Jump to content

Leaderboard

Popular Content

Showing content with the highest reputation since 06/29/2015 in all areas

  1. W sobote zostalem rezydentem USA. Trwalo to troche - wygrana, ban, pozew i oczekiwanie... ale udalo sie. Lecialem z Meksyku gdzie bylem 3 miesiace. Zero problemow z boardingiem, na miejscu w Chicago calosc trwalo mniej niz 10 minut (chodz CBT w Chicago malo przyjemne). Zycze powodzenia dv2021 oraz dv2020 ktorzy nie dostali wizy we wrzesniu ~ szansa na wize nadal jest, nie traccie nadziei. Pozdrawiam I dzieki wszystkim za info ktore od Was otrzymalem na tym forum.
    13 points
  2. Pierwszy raz wysłane i 10 tka , a żona HAS NOT BEEN SELECTED You have been randomly selected for further processing in the Diversity Immigrant Visa Program for the fiscal year 2019 (October 1, 2018 to September 30, 2019). Selection does not guarantee that you will receive a visa because the number of applicants selected is greater than the number of visas available. Therefore, it is very important that you carefully follow instructions to increase your chances of possible visa issuance. The instructions are located on the Department of State website at http://www.dvselectee.state.gov. All DV applicants must use the online DS-260 Immigrant Visa and Alien Registration Application. Paper forms will not be accepted. Please print out this letter and take it with you to your visa interview. Your case will not be scheduled for an interview appointment until a visa number is available. If you are scheduled for an interview, you will receive a notification message at the e-mail address you provided when you submitted your initial application. If you need to contact the Kentucky Consular Center (KCC) about your case, you may write to KCCDV@state.gov. When writing to KCC, you must always include your name and case number as they appear below. You must also include your complete date of birth as stated on your original entry. You may call the Kentucky Consular Center at (+1) 606-526-7500 between 7:30am and 4:00pm EST.
    13 points
  3. Ogólnie kochani chciałam się pochwalić! W niedzielę 26.09, po zapewnieniu swojej mamie 2 nieprzespanych nocy, przybyło pół-Polaka, pół Meksykanina, wkrótce nowego rezydenta USA na naszym forum. Nasze małe szczęście (3860g, 54cm) urodziło się bardzo szybko i bez problemu, smacznie śpi i pozwala mamie na chwilę spokoju, żeby nadrobić zaległości na forum
    12 points
  4. Kiedyś się tu "chwaliłam" tym zdjęciem. W zyciu by mi do głowy nie przyszlo ze moj maly przybije piątkę z prezydentem
    12 points
  5. Cześć, Razem z żona zawdzięczamy temu forum i jego użytkownikom sporo wiedzy, więc chcielibyśmy też się nieco podzielić z wami naszymi doświadczeniami. W Stanach jesteśmy już pół roku, czy żałujemy? Absolutnie nie! Początek nie był taki wymarzony. Nie wszystko szło po naszej myśli, a ogarniecie się w nowym miejscu i sytuacji zajęło nam ok 2 miesięcy. Jeśli też myślicie nad tym czy jechać to pewno zastanawiają was koszty. Poniżej wrzucam nasze wydatki poniesione przed wyjazdem i kilka pierwszych tygodni po przylocie. Jeżeli ktoś zastanawia się jak wygląda sprawa szybkiego wzięcia ślubu i dołączenia drugiej osoby do wniosku, zabrania ze sobą pieska, poszukiwania i wynajmu mieszkania, kupna i rejestracji samochodu lub jak załatwić amerykański numer z całkiem dobrą ofertą jeszcze w Polsce to śmiało piszcie. Opowiemy to wszystko z naszej perspektywy. PS. jako ciekawostkę na temat szukania pracy, mogę powiedzieć że zdarzają nam się telefony 4 miesiące po wysłaniu CV Urządzenie mieszkania po studencku, ale mniej więcej pokazuje koszty poniesione na dwie osoby PS2. Jak by ktoś myślał na Texasem albo był w Austin to zapraszamy na piwko
    12 points
  6. Dalej w to nie wierzę... Ale zostałam wylosowana!!!! To było moje drugie podejście. Niestety CN dość wysoki bo 32xxx...
    12 points
  7. Witam, to może ja opowiem o podobnym dylemacie który miałam przez długie lata i wreszcie się wyleczyłam z niego a mianowicie. Pierwszy raz poleciałam do USA wiele wiele lat temu do najbliższej rodziny. Ameryka spodobała mi się tak bardzo że jak wróciłam do Polski to nie mogłam przestać o niej myśleć mimo że: miałam już swój dom nie na kredyt. Obije z mężem bardzo dobre prace i ustawione dobrze życie dwójkę dzieci. Postanowiliśmy mimo to starać się o zielone karty ( sponsorowanie rodzinne). Trwało to 12 lat. W tym czasie wiele razy jeszcze byliśmy w USA ale zawsze turystycznie bo stać nas było na to. W ciągu tych 12tu lat oboje z mężem dalej awansowaliśmy i polepszaliśmy swój standard w Polsce wiedząc że cały czas czekamy na `green Card. Po 12tu latach otrzymaliśmy wizy imigracyjne i docelowe otrzymanie GC. Wtedy się dopiero przestraszyliśmy czy faktycznie tam polecieć i wywrócić swoje życie do góry nogami ale się zdecydowaliśmy i polecieliśmy. Będąc jeszcze w Polsce wynajęliśmy mieszkanie aby z lotniska pojechać od razu do naszego mieszkania. Znaleźliśmy nawet pracę przez internet będąc w Polsce tak że dwa dni po przylocie do USA poszliśmy od razu do pracy. Polecieliśmy tam z myślą zostania na zawsze lub na wiele lat. W polsce zostawiliśmy swój piękny dom. I teraz puenta: musieliśmy tam polecieć na dłużej a nie na wakacje aby przekonać się co zostawiliśmy w Polsce a jak żyjemy tam. Mając tak dużo w Polsce nie jest łatwe zaczynać wszystko od podstaw ( kubki, garnki, sztućce, ręczniki, pościel, samochód itp itd). Strasznie dużo byłoby do opowiadania ale finał jest taki że po roku wróciliśmy do naszego kochanego domu w Polsce i wszystkiego co jest nasze własne. Tam abyśmy dorobili się tego co tu mamy potrzebowalibyśmy tylu samo lat. Uważam że bez sensu zaczynać wszystko od nowa. Lepiej cieszyć się tym co się już ma. Jedyne co było lepsze w USA to zarobki i życie bardzo tanie w stosunku do amerykańskich zarobków. Ale podatki, służba zdrowia, szkolnictwo są tam tak drogie że wolę tu wydać więcej na życie i być u siebie " kimś". Nigdy bym nie podjęła decyzji wyjeżdżając stąd bez wcześniejszych kilkunastu razy pobytu choć krótkiego tam bo i tak okazało się że bycie tam na wakacjach a życie tam na stałe różni się totalnie. Nie żałuję powrotu do Polski a do USA latam tylko na zakupy. Dlatego zanim podejmiecie decyzję o życiu tam porozmawiajcie z wieloma ludźmi. Nie ukrywam ameryka nadal jest dla mnie " magią" która mnie strasznie ciągnie. Ale cieszę się że mogę żyć w Polsce a tam tylko latać na chwilę.
    11 points
  8. Wiem, ze to zupelnie szalona idea, ale czy probowales przeczytac oficjalna instrukcje?
    11 points
  9. Chciałam powiedzieć, że od dzisiaj mamy w domu drugiego obywatela, a właściwie obywatelkę trzy i pół kilo nowej obywatelki
    10 points
  10. nie wierzyłem, że kiedyś tu napisze.. ale 4 raz i ..
    10 points
  11. Maz czuje sie lepiej! Po tygodniu w lozku. Od kilku dni nie ma temperatury, ale krecilo mu sie w glowie i byl obolaly. Z dnia na dzien czul sie lepiej mimo ze stracil smak i zapach (nawet kawy nie wywacha ) Dzisiaj wstal i wyszedl na deck na pol godziny poczuc slonce na twarzy. Czuje sie ogolnie dobrze. Woo-hoo !!
