Jump to content

student center ??


kskup

Recommended Posts

nie chce cie martwic lecz z tego co słyszałam to nikt sie o nich pozytwynie nie wypowiada :( wejdz do bazy opinii i wybierz tam nazwe biura , ja sama miałam z nimi jechac do usa lecz chyba tego nie zrobi, i strace wpisowe wole jednak wiekszej kasy nie ryzykowac :cry: powodzenia

Link to comment
Share on other sites

  • 3 months later...

Macie racje!!! Poczytajcie sobie...

"Stowarzyszenie Student Center z Warszawy wysłało dwie studentki do cypryjskiej agencji pośrednictwa. Przez nią trafiają do pubu, gdzie miały pracować jako damy do towarzystwa, a klienci składali niedwuznaczne propozycje.

Sylwia i Agata, studentki Uniwersytetu im. kard. Stefana Wyszyńskiego, przyszły do biura StudentCenter w Warszawie w sprawie pracy na Cyprze w kwietniu.

- Wszystko, co usłyszałyśmy, wydawało się sensowne - mówi Sylwia. - Najpierw podpisałyśmy umowę do programu "Praca na Cyprze" i wpłaciłyśmy 100 zł pierwszej raty. Po kilku dniach dostałyśmy ofertę pracy jako kelnerki-barmanki. Pracownik biura poinformował nas, że będziemy pracować dla sieci restauracji, pubów i hoteli A. Antoniou Group, które działa w trzech miastach: Larnaka, Ayia Napa i Protaras. Przeczytałyśmy ofertę i po rozmowie z pracownikiem biura zaakceptowałyśmy warunki. Potem wpłaciłyśmy pozostałą kwotę za udział w programie - 900 zł od osoby - mówi Sylwia (resztę miały dopłacić na miejscu).

Jednoosobowe group

Na Cyprze okazało się, że pracy nie ma. A. Antoniou Group to nie pracodawca, ale mężczyzna o imieniu Antoniou, który pracuje dla cypryjskiej agencji Pluton Travel. Antoniou wyszukuje dla dziewczyn ofert pracy. Za każdą kandydatkę inkasuje od pracodawcy ok. 250 funtów cypryjskich (ok. 1,9 tys. zł).

- Po dwóch godzinach siedzenia na walizkach wpuszczono nas do Pluton Travel. Najpierw zażądano od nas po sto euro od osoby, potem kazano podpisać umowę in blanco między pracodawcą a pracownikiem. Dopiero wtedy agencja zaczynała szukać dla nas pracy. Gdy nie chciałyśmy się na to zgodzić, pracownica powiedziała, że w takim razie nie mamy tam czego szukać. No to podpisałyśmy - mówi Agata.

Antoniou znalazł dla dziewczyn pracę w Embnefsis Pub w nadmorskiej miejscowości Ayia Napie. Dopiero wtedy wpisał do umów wynagrodzenie: 10 funtów dziennie, napiwki i tzw. communication. - Chodzi o dodatkowe pieniądze, jeśli będziecie miłe dla klientów - usłyszałyśmy od Antoniou.

Szofewa maluje sama

Jak wyglądała praca w pubie? Dziewczyny miały podawać alkohol i przystawki klientom oraz zachęcać ich do kupowania drinków. - Dziewczyna musi siedzieć z facetem i zabawiać go rozmową. Jeśli w ciągu dziesięciu minut klient nie kupi drinka, może odejść. Ale jeśli mężczyzna kupuje, nie może odmówić. Po szóstym drinku lub szampanie klient ma prawo zabrać ją na dyskotekę, do restauracji lub na spacer. Wszystko odbywa się pod okiem menedżera, który w razie nieposłuszeństwa krzyczał i zmuszał, aby ulegać klientom - opowiada Sylwia.

Do zainteresowania się dziewczynami miał też zachęcać ich wyzywający strój i ostry makijaż. - Kiedy umalowałam się delikatnie, żona szefa wzięła mnie na zaplecze i "odpowiednio" umalowała - mówi Agata. W pracy dziewczęta zachęcano do picia alkoholu, aby były bardziej otwarte i rozluźnione.

- Któregoś ranka przyszła do nas koleżanka z pracy Nicolette. Była roztrzęsiona i zapłakana, bo klient zażądał od niej seksu. Gdy odmówiła, facet się wściekł i chciał, żeby oddać mu pieniądze za kupione drinki. Nicolette poprosiła o pomoc żonę szefa pubu Gabi, ale ona stwierdziła, że pieniędzy nie odda i dziewczyna sama musi rozwiązać problem - mówi Sylwia.

