Jump to content

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 07/21/2019 in all areas

  1. 9 points
    Cześć, Razem z żona zawdzięczamy temu forum i jego użytkownikom sporo wiedzy, więc chcielibyśmy też się nieco podzielić z wami naszymi doświadczeniami. W Stanach jesteśmy już pół roku, czy żałujemy? Absolutnie nie! Początek nie był taki wymarzony. Nie wszystko szło po naszej myśli, a ogarniecie się w nowym miejscu i sytuacji zajęło nam ok 2 miesięcy. Jeśli też myślicie nad tym czy jechać to pewno zastanawiają was koszty. Poniżej wrzucam nasze wydatki poniesione przed wyjazdem i kilka pierwszych tygodni po przylocie. Jeżeli ktoś zastanawia się jak wygląda sprawa szybkiego wzięcia ślubu i dołączenia drugiej osoby do wniosku, zabrania ze sobą pieska, poszukiwania i wynajmu mieszkania, kupna i rejestracji samochodu lub jak załatwić amerykański numer z całkiem dobrą ofertą jeszcze w Polsce to śmiało piszcie. Opowiemy to wszystko z naszej perspektywy. PS. jako ciekawostkę na temat szukania pracy, mogę powiedzieć że zdarzają nam się telefony 4 miesiące po wysłaniu CV Urządzenie mieszkania po studencku, ale mniej więcej pokazuje koszty poniesione na dwie osoby PS2. Jak by ktoś myślał na Texasem albo był w Austin to zapraszamy na piwko
  2. 6 points
    Tak na marginesie - jest jeden aspekt o którym się nie wspomina rozważając koszty życia - otóż różni ludzie mają różne podejście do pieniądza. W Ameryce jest powszechne (przynajmniej z tego co widzę wokół siebie u przeciętnych ludzi) życie bardzo konsumpcyjne, przejadanie na bieżąco wszystkiego co się ma na wygodne życie i fajne gadżety typu super samochód. 5 kart kredytowych i życie od pierwszego do pierwszego. Wtedy faktycznie taka osoba z mniejsza pensja może uznać że żyje na poziomie bo „na wszystko ją stać”. Ja np z mężem mam inne podejście, staramy się jak najwiecej odkładać, co najmniej polowe zarobków - żeby mieć zabezpieczenie na przyszłość, na studia dla dzieci, na wczesna emeryturę itp. Wiec ten sam próg zarobków będzie dla nas nie do zaakceptowania i na wiele rzeczy uważamy że nas nie stać i sobie odpuszczamy. Ten aspekt wg mnie zniekształca mocno wszelkie porównania „czy można spoko żyć i za ile”, bo każdy m inną definicje tego co to znaczy „dostatnie życie” i co to znaczy „wegetacja od 1 do 1go”.
  3. 3 points
    Uwazam, ze w ogolnym rozrachunku przeprowadzka na stale do USA byla dobrym rozwiazaniem dla mnie osobiscie, i wierze, ze dla mojej rodziny rowniez. Przylatywalem do USA od polowy lat 90-tych (dzieciak jeszcze), by nie stracic Zielonej Karty. Obecnie my w przedziale 35-40. Na stale przylecialem w 2010 roku (mozna sie klocic, ze 2011 gdyz na moment wylecialem jeszcze pod koniec 2010). Prawie cala rodzina, ktora byla wowczas w USA wrocila do Polski w 2007 lub 2008, wiec tak jakbym sie ze wszystkimi minal:P Zona i corka dolaczyly do mnie w 2013. W skrocie najwieksze plusy: - nigdy bym nie projektowal takich budowli w Polsce jak tutaj robilem (pewnie bym ugrzazl na uczelni i wylali by mnie obecnie za seksistowskie i rasistowekie komentarze, a tutaj praca co najwyzej wysyla mnie na kurs 'dobrego zachowania/sensitivity training' i dalej cenia moja umiejetnosci + pokatnie przyznaja racje), - dzieci by nie widzialy tyle ile juz zwiedzilismy w USA i jeszcze sporo przed nami (realne plany), - prawdopodobnie nie zarabialbym pieniedzy by zyc na podobnym standardzie w PL jak mam tutaj, - zona musialaby raczej pojsc do pracy