Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'Wiza'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • USA - Forum ogólne
    • Forum ogólne USA
    • Tematy związane z poszczególnymi stanami
    • Wybór wizy, sprawy SSN, prawa jazdy i inne formalności
    • Bilety lotnicze / Kto leci do...
    • Luźne rozmowy
  • USA - wizy imigracyjne
    • Emigracja (Forum ogólne)
    • Zielona karta (loteria wizowa)
    • Wiza typu CR1 (sponsorowanie rodzinne)
    • Wiza narzeczeńska K-1
  • USA - wiza nieimigracyjna J-1 (w tym Work and Travel USA)
    • Program Work&Travel USA (wiza J-1)
    • Program Internship USA (wiza J-1)
    • Programy typu Camp USA (wiza J-1)
    • Wiza J-1 (poza programami W&T, Internship i Camp)
  • USA - pozostałe wizy nieimigracyjne
    • Tymczasowa praca i praktyka (wizy H1-B, H2, H3 i H4)
    • Studia i nauka w USA (wizy F-1, M-1)
    • Wiza turystyczna B-2 i służbowa B-1
    • Pozostałe wizy nieimigracyjne
  • OFF TOPIC
    • Wyjazdy poza USA

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Strona WWW


Skype


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 140 results

  1. witam Wiec... Dluga historia ale w skrocie: Ja,lat 35 prawie.W 1997 roku(ja 7 klasa podstawowki brat 5 lat mlodszy) staralismy sie o wize B2 do USA na zaproszenie od ciotki.Mamy tam pol rodziny.Wszyscy z amerykanskim obywatelstwem,poustawiani,lekarze.Pradziadek urodzony w USA,babcia praktycznie mieszkajaca tam cale zycie.Jednak nie dostalismy(powod?mama wspomniala o raku,wiec konsul stwierdzil ze chce sie nas pozbyc pewnie).Lata pozniej okolo 2002 roku-ja po slubie,z dzieckiem wiec nie mialam powodu jechac.Brat na kolejne zaproszenie od innej ciotki..dostal wize.To byko rok po 9/11.Byl 2 msc.Wrocil na czas.Teraz ja..lat 34,prawie 35..7 lat po rozwodzie,14 lat pracujaca jako fotograf/grafik/laborant.Syn lat 16,ktory stwierdzil ze chce pomieszkac z ojcem.Ja z racji wyjazdu 800 km dalej od domu rodzinnego wynajmuje mieszkanie 1300/msc plus rachunki wiec msc place 1950,-.Sama. Ale do rzeczy. 1.5 roku temu chcac nauczyc sie jezyka poznalam Amerykanina..los chcial,ze "jestesmy razem".Byl tutaj w PL.Jednak chcialabym odwiedzic go choc na tydzien tam.Nie rzucam sie na slub..chce zeby to bylo naturalna kolej rzeczy a nie,ze musimy bo malzenstwo to jedyna opcja do bycia razem.Zreszt mimo uczuc,ja chce zeby to bylo cos wow!nie 90 dni na slub(K-1)Teraz moje pytanie: Za okolo msc bede sie starac..i... Jesli napisze ze jade do chlopaka-wiem,ze nie dostane! Jak napisze ze jade do kolegi-pewnie tez nie ja rozwodka on rozwodnik.Cos na rzeczy pewnie.. Co zrobic..jak to pokierowac zeby wyszlo?zeby moc tam pojechac..jak sie zachowac i co miec ze soba w ambasadzie?a moze inna wiza?co radzicie? Nie posiadam konta w banku.Nigdy nie bylo mi potrzebne.Czy to ma wplyw? Czy jesli we wniosku podam dane jednej z ciotek np z AZ ze jade do niej pozwiedzac,dostane wize, a pare msc pozniej polece do Nowego Orleanu zobaczyc Mardi Gras i byc z moim pieknym,to czy na lotnisku w LA nie bede miec problemow,ze mialam byc w Phoenix a jestem w New Orleans? P.S. czy znacie dobra firme ktora pomaga uzyskac wize?i czy placenie za porade ma jakikolwiek sens? Serdecznie Was pozdrawiam.Dajcie troche swoich doswiadczen...i czy serio serio serio w gre wchodzi tylko K-1? Piekne jest to,ze z "mojej reki" moi wszyscy klienci dostaja wizy..jestem przeszczesliwa!!odsetek wynosi 99%a ja?nie chce zawalic..chyba za bardzo sie stresuje...ale...moje marzenie zdaje sie spelniac..2 minuty z konsulem moze to zmienic... Magda.
  2. Witam, mam problem z znakami diakrytycznymi (polskimi literami). We wniosku o wizę trzeba było wpisać dane z paszportu, a w przypadku gdy w imieniu lub nazwisku znalazły się polskie litery wpisać w odpowiednia rubrykę oryginalny zapis imienia i nazwiska. Chcąc opłacić wizę i wyznaczyć datę wizyty należy zakładając konto w serwisie. Tam jednak nie można się zarejestrować używając polskich znaków. Można jednak zmienić dane w ustawieniach konta i wtedy pojawia się pytanie - wpisywać z polskimi literami, czy pozostać przy alfabecie łacińskim? Jest tam tez następująca informacja: "Please enter your name as it appears in your passport. If you have filled out a DS-160 or DS-260 please use the same values as entered there". Poniżej zrzut ekranu dla pewności, w którym miejscu się to znajduje w formularzu:
  3. Hej wszystkim Sprawa wygląda tak, że z chłopakiem przeprowadziliśmy się właśnie do UK i podjęliśmy tutaj pracę. W październiku/listopadzie przyszłego roku chcemy polecieć do Los Angeles na jeden event i przy okazji pozwiedzać słoneczną Californię i okolice, łączny pobyt miałby wynieść w graniach 3-4 tygodni, nie więcej. Moje pytanie brzmi, czy możemy o wizy starać się w Polsce, mieszkając w UK? Przy takiej rozmowie o wiele lepiej czułabym się mówiąc po polsku (czytałam, że konsul nie zawsze musi być Polakiem, ale wciąż - szansa na rozmowę po polsku). I kiedy najlepiej zacząć się starać skoro event jest dopiero na przełomie października/listopada? I czy moglibyśmy razem z chłopakiem na raz podejść do okienka rozmawiać? Przyznam, że trochę się boję takiej rozmowy ze względu na to, że na więzi z Polską są aktualnie nijakie skoro mieszkamy i pracujemy w UK. (+ od września planuję wznowić naukę na collegu) Z góry dzięki za odpowiedź i pozdrawiam
  4. Cześć! Z góry proszę o nie rzucanie we mnie pomidorami o to, że sobie nie wyszukałam tematu. Jest tego multum a nie znalazłam czegoś co by mi pomogło. Wracając do tematu. W tym roku chcę stawać o wizę turystyczną. Mam 21 lat, studiuję, nie pracuję ale uciekać stąd nie chcę.. Jednak pojawia się problem. Mój tata ponad 10 lat temu wrócił z USA przebywając tam nielegalnie przez 9 lat. Jego bracia i rodzice zostali tam i żyją sobie również nielegalnie. Osobiście nie mam z nimi kontaktu, więc może jakoś zalegalizowali swój pobyt ale mi nic o tym nie wiadomo. Pytanie brzmi. Mogę mieć problem ze zdobyciem wizy?