    10 points
  12. Przyszlam sie pochwalic moim kochanym forumowiczom ze wczoraj o 4:19am czasu central us po 26h walki zostalam po raz pierwszy mama baaaardzo duzego chlopca:) czujemy sie dobrze i pozdrawiamy wszystkich na forum:) nasza wirtualna rodzinka sie powiekszyla Sent from my iPhone using Tapatalk
    10 points
  13. Tak na marginesie - jest jeden aspekt o którym się nie wspomina rozważając koszty życia - otóż różni ludzie mają różne podejście do pieniądza. W Ameryce jest powszechne (przynajmniej z tego co widzę wokół siebie u przeciętnych ludzi) życie bardzo konsumpcyjne, przejadanie na bieżąco wszystkiego co się ma na wygodne życie i fajne gadżety typu super samochód. 5 kart kredytowych i życie od pierwszego do pierwszego. Wtedy faktycznie taka osoba z mniejsza pensja może uznać że żyje na poziomie bo „na wszystko ją stać”. Ja np z mężem mam inne podejście, staramy się jak najwiecej odkładać, co najmniej polowe zarobków - żeby mieć zabezpieczenie na przyszłość, na studia dla dzieci, na wczesna emeryturę itp. Wiec ten sam próg zarobków będzie dla nas nie do zaakceptowania i na wiele rzeczy uważamy że nas nie stać i sobie odpuszczamy. Ten aspekt wg mnie zniekształca mocno wszelkie porównania „czy można spoko żyć i za ile”, bo każdy m inną definicje tego co to znaczy „dostatnie życie” i co to znaczy „wegetacja od 1 do 1go”.
    10 points
  14. Dokładnie my z mężem, bez dzieci 61000 zlotych. Zacznijmy od mieszkania, fajnie jak do kogos lecisz, ale my nie mieliśmy nikogo, więc większy secure deposit+ jeden czynsz+ opłaty za rozpatrzenie aplikacji+ pies= 3500$ i to nie w dzielnicy jaka nam sie podobala, o nie, tylko tam gdzie nas zaakceptowali bez credit score i bez pracy. W jednym biurze wzieli nasza aplikacje, skosili po 250$ , poprosili wyciagi z konta( ja mowie, ze to beda wyciagi z polskiego konta, na co Pani ,ze ok niech beda, po czym zdziwiona zapytala, ze przecież my nie zarabialismy w dolarach) i odrzucili aplikację, mieszkaliśmy prawie miesiac w hotelu.Po drugie samochod, na Florydzie bez auta ani rusz, wiec kolejne kroki do komisow(wybralismy taka opcje, zeby nie komplikowac sobie życia,po prostu wybierasz auto i siedzisz w milym klimatyzowanym salonie i czekasz az wszystko załatwią za ciebie,nawet były ciasteczka i kawa, ale jakos zabrakło czerwonego dywanu,:)))auto z 2006, nie jakies nowe, na szybie 3400$, a wszystkiego razem z oplatami 5350$. Po trzecie ubezp. zdrowotne i tu sie zaczyna...bardzo milo, poniewaz opcji tysiace, a ty jako świezy emigrant i pomimo czytania o tym przed wyjazdem jesteś zielony, napisze krotko 800$ miesiecznie na dwie osoby. Napisze to, chociaz kazdy powinien to wiedziec, wykupujcie ubezpieczenie zdrowotne, bo jest dobrze , kiedy jest dobrze, ale nie jestesmy ze stali jak sie moze wydawać. Po czwarte drobne oplaty( pisze drobne, bo w porownaniu do tych pierwszych to drobnostki)typu komorki, najpierw MetroPCS 2× 50$ w tym byl pakiet rozmow do Polski 200 min. komorka i nielimtowane na stacjonarne w Pl, pozniej Verizon(lepszy zasieg) placimy 200$. My jestesmy bez dzieci, wiec oplat bylo mniej. I na koniec moje spostrzeżenie, że Ameryka to taki sam kraj , jak każdy inny, borykajacy sie z bezrobociem, bezdomnoscią, z publiczną sluzba zdrowia, z brakiem funduszy na publiczne drogi i wieloma innymi czynnikami tylko na wieksza skalę, bo Ameryka jako mocarstwo swoim terytorium jest wieksze.
    10 points
  15. Ostatnio na forum, w wątku dotyczącym loterii DV2018, rozgorzała dyskusja na temat kosztów życia w USA. Szczerze mówiąc zdziwiła mnie postawa niektórych uczestników loterii, którzy oburzali się, że życie tutaj nie nie zawsze jest tak idealne, jak im się mogło wydawać, a nawet ktoś nazwał to "shit-postowaniem". Moim zdaniem lepiej już teraz dowiedzieć się pewnych rzeczy i przygotować się na nie, niż dopiero po przylocie tutaj "dostać obuchem w łeb"... Ale niestety zaskoczyły mnie też posty niektórych osób, które tutaj mieszkają, bo mogłoby się z nich wydawać, że życie tutaj jest tak drogie, że trzeba zarabiać krocie, by żyć na normalnym poziomie... Dlatego stwierdziłam, że dorzucę co nieco na ten temat, jak to wygląda u nas, bo po pierwsze całkiem niedawno jeszcze mieszkałam w Polsce i ciągle jeszcze pamiętam ile za co płaciłam zarabiając złotówki i wydając złotówki, a po drugie jestem na samym starcie życia tutaj i dużo łatwiej zobaczyć mi pewne różnice, które za jakiś czas pewnie się zatrą w pamięci... Jednak nim zacznę o tym pisać, to chciałam uściślić jedną rzecz. Nie będę przeliczać dolarów na złotówki, ani na żadną inną walutę, bo to nie ma sensu. W Polsce dysponowałam jedną walutą, tutaj inną, ale zawsze miałam konkretną ilość jednostek, które mogłam wydać, niezależne od tego, czy nazwa tej jednostki to był złoty, czy dolar. Dlatego dla mnie punktem wyjścia jest ilość jednostek, które muszę wydać na konkretne towary i ile tych towarów za tą samą ilość jednostek kupię, a nie nazwa tej jednostki. Koszty życia codziennego - pisząc o życiu codziennym mam na myśli zwykłe codzienne wydatki na jedzenie, chemię, kosmetyki, ubrania, itp. To są chyba wydatki, które najbardziej "bolą" każdego, bo to nie są rzeczy, z których możemy zrezygnować - każdy musi jeść, umyć się, ubrać, czy posprzątać mieszkanie. To są pieniądze, które wydajemy chyba każdego dnia, bo akurat skończyło nam się w domu to, czy tamto (nawet jeśli robimy duże zakupy raz w tygodniu, czy rzadziej, to np. chleb, czy mleko, itp. i tak trzeba kupować na bieżąco, żeby były świeże). Moim zdaniem codzienne życie jest tu o niebo tańsze. Ktoś w wyżej wspomnianym wątku napisał, że na siebie, męża i psa wydaje tygodniowo 200$ na jedzenie. Być może to różnica pomiędzy cenami w poszczególnych stanach, ale byłam bardzo zaskoczona, bo mi się jeszcze nie zdarzyło dobić do 200 przy zakupach spożywczo/kosmetyczno/chemicznych dla czteroosobowej rodziny. I wcale nie kupuję "śmieciowego" jedzenia. Mój koszyk zawsze jest pełen świeżych owoców i warzyw, mięsa, ryb, itp. Na podobne zakupy w Polsce wydawałam około 500. Produkty tych samych marek tutaj w większości kosztują 1/4 (jednostek) tego co w Polsce. Głównie mam tu na myśli kosmetyki, środki czyszczące, czy ubrania w regularnych cenach, bo jeśli jest promocja, przecena, itp., to ta różnica jest jeszcze większa - czyli tutaj zapłacę jeszcze mniej niż w Polsce. O porównanie produktów spożywczych jest trochę trudniej, bo nie kupię tutaj masła, czy mleka i innych produktów dokładnie takich samych jak w Polsce, ale tak, czy inaczej ceny za te produkty i tak w jednostkach są o zdecydowanie niższe. Najczęściej gotuję w domu (pieczywo też głównie piekę swoje), ale jadamy też na mieście. W Polsce miałam do dyspozycji większą ilość jednostek niż, póki co, tutaj, ale mimo wszystko na jedzenie na mieście mogliśmy pozwolić sobie dużo, dużo rzadziej. Tutaj właściwie w każdy weekend przynajmniej raz zjemy poza domem (a bywa i częściej), bo w wolne dni lubimy robić sobie różne wycieczki i poznawać okolice, więc nie mam czasu na gotowanie. A jak w tygodniu przyjdzie nam ochota na jakąś konkretną kuchnię, lub zwyczajnie nie chce nam się gotować, to