Jump to content

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation on 06/10/2020 in all areas

  1. 3 points
    Daj koniecznie znać, jak tam wizyta u prawnika wypadła! Ja tam się nie śmieję, wręcz przeciwnie - trzymam kciuki i życzę powodzenia! Marzenia są po to, żeby je realizować, tylko głupi by nie próbował. Jedyne, co możesz stracić, to trochę czasu i pieniędzy, ale... Pieniądze rzecz nabyta, czasu znów nie tak wiele, a spełnione marzenia nie mają ceny
  2. 3 points
    Chcesz sprawdzić swoje teorie spiskowe? Mam prosty eksperyment. Przyjmując że szansa wylosowania wynosi 1% to przygotuj dwa zestawy karteczek z liczbami od 1 do 100. Umieść te dwa zestawy w dwóch oddzielnych pojemnikach. I zacznij się bawić sam, z przyjacielem, z partnerem. Zabawa polega na tym, że losujesz z pierwszego pojemnika karteczkę, po czym losujesz karteczkę z drugiego pojemnika. Jak wylosowałeś ten sam numer to wygrałeś a jak inny to przegrałeś i należy karteczki wrzucić z powrotem i losować raz jeszcze. Notuj sobie za którym razem wygrałeś w tej zabawie - to reprezentuje ile lat byś czekał na wygraną w loterii wizowej. Zabaw się tak przez kilka wieczorów z rzędu zapisując za każdym razem "za którym razem wygrałeś". Jak zrobisz 30/50/100/200 takich eksperymentów to policz średnią. To odpowie Tobie "ile lat trzeba średnio czekać aby wygrać wizę na loterii". Jeśli Twoje oczekiwanie jest znacząco dłuższe niż to co wyszło Tobie w eksperymencie to możesz uznać, że rzeczywiście jesteś oszukiwany. Dla tych co lubią liczyć a nie lubią bawić się w losowanie policzyłem te prawdopodobieństwa Schematem Bernoulliego, przy założeniu prawdopodobieństwa sukcesu w pojedyńczym losowaniu 1% i tak (dla tych co chcą to sprawdzić jest to prawdopodobieństwo przynajmniej jednego sukcesu w n niezależnych próbach, czyli liczyłem prawdopodobieństwo 0 sukcesów i odejmowałem od jedynki): - szansa, że wylosują Ciebie w ciągu 5 lat wynosi 4.9% - szansa, że wylosują Ciebie w ciągu 10 lat wynosi 9.6% - szansa, że wylosują Ciebie w ciągu 20 lat wynosi 18.2% - szansa, że wylosują Ciebie w ciągu 50 lat wynosi 39.5% Jak to interpretować? A mianowicie rzucając monetą masz większą szansę zgadnąć co wypadnie niż zostać wylosowanym w ciągu 50 lat.
  3. 2 points
    -> Oczywiście nie wierzę w teorie spiskowe, żadne, i bez wyliczeń widzę to podobnie jak opisałeś. I nie zdziwię się jak przez kolejne 20 lat nie wygram, ale chyba rozumiesz, że mam prawo być zawiedziony
  4. 2 points
    Na przekór teoriom spiskowym, nam udało się za trzecim razem.