  5. Witam, Firma chciała mi zrobić wizę (B1/B2), bo jest potrzeba delegacji do USA i przeprowadzenia kilku spotkań, poinstruowania jak naprawić maszyny. I na rozmowie chyba Pani Konsul mnie źle zrozumiała, bo chyba zrozumiała, że jadę tam pracować, i powiedziała mi że wybrałem zły typ wizy, i że powinienem wybrać wizę pracowniczą. I na nic zdały się tłumaczenia, że ja nie będę tam pracował w sensie jakiegoś typu pracy u Amerykanina, tylko delegacja. Odprawiła mnie z kwitkiem. Proszę o podpowiedź, co powinienem powiedzieć następnym razem? Bo pewnie będzie pytanie o w/w. Hmm..że to wynikło z niedomówienia/czy ja się źle wyraziłem? I czy powinienem poczekać jakiś czas przed ponowną wizytą w konsulacie czy od razu próbować? Pozdrawiam
  6. Witam, od bardzo dawna marzę o USA, zaraziłam tym mojego męża. Mimo, że jeszcze tam nie byliśmy, wiemy, że tam jest nasze spełnienie. Zdajemy sobie sprawę, "że to nie te same stany, nie zarobicie tu już kokosów" itd itp Tu chodzi o marzenie, podszlifowanie angielskiego i, jak możliwości językowe i finansowe pozwolą z nianią dla córeczki, skończenie w późniejszym czasie przeze mnie studiów związanych z grafiką komputerową. Nie mamy niestety żadnych powiązań rodzinnych. Jestem w trakcie studium, jednak mój mąż nie skończył szkoły średniej, która jest obowiązkowa w loterii wizowej, ma jednak ok. 3 lata praktyki w piekarni, czy to się liczy? Ogólnie zaczął pracę bardzo wcześnie, bo w 16 roku życia, w remontach ale niestety na czarno. Jest bardzo pracowity i zdolny, aktualnie nas utrzymuje z Norwegii - dzięki temu też odłożymy pieniądze na formalności i zabezpieczenie w USA. Dopiero jednak od sierpnia do grudnia posiadał pierwszą legalną umowę. Ma skończony kurs na majstra budowlanego. Nie wiem, co mogę jeszcze zrobić oprócz loterii wizowej (tylko ja i mąż?) i sponsoringu pracowniczego (mąż), żeby spełnić nasze marzenie. Jeżeli sponsoring pracowniczy, to tez gdzie go szukać, jeżeli chodzi o remonty? Na początku mogą to być całe stany. Chcemy to "ugryźć" legalnie, ponieważ mamy wspaniałą małą córeczkę, której chcemy dać dobry przykład. Naszym marzeniem jest zamieszkanie na Florydzie i odwiedzanie rodziny w Polsce. Proszę o pomoc i porady. Może o czymś zapomniałam? Coś powinnam wiedzieć? Pozdrawiam, Karolina Szumowska
  7. Sytuacja przytrafila sie mojemu wujaszkowi a wiec byl na rozmowie w konsulacie gdzie wiza turystyczna zostala mu przyznana za pierwszym razem. Kurier pieknie przywiozl ladnie zapakowany paszport z listem do domu. Otwiera paszport a tam nie ma sladu zadnej wizy czy promesy, zadnego sladu nic a z paszportem zalaczony byl list, ze jest wszczete dodatkowe postepowanie weryfikacyjne wobec jego osoby i mial tam z 10 pytan typu wypisac z ostatnich 15 lat wszystkie kraje, ktore odwiedzil, informacje o jego rodzenstwie, gdZie znajduje sie jego byla zona itp. Czy ktos mi to moze wytlumaczyc o co chodzi ??? Mial tak ktos? Czy 58 letniego kolesia traktuja jako potencjalnego imigranta czy jak? Chyba ze trump wprowadzil jakas zaostrzona polityke wydawania wiz nie wiem bede wdzieczny za pomoc;D
  8. Witam wszystkich. Mam pytanie. Razem z dziewczyną jesteśmy uczniami technikum (2klasa). Na wakacje chcieli byśmy lecieć do USA do mojej siostry i mojej chrześnicy. (Siostra ma zieloną kartę a chrześnica obywatelstwo) moje pytanie jest takie czy wniosek o wizę możemy zlozyc razem? Czy każdy z osobna ? Oczywiście jesteśmy pełnoletni.
