Skocz do zawartości

safsi

Użytkownik
  • Zawartość

    3
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

0

Ostatnie wizyty

633 wyświetleń profilu
  1. Będzie długo. Serdecznie chciałabym podziękować wszystkim użytkownikom forum, dzięki którym przebrnięcie przez proces wizowy było nie tak trudne. Sama wiem, że szukałam informacji na temat jak ten proces przebiega i jakie papiery się wysyła w celu udowodnienia domicylu czy małżeństwa, więc się podzielę moimi doświadczeniami. Najpierw przedstawię naszą sytuację. Z mężem moim znamy się od grudnia 2010 a jesteśmy razem od czerwca 2012 roku. Studiowaliśmy razem, więc się tak poznaliśmy. On uzyskał obywatelstwo w momencie jak się urodził w Stanach. Ja raz byłam w Stanach w 2008 roku na work and travel, wyjechałam ze Stanów o czasie. Wzieliśmy ślub w styczniu 2015 roku a I-130 wysłaliśmy na początku września 2015. Cała procedura szła dość szybko i tak jak jest opisane na: http://www.visajourney.com/wiki/index.php/NVC_Process. Naszym największym problemem był wiadomo domicile i sponsor, ponieważ jeszcze wtedy byliśmy na studiach, które skończył się dopiero w kwietniu 2016 r. Będąc w Polsce razem z mężem po dogłębnym kopaniu na tym forum i visajourney.com zaczęliśmy zbierać dokumenty. Oczywiście musieliśmy mieć joint sponsora. Podjął się tego przyjaciel moich teściów, który już kiedyś sprowadzał matkę. Musieliśmy mieć joint sponsora ponieważ dochody mojego męża =0. By ustalić jakiś domicile mój mąż pojechał do stanów na 2 tygodnie w listopadzie 2015r, by pozałatwiać: · Kartę do głosowania, · Zmianę licencji z Polskiem na amerykańską · Otworzyć konto bankowe · Wyrobić prawo jazdy. I tu jest ciekawa historia, mianowicie nie zdawał testu praktycznego tylko teoretyczny a praktyczny zaliczyli mu na podstawie międzynarodowego prawa jazdy. Całą sprawę załatwił w nie cały jeden dzień. · Dodtakow zdeklarowaliśmy 10k gotówki na koncie w formularzu I-864 · Wynajął dom I to tyle co mu się udało załatwić, dodatkowo rozejrzał się jeszcze za możliwością pracy dla nas w zawodzie. Na udowodnienie naszego małżeństwa wysłaliśmy: · Akt małżeństwa · Zdjęcia (ze ślubu cywilnego i kościelnego, wspólnych świąt, wyjazdów, balu inżyniera, rodzinnych) · Naszą historię poznania. I z tym co mieliśmy czekaliśmy na dalszy bieg wydarzeń. Było małe zawirowanie ponieważ nie mieli mojego maila i wysłali list o tym mówiący który szedł 1 miesiąc. Potem się okazało że na forma I-864a podpis był w złym miejscu więc zanim sponsor to wysłał to też trochę czasu upłynęło. Więc tak dobre 2,5 miesiąca mieliśmy opóźnienia. Pod koniec czerwca przyszedł upragniony mail o przesłaniu dokumentów do ambasady i po paru dniach była umówiona wizyta w ambasadzie na początku sierpnia. Od początku skończenia studiów mąż szukał intensywnie pracy. Uznaliśmy że czas najwyższy by mąż pojechał do swojej ojczyzny by trochę bardziej uwiarygodnić domicile. Kupił tam auto, ubezpieczył siebie i mnie oraz znalazł prace. Tymczasową i zupełnie nie w zawodzie, ale są pieniądze na utrzymanie więc super J. Te rzeczy zamierzałam pokazać na rozmowie z konsulem gdyby uznał że ten domicile jest grubymi nićmi szyty, a myślę że był. Przyszedł sądny dzień i poszłam na rozmowę. Wzięłam numerek. Przede mną była jedna rodzina a za mną 4 osoby i wszyscy byli z Białorusi (chyba, na pewno nie z Polski). Najpierw poszłam do miłej pani Polki która zrobiła krótki wywiad, gdzie mieszkam a gdzie mąż, czy byłam w Stanach i takie tam informacje. Następnie powiedziała że mam czekać bo mnie wezwie na odciski palców. Po 20 minutach tak zrobiła i powiedziała że mam czekać na wyświetlenie numerku u konsula. Mimo że byłam druga w kolejce, mój numerek wyświetlił się pierwszy. I tu się zaczyna bardzo ciekawa historia (jak dla mnie). Po przeczytaniu przykładów rozmów innych osób byłam przygotowana na coś innego. Podeszłam do okienka, konsul kazał podnieść prawą rękę i przyrzec że będę mówić prawdę, tak zrobiłam. Oddałam kartkę laminowaną z prawami imigrantów, którą dostałam wcześniej od pani polki. Konsul mi dał to samo tylko bez laminatu oraz kartkę z informacją dot wyjazdu i odbioru paszportu i powiedziała: that’s it. Mi szczęka opadła. Zapytałam się czy to znaczy że mam wize, ona że tak. I tyle. Nie chciała potwierdzenia gotówki na koncie, więcej dowodów z domicile, ds-260 ani nawet zdjęć. Nie pytała się o nic. Spędziłam przy jej okienku może ze 2 min. Byłam bardzo zdziwiona sytuacją ale wyszłam szybko bo się bałam że się jeszcze rozmyśli . Paszport już odebrałam, i rzeczywiście mam wizę. Tyle z mojej przygody z uzyskaniem wizy CR1. Bardzo jeszcze raz dziękuje osobą które dzielą się tutaj swoją wiedzą. Dzięki!
  2. a rzeczywiście, dziękuję za podpowiedź
  3. Witam wszystkich, Chciałbym się upewnić, czy dobrze wszystko zrozumiałem z wpisów na forum na temat procedury ubiegania się o wizę CR1, ponieważ nie wszystko jest dla mnie jasne. Podsumowując: 1. Etap: USCIS: wysłanie dokumentów I-130, G-325A (dla mnie i dla żony), czek, 4 zdjęcia, kopia certyfikatu małżeństwa, kopia aktu urodzenia żony i moja kopia paszportu amerykańskiego 2. Etap: Notice of Action przysłany z USCIS, udowodnienie domicile, kolejny czek, wysłanie orgyinalnego aktu urodzenia żony i małżeństwa, forma I-864 wypełniona przeze mnie i przez joint sponsora 3. Etap: Rozmowa w ambasadzie Jednak nie jestem pewny, czy etap 2 jest dobrze rozpisany, prosiłbym o pomoc w przedstawieniu sytuacji, bo chyba to nie trzyma się kupy, trochę się w tym pogubiłem. Z góry dziękuję za pomoc
×