Jump to content

marwin

Użytkownik
  • Content Count

    122
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    3

marwin last won the day on October 11

marwin had the most liked content!

Community Reputation

43

About marwin

  • Rank
    Aktywny użytkownik

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Lokalizacja
    ND
  • Zainteresowania
    Structural & Civil Engineering

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. @Meryll - dam tutaj kilka prostych rad, ktorych z jakis przyczyn ktos nie napisale powyzej. Zadalas pytanie w jakiej kolejnosci organizowac: praca/mieszkanie/szkola/ubezpieczenie (nie przypadkowa). Jezeli dobrze zrozumialem, organizujesz wszystko bez pomocy (lub ze znikoma) osoby w USA. 1. Prosze podaj nam swoj zawod - jest zawsze pewna szansa, ze ktos moze Ci dac przydatna rade dostosowana do Twojej specjalnosci. Ktos polecil Ci WES do dyplomow, a nuz jestes inzynier i bedziesz mogla sobie tym WES podetrzec (dopowiedz sobie reszte sama). 2. Rozumiem, ze szukasz pracy. Skoro juz masz zawezone poszukiwania do 3 lokacji to zdobadz (darmowe) Google Voice number czy cokolwiek podobnego i podawaj w resume. Unikaj podawania adresu zamieszkania (na te chwile) w resume, bys nie odstraszala. Byc moze sa zawody dla ktorych to nie ma znaczenia, wiec tutaj rozeznaj sama, albo zobaczymy co inni napisza. Oczywiscie wszystkie interview kieruj najpierw w kierunku "zrobmy pierwsze przez Skype" etc. 3. Jezeli na 4 miesiace do zaplanowanego przylotu nie uda Ci sie znalezc pracy, wowczas podejmij decyzje do ktorego miasta lecisz i zacznij ponizsze przygotowania. Jesli bedziesz miala zalatwiona prace, to decyzja sie podjela za Ciebie. a) przegladnij strony firm wynajmujacych mieszkania (property management) i zobacz co Ci sie wstepnie podoba, b) wyslij do miejsc gdzie Ci sie podoba (podoba/szkola/blisko pracy/cokolwiek tam uznasz za decydujace) emaila i jezeli nie uzyskasz odpowiedzi zadzwon wkrotce (pamietaj o Google Voice) i powiedz, ze chcesz wszystko przeprowadzic zdalnie i miec w emailach gdyz przeprwadzasz sie z daleka, Doswiadczenie mnie uczy, ze uda Ci sie na pewno znalezc firme, ktora to przeprowadzi zdalnie, pozwoli na podpisanie umowy w dniu przylotu/dzien po, i wowczas wezmie dopiero depozyt. Bedzie tam troche trudnych momentow, ale badz otwarta (powiedza, ze chca zrobic credit check etc, wiec mow prawde), c) majac juz jakies pojecie jaki bedzie Twoj adres skontaktuj sie z odpowiednia jednostka odpowiedzilna za rekrutacje do szkoly. Tam beda raczej bardzo pomocni ludzie - pisz emaile, zadawaj pytania i dzown gdy trzeba. Bierz wszystko na pismie, bo tutaj ludzie sa jacys czesto zapominalscy. Jesli w obecnej szkole dzieci ktos mowi/pisze po angielsku w sekretariacie i da Ci email to juz masz polowe problemow rozwiazanych. d) byc moze do tego momentu juz bedziesz miala jakas prace zaklepana i ubezpieczenie odejdzie z listy zmartwien. Jesli wierzysz w siebie, swoje dzieci i ich zdrowie - podejmij ryzyko i chwilowo nie martw sie o ubezpieczenie. Sama musisz oszacowac poziom ryzyka jaki chcesz miec, wiec byc moze sa jakies ubezpieczenia z Polski ktore bylyby uzyteczne na poczatek (nim znajdziesz prace i prawdopodobnie bedziesz mogla dostac ubezpieczenie stamtad). e) pomysl raz jeszcze, jesli masz szanse, czy wrzesien jest dobrym miesiacem. Dzieci od razu beda musialy pojsc do szkoly (w IA i ND szkola zaczyna sie w drugiej polowie sierpnia, w NY byl to poczatek wrzesnia), a wiec nie beda mieli czasu by sie oswoic. Nie beda w stanie Ci w niczym pomoc na start, a same beda wmagalay pewnej uwagi. Rowniez dobrym pomyslem byloby bys przyleciala okolo 2 tygodnie przed umowionym terminem zaczecia pracy (jesli bedziesz miala juz zalatwiona). 