  9. Cześć Wszystkim! Proszę o pomoc. Przegrzebuje internet, dzwonie do ambasady i nie mogę znaleźć dokładnej odpowiedzi na pytania. Wiem, że na forum jest masa osób orientująca się w temacie. Jeżeli jest już zaczęty wątek o podobnym problemie i jest to jasno opisane, to proszę o podanie linku. Chciałbym uzyskać pomoc w rozwiązaniu problemu, w procedurze otrzymania zielonej karty, przez moją żonę. Wiem, że jest dużo wpisów na ten temat, jednak do tej pory udało mi się znaleźć przypadki gdy osoby jadą do USA i tam się pobierają. Wiem, że sprawa wygląda nieco inaczej podczas zawarcia ślubu, a także mieszkając w Polsce. Moja sytuacja wygląda następująco: Posiadam obywatelstwo USA, urodzony w Stanach. Mieszkam w Polsce i tutaj też pracuję. Pół roku temu zawarłem ślub i chciałbym, aby żona otrzymała legalny pobyt w Stanach. Żona posiada wizę turystyczną, na której była ze mną w USA pół roku, rok przed ślubem. Chcieliśmy wyjechać do USA na 2 lata i podjąć legalną pracę. Czy mógłby ktoś napisać w jasny sposób, jak wygląda procedura ubiegania się o legalne papiery w przypadku: Ślubu w Polsce, pracy w Polsce (nie mając dochodu w USA). Ponaddto, chcielibyśmy wyjechać możliwie jak najszybciej i czy możemy wyjechać na turystycznej, starając się o papiery na miejscu. Czy lepiej wysyłać dokumenty z Polski i czekać na rozmowę w konsulacie? Jaka jest procedura ubiegania się o Zielona Kartę w naszej sytuacji, zwłaszcza że nie posiadam dochodu z USA i mieszkam w Pl? Ile trwa mniej więcej oczekiwanie na otrzymanie Zielonej Karty od wysłania papierów do możliwości wyjazdu? Planowaliśmy wyjechać na 2 lata, jednak z informacji jakie znalazłem, po ślubie z obywatelem można ubiegać się o obywatelstwo będąc w Stanach 2 lata na GC. Pewnie szkoda byłoby nie zrobić obywatelstwa ponieważ Zielona Kartę należy ''odnawiać'' pobytem w USA. Ile trwa wyrobienie obywatelstwa? W którym wnioskowaniu (Zielona karta czy Obywatelstwo) Należy wpisać "Sponsora" żony. Pracuję w Pl, jednak posiadam liczną rodzinę w Stanach. Czy osoba z mojej rodziny może zostać "sponsorem"? Jeśli tak to czy powoduje to jakieś utrudnienia? Czy Być może lepiej byłoby wyjechać razem na turystycznej i abym podjął legalną prace przez minimum 6 miesięcy? Mniej więcej takich informacji szukam i bardzo, bardzo będę wdzięczny jeśli podejmie się ktoś pomocy!
  10. Witam , dzis chcialbym sie umowic na rozmowe ale mam maly problem. Ds 160 juz zlozony i trzeba zalozyc konto na ultratraveldoc chyba tak sie ta strona nazywa ;d zakladam tam konto poraz drugi( 2 podejscie o wize) poniewaz nie pamietam hasla i mejla do konta co zakladalem 1 raz ( w marcu tego roku chyba). I tu jest problem bo gdy wybiore wyznacz wizyte, wpisze dane paszportu , swoje dane to wyskakuje mi komunikat ze moj profil kandydata istnieje juz w systemie pod innym mejlem i jak nie panietam hasla i mejla to prosza o informacje zwrotna. Wiec wybralem i musialem dodac skan paszportu(strona z danymi) i dalej nie wiem ;D ktos mial taka sytuacje ? Ile bede czekal na odpowiedz? Zalezy mi jak najszybciej bo kumpel dzis sie umowil i chcialbym z nim w tym samym terminie ;d z pomoc dziekuje
  11. Cześć wszystkim, widzę, że wiele osób naprawdę zna się tu na rzeczy, bardzo prosiłbym o jakiekolwiek informacje. Obecnie studiuję w Niemczech, w marcu mam ostatni semestr magisterki, a razem z nim mam możliwość realizowania pracy magisterskiej w firmie. Rozumiem, że mogę to traktować jako internship. 3 lata temu byłem już w Stanach na programie Work and Travel. Dzięki temu mam kontakt z osobą, która zaproponowała mi realizację internship w swojej firmie. Mam już numer SSN. Moje pytanie jest następujące: Czy muszę korzystać z organizacji (sponsora), która wyda mi dokument DS-2019 czy mogę załatwić to w jakiś inny sposób i czy to prawda, że ten dokument kosztuje ponad 1000$ ? Internship musiałbym zaczynać już w marcu, mam nadzieję, że nie jest za późno, żeby to wszystko zoorganizować. Z góry bardzo dziękuję, za wszelkie informacje. Pozdrawiam Dawid
  12. Wieczorem mam zamiar zlozyc wniosek ds160 i mam pare pytan ; 1.W pytaniu czy odmowiono mi wizy, tak odmowiono mi raz a jakie uzasadnienie napisac skoro nie wiem dlaczego mi odmowili tylko dostalem kartke z jakim paragrafem( byly chyba 3 i ten pierwszy od gory byl zaznaczony ;d ) ? 2. Pracuje ogolnie w handlu i z listy wykonywanich zawodow nie ma wlasnie handel/handlowiec ? Co mam wybrac? Dziekuje za wszelka pomoc ;d
  13. Witam wszystkich serdecznie, Po krotce opisze swoja przygode - Po 2 latach programu Au Pair zdecydowalam sie aplikowalac o przyznanie mi wizy turystycznej. Bylo to cholernie stresujace i jak sie pozniej okazalo, moglam wypelnic papiery lepiej by oszczedzic sobie zdziwienia. Moj przyjaciel postawil sie w roli sponsora i wyslalismy papiery ok. grudnia 2016, a dostalam odpowiedz pod koniec czerwca 2017 - Pozytywna!....jednak... na JEDEN dzien. Dzien ktory juz minal zanim ten list zdazylam odczytac! Probowalam sprostowac te informacje, slepo wierzylam ze skoro jest akceptacja to powino byc przyznane +6 mies. Po telefonie do USCIS, powiedzieli ze wysla mi kolejny list z wyjasnieniem. No i wyjasnienie dostalam (zalaczam list) znow po dluzszym czasie, ktory juz wydawal sie tylko odmierzajac dni do powrotu do PL. Zdziwiona calym systemem i tym ze ja sama wpisalam za szybka date w prosbie o przedluzenie, zdecydowalam szukac biletu powrotnego i wracac. Podsumujac: Jesli liczyc czas, od decyzji pierwzego listu - presiedzialam wize o 2 miesiace. Jednak czekanie na kolejny, wyjasniajacy list, skraca mi to czas o prawie miesiac. (Okrutnie ciezko jest wyjechac z dnia na dzien, samo szukanie biletu i zamykanie spraw w USA to dla mnie 3 tyg. minimum..) Nie mam pojecia jak to moze wplynac na przyszly wniosek o wize. W przyszlym roku chcialabym odwiedzic znajomych, i albo oni moga mi wyslac oficjalne zaproszenie, albo moj przyjaciel ktory mnie sponsorowal. Czy ktos orientuje sie jak powinnam patrzec na swoj czas przesiedzenia wizy? oraz wycenic czy ta cala sytuacja wplywa dosc negatywnie na przyszle plany w odwiedzeniu US? Czy jest roznica od kogo dostane ewentualny list z zaproszeniem? dzieki za zainteresowanie tematem
  14. Witam, Mam 19 lat i zamierzam starać się o wizę turystyczną do USA. Skonczylam liceum, po maturze pracowałam do końca wakacji, teraz uczęszczam na dwuletnie studium policealne publiczne, już nie pracuję. Czy lepiej gdy będę starać się o wizę teraz podając za argument szkołę i czy mam jakieś szanse na dostanie jej? Czy jednak spróbować dopiero po znalezieniu pracy w Polsce? Dodam że nie mam nikogo z rodziny przebywającego w tym kraju, chłopak posiada wizę na 10 lat i chciałam wyjechac tam razem z nim.
