Jump to content

Recommended Posts

Witam!

Razem z chłopakiem jesteśmy uczestnikami programy Placement z CCUSA. Wszystko szło całkiem dobrze ze wszystkimi formalnościami w Polsce. Zapłaciliśmy ogromne pieniądze,żeby znaleziono nam prace w Stanach. Dostaliśmy umowę o pracę i na jej podstawie przyjechaliśmy do USA. Jesteśmy tu od ponad tygodnia. Powinniśmy pracować od 15 czerwca,a wciąz nie mamy na koncie ani jednej godziny przepracowanej. Sam pracodawca (podobno sprawdzony przez CCUSA) najzwyczajniej w świecie pogrywa sobie z nami i nas ignoruje. Nie mamy z nim żadnego bezpośredniego kontaktu oprócz maila, na którego nie zawsze odpisuje. Pracodawca z umowy jest dla nas praktycznie osobą fikcyjną,bo nie można się z nim spotkać. Dzwoniąc pod numer z Job Offer odbiera asystent w biurze i mówi,ze niestety tego PANA nie ma,ale on z chęcia przekaże mu od nas wiadomość. Dzwonimy po kilka razy dziennie. Zostawiamy zawsze wiadomości kończąc ją prośbą o oddzwonienie. Niestety ani razu jeszcze ten PAN do nas nie oddzwonil, a na prośbę o podanie numeru do pracodawcy np komorki, asystent mówi,ze takiego nie ma.

Cała ta sprawa z pracodawcą wykańcza nas,więc zwróciliśmy się o pomoc do głownej siedziby CCUSA tu w Stanach. Na początku chcieli zrzucić winę na nas,że to przez spóźnione zgłoszenie się do biura po numer ubezpieczenia. (rzeczywiście nie zrobiliśmy tego od razu,ale postaraliśmy sie o numer tak,ze w dniu zlożenia wniosku już mieliśmy ten numer nadany,więc legalnie moglibyśmy pracować od 18 czerwca - rozumiemy,ze naszą winą jest przesunięcie do tego 18). Mimo to jest dzisiaj 22. dzień czerwca,a my dalej nie mamy pracy. Pani z biura CCUSA w Stanach powiedziała,że napisze maila do naszego pracodawcy. Wymienili narazie po jednym mailu! Sfrustrowani powiedzieliśmy,że kończą nam się wszystkie pieniądze,a 1.Lipca musimy zapłacić czynsz za kolejny miesiąc. Nie wspominając,ze na jedzenie już też nie za wiele nam zostało. Na co sympatyczna PANI z biura powiedziała,że powinnismy być przygotowani na ceny w Bostonie (bo tu własnie mamy "pracę"). Zaproponowała,zebyśmy poszukali innej pracy (robimy to od pierwszego dnia komplikacji). Tylko cała zabawa polega na tym,że zapłaciliśmy im właśnie po to,żeby samemu NIE MUSIEĆ SZUKAĆ PRACY! I Jak większość z Was wie,są to niemałe pieniądze. Pani z biura dodała,ze nawet jeśli znajdziemy pracę,musimy przekazac do CCUSA wszelkie kontakty do nowego pracodawcy i oni muszą go sprawdzić. Co zajmie kolejne kilka dni!! A w tym czasie będziemy żyć powietrzem bostońskim. Na dodatek jeśli bedziemy chcieli zmienic prace za pomocą CCUSA to najbliższa jest w New Jersey i za dotarcie tam i kolejny zakwaterowanie oczywiście musimy placic sami! Jesteśmy totalnie załamani!

CCUSA może i jest profesjonalne wg niektóych ale tylko i wyłącznie do momentu,kiedy coś zaczyna się komplikować! Problem polega na tym,ze ściągneli nas z Polski. Cała zabawa nas grubo kosztowała,a pomocy nie mamy żadnej. Nie wiemy nawet,czy możemy ubiegać się o zwrot kosztów za program.... Nie polecam tego nikomu i proszę o wszelkie rady jak możemy wyegzekwować od CCUSA wywiązanie się z umowy..