też nie musimy się godzinami zastanawiać, czy możemy sobie na to pozwolić i zjeść poza domem. I nie mam tu na myśli jedzenia w "restauracjach" typu fast food. Oczywiście fast foody też są tu tańsze niż w Polsce i nikt nie nazywa ich restauracjami ale to już zupełnie inny temat. Zakup ubrań - kolejna rzecz, która tutaj dla mnie wypada na plus. Nie jestem osobą, która co sezon zmienia ubrania, bo jest na coś moda, więc najczęściej kupuję ubrania na wyprzedażach. I pod tym względem w moim odczuciu jest tu istne szaleństwo, bo przecież kto zapłaci więcej niż 10-20% za ubrania, które były modne całe 3 miesiące temu! No i dzięki temu większość ubrań kupuję właśnie za 10-20% ceny wyjściowej, co oczywiście nie znaczy, że jak coś w regularnej cenie mi się spodoba i chcę mieć to teraz, to nie kupię (cena nadal jest przystępna), choć właściwie prawie zawsze warto poczekać, bo pewnie zaraz będzie jakaś wyprzedaż weekendowa lub "święto", z okazji którego trzeba przyciągnąć ludzi do sklepu i zrobić ofertę na cały asortyment, więc nawet to, co aktualnie jest "na topie" też można kupić dużo taniej. Podam Wam prosty przykład. Moje starsze dziecko ostatnio błyskawicznie rośnie (młodsze zresztą też, więc kolejne zakupy już mnie czekają), więc była konieczność znacznego uzupełnienia garderoby. Wybrałyśmy się więc na zakupy ciuchowe i dzięki wyprzedażom plus elektronicznemu kuponowi, który dostałam na maila, 3 pary spodni, 4 bluzeczki i 2 sweterki kupiłam jej za łączną zawrotną kwotę 43 jednostek. Dodam, że były to ubrania bardzo dobre gatunkowo i nie kupiłam ich w markecie, tylko w sklepie z ubraniami (nie chcę tu robić reklamy sklepu). W Polsce za te pieniądze nawet w markecie nie kupiłabym takiej ilości ubrań, do tego gatunkowo nieporównywalnie gorszych. Rachunki - to kolejna rzecz, o której pisali forumowicze. Tu gdzie my mieszkamy też wychodzą korzystniej w stosunku do Polski. Dużo mniej płacimy za gaz i prąd niż w Polsce, pomimo tego, że ogrzewanie mamy na gaz, a wszystko pozostałe na prąd - wszystkie sprzęty i klimatyzacja. Podobnie z wynajmem mieszkania. Taką samą ilość jednostek płacę teraz tutaj za mieszkanie, które ma ponad 100m2, jaką płaciłam w czasach licealno/studenckich ponad 10 lat temu za mieszkanie które miało około 33m2. Do tego tutaj w tą cenę mam wliczoną wodę i śmieci. Płacimy dodatkowo tylko za prąd i gaz, jak wspomniałam wyżej, a mieszkam w najlepszym rejonie w mojej okolicy. Dochodzi oczywiście cena kablówki i internetu - też niższa za podobne warunki do tych, jakie mieliśmy w Polsce i telefony komórkowe - dokładnie tak samo jak kablówka - analogiczne warunki, a cena niższa. Gorzej wypada cena ubezpieczenia samochodu, bo po przeprowadzce tutaj zaczynamy budować swoją historię jako kierowcy od zera, więc na początku wypadnie to drożej i jak nam się zdarzy jakiś wypadek, czy stłuczka, to nie mamy co liczyć na adekwatne odszkodowania. Ale pod tym względem z czasem będzie lepiej. Paliwo - gdy piszę ten post, cena na stacji benzynowej, na której zawsze tankujemy, to 2,51 za galon, więc nic więcej chyba nie trzeba tutaj dodawać. Elektronika - też bez zbędnego rozpisywania się - jest zdecydowanie tańsza. Dużo mniej jednostek trzeba zapłacić za telewizor, dobrego laptopa, czy xboxa, itp., niż w Polsce Ale żeby nie było tak różowo, to teraz druga strona medalu.... Każdy, komu się wydaje, że dzięki mniejszym kosztom życia codziennego, będzie mógł chomikować swoje dolary i na nich spać, jest w błędzie. W Polsce, jak dostaje się swoją określoną ilość jednostek, to musi ich wystarczyć głównie na to, o czym pisałam wyżej. Tutaj, z tego co się dostaje do ręki, dodatkowo trzeba jeszcze samemu dopłacić/zapłacić za ubezpieczenie zdrowotne i za każdą wizytę u lekarza, dopóki nie osiągnie się określonego w ubezpieczeniu pułapu, a nie są to często małe pieniądze. Trudno tu podawać konkretne kwoty, bo zależy to od wielu czynników, ale tak czy inaczej, jest to kwota, którą musicie odjąć od tego, co dostajecie "na rękę". Oczywiście, jak jesteśmy zdrowi, to nie jest tak źle, ale trzeba jednak pamiętać o tym, że nigdy nie wiadomo, co będzie dalej. I jakakolwiek by nie była publiczna służba zdrowia w Polsce, to chyba prawie nikt ze zwykłą grypą, czy zapaleniem zatok lub przeziębieniem nie idzie prywatnie do lekarza i nie płaci nic dodatkowo. Tutaj tak. Kolejna rzecz... emerytura. O nią też trzeba zadbać jeśli chce się godnie żyć i odpocząć na starość, a każdy kto zaczyna tutaj tak jak my, nic nie ma na nią odłożonego. Jak myślicie, czemu tak dużo starszych, czy wręcz starych ludzi tutaj nadal pracuje? Nie dlatego, że się nudzą (oczywiście niektórzy tak, ale wtedy głównie pracują charytatywnie, w wygodnych warunkach), ale głównie dlatego, że muszą.To jest kolejny koszt, o którym trzeba pamiętać i który trzeba sobie doliczyć. Macie dzieci? Jeśli tak, to musicie liczyć się z kolejnymi wydatkami. Jeśli traficie do dobrej dzielnicy, w której publiczne szkoły są dobre, to przynajmniej na początku jesteście na plus (nam się tak szczęśliwie udało, dziewczynki chodzą do bardzo dobrych i bardzo dobrze dofinansowanych szkół), ale jeśli nie, to dochodzą koszty prywatnych szkół. Warto też pomyśleć o tym, że tutaj (przynajmniej tam, gdzie my mieszkamy, nie wiem, czy to norma we wszystkich stanach) wszelka dodatkowa opieka w szkole jest płatna. Nie ma tak, że przed lekcjami, czy po lekcjach dziecko pójdzie do świetlicy i spokojnie poczeka na lekcje lub na nas nim wrócimy z pracy. Oczywiście świetlice są, ale każda spędzona w nich godzina jest płatna i to nie mało. Do tego musicie już teraz zacząć myśleć o odkładaniu pieniędzy na studia, oczywiście jeśli zakładacie, że wasze dzieci będą chciały je robić, ale to chyba zawsze warto założyć. Myślę, że na dziś już wystarczy i tak się strasznie rozpisałam. Ale jeszcze tylko słowem podsumowania. Nigdy nie planowałam tu mieszkać, Stany nie były moim marzeniem, ale moim zdaniem życie tutaj jest tańsze, to zwykłe, codzienne, jednak kto wie, być może z czasem zmienię zdanie. Trzeba jednak pamiętać, że koszty życia tutaj, to nie tylko różne dobra które sobie kupujemy i nie idealizować tego miejsca, bo to może być bardzo zimny prysznic. Mi jest tu dobrze i nie żałuję, że tu mieszkam Wydaje mi się też, że ten kto radził sobie w Polsce, poradzi sobie i tutaj, ale jeśli w Polsce sobie nie radziliście, to tutaj będzie jeszcze gorzej, bo na każdego zarobionego dolara trzeba całkiem ciężko zapracować.
    10 points
  16. Też mamy nadzieję że nie umrzesz. Bo niestety zdarzyły się takie przypadki wśród tych co byli niezaszczepieni.
    9 points
  17. W czwartek zrobiłem Covid test. W nocy przyszedł wynik. Not detected.
    9 points
  18. Niezależnie od tego że na forum nie popieramy wypowiedzi rasistowskich, jest mi naprawdę przykro gdy czytam wypowiedzi forumowiczów ewidentnie mających w doopie to że może niektórzy z nas mają rodziny i przyjaciół o innym kolorze skóry. Wstyd. Przypominam że każdy rasistowski post będzie usuwany i użytkownik ostrzegany, niezależnie od tego czy miał to być "żart" czy nie. To co jest rasistowskie a co nie będzie oceniane przez moderatorów.