  15. Z tego co wiem, to ambasada ma gdzieś w systemie, że członek rodziny był nielegalnie w stanach ( przedłużył pobyt). Moje pytanie - czy może mi to przeszkodzić w dostaniu wizy, jeśli było to 30 lat temu?
  16. Chciałbym, aby ktoś pełny wiedzy udzielił mi informacji. Mianowicie, aktualnie mam 22 lata, wykształcenie zawodowe, tj Czeladnik - Stolarz. 4 lata doświadczenia w zawodzie, lecz ciężko byłoby zebrać pełną 4 letnią historię pracy. Dodatkowym atutem jest to, że jestem spawaczem MIG/TIG, z 2-letnim doświadczeniem i pełną dokumentacją. Posiadam też kwalifikację do pracy pod napięciem kat. E, i ochroniarza stopnia 2. Oczywiście od 4 lat posiadam też prawojazdy kat. B. Na przełomie kilku kolejnych miesięcy, chciałbym dostać się do USA i spróbować tam życia i pracy. Schody zaczynają się w momencie doboru wizy. O jaką wize mogę lub powinienem próbować walczyć ? W USA nie mam bliskich, Jeśłi już kwalifikuję się pod jakąś wize pracowniczą, jakie kroki podjąć pierwsze w celu jej uzyskania. Mógłby wyjaśnić mi ktoś, krok po kroku jak rozpocząć przygodę w kierunku USA ? Aktualnie spędziłem zbyt dużo czasu na przeróżnych forach, i zrobiłem sobie przez to mętlik w głowie nierozumiejąc już kompletnie niczego.
  17. "Porobili mi zdjęcia i kazali założyć pomarańczowy uniform, taki dla kryminalistów. O północy wprowadzili mnie do pomieszczenia wielkości polskiej sali gimnastycznej, gdzie na piętrowych łóżkach spało ponad 60 osób. Część to byli miejscowi zamknięci za DUI, pobicia, narkotyki; część to imigranci bez papierów, tacy jak ja" – mówi Marek, który spędził miesiąc w więzieniu w Ohio, po tym jak schwytała go Straż Graniczna. Marek, który od pięciu lat mieszka na przedmieściach Nowego Jorku, na święta wielkanocne wybrał się samochodem do znajomych w Chicago. Nie pierwszy raz tam jechał. W Wietrznym Mieście bywał dwa razy w roku; tam ma zarejestrowany samochód oraz posiada prawo jazdy z Illinois, takie dla imigrantów, którzy nie mają papierów. "W tamtą stronę było bez problemu – mówi Marek, któremu w podróży towarzyszyła jego partnerka Justyna z ośmioletnim synkiem Mateuszem. – Jakieś 400 mil od Chicago zatrzymaliśmy się na postoju przy 90-tce, żeby odpocząć, zatankować, napić się kawy i wyprowadzić psy. Zjeżdżając widziałem, że stali po przeciwnej stronie drogi, ale myślałem, że to policja na 'suszarkę łapie'". Okazało się, że była to Straż Graniczna, która w tym miejscu miała punkt kontrolny. "Wysiadłem już z samochodu, gdy zajechał mi drogę od tyłu. Pierwsze słowa, jakie do mnie skierował, to: jesteś na wizie turystycznej B2 i przekroczyłeś termin pobytu – wspomina Marek. – Opowiedziałem, że nie, i zapytałem o powód zatrzymania, na co usłyszałem: zbyt wolna jazda. To niby z jaką prędkością miałem zjeżdżać na postój?". Polak pokazał funkcjonariuszom amerykańskie prawo jazdy z adresem w Chicago i dokumenty samochodu, zarejestrowanego na jego nazwisko. Oni sprawdzili samochód. "Spokojnie, nie denerwuj się, jeśli nie będziesz miał historii kryminalnej, to cię puścimy, potem tylko będziesz miał sprawę w sądzie imigracyjnym" – powiedział funkcjonariusz, który – widząc chicagowskie prawo jazdy dla imigrantów bez Social Security – już upewnił się w swoich przypuszczeniach. "Powiedzieli, że muszą nas przewieźć na posterunek, bo nie mają w samochodzie jakiegoś systemu, żeby nas sprawdzić – mówi Marek. – Na posterunku w pięć minut wiedzieli, kiedy przyjechałem, na jakiej wizie, kiedy wygasła jej ważność. Wszystko mieli zapisane". Sprawdzali, robili odciski palców. Pytali, do jakiego kościoła w Polsce należy, kiedy przyjechał, czy pracuje, czy się uczy, gdzie mieszka. "Odpowiadałem zgodnie z dokumentami, że w Chicago i że jadę do Nowego Jorku odwieźć Justynę i Mateusza, bo u mnie byli na święta. Chyba trzy godziny nas maglowali, po dziesięć razy te same pytania zadawali, żeby złapać na jakiejś nieścisłości. Jak nas traktowali? Tak jak w Polsce: jeden udaje złego, drugi dobrego. Częstowali kanapką, ale byłem tak zestresowany, że o jedzeniu nie myślałem" – opowiada Marek. W końcu okazało się, że zamiast wypuścić, jak obiecali, przewiozą go do więzienia imigracyjnego. "Jak zakuwali Marka w kajdanki, to był chyba najgorszy moment. I tak się jakoś zachowali, bo zrobili to za drzwiami, żeby Mateusz nie widział – mówi Justyna. – Potraktowali nas jak kryminalistów, a my przecież nic złego nikomu nie zrobiliśmy: nikogo nie okradliśmy, nie zamordowaliśmy ani nie pobiliśmy". "W takich przypadkach powinni założyć bransoletkę na koszt zatrzymanego i do momentu deportacji wypuścić do domu" – stwierdza nasz rozmówca. Marek jest jedną z tysięcy osób zatrzymanych do kontroli w pasie przygranicznym Stanów Zjednoczonych. Sięga on aż 100 mil w głąb kraju i biegnie wzdłuż każdej z jego granic: z Kanadą, Meksykiem, oraz tych na Zachodnim czy Wschodnim Wybrzeżu. Funkcjonariusze Straży Granicznej zatrzymują ludzi do kontroli przy drogach, pytają o dokumenty imigracyjne oraz przeszukują pojazdy. Kontroli poddają wszystkich, bez względu na status. W ten sposób na pasach przygranicznych w pobliżu Kanady czy Meksyku rocznie aresztują tysiące imigrantów, którzy nie posiadają ważnych dokumentów pobytowych. Czwarta Poprawka do Konstytucji USA chroni Amerykanów przed przypadkowymi kontrolami i przeszukaniami, ale według rządu amerykańskiego zasada konstytucyjna nie do końca obowiązuje w pasie przygranicznym. Jak czytamy na stronie American Civil Liberties Union, tak jak na przejściach granicznych funkcjonariusze