  5. 1 point
    Na poprawę gramatyki nie licz. Co do "pańci" to wiedziałam, że wolałabyś wiedzieć
  6. 1 point
    Jak dają to grzech nie brać
  7. 1 point
    Ja za sprzatanie "pałacę" $90 i korzystam z tej opcji tylko dlatego, że firma męża ma benefit taki, że mamy to za darmo
  8. 1 point
    My mamy sprzątanie w budynku, muszę się zorientować ile kosztuje. Ale wątpię czy ktoś mnie zadowoli jeśli chodzi o łazienkę i kuchnię
  9. 1 point
    Bardzo się cieszę, ze mamy podobne zdanie w tej kwestii. Podziwiam za to za elastyczność, 2h na organizację przeprowadzki to prawdziwa próba charakteru Hej Karuzelka, co do tych rodziców, którzy się nie zgodzili na kredyt studencki to jestem bardzo zaskoczona i tego nie rozumiem, ale cóż, u mnie w domu panowała zawsze zupełnie inna mentalność i rodzice robili co mogli, żeby nas na studia wysłać, to samo dziadkowie moich rodziców. I nie, też nie uważam, że sprzątanie to jest sposób na życie. "Konkretny fach" to dla mnie elektryk, hydraulik, krawcowa (nie wiem, czy ten zawód jeszcze w USA ma rację bytu), coś, z czego faktycznie można żyć i jest to zawód wyuczony. Jak dla mnie albo się wie jak sprzątać albo nie, tam nie ma za wiele do nauczenia się - owszem, można z tego żyć, tylko po co, skoro i córka i wnuczka mówią płynnie po angielsku? Taka praca jest dobrym rozwiązaniem dla kogoś, kto np. nie mówi po angielsku. @katlia , ja wcale nie uważam, ze to lepsze wyjście. Osobiście jestem zwolennikiem tzw. twardych umiejętności/zawodów - albo nabytych na studiach, albo wyuczonych, jeśli ktoś do studiów nie ma smykałki, bądź możliwości finansowych.. Zgadzam się w pełni, że wszystkie benefity od pracodawcy odchodzą (ubezpieczenie, SS, płatny urlop), co istotnie pomniejsza atrakcyjność takiej pracy. Raczej chciałam podkreślić, że dla osób bez wykształcenia/wyuczonego zawodu mających do wyboru sprzątanie lub pracę za płacę minimalną jest to jakieś rozwiązanie, bo ludzie w ten sposób, zobaczą więcej żywej gotówki w ręku, nawet po opłaceniu ubezpieczenia. No i jest to stosunkowo dobrze płatna praca, jeśli jest się nielegalnie w USA i nie mówi po angielsku. Co do tych stawek - ja podaję na konkretnym przykładzie, który znam, bogate przedmieścia Chicago. Było to w 2016 roku i faktycznie rodzina płaciła 100$ dziewczynie za sprzątnięcie całego domu, było to średnio 3-3,5h pracy. Niestety nie orientuję się jak wyglądają takie usługi w CO.
  10. 1 point
    Albo -- bardziej realistycznie -- bo by sie nie kwalifikowali na kredyt. Bo to dziala tak: student bierze kredyt, ale rodzice musza podpisac, bo jezeli dziecko nie splaci to rodzice musza. Ale zeby dostac ten kredyt to rodzic musi miec dobra credit history. Wiec mase mlodych ludzi nie moze sie zapozyczyc na studia -- legalnie student moze tylko pozyczyc okolo $6,000 na rok. Zeby pozyczyc wiecej rodzina musi miec srodki finansowe. A biorac pod uwage ze 40% Amerykanow nie ma $400 na nieoczekiwany wydatek to sa raczej male szanse.
  11. 1 point
    Myśle, że w USA zdecydowanie trzeba mieć więcej determinacji, aby się wybić. W Polsce znam osoby, które pochodziły z patologicznych wręcz rodzin, gdzie była duża bieda w domu. Dostawały za darmo akademik, do tego stypendium socjalne, jeżeli dobrze się uczyły dostawały do tego stypendium naukowe, nawet były w stanie pojechać na roczną wymianę za granicę. Podczas wakacji wyjeżdżali do Holandii, Niemiec, Francji na prace sezonowe, aby mieć kieszonkowe na kolejny rok studiów. Skończyli studia, bez długów. Z drugiej strony znam amerykańskie historie, gdzie afro-amerykańska pięciolatka biegała po kilka mil dziennie wzdłuż rzeki Potomac, aby mogła dostać w przyszłości stypendium. Dostała je, ale głownie za to, że była mądra, a nie za to bieganie przez cale dzieciństwo, które wspomina z koszmarem, skończyła Stanford jest lekarzem, ale i tak przez wiele lat spłacała długi, ponieważ tak jak wiele razy tu było wspomniane- tutaj nie ma darmowych studiów, nawet jak masz stypendium. Znam też historię osób, które były biedne, ale cieżko pracowały i dostały się na dobre studia ze stypendiami i wiecie co? Nie mogły podjąć studiów ponieważ ich rodzice nie zgodzili się na kredyt studencki dla nich - ze zwykłej złośliwości, albo z obawy, że te długi spadną na nich w przyszłości. Co do sprzątania to ja myślę, że nie są to takie kokosy w CA, jest tu bardzo duża konkurencja i życie bardzo drogie. Nie sądzę, aby to był "konkretny fach w ręku" który tu jest warty przekazywania z pokolenia na pokolenie.
