Jump to content

Recommended Posts

witam wszystkich,
zaczne od tego, ze w temacie "ameryka" jestem zielony.
to znaczy wiem tyle, ze na el capie sa fajne drogi wspinaczkowe, ze korczak-ziolkowski wydlubal szalonego konia (no, niecalego) za pomoca dynamitu, ze wielki kanion nie jest jedynym ciekawym miejscem na zachodzie, bo jest jeszcze chocby big bend czy skamienialy las, ze west point jest na wschodnim wybrzezu i zaprojektowal ja kosciuszko, a jak bylem maly to czytalem "zloto gor czarnych" i robilem sobie luki z wierzbowych witek, no i oczywiscie namietnie ogladalem johna wayne'a.
ale juesejska papierkologia i przepisy to dla mnie czarna magia (nie tyko zreszta juesejska).
przy czym moj angielski-amerykanski jest dosc slaby (z angolem czy hindusem sie dogadam, gorzej z amerykancem). w sprawach codziennych typu jak kupic ogorki w warzywniaku - ok, ale jak mam gadac o dokumentach z urzednikami itp. to leze.

i tera co i jak:
- brak ssn i raczej brak czasu na zabawe w to,
- brak prawa jazdy usa (polskie mam od xx-lat, max. znizek oc, o ile to ma znaczenie, kartoteka czysta, mam tez wazne miedzynarodowe) i raczej j.w.,
- stany do obskoczenia: nm, ar, co, ut, wy, mo, id, wa, or, ne, ca czyli generalnie petla po calym zachodzie (parki, ale tak naprawde chcialbym pojezdzic nie tylko po parkach, bo z doswiadczenia wiem, ze nawet dosc blisko miejsc obleganych przez tlumy sa miejsca, gdzie nikt nie zaglada - i tam sie bede chcial powloczyc),
- start i koniec w nowym meksyku (wiec jak co, to tutaj wszystkie zabawy organizacyjne),
- czas akcji ok. 2 miesiace (max. 3, zalezy od samolotu tam i nazad),
budzet z kategorii "very low" - mam tzw. podroznicze adhd, troche swiata juz zjezdzilem, rowniez wlasnym autem, glownie azje (i nie byla to azja typu hipsterska tajlandia), po hotelach nie sypiam, raczej "po rowach", jem najtansze miejscowe zarcie na bazarach (bo i z reguly jest najlepsze), wiec wiecej niz 3/4 kazdego mojego budzetu wyjazdowego autem to paliwo (a w takim np. kazachstanie jest circa po 1,50pln/litr na nasze), naprawde "low-budget", a nie jakies tam udawanie studenta za pieniadze rodzicow (z calym szacunkiem dla studentow i ich rodzicow). i teraz mi przyszlo do lba, zeby se machnac taka wyrype po zachodnich stanach, bo tam ladne miejsca sa.

plan jest taki, zeby kupic na miejscu junka; potrafie poslugiwac sie zarowno siekiera jak i mlotkiem (kiedys mialem ruskiego uaza; wloczac sie po swiecie kilkakrotnie np. wymienialem w gdzies w dzikiej azji lozysko kola teoretycznie nie do wymiany bez profesjonalnego warsztatu), wiec stan techniczny nie musi wskazywac na wypieszczenie, bardziej niz klima i gps na pokladzie (korzystam z papierowych map i patrze na slonce) interesuje mnie duzy przeswit i jakies minimalne zdolnosci trakcyjne po drogach nieubitych, a mozliwych np. naglym zalaniem - slowem przygotowuje sie na jakiegos starego czirokeza albo innego blazera za jakis niewielki piniodz (max. 2000 usd, sprzedaja jeszcze takie?) i objechac nim kolko w ciagu tych 2-3 miesiecy, po czym sprzedac tegoz junka za pol ceny lub nawet porzucic z kluczykami w stacyjce (jesli trafi sie cos ponizej 1000 baxow - nie fantazjuje zbytnio? nie beda mnie potem scigac za porzucenie?).