2 tygodnie to zarowno duzo, jak i malo. Wystarczyby ogarnac sprawy podstawowe, ale nie bedzie zadnego czasu na odpoczynek. Duza pomoca byloby gdyby Ci ktos mogl tutaj podac reke na poczatek. Jezeli nikogo nie masz, postaraj sie znalezc. Znajomy znajomej, byc moze czlowiek z forum nawet. Nikt z nas nie lubi klopotow, ale rowniez prawdopodnie nikt nie jest bez serca. Gdy znajdziesz osobe z rejonow Cie interesujacych, i troche komus zaufasz, to pewnie i ktos bedzie bardziej chetny do pomocy. Nie jestem zadnym bialym rycerzem, ale szczegolnie by mnie nie zabolalo, gdybym mial kogos goscic przez 7 dni by pomoc stanac na nogi, zwlaszcza gdybym widziala ze osobie zalezy i ma plan na start. Powodzenia - bedzie trudno. Dzieci prawie na pewno dadza rade - nie bagatelizuj ich, ale wiedz, ze z nimi bedzie lepiej niz obecnie to widzisz. Podstawa to praca, za nia niech idzie mieszkanie i wystartujesz jakos.
  2. @motorolnik w zaleznosci o ktore spotkania chodzi: 1. Polonia Technica: wiecej szczegolow tutaj http://poloniatechnica.org/ Oczywiscie organizacja apolityczna, ale na spotkaniach przeplatano Runge-Kutta algorytmy z biezacymi wydarzeniami. Nikt o pogladach lewicowych sie nie ujawnial (brakowalo nam/im 'common sense'). Za 4 poprzednich prezesow zebrania odbywaly sie w pierwsza srode miesiaca w The Polish Institute of Arts & Sciences of America (PIASA). Obecnie nie wiem, gdyz nie mieszkam juz w NY. Osoba ktora przeslala email dotyczacy tworzacej sie grupy 'Polish Americans for Trump 2020' jest aktywnym czlonkiem. 2. Jezeli chodzi o inne organizacje to pewnie jest Kongres Polonii Amerykanskiej, ktory wielokrotnie czlonkowie Polonia Technica wymieniali z nazwy i uczestniczyli w tejze grupie. Ja osobiscie niegdy tam nie bylem i nie wiem co to za jedni. 3. Gdybys zas pytal o 60mln Congress - kompletnie nie wiem co to za inicjatywa, ale jest tu ich strona https://60mln.pl/ plus zalaczam ulotki ktore otrzymalem w emailu przytoczonym wyzej.
  3. Tylko o to, ze ludzie ktorzy maja cos wiecej do powiedzenia o zyciu (takze w PRL) niz m.in. nazwanie innych 'najgorszym typem ludzi' angazuja sie czynnie we wspieranie najlepszego z mozliwych prezydentow. A dodatkowo spore grono tych osob ma wiecej literek za nazwiskiem (i osiagniec inzynieryjnych tu w USA) niz niejeden mgr po studiach humanitarnych ma w nazwisku. Sent from my SM-G973U using Tapatalk
  4. @pelasia - nie smialem nawet sugerowac zem mogl osobiscie wspiac sie na wyzyny swoich buraczano-cebulowych okopow (w sumie niziny). Wole jednak wierzyc, ze z hipokryzja (dulszczyzna) jest jak z magistrem: magistrem jestes dopiero, gdy twoj ojciec i dziad byli magistrami. @kzielu - alez skadze, wszak my hipokryci. Nie tylko w domu, ale potem zbieramy sie w swoim gronie i wrecz go wspieramy. Mamy nawet hierarchie, ze najwiekszi hipokryci staraja sie miec jak najwiecej literek za nazwiskiem. Mozesz sprobowac z nami - najblizsze spotkanie juz w ten piatek w NY.
