Jump to content

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation on 07/18/2019 in all areas

  1. 2 points
    Kolejne dwie wizy mniej! Chciałabym opisać mój przypadek, bo może komuś się w przyszłości przydać. Wizę wylosowalo jedno z nas, dopiero po otrzymaniu zaproszenia wzięliśmy ślub (czekaliśmy tak długo ponieważ nie byliśmy w kraju), mieliśmy na wszystko 2 miesięcy, bez problemu wszystko udało się nam załatwić na czas a termin rozmowy nie został przesunięty. Po wyznaczeniu terminu spotkania sprawa przechodzi w ręce ambasady i im musimy wysłać odpis aktu małżeństwa, po jego zaaprobowaniu partner musi wypełnić ds. Jeżeli chodzi już o samą rozmowę to mieliśmy kilka pytań jak się poznaliśmy, kiedy, gdzie itp. Jak i również pytania gdzie chcemy mieszkać, gdzie pracować itd. Czysta formalność Życzę wszystkim powodzenia!
  2. 1 point
    Zwróciłeś uwagę na bardzo powszechną rzecz wśród bezdomnych, i prawdziwą, ale błędnie uzywaną jako argument na rzecz hipotezy, ze z bezdomnością w „dzikim” kapitalizmie wszystko jest ok, czy, ze wręcz jest to wybór. Bo chociaz często się słyszy, ze bezdomni nic nie robią a jakoś mają pieniądze, itp, itd, jeszcze nigdy nie słyszałem od kogoś, ze z powodu tego, ze jest im tak dobrze, to on tez teraz zostanie bezdomnym... Bo nikt o rozsądnych zmysłach tego nie powie. Bo no właśnie – zmysłach. Ktoś kiedyś powiedział, ze człowiek to takie zwierzę, które się przyzwyczai do kazdych warunków. I chyba jest to prawda. Na pewno pierwsze kilka nocy na ulicy jest cięzkie. Pewnie nawet traumatyczne. Ale po jakimś czasie ci którzy przetrwają, zaczynają się przyzwyczajac. Wypadli z poprzedniego kręgu społecznego, odeszły stresy z tym związane, w nowym zyciu spodlili się po raz pierwszy, potem kolejny, i wtedy co się im okazuje, ze się stało? Nic. Przetrwali kolejną noc. Zaczyna im się zmieniac tzw. „frame of mind”. Potem zaczynają się odnajdowac w nowej hierarchii i nawet racjonalizowac swoje nowe zycie i zachowania. Pamiętam reportaz sprzed lat o bezdomnych z Dworca Centralnego w Warszawie – bezdomni złodzieje przyznawali, ze kradną, ale przynajmniej nie cpają. Narkomani mówili, ze tak, cpają, ale przynajmniej nie robią facetom lasek. Natomiast Ci, którzy robili laski, mówili, ze tak, robią, laski, ale przynajmniej nie kradną..... Gdy do tego dochodzą uzywki i uzaleznienia, proces jeszcze przyśpiesza. To jest zupełnie inny świat. Jest to jedna z tych sytuacji w których kazdy ma trochę racji, ale kazdy skupia się na rezultatach a nie przyczynach. Walczymy z bezdomnością –projekty dofinansowania, schroniska, soup kitchens, counselingi czy rozne inne programy skupiają się na bezdomnych (którzy, z całym szacunkiem dla wolontariuszy którzy poświęcają im czas – są w wielkiej mierze straceni, tak jak @andyopole dobrze opisałeś) – ale nikogo w USA nie obchodzi grupa która właśnie powinna byc grupą targetową jeśli powaznie się myśli o rozwiązaniu problemu – grupa tych którzy JESZCZE bezdomnymi nie są. Grupa tych którzy jeszcze walczą, którym się jeszcze chce i którzy jeszcze nie przekroczyli Rubikonu – jeszcze nie stracili po raz pierwszy godności i wstydu, po którym to wydarzeniu mały baaaardzo mały procent potrafi wrócic do naszego świata. I tu @katlia dobrze opisała przyczyny systemowe, a ja dodam jak wygląda to z brytyjskiego punktu widzenia co by był odnośnik (mając w pamięci, ze UK jest chyba najbardziej liberalnym krajem starej Europy): 1. System zdrowotny. Szanse na bankructwo z powodu rachunków medycznych są minimalne, jeśli nie zerowe. 