  12. 1 point
    Trump i jego kumple to stare pryki, nawet jak świat się za 100 lat zawali to mają to doopie bo dawno już nie będą żyli. GOP to była po prostu partia ludzi o konserwatywnych poglądach dopóki nie pojawiło się Tea Party aka Banda Psycholi. Na nieszczęście dla nie-republikanów, paradoksalnie Tea Party wzmocniło pozycję GOP na tyle że teraz mogą gadać co im ślina na język przyniesie i robić co im się podoba bez konsekwencji. Jeszcze nie tak dawno zostanie przyłapanym na kłamstwie oznaczało koniec kariery politycznej. Koorwa jego mać. Jeszcze nie tak dawno! Trump może gadać co chce, może swoim wyborcom narobić na stół w kuchni i tak na niego zagłosują. Bo dał społeczne pozwolenie na otwarte zachowania rasistowskie, ksenofobiczne, mizoginiczne i generalne faszystowskie. To nie jest przypadek że te protesty które oglądasz w telewizji dzieją się teraz. Gospodarka tak czy owak leży, dekady miną zanim się podniesie, ludzie tracą pracę i domy. Dodaj do tego że w paru miejscach COVID wciąż daje nieźle po tyłku i masa osób boi się o swoje zdrowie/życie. Po co to wszystko piszę? Żebyś zrozumiał że dla polityków otwarcie granic to najmniej ważna sprawa w tej chwili. Ja bardzo wszystkim życzę żeby je otworzyli, ale wątpię czy komukolwiek na tym zależy oprócz wam
  13. 1 point
  14. 1 point
    lukasz007 - wez tylko pod uwage ze proby regulacji antyimigracyjnych to ta administracja czynila od dawna - pandemia tylko ulatwila im zadanie - a dokladnie Millerowi ktory za tym wszystkim stoi.
  15. 1 point
    Nie jestem taka obrażalska Napisałaś praktycznie to co chciałam wyrazić, z jedną różnicą, ja nie lubię przesadnego narzekania i od razu mnie to razi. Osobiście nie mam stresu z przeprowadzkami, ze zmianą klimatu czy pracy, ale to są już predyspozycje indywidualne. Kiedyś musieliśmy się wyprowadzić z roczną córka w 2 godziny, a to były czasy kiedy auta nie mieliśmy. No ale dało się choć łatwo nie było, w trakcie pakowania organizowaliśmy transport i nowe lokum. Czasem poprostu musimy zderzyć się ze scianą.
  16. 1 point
    Historia zna takie przypadki nie koniecznie ze średniowiecza. Znaleźć wenętrznego czy zewnętrznego wroga, który zjednoczy elektorat w niektórych krajach nazywany suwerenem aby tylko przejąć władzę. Czy będzie to kułak, obszarnik, burżuazyjny kapitalista i wyzyskiwacz, Żyd, wichrzyciel, latynowski imigrant, syryjski uchodźca, przedstawiciel LGBT, mason, przedstawiciel NGOS opłacanej z "brukselsoko-sorosowych judaszowych srebrników w euro" to obojętne. Retoryka i propoganda jest zawsze podobna. Zmieniają się media, zmieniają się narzędzia propagandy. Demokracja jest słabo odporna na takie działania.
  17. 1 point
    Bardzo pieknie brzmi ale tu wcale e chodzi o gospodarke tylko o najblizsze wybory….
  18. 1 point
    GC nie mam wiec za bardzo możliwości wlotu nie mam jako ze jest ban na nonessential travel (dla strefy schengen i kilku innych państw) Podobno serbia (non schengen) jest otwarta dla polaków (nie mam żadnego potwierdzonego info, na razie info od kolegi z serbii który mówi ze rzekomo jest) i są bezpośrednie loty z Belgradu do USA wiec byłaby to jakaś opcja (oczywiście wcześniej musiałabym spędzić 14 dni w serbii). Mam czas na wylot do około 20 lipca wiec zobaczymy jak wyjdzie. Jak zniosą ban imigracyjny to cóż postaram się o przedłużenie wizy jeśli nie to będę musiała kombinować.