w Polsce, - nie musze widziec tesciow, rodziny, etc co kazdy tydzien i sie zastanawiac czy w ta niedziele mam byc u swojej mamusi, czy mamusi zony. Mam dosyc duza swobode w gospodarowaniu czasem, nie za bardzo wiem, kiedy siostra zony ma urodziny, kiedy jej dzieci etc. Nie musze zyc problemami nawet teoretycznie bliskich, ktorym rozbil sie wlasnie ostatni samochod, bank przejal mieszkanie albo sie rozwodza, - zycie tutaj daje o wiele wieksze mozliwosci moim dzieciom na przyszlosc (studia, praca, kontakty), - prawdopodobnie mam tutaj mniej stresu niz mialbym w pl. Sa tez minusy: - w przypadku czegokolwiek powaznego jestesmy zdani bardzo sami na siebie. 2 doroslych + 2 dzieci, ja nawet za bardzo nie mam kogo podac jako kontakt 'na wszelki wypadek', gdybysmy na przyklad mieli wszyscy powazny wypadek samochodowy, - chcialoby sie czasami podrzucic dzieci do dziadkow lub kogokolwiek kto je kocha/toleruje, choc na pare godzin. XMas dinner w pracy jest wydarzeniem gdzie wiekszosc przychodzi tylko z zonami, a ja jedyny z zona i dziecmi, - troche czasami 2-3 przyjaciol szkoda z Polski. Wciaz mamy kontakt, ale to nie to samo, nawet gdy jest chrzestnym mojej corki. Tutaj jak juz sie udalo zadzierzgnac jakos przyjazn, to wkrotce sie wyprowadzilismy 1,300 mil dalej i przez ponad dwa lata nie mozemy znalezc wspolnego terminu/miejsca by sie znow spotkac, - zona mialaby w Polsce wiecej mozliwosci by wyjsc z domu (chociazby nawet te spotkania z rodzina, co mnie do nich nie ciagnie) - ogolnie ma problemy z nawiazywaniem znajomosci (jak to ona mowi, w pl bylo jej ciezko z tym, a tutaj jeszcze ciezej), - dzieci nie maja obrazu rodziny w ktorej sa jacys wujkowie, ciocie, babcie, kuzyni etc. Niby to wszystko istnieje, ale tylko na papierze (daleko). Odwiedziny (obojetny kierunek) nie rozwiazuja tego problemu. Nie wiem jeszcze jak, ale podejrzewam ze wplynie to na ich pozniejsze relacje rodzinne i towarzyskie, - zona mowi, ze przez to iz sie juz przeprowadzilismy kilka razy (wro-nyc, nyc-IA, IA-ND) to zwlaszcza starsza corka (ktora wszystko pamieta) bedzie uwazac, ze zycie jest proste i mozna w kazdej chwili wszystko rzucic i wyjechac daleko, zaczac prawie od nowa i jest zawsze tylko lepiej, - rodzina nigdzie nie czuje sie 'u siebie' lub 'jak w domu'. Wplywa to takze na moje lekkie podejscie do pracy, gdyz mam dokaldnie je skorelowane z niektorymi szefami tzn. 'nikt Cie tu na sile nie trzyma'. Nie mam w zadnym miejscu gdzie zyje grobu do odwiedzenia, przyjaciol do porzucenia, wielkich wspomnien do zapomnienia. Nie tu sie calowalem pierwszy raz, nie tu pierwszy raz smialem sie do lez, etc. Podsumowujac, gdybym mial zrobic piramide naszych potrzeb i upodoban, to bym powiedzial, ze te podstawowe i najwyzsze sa duzo lepiej zaspokajane w USA (2-3 krotnie lepiej), natomiast te sredniego rzedu sa na lekko nizszym lub porownywalnym poziomie. Zwlaszcza zona przechodzi (wciaz, choc juz lepiej) ciezko rozlake z rodzina, a ja jestem jedynak i bardzo slabo zwiazany z rodzina. Zyjac w Polsce Europe zwiedzilem prawie cala na zachod od Bugu i poludnie od Tatr (oprocz wysp brytyjskich i skandynawii) i choc bylem wowczas mlodszy, to lepiej/latwiej wyobrazam sobie siebie zyjacego w USA czy Kanadzie niz gdziekolwiek tam. Gdybym mial podjac raz jeszcze decyzje o wylocie z Polski, bez wzgledu na to czy wiedzac co sie wydarzy od 2010 do teraz, czy nie wiedzac, to wciaz bym podjal taka sama. Nie jest zle, i oby tak bylo w przyszlosci.