Służby Granicznej nie potrzebują nakazu sądowego, żeby przeszukać podróżnego lub jego bagaż, podobnie w pasie przygranicznym Służba Graniczna ma pewną, choć nie nieograniczoną, swobodę działania. "W tej 100-milowej strefie Służba Graniczna może tworzyć punkty kontroli imigracyjnej, ale nie może zatrzymywać ludzi bez uzasadnionego podejrzenia o wykroczenie imigracyjne" (uzasadnione znaczy więcej niż przeczucie)" – czytamy na stronie ACLU.org. W praktyce jednak różnie bywa, a obrońcy praw obywatelskich argumentują, że dochodzi tam do nieprawnych zatrzymań. "Moja prawniczka powiedziała, że zatrzymano mnie bezprawnie. Można się od tego odwoływać, ale to słono kosztuje" – mówi Marek, który uznał, że nie będzie na to wydawał ciężko zarobionych pieniędzy. *** Justynę, która do Stanów przyjechała dwa lata temu, na wizie turystycznej, też chcieli zatrzymać. Uratowało ją to, że nie było w okolicy ośrodka penitencjarnego z wolnym miejscem dla matki z dzieckiem. Jedną noc musiała spędzić w areszcie, na posterunku. "Cela wyłożona płytkami, łóżka z nierdzewnej stali, zimne jak w prosektorium. Dali koc, szary, cienki jak ścierka. Tragedia. To była najgorsza noc w moim życiu – opowiada wstrząśnięta Justyna. – Mateuszek kiedyś chciał być policjantem albo żołnierzem, ale po tym jak zobaczył kajdanki i łańcuchy i jak ta praca wygląda z bliska, stwierdził, że już nie chce być mundurowym". Gdy ich rano wypuszczono na wolność, koledzy Marka, którzy w nocy przyjechali po jego samochód, byli już w drodze do Chicago. Na policji powiedziano im, że nie wiadomo, kiedy Justynę wypuszczą. Wrócili jednak, a Justyna z Mateuszem spędzili tydzień w Chicago, czekając na Marka. Cały ten czas Justyna robiła, co mogła, by wyciągnąć Marka z więzienia. Nie było jej łatwo, bo słabo zna angielski, nie ma rozeznania w amerykańskim systemie prawnym oraz przepisach imigracyjnych. "Nie da się opisać, co przeszłam" – mówi Polka, której z pomocą znajomych udało się znaleźć lokalnego prawnika. Po tygodniu, gdy stało się jasne, że Marka tak szybko nie wypuszczą, wróciła z synkiem do Nowego Jorku. *** "Gdy zamknęły się za mną drzwi więzienia, to urwał mi się kontakt ze wszystkimi. Zabrali mi telefon, prawo jazdy, ważny paszport" – opowiada Marek. Okazało się, że to nie więzienie imigracyjne, ale takie mieszane, w którym przebywali nielegalni imigranci, ale też lokalni kryminaliści, zatrzymani za różne przewinienia. Wszyscy ubrani byli w sztywne, pomarańczowe więzienne drelichy. "Wielkie pomieszczenie, a w nim piętrowe łóżka dla ponad 60 osób. Jak brakowało miejsca, bo co jakiś czas kogoś przyprowadzali, to rozkładali materace na podłodze" – mówi Marek, który "na dzień dobry" dostał dwa koce, dwa prześcieradła, ręcznik, trzy pary skarpetek i bieliznę. Najgorsza dla niego była monotonia, bo każdy dzień wyglądał tak samo. Pobudka o 6 rano i słanie łóżek. Jedzenie "takie szpitalne": na śniadanie płatki z zimnym mlekiem i owoce z puszki. Facet się nie naje. Na lunch amerykański hamburger albo makaron, ziemniaki puree z wody. I tak na zmianę. "Dopiero po kilku dniach się zorientowałem, że można za swoje pieniądze, które ktoś z zewnątrz wpłaci na twoje konto, kupić suchy prowiant: ciastka, sneakersy, zupki chińskie. Zamawiało się i za tydzień przychodziła dostawa. Bez tego ciężko było" – opowiada Marek. Po każdym posiłku trzeba było oddać plastikową łyżeczkę, którą podawano do każdego rodzaju jedzenia, nie było widelców ani noży. Strażnik liczył łyżeczki, gdy rozrachunek się nie zgadzał, to najpierw dawał ostrzeżenie, potem zarządzał przeszukanie sali. Ten, u kogo znaleziona została poszukiwana łyżeczka, miał odebrane wszelkie przywileje na miesiąc. Na sali były dwa telewizory, a w ciągu dnia godzinę albo półtorej więźniowie chodzili na "spacerniku", jak był otwarty. "Nic innego nie było do roboty, to się chodziło w kółko. Niedaleko było małe jeziorko; tam czasem ktoś kosił trawę; zatrzymywaliśmy się i patrzyliśmy. Były też ławki, można było usiąść i pograć w coś" – opisuje więzienny czas Marek. Rozgrywki w szachy, warcaby i domino to były jedne z niewielu rozrywek w ciągu dnia. "Nauczyłem się grać w domino; w warcaby dobrze mi szło, ogrywałem gości" – mówi Marek i dodaje, że niektórzy grali w pokera na jedzenie. – Zwycięzca wychodził z workiem suchego prowiantu, który inni dostali od rodziny albo zakupili za pieniądze przelane na ich konto". Do ubikacji można było iść o każdej porze dnia i nocy. Łazienka znajdowała się z boku sali, gdzie więźniowie spali i spędzali całe dnie. Sześć kabin prysznicowych odgrodzonych było parawanami. "Wieszało się ręcznik i wszyscy wiedzieli, że prysznic zajęty. Nie tak jak w wojsku w Polsce, gdzie 30-40 gości pod prysznic razem szło. Tutaj niby więzienie, ale pod tym względem warunki były ok" – opowiada Marek. Od 10 wieczorem obowiązywała cisza nocna. Światła jednak nigdy do końca nie były gaszone. Tych, którzy w nocy rozmawiali, rozdzielano i przenoszono w dwa różne końce pomieszczenia. *** Był jedyną osobą z Europy na tej sali. Pozostali imigranci to przeważnie Latynosi, których było około trzydziestu. "Wielu mówiło, że zostało złapanych w tym samym miejscu na 90-tce, tak jak ja – niby za wolną jazdę. Straż Graniczna tam miała taką rutynę: widzieli w samochodzie kilka osób o ciemniejszej karnacji – to zatrzymywali. Mnie pewnie też wzięli za Latynosa – mówi Marek, który nie jest wysoki, ma ciemne włosy i mocno opaloną skórę. – W tamtym rejonie policja współpracuje ze służbami