  19. 1 point
    Co ciekawe ta data była tylko przy mnie żona jako główny aplikant nie miała. Wpisałem tak jak mnie przepuscilo w razie czego jeśli będzie wszystko Oki przetwarza wniosek i będą mieli jakieś pytania to się im wytłumaczy co i jak. Jak narazie wniosek poszedł myślę że wszystko Oki. Chciałem wam podziękować za poświęcony czas i dorade. Czekamy na dalsze kroki chodź pewnie jeszcze chwilę zejdzie.. Tak że jeszcze raz pięknie dzięki i powodzenia wszystkim Wysłane z mojego SM-J415FN przy użyciu Tapatalka
  20. 1 point
    Łukasz, jak dla mnie Gimnazjum to chyba raczje jako "Middle School" bym podała, stosując gradację Primary school, Middle School, High School. Jeśli szkoła nazywa się niepubliczne liceum "Eureka" to podałabym to jako nazwę własną "Non-public High School "Eureka"". A nie masz we wniosku zakładki/punktu aktualne miejsce pracy? Ja z tego co pamiętam nie podawałam terminu końcowego pracy (wniosek DS260 wypełniałam w styczniu tego roku), jedynie datę rozpoczęcia. Wpisz tak, żeby przeszło, ewentualnie może spróbuj podać "current"? Jeśli jest gdzieś tam miejsce na komentarz, tam możesz dodać informację, ewentualnie wytłumaczysz na rozmowie z konsulem. Innej rady chyba nie ma.
  21. 1 point
    Brzmi tak, jak bys nie mial innego wyjscia. Na koncowym podsumowaniu w DS-260 nie mam daty "to:" przy current employment, takze albo cos zmienili, albo nie pamietam co i ze cokolwiek wpisalem.
  22. 1 point
    no judgement, sama mieszkałam nie dalej jak 300-500m od kościoła przez praktycznie 25 lat życia, budziły mnie co tydzień. I wszystkie procesje zawsze przechodziły pod moim oknem, mama zawsze kazała się nam chować, żeby nie było widać, że nie poszliśmy To ja też dodam coś od siebie: - Cookie Dough! (szczególnie lody! Tęsknię za nimi od kiedy jestem w Europie, moje ulubione!) - Baskin & Robins, gdzie można kupić lody o północy (najlepsze wspomnienia!) - ten amerykański tygielek kulturowy (multi-kulti) i fakt, ze każdy w USA skąd jest i ma jakąś historię (bardzo lubię rozmawiać z imigrantami, sporo ich tam poznałam) - że w USA relatywnie sporo imigrantów może zrobić karierę "od pucybuta do milionera" jeśli tylko chcą (tzw. "szklany sufit", jeśli jest, jest dużo wyżej dla imigrantów w USA niż w Europie) - różnorodność (każdy stan to inna kultura, jedzenie, mentalność, przyroda) - fajnie to wszystko odkrywać - natura i piękne widoki (szczególnie góry w CO, które przypominają mi Polskę, jezioro Michigan, które wygląda jak polskie morze) - tam tak naprawdę wszystko idzie załatwić (bank, urząd itd.) i ludzie autentycznie starają się ci pomóc - Amerykanie ze wszystkiego potrafią zrobić biznes (SPA dla psów? proszę bardzo! wyprowadzacz psów? Ależ oczywiście!) - wymyśl usługę, a ludzie będą gotowi za to zapłacić - amerykańskie przedszkola - mnogość i różnorodność restauracji i typów restauracji (w Niemczech tylko kebaby, włoskie i niemieckie jedzenie, czasem jakieś azjatyckie/sushi. Mam wrażenie, że jest tu dużo bardziej ubogo niż tam) - że ludzie po pracy tak się realizują i mają mnóstwo dodatkowych zajęć. I fakt, że ludzie są tu tak oddani hobby, tworzą kluby czytelnicze, kulinarne, jakichś robótek ręcznych itd., bogata oferta zajęć artystycznych dla dorosłych (np. malowanie, garncarstwo), na które ludzie chodzą. Tutaj, gdzie mieszkam, większość tego typu inicjatyw dla obcokrajowców wychodzi przede wszystkim od Amerykanów z pobliskiej bazy wojskowej - chęć Amerykanów do utrzymywania kontaktów towarzyskich i częstego wychodzenia na miasto, nawet jeśli mają dzieci - zaangażowanie w wolontariat i inicjatywy