  4. 3 points
    Czasem nawet latwiej niz komus po byle jakich studiach z awersja do fizycznej pracy. Fakt, nielegalny pobyt I praca na czarno jest bez sensu.
  5. 2 points
    Gdy wyczytuja moje nazwisko gdziekolwiek i czytajacy sie opluje wiem ze wołają wlasnie mnie.
  6. 2 points
    No dokladnie tak bylo. Mimo ze mi sie nic nie stalo to przezywalam bo zamieszanie sie zrobilo wokol tak naprawde niczego. Dziekuje due date mam na 18 stycznia, czuje sie juz dobrze ale mam niestety hustawki nastrojow i bardzo latwo mnie doprowadzic do placzu praktycznie bez powodu sama nie ogarniam tego czasami. W ostatnim czasie dodatkowo mam goracy okres w pracy i sporo innych rzeczy mi sie zwalilo na glowe z ktorymi zostalam sama bo maz wyjechal na kontrakt I wraca dopiero za miesiac. Ale jesli chodzi o dzidzie to sie rozwija okej, prenatalne wyszly idealnie a lekarke mam taka spoko ze mowi mi tylko tyle ile powinnam wiedziec i dzieki temu jestem o wiele spokojniejsza i ufam jej a nie ze wszystko musze wiedziec i zawsze jestem najmadrzejsza bo ja tak zwykle mam ze jestem mega upierdliwa a tu udalo sie lekarce mnie okielznac I jakos tak ta ciaza przebiega spokojnie, staram sie bez powodu nie panikowac. Ale jak to w zyciu nie moze byc za pieknie i wlasnie takie kwiatki jak ta stluczka mi psuja moj swiety spokoj doslownie ciagle sie cos dzieje, jak jedno sie skonczy to zaraz cos innego. No coz, dorosle zycie, chcialam to mam Sent from my iPhone using Tapatalk
  7. 2 points
    Jakby się kto pytał, gotowe. Po lewej peanut butter. W moim sklepie dla biednych imigrantów nie było almond butter i musiałem do Safeway na drugą stronę ulicy się fatygowac a efekt na prawym talerzu.
  8. 2 points
    Pierwszy raz się zafatyguję i dam tu komuś minusa, ale to jest szokuący i okropny wpis, zwłaszcza, ze wygląda na to, ze jest szczery. To nie jest "prawie wstyd się przyznac"... to jest po prostu "WSTYD". P.S. Terminu "Białoruś Zachodnia" przed wojną uzywało się tylko w KPP, i w Związku Sowieckim, i to tez nie często. Do powszechnej świadomości wszedł on dopiero po pakcie Ribbentrop-Molotov i upowszechnił się w czasach najczarniejszej okupacji sowieckiej lat 1939-41. Zatem proszę go nie wiązac z określeniem "międzywojnie", które generalnie ma w Polsce pozytywne konotacje, i - o ile czyimiś przodkami nie byli sowieccy agenci w II RP - nie ma absolutnie nic wspólnego ze wspomnianą "Białorusią Zachodnią"...
  9. 2 points
    To ja jeszcze podrzucę przepis bardzo "kawalerski" z moich ukochanych mojewypieki.com 280g masła orzechowego 1 duże jajo 1/3 szklanki cukru. Zmiksować aż masa będzie "do lepienia" (kitchen aidem jakoś minutę dwie), lepić kulki wielkości orzecha włoskiego (powinno wyjść koło 15). Rozpłaszczyc widelcem. Piekarnik 180C, 12 minut albo minutkę dwie dłużej aż będą rumiane. Robi się doslownie 5 minut, a mój syn uwielbia. Pełny opis tu: https://www.mojewypieki.com/przepis/proste-ciastka-orzechowe
  10. 2 points
    Bo Amerykanie spodziewajacy sie dziecka wyprowadzaja sie do uroczego domku na suburbiach, a nie gniezdza sie w blokach. Tutaj kazda para albo juz ma gromadke, albo wlasnie zabiera sie za produkcje nowego pokolenia... Ciezko jest mi uwierzyc, ze w wielomilionowym miescie, stolicy hipsterki i "slonecznej" kalifornii masz problem ze znalezieniem knajp/sklepow, ktore serwuja zdrowa zywnosc. Ja mieszkam po srodku niczego, otoczony morzem kukurydzy, w malej pipidowie i co druga knajpa sprzedaje chwasty, gotowane warzywa i inne swinstwo. Wszystko vege, organic i carbon-neutral. Czlowiek sie musi zdrowo nachodzic zanim znajdzie porzadna spelune, gdzie serwuja kawal krowy i frytki polane pysznym gravy zatykajacym tetnice - czyli pozywienie dla normalnych ludzi...