    9 points
  19. Hej taki start wiadomosci: You have been randomly selected for further processing .... to znaczy ze sie wygraIo?
    9 points
  20. Witam serdecznie forumowiczów Znalazłem chwilkę czasu, więc napiszę parę słów. W poniedziałek 29 wylatywałem do USA (Wiza otrzymana w marcu), linie LOT: Warszawa-Chicago-Orlando. W samolocie już po 5 minutach od startu zaczęło się ciekawie, siedziałem obok jednego z członków wyprawy Motocyklistów na Road 66. No i zaczęło się od jednego. Tak poznałem grupę harlejowców z Wołomina, którzy akurat wybierali się na kolejną wycieczkę po USA motocyklami. O mało co nie pojechałbym z nimi, ponieważ wykruszył im się 4 motocyklista a wszystko mieli już pozałatwiane. Także początki emigracji do USA były by na pewno niezapomniane. Pozdrowienia dla chłopaków i Piotrka z Miami. Odprawę imigracyjną miałem na pierwszym lotnisku, czyli w Chicago. Zabrali mnie do pomieszczenia gdzie czekali już inni. Po 15 minutach oddali mi paszport i tyle z odprawy. Zabrali tylko tą kopertę, tzw. Pakiet Wizowy z ambasady (Koperty drugiej, czyli tej otwartej z prześwietleniem płuc z Waryńskiego nawet nie chcieli). Na lotnisku oczekiwanie na samolot do Orlando i przypominanie sobie scenek biegnącej rodzinki Kevina ze znanej nikomu szczególnie w Polsce sagi filmów "Alone Home" wyświetlanej co roku w święta Bożego Narodzenia. Także 30.04 po szybkiej podróży z Warszawy do Chicago w doborowym towarzystwie oraz po ciągnącym się oczekiwaniu na samolot na Florydę dotarłem na miejsce. Czyli 30.04 zamiast Alone Home byłem Alone in State FL. Po kilku godzinach zwiedzania okolicznych "fyrtli" i wieczornym oględzin opalenizny na murarza (czyli do łokci i na karku) zadałem sobie pytanie - Co ty tu k...a chłopie robisz ??? Człowiek wymęczony jeszcze po podróży, z tobołami na plecach... Na drugi dzień czyli 1.05 wynająłem samochód ponieważ chciałem pozałatwiać parę spraw. Pierwsza destination to Walmart aby kupić podstawowe pierdoły. Po zakupach wstąpiłem do Soscial Security Office. Chciałem zagadać, czy mają w systemie już mój numer i mogą mi wystawić zaświadczenie o takowej sytuacji. Niestety biuro w którym byłem nie obsługiwało spraw z Social Security Card i dostałem namiary na kolejne wg ich mniemania oddalone rzut beretem stąd czyli kolejne 40 km. No co tam, pojechałem. W tym biurze okazało się, że w systemie nie ma jeszcze żadnych danych na temat, że aplikowałem o SSN. Podejrzewam, że urzędnicy na granicy nie wklepali jeszcze danych z mojej niby to odprawy na lotnisku w Chicago (Tak też przypuszczałem, ponieważ byłem w tym biurze w drugim dniu po przyjeździe). Ale uprzejma Pani wklepała wszystkie moje dane do systemu i poprosiłem ją o zaświadczenie, że aplikowałem o SSN i niebawem go otrzymam, na podany przeze mnie adres (Podałem ten sam, pod którym się zatrzymałem w motelu więc miałem już dwa potwierdzenia zameldowania. Pierwszy z motelu - śmiech na sali a drugi z Social Security Office z urzędowymi pieczątkami. Generalnie do wyrobienia prawa jazdy są potrzebne dwa dokumenty potwierdzające zameldowanie (Przynajmniej na Florydzie). Ja wiedziałem, że będę miał z motelu a drugi załatwię z banku. ale po drodze nawinął się dokument z Social Security Office. Wracając z tego biura miałem po drodze wydział DMV czyli wydziału komunikacji i tu zaczyna się dopiero historia, którą chciałem Wam finalnie opowiedzieć (wcześniej to było dopiero wprowadzenie aby nakreślić temat). W DMV powiedziałem, że jestem w USA dopiero drugi dzień. SSN mam ale nie mam, tzn. mam oficjalne pismo z Social Security Office, że numer do mnie przyjdzie ale fizycznie go jeszcze nie posiadam. Na tym piśmie był wcześniej wspomniany adres wysyłki (czyli miałem jedno potwierdzenie zameldowania) a drugi to papier z motelu. Pan w okienku wydał mi numerek i powiedział, że proszę się udać do kolegów aby przedstawić moja sprawę. Po wyczytaniu mojego numeru poszedłem do kolejnego okienka i przedstawiłem o co się rozchodzi. Pan powiedział mi, że spełniam kryteria i jak chce to mogę przystąpić dziś do egzaminu teoretycznego. Generalnie przyjechałem się zapytać co i jak a tu już mi zaproponowali egzamin jeśli mam ochotę więc bez chwili zastanowienia poszedłem z marszu. Gdzieś ktoś kiedyś wspominał o jakiejś książeczce którą ściągnąłem na laptopa i na tym się skończyło. Generalnie egzamin teoretyczny zdany (50 pytań, 40 musi być poprawne). Podszedłem do okienka i zaczynam rozmawiać dalej w mojej sprawie. Powiedziano mi, kiedy chciałbym przyjść na egzamin, ponieważ teoria zaliczona i mogą mi zaproponować kolejny dzień czyli.2.05. Powiedziałem, że to auto co mam to muszę jutro oddać w terminie aby nie płacić kar i mogę znowu wynająć na 3.05, więc zapisali mnie na 3.05. Po chwili przyszedł jakiś elegancik i zaczął drążyć mój temat. Już z daleka wypowiedział moje polskie nazwisko i miałem wrażenie, że cała sala skupiła się na mnie. Myślałem, że jest afera, że dopuszczono mnie do egzaminu nie mając nawet SSN. Po chwili tenże wspomniany przeze mnie na pierwszy rzut oka wyglądający na Szefa wszystkich Szefów w DMV zaczął drążyć mój temat i pytał się jak się tu dostałem do DMV. Powiedziałem, że przyjechałem tu wypożyczonym autem. Następnie myślałem, że będzie tu jakiś problem a tu ni z gruchy ni pietruchy pyta się, kiedy chciałbym robić egzamin praktyczny. Powiedziałem, że mam umówiony termin na 3.05. wtedy wynajmę znowu auto i podjadę z pełnym pakietem ubezpieczeń - taki wymóg ale skoro nalegają to spytałem, czy mogę zdawać już dziś skoro, przyjechałem autem. Generalnie miałem wynajęte najtańsze auto chyba z basic insurance ale jakoś im to nie przeszkadzało. Po chwili sprawdzenia powiedzieli, że jak mam ochotę to mogę przystąpić do egzaminu praktycznego nawet dziś więc dwa razy nie musieli mnie nakłaniać Po 15 minutach i załatwienia kolejnych spraw (sprawdzenia wzroku, zrobienia poprawnego zdjęcia za którymś z rzędu razem, gdyż co chwilę mnie rozśmieszali) oraz zapłaceniu Uwaga: 6,25 $ za prawko przystąpiłem do egzaminu praktycznego. Oczywiście skończyło się to zdaniem W między czasie kiedy czekałem na egzamin praktyczny, tenże człowiek, który na początku myślałem, że wszczął awanturę w mojej sprawie z powodu braku SSN i podjechania autem byle jakim na egzamin zaczął wypytywać mnie o moją historię. Kiedy spytał mnie jak długo już siedzę w USA, to po uzyskaniu info, że od kilkunastu godzin to zaczął się śmiać i nie wierzył w to co słyszy. I tak zaczęła się między nami konwersacja jak się okazało z Panem County Tax Collector :). Wracając do sedna sprawy i streszczając to całe moje wypracowanie streszczę je maksymalnie. Wynająłem samochód aby przede wszystkim zrobić podstawowe zakupy w Walmarcie a na koniec dnia po wizycie w DMV i nie mając jeszcze żadnych dokumentów potwierdzających mój legalny pobyt w USA (oprócz paszportu z wklejoną wizą i pieczątką uzyskaną na granicy) zrobiłem prawko na samochód, płacąc za resztę wydaną z Walmartu :). Oczywiście będzie ono dopiero wydrukowane, jak podrzucę SSN jak już dostanę ale jest zdane i w systemie jest wszystko odnotowane. Pozdrawiam wszystkich forumowiczów
    9 points
  21. Troche jakiejs idiotycznej propagandzie ulegles. Szkoly ucza tolerancji - szczegolnie w miejscach gdzie jest wiecej diversity. A gender czy LGBT to zadna ideologia, tylko zwykla akceptacji ludzi dokladnie takich samych jak Ty i ja.
    9 points
  22. Świetnie napisane. Wiem, że tak należy zrobić ale wpadłem w doła. Dla mnie to był strzał ostatniej szansy... Nie wytrzymam kolejnego roku w tym kraju. W kraju w którym każdy kolejny polityk to większy debil, w kraju w którym do lekarza czeka się 20 lat w kolejce. W kraju w którym króluje rozdawnictwo dla krów rozpłodowych, które jak te inkubatory wypluwają tylko kolejne przez nikogo nie chciane dzieci - aby tylko dostać 5 stów. 3/4 mojego osiedla (stolica, ok 250 mieszkań) zrezygnowała z pracy bo "wolę zostać z Amelką i Dźordanem w domu a trzecie przecież w drodze". W kraju Brajanów i Dżesik i awantur w Biedronce o świeżaka. "Bo MAM HOROM CURKEM TO MI SIE NALEŻY". A emeryci sprzedają na ulicy kwiatki zebrane na polu bo ich nie stać na bułkę po 50 latach pracy. W kraju w którym w urzędach ogląda się 5 razy każdą złotówkę i organizuje przetargi nawet na zakup zszywek do zasranego zszywacza co w konsekwencji oznacza 3 razy wyższą cenę niż u Pani Basi w papierniczym. Ale za to jest zatrudnienie dla 20 urzędników obsługujących przetarg na zszywki a przez resztę czasu pijących kawę (też z przetargu). W kraju w którym przez 300 dni jest buro i nie ma słońca. W którym nie ma pór roku tylko wiecznie panująca szarówa z przerwą na deszczowe lato. W kraju w którym wierzy się w chemtrails, płaską ziemię i to, że szczepionki powodują autyzm, który należy leczyć lewoskrętną witaminą C oraz starymi gaciami teściowej (którymi należy natrzeć twarz dziecka) - tak to autentyk z życia. Wolę się rzucić pod pociąg (choć to egoistyczne bo tym pociągiem ktoś będzie jechał) niż przeżyć kolejny rok w tym miejscu. A teraz najbardziej mnie denerwują ludzie, którzy zostali wylosowani i pytają: "ojojoj, co ja biedny mam teraz zrobić"? Osoby, które kompletnie nie przemyślały kwestii emigracji i zabrali los innym na to gotowym.
