróży. Tuż po opuszczeniu więzienia zorientował się, że nie oddano mu ani prawa jazdy, ani paszportu. "Gdy zadzwoniłem do więzienia, to powiedzieli, że immigration zatrzymało. Jak prawnik się z nimi skontaktował, to się wyparli i powiedzieli, że nie zdeponowali tych dokumentów, mimo że na kwicie z więzienia – czarno na białym – było napisane, że mi te dokumenty zabrali" – opowiada Marek, który bez żadnego dokumentu tożsamości ma teraz bardzo utrudnione życie. "ID trzeba pokazać w banku i jak kontener do Polski wysyłasz... Nie wiem, co oni sobie wyobrażają, jak mam się spakować i wyjechać" – mówi poirytowany. Inna sprawa to nakaz stawienia się biletem powrotnym w sądzie w Ohio. "Jak bez prawa jazdy i dokumentów miałem tam się dostać? Nikt mnie taki kawał drogi samochodem nie zawiezie. Autobus jedzie osiem godzin w jedną stronę i osiem w drugą. Też nie wiadomo, czy by mnie wypuścili z powrotem do domu. Może znowu by zatrzymali i dowieźli z więzienia prosto na lotnisko. Zresztą może dlatego radzili, żeby bilet powrotny z Ohio kupić" – zastanawia się nasz bohater. *** Wrócił do domu w drugiej połowie maja, już po komunii Mateusza. Od razu zaczął szykować się do powrotu do Polski. Sprzedał telewizory i jeden samochód, zaczął rozdawać meble, zlikwidował akwarium i znalazł rodziny, którym pod opiekę oddał swoje czworonogi. "Psów mi najbardziej szkoda. Ale na szczęście trafiły do bardzo dobrych ludzi" – opowiada. W międzyczasie ktoś polecił mu prawnika z Nowego Jorku, który prowadzi sprawy imigracyjne. "Znalazł mi program, w ramach którego mam odroczoną deportację do 2 lat. Teoretycznie, bo w praktyce to nie wiem, jak to będzie wyglądało. Potem mógłbym się ewentualnie starać o zieloną kartę, ale już nie chcę tutaj zostawać. Chcę wracać do Polski" – twierdzi Marek. Cieszy się jednak, że dzięki odroczeniu może z Justyną zostać przynajmniej do jej rozprawy w sądzie imigracyjnym, wyznaczonej na koniec roku. "Nie chcę jej tu samej, z dzieckiem, zostawiać" – podkreśla. Justyna jeszcze nie podpisała żadnych papierów. Raz musiała zameldować się w urzędzie imigracyjnym w Nowym Jorku. "Czeka na rozprawę, ale mówią, że będzie mogła ubiegać się o Social Security i pozwolenie na pracę" – relacjonuje. Zdecydowani są jednak najpóźniej za dwa lata wracać do Polski. "Co to za życie tutaj, tylko praca od rana do nocy" – mówi Marek, który bierze dodatkowe prace, żeby nadrobić wydatki związane z pobytem więzieniu: 5 tys. dol. – kaucja, prawnicy, opłaty imigracyjne, telefony z więzienia. "Ponad 10 tysięcy się uzbierało" – mówi. Jak będzie przez ten czas funkcjonował tu bez dokumentów? Jeździ na polskim prawie jazdy, ma też kopię tego amerykańskiego w telefonie. Może uda mu się wyrobić kolejne w Chicago. Czy się boi kolejnego aresztowania? "Jakaś obawa jest, ale w Nowym Jorku policja nie współpracuje z władzami imigracyjnymi. Jak cię zatrzymają za wykroczenie na drodze, idziesz do sądu, płacisz karę i na tym się kończy. Gdy cię złapią bez amerykańskiego prawa jazdy, pokażesz polskie, oni dadzą naganę, ty obiecasz, że już ostatni raz. Ale tu się nie da żyć bez samochodu" – mówi Marek. zrodlo : http://www.dziennik.com/publicystyka/artykul/miesiac-w-wiezieniu-imigracyjnym