  11. 2 points
    Ciupagowo mnie nie interesuje, nie znosze tego lotniska. Mogliby do Seattle albo chociaz SFO. Dalbym zarobic.
  12. 2 points
    O kurde! A jest jakies miejsce na Ziemi, gdzie jest to "oplacalna inwestycja"??
  13. 2 points
    No jak to? A dozgonna wdziecznosc beneficjenta?
  14. 2 points
    No to jak B1/B2 to panszczyzna, to co Ty powiesz na zielona karte?! Kaza meldowac kazda zmiane adresu jak za komuny, pobieraja haracz przez zbojecki irs, kwiat mlodziezy wysylaja gdzies na kraniec Swiata na pewna smierc tylko po to zeby cene benzyny utrzymac. A jak juz Cie do cna wycyckaja, to na koniec moga stwierdzic, ze sie niemoralnie prowadzisz i odeslac do domu w skarpetkach... Ja bym powaznie rozwazyl czy jest sens kontynuowac proces DV w tym wypadku.
  15. 2 points
    A moj kolega, contactor taka ma klasyfikacje wysokosci zarobkow: 1/ doctor 2/ lojer 3/ plamer Pisownia oryginalna. Inny kolega, ktory juz zakonczyl kariere contractora-hydraulika ma tyle nieruchomosci ze sam nie pamieta. W Oregonie dwa domy, jeden na wynajm, drugi wielki z basenem. Ziemia w Arizonie. Kupil domy swoim dzieciom (2) a zonie, gdy przechodzil na emeryture, nowiuskiego, wypasionego Lexusa za gotowke. Fakt, praca nielekka, zwlaszcza gdy sie jest wlascicielem I trzeba miec kiepele ale nie slyszalem zeby ktorys ze znajomych kontraktorow narzekal na brak zlecen. Wrecz przeciwnie, w ubieglym roku wymienialem okna, dopiero kumpli udalo mi sie namowic. Przyjechali we trzech, skasowali po $400 kazdy za 6 godzin pracy i pojechali. Fakt, zrobili solidnie, gdy wrocilem z pracy nie bylo sladu roboty, pozamiatane, odkurzone. W tym roku robilem dach, dopiero trzecia firma laskawie wziela zlecenie. No, ale wszyscy wola dostac skrzywienia kredoslupa przy klawiaturze.
  16. 2 points
    jezeli jestes pracowitym czlowiekiem i w jakis sposob znajdziesz sie w usa legalnie to zarobisz na swoje nawet i z podstawowym wyksztalceniem. odradzam kombinowania nielegalnego i pracy u rodakow...popsujesz sobie zycie.
  17. 1 point
    Widzialem w zyciu takie Tereski i Andrzejkow, co na Manhattanie byli 10 razy w zyciu podczas 10 lat pobytu na Greenpoint. Z tego dwa razy z konbieta z agencji, by paszport odnowic w konsulacie. W sumie czesto dobrzy i prostolinijni ludzie, ale swiat im sie zamknal w jednej dzielnicy i wszystko tam mieli co im do zycia potrzebne. Jak cos trzeba bylo zalatwic to lecieli 'do Agencji', karty do telefonow (wowczas bylo popularne) to dziesiatkami kupowali i tak zyli latami. Ciuchy tylko w jendym sklepie lub dwoch, oczywiscie wzdluz Manhattan Ave. Chinczyk bylu nich od swieta (wydac trzeba bylo), myli sie w sobote wieczorem. Bog mi swiadkiem, ze takie przypadki spotkalem w zyciu. Wielu z nich na starosc potem wyjezdzalo do Polski, niestety nie wiem jak sie ich losy toczyly. Bilet lotniczy to tylko 'w agencji', pieniadze to tylko 'w PSFCU'. I to z kazdego zakatka wschodniej polski. Jak juz sie ktos trafil ze slaska, poznania, szczecina - jakbys od razu mogl go z daleka na ulicy poznac. Nie wiem skad sie to bralo. Jak juz pisalem, do Rzeszowa nic nie mam - jakos mnie tolerowali, ale tych z Podlasia to trzymaj Boze ode mnie z daleka.