społeczne (mam wrażenie, że ludzie w USA chętniej angażują się w pomoc innym) - polskie kościoły (ale ja ogólnie bardzo lubię polskie kościoły na emigracji, to takie ośrodki polskości i życia społecznego, nazywam je "mała Polska") - ilość polskich sklepów (w Chicago). Tu w Stuttgarcie mam tylko jeden, przeszło 1h jazdy ode mnie, także sami rozumiecie... - owoce egzotyczne! Awokado, mango, banany, papaje, ananasy, wszystko to jakoś inaczej smakuje, ma taki głęboki, wyrazisty smak - skoro o jedzeniu mowa, to wszystkie dziwne amerykański wynalazki jedzeniowe. i szeroka gama ciasteczek Oreo w porządnych, sporych opakowaniach. i moje ukochane miętowe M&M's, w Europie ciężko je dostać - relatywnie tanie amerykańskie linie lotnicze (w Europie rynek zaczyna być dominowany przez tanie linie lotnicze typu amerykański Spirit, a ja jednak lubię podróżować komfortowo. Amerykanie chyba też ;) ) - amerykańskie samochody i szerokie drogi - muzea (nauki i przyrody, dla dzieci, nawet historii) - Amerykanie robią fantastyczne ekspozycje naukowe - to, że USA jest tyle różnych powodów do świętowania i zabawy, często zaciągniętych z innych kultur (święto Św. Patryka, Halloween, Cinco de Mayo, 4th of July, Memorial Day) - Święto Dziękczynienia - idea samego święta (przypomina mi polskie Boże Narodzenie). No i ten Indyk! Jako nie-Amerykanka na pewno będę świętować! - Sezon jesienny (apple picking, pumpkin picking, ogromne labirynty z kukurydzy, wycinanie dyń na Halloween) - moja ulubiona pora roku, chyba się wybiorę w tym roku znowu - American Barbecue i ich zamiłowanie do grilla, steaków i burgerów. Każdy prawdziwy Amerykanin ma porządny grill w ogródku i odpala go co najmniej raz w miesiącu (najczęściej co tydzień ) - amerykańskie dinery, gdzie można zjeść pancakes na śniadanie. I same pancakes! Toć to genialny wynalazek jest! - otwartość i życzliwość ludzi, łatwość nawiązywania kontaktów - dekorowanie domów na święta (Boże narodzenie, Halloween, Dziękczynienie) - pięknie to wszystko wygląda, jak się spaceruje po typowych przedmieściach - duma Amerykanów z ich pochodzenia i zwyczaj wywieszania flagi przed domem - ilość rzeczy, które można sobie odpisać od podatku (wydaje mi się, że praktycznie wszystko) - wszelkie możliwe drive through (wciąż mnie to fascynuje, szczególnie na poczcie i w bankach ) - AMERYKAŃSKIE RODEA, TANIEC LINIOWY, MUZYKA COUNTRY!!! - Nowy Orlean i Waszyngton DC (piękne miejsca, chciałabym tam kiedyś wrócić ) Ach, starczy chyba tego, wyjdzie, że sama mam spaczone, nierealistyczne podejście do tego kraju
  23. 1 point
    Hej Valaya, bardzo mi przykro, że tak odebrałaś mój post. Wcale nie uważałam cię za kogoś bez wyobraźni i jestem bardzo daleka od zakładania tego, co ludzie myślą. Sama nie do końca czasem jestem pewna, co ja sama mam w głowie, więc kim jestem, żeby oceniać innych, tym bardziej ludzi z internetu? Moja wypowiedź odnośnie złudzeń i różowych okularów w sumie nie była skoncentrowana na tobie, raczej jest wynikiem obserwacji kilkunastu znajomych, którzy po przeprowadzce do nowego kraju (Niemcy, USA) przeżyli ogromne rozczarowanie i nie mogli się tam odnaleźć (ze względu na brak znajomych, różnice kulturowe, odmienny tok myślenia czy język) W swoim poprzednim poście chciałam podkreślić, że jest ogromna różnica między wyobrażeniem sobie czegoś (w tym wypadku: przeprowadzki za ocean), a osobistym doświadczeniem. Tak jak mówię - przeprowadzki, nawet wewnątrz kraju, czy Europie, to nie jest prosta sprawa. Ocean trochę to wszystko utrudnia, bo nie możesz się ot tak, zwyczajnie spakować w ciężarówkę i z całym