  5. Mnie widac rodzice kultury nie nauczyli, bo gdy juz ktos lamal prawo, to mowilismy o nim w domu z pogarda. Swieci nie bylismy rowniez, wiec moze to byla 'dulszczyzna', ale jednak mi z tym dobrze.
  6. Gdyby ktos mial ochote, a uszloby jego uwadze, to polecam by zaaplikowac na ponizsza pozycje: https://www.cityofwilliston.com/Full City Engineer Brochure (September 2019).pdf Nawet jak na nasze zaglebie wydobywcze takie pieniadze (120-128k) powinny wystarczyc rodzinie 2+2 na zycie bez wysylania zony do pracy. Poza tym z checia bym widzial tutaj jakiegos Polaka w podobnym zawodzie:/
  7. W zyciu, i w internecie jestem dupa a nie inwestor. I bawie sie tym na tyle, ze jak gielda spada to od razu nie musze sie bac o emeryture, czy corki beda mialy sniadanie lub czy bede mial za co oplacic wizyte u lekarza. 3/4 forum zas krytykuje Prezydenta (Swiety Czlowiek;) medal za tepienie lewakow i politpoprawnosci dostac powinien) ale wyglada, ze wierzy iz bogactwo to gielda kreuje i ciagle (pod jego, czy tez nie rzadami) indeksy beda rosly. Bogactwo jest z pracy rak ludzkich. Jakbys nie zaklinal rzeczywistosci to stagnacje i recesje beda. Jakos lepiej niektorym gdy sa w momencie gdy je chca miec, niz mialyby nadejsc z zaskoczenia. Sent from my SM-G973U using Tapatalk
  8. Uff, mocno. Akcje spadaja, Ty panikujesz, chcesz sprzedac, bo czujesz ze mozesz stracic wiecej. Czyli dosiega Cie, lub moze dosiegnac nieszczescie. Czy kupujacy (nie wazne czy anonimowy przez internet, czy nie), zeruje na Twoim nieszczesciu bo akcje tanieja? Czy jezeli akcje spolki X tanieja dzisiaj o 3% i ktos chce je kupic, a Ty musisz sprzedac (musisz dzisiaj ze wzgledu na inne zobowiazania) to jest to zerowanie na Twoim nieszczesciu? Przy ilu procentach bedzie to juz, w przypadku akcji, zerowanie na czyims nieszczesciu? Czy moze wogole zaprzestanmy kupowania akcji, i czekajmy az nieszczesnik wroci do poziomu ktory sobie wyimaginowal ze wowczas sprzeda za nastepne X lat?
  9. @Pawex1972 & @kzielu - zapewne obaj macie racje. Ktos kto dostrzega zagrozenia moze probowac sie na nie przygotowac, a jak ma wiecej oleju w glowie to wie jak z tego i zysk uzyskac. Jedynie nie ma pewnosci, ze to zabezpieczenie ktore sie szykuje bedzie wystarczajace. Z drugiej strony kzielu pisze, ze zna wiele osob z otoczenia co mialy foreclosure. NIe bylo mnie na stale w 2008, ale rozmowy ze wspolpracownikami i znajomymi nie ujawnily nikogo, kto przez to przeszedl. Kolega w NYC kupil wowczas dom (2010) w kredycie na 30 lat i splacil w 2017. Obecnie czeka by kupic drugi (a tamten wynajmowac). Rowniez sa branze (znowu mowie tylko na podstawie tego co mi powiedziano), ktore sa odporne lub przynajmnije byly odporne na ostatni kryzys. W NYC projektowalismy apartamentowce, i rzeczywiscie szef musial zredukowac podczas ostatniego kryzysu dni pracy do 4 (na 8 miesiecy), ale nikogo nie zwolnil. Zatrudniajac sie do pracy w Iowa zapytalem, jak oni dali sobie rade z kryzysem ostatnim i uslyszalem: - 'Ludzie zawsze musza jesc, wiec nie ma prawie zadnej fluktuacji w budownictwie zwiazanym z naszym profilem' (firma ma okolo 65% krajowego rynku w design-build jednego tylko typu structures). Idac do pracy w ND zapytalem rowniez jak dali wowczas rade, przewidujac ze kryzys wkrotce nadejdzie. Odpowiedzi byly 2: - 'My jestesmy