    9 points
  23. Hej, Pomyslełem ze przed Swietami napisze co tam u mnie! A zaczne od najwaznieszego czyli wizyty w Polsce! Ahhhh nawet nie wiecie jak mi sie za wszystkimi w Polsce stesknilo, to sie nawet nie da opisac! Super bylo spedzic czas z rodzicami, bratem, znajomymi, swietowanie taty 60-te urodziny! Koledzy z ktorymi na balety sie chodzilo teraz to juz jedno albo dwojka dzieci az trudno uwierzyc! W Polsce z tego co moge powiedziec to jest duzo ladniej, duzo sie buduje, remontuje, drogie samochody na ulicach, naprawde Polska sie rozwija. Ale musze tez powiedziec ze nie jest tanio, jak patrze na zarobki rodzicow (ktore sa srednie) a ceny w sklepach to naprawde mnie przeraza. Bylem w polsce ok 8 dni nie odwiedzilem wszystkich co chcialem bo nie bylo czasu, moim glownym celem bylo spedzic jak najwecej czasu z rodzicami i bratem. Pewnie nawet jak bym tam byl miesiac czy trzy to i tak by nie wystarczylo! W drodze powrotnj mialem 24h layover w Dublinie! I powiem szczeze ze jak nie nastawielem sie na nic szczegolnego tak zaskoczyl mnie bardzo pozytywnie! Pozwiedzalem troche mista wieczorem odwiedzilem trzy najpopularniejsze bary popilem piwa, ludzie naprawde uprzejmi, polecam jak ktos nie byl, ja z checia bym wrocil Po powrocie, stara szarzyzna powrot do normalnosci! 30 Listopada byly moje 32 urodziny ale powiem szczeze ze to juz nie ma co swietowac, ja sie starzeje!!!!!!!! Moja dziewczyna zrobila mi niespodzianke/kolacje zaprosila sporo znajomych wiec naprawde bylo fajnie! Z innych ciekawszych rzeczy to 18 Grudnia minal rok jak juz jesesmy razem, pojechalismy do San Francisco Wynajelismy sobie podwojny (tandem) rower i posmigalismy troche po SF. To juz rok razem, ale ten czas szbko leci! Swieta spedzimy u mojej dziewczyny mamy w Los Angeles ale wiecej szczegolow napisze po powrocie Postaram sie wam wiecej napisac przed nowym rokiem, a teraz smigam spac bo juz u mnie 11 magda.janisz@ W Chelmie bylem z 20 razy, fajne miasto! Jak kiedys zdecydujesz sie przyjechac do SF to daj znac Pozdrawiam serdecznie. CHCIALBYM WSZYSTKIM ZYCZYC ZDROWYCH I POGONYCH SWIAT, SPEDZONYCH W GRONIE RODZINY I SZCZESLIWEGO NOWEGO ROKU! Pozdrawiam
    9 points
  24. Wlasnie worcilismy z naszego road tripu po Utah, Arizonie, Nevadzie i Dolinie Smierci. Bylo super! Dzieci spisaly sie na medal. O dziwo na drogach i w parkach bylo pusto, wiec zrealizowalismy plan w 120%. Jedynie co tribal parks zarzadzane przez Indian wciaz zamkniete ze wzgledu na Covid (ale i tak nie planowalismy jechac do Antelope Canyon). Poza tym w tamtych stanach tak jakby Covid juz nie istnial - nie byla wymagana maseczka chyba nigdzie oprocz lotnisk i samolotow. Dzieki forumowiczom za cenne porady! Polecam taki trip kazdemu - te piekne widoki i wspomnienia pozostana ze mna do konca zycia. Chetnie sie podziele rowniez doswiadczeniem jak zorganizowac taka budzetowa wycieczke z dwojka malych dzieci
    8 points
  25. Dostałem przed chwilka maila, rozmowę mam 01.07 <3
    8 points
  26. Pisałem wcześniej, że miałem zaproszenie na rozmowę na maj (numer <500). Jestem już po rozmowie i dostałem już nawet paszport z wizą :). Kiedy będziecie szli na rozmowę, upewnijcie się koniecznie, że w zaświadczeniu o niekaralności zaznaczyliście wszystkie rejestry - u mnie był tylko jeden i musiałem później dosyłać nowe zaświadczenie ze wszystkich rejestrów. Na szczęście nie spowodowało to żadnych problemów, ale lepiej nie ryzykować.
    8 points
  27. Hej wszystkim, startowałem chyba 5 lub 6 raz, udało się, wylosowali mnie, numer mam 1xxx, nie wiem dokładnie jeszcze o co chodzi z tymi numerami, ale z tego co zrozumiałem przeglądając kilka wątków tutaj, to im niższy tym lepszy, ktoś kilka postów wyżej stwierdził, że numer 7xxx jest niski, więc rozumiem, że 1xxx to raczej pewna szansa na rozmowę? Pozdrowienia!
    8 points
  28. Chcialam powiedziec, ze dzisiaj zaczynam ostatnie 8 tygodni na drodze do associates degree. Juz niedlugo bede miala papier w reku. Jestem tez w polowie drogi do bachelor's. Ufff!
    8 points
  29. Nie ma co się zbytnio dziwić. Antyrosyjska retoryka była głownie na amerykański "rynek wewnętrzny" (tak samo jak jest rządowa antyamerykańska retoryka w Rosji). Jeśli w 2009 roku administracja Obamy/Bidena była zdolna do robienia sławnego „resetu” gdy lufy rosyjskich czołgów ledwo ostygły po agresji na Gruzję, to tym bardziej dziś, po 4 najspokojniejszych latach od dwóch dekad, będą mogli wrócić do "business as usual" jeszcze szybciej niż 10 lat temu. W sprawie wysłania Navalnego do łagru wyśle się oczywiście "noty pełne oburzenia"... oczywiście... wiadomo... od tego są dyplomaci... ale ogólmie to idealistom czy tym wierzącym w tym co mówią polityczne partie czy nie daj boze polityczne media przypomnnę - 2021 nie nie jest pierwszym rokem w którym ludzie uprawiają politykę Zwrot Demokratów na kurs prorosyjski nie byłby niczym nadzwyczajnym, powiedziałbym wręcz ze brak takiego zwrotu w pierwszych latach kadencji byłby odstępstwem od normy. @kzielu w punkt z tą hipokryzją amerykańskiej prawicy. To trzeba przyznać. I mówię to jako finansowy prawicowiec, i naprawdę mnie to irytuje. XXI-wieczni Republikanie mają usta pełnych pięknych frazesów, ale rękę do rozrzucania pieniędzy mają lekką. Ostatnim odpowiedzialnym fiskalnie republikańskim prezydentem był George Bush Starszy. Herbert. W kampanii 1988 roku świętej pamięci Herbert powtarzał - „Read my lips - NO MORE TAXES!”... ale gdy trzeba było, to, będąc odpowiedzialnym, bo odpowiedzialnym i ogólnie bardzo dobrym prezydentem był, podatki Herbert podniósł. Dwa razy. Tak samo zresztą jak Reagan, który po oryginalnej obniżce podnosił podatki co najmniej 4 razy, choć nigdy te indywidualne (personal income taxes), wszystkie podwyzki były od biznesu, korporacji i tranzakcji biznesowych... coś co jest dziś nie do przekłnięcia dla Joe z Arizony z jednym truckiem na lease... God Save Amerrica od tych co zechcieliby pdniesc podatki Uberowi!... Masakra... Gdyby Reagan dziś był nowy i politycznie aktywny to dzisiejsza tak zwana „prawica” wyzwałaby go niechybnie od „lewaków”... @PiciuK Zadłużenie USA wynosiło w końcu 1992 roku, gdy Herbert Bush kończył kadencję, lekko ponad 4 tryliony (polskie biliony) dolarów. Przez następne 8 lat urzędowania Billa Clintona zadłuzenie wzrosło “zaledwie” do blisko 6 trylionów, ale konsekwentnie spadało jako procent GDP aż do 2000/01 roku. 2001 to był też ostatni rok w którym w budżecie była nadwyżka. Takich fiskalnych prawicowców jakim okazał się Clinton to dziś na świecie w samych wszelakich partiach prawicowych ze świecą szukać... Po-clintonowe 8 lat rządów Walkera Busha, syna Herberta, to była tak wielowymiarowa katastrofa, że dziś zamiast zapraszać go do różnych talk shows powinno się go, tak jak grzeszników w Średniowieczu, ubrać w pokutny worek po kartoflach i oprowadzać po miasteczkowych Main Streets wśród tłumu powtarzającego głośnym szeptem - "Shame. Shame. Shame!"