i tu widze klopot -  przejrzalem forum i generalnie zdaje sie, ze na turystycznej wizie to slabo. w sensie kupic to kupie, ale nie zarejestruje i nie ubezpiecze (oc), w kazdym razie widze, ze nie jest to latwe.
nie chcialbym wydawac circa 50 zielonych szelestow dziennie na wypozyczenie z wypozyczalni, bo w skali 2 miesiecy wyjdzie mi tyle, ze za take kase moglbym obskoczyc 25-tysieczno kilometrowa wycieczke po azji, wliczajac paliwo, wizy, zarcie itp. chyba ze sa takie wypozyczalnie, co wypozyczaja za 15usd dziennie, to juz predzej.

jest tez opcja (malo prawdopodobna, ale jakos tam mozliwa), ze miejscowy (mam ziomka w stanach, ale, nie chce go "naduzywac") dokona zakupu auta (w sensie: ja mu daje kase, on kupuje sobie i ja go "pozyczam" od niego) - ubezpieczy mi to ktos (oc)? jest w tym sens?

transport wlasnego auta przez ocean tam i z powrotem nie wchodzi oczywiscie w rachube, z tego co sie orietowalem, to drozsze niz cala taka impreza.

jak to zrobic najlepiej, zeby nie zbankrutowac i nie tracic czasu na czekanie na papierkologie?
drogie bravo, pomoz.

Link to post
Share on other sites

  • Replies 28
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Popular Posts

no wiec junkiem po stanach sie odbylo (zeszlego lata/jesieni), jednakze stany byly nie tyle amerykanskie, co azjatyckie, a junk to 25-letni vw kupiony za rownowartosc ok. 750 dolcow (w ramach przygoto

Nocke ze sniadaniem w Shadow Hills Ca masz u mnie jak w banku, gdybys tym Jankiem jechal

Ja sobie właśnie w ramach protestu kupiłam tęczowy pasek do zegarka/krokomierza  Jak tylko przyjdzie to ochoczo go nałożę No ale to już off top.

Zależy od stanu ale 12 lat temu zarejestrowali mi auto na paszport :) ubezpieczyli na międzynarodowe prawko. Wiecej to kosztowało ale nie jakoś przesadnie. Pojezdzilam tak sobie (wcale sie nie spieszyłam), aż do momentu zrobienia lokalnego :) 

Chyba gorzej bedzie ze znalezieniem auta za taka kwotę, który przejedzie tyle mil bez rozsypania sie w połowie drogi. 

Link to post
Share on other sites

Co do zakupu auta to nic nie doradzę, bo się nie znam, ale do paru rzeczy się odniosę.

1 godzinę temu, mazeno napisał:

brak ssn i raczej brak czasu na zabawe w to,

O SSN nie musisz się martwić, nie możesz o niego aplikować na wizie turystycznej

1 godzinę temu, mazeno napisał:

brak prawa jazdy usa

Polskie (czy tam międzynarodowe polskie) powinno być OK, jeśli wybierasz się na 2-3mce

1 godzinę temu, mazeno napisał:

troche swiata juz zjezdzilem,

To pewnie wiesz, że co kraj to obyczaj. W USA podróżowanie low budget wygląda zupełnie inaczej niż w takiej Azji. 

1 godzinę temu, mazeno napisał:

jem najtansze miejscowe zarcie na bazarach

W USA najtańsze żarcie kupisz w supermarketach i w fast foodach. Bazarki (farmers market) to tutaj wydarzenie cykliczne i raczej hipsterskie, na ogół raczej z cenami z kosmosu.

1 godzinę temu, mazeno napisał:

bardziej niz klima i gps na pokladzie (korzystam z papierowych map i patrze na slonce) interesuje mnie duzy przeswit i jakies minimalne zdolnosci trakcyjne po drogach nieubitych, a mozliwych np. naglym zalaniem

Tu może jestem zbyt wygodnym turystą, ale bez klimy to ja bym po stanach typu NM, AR i CA nie jechała. 40C w cieniu przy pełnym słońcu z zenitu, jazda po kilka godzin od punktu do punktu to nie na moje zdrowie. Drogi nieubite to raczej rzadkość, w parkach narodowych parę razy jechałam, ale ogólnie jakieś cross over spokojnie dało radę. 