  18. 1 point
    nie nie, nie z greenpointu. Wiem natomiast duzo, bardzo duzo: kto przyjezdza, po co przyjezdza, skad przyjezdza. a do Pyzy zes chodzil ? podobno kazda stodola w lomzy jest pobudowana za amerykanskie dolary. Temat pracy i przyjezdnych ludzi, ktorzy pracuja w polonijnych pseudo firemkach remontowych to jest rzecz do otworzenia w nowym temacie.
  19. 1 point
    Megan, to co napisalas jest bardzo istotne.
  20. 1 point
    @Invictus95 tak w ogóle to pytasz obcych ludzi na forum, a masz najlepsze źródło pod nosem. Zaproś teściów na szczerą rozmowę i zapytaj jak prowadzi się biznes stolarski, co by zrobili lepiej jakby mieli to robić jeszcze raz, czego mieli więcej i lepiej w porównaniu do życia w PL (takie rzeczy jak poziom szkół, dostęp do opieki zdrowotnej, ile razy wyjeżdżali na wakacje, jak często zmieniali samochód) i czy coś wypadało na minus w porównaniu z PL. Ile faktycznie zarabiali, ile szło na życie, ile mogli oszczędzać, jak zmieniły się USA porównując moment, kiedy przyjechali, a kiedy wyjeżdzali. Potem podziel wszystkie te opowieści przez dwa i załóż to jako czarny scenariusz. No i zapytaj jakie były prawdziwe powody powrotu.
  21. 1 point
    Moja dwojka: dziecko #1 Piatek, 13go.... dziecko #2 The Ides of March
  22. 1 point
    Andy, Ty juz od conajmniej 8 lat sie zabierasz
  23. 1 point
    Nie mam na poparcie tego zadnego linka, ale IMO wszystkie wizy nieimigracyjne, ktore masz w paszporcie, w momencie otrzymania wizy imigracyjnej, zostaja uniewaznione (cancelled without prejudice - CWOP). Czasem laskawie przybija stepelek CWOP, a czasem nie, ale na granicy IO pewnie bedzie je widzial jako anulowane. Z VWP jezeli masz drugi paszport nie mam pojecia, ale w teorii powinni Cie i tak odnalezc w systemie po danych biometrycznych. Zeby sie potem przypadkiem nie okazalo, ze przekraczajac granice na NIV/VWP rezygnujesz z wizy imigracyjnej... Po co ryzykowac?
  24. 1 point
    Andy, jak smakowo? Ktory lepszy?
  25. 1 point
    Komus sie cos omsklo. Sa oficjalne daty: https://wybory.gov.pl/sejmsenat2019/pl/kalendarz do 10 października 2019 r. zgłaszanie przez wyborców przebywających za granicą wniosków o wpisanie do spisu wyborców w obwodach głosowania utworzonych za granicą Czyli do 3 *dni* przed wyborami, a obwody na 3 tygodnie przed: do 23 września 2019 r.* podanie do wiadomości publicznej informacji o numerach i granicach obwodów głosowania utworzonych za granicą oraz siedzibach obwodowych komisji wyborczych
  26. 1 point
    Jak widzisz jest to mozliwe. Zawsze bylem rebel i niech juz tak zostanie. ....Aż wstałem i poszedłem zobaczyć, znalazłem tylko słoiczek nutelli kupiony chyba ze dwa lata temu.
  27. 1 point
    Ktoś te futbolowe drużyny musi utrzymywać.
  28. 1 point
    LOL. Ja Ci tak odpowiem: To oczywiscie zadne mecyje, zwykly USDA Choice New York Strip. Ostatni znajomy z Polski, ktory jadl u nas steka plakal. Powiedzial ze zrujnowalismy mu wolowine, bo nigdzie w Polsce takiej nie dostanie. Dzis na obiad bedzie picanha.