dobytkiem jechać do dowolnego miejsca w Europie. Co więcej, przeprowadzka do kraju, z którego się wyemigrowało, wcale nie jest taka prosta. Ktoś, kto wyjechał z kraju miał ku temu powody, które nie dość, że nie znikną przy powrocie, to jeszcze się bardziej uwypuklą. Mieszkanie za granicą poszerza horyzonty (nieważne, jak sztampowe i oklepane to stwierdzenie się wydaje, tak rzeczywiście jest) i powrót (czy też raczej próba powrotu) do twojego starego życia już cię po prostu nie zadowala. Mimo, że wracasz do tego, co teoretycznie znasz, okazuje się, że przez czas twojego bycia na obczyźnie wszystko (przede wszystkim ludzie!) się pozmieniało. To wszytko powoduje jeszcze większe zagubienie niż przeprowadzka do nowego miejsca, mówię na podstawie własnych doświadczeń Koszty finansowe to jedno, dochodzi jeszcze aspekt społeczny/towarzyski, a przy nowym kraju również szok kulturowy - nowe obyczaje i najczęściej nowy język (nie ważne jak dobrze go umiesz, nigdy nie będziesz w stanie wyrazić się w nim tak dobrze i sprawnie jak w ojczystym). Nieistotne, jak dużo wie się o jakimś miejscu przed faktyczną przeprowadzką, tego szoku i poczucia wyobcowania nie da się uniknąć, i tylko od twoich zdolności adaptacyjnych zależy, jak szybko sobie z nim poradzisz. U mnie przebiega to w miarę szybko, i zwykle po roku traktuję nowe miejsce jak dom, niektórzy potrzebują więcej czasu. Mówi się, że 3 lata to taka górna granica, żeby się w pełni przyzwyczaić do nowego miejsca i ja tyle też zalecam. Jeśli po 3 latach nie czujesz się w danym mieście/kraju jak u siebie, to czas, żeby poszukać sobie nowego miejsca na ziemi, w którym się odnajdziesz. W USA w sumie to proste, bo zmieniasz tylko stan i bam! od razu nowa przyroda, klimat, mentalność, jakoś szybciej to wszystko idzie Megan może i ostatnio częściej narzekała (nie wiem, nie zaobserwowałam tego), ale myślę, że to po prostu naturalna konsekwencja utraty pewnych złudzeń, z którymi mogła przyjechać do Ameryki. Dałabym jej jeszcze rok i myślę, że jej się poprawi i zaadaptuje trochę bardziej amerykański styl Ja myślę, że nie ważne gdzie - USA czy Europa, trzeba bardzo dużo determinacji w obydwu miejscach, żeby się wybić z konkretnego środowiska. Znam sporo osób tu i tu i według mnie wszystko sprowadza się do człowieka i tego, jakie ma ambicje. Przecież ktoś ze wsi, ubogiego domu w Polsce, gdzie ledwo na jedzenie starcza, będzie miał takie same problemy, by pójść na studia w Warszawie jak przeciętny Amerykanin mieszkający w gettcie. Tu i tu łatwo nie będzie, konieczny będzie kredyt, dużo ciężkiej pracy i samozaparcia, by coś osiągnąć. Ale definitywnie można. I takich ludzi bardzo podziwiam, niech się im jak najlepiej wiedzie. (Moi osobiści idole!) A co do pani, która sprząta i przyprowadza córkę/wnuczkę. Podam ci pewne kalkulacje w odniesieniu do przedmieść Chicago na bazie przypadku, który znałam. Niech mnie ktoś skoryguje, jeśli stawki są zbyt odległe od średnich (te akurat były w dosyć dobrej dzielnicy, ok. 20-30 min od Chicago) Zakładając, że pani sprzątająca dostaje ok. 25-30$/h // 100$ za dom (ok. 3-4h sprzątania), przeciętnie w tygodniu (40h pracy) zarabia się ok. 1000$, a to są już całkiem niezłe pieniądze jak na amerykański rynek pracy. Jeśli porównać to do płacy minimalnej w USA (dla uproszczenia rachunków 10$/h, 400$ przy 40h tygodniu pracy), to naprawdę się nie dziwię, że ludzie wolą sprzątać niż mieć regularną pracę, tym bardziej jeśli nie mają studiów/konkretnego fachu w ręku. Po prostu bardziej to się opłaca. Ba, ludzie na etatach w biurach często nawet takich stawek nie mają.