 

1 godzinę temu, mazeno napisał:

po hotelach nie sypiam, raczej "po rowach",

Mieliśmy tu niedawno dyskusję z człowiekiem co postanowił jechać w stany i spać w samochodzie. Konkluzja była że to raczej średni pomysł. Nocowanie po rowach może się skończyć w najlepszym razie pobudką przez lokalnego szeryfa i nakazem spadania, w skrajnym przypadku (ale to skrajnym i najczarniejszym scenariuszu)  rozmową z homeland security. Nocowanie w rowach jest na ogół nielegalne, rów może się okazać też czyjąś własnością i się obudzisz z wkurzonym właścicielem nad głową. Będziesz zdziwiony ogrodzonymi pustkowiami z tabliczkami "no trespassing". Bezpieczniej jest mieć namiot i korzystać z kempingów, lub każdorazowo upewnić się, że właściciel ziemi nie ma nic przeciwko.

Edited by mola
Link to post
Share on other sites

Zgadzam sie z mola, ze bez klimy bedzie wrecz nieprzyjemnie i mozliwe niebezpiecznie. A samochod musi byc w raczej dobrej formie. Mowisz o stanach gdzie moze byc 100-150 km do nastepnej stacji benzynowej, zwlaszcza jezeli chcesz jezdzic przez mniej znane tereny. 

Link to post
Share on other sites
On 6/29/2018 at 5:30 AM, mazeno said:

witam wszystkich,
zaczne od tego, ze w temacie "ameryka" jestem zielony.
to znaczy wiem tyle, ze na el capie sa fajne drogi wspinaczkowe, ze korczak-ziolkowski wydlubal szalonego konia (no, niecalego) za pomoca dynamitu, ze wielki kanion nie jest jedynym ciekawym miejscem na zachodzie, bo jest jeszcze chocby big bend czy skamienialy las, ze west point jest na wschodnim wybrzezu i zaprojektowal ja kosciuszko, a jak bylem maly to czytalem "zloto gor czarnych" i robilem sobie luki z wierzbowych witek, no i oczywiscie namietnie ogladalem johna wayne'a.
ale juesejska papierkologia i przepisy to dla mnie czarna magia (nie tyko zreszta juesejska).
przy czym moj angielski-amerykanski jest dosc slaby (z angolem czy hindusem sie dogadam, gorzej z amerykancem). w sprawach codziennych typu jak kupic ogorki w warzywniaku - ok, ale jak mam gadac o dokumentach z urzednikami itp. to leze.

i tera co i jak:
- brak ssn i raczej brak czasu na zabawe w to,
- brak prawa jazdy usa (polskie mam od xx-lat, max. znizek oc, o ile to ma znaczenie, kartoteka czysta, mam tez wazne miedzynarodowe) i raczej j.w.,
- stany do obskoczenia: nm, ar, co, ut, wy, mo, id, wa, or, ne, ca czyli generalnie petla po calym zachodzie (parki, ale tak naprawde chcialbym pojezdzic nie tylko po parkach, bo z doswiadczenia wiem, ze nawet dosc blisko miejsc obleganych przez tlumy sa miejsca, gdzie nikt nie zaglada - i tam sie bede chcial powloczyc),
- start i koniec w nowym meksyku (wiec jak co, to tutaj wszystkie zabawy organizacyjne),
- czas akcji ok. 2 miesiace (max. 3, zalezy od samolotu tam i nazad),
budzet z kategorii "very low" - mam tzw. podroznicze adhd, troche swiata juz zjezdzilem, rowniez wlasnym autem, glownie azje (i nie byla to azja typu hipsterska tajlandia), po hotelach nie sypiam, raczej "po rowach", jem najtansze miejscowe zarcie na bazarach (bo i z reguly jest najlepsze), wiec wiecej niz 3/4 kazdego mojego budzetu wyjazdowego autem to paliwo (a w takim np. kazachstanie jest circa po 1,50pln/litr na nasze), naprawde "low-budget", a nie jakies tam udawanie studenta za pieniadze rodzicow (z calym szacunkiem dla studentow i ich rodzicow). i teraz mi przyszlo do lba, zeby se machnac taka wyrype po zachodnich stanach, bo tam ladne miejsca sa.