  29. 1 point
  30. 1 point
    No i jeszcze jeden, chyba najłatwiejszy. Można nie zdejmować pierscionkow. Wszystko mixerem. @mola @katlia Ciasto pod owoce Ciasto: 40 dag mąki 25 dag cukru 25 dag margaryny 6 jajek 1 szklanka mleka 1 proszek do pieczenia 1 cukier waniliowy Margarynę rozcieramy z cukrem dodając po jednym żółtku i po łyżce mąki z proszkiem oraz mleko. Dodajemy cukier waniliowy i zapach, a na koniec sztywno ubitą pianę. Wykładamy ciasto na blachę, układamy owoce. Pieczemy w temp. 180C ok. 40 minut.
  31. 1 point
    @mola @katlia To pierwszy przepis: 2,5 sticky masla; 300 g cukru; 650 g maki; 20 g proszku do pieczenia; 4 jaja; 250 ml mleka. Utrzec maslo z cukrem dodac make z proszkiem i zagniesc reka, odlozyc szklanke tego ciasta na kruszonke. Ubic osobno jajka z mlekiem dodac do pierwszej czesci ciasta i wymieszac. Ulozyc owoce a z wierzchu posypac odlozona wczesniej kruszonka. Piec w temp 350F (180C) ok. 35-40 minut.
  32. 1 point
    Ale kotlet z mizeria to smazenina przeciez ;-) Ja ostatnio bylem w WAW kilka dni i w Warszawie to serio chyba latwiej dobrze i zdrowo zjesc niz w przecietnym amerykanskim miescie. Restauracji jest setki i jakosc bardzo dobra. A amerykanska znajoma mieszkajaca tamze zaciagnela mnie do Mokotowskiego Baru Mlecznego (tak a'propos polskiego jedzenia) - w srodku pelno ludzi, jedzenie bardzo dobre - wlaczajac kotleta z mizeria...
  33. 1 point
    No Megan, jezeli w weekendowye wypady w Kaliforni tylko znajdujesz ohydna kuchnie, to sytuacja jest faktycznie hopeless. Czas na przeprowadzke do NYC albo powrot do Polski.
  34. 1 point
    Tak czułam, że wkładam kij w mrowisko nie wypowiadam na temat NYC (tam akurat na jedzenie nie narzekałam bo wybór był ogromny), dzielę się tylko moimi odczuciami z miejsca gdzie żyje teraz a widzę że chyba żyje w jakiejś alternatywnej rzeczywistości niż wy, bo ja nie widzę tego wspaniałego jedzenia w Bayu. Restauracje michelina pominę, bo nie stać mnie na chodzenie do nich, sour dough to tez jest porażka moim zdaniem. Tzn jest ok, ale bez szału. Plus ja jadam tylko pełnoziarniste chleby a tych wybór tutaj jest bardzo kiepski, najlepsze co znalazłam i czego się trzymam to wholewheat bread z Trader Joe’s bo ma dobry skład i smak. I owszem, nie jestem jakąś mega koneserką dobrego jedzenia i nie spędzam za dużo czasu na szukaniu świetnych restauracji. Żyje sobie w okolicach Fremont, gdzie mieszkają prawie wyłącznie Hindusi i Chińczycy, pełno jest tu wiec ichniejszych restauracji ale nie lubię ani jednej ani drugiej kuchni - a przynajmniej już mi się przejadła. Poza tym są same fast foody i restauracje które serwują wyłącznie ciężkie tluste amerykańskie smazeniny... A to co mi przeszkadza najbardziej to jest to że w weekend jak gdzieś sobie jedziemy w jakieś fajne miejsce (a w Kaliforni zawsze jest pogoda, zawsze jest coś fajnego do robienia, a to plaza, a to góry, a to jakiś festival w plenerze) i chcemy na spontanie zjesc coś w trasie to nie ma co - są tylko tluste smazeniny, mięsa, frytki itp... ohyda. W PL zawsze się trafi przy drodze jakaś gospoda gdzie można zjesc żurek czy pierogi albo kotleta z mizerią... chyba tego właśnie mi brak. Wiem, że to kwestia indywidualnych upodobań i nie twierdze że wyrażam tu jakieś obiektywne opinie o Ameryce bo tak nie jest. Po prostu mam smaka na polski rozgotowany obiad i musiałam się wyżalić w niedziele mamy w planie odwiedzić „Cafe Europa” w SF - polską restauracje z pierogami, zrazikami itp... oby mnie nie rozczarowali bo już cały tydzień tylko o tym żarciu myśle (chyba mam typowe zachcianki kobiety w ciąży) A co do polskich sklepów - to ja znalazłam tylko jeden w SF (Seakor Deli) i owszem wszystko co tam sprzedają jest super, ale jest on mega daleko i tylko jeden
  35. 1 point
    With all due respect idzcie sobie spamowac inny watek
  36. 1 point
    Witamy w Ohio! Ja mieszkam obecnie w Sandusky, ale myslimy nad przeprowadzką bliżej Cleveland lub Columbus.