  24. 1 point
    Nie wiem dokladnie ile kosztuja "normalne" studia - Ja w trybie online place $730 za 3-kredytowy przedmiot. W sumie to US Army placi za mnie poki co. Wyglada to tak, ze jeden przedmiot podzielony jest na 8 tygodni. Na kazdy tydzien masz wyznaczony przedzial pracy do zrobienia - pod koniec tygodnia wszystkie prace pisemne, etc musza byc przeslane na konto studenta/przedmiotu. Do tego cotygodniowe dyskusje z innymi studentami i nauczycielem, testy, materialy do czytania, etc. Srednio spedzam 3 - 5 godzin dziennie na prace szkolne. Ktos moglby powiedziec, ze studia online sa latwiejsze od "normalnych" - ale wedlug mnie wymagaja sporo dyscypliny. No i tez studia onlina sa troche potrzebnym krokiem - ludzie sa zabiegani, zapracowani, i nie kazdy ma czas siedziec caly dzien w klasie.
  25. 1 point
    Ja osobiście znam chłopaka który 2x został wylosowany (za 1 razem miał zbyt duży numer i po prostu nie starczyło dla niego), a za drugim udało mu się Dziękuję Ja już myślałem, że muszę wszystko w jakieś niedalekiej przyszłości przetłumaczyć - nawet znalazłem już tłumacza przysięgłego w Łodzi u siebie Jest już po północy, więc dziś na 11 umówiłem się w kancelarii w sprawie tej mojej karalności - ciekawe co z tego wyjdzie - co powiedzą ludzie którzy teoretycznie się na tym znają, ponieważ się ogłaszają, że mają wysoki procent wygranych spraw imigracyjnych. W sumie co bym nie usłyszał to nie będę kłamał we wniosku - napiszę wszystko i przetłumaczę papiery ze sprawy - jeżeli konsul będzie chciał mnie widzieć to wszystko mu przedstawię. Załatwiłem nawet sobie u swojego byłego pracodawcy "opinię o mnie" (oczywiście pozytywną), że jestem porządnym obywatelem itp - a nawet poprosiłem go o porozmawianie z szefem oddziału firmy w Stanach, żeby też wystosowali jakieś pismo, że chętnie mnie zatrudnią jak już będę w Stanach - powiedział, że się postara coś wykombinować. Wiem, że może Was to śmieszyć, ale kurczę nie chcę stracić takiej szansy !
  26. 1 point
    https://www.gov.pl/web/usa/glosowanie-za-granica-w-wyborach-prezydenta-rp-w-2020-r Mozna sie juz zapisywac na glosowanie korespondencyjne
  27. 1 point
    Lubię USA za wiele rzeczy, które wymieniłaś. Dodałbym, że dodatkowo lubie je za: Dość łatwe metody podróżowania biznesowego (wiele połączeń miedzy hostami, łatwość zmian rezerwacyjnych, dużo bardziej elastyczniejsze bilety w taryfie ekonomicznej) Bliskość Hawajów (które uwielbiam w każdym aspekcie) Steki Inną kulturę pracy (szef cały czas mnie strofuje, że za mało czasu spędzam z rodziną i że mam z nimi więcej czasu siedzieć w domu) - w domu siedzę znacznie więcej niż identycznym stanowisku w tej samej korporacji w Europie Tanie bardzo dobre wina czerwone z Kalifornii, Parki Narodowe Zachodniego Wybrzeża, Możliwość pójścia w szortach i klapkach praktycznie wszędzie Życzliwą policję (raz policjant w Plymouth MA widząc, że jadę autem wypatrując powoli znaków w epoce przed GPSowej odeskortował mnie na lampach pod hotel, a drugi raz już po emigracji podarował mi mandat za speeding 57/30 bo powiedziałem, że nie widziałem znaku co było prawdą i mi uwierzył jak sprawdził, że mam "czystą" kartotekę) Życzliwe urzędy traktujące Ciebie jako osobę której chce się pomóc a nie jako petenta Ludzi wierzących na słowo Uśmiech i pozdrawianie na każdym kroku Politykę zwrotów w Costco Ekstremalną łatwość w finansowaniu (o ile masz credit score) Dumę Amerykan z własnej historii (krótkiej) i własnego państwa (W piątki jak zaprowadzam dziecko do szkoły i jest wspólne flag salut z "I pledge allegiance ..." albo jak dowolny mecz ligi podwórkowo / szkolno / osiedlowej ropoczyna się od hymnu to zawsze jestem pełen szacunku i podziwu) Szerokie drogi Za to, że mieszkam w takim miejscu gdzie zimą rano mogę pojeździć na nartach, w południe zrobić hike na pustyni a wieczorem pójść posurfować i to wszystko tego samego dnia - CA da się kochać!