plan jest taki, zeby kupic na miejscu junka; potrafie poslugiwac sie zarowno siekiera jak i mlotkiem (kiedys mialem ruskiego uaza; wloczac sie po swiecie kilkakrotnie np. wymienialem w gdzies w dzikiej azji lozysko kola teoretycznie nie do wymiany bez profesjonalnego warsztatu), wiec stan techniczny nie musi wskazywac na wypieszczenie, bardziej niz klima i gps na pokladzie (korzystam z papierowych map i patrze na slonce) interesuje mnie duzy przeswit i jakies minimalne zdolnosci trakcyjne po drogach nieubitych, a mozliwych np. naglym zalaniem - slowem przygotowuje sie na jakiegos starego czirokeza albo innego blazera za jakis niewielki piniodz (max. 2000 usd, sprzedaja jeszcze takie?) i objechac nim kolko w ciagu tych 2-3 miesiecy, po czym sprzedac tegoz junka za pol ceny lub nawet porzucic z kluczykami w stacyjce (jesli trafi sie cos ponizej 1000 baxow - nie fantazjuje zbytnio? nie beda mnie potem scigac za porzucenie?).

i tu widze klopot -  przejrzalem forum i generalnie zdaje sie, ze na turystycznej wizie to slabo. w sensie kupic to kupie, ale nie zarejestruje i nie ubezpiecze (oc), w kazdym razie widze, ze nie jest to latwe.
nie chcialbym wydawac circa 50 zielonych szelestow dziennie na wypozyczenie z wypozyczalni, bo w skali 2 miesiecy wyjdzie mi tyle, ze za take kase moglbym obskoczyc 25-tysieczno kilometrowa wycieczke po azji, wliczajac paliwo, wizy, zarcie itp. chyba ze sa takie wypozyczalnie, co wypozyczaja za 15usd dziennie, to juz predzej.

jest tez opcja (malo prawdopodobna, ale jakos tam mozliwa), ze miejscowy (mam ziomka w stanach, ale, nie chce go "naduzywac") dokona zakupu auta (w sensie: ja mu daje kase, on kupuje sobie i ja go "pozyczam" od niego) - ubezpieczy mi to ktos (oc)? jest w tym sens?

transport wlasnego auta przez ocean tam i z powrotem nie wchodzi oczywiscie w rachube, z tego co sie orietowalem, to drozsze niz cala taka impreza.

jak to zrobic najlepiej, zeby nie zbankrutowac i nie tracic czasu na czekanie na papierkologie?
drogie bravo, pomoz.

Zeby ubezpieczyc i zarejestrowac auto czy moto musi ci ktos uzyczyc adresu i tyle. Ja ci kibicuje rekoma i nogami jakbys chcial tym junakiem przejechac stany, tyle ze gdzie ty go tu kupisz, widzialem Lade, Poloneza, 126p 125p, Urala, Iza, ale Janka niegdzie nie spotkalem.

Link to post
Share on other sites

mili panstwo (jak mawial pewien elektryk),

o klime prosze sie nie martwic, przejechalem sie troche po kilku pustyniach w temperaturach znacznie przekraczajacych 50C, samochodem koloru czarnego i bez klimatyzacji, i moje doswiadczenie mi podpowiada, ze nie ma nic gorszego niz klimatyzacja z powodu roznicy temperatur wewnatrz i na zewnatrz (najgorsza nie jest temperatura, tylko temperatura + duza wilgotnosc, czlowiek jest w stanie zniesc suche +60C jesli ma kawalek cienia nad glowa (chocby dach auta), ale pada przy +35C i wilgotnosci bliskiej 100%; podobnie w druga strone, -2C i wilgoc zabija, w suchym -30C da rade spac na sniegu bez spiwora). stacje paliw co 100km mi nie straszne, jestem przyzwyczajony do odleglosci 10x wiekszych bez tankowania, z reguly woze jakies kanistry, rowniez na wode.