  37. 1 point
    Sam mam wizę B1/B2 od 5 lat, w tym czasie byłem w USA 2 razy na wakacjach, ale odpowiedź po co zależy mi na zniesieniu obowiązku wizowego jest prosta: 160 USD x 4 członków rodziny = 2430 zł wycieczka do Warszawy (paliwo + autostrada) = 400 zł Dzień urlopu na to poświęcony - bezcenny Naprawdę wolałbym te pieniądze przepierdzielić na dzieciaki w disneylandzie będąc już na miejscu i pobyć w USA dzień dłużej, niż wyrzucać w błoto bo tym jest dla mnie opłata wizowa. Oczywiście zaraz posypią się komentarze w stylu - nie stać Cię na wizę, to na wakacje w USA tym bardziej, ale to nie chodzi o to na co mnie stać a na co nie. Zjeździłem pół świata i wakacje w USA były najdroższymi ever, ale uważam, że były warte tych pieniędzy, bo kraj ma naprawdę dużo do zaoferowania (jak tylko się wyjedzie z dużych miast które są obrzydliwe może z wyjątkiem SF). Ale nadal sposobów na wydanie 3000 zł w dużo przyjemniejszy sposób na miejscu (zasilając tym samym gospodarkę USA) mam co najmniej 1000. A z pewnością wiele osób z wakacji w USA zrezygnuje, bo jak zaczną liczyć koszty i wyjdzie im na to, że same wizy kosztują tyle co budżetowe wakacje w Chorwacji albo Bułgarii dla całej rodziny. I to jest powód, dla którego chciałbym, żeby obowiązek wizowy został zniesiony. Ratuje ich tylko to, że wiza mimo iż droga jest ważna 10 lat. W Rosji nie byłem nigdy mimo, że bym chciał, bo wkurza mnie sam fakt, że wiza mimo iż trochę tańsza jest jednorazowa a proces jej uzyskania bardziej skomplikowany.
  38. 1 point
    Jakoś słabo próbowaliście skoro Was nie poznałem.
  39. 1 point
    Latam sporo po USA na wizie L1 i jeszcze nigdy nie mialem dziwnej sytuacji na lotnisku. Nie widzialem tez nigdy urzednikow przy boardingu. Procedura wyglada tak, ze jak skanujesz boarding pass przed wejsciem do kontroli bezpieczenstwa to urzednik sprawdza twoja tozsamosc: pierwsza strone paszportu albo prawo jazdy. I z grubsza tyle. Niemniej jednak zawsze moga zapytac czy sprawdzic czy masz wize.
  40. 1 point
    Tutaj masz do wgladu liste dokumentow (i letter), ktory karina kazala nam wyslac i wlozyc do koperty dokladnie w takiej kolejnosci. Nie pamietam dokladnie z tymi badaniami, ale wydaje mi sie, ze mowila, ze nieiwele osob wysyla od razu, a to ponoc przyspiesza sprawe. Wiec zona zrobila od razu badania i nie czekala na info by je zrobic.
  41. 1 point
    Przecież w tabelce "final Action Dates" obecnie F2A wg bieżącego biuletynu jest Current (C), czyli wg https://www.uscis.gov/greencard/visa-availability-priority-dates można złożyć "concurrentnie" petycję I-130 jak i wniosek o AOS (I-485), przy składaniu wniosku o AOS można złożyć wniosek o EAD i AP. Oczekując na AOS jesteśmy legalnie w USA. Jedyne co trzeba będzie udowodnić, to że przekraczając granicę na wizie turystycznej nie planowało się tej operacji i że było to spontaniczne. Bo przekroczenie granicy na wizie turystycznej z zamiarem imigracyjnym jest przestępstwem. Jeśli się do tego "przyczepią" to wniosek o GC zostanie odrzucony. No chyba, że ja coś źle rozumiem.