2. Szanse na uzaleznienie od leków narkotycznych przepisywanych przez publicznych lekarzy bo Ci dostają „kick backs” od firm farmaceutycznych sa zerowe. Jeśli ktoś po wizycie u lekarza dostanie coś więcej niz paracetamol to albo rzeczywiście potrzebuje, ale ma dobrą gadkę i sam chce (ostatnio trumpiści zaczęli sondowac mozliwości wejścia amerykańskiej Big Pharmy i waszych praktyk na brytyjski rynek po Brexicie, co nawet najwięksi tutejści prawicowi brexitowcy zbyli uśmiechem i uprzejmym „Thank you, but no thank you!!!”) 3. Psychicznie chorzy nie są puszczani luzem na ulicy bo nie mają ubezpieczenia czy z powodu tego, ze nie ma publicznie finansowanych instytucji które mogą się nimi zając. Bo ubezpieczenie mają, a instytucje są. 4. Dofinansowanie mieszkan. Oprócz starych znanych benefit streets, stają się ostatnio popularne licencje dla deweloperów tylko pod warunkiem jeśli ileś tam procent budynków zostanie przeznaczonych pod „low income housing”. Ostatnio w Inverness otworzono pięknie zlokalizowane osiedle, Ness Castle, i wsród 300 domów które mozna kupic za setki tysięcy funtów 50 jest „councilowskich” – wynajmowanych lokatorom za przysłowiowe „grosze”. Ale właśnie – nie bezdomnym bezdomnym, ale tym którzy jeszcze walczą – pracują, nie mają konfliktów z prawem, sprawdzają się charakterologicznie. Trochę inzynieria społeczna, zmiast tworzyc dzielnice ubóstwa miesza się ludzi, ale jak na razie muszę przyznac się to sprawdza. 5. I – last but not least – zadłuzenie kredytowe. Określonych długów pozbyc się nie mozna, lub trudno bez bankructwa, ale tak zwany „revolving debt” – zycie na kartach kredytowych i faktycznie comiesięczne dofinansowywanie banków płaconymi odsetkami, rzecz tak często powszechna wśród pracujących przeciez rodzin, to juz tutaj nie problem. Jeśli masz ponad... chyba 5 000 funtów długu jeśli dobrze pamiętam?... mozesz skorzystac z walchlarza opcji które w zalezności od Twoich osobistych okoliczności pozwolą Ci umorzyc do 80% zadłuzenia. Tak, na 6 lat mozesz zapomniec o kredycie, ale ludzie którzy się wyrwali z zapętlenia kredytowego i tak raczej juz do niego nigdy nie wrócą i nagle z dnia na dzień okazuje się, ze mają więcej pieniędzy niz myśleli, nawet z tą ratą którą płacic muszą (bo odsetki oczywiście natychmiast ustają). Do tego nie potrzeba im adwokata, nie muszą się tłumaczyc z tego jak naukumulowali dług, mogą to zrobic przez internet i telefon, i – co najlepsze – banki i inni kredytodawcy mają tu bardzo małe, lub zadne, pole manewru. Bankructwo osoby fizyczniej nie prowadzącej działalności gospodarczej to naprawdę rzadkosc, właśnie z powodu tego, ze istnieje tak wiele innych opcji. Ale zeby takie legislations przeprowadzic to trzeba rządu który nie jest lobbowany przez American Express czy innch Mastercardów, a w USA jest z tym problem. I to właśnie tylko kilka przykładów rozwiązań z których zadne (moze oprócz housingu) nie miało za cel walki z bezdomnością per se, ale niejako mimochodem w tym problemie pomogło. W USA, z wielu powodów – historii, wpływów korporacji, mentalności ludzi i w rezultacie systemu podatkowego – zadne z tych rozwiązań nie jest mozliwe i jeszcze długo nie będzie. Bo niestety wszystko kosztuje – za spokój społeczny, czystsze ulice i humanitaryzm państwa płacimy cenę duzą – z wszystkiego co zarabiasz powyzej 53 000 dolarów, ponad połowa idzie dla państwa... u Was chyba takiej stawki nie ma nawet dla milionerów... (którzy i tak potrafią sobie odpisac to i owo bo tax system tak skonstruowany i skomplikowany). A jak pisałem wcześniej – Wielka Brytania jest najbardziej liberalnym krajem w Europie, mozna sobie wyobrazic, lub poczytac, jak jest gdzie indziej. Waszą ceną jest natomiast to co @ilya_ napisał i pokazał w pierwszych kilku postach. Nieestetycznosc wielkich miast i moze jakiś dyskomfort w drodze z pracy do domu. I zadne projekty i zadna liczba wolontariuszy walczących z końcowymi efektami procesów z którymi ludzie nie mający socjalnej „safety net” nie dali sobie rady tego nie naprawi. Bo system podsyła i będzie podsyłał non-stop nowych klientów...
×
×
  • Create New...