  13. Witam, chciałbym pracować zdalnie jako grafik komputerowy z Polski, nie jako freelancer lecz w jakieś firmie która wysyłałaby projekt np. strony/ulotki do wykonania i z ilością godzin na to przeznaczonych. Zna ktoś może osobę która tak pracuje, albo ew. poleca jakąś firmę która oferuje takie zlecenia? Zgłosiłem się do kilku ofert na indeed ale na razie bez odzewu
  14. Komu i po co zalezy tak mocno na zniesieniu wiz ? [temat zalozony na podstawie innego tematu na forum] Mozna odniesc wrazenie , ze bardziej na sprawie zniesienia obowiazku wizowego zalezy polakom tu w US niz w PL. Moze rodziny w US chca posciagac innych czlonkow rodzin z PL do roboty. Czy na prawde tak jest jak ludzie pisza / mowia , ze Polakom w US / NYC / Chicago / inne niesamowicie na tym zalezy i sa tym zainteresowani ? Podobno Polacy w Chicago byli zadowoleni i calowali Trumpa po rekach niemalze jak o tym wspomnial na jakims przedwyborczym spotkaniu. Czy jest tak, ze np jakis tam Pan Stefan z Greenpointu czy inny Mieczyslaw z Chicago chodza i nie moga sie doczekac zniesienia wiz. Zalozmy oczywiscie, ze Oni sa legalnie, ze wszystkimi dokumentami. Raczej wiadome jest, ze kto bedie chcial ich odwiedzic z PL to takowa promese otrzyma bez problemu, albo ja dostanie bez problemu w przyszlosci bo co tu kombinowac. Czy to tylko kielbasa wyborcza dla pewnej spolecznosci ? Bardzo ludzie z wszelakich organizacji polonijno / politycznych nakrecaja ten temat. A w PL ? Kto chce zniesienia wiz. Wg mnie na pewno ludzie co sa niedoinformowani w tej kwestii. Czyli domagaja sie zniesienia wiz bo mysla, ze beda mogli przyjechac i pracowac bez problemu. Przeciez to tylko znosi obowiazek pojscia do ambasady. Ilekroc jakis prezydent US odwiedza PL na 100 % w jakis mediach mozna znalezc informacje dt. zapytania o wizy, czy prezydent zapyta o wizy, czy beda zniesione wizy ? Tak jest zawsze. Moze na forum sa osoby z US / PL / inne, ktore chca zniesienia albo nie chca ? Dlaczego ? Jaka jest Wasza opinia ?
  15. Hej Jakoś w okolicy listopada/grudnia chciałabym polecieć do Stanów,konkretnie do Los Angeles ale nie wiem czy w mojej sytuacji warto się starać o wizę ponieważ we wrześniu kończę 18 lat i ten wyjazd miałby być w pewnym sensie moi prezentem urodzinowym. Pieniądze na hotel,wizę i lot mam już odłożone ale z tego co czytałam osoby które nie mają pracy mają małą szanse aby ją dostać.Ewentualnie mogłabym znaleźć sobie w tym czasie jakąś prace dorywczą na weekendy ,ale nie wiem czy to by mogło pomóc w staraniu się o wizę.Dodam jeszcze że w Stanach nie mam żadnych znajomych więc na zaproszenie nie mam za bardzo na co liczyć ;//
  16. http://www.globalusagreencard.org Przestrzegam to oszuści. Wyłudzają pieniądze! Nie korzystajcie z ich usług. Nie logujcie się. Nie odbierajcie telefonu.
  17. Witam, W tym roku przenoszę się do Slough do szkoły. Jestem aktualnie w 2 klasie gimnazjum, tam idę do 11 klasy. Chodziłam do dobrej szkoły, najlepszej klasy i byłam jedną z najlepszych (miałam bardzo dobre wyniki). Teraz również idę do jednej z 6 najlepszych szkół w tym mieście, która ma bardzo dobrą opinię. Wiem, że trochę wcześnie na zastanawianie się na temat studii jednak myślę bardzo przyszłościowo. Interesują mnie najbardziej studia Yale w Stanach na kierunku prawa. Moje pytanie brzmi: Jak będzie wyglądała rekrutacja na takie studia biorąc pod względem moją przeprowadzkę? Nie przejmuje się narazie kosztem. Chciałabym tylko wiedzieć na czym muszę się skupić, aby mieć szanse na dostanie się do tak prestiżowej szkoły, należącej w dodatku do Ivy League.