  42. 1 point
    Malo tego, kaza sie przyznawac do kunt zagramanicznych, a jak nie to 5 lat w kiciu, czlowiek po pijaku jezdzic nie moze bo a nuz go deportuja, jak pieciolatek do panstwowego przedszkola pojdzie to potrzeba zgody dyrektora zeby z nim na wakacje w trakcie roku szkolnego pojechac. Komuna Panie, gorzej niz za Gomolki.
  43. 1 point
    https://www.google.ca/amp/s/wiadomosci.wp.pl/mosbacher-potwierdza-wizy-dla-polakow-zostana-zniesione-6407748303181441a%3famp=1
  44. 1 point
    Też nie moge sie doszukac w jakim czasie dadza jakies info, ale status wniosku jest ciagle widoczny na stronie po zalogowaniu. Ogólnie to polecam dzwonić do Kentucky, wszyscy pod telefonem są bardzo mili i pomocni.
  45. 1 point
    Puścili już zaproszenia. Właśnie dostałam
  46. 1 point
    Posiada - tyle ze ta wiedza jest trywialna do znalezienia a jej wyszukanie zajmuje kilka sekund... To przydatna umiejetnosc (szukanie informacji) jak chce sie byc konkurencyjnym na rynku pracy (taka wskazowka).
  47. 1 point
    Departament Stanu wprowadza zmiany dotyczące rejestracji w loterii wizowej. Od przyszlej edycji (chyba, ze bedzie jakis nieprzewidziany poslizg), do wypelnienia formularza zgloszeniowego bedzie potrzebny wazny paszport: [1] https://www.federalregister.gov/documents/2019/06/05/2019-11762/visas-diversity-immigrants
  48. 1 point
    Bezpłatny urlop to akurat żadna atrakcja wg mnie... a na macierzyńskim trochę boje się siedzieć w PL przez miesiąc bo co z ubezpieczeniem w razie czego? Dziecko NFZ pokryje, ale mnie? Plus nie zostawię męża ze starsza córka samego na miesiąc bo osiwieje... a co do maczingu to może i wszędzie jest ale mój jest wyjątkowo hojny - firma dokłada 1.25$ na każdy mój dolar Czy się bałam? Pewnie że tak. Nadal się boję. Ale no risk no fun z tymi warunkami pracy w PL to owszem, jest na pewno lepszy socjal, ale ja akurat po pierwsze jestem zaciętą kapitalistką i wyznaję pogląd, że każdy sam na swój los pracuje a nie że Ci bardziej ogarnięci łożą ze swoich podatków coraz więcej na nierobów i patologie (a tak jest teraz w PL). Ok, przyznaje że w USA trochę mi faja zmiękła i już zmieniłam perspektywę że jednak jakiś minimalny socjal (ale z umiarem!) powinien być - dlatego tez zdecydowaliśmy się zostać w Kalifornii, mimo że drogo i wysokie podatki. To jednak liberalizm połączony z rozsądnym socjalem który tu panuje sprawia że czuję się w końcu dobrze - vs PL w której dzięki PiSowi czułam się coraz bardziej okradana przez państwo... długo by gadać. Tak w skrócie podsumuje, że uważam że emigracja z PL do usa nie ma sensu o ile nie ma się jakichś silnych pozaekonomicznych powodów. U mnie były to powody polityczne, czystość powietrza, pogoda, mentalność społeczna - i wszystkie te powody nadal sprawiają że do Polski za nic bym nie wróciła. Ojoj... to faktycznie słabo w tym CT. Tu gdzie ja mieszkam w CA standardem jest 15dni na start, ja np po roku już mam 20, po 5 latach 25dni a po 10 latach 30dni. A są i tacy (całkiem sporo) którzy pracują ponad 15 lat i maja 35dni urlopu! Takim to dobrze... i oni faktycznie podróżują dużo.
  49. 1 point
    https://www.nytimes.com/interactive/2015/07/08/us/census-race-map.html?_r=0 Pod tym adresem masz mapę wszystkich większych miast stworzoną na podstawie spisu powszechnego, pokazuję ona procentowo które dzielnice są zamieszkane przez jaką rasę. Radzę unikać wam miejsc naznaczonych kolorem niebieskim.
  50. 1 point
    Czyli jak zwykle, wszedzie lepiej gdzie nas nie ma... A moze to nie z miejscem zamieszkania jest problem a z nami samymi?
×
×
  • Create New...