imigracyjnymi. Jak cię złapią za byle co: stłuczka czy coś nie tak z samochodem, to nawet jeśli wszystko pozałatwiasz, popłacisz, to potem trafiasz do więzienia i przed sąd imigracyjny. Gdy ktoś nie ma papierów, to nie polecam wyprawy samochodem na północ". Na sali więziennej nikt nie mówił po polsku. "Musiałem się dogadywać po angielsku i hiszpańsku jak umiałem – wspomina nasz rozmówca i dodaje, że to właśnie Latynosi najbardziej mu pomogli. – To bardzo dobrzy i mili ludzie. Pierwsi mi tam podali rękę. Pokazali, jak zadzwonić z aparatu telefonicznego, zaoferowali, że mogę skorzystać z ich karty telefonicznej, jeśli nie mam swojej. Wytłumaczyli, jak ktoś może mi zrobić przelew pieniędzy, pokazali na jakie konto. Bardzo w porządku ludzie. Jeśli czegoś potrzebowałem, to nawet nie musiałem pytać, sami dawali. Pocieszali, że wszystko będzie dobrze, że to nawet dobre miejsce". Latynosi trzymali się razem, "jak bracia", mimo że wcześniej się nie znali. "Byli bardzo religijni, co wieczór śpiewali modlitwy, tak na wesoło" – opowiada Polak, który zaprzyjaźnił się z jednym z więźniów z Ameryki Południowej. To mężczyzna, który do więzienia trafił dwa tygodnie wcześniej, i pierwszy podszedł do Marka, by z nim porozmawiać. Okazało się potem, że też mieszka w Nowym Jorku i do dzisiaj utrzymują kontakt. *** Na ścianie wisiały cztery telefony. W godzinach od 8 rano do 8 wieczorem można z nich było dzwonić poza więzienie. "Czasem ustawiała się kolejka i trzeba było 20 minut czekać, ale były takie godziny, że nikt nie dzwonił, i można było swobodnie porozmawiać" – mówi Marek. Długość rozmów ograniczały jednak koszty. Połączenia były drogie jak międzynarodowe, po 50 centów za minutę. "Dla mnie nieważne było, ile to kosztowało. Chciałam go usłyszeć chociaż raz dziennie, żeby wiedzieć, jak się trzyma, czy wszystko w porządku. Tyle się słyszy historii o więzieniach" – twierdzi Justyna, która uzupełniała konto więzienne Marka i codziennie relacjonowała mu, co udało się jej załatwić z adwokatem. Dla Marka ten telefon na ścianie to był jedyny kontakt ze światem zewnętrznym. "Chciałem wiedzieć, co słychać na zewnątrz, bo siedząc tam, w tych czterech ścianach, bez kontaktu z bliskimi, deprechy można było dostać" – mówi Marek. *** Pierwszą sprawę w sądzie imigracyjnym Marek miał mieć po dwóch tygodniach. Nie odbyła się, bo sędzia się rozchorował. "Jak po kolejnym tygodniu nie było mowy o terminie rozprawy, to mnie niemoc ogarnęła. Dzień za dniem upływał monotonnie i nudnie, nie wiedziałem, co będzie, nie było dostępu do informacji. A tu jeszcze na początku maja zaplanowana była komunia Mateusza. Pomyślalem, że w ogóle nie wyjdę, albo że mnie deportują prosto z więzienia. Inni, w takiej samej sytuacji jak ja, siedzieli tam po cztery miesiące" – wyjaśnia Marek. Ci, którzy siedzieli dłużej, przenoszeni byli na inną salę. "Jak mieli wyznaczoną sprawę imigracyjną, ale nie mieli adwokata – z urzędu nie chcieli dawać, żeby nie obciążać państwa kosztami – to przenoszeni byli do Luizjany. Stamtąd, po dwóch tygodniach, deport". "Jeden z więźniów, młody muzułmanin, trafił do więzienia, bo wiza mu wygasła miesiąc wcześniej. Pewnie ktoś z sąsiadów go podkablował; zgarnęli go z mieszkania. Siedział 18 miesięcy i dostał deport" – opowiada Marek. Był też student z Egiptu, legalnie na wizie studenckiej, ale z powodu operacji na oczy opuścił trzy tygodnie zajęć. "Pokazał w szkole zaświadczenie od lekarza, ale jakoś nie uznali. Przywieźli go dwa tygodnie przed moim wyjściem. Miał grube okulary, od razu widać było, że miał problemy z oczami. Poprosił o krople, to mu dali. Ale przez dwa dni nic nie jadł, taki był zestresowany. Co się dziwić, siedział w domu, chory, a tu immigration przychodzi i zgarnia go do więzienia – opowiada Marek. – Z innym gościem mieli problem, bo był z Nepalu i nie mieli dla niego tłumacza. On był rezydentem, ale coś narozrabiał w domu. Żona zadzwoniła na policję, jego zgarnęli, potem żonie przeszło, a on nie mógł wyjść, bo musiał w sądzie się stawić, ale bez tłumacza nie dało rady. I tak siedział już piąty miesiąc". *** Po czterech tygodniach wezwano Marka na przesłuchanie sądowe. "To wyglądało tak, że przenieśli mnie na inną salę, w której był duży ekran i wideokonferencja z sędzią – opowiada. – Wiedziałem, że nie mam możliwości, by starać się o legalizację pobytu, to podpisałem papier, że poddaję się procedurze dobrowolnego opuszczenia kraju". Dostał cztery miesiące na spakowanie się i powrót do Polski. Po rozprawie, gdy wpłynęła kaucja, Marek wyszedł na wolność. Do 25 lipca miał w sądzie imigracyjnym w Ohio, osobiście, przedstawić plan podróży. Tuż po opuszczeniu więzienia zorientował się, że nie oddano mu ani prawa jazdy, ani paszportu. "Gdy zadzwoniłem do więzienia, to powiedzieli, że immigration zatrzymało. Jak prawnik się z nimi skontaktował, to się wyparli i powiedzieli, że nie zdeponowali tych dokumentów, mimo że na kwicie z więzienia – czarno na białym – było napisane, że mi te dokumenty zabrali" – opowiada Marek, który bez żadnego dokumentu tożsamości ma teraz bardzo utrudnione życie. "ID trzeba pokazać w banku i jak kontener do Polski wysyłasz... Nie wiem, co oni sobie wyobrażają, jak mam się spakować i wyjechać" – mówi poirytowany. Inna sprawa to nakaz stawienia się biletem powrotnym w sądzie w Ohio. "Jak bez prawa jazdy i dokumentów miałem tam się dostać? Nikt mnie taki kawał drogi samochodem nie zawiezie. Autobus jedzie osiem godzin w jedną stronę i osiem w drugą. Też nie wiadomo, czy