Plażowanie z menedżerem

Dziewczyny nie chciały zostać tam dłużej. Ale nikt ich nie powiedział, że cypryjski pośrednik zapewnia pomoc przy trzykrotnym zmienianiu pracy. - Ani w Student Center, ani w Pluton Travel nikt się nawet o tym nie zająknął, dowiedziałyśmy się o takiej możliwości od dziewczyn w pubie. Jednak wszystkie, które próbowały zmienić pracę, trafiały w podobne miejsca - twierdzą.

W końcu zaczęły szukać czegoś na własną rękę. - Chciałyśmy się uwolnić od agencji. Nie dość, że mieszkałyśmy w obskurnym pokoju z karaluchami, bez ciepłej wody i działającej toalety, to jeszcze nigdzie nie mogłyśmy wyjść same. Wszędzie towarzyszył nam menedżer - pilnował nas nawet, jak poszłyśmy na plażę czy na zakupy - mówi Sylwia.

Dziewczyny znalazły pracę w restauracji. Gdy Antoniou się o tym dowiedział, kazał restauratorowi zapłacić po 250 funtów cypryjskich od osoby. Z pracy nic nie wyszło.

Kto jest temu winien

Do Polski wróciły po kilkunastu dniach (wcześniej kupiły bilet powrotny). Domagają się od Student Center zwrotu opłaty za udział w programie.

- StudentCenter zainteresowało się naszą sytuacją po interwencji mojej siostry. Zadzwonili do naszego pubu, ale nie mogłyśmy swobodnie rozmawiać, bo stał nad nami szef. Na pytanie "czy wszystko w porządku?" odpowiedziałyśmy, że nie, ale na tym interwencja się skończyła. Uważamy, że winę za tą sytuację ponosi StudentCenter, ponieważ nie przekazało nam wszystkich informacji, które mogły wpłynąć na naszą decyzję jeszcze w Polsce - mówią dziewczyny.

O tym co je spotkało zawiadomiły Centrum Praw Kobiet i wojewódzki urząd pracy. Zamierzają także skierować sprawę do sądu.

- Miałyśmy szczęście, że szybko wróciłyśmy. Na Cyprze zostało mnóstwo dziewczyn, którym nie wystarcza na życie, bo pracodawcy nie chcą im wypłacać pieniędzy, a co dopiero na podróż powrotną - mówią.

Jak się dowiedzieliśmy od mamy jednej z dziewczyn, która została na wyspie, linie lotnicze są tak oblężone, że najbliższy termin powrotu to początek września. Na wcześniejsze terminy nie ma biletów." (zrodlo: http://praca.gazeta.pl/praca/1,47367,2210258.html)

"Szef StudentCenter nie chciał z nami rozmawiać, odpowiadał tylko na e-maile. Poniżej fragmenty tej korespondencji

Aneta Cyrnek: Agata i Sylwia zapłaciły łącznie 3 tys. zł za załatwienie pracy na Cyprze. Wasze stowarzyszenie obiecywało im pracę kelnerek, a one trafiły do baru, gdzie miały pracować w dwuznacznej sytuacji, jako damy do towarzystwa. Co Pan na to?

Piotr Michalski, prezes Student Center: Nie jest prawdą, że w sieci pubów A.Antoniou Group wymaga się świadczenia usług seksualnych od pracowników. Podczas całego okresu pracy żadna z pań nie musiała wykonywać tego typu pracy. Nie odpowiadamy za zachowanie klientów baru, ani za plotki jakie przekazują sobie pracownicy, co do niepisanych zasad panujących w pubie. Obecnie nie wysyłamy do firmy A.Antoniou Group żadnych pracowników.

Agata i Sylwia skarżą się na nierzetelność agencji cypryjskiej (trzeba długo czekać na znalezienie pracy, agencja każe podpisywać umowy in blanco albo w ogóle nie chce ich podpisywać, ale co najważniejsze - Pluton Travel mówi, że nie respektuje umowy zawartej w Polsce pomiędzy Wami a osobami, które kierujecie na Cypr).

- Nierzetelność agencji cypryjskiej jest subiektywnym odczuciem pań Agaty i Sylwii. Pluton Travel nie musi respektować umowy między naszym stowarzyszeniem a klientem, gdyż nie jest stroną w tej umowie. Umowa nie jest również umową o pracę na Cyprze. Jednakże dla uniknięcia podobnych nieporozumień w przyszłości zmieniliśmy procedurę i poprosiliśmy partnera cypryjskiego o dopasowanie swoich zasad do potrzeb klientów.

