Napisano 22 wrzesień 2009 - 08:51
Dzieki za komplement. Milo, ze komus sie podoba to co pisze.
Duzo by opowiadac o moim big city life hehe. Znajomi mnie namawiaja bym ksiazke napisal hehe. Ale kazdy z nas ma zapewne podobne lub mniej podobne a rownie jak nie bardziej interesujace historie i przygody z zycia w Ameryce do opowiedzenia. Nie wszystko jednak zasluguje od razu na opublikowanie. Tak jak wspomnialem wczesniej i NYC i LA i Chicago maja swoj niesamowity urok i klimat, te wibracje w powietrzu i niesamowita aczkolwiek rozna energie i za to wlasnie je kocham. Z taka sama moca kocham jak i nienawidze czasami (stad te przeprowadzki LOL).
Musisz koniecznie sie wybrac do Nowego Jorku i odnalezc tam to co cenne dla Ciebie. Wspomniales o Central Parku - kocham to miejsce. Jest naprawde magicznie. Taki getaway od zgielku wielkiego miasta. Jestes w sercu miasta a przez chwile poza nim. Dwa swiaty stapiaja sie w jeden.
Ja wybralem Los Angeles ze wzgledu na najlepsza dla mnie pogode w tym kraju. W Nowym Jorku i Chicago strasznie chorowalem zimowa pora i lapalem depresje tez, wiec to byla dla mnie najlepsza alternatywa. Nadal duze miasto, a brak tych dlugich wstretnych zim. Jak chce snieg - jade w gory godzinke i mam snieg.
Zimy maja swoj urok i swieta i te sprawy, zaspy, grzanie sie w domu przy kominku i grzanym winie. Tylko dlaczego ciagna sie one tak dlugo???
Jesli myslisz o Manhattanie czy okolicach, to jest tam naprawde drogo. Ja mialem okazje mieszkac tam przez pewien czas. Moj przyjaciel realtor z zawodu nie mogl przez pewien czas wynajac penthouse-u na Manhattanie i pozwolil mi w nim przez pewien czas mieszkac. Widoki byly niesamowite. W NYC w przeciwienstwie do LA masz wiekszy kontakt z ludzmi na codzien, bo wiekszosc osob pedzi po ulicach piechota i przesiada sie z metra do metra. Troche to taki ped szczurow naziemny i podziemny, ale masz czasem okazje zagadac do kogos, poznac sasiadow w dzielnicy, na ktorej mieszkasz.
Wiele osob jest oczywiscie w biegu i na jakiekolwiek pytanie udzieli ci szybkiej informacji albo Cie zbedzie, ale jest ten zywy kontakt z ludzmi. Jest naprawde szybkie zycie na pelnych obrotach. Poza tym moda na ulicach sie zmienia w zaleznosci od sezonu. Wiele osob fajnie ubranych.
W Los Angeles nie ma takiej okazji spotkac zbyt wiele osob na ulicach przechadzajacych sie i nawiazac jakis kontakt. Wiekszosc osob jest za szyba swojego samochodu albo wielkim plotem ogradzajacym dom. To stolica swiata wsrod liczby samochodow na drogach. Jedyne miejsca gdzie mozna pozwolic sobie na wymiane zdan z ludzmi na ulicy to Venice Beach, West Hollywood, Silverlake. A moda tutaj nie jest tak szykowna jak w Nowym Jorku. Nie ma futer w zime i panienek w butach na obcasach na 5th Avenue. Raczej flip-flops i tank-tops LOL Ludzie tez rzadziej mowia sobie dzien dobry. Norma jest, ze sasiedzi sie poprostu mijaja, co w Chicago bylo nie do pomyslenia.
Los Angeles mimo to ma mnostwo innych wspanialych urokow. Ja mieszkam w Beverly Hills w tej chwili tak wiec zycie jest naprawde na wolniejszych obrotach niz to bylo w Nowym Jorku.
Mniej wiecej takie same tempo jak mialem w Chicago, bo w Chicago tez mieszkalem niby w Chicago ale prawie na suburbii.
Brakuje mi wielu rzeczy z Chicago i brakuje tez wielu z Nowego Jorku, ale coz zawsze mozna odwiedzac. A poki co moje miejsce i moje serce jest w Los Angeles.
Jesli szukasz wlasnie klimatu downtown to polecam Tobie Chicago i NYC.
Downtown Los Angeles to nie ta sama polka. Brudno, nieciekawie, malo drapaczy, noca niebezpiecznie, sterty namiotow z bezdomnymi porozstawiane na chodnikach pomiedzy sleeping bags z bezdomnymi, no i wiekszosc rozrywki nie znajduje sie tu w downtown i nie jest to tez tak pozadane miejsce do mieszkania jak w NYC czy Chicago. Sa lepsze dzielnice dalej oddalone jak Hollywood Hills czy Holmby Hills, Bel Air, Calabasas, Pacific Palisades, Malibu.
Za to West Hollywood - serce rozrywek, Hollywood tez. Beverly Hills i beach communities - uwielbiam. To wszystko jednak bardziej suburbia ujete w calosc i tworzace wielkie miasto, tak wiec zdecydowanie nie klimat downtown wielkiego miasta, ale ma swoj niesamowity vibe tez i na poziomie naprawde porownywalnym do tego co NYC ma do zaoferowania kulturalnie.
Jeszcze jedno na zakonczenie. Tak naprawde piekno tego kraju nie tkwi w tych wspomnianych niesamowitych wielkich miastach. Ono tkwi w przyrodzie poza nimi i parkach narodowych.
Jak bedziesz mial kiedys okazje je wszystkie zwiedzic - polecam. Ja jestem dopiero na poczatku mojej fascynacji parkami, ale jak tylko znajde wiecej czasu zamierzam je wszystskie zeksplorowac hehe. Pozdrawiam goraco!