Link to comment
Share on other sites


     

Niestety, ale nie jesteście pierwszymi osobami które mają problem z pracą po przybyciu. 2 lata temu również pracowałem w USA, razem z moją dziewczyną i kolegą. Przez pierwsze 2 tygodnie również wyrabialiśmy absolutne minimum (czyli 2-3x po 8h w tygodniu). Organizatorem było BTC. Na nasze prośby otrzymywaliśmy tylko zapewnienia, że sytuacja wyjaśni się niebawem. Na szczęście dla nas, sezon w fabryce (Seneca) ruszył pełną parą i zaczęliśmy pracować w pełnym wymiarze godzin. 4 dni opóźnienia to nie aż tak dużo na dobrą sprawę. Niestety, ale prawda jest taka, że będąc w USA, niewiele możecie zdziałać i tak naprawdę, to jesteście zdani na 'sponsora'. Ma on oczywiście wobec Was jakieś obowiązki, ale zazwyczaj robi co chce. Moglibyście wynająć tam na miejscu prawnika, ale skoro nie macie kasy na lokum, to zakładam, że tym bardziej nie macie kasy na adwokata.

Z drugiej strony dziwi mnie nieco, że wzięliście na start tak mało pieniędzy - dość nieodpowiedzialne podejście.

W każdym razie, nie wiem czy Wam też pozwalają wypracować minimum, które macie zawarte w umowie (a przynajmniej powinniście mieć, razem z datą od kiedy pracę możecie zacząć), czy siedzicie całkowicie bez pracy. Na Waszym miejscu, zastosowałbym się do wskazówek Pani z biura i rozejrzał się za jakąś inną pracą, zgłaszając do sponsora, że pracodawca nie wywiązuje się z zawartej z Wami umowy - żeby Wam przypadkiem wizy nie cofnęli za samowolkę. Powinno to być w formie pisemnej wysłane, tryb oznajmujący, a nie proszący - bo ewidentnie nie ponosicie tutaj winy.

Co do ewentualnych roszczeń wobec polskiego biura - po powrocie ze Stanów, przejdźcie się do jakiegoś przyzwoitego prawnika i wyłóżcie mu, w jaki sposób biuro Was potraktowało. W obecnej sytuacji, warto udokumentować wydatki jakie ponosicie żyjąc tam bez pracy - czynsz za lokum opłacać przelewem, albo za pokwitowaniem właściciela, zostawiać paragony za jedzenie, przejazdy, paliwo, bilety itp. . W żadnym wypadku NIE KASUJCIE KORESPONDENCJI MAILOWEJ Z BIUREM i jeśli jest taka możliwość to kontaktujcie się z biurem tak, aby został po tym ślad - w przypadku nagrywania rozmowy telefonicznej, musicie poinformować o tym rozmówcę, inaczej w razie gdybyście pozwali biuro, takie 'utajone' nagranie nie będzie brane pod uwagę jako dowód w sprawie.

Jeśli sprawa się nie wyjaśni, to takie kwity, mogą Wam znacznie ułatwić odzyskanie choćby większej części straconych pieniędzy. Póki co róbcie co możecie, żeby znaleźć inną pracę, a po powrocie i tak będziecie mogli wystąpić o odszkodowanie za częściowe niewywiązanie się przez biuro z zawartej z Wami umowy (chyba, że umowa jest skonstruowana w wyjątkowo niekorzystny sposób - warto poszukać wtedy czy nie ma jakichś punktów, których polskie prawo stosować zabrania).

Link to comment
Share on other sites

Dziekuję bardzo za tak wyczerpującą wypowiedź ;)

Co do pieniędzy wziętych ze sobą,to nei mielismy ich mało,na pierwszy czynsz starczylo i na jedzenie do piwrwszej wypłaty,a na następny mieliśmy juz sobie zarobić. A pracodawca do tej pory nie zatrudnił nas nawet w minimalnym wymiarze godzin. Nie przepracowaliśmy ani godziny. Para Macedońska,którą poznaliśmy tu na miejscu też przyjechała za pomocą CCUSA. Oni powinni byli pracować od 10 czerwca. Do dziś chłopak przepracował 18 godzin, dziewczyna 14 godzin. W umowie mamy 30+ na tydzień! Przy czym Pani z biura powiedziała,ze to nie znaczy,że te 30 godzin w tygodniu dostaniemy... Mamy chyba inne pojęcie matematyki...

Link to comment
Share on other sites

Jeśli tak podchodzą do sprawy, to widocznie sądzą, że są bezkarni - radziłbym poszukać innej pracy, bez konsultacji z polskim oddziałem - kontaktujcie się od razu ze sponsorem, a po powrocie do Polski dochodźcie swoich praw. Rzecznik Wam powie dokładnie co możecie zrobić, choć jeśli będziecie chcieli zadośćuczynienia za poniesione straty, to na bank musielibyście wytoczyć proces cywilny.

