Użytkownik gabrielangel dnia 10.11.2008, 17:11 napisał
Podajac inny przyklad z ostatnich kart historii, gdy USA bylo w miare lubiane (albo przynajmniej tolerowana) - pierwsza wojna w zatoce perskiej.
No, szczegolnie przez Irakijczykow.
Znow wraca to samo - ja mowie, ze USA mialy swoich wrogow dawniej i teraz (tak samo, jak mialy przyjaciol). Wy twierdzicie, ze teraz USA sa szczegolnie znienawidzone. A ja sie pytam - skad to wiadomo?
Użytkownik gabrielangel dnia 10.11.2008, 17:11 napisał
Jak masz troche oleju w glowie, to taka sciage sam sobie zrobisz. Wystarczy pamietac, ze "sluszne" i "niesluszne" zalezy od punktu siedzenia. Aktor - obserwator.
No widzisz, jestem widocznie glupi. Nie mam oleju w glowie.
Naprawde mam czasami problem ze stwierdzeniem czy dana wojna jest sluszna lub nie.
Byloby to latwiejsze, gdyby wojny zaczynaly sie w 'punkcie zero' i gdyby nie byly zwiazane z historia danych nacji czy grup spolecznych. Problem jest jednak taki, ze gromadzona czesto przez cale lata nienawisc i wzajemne animozje w chwili drobnego pozornie wydarzenia potrafia przerodzic sie w otwarty i dlugotrwaly konflikt zbrojny.
Przyznaje sie - w wielu punktach, chociaz chcialbym, nie potrafie okreslic czy dana wojna jest sluszna, czy nie. W wojnie biora udzial co najmniej dwie strony i kazda ma swoje racje. Papierowa wiedza nie mowi tutaj, ktora strona sie myli i ktore z interwencji sa usprawiedliwione, a ktore nie. Zreszta - jak maja byc usprawiedliwione, z czyjego punktu widzenia? Istnieje jakis swiatowy obiektywizm?
Sytuacja przedszkolna - Grzesio kopie pod stolem Piotrusia. Piotrus ignoruje to przez pierwsze 5 minut, ale po kilkudziesieciu kopniakach w kolano zaczyna sie na sytuacje denerwowac. Miarka sie przelewa i w koncu Grzesio dostaje 'w czape'. Kto jest winien? Grzesio, Piotrus czy obaj? Czesto podobnie jest z wojnami, tyle ze w skali makro. Nie zawsze mam odpowiedz na pytanie 'kto ma racje' (ktorej sam bylbym pewien) i w dyskusjach o tym siedze cicho.
Użytkownik gabrielangel dnia 10.11.2008, 17:11 napisał
Poraz kolejny - ja nigdzie napisalem, ze Obama bedzie w ogole o cokolwiek prosic. Za duzo analizy Wojtku. Jaka bedzie polityka zagraniczna pana Obamy to dopiero zobaczmy. Narazie z cala pewnoscia mozna powiedziec, ze pan Bush nie mogl sie doprosic u swoich "przyjaciol" zwiekszenia wydobycia ropy. Zalosne.
Mozliwe, ze to nadinterpretacja z mojej strony. Krytykujesz jednak Busha (ktorego, nawiasem mowiac, sam lubie co najwyzej 'srednio'), ale ciekaw jestem czy za kilka lat powiesz, ze zalosna jest nieudolnosc Obamy w wyegzekwowaniu od naftowych przyjaciol korzysci (jezeli tak samo jak Bushowi nie uda mu sie nic konkretnego z tej przyjazni wyciagnac).
Polityka zagraniczna to skomplikowana materia i przyklad naszego uczestnictwa w wojnie w Iraku pokazuje, ze nie zawsze wniesiony wysilek zostanie wynagrodzony.
Użytkownik gabrielangel dnia 10.11.2008, 17:11 napisał
Zdecydowanie nie dostalbys nagrody za wrazliwosc. Ale masz duza szanse na nagorde pt. "Wieje sarkazmem z kazdego postu".
Masz racje, lubie sarkazm.
A wrazliwosc jest dla mnie strasznie pustym slowem, gdy zwiazana jest z niesprawiedliwoscia.
Z niesprawiedliwoscia, bo zabiera sie cos wbrew woli wlasciciela - po to, aby w imie 'wrazliwosci' i 'sprawiedliwosci spolecznej' pomagac innym.
Prawda jest taka - bardzo latwo byc wrazliwym za cudze pieniadze, trudniej gdy trzeba wydac troche swoich. Tylu mamy urzednikow poswieconych pomocy bliznim gdy wydac moga pieniadze z naszych podatkow - ciekawe czy pomagaliby rownie chetnie, gdyby dysponowali tylko swoim majatkiem?