Panie Agata i Sylwia nie zgłaszały nam one żadnych problemów podczas swojego pobytu na Cyprze. Kiedy zadzwoniliśmy do nich, aby sprawdzić, jak sobie radzą w pracy, jeszcze raz poinformowaliśmy je, że w razie problemów mogą w każdej chwili zrezygnować z pracy i oczekiwać nowej oferty. My również byliśmy gotowi pomóc, gdyby miały jakieś kłopoty. Nie wspomniały wtedy o swoich problemach i zdecydowały się wrócić do kraju. Po powrocie, podczas spotkania w naszym biurze, obie panie podkreślały, że nie winią naszego biura za swoje kłopoty na Cyprze. Każda osoba wyjeżdżająca na Cypr jest informowana o warunkach panujących na miejscu. Nie wszyscy są w stanie poradzić sobie ze stresem pracy w obcym kraju, wśród ludzi o odmiennej kulturze.

Czy zamierzacie uznać reklamację pani Agaty i Sylwii i oddać im pieniądze, jakie wpłaciły za udział w programie "Praca na Cyprze"?

(brak odpowiedzi na pytanie)

Jak działa StudentCenter

Student Center to stowarzyszenie działające w Polsce od kilku lat. Jest to organizacja typu non profit. Zajmuje się organizacją studenckich programów zagranicznych, kursów i szkoleń. Jedną z ofert jest program „Praca na Cyprze” dla osób w wieku 20-45 lat, bez względu na wykształcenie i doświadczenie zawodowe. Mogą one wyjechać na okres od kilku miesięcy do kilku lat. Po dostarczeniu dokumentów i potwierdzeniu znajomości języka angielskiego kandydat podpisuje umowę ze stowarzyszeniem i wpłaca 100 zł zaliczki. Jest ona zwracana, gdy kandydat nie zostanie zaakceptowany przez stronę cypryjską. W 20 dni od złożenia dokumentów Student Center informuje o zakwalifikowaniu do programu. Ten, komu się to uda musi w ciągu tygodnia wpłacić 1400 zł opłaty oraz wykupić bilet lotniczy. Opłata pokrywa m.in.: „realizację czynności organizacyjnych dotyczących programu »Praca na Cyprze «”, znalezienie pracy i pozwolenie na nią, zakwaterowanie, ubezpieczenie, „pomoc w nagłych sytuacjach na terenie Cypru”.

(Informacje pochodzą ze strony internetowej stowarzyszenia. StudentCenter ma certyfikat Ministerstwa Gospodarki i Pracy na zagraniczne pośrednictwo pracy)."

(zrodlo: http://praca.gazeta.pl/praca/1,47367,2212315.html)

I jeszcze jedna historiia ja to studentcenter wyslaa do USA 150 ososb na 40 miejsc pracy... wiedzac ze tam jest tylko tych 40 miejsc i ani jednego wiecje jkednak polecialo cale 150 ososb.

A teraz cos ode mnie... Tos a skonczone [beeep]e ktorzy oszukuja klamia tylko po to by wyludzic kase. Ja byla z tym biurem.. najpierw miaja wyjecvhac do pracy na cypr ale przez ponad 3 miesiace praconwikom biura nie udalo sie nam znalezc pracy w koncu zdecydowlaismy sie wyjechac do anglii.. po malych perypetiach jezeli chodzi tez o szukanie pracy w koncu wyjechalismy uwaga nie ze student center ale a kademii rolniczej w lublinie i hobsem za co zaplacilismy 1500zl student center i w dodatku trafilismy do kolchozu... tak to byl kolchoz w ktorym wiekszac ososb byla nielegalnie baaa nawet nie wiedzieli gdzie sa. Na pytanie do pewnej rosjanki czy wiesz gdzie jestes ta odpowiedziala: W anglii... Nic wiecje nie znala nazwy miasteczka a co jest jeszcze smieszniejsze cala rozmowa odbyla sie po rozyjsku bo 90 procent ososb tam pracujacaych nie nzla angielkiego. Milesmy pracowac za skandalicznie nisak pensje w dodatku na akord co w wielkiej brytanie jest bezprwane tam praca na akord jest nieleglna. A teraz najlepsze gdy zwrocilismy sie do student center o zmien pracy ci powiedzieli ze oni nam wszytsko dobrze zaltiwili i nie ma aprobvlemu i oni sie na nas wypinaja.

UWAZAJCIEW NA TYCH [beeep]II niech nikt nie wyjezdza z nimi!!!!!1

Link to comment
Share on other sites

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.


×
×
  • Create New...