... Dwie kosztujące tryliony wojny, w tym jedna nielegalna, Patriot Act i budowa potężnego i kosztownego aparatusu służb bezpieczeństwa państwa i inwiligacji obywateli, obniżki podatków dla korporacji, deregulacja, deficyt budżetowy rosnący z roku na rok... a wszystko zakończone kryzysem finansowym 2008 roku i wzrostem długu do ponad 10 trylionów... Gdzie tu był ten prawicowy konserwatyzm fiskalny? Gdzie tu była ta wolność jednostki? No ja się pytam gdzie kurde gdzie? Boze uchroń od takich "prawicowych rządów"... Ocenić 8 lat Obamy już trudniej. Bo i początki kadencji obu prezydentów były zupełnie inne. Bush odziedziczył po Demokratach kraj kwitnący gospodarczo oraz stabilną sytuację międzynarodową (obejrzyjcie na You Tube czy gdzieś debaty czy wywiady z kampanii prezydenckiej z lata 2000 roku... WTF... jaka NU DA!... nic się wtedy nie działo... Absolutnie NIC. Teoretyczne zmiany w aborcji były wtedy chyba najbardziej ekscytującym tematem...). A po ośmiu latach rządów prawicy, w tym 6 latach rządów nieskrepowanych (bo Kongres Republikanie stracili dopiero w 2006) Obama w 2009 przejął kraj w najgorszym stanie od 1930 roku, z braku lepszego wyrażenia - zastał totalną i kompletną rozpierduchę na każdym froncie... Naprawdę, jako osoba która nie popiera róznych lewicowych "fanaberii", tak wolałbym dopuścic w 2000 roku do władzy chcącego mnie opodatkowac transwestytę niz osobę pokoroju Busha. Bo zniszczyc największe w historii ludzkości mocarstwo w zaledwie 8 lat, no to jest jednak "talent"... Obama dostał ostatecznie tylko 2 lata na działanie, bo Demokraci pełną kontrolę Kongresu stracili już w 2010 roku i do końca kadencji Obamy jej nie odzyskali. Zatem 6 z 8 lat Obamy to było "lame duck". W aspekcie międzynarodowym,gdzie miał duzo więcej manewru, Obama kadencję zaczął dobrze, zaczął jako anty-Bush. Nawet ten reset z Rosją, którego jako Polak nigdy nie popierałem, miał swoje pewne para-racjonalne podstawy... powiedzmy. Ale ostatecznie Obama skończył - jako Busha klon... Owszem, gdyby nas samych odizolować od społeczeństwa, wozić wszędzie pancernym wozem, co rano przy śniadaniu karmić raportami o całym źle dziejącym się w kraju i na świecie które nam potencjalnie zagraża, sadzać w bunkrze wśród nowoczesnego sprzętu, zdjęć satelitów i obłożonych medalami generałów powtarzających do naszego ucha jak mantra - „Nine eleven!... Nine eleven!!.. Nine eleven!!!”... to pewnie każdy, nawet najbardziej liberalny z forumowiczów, jeden szybciej, druga wolniej... po paru latach przeobrazilibyśmy się w agresywnych militarystów nie tylko nie kończąc niekończących się wojen poprzednika, ale zaczynając swoje nowe niekończące się wojny.... Zaprobowalibyśmy totalną inwigilację społeczeństwa, podsłuchiwalibyśmy nawet najwierniejszych zagranicznych sojuszników, a z dronowania ludzi robilibyśmy sobie żarty... Ale to my, zwykli, słabi ludzie... Od Laureata Pokojowej Nagrody Nobla wymagałem większej odporności psychicznej na wpływy i silniejszego moralnego kręgosłupa, i stąd pewnie moja bezwzględna i powtarzajaca się tutaj krytyka. Najwyrazniej rozczarowania wkurzają bardziej niż przewidywalne porażki. Dług publiczny USA za Obamy, tak samo jak za Busha, mniej więcej podwoił się. W sumach bezwzględnych zaczyna to jednak wyglądać już bardzo przygnębiająco, bo podwojenie Bush/Obama oznaczało, że z ponad 10 trylionów zrobiło się 20 trylionów.... Cztery razy więcej niz za Clintona... Dwie stare wojny, plus dwie/trzy nowe wojny zrobiło tu swoje... Syria, Libia i jako trzecią liczę tu Jemen.. co jest dyskusyjne... bo w USA od czasu Iraku zaprzestano "nieprzewidywalnej" procedury głosowania w Kongresie na temat wojny... Bo wiadomo... raz, ze w czasach social media jakaś częśc Senatorów moze ulec presji społeczeństwa (znaczy ludzi którzy ich wybrali i którzy opłacają ich pensje i pensje pracowników senatorskiego biura) i zagłosowac przeciwko wojnie, a dwa - ktoś za 10 lat, gdy katastrofa kolejnej interwencji będzie ewidentna, ktoś moze chciec byc prezydentem i mu wyciągną jak głosował ...jak w swoim czasie pani Clinton... a tego nikt nie chce... zatem bi-partisan consensus został tu achievied, all happy, Aye!, ok!, w sprawie wojny nie głosujemy, po prostu na nią idziemy!... Amerykanie nawet nie wiedzą, ze ich podatki często idą na dronowanie pastuchów wielbłądów w Arabii...Anyway... ...trzymanie się tej zgniłej polityki amerykańskiej Republiki odcisnęło na budzecie Obamy swoje piętno. Radzenie sobie z kryzysem finansowym i recesją - to na dzień dobry dorzuciło trylion czy dwa. No i pewnie jakieś programy socjalne, kontynuowane lub nowe, Obamacare?, to też kosztuje. Ale i trudno się Obamie dziwić, że to wprowadzał. Pod takimi hasłami startował, pod takimi hasłami wygrał. To z niego zostało. Pamiętam, ze widziałem jego wywiad, juz po wygranej Trumpa w 2016, w którym mówił, ze byc moze "przyszedł za wcześnie"... Ze USA nie były na niego gotowe i ze z politycznego punktu widzenia byc moze trzeba było pozwolic się prawicy wypalic i samo-zniszczyc. Tu, w pewnym sensie, Clinton miała w prawyborach 2008 roku rację - przypadło mu rządzic w trudnym okresie na co nie byl gotowy. W spokojnych, normalnych czasach (jak na przykład w tych clintonowskich lat 90-tych) Obama byłby świetnym, moze nawet rewolucyjnie świetnym, prezydentem. W czasach wojny i niestabilności został ostatecznie stooge'm kompleksu militarno-przemysłowego i byłym prezydentem który moze co najwyzej bronic jednego znaczącego osiągniecia - Obamacare... Nawet jeśli mu się to uda, to będzie trochę mało jak na jego potencjał. Ale!... pomimo wszystkich tych zastanych problemów, własnych błędów, czy dobrowolnych obciążeń... deficyt budżetowy za kadencji Obamy malał z roku na rok aż do 2015 roku włącznie...Całkiem niezle jak na zastaną sytuację i własne obietnice z kosmosu i alternatywnego świata w którym "we actuallly can"...... Całkiem niezle... I teraz... po Obamie... 4 lata Trumpa... W stosunkach międzynarodowych - SUPER! Ruscy nikogo nowego nie napadają, Ameryka też nie. Odkąd zyję, a już trochę zyję, to jeśli moje życie podzielić na 4 letnie kadencje, to taka sytuacja się jeszcze nie zdarzyła! Zatem wybaczcie moje podekscytowanie tą pokojową nowoscią na planecie Ziemia Sprawdźcie jeśli chcecie, ale to się jeszcze nie zdarzyło!. Do tego... Bliski Wschód się godzi z Izraelem. „Wojenni” Irakijczycy i Afganie się zestarzeli, wyemigrowali lub już się wysadzili w powietrze. Ostatnie terrorystyczne sztyletowania w Wielkiej Brytanii miały miejsce już dobrych kilka miesięcy temu, i zostały dokonane przez Libijczyków, a ci zostali „wyzwoleni” przez Obamę i pozostawieni wlasnemu losowi juz 7-9? lat temu.... przypłynęli do nas 2-3 lata pózniej... potem adaptacja... i radykalizacja... nawet jeśli coś jeszcze będzie, to już ostatnia fala... w przenosi i dosłownie... Nowych nie ma.... happy days! High fives all around! W polityce wewnętrznej USA natomiast...no to juz inna historia... Bo pomimo braku nowych wojen, pomimo boomu gospodarczego którym Trump się non-stop chwalił, pomimo wyjścia z różnych porozumień międzynarodowych, czy anulowania takich „fanaberii” jak finansowanie programów aborcji za granicą z pieniędzy amerykańskiego