Jump to content
andyopole

Chciałem Powiedzieć Że...

Recommended Posts

To prawda. Mialem gdzies fajny wiersz pisany ponglishem i tam "piczesy" wystepuja.

 

Stali forumowicze zapewne pamietaja moje styczniowe perypetie z powrotem z Polski. Samolot LOTu z WAW do LAX juz na wylocie mial 6 godzin opoznienia a w zwiazku z tym pogubilem polaczenia przesiadkowe i kiblowalem przez noc na lotnisku w Los Angeles.

Jakis tydzien po powrocie napisalem do nich reklamacje, po dwoch miesiacach przyszla decyzja ze reklamacja uznana.

Po kolejnym miesiacu przyslali formularz zebym wybral droge przekazania pieniedzy (przelew, czek) no I wczoraj czek przyslali.  :D

Akurat mam w planie malowanie sidingu, bedzie na farbe. :)

Edited by andyopole

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pozwole sobie ten wiersz wkleic. Niech mlodzi poczytaja. Powiem Wam ze znam ludzi, ktorzy tak mowia.. Maja dzis 94 I 92 lata. On (Jan) po angielsku mowi, Ona (Janina) wcale.  Zeby pogadac z wnukami potrzebny tlumacz. Caly okres emigracji, od roku chyba 1962, spedzili w NYC a od kilkunastu lat mieszkaja w WA.

 

"Był sobie dziad i baba", stara bajka się chwali... 
On się Dzianem nazywał, na nią Mery wołali. 
Bardzo starzy oboje, na retajer już byli, 
filowali nie bardzo, bo lat wiele przeżyli. 

Mieli hauzik maleńki, peintowany co roku, 
porć na boku i stepsy do samego sajdłoku; 
plejs na garbydż na jardzie, stara picies, co była 
im rokrocznie piciesów parę buszli rodziła. 

Kara była ich stara, Dzian fiksował ją nieraz, 
zmieniał pajpy, tajery i dzionk służył do teraz. 
Za kornerem, na stricie, przy Frankowej garadzi, 
mieli parking na dzionki, gdzie nikomu nie wadził. 

Z boku hauzu był garden na tomejty i kabydź, 
choć w markiecie u Dzioa Mery mogła je nabyć. 
Czasem ciery i plumsy, bananasy, orendzie, 
wyjeżdżała, by kupić przy hajłeju na stendzie. 

Miała Mery dziob ciężki, pejda też niezbyt szczodra; 
klinowała ofisy za dwa baki i kwodra. 
Dzian był różnie: waćmanem, helprem u karpentera, 
robił w majnach, na farmie, w szopie i u plombera. 
Ile razy Ajrysie zatruwali mu dolę, 
przezywając go "green horn" lub po polsku "grinolem". 
Raz un z frendem takiego fajtując dał hela, 
że go kapy na łykend zamknęli do dziela. 

Raz w rok, w Krysmus lub Ister, zjeżdżała się rodzina: 
z Mejnu Stela z hazbendem, Ciet i Olter z Brooklyna. 
Byli wtedy Dzian z Mery bardzo tajerd i bizy, 
nim pakiety ze storu poznosili do frizy. 
A afera to wielka, boć tradycji wciąż wierni, 
polsie hemy, sosycze i porkciopsy z bucierni: 
i najlepsze rozbify i salami i stejki: 
dwa dazeny donaców, kiendy w baksach i kiejki. 
Butla "Calvert", cygara - wszak drink musiał być z dymem 
kicom popkorn i soda wraz ze słodkim ajskrymem. 

Często, gęsto Dzian stary prawił w swoich wspominkach, 
jak za młodu do grilu dziampnął sobie na drinka. 
To tam gud tajm miał taki, że się trzymał za boki, 
gdy mu bojsy prawili fany story i dzioki. 
Albo, jak to w dziulaju, brał sandwiczów i stejków, 
aby basem z kompanii na bić jechać do lejku. 
Tam, po kilku hajbolach, zwykle było w zwyczaju 
śpiewać polskie piosenki ze starego het kraju. 

Raz ludziska zdziwieni - ot symater [what's the matter] - szeptali, 
że u Dzianów na porciu coś się bolbka nie pali. 
A to śmierć im do rumu przyszła tego poranka.... 
On był polski krajowy, ona - Galicyjanka. 
 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Już to tu wklejałem ale nowi ludzie przybywają i jak widać wiersza nieznający. ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nudą wieje w tym wątku, więc opowiem nasze przygody ze stołem z ostatnich tygodni.