Mam nadzieje, ze tak jest - ale zdaje sobie sprawe z tego, ze moje nadzieje sa raczej nierealne.
Użytkownik gabrielangel dnia 10.11.2008, 17:11 napisał
I tym sie wlasnie roznimy. Ja uwazam, ze prawa jednostek musza byc respektowane. Jesli nawet tylko 1 osoba na 1000 tam siedzacych jest niewinna, to to wiezienie nie powinno istniec. Ba, nawet gdyby wszyscy byli winni ( a tak nie jest ) to i tak bylbym zdania ze Guantanamo nie powinno istniec.
Czy Ty, przepraszam bardzo, zartujesz sobie?
Napisales cos o respektowaniu praw jednostki?
Tyle piszesz o tym, ze nalezy pomagac biednym i potrzebujacym zabierajac na to pieniadze ciezko pracujacym, a mowisz o respektowaniu prawa jednostki? Co jak co, ale to juz szczyt hipokryzji.
Użytkownik gabrielangel dnia 10.11.2008, 17:11 napisał
Mozemy, jesli bawi Cie FIKCJA. A w miedzyczasie wiemy co zrobil Bush i dlaczego USA wyglada jak wyglada.
Nie bawi mnie i nie gdybam. Chyba nie zauwazyles ...
Użytkownik gabrielangel dnia 10.11.2008, 17:51 napisał
Slyszalem. Jak sam napisales - to byl to eksperyment spoleczny i tak nalezy go traktowac. W moim przekonaniu eksperyment spoleczny malo sie rozni od jakiegokolwiek innego eksperymentu, na ktory idzie kasa z podatkow obywateli. W tym wypadku po prostu sie nie udal i jest lekcja na przyszlosc. (moge sie mylic ale chyba w zeszlym roku aresztowano ostatnich mieszkancow).
Masz racje w tym, ze od wydawania publicznych pieniedzy na inne cele ten eksperyment niewiele sie rozni. Zabiera sie jednym, aby dac drugim (ktorzy wcale na to nie zasluzyli). Dziala to prawie zawsze tak samo skutecznie.
My sie roznimy w jednej kwestii - Ty chcesz, aby za biednych i skrzywdzonych placili przedsiebiorczy i pracowici. Ja z kolei chcialbym, aby kazdy placil za siebie. Czy to nie fair? Wrecz przeciwnie. Ty kradniecie pieniedzy z kieszeni osob pracujacych nazywasz sprawiedliwoscia, a ja niesprawiedliwoscia. Proste.
Użytkownik gabrielangel dnia 10.11.2008, 17:11 napisał
Oczywiscie ze to nie znaczy, ze bedzie krasc. Czy bedzie bardziej podatny na popelnienie przestepstwa ? Jak najbardziej.
Jak najbardziej sa nam potrzebni ludzie jak pisesz, pracujacy na budowie, ogrodnicy, nocni strozowie itd. Nie widze jednak zadnego negatywnego efektu w skonczeniu liceum a widze negatywne efekty w nieskoczeniu. Jesli nie widzisz niczego zlego w tym, ze ktos nie umie czytac ani pisac to przepraszam, ale mam nadzieje, ze nigdy nie bedziesz mial wplywu na zadna polityke edukacyjna nigdzie na swiecie.
Nie brak edukacji i bieda czynia z ludzi zlodziejow. Gdyby bylo inaczej - kradliby tylko najbiedniejsi.
Jak widac w 'realnym swiecie' - kradna wszyscy, niezaleznie od wyksztalcenia. Roznia sie co najwyzej sposoby, w jakie do kradziezy dochodzi (chociaz nie zawsze).
W tej chwili w Polsce edukacja jest 'darmowa' i obowiazkowa. Czy dzieki temu nie mamy przestepcow? Jest ich mnostwo. Czy to tylko niziny spoleczne? Jasne, ze nie.
Ja rowniez nie widze negatywnych efektow w skonczeniu liceum. Widze tez, ze sa ludzie bez liceum, ktorzy pracuja i sa wartosciowymi osobami. Dla Ciebie kazdy bez matury to podczlowiek czy jak?
Potencjalny przestepca, zalazek patologii?
Nie wiem ilu znasz analfabetow. Ja znam tylko dwie osoby (malzenstwo). Oboje nie potrafia ani czytac, ani pisac. Na poczatku bylem w szoku - jak w XXI wieku mozna nie znac pisma?!