Tak z ciekawości - czytaliście umowy? Osobiście, nawet przy 30h/tyg nie pisałbym się na taki wyjazd.

Dodatkowo - w Wisconsin, za tydzień mieszkania w motelu (kuchnia, łazienka, sypialnia - klimatyzacja i internet) płaciło się 70-75$. Albo przepłacacie, albo wzięliście za mało jednak.

Link to comment
Share on other sites

Hey, bardzo Wam współczuję, ale tak to jest z tymi biurami, biorą kasę bo wiedzą że mają wyłączność na organizowanie papierów dla studentów w&t, a teraz do rzeczy: Moje rady to:

1. Nie traćcie czasu i zacznijcie szukać pracy na własną rękę. Polecam stronki:

http://boston.craigslist.org/

http://www.indeed.com/

i jeszcze parę innych.

To nie takie trudne, na początku spytajcie kogokolwiek na ulicy, w sklepie czy w banku gdzie są amerykańskie takie amerykańskie "urzędy pracy" to funkcjonuje wszędzie, na pewno znajdziecie. Tam na miejscu będzie ktoś z assistance kto wam pomoże, dostaniecie do dyspozycji komputery, dadzą wam odpowiednie adresy stron internetowych, będziecie mogli zalogować się i online wypełnić aplikacje itp. Macie papiery na LEGALNĄ PRACĘ, a to bardzo dużo!!! na pewno dacie rade coś znaleźć. Wielu studentów z Polski jeździło do US nawet bez gotowych kontraktów i dawali radę, a nawet woleli taką opcje bo wtedy mogli sami wybierać i przebierać w ofertach a nie byli skazani na to co im "zgotowało" biuro na miejscu.

Dodam jeszcze że to że wasz sponsor ma jakieś swoje procedury i sprawdza przyszłego pracodawce to jest ich problem, was interesuje żeby jak najszybciej dostać prace i tyle. Później jak już macie prace to tylko dajecie znać sponsorowi i wypełniacie tam od niego jakiś formularz gdzie pracujecie kto jest supervisorem itp. Ja za każdym razem jak jeździłam do US to najpierw szukałam pracy, a później kontaktowałam się ze sponsorem (jak już ją miałam) i sobie spokojnie pracowałam bez stresów a on zadzwonił do mojego miejsca pracy, sam się połączył z HR zebrał informacje, jedyne co ja musiałam to złożyć podpis i nie ma w tym nic dziwnego. W końcu zgarnął za to ode mnie 500$ to musiał mi pomagać!

2. Waszym opiekunem na terenie US nie jest żaden przedstawiciel CCUSA tylko wasz sponsor. To do niego powędrowała większość kasy (CCUSA zgarnęło tylko opłatę rejestracyjną-wpisową) i sponsor ma obowiązek się wami opiekować i powiem więcej, w przypadku gdy nie macie pracy to sponsor powinien dysponować wręcz gotowymi ofertami zastępczymi dla studentów bez pracy bo to on prawnie za was odpowiada na terenie US. I nie ma że go akurat nie ma przy telefonie, dzwonicie tam i tak długo wisicie na linii aż ktoś kompetentny się z wami połączy i powie co macie robić.

3. Jeśli brakuje wam kasy na przeżycie to jak będziecie zakładać konto w banku spytajcie o transfery pieniężne, wtedy ktoś bliski może Wam przesłać chociaż to minimum na przeżycie. Wiem że jest jakiś bank na pewno robi to global transfer i to z z minimalnymi opłatami. Ja wiem na pewno że WFargo tego nie robi, ale szukajcie :)

3. Dochodzeniem swoich praw odszkodowań czy tym podobnych zostawcie na sam koniec jak już będziecie mieli kasę żeby się utrzymać, bo to może się jeszcze pare tygodni ciągnąc, a wy nie macie chyba teraz czasu na pierdoły. Może i zapłaciliście za placement, ale tak naprawdę najwyżej 200$ więcej niż np opcja self. A skoro to wasz pierwszy wyjazd to przecież i tak nie mieliście innego wyjścia jeśli chcieliście jechać do US- to musiała być opcja placement bo nie ma już job-hunting. Nie wy pierwsi zostaliście wysterowani przez biuro i nie ostatni i wszyscy lepiej lub gorzej sobie dali rade więc wy też dacie! jestem pewna, trzymam kciuki, będzie dobrze ;)

Tylko no stress i do roboty!