podatnika, pomimo tego wszystkiego deficyt budżetowy, przy pełnej kontroli Republikanów 2016-18, deficit znów zaczął iść za kadencji Trumpa w górę... a dług publiczny w cztery lata urósł z 20 do 27 trylionów, jeszcze przed pandemią... Jak to jest możliwe i gdzie te pieniądze w takim razie poszły?... Jeśli nie poszły one na wojny jak do tej pory, jeśli nie poszły inwigilację własnego społeczeństwa czy społeczeństw obcych, jeśli nie poszłyy na socjal... no to ja się was "amerykańskich prawicowców" pytam - nas co wydaliście te pieniądze???? Jako prawicowy wyborca zadałbym właśnie to pytanie... Na co Trump i GOP wydali pieniądze w okresie w którym mieli nieskrępowaną władzę??? Matematyka to bezwzględna siła, a i fakt, ze Partia Republikańska po każdej kadencji i niekompetentnej finansowej klęsce, po zwiększeniu zadłużenia i po porażce w przeciwdziałaniu rozwarstwieniu społecznemu (które było wymienione, słusznie zresztą, wśród negatywow obecnego amerykańskiego systemu w podanym artykule @pepeaz ... tylko nie wiem dlaczego autorzy chcieliby za to winić Bidena gdy kazdego kto choćby podniesie temat rozwarstwienia dochodu prawica obrzuca kamieniami ? To jest jedna z maniupulacji. Na ogarnięcie wszystkich trzeba byłoby kolejnego arytułu i dziesiątek godzin których nikt nie jest w stanie poświęcic. Na tej zasdzie działa niestety dezinformacja w internecie)... ...GOP po każdej porażce w rządzeniu czy w próbie rządzenia przeobraża się w coś innego. Z tej bushowskiej, w tą z dominującą w niej Tea Party, potem w trumpizm, a teraz w coś chyba...... "Patriot Party?"... Tak się teraz chce prawicowe skrzydło nazywac??? Trzecia zmiana w przeciągu 20 lat? Niedługo dobiją do standardu partii wschodnioeuropejskich... Nakrasc się i zmienic motyw... To jest dla mnie tylko potwierdzenie przypuszczenia, że z pięknej historii partii zrobiono finansową piramidę, gdzie ci na górze zyskują, a reszta jest mamiona sloganami, "patriotyzmem", obietnicami i - i dla tych których to jara - „uporządkowaniem” życia seksualnego OBCYCH osób... Naprawdę, dla ceniących wolność swoją, ale także wolność innych ludzi, tą finansową jak i osobistą, to jest smutny stan spraw. A dla mnie osobiście - "Fool me once..."... Dwie kadencje neokonów z początku wieku wyleczyły mnie skutecznie z wiary we współczesną republikańską wizję USA... W każdym razie... widzę po ostatnich komentarzach, że wątek zrobił się trochę „nasty”... a to nie jest potrzebne. Ironią dzisiejszych czasów jest to, że wszyscy wiedzą, ze „news” trwa tylko chwilę, ale pomimo tej świadomości wszyscy zachowują się tak, jakby to co napiszą miało wpłynąć na kolejne wybory które będą ostateczne i na zawsze zadecydują o przyszłości Ziemian A tak nie jest... Teksańczyk Bush został zastąpiony przez mieszanego rasowo Obamę Husseina, ktory następnie został zastąpiony przez Trumpa, który w 2016 po raz kolejny wyrzucił czarną rodzinę z domu, tym razem Białego... A teraz jest Biden/Harris, którzy jeśli myślą, że siedzą na twardym lodzie to też się mylą... Bo tej skali zwycięstwo w tej skali kryzysie to jeszcze gorzej niż marne zwycięstwo Trumpa w 2016 czy Busha w 2000... zatem tu nic nie jest przesądzone i nie ma powodu aby sobie psuć krew i się wyzywać. W USA nie takie rzeki zawracano. Mój pierwszy wpis w tym wątku jest długi, ale w czasach gdy obie strony internetu się przerzucaja opiniami, epitetami i linkami do artykułów których manipulacje i/lub przemilczenia wymagalyby kolejnego artykułu... czasem długa odpowiedz jest potrzebna. A i miałem dzień wolny i dobrze trzymać umysł na świeżo. W między czasie - jeśli ktoś mnie przekona, ze współcześni amerykańscy Republikanie są... znaczy - byli i są w sensie praktycznym - finansowo odpowiedzialni, a nie ze coś tam tylko obiecują, ze będzie... ze są bardziej finansowo odpowiedzialni bardziej niż byli i są współcześni Demokraci... no to zapraszam. Jako konserwatysta który zazwyczaj dyskusję zaczyna od stwierdzenia, że generalnie to rolą państwa jest obrona obywateli przed innymi państwami oraz rozstrzyganie sporów pomiędzy obywatelami własnego państwa, a cała reszta to dodatki które, jeśli obywatele uznają, że ich na to stać, to do obowiązków państwa sobie te dodatki obywatele dodają... no jako taka osoba bardzo chętnie usłyszę matematyczne i finansowe argumenty dlaczego ktokolwiek kto nie ma dochodu idącego w setki i miliony dolarów rocznie miałby na taką partie jak GOP w USA w dzisiejszych czasach głosować... Na dziś, takich argumentów nie widzę. A co do szokujacego amerykańskiego długu @PiciuKi polityki Chin, to jest to bardzo ciekawy temat, nie tyko w skali USA ale całego Zachodu, i jest to co coś co mi ostatnio okazjonalnie zaprzątalo głowę, zwłaszcza, ze wszyscy to ignorują jakby jutro miało nigdy nie nadejsc, co sprawia ze tym bardziej jest to intrygujące, zatem cieszę się, ze poruszyłeś sprawę. I tu tez mam odpowiedz, ale to może jutro, lub w najbliższych dniach lub tygodniach.
    8 points
  30. Rzeczywiście, szkoda, ze dzisiejsze kobiety chcą robić coś więcej w życiu niż rodzic dzieci i prac mężowe gacie.
    8 points
  31. Wkoncu się udało może nie mi ale żonie A co w małżeństwie to wspólne [emoji1787][emoji1787][emoji1787] cn 3*** Wysłane z mojego SM-J415FN przy użyciu Tapatalka
    8 points
  32. Ja bym sie spodziewal ze ktos startujacy na Ivy League uni jest w stanie samemu znalezc odpowiedz na to pytanie w jakies 15 sekund. Przejscie ze studenckiej na pracownicza jest mozliwe tak jak zawsze to bylo mozliwe - jezeli znajdzie sie pracodawce ktory Cie na nia zasponsoruje. Tak samo mozna zostac zasponsorowanym bez studenckiej, po studiach z polski...
    8 points
  33. Ja jakis czas temu mialam nawet wyzszy 39XXX i wlasnie mija 4 lata jak jestemy w USA. Powodzenia trzymam kciuki :-)
    8 points
  34. Dokładnie tak! Ten sam obraz zarysował mi się po przeczytaniu kilku jej postów. Jak można mieć w sobie tyle jadu. Akurat ty wielmożna Pani rezydent będziesz decydowała kogo potrzeba w USA, a kogo nie. Napisze w twoim stylu - cieszymy się, że wyjechałaś Bywam w USA często i stwierdzam, że jesteś jedną z tych osób, które po przekroczeniu granicy próbują być bardziej amerykańscy niż sami amerykanie i czekasz tylko jak dowalić swojemu. Polak Polakowi wilkiem.
    8 points
  35. Właśnie wróciłem z rozmowy w ambasadzie, wiza przyznana. Dziękuję wszystkim z tego forum za pomoc. <3
    7 points
  36. OK kochani, wrocilam do domu, w koncu sie wyspalam na swoim lozku! W Chicago bylo fajnie, zrobilismy kilka turystycznych rzeczy takich jak Skydeck i Architecture River Cruise - rejs byl naprawde super - dla osob ktore mieszkaja w poblizu - polecam! Samo miasto wydawalo sie byc troszke puste, co w sumie nam pasowalo. Zjadlam duzo fajnych rzeczy, w tym miedzy innymi pierogi i placka po wegiersku wiec bylam bardzo zadowolona! A teraz ciezki tydzien przede mna, bo to moj ostatni tydzien w mojej owczesnej pracy! Oficjalnie ostatni, nieoficjalnie pewnie jeszcze przez kilka tygodni troche im zdalnie pomoge. W poniedzialek moj pierwszy dzien w nowej pracy - trzymajcie kciuki!