to o bazarach to oczywiscie na warunki azjatyckie, w stanach to w ogole watpilem czy jakies sa - licze raczej na miejscowe "biedry" typu walmart. spanie po rowach tez raczej zaliczam do stanow azjatyckich, ale spanie w samochodzie (lub w namiocie obok; biore pod uwage chocby ze wzgledu na rozne pelzajace) to chyba nie najgorszy pomysl - u germancow potrafilem znalezc kawalek lasu czy krzakow bez nalotu policji, wiec moze w usa tez dam rade. podejrzewam, ze w zachodnich stanach policja rzadko zjezdza z asfaltu w step czy pustynie, zeby zajrzec za krzaki odlegle o mile od drogi. "private property keep away" oczywiscie bede omijal (zreszta nie lubie, bo przejezdzajace samochody budza). mam taka zasade przy wybieraniu miejsca do spania - nie rzucac sie w oczy i daleko od szosy - ona generalnie zapewnia spokoj w nocy.

> Nocke ze sniadaniem w Shadow Hills Ca masz u mnie jak w banku
dzieki, ale sadze, ze mozesz poczekac troche - a biorac pod uwage, jak czesto w ameryce zmienia sie miejsce zamieszkania, to pewnie bedziesz juz gdzie indziej ;)
na razie rozbieram na czynniki pierwsze czyli kalkuluje, czy wydole w perspektywie najblizszych 2-3 lat - taka wycieczka to budzet na 2 duze wyrypy po azji (a tam sie nigdy nie znudze, wiec to duza konkurencja), wizy, bilety (oba x2), zakup auta, kasa na paliwo i zarcie, ale z drugiej strony z reguly polowa z tego, co mi sie po lbie walesa, doczekuje sie realizacji (to i tak duzo, biorac pod uwage, ile mi sie w tym lbie telepie). wiec ten wyjazd to jeszcze nie w tym roku, raczej tak gdzies w okolicach 20-ego. to raz. dwa to to, ze z zasady omijam miasta i drogi glowne (pewnie sie zdziwicie, ale np. zupelnie nie mam zamiaru zagladac do vegas), wiec w tej okolicy to pewnie yosemity, sekwoje, death valley, a potem bocznymi drogami na mojave. w kazdym razie dziekuje za zaproszenie.

ad rem:
glownie nie idzie mi o rady jak przezyc (do tej pory sie udawalo, tutaj tez moze sprobuje), tylko o procedure papierkologiczna z samochodem, jak nizej:

> Zeby ubezpieczyc i zarejestrowac auto czy moto musi ci ktos uzyczyc adresu i tyle "
czyli rozumiem, ze jesli mam juz adres (zakladam, ze wspomniany ziomek udostepni), to jedyne wyjscie to czekac? ile to orientacyjnie trwa i jak to wyglada? ide do dilera, kupuje auto, biore od niego papiery i kluczyki i?... szlag trafil nastepne 2 tygodnie wakacji? czy na drugi-trzeci dzien juz wszystko mam?

 

Link to post
Share on other sites
5 godzin temu, mazeno napisał:

o klime prosze sie nie martwic, przejechalem sie troche po kilku pustyniach w temperaturach znacznie przekraczajacych 50C, samochodem koloru czarnego i bez klimatyzacji,

Czyli jednak ja za stara i za wygodna ;)  Ale jak to ja zwykłam mawiać - każdemu wedle upodobań :) 

 

5 godzin temu, mazeno napisał:

podejrzewam, ze w zachodnich stanach policja rzadko zjezdza z asfaltu w step czy pustynie, zeby zajrzec za krzaki odlegle o mile od drogi

W stanach graniczących z Meksykiem może nie być to prawdą. 

Swoją drogą - dokumentujesz jakoś swoje podróże publicznie? Chętnie zajrzałabym na Twojego bloga/instagram/facebook czy co tam jeszcze ludzie używają. 

Link to post
Share on other sites

az tak blisko meksyku chyba sie nie bede zapuszczal, myslalem o big bend, ale dodatkowe tysiac mil (w te i we wte) chyba se odpuszcze - jest fure miejsc, ktore mialem w planach, a wychodzi mi, ze czesc bede musial wywalic z listy ze wzgledu na kosmiczne nadrabianie drogi (np. obie dakoty).

nie mam fejsbuka, smartfona, telewizora ani nic takiego, a z internetu korzystam tylko poza domem.

to jak w koncu jest z tymi procedurami?

Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...