Potem zdziwienie przeszlo w analize - hmm, ci ludzie nie tylko posiadaja dwa domy i nie zyja w biedzie, ale tez wychowali gromadke dzieci, ktore przerodzily sie wartosciowe osoby. Dzieci, ktore pomagaja rodzicom na stare lata. Bez watpienia znajomosc pisma jest czyms szalenie potrzebnym w dzisiejszym swiecie - ale oni bez tego potrafia funkcjonowac! Wedlug Twojej teorii powinni najprawdopodobniej zostac przestepcami, a ich rodzina mialaby wielkie szanse na bycie rodzina patologiczna. Dlaczego tak nie jest? Dlaczego przez cale swoje zycie ciezko i uczciwie pracowali, chociaz nie okupowali stanowiska dyrektora banku i prawczniki? Ano dlatego, ze przez zycie mozna uczciwie przejsc nie posiadajac nawet solidnego wyksztalcenia (a w ich przypadku zadnego wyksztalcenia) - nie jest latwo, ale sie da.
W tej chwili - tak samo, jak znajomosc pisma - istotna jest tez chociazby umiejetnosc poslugiwania sie komputerem (chociaz umiejetnosc pisania i czytania stawiam duuuuzo wyzej). Ilu pracowitych i inteligentnych ludzi tego nie potrafi? Czy to ich dyskwalifikuje w jakikolwiek sposob z zycie spolecznego?
Podalem generalnie skrajny przyklad - analfabetyzm. Pisma mozna nauczyc sie jednak od znajomych, od uczacego sie rodzenstwa, od rodzicow, nawet od obcych ludzi (misje w Afryce sa dobrym przykladem) - czyli od ludzi, ktorzy za darmo poswiecaja sie, aby pomagac innym.
Dalsze efekty edukacji to juz bardzo subiektywna rzecz. Wiadomo, ze warto wiedziec gdzie lezy Estonia i potrafic wykonac podstawowe obliczenia matematyczne. Prawda jest jednak taka - to nie jest konieczne do normalnego, uczciwego zycia i pracy. Hydraulik nie musi mowic po angielsku. Osoba koszaca trawniki nie musi dobrze liczyc. Stroz nocny nie musi wiedziec gdzie lezy Belize (90% moich znajomych, ktorzy skonczyli renomowane uczelnie nie wie, ze w ogole istnieje taki kraj). Znam osoby, ktore skonczyly wyzsze studia i nie znaja podstaw matematyki. I co tutaj? Patologia? Wyjasnij mi to jakos ...
Jest oczywiste, ze edukacja jest czyms jak najbardziej pozytywnym. Gdyby nie to - nie szedlbym na studia, tak samo nie poszliby na studia moi rodzice. Brak solidnego wyksztalcenia nie jest jednak niczym decydujacym. Ojciec mojego taty byl tokarzem, babcia nie pracowala. Ojciec mojej mamy byl elektrykiem, babcia byla krawcowa. Nie mieli matur, nie skonczyli studiow wyzszych. Nie kradli, a ciezko pracowali. Powiesz moze, ze to 'stara data'. Przyklady tego samego mam jednak wsrod znajomych z podstawowki. Wielu nie skonczylo studiow, niektorzy nie maja matury. Nie poszli do liceum, pracuja, nie kradna. Zyja godnie. Czego chciec od nich?
W spoleczenstwie potrzebni sa ludzie wyksztalcenie tak samo jak ludzie niewyksztalceni.
Nie przezyje dlugo spoleczenstwo oparte na samych magistrach, doktorach i profesorach, bo nie bedzie rolnika, ktory posieje i zbierze zboze, nie bedzie piekarza, ktory zmieni je w chleb, nie bedzie sprzedawcy, ktory go rozprowadzi. Matura do uczciwego zycia nie jest potrzebna - magistrowie i doktorowie po wyzszych uczelniach nie beda kopac dolow pod drogi, nie beda jezdzic po nich walcami, nie beda sprzatac ulic.
Trzeba wszystko wyposrodkowac, znalezc zloty srodek i rozsadne optimum - tak juz na swiecie jest.
Mowiac szczerze - rowniez mam wielka nadzieje, ze nie bedziesz mial wplywu na polityke, nie tylko edukacyjna.
Użytkownik gabrielangel dnia 10.11.2008, 17:11 napisał
Nalezy pomagac ludziom, nawet tym ktorzy popelnili bledy. Tak przynajmniej powinno byc.
Jasne. Tyle, ze z dobroci serca, za wlasne pieniadze i z wlasnej woli.
Znam osoby, ktore biednym pomagaja - wcale nie sa obrzydliwie bogate.
Robia to dla siebie, a nie na pokaz.
Jesli jestes naprawde wrazliwy - pomozesz niezaleznie od panujacego systemu ekonomicznego - nieprawdaz?
Pozdrawiam.
Wojtek