W listopadzie roku 2014, nabyliśmy w Ikei stół i krzesła. Naszą motywacją był fakt, że zaprosiliśmy ówczesne szefostwo na polską niepodległościową gęś i tak głupio było jeść przy ladzie w kuchni. Stół przeprowadził się z nami, przeżył pomazanie markerami i różne inne szkody wyrządzone przez dziecko. Był tani, wiórowy, świetnie zaprojektowany i bardzo wygodny. A krzesła można było prać. 

Aż tu pewnego dnia ktoś puka. Patrzę sąsiad z boku i sąsiadka z domu za sąsiadem. I otóż sąsiad mówi, że oto sąsiadka, sprzedaje dom i się wyprowadza i ma stół i krzesła do oddania. Na to sąsiadka mówi, że ona musi oddać je nam bo my jesteśmy z Polski (i sąsiad dodał, że nie widział wielkiej ciężarówki z meblami, więc pewnie mebli nie posiadamy. Nie zauważyli małego uhaula i miliona kursów naszym samochodem,  końcu przeprowadzaliśmy się tylko parę ulic dalej). 

I tu wkracza sąsiadka, pani 80+, której rodzice pochodzili z Czech i która jak się okazało wyjechała do USA jako dziecko o imieniu Bożenka. Ani się nie obejrzałam, a Bożenka już prowadziła mnie do siebie bym stół obejrzała. Zanim przeszliśmy te 50m do jej domu, już wiedziałam, że stół jaki by nie był - musimy wziąć. Bożenka mówiła po czesku, wzruszając się każdym słowem, które rozpoznawaliśmy, wspominała męża, który zmarł pół roku temu oraz swoją wyprowadzkę na drugi koniec kraju, której się trochę obawia. W międzyczasie zostałam wyściskana milion razy i zaproszona na lunch. Stół wzięliśmy. Nasz oddaliśmy w dobre ręce. Bożenka powiedziała, że dom kupili dwa lata temu i stół już tam był, ale teraz ona go daje nam, żebyśmy o niej pamiętali i zabrali go ze sobą wszędzie gdzie się przeprowadzimy. Sąsiad się zorientował, że trochę nas wmanewrował.

I teraz jesteśmy w kropce. Bo stół ładny, drewniany, ale zbyt elegancki jak na nasze codzienne życie z dwulatkiem. A na pięknych  krzesłach nie da się siedzieć, góra pleców pchana do przodu, za to krzyż bez żadnego podparcia. Bożenka stwierdziła, że jak go nie weźmiemy, to odda do Armii Zbawienia czy innego Goodwila, i tak chyba zrobimy jak tylko się wyprowadzi, licząc, że nie zjedzą nas przez to wyrzuty sumienia. Naszego starego stołu już nie odzyskamy, wróżę nam rychłą wycieczkę do Ikei :) 

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, mola napisał:

I teraz jesteśmy w kropce. Bo stół ładny, drewniany, ale zbyt elegancki jak na nasze codzienne życie z dwulatkiem.

 

Ciesz się że tylko elegancki ;) Mnie znajoma usiłowała wepchnąć zestaw do jadalni po jej śp. matce, która pochodziła ze wschodniej Europy i miała cały dom w meblościankach rodem z PRL-owskich lat 70-tych i kryształach. Gdzie znalazła te meble i kryształy w USA - nie mam pojęcia. Całą noc nie spałam bo myslałam jak delikatnie jej powiedzieć że za dopłatą tych mebli bym nie chciała ;) ale na szczęście ktoś ze znajomych jej matki stwierdził że je przygarnie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czy stół i krzesła oddamy czy nie, panią Bożenkę będziemy pamiętać już zawsze :) 

Edited by mola
  • Haha 1
  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Obicie oparc odwrocic up-down. Dzieciaka szkodnika do klatki albo na krotki sznurek, "sharpie" do szuflady. Stol pokazywac znajomym a z boku dyskretnie ale w dobrze widocznym miejscu przykleic metke z bardzo wysoka cena, niech im troche cisnienie podskoczy. :D

  • Haha 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
14 minut temu, andyopole napisał:

Obicie oparc odwrocic up-down.

Nie da rady. Ale jakbyś potrzebował 6 krzeseł z bagażem emocjonalnym to się polecamy :)

860CEF89-6687-4910-BBA8-CF8D090C1581.jpeg

Share this post


Link to post
Share on other sites

My właśnie wymieniliśmy stół w jadalni. Wystawiłem stary za $200 na Facebooku, trochę zdziwiły mnie oczekiwania ludzi, co do stanu czteroletniego mebla za 10% jego początkowej wartości. Już miałem wystawić za darmo, bo miałem dość wybrzydzania, ale znalazł się człowiek co go zabrał po trzech dniach i jeszcze zapłacił. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...