    7 points
  37. Granica przekroczona, pieczątka wbita. Nie wiem jak to wyglada standardowo ale mnie zabrali do pomieszczenia gdzie czekali tez inni ludzie, po jakichś 20 minutach oddali paszport, poprosili o dokumenty z żółtej koperty i to tyle
    7 points
  38. Mnie się nóż otwiera jak słyszę, że aborcja będzie jak środek antykoncepcyjny. Po pierwsze jest to decyzja strasznie ciezka psychicznie i fizycznie do podjecia. Nie jest to jak wyskok na jajeczka do restauracji z rana. I chyba wiekszosc ludzi nie rozumie, ze tu chodzi o mozliwosc wyboru. A w ogóle, jak widzę faceta, który chce decydować co kobieta może, a czego nie, to już w ogole mnie trzęsie.
    7 points
  39. @mvgda pamiętaj tez że to nie demokraci rzucają Ci każdą możliwą kłodę pod nogi żeby uniemożliwić Ci emigracje na zielonej karcie do USA...
    7 points
  40. Witam, witam. Sporadycznie zagladalam na forum jako anonim Ale rzeczywiscie wywolaliscie mnie milymi postami. Mam teraz sporo czasu na siedzenie przy komputerze. Prace rzucilam kilka miesiecy temu (no bo miala byc przeprowadzka), pol mieszkania spakowane w pudla bo zaraz nam meble zabieraja, silownie zamkniete... nie mam sie gdzie podziac. Siedze pol dnia przy laptopie i zajmuje sie szkola. W koncu udalo mi sie zaczac college i robie Psychology/Criminal Justice double bachelor.
    7 points
  41. Co niektorzy widze powinni sobie ograniczyc youtuba a poczytac troche ksiazek od historii bo czytajac mam ochote powiedziec co mysle ale tego nie zrobie zeby bana nie wylapac. Sent from my iPhone using Tapatalk
    7 points
  42. Przed wyjazdem do USA należy wiedzieć, że: 1) jest to ogromny kraj podzielony na 50 stanów, które różnią klimatem, gęstością zaludnienia, zwyczajami, mają różne regulacje w różnych kwestiach (np. podatki, kodeks drogowy), możliwościami znalezienia pracy w danej dziedzinie i wieloma innymi rzeczami. 2) życie na nielegalu jest mniej fajne niż bycie legalnie, dlatego warto wiedzieć jakie możliwości daje wiza, na której się wyjeżdża 3) jest inaczej niż w PL - czasem jest to duży plus, czasem jest to ogromny minus. To co trzeba wiedzieć przed wyjazdem zależy jak wyjeżasz i z kim wyjeżdzasz. Ja wyjechałam jako postdoc, co oznaczało duże możliwości pomocy ze strony uniwersytetu oraz płacę raczej w dolnych stawkach. Inny wyjeżdzali na kontrakty z firmami na stanowiska wyższego szczebla, co oznaczało pomoc ze strony firmy i na dzień dobry zarobki powyżej średniej. Jeszcze inni wygrywali zielone karty i często jechali w nieznane. Rzeczy, które trzeba wiedzieć przed wyjazdem się różnią. Zamiast marnować czas na zadawanie ogólnikowych pytań, na które nie ma prostej odpowiedzi, znajdź jednak czas na przeczytanie wyżej wspomnianego Wałkuskiego, albo dziesiątków historii emigracyjnych, które ludzie zamieścili tu na forum, często z linkami do ich blogów. Podejmij jakiś wysiłek w zagłębienie się w temat, a potem zapytaj o detale. Najlepiej w momencie, kiedy masz już wizę w paszporcie, wiesz gdzie wyjeżdżasz i po co.
    7 points
  43. Opublikowano oficjalne dane na temat ilosci wydanych wiz za Pazdziernik 2020: Normalnie wklejam tabelke, ale teraz nie bede wyglupial... 1 wiza dla Polski...
    7 points
  44. Hej ! Założyłem specjalnie konto aby Wam to powiedzieć ! Żona wygrała ! Ja jeszcze swojego nie sprawdziłem bo serwer na nowo pada Żona ma 2020EU00018XXX myślicie że przejdzie ? Z tego co czytałem w komentarzach w poprzednich latach to nie jest chyba najgorzej co ?
    7 points
  45. Witam. W końcu jesteśmy w usa, rok temu na koniec września dowiedzieliśmy się że nas dolosowali, 22 października wysłaliśmy dokumenty do Kentucky a po roku jesteśmy tutaj, w Chicago a raczej okolice Oak Lawn, u rodziny, by realizowac nasz Amerykański Sen, ale czy to już jest tak naprawde American Dream?Przylecielismy 27.10 a więc jesteśmy raptem trzeci dzień, samo Chicago nie jest zachęcające, mieliśmy okazję jechać nocą gdzieś widać miliony świateł jak i kilka razy w dzień kiedy widać głównie korki i dość bardzo zaniedbane ulice, wiadukty i ogólnie okolice, byliśmy też na Milwaukee Av w kościele no i tyle widziałem w sobotę, dzień po przylocie, ale wczoraj w niedzielę byliśmy w Milwaukee 150 km na polnoc od Chicago i tam poczuliśmy to coś, że moglibyśmy tam zamieszkać, mniej tłoczno jak by spokojniejszy życie. W Polsce mieszkamy w małej miejscowości i pomimo pracy którą tam posiadamy ze sporą dawką stresu i intensywności na ogół samo w sobie życie jest spokojne. Na chwilę obecną ten skrawek Ameryki nie zrobił na nas dużego wrażenia, żona była tutaj kilka lat temu na turystycznej, ja oraz dzieci 8 lat i 10 jesteśmy pierwszy raz. Dzieci jak to dzieci wszystko im się podoba chociaż ogólnie dużo po Europie podróżujemy to zawsze coś nowego, dla mnie pomijając że wszystko jest większe, od tego polskiego skrawka ziemi to jednak nie czuje że jestem w jakimś innym miejscu wyjątkowym A właśnie to często w Polsce słyszałem od ludzi którzy tutaj byli dłużej czy też krócej A z różnych powodów nie mogli zostać. Zbudowali we mnie jakieś wyobrażenie. Będziemy tutaj 3 tygodnie, za dwa dni lecimy do Nowego Jorku na kilka dni, mamy dużo tutaj rodziny i z każdym staramy się spotkać. Każdy mówi zostańcie tutaj jest lepiej pomożemy i wiem że akurat szczerze to mówią, fajnie że jest GC możliwość Ale i mętlik w głowie bo w Polsce też mamy całkiem wygodne życie na które nie można narzekać, tutaj widzimy może większą przyszłość dla dzieci. Teraz czekamy na ssn, poznajemy wszystko co nas otacza ale tak naprawdę jesteśmy tylko 3 dni więc jesteśmy w trakcie aklimatyzacji i zmiany czasowej, za wcześnie by coś oceniać. Na lotnisku poszlo bardzo szybko, odciski palców, odbiór bagażu, przy exit skierowano nas do stanowiska 2 gdzie oddaliśmy dokumenty, zadnych pytań, wbili pieczątkę na rok, przeswietlili ponownie bagaż. Cała procedura po wylądowaniu na lotnisku o 20 godz czasu Chicago trwała może 40 minut. Było bardzo mało ludzi, tylko nasz dreamliner Lotu i jakiejś innej linii z której wszyscy mieli przesiadkę do Miami, więc się pchali. Po pierwszych krokach w usa zrobiliśmy tournee do Downtown nocą i pojechaliśmy do Oak Lawn. Cóż, będę składać wam kolejne relacje z naszego wakacyjno-rozpoznawczego pobytu... pozdrawiam
    7 points
  46. Jak pisalem - to jest zdecydowanie bardziej problem Waszego zwiazku niz emigracji. Z jakiegos powodu wszyscy wyzej zakladaja ze cala kompletna rodzina desperacko chce wyjechac do US i podsuwaja pomysly jak to zrobic, a tu niespodzianka, rodzina okazuje sie wazniejsza. Tu niewiele mozna poradzic Ci w kwestii imigracji, nikt tu nie wie jak sie sprawy maja z Twoim mezem - musisz usiasc z nim i porozmawiac czego on konkretnie chce. Wez pod uwage ze moze chciec zabrac ze soba corke (bedzie jego derivative beneficiary) a jezeli petycja jeszcze nie zostala wyslana, to bez wzgledu na kategorie to potrwa tak czy inaczej kilka ladnych lat. Z mojego czysto niedoinformowanego punktu widzenia - jezeli dla niego wazniejszy jest szybszy wyjazd niz spedzenie czasu z rodzina, to niech s******a, poszukalbym kogos kto ma normalne zdroworozsadkowe priorytety.
    7 points
  47. Boziu. A maz nic na to nie powiedzial? Jakby moj maz rozwazyl nawet taka opcje to wzielabym rozwod zeby wszystkim zrobic przysluge, a zwlaszcza sobie..
    7 points
×
×
  • Create New...