  18. Cześć wszystkim! Bardzo chciałabym studiować stomatologię lub medycynę ogólną w USA(zależy mi bardziej na stomatologii, ale po medycynie ogólnej mogę zrobić 2 lata stomatologii). Wiecie, jak nie wiadomo o co chodzi,to chodzi o pieniądze. Jestem bardzo dobrą uczennicą, ale moi rodzice nie mają pieniędzy żeby płacić tak dużo pieniędzy za studia. Nie mam pojęcia skąd wziąć na to pieniądze, wiem,że wszystko jest możliwe i,że się da,tylko pytanie jak.Zastanawiałam się nad kredytem studenckim (moi rodzice generalnie mnie w tym nie wspierają,dla nich najlepiej żebym została w Polsce..), stypendia (Ale czy pokryją one koszty medycyny?).. Sama już nie wiem. Nie mam zamiaru się poddawać. Proszę pomóżcie. Pozdrawiam
  19. Hejka, mam pytanie. Lecę w te wakacje do USA i chciałabym wziąć ze sobą dwie butelki wódki. Konkretnie to zostałam o to poproszona przez osobę, która ma tam obywatelstwo -na prezent, nie dla mnie. Ja mam 20 lat skończone, ale wg prawa tamtego nadal będę nieletnia. Jednak ta osoba mi mówi, że spokojnie przewiozę. Ogólnie rozchodzi się o to czy ja będę musiała gdzieś wpisać, że przewożę alkohol? Nie będę kłamać przecież. I tutaj: w razie czego to zabiorą mi te butelki i tyle, czy wpiszą jakiś mandat i tym podobne, będę miała problemy na granicy? Chcę też wziąć dla tej osoby papierosy, ale na to chyba nie zwrócą szczególnej uwagi?? Mogę zaryzykować samo zabranie, ale jakby mieli gdzieś to sobie "zanotować", dać mi mandat itp (nie wiadomo jaki), to wolę sobie odpuścić i powiem, że za rok spoko, ale teraz nic im nie przywiozę takiego i tyle. Nie chcę ryzykować przez jakieś pierdoły, ale wolę się jeszcze upewnić jak to może wyglądać w praktyce - może ktoś tutaj ma taką wiedzę Pozdrawiam i z góry dzięki za przeczytanie
  20. Jako że cztery razy leciałem samolotem i były to dość krótkie loty bo po 2h a bałem się okropnie to nie wyobrażam sobie lecieć do usa 14h samolotem, wiecie czy jest może możliwość drogi wodnej do stanów ile by to kosztowało i jak długo trwała taka podróż>? nie chodzi mi oczywiscie o jakies promy turystyczne tylko czy jest coś takiego strikte pasażerskiego.
  21. Witam, Mam takie pytanie jak to wygląda w USA, bo wiem że w Australii można studiować lub uczeszczać na kurs oraz prowadzić własną firmę. Chciałbym wiedzieć jak to wygląda w USA ? Czy jeśli uczeszczał bym do szkoły językowej lub tez na kursy mogę w tym czasie prowadzić własną firmę ?
  22. Witajcie, Piszę na forum polskim, ponieważ może znajdzie się ktoś, kto zechce zarobić ze mną pieniądze, lub może mi pomóc w poszukiwaniach. Temat wygląda następująco: Przedstawiam konsorcjum 12 software house'ów zajmujących się tworzeniem oprogramowania w Polsce jak i Ukrainie, W portfolio mamy współpracę z firmami takimi jak np IBM, Amazon, Samsung. Działamy również w sektorach zamówień publicznych, z dużymi sukcesami. Tego, czego poszukuję to firm z terytorium USA, które mogą być zainteresowane jakościową współpracą długofalową. Mogę dostarczyć programistów/developerów wraz z ich mocą przerobową Poszukuję kontaktu do osób mających styczność z IT w USA W gre wchodzą duże kontrakty jak i kontrakty cykliczne. USA zalewane jest hinduskim brakiem jakości w kodzie, Europejskie standardy są dużo wyższe i dużo tańsze w obsłudze niż developerzy z USA. Tu pojawia się biznes. Zainteresowany albo możesz mi w jakiś sposób pomóc? Napisz PW Warunki ustalam indywidualnie. Czekam na odzew, B.