  28. 1 point
    A poniewaz moje ostatnie wpisy moga byc negatwne o USA, oto lista tego co mi sie tu PODOBA. Nie w jakiejkolwiek kolejce, po prostu to co mi wpada do glowy, pijac dosyc mocnego drinka (gin, tonic, lime.) * Przyjemnosc ludzi. Kultura pozdrawiania, usmiechu, mowieniu "hi." * Generalnie, ludzie tu ufaja innym. W przeciagu paru tygodni po przeprowadce do nowej dzielnicy, wymienilam sie kluczami z sasiadami. Tak w razie czego. * W porownaniu do europejczykow, Amerykanie mniej oceniaja innych pod kontem zachowania sie, ubrania, politycznego wyznania (chyba ze eksremalnego) a napewno religijnego * Roznorodnosc rasowa, kultury, kuchni, zwyczajow. * Roznorodnosc przyrody. Oceany, jeziora, rzeki, wielkie miasta, pustynia, kanyony. Jest tu cos do zwiedzania. * Dynamizm. Optymizm. Nawet jezeli europejczykom to sie wydaje naiwne i dziecinne. * Bluesy. Jazz. Rock. Jeans. Baseball'owki. * Lekarze ktorzy szanuja pacjentow i ich rodziny.Jest tu inne podejscie -- lepsze, milsze, grzeczniejsze - lekarz vs. pacjent. * Feministki. "Do meza: 'Girls night out, sorry. Ty ugotuj obiad, poloz dzieci, sprzatnij." * Sklonnosci spoleczenstwa do zmian, nawet radykalnych. To oczywiscie nie zawsze idzie mi na reke. Ale chyba jest lepiej byc flexible. * W porownaniu do Europy/Azji/Am Lacinskiej, slaby class system. * Szkolnictwo. Wiem, wiem, nizszy poziom ale... system jest bardziej ludzki i bardziej wyrozumialy dla nie-geniuszow. Dobra, a teraz, zapraszam Was na wpisanie rzeczy ktore lubicie w USA. Prosze unikac polityki bo to zaraz zepsuje atmosfere i zabawe.
  29. 1 point
    Ja również wylosowalam ale co z tego jak mój numer to 38*** 5 minut radości a później po zobaczeniu numeru smutek :/
  30. 1 point
    Dobra żona to najlepsza inwestycja mądrego faceta. Najlepsza, zaraz obok zdrowia i nieruchomości
  31. 1 point
    Jak widać w tym losowaniu opłacało się mieć żonę Gratulacje!
  32. 1 point
    Gratuluję żonie A z pozostałymi Forumowiczami witam się i łączę w bólu - z mojej strony 2x nie, trzeci raz. Forum podczytuję od kilku lat, głównie oczywiście w czasie składania wniosków i sprawdzania wyników, ale pomyślałam że w końcu i ja dołożę się do statystyki. Trzymam kciuki za wszystkich, którzy jeszcze sprawdzają
  33. 1 point
    rodowici amerykanie widzieli w zyciu 2 stany i dokument o Włoszech, ale sa pierwsi do pakowania walizek zapraszam do PL, zobaczymy jak sobie tutaj poradza
×
×
  • Create New...