mala spolecznosc, nas zawirowania wielkiego swiata nie dosiegnely'. Druga odpowiedz uslyszalem w zeszly czwartek na jednym z meetingow i nie wiem co o tym myslec: - "Indianie maja duzo pieniedzy, i ciagle chca cos nowego dla swojej spolecznosci' - nie wiem ile w tym prawdy, bo Ci native sa tu najbiedniejsi, ale chyba mowimy o Tribe jako organizacji. Problemem wydaja sie byc rozne polityki wewnetrzne u nich. Zauwazcie, ze ktos juz wspomnial powyzej w tym watku, ze spora czesc osob ujawniajacych sie na forum zarzadza rozsadnie swoimi finansami, wiec szansa na dobre przetrwanie slabej koniunktury jest duza. Kazdy z nas ryzykuje i tak samo ja i Ty mozemy zyskac lub stracic. Zmieniajac prace 2 latat temu przetransferowalem pracownicze konto emerytalne do mojego IRA i kupilem ETF srebra. W tym roku zmieniajac prace rowniez tak zrobilem liczac na wzrost metali szlachetnych (byc moze naiwnie, ale to moje pieniadze). Akcje wszystkie sprzedalem w okolicach marca tego roku (Dow Jones akurat mial wowczas maly spadek a ja spanikowalem) i znowu poszedlem w szlachetne. Wkrotce w nowej pracy bede mogl zaczac contribution to 401k, i podjalem decyzje by wrzucac to w Money Market (tak wiem - nazwijmy to 0%). Spokojnie czekam, i tak samo jak @MeganMarkle licze na spadek cen nieruchomosci by kupic dom teraz dom tutaj. Prawdopodobnie bardziej od utraty pieniedzy boje sie marazmu i czarnowidztwa ktore moze sie pojawic w internecie i wsrod ludzi (ot taka ogolna atmosfera w powietrzu). Chcialbym sobie zrobic roczne wakacje, ale ciagle nie mamy odwagi + dziecko w szkole. Rowniez wydaje mi sie, ze wiele przykladow (nawet tych dramatycznych) bedzie naswietlanych ponadprzecietnie, by ostrzec innych.
  10. @andyopole po dwoch miesiacach zycia w ND podejrzewam, ze jest drozej niz w IA. Zaczynajac od jajek (12szt - IA: $0.79, ND: $1.09), poprzez maslo ($2.5 w Iowa byl standard, a w ND okolo $3.5), mleko (IA: $2.50/gal, ND $3.50/gal). Paliwo tyle samo, ubezpieczenia auta tyle samo, rejestracja auta o wiele taniej w ND. Wynajmujemy w ND i koszt jest $1,050 w nowym budynku (3bd+2ba+double stall garage). Prad tanszy wyglada byc w ND, ale to chyba dlatego ze tu w kolo sie wegiel kopie i elektrownie sa w zasiegu horyzontu (35mil;). Zarobki srednio raczej lepsze w ND, niz w IA. Szkola drozsza w ND (7,500 vs 2,500). W Iowa wdawalo nam sie byc pusto, ale w ND jest juz masakrycznie pusto. Mosty przez Missouri sa oddalone od siebie o 100 mil (przjezdzasz albo w Bismarck, albo w Mobridge, SD - na polnoc troche lepiej, zaledwie 50 mil do Washburn). O Native nie chce sie jeszcze wypowiadac, narazie koledzy z biura mnie uswiadamiaja, i ogolna opinia jest taka jak moja o czarnych ('- Co dostanie Indianin w tym roku pod choinke?' '- Moj rowerek'). Nie umiem ocenic jeszcze ile trzeba na zycie w ND, ale sadze, ze single bedzie mogl odlozyc przy 60k, a 2+2 przy okolo 90k (brutto).
  11. @Pawex1972 zalezy od stanu, tutaj masz summary: http://www.freerangekids.com/laws/