  23. Ponad 700 tys. cudzoziemców zostało na terenie USA po upływie ważności wizy – informują przedstawiciele amerykańskiego Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego. Dane te dotyczą poprzedniego roku budżetowego. 739 478 – to dokładna liczba osób, które ignorując z jakiegoś powodu datę ważności wizy, na przykład turystycznej czy studenckiej, zostały na terenie USA, stając się nielegalnymi imigrantami. To 1,47 proc. wszystkich cudzoziemców, którzy w ub. roku budżetowym wjechali na teren USA legalnie. Raport został udostępniony w poniedziałek, 22 maja. Przedstawiciele administracji prezydenta Donalda Trumpa zapowiedzieli, że funkcjonariusze policji imigracyjnej będą jeszcze surowiej ścigać osoby, które w ten sposób złamały prawo. ABC News podaje, że jeśli chodzi o kraje objęte programem Visa Waiver, to w czołówce cudzoziemców ignorujących przepisy imigracyjne są obywatele Wielkiej Brytanii, Niemiec, Włoch i Francji. “Jest to bardzo niebezpieczne głównie dlatego, że w krajach tych mieszkają m.in. zwolennicy tzw. Państwa Islamskiego. Mając paszport wymienionych państw, na 90 dni można wlecieć do USA bez żadnych problemów, a następnie zostać tak długo, jak ma się ochotę” – mówi John Kelly z Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego. Funkcjonariusze zwracają też uwagę na to, iż dwóch z dziewiętnastu porywaczy samolotów 11 września 2001 roku, zostało na terenie USA, mimo iż ich wiza straciła ważność. Jeśli chodzi o kraje, które nie są objęte programem ruchu bezwizowego, na pierwszym miejscu osób łamiących prawo imigracyjne są Brazylijczycy, następnie obywatele Wenezueli, Chin i Kolumbii. Polacy stanowią jedynie 1,5 proc. zrodlo : http://www.dziennik.com/wiadomosci/artykul/setki-tysiecy-osob-nie-wyjezdza-z-usa-w-terminie.-polacy-nie-sa-w-czolowce
  24. Chciałbym, aby ktoś pełny wiedzy udzielił mi informacji. Mianowicie, aktualnie mam 22 lata, wykształcenie zawodowe, tj Czeladnik - Stolarz. 4 lata doświadczenia w zawodzie, lecz ciężko byłoby zebrać pełną 4 letnią historię pracy. Dodatkowym atutem jest to, że jestem spawaczem MIG/TIG, z 2-letnim doświadczeniem i pełną dokumentacją. Posiadam też kwalifikację do pracy pod napięciem kat. E, i ochroniarza stopnia 2. Oczywiście od 4 lat posiadam też prawojazdy kat. B. Na przełomie kilku kolejnych miesięcy, chciałbym dostać się do USA i spróbować tam życia i pracy. Schody zaczynają się w momencie doboru wizy. O jaką wize mogę lub powinienem próbować walczyć ? W USA nie mam bliskich, Jeśłi już kwalifikuję się pod jakąś wize pracowniczą, jakie kroki podjąć pierwsze w celu jej uzyskania. Mógłby wyjaśnić mi ktoś, krok po kroku jak rozpocząć przygodę w kierunku USA ? Aktualnie spędziłem zbyt dużo czasu na przeróżnych forach, i zrobiłem sobie przez to mętlik w głowie nierozumiejąc już kompletnie niczego.
  25. Podatki w USA

    Cześć Zamierzam przeprowadzić się do USA (dostaliśmy Green Card - rodzinka 2+2) ale jeszcze nie wybraliśmy ostatecznej destynacji - może Kalifornia a może Teksas Z pracą jestem w miarę ustawiony ale szukam informacji co do przepisów podatkowych - gdzie takowe można znaleźć??? Interesuje mnie wszystko co dotyczy opodatkowania osób fizycznych zatrudnionych w amerykańskiej firmie Kto może mi opisać jak to wygląda lub gdzie szukać takich informacji? - Jakie są stawki podatkowe? Czy płacę sam czy potrąca mi pracodawca? Czy są jakieś ulgi? itd Zdaję sobie sprawę, że w każdym stanie może wyglądać to inaczej - jak już wspomniałem najbardziej mnie interesuje Kalifornia i Teksas Będę mega wdzięczny za pomoc !!!
×