Powodzenia

Pzdr.

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

  • 5 weeks later...

Stanęło na tym, że pracuję w restauracji. Zarabiam około $800 tygodniowo. Chłopak pracuje przy przeprowadzkach i także w restauracji. Zarabia podobnie jak ja. CCUSA nie pomogło nic. Sami wszystko ogarnęliśmy. USA to państwo z nieograniczonymi możliwościami. :)

Para Macedończyków kontaktuje się z CCUSA od około miesiąca i rzekomo biuro wciąż próbuje coś poradzić na te 17h/ tygodniowo. Proponowali przeprowadzke do Kalifornii bo tam mieli by dla nich prace w jakimś Take Oucie. Oczywiście zakwaterowanie, transport i wszystko co związane z tym na koszt własny.

Na "check inie", który miał być wypełniony bardzo szczegółowo bo mogą cofnąć wizę, na pytanie "jak wam się podoba w stanach" odpisaliśmy "see you in court" a na pytanie "jakie obyczaje poznaliście w USA" odpisaliśmy "fuck off"... po miesiącu przyszedł kolejne request o check in. Ciekawe czy ktoś to wogóle sprawdza....

Nie wiem czy wiecie ale biuro CCUSA jest pomiędzy straganami przy dworcu i ciężko to wogóle nazwać biurem, bo to po prostu biurko pomiędzy budami.

Wiza J1 i wszystkie organizację zajmujące załatwianiem tej wizy kompletnie nie dbają o uczestników. Jest to monopol. Trzepią szybką kasę i jeśli tylko ktoś mniej ogarnięty wyjedzie do stanów z małym budżetem i bez pomysłu na życie może mieć nie lada problem. Poznaliśmy mnóstwo ludzi co wyjechali za pomocą Sponsora na J1 i zostali potraktowanie w ten sam albo i w gorszy sposób. Niektórzy zdecydowali się zostać w stanach i nikt ich nie szuka, wiodą zajebiste życie, jedyne czego im brakuje to rodziny i znajomych. No ale coś za coś.

Link to comment
Share on other sites

Stanęło na tym, że pracuję w restauracji. Zarabiam około $800 tygodniowo. Chłopak pracuje przy przeprowadzkach i także w restauracji. Zarabia podobnie jak ja. CCUSA nie pomogło nic. Sami wszystko ogarnęliśmy. USA to państwo z nieograniczonymi możliwościami. :)

Para Macedończyków kontaktuje się z CCUSA od około miesiąca i rzekomo biuro wciąż próbuje coś poradzić na te 17h/ tygodniowo. Proponowali przeprowadzke do Kalifornii bo tam mieli by dla nich prace w jakimś Take Oucie. Oczywiście zakwaterowanie, transport i wszystko co związane z tym na koszt własny.

Na "check inie", który miał być wypełniony bardzo szczegółowo bo mogą cofnąć wizę, na pytanie "jak wam się podoba w stanach" odpisaliśmy "see you in court" a na pytanie "jakie obyczaje poznaliście w USA" odpisaliśmy "fuck off"... po miesiącu przyszedł kolejne request o check in. Ciekawe czy ktoś to wogóle sprawdza....

Nie wiem czy wiecie ale biuro CCUSA jest pomiędzy straganami przy dworcu i ciężko to wogóle nazwać biurem, bo to po prostu biurko pomiędzy budami.

Wiza J1 i wszystkie organizację zajmujące załatwianiem tej wizy kompletnie nie dbają o uczestników. Jest to monopol. Trzepią szybką kasę i jeśli tylko ktoś mniej ogarnięty wyjedzie do stanów z małym budżetem i bez pomysłu na życie może mieć nie lada problem. Poznaliśmy mnóstwo ludzi co wyjechali za pomocą Sponsora na J1 i zostali potraktowanie w ten sam albo i w gorszy sposób. Niektórzy zdecydowali się zostać w stanach i nikt ich nie szuka, wiodą zajebiste życie, jedyne czego im brakuje to rodziny i znajomych. No ale coś za coś.

To finansowo wyszliscie chyba duzo lepiej niz gdybyscie pracowali tam gdzie załatwiło wam CCUSA :) jedyny minus to nerwy

Link to comment
Share on other sites

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.


×
×
  • Create New...