  12. Niesamowite:/ Myslalem, ze to sie skonczylo na pokoleniu moich rodzicow, czyli ludzi ktorzy obecnie podchodza pod 60-tke:/ Chociaz zona miala w NYC kolezanke (legalna), ktora byla tu od 19 roku zycia (przylecial okolo 2012) i tak jak ja znala do 24 roku jej zycia to ta ciagle latala po $11/h 'na plejsy' (ach ta piekna gwara Brooklynu). Potem jej probowalismy tlumaczyc niech wyjedzie zamieszkac w Midwest, ale nie - ona zyje w NY a nie tak jak my na wiosce. Szczerze myslalem, ze takich ludzi to sa juz pojedyncze przypadki. Szkoda... Sporo takich ludzi mowi, ze na starosc wroca do Polski i czesc wraca. Takiej Polski jak oni pamietaja to juz dawno nie ma, obecny kontakt z krajem byl najczesciej tylko telefonicznie (Starozakonni sprzataczkom urlopow nie daja a bilet kosztuje), dzieci odzwyczaily sie zyc z rodzicami/sami dorosli i maja wlasne rodziny. Z jednej strony pieknie patrzylo sie na taki Greenpoint (i podejrzewam ze obecnie Ridgewood - mieszkalismy do 2017 blisko 80st and Myrtle), i czlowiek mogl to spokojnie nazwac (pozytywnie nawet) 'skansen'. Czesto zachowania, postawy i sposob myslenia zakonserwowal sie tam dokladnie taki, jak w momencie wylotu. Gdybym mial ciagoty 'humanitarne', pewnie moglbym z tego jakas praca napisac przed laty. Wczesniejsi Stanislawowie, a dzisiejszy Stanley'e, polscy Czeskowie, a teraz Chester'y - az sie lezka w oku kreci, gdy sie pomysli ze oni pracuja wsrod rodakow, ale zmiana imienia im range podniosla w ich oczach. Wielokrotnie z zona bylismy oskarzani przez osoby nam nazwalbym bliskie, ze sie alienujemy od Polskosci. Zawsze odpowiadalem, ze w zadnym wypadku. Klne, nosze skarpety do sandalow, mam brzuch wielki, jem schabowe z mizeria i w domu mowimy tylko po polsku, ale przez lata widzialem tylu rodakow ktorym czas sie zatrzymal, ze gdy zona tu przyjechala to bardzo nie chcialem by w to wsiaknela. Bez watpienia wygodnie byloby jej zyc wychodzac z wozkiem do McCarren Park i rozmawiac po polsku, ale z takim podejsciem nie brnie sie do przodu. Nie raz pewnie wpadne jeszcze na Greenpoint/Ridgewood (choc juz znajomosci nie mam tam zadnych) i z checia zjem jakis obiadek z polskiego sklepu. I nie watpie, ze idac ulicami od razu wylapie wzrokiem niejednego dobrze zakonserwowanego rodaka.
  13. Widzialem w zyciu takie Tereski i Andrzejkow, co na Manhattanie byli 10 razy w zyciu podczas 10 lat pobytu na Greenpoint. Z tego dwa razy z konbieta z agencji, by paszport odnowic w konsulacie. W sumie czesto dobrzy i prostolinijni ludzie, ale swiat im sie zamknal w jednej dzielnicy i wszystko tam mieli co im do zycia potrzebne. Jak cos trzeba bylo zalatwic to lecieli 'do Agencji', karty do telefonow (wowczas bylo popularne) to dziesiatkami kupowali i tak zyli latami. Ciuchy tylko w jendym sklepie lub dwoch, oczywiscie wzdluz Manhattan Ave. Chinczyk bylu nich od swieta (wydac trzeba bylo), myli sie w sobote wieczorem. Bog mi swiadkiem, ze takie przypadki spotkalem w zyciu. Wielu z nich na starosc potem wyjezdzalo do Polski, niestety nie wiem jak sie ich losy toczyly. Bilet lotniczy to tylko 'w agencji', pieniadze to tylko 'w PSFCU'. I to z kazdego zakatka wschodniej polski. Jak juz sie ktos trafil ze slaska, poznania, szczecina - jakbys od razu mogl go z daleka na ulicy poznac. Nie wiem skad sie to bralo. Jak juz pisalem, do Rzeszowa nic nie mam - jakos mnie tolerowali, ale tych z Podlasia to trzymaj Boze ode mnie z daleka.
  14. Wyobraz sobie, ze pamietam nazwe, ale nie kojarze ani polozenia, ani posilkow tam. Czesto zas na zakupy do Mazura chodzilem, Kiszka tez byla, Rzeszowianka chyba rowniez:) Jako licealista i potem student najczesciej zywilem sie u Chinczyka:)
×
×
  • Create New