by mnie wypuścili z powrotem do domu. Może znowu by zatrzymali i dowieźli z więzienia prosto na lotnisko. Zresztą może dlatego radzili, żeby bilet powrotny z Ohio kupić" – zastanawia się nasz bohater. *** Wrócił do domu w drugiej połowie maja, już po komunii Mateusza. Od razu zaczął szykować się do powrotu do Polski. Sprzedał telewizory i jeden samochód, zaczął rozdawać meble, zlikwidował akwarium i znalazł rodziny, którym pod opiekę oddał swoje czworonogi. "Psów mi najbardziej szkoda. Ale na szczęście trafiły do bardzo dobrych ludzi" – opowiada. W międzyczasie ktoś polecił mu prawnika z Nowego Jorku, który prowadzi sprawy imigracyjne. "Znalazł mi program, w ramach którego mam odroczoną deportację do 2 lat. Teoretycznie, bo w praktyce to nie wiem, jak to będzie wyglądało. Potem mógłbym się ewentualnie starać o zieloną kartę, ale już nie chcę tutaj zostawać. Chcę wracać do Polski" – twierdzi Marek. Cieszy się jednak, że dzięki odroczeniu może z Justyną zostać przynajmniej do jej rozprawy w sądzie imigracyjnym, wyznaczonej na koniec roku. "Nie chcę jej tu samej, z dzieckiem, zostawiać" – podkreśla. Justyna jeszcze nie podpisała żadnych papierów. Raz musiała zameldować się w urzędzie imigracyjnym w Nowym Jorku. "Czeka na rozprawę, ale mówią, że będzie mogła ubiegać się o Social Security i pozwolenie na pracę" – relacjonuje. Zdecydowani są jednak najpóźniej za dwa lata wracać do Polski. "Co to za życie tutaj, tylko praca od rana do nocy" – mówi Marek, który bierze dodatkowe prace, żeby nadrobić wydatki związane z pobytem więzieniu: 5 tys. dol. – kaucja, prawnicy, opłaty imigracyjne, telefony z więzienia. "Ponad 10 tysięcy się uzbierało" – mówi. Jak będzie przez ten czas funkcjonował tu bez dokumentów? Jeździ na polskim prawie jazdy, ma też kopię tego amerykańskiego w telefonie. Może uda mu się wyrobić kolejne w Chicago. Czy się boi kolejnego aresztowania? "Jakaś obawa jest, ale w Nowym Jorku policja nie współpracuje z władzami imigracyjnymi. Jak cię zatrzymają za wykroczenie na drodze, idziesz do sądu, płacisz karę i na tym się kończy. Gdy cię złapią bez amerykańskiego prawa jazdy, pokażesz polskie, oni dadzą naganę, ty obiecasz, że już ostatni raz. Ale tu się nie da żyć bez samochodu" – mówi Marek. zrodlo : http://www.dziennik.com/publicystyka/artykul/miesiac-w-wiezieniu-imigracyjnym
  18. Witam, niedługo będę starał się o wizę turystyczną do USA. I jak słyszałem trzeba wpisać w niej czy było się aresztowanym/karanym. Sprawa u mnie wygląda tak że 4 lata temu mając 17 lat zostałem ze znajomym aresztowany za zwykłą głupote a sprawa w sądzie wyglądała tak że sędzina po odczytaniu "zarzutów" z uśmiechem spytała czy to się powtórzy i że jesteśmy uniewinnieni. Mieszkam od ponad 8 lat w niemczech ale z racji że niemam niemieckiego obywatelstwa muszę o wizę się normalnie ubiegać, i ta cała sytuacja miała właśnie tutaj miejsce. Czy muszę o tym całym aresztowaniu pisać przy staraniu się o wizę? Czy mam to jakoś opisać ze szczegółami? I czy moje szanse na dostanie wizy będą przez takie coś dużo mniejsze? Z góry dzięki za każdą odpowiedź!
  19. Witam , na poczatku roku mam zamiar zrobic drugie podejscie o turystyczna i licze na wasza pomoc ;d 1) mam wbita w paszport turecka wize tzn bylem tydzien na wakacjach w Turcji , czy beda sie mnie jakos czepiac, jakies dodatkowe putania , bede musial jakos udowodnic konsulowi ze bylem tam na wakacjach, bo jak wiadomo to muzulmanski kraj. Mial ktos taka sytuacje ? 2) Czy bede wiarygodniejszy w oczach konsula gdy powiem, ze od 1 aplikacji o wize zwiedzilem przez ten czas troche europy ( Niemcy,Czechy,Uk,Turcja) i do usa chce wyjechac z kims, bo za 1 razem gdy bylem na rozmowie to babeczka dziwila sie, ze nigdy nie bylem za granica a a chce wyjechac do Usa i jeszcze sam a to tak daleko ;D w simie jej sie nie dziwie Za wszelka pomoc i odpowiedzi dziekuje
  20. Komu i po co zalezy tak mocno na zniesieniu wiz ? [temat zalozony na podstawie innego tematu na forum] Mozna odniesc wrazenie , ze bardziej na sprawie zniesienia obowiazku wizowego zalezy polakom tu w US niz w PL. Moze rodziny w US chca posciagac innych czlonkow rodzin z PL do roboty. Czy na prawde tak jest jak ludzie pisza / mowia , ze Polakom w US / NYC / Chicago / inne niesamowicie na tym zalezy i sa tym zainteresowani ? Podobno Polacy w Chicago byli zadowoleni i calowali Trumpa po rekach niemalze jak o tym wspomnial na jakims przedwyborczym spotkaniu. Czy jest tak, ze np jakis tam Pan Stefan z Greenpointu czy inny Mieczyslaw z Chicago chodza i nie moga sie doczekac zniesienia wiz. Zalozmy oczywiscie, ze Oni sa legalnie, ze wszystkimi dokumentami. Raczej wiadome jest, ze kto bedie chcial ich odwiedzic z PL to takowa promese otrzyma bez problemu, albo ja dostanie bez problemu w przyszlosci bo co tu kombinowac. Czy to tylko kielbasa wyborcza dla pewnej spolecznosci ? Bardzo ludzie z wszelakich organizacji polonijno / politycznych nakrecaja ten temat. A w PL ? Kto chce zniesienia wiz. Wg mnie na pewno ludzie co sa niedoinformowani w tej kwestii. Czyli domagaja sie zniesienia wiz bo mysla, ze beda mogli przyjechac i pracowac bez problemu. Przeciez to tylko znosi obowiazek pojscia do ambasady. Ilekroc jakis prezydent US odwiedza PL na 100 % w jakis mediach mozna znalezc informacje dt. zapytania o wizy, czy prezydent zapyta o wizy, czy beda zniesione wizy ? Tak jest zawsze. Moze na forum sa osoby z US / PL / inne, ktore chca zniesienia albo nie chca ? Dlaczego ? Jaka jest Wasza opinia ?
  21. Witam. Szybkie pytanie, w piątek wylatuje do Kanady, stamtąd zaś drogą lądowa do Stanów. Ny, stolica itd i mam pytanie! Wizę już mam oczywiście, papierki na wjazd do Kanady już w toku, ale teraz zauważyłem, że umowa w pracy kończy mi się w czwartek, a w piątek lecę. Czy może to mieć jakiś wpływ na granicy itd? Jakieś problemy mogą mi robić?
  22. Witam wszystkich serdecznie, Mam do Was kilka pytań wynikających z powstałych okoliczności, mianowicie przedstawię Wam swoją historię po krótce: 2 lata temu jak byłem na 3 roku studiów dostałem wizę B-2 na 10 lat. Teraz kończę studia magisterskie, obronę mam pod koniec września/początek października. Chcę po obronie, zanim znajdę stałą prace w Polsce, jechać do NYC, w celach turystycznych. Dodam, że nie mam żadnej rodziny w stanach (zarówno przebywającej legalnie jak i nielegalnie), chciałbym lecieć do znajomych poznanych przez internet (nigdy nie widzieliśmy się na żywo), na jakieś 2-3 tyg. I tutaj pojawia się kilka nurtujących mnie pytań: W praktyce najpierw chcę się obronić końcem września i zamknąć temat studiów i zanim znajdę pracę zwiedzić NYC. Pytanie brzmi, czy lepiej powiedzieć urzędnikowi imigracyjnemu na lotnisku, że jeszcze studiuje a bonie się np. końcem października - żeby myślał, że jeszcze się nie obroniłem. Bo w sumie jak powiem, że się obroniłem, nie mam jeszcze pracy to jestem książkowym przekładem "nielegalnego" imigranta. A ja na prawdę chcę wykorzystać ten czas pomiędzy zakończeniem edukacji, a znalezieniem pracy na zwiedzanie (później wiecie, urlopy etc). Więc generalnie skłamać, czy powiedzieć prawdę (co wydaje mi się, że źle będzie wyglądało). Generalnie, nie będzie to dziwnie wyglądało, że chwilę przed obroną lecę do stanów? Btw. status studenta będę miał do 31 października. Planuje nocować u tych znajomych poznanych przez Internet, czy wystarczy jak urzędnikowi pokaże adres znajomych? Czy muszę mieć rezerwacje hotelu/hostelu? Nie będzie to dla niego dziwne, że z ludźmi nie widziałem się w realu, a będę u nich nocował? Może powiedzieć, że spotkaliśmy się kiedyś w Europie, i chcą mi pokazać NYC? Czy mogą mnie coś o nich pytać jakieś szczegółowe pytania? Jak to rozegrać? Wizę mam w starym paszporcie, którego ważność dobiegła końca, rozumiem, że przepisy się nie zmieniły i muszę podróżować z dwoma paszportami (starym z wizą i nowym bez wizy). Czy okres 2-3 tygodni, nie będzie wymagał udowodnienia środków na czas pobytu etc? Generalnie, chcę się obronić końcem września, pojechać do USA na 2-3 tyg, i wrócić i poszukać pracy. Z góry dziękuję za wszystkie pomocne odpowiedzi Pozdrawiam
  23. Cześć, byłam w piątek na rozmowie w konsulacie. Dostałam pozytywną odpowiedź, że wiza przyznana na 10 lat. Konsul powiedział mi, że paszport z wizą będzie do odebrania we wtorek czyli jutro 22.08. Na stronie konsulatu piszę, że mój paszport dalej znajduje się w konsulacie, czy to oznacza coś, że przeciągnie się czas oczekiwania na niego? Nie wiem jak wygląda procedura "wbijania" wizy do paszportu. Boję się, ponieważ czas mnie goni i chciałabym już kupować bilety. Może mój post się powtarza ale nie mogę tego nigdzie zlokalizować
  24. Witam, Pracuję obecnie jako projektant ubioru w Polsce, co jakiś czas przeglądam nowe oferty pracy w interesujących mnie firmach. Ostatnio trafiłam na ofertę pracy w Los Angeles. Jednym z pierwszych pytań, które pojawiły się w formularzu aplikacyjnym to "do you have legal authorization to work in the United States without the need of company sponsorship, at any time?" Po zaznaczeniu negatywnej odpowiedzi od razu pojawił się komunikat, że nie spełniam podstawowych wymogów by wziąć udział w procesie rekrutacji. Czy myślicie, że w takim wypadku jest jakakolwiek szansa na zatrudnienie w tej firmie? Z góry dziękuję za odpowiedź, Pozdrawiam
  25. Ciekawe ogloszenie pojawilo sie dzis w portalu polonijnym Bazarynka. "Mozliwosc sponsorowania emigracyjnego". Zaciekawilo mnie i wrzucam tutaj bo byc moze to jakis fake. Czy ogloszenia ze sponsorowaniem daje sie na takie male portale jak bazarynka ? Jajk to wyglada od strony papierkowej ? Rozumiem, ze ludzie tylko z waznym statusem moga sie o taki cos ubiegac ? Czyli jacy - turysci i ludzie z tych pseudo szkolek angielskiego co to daja wazny status....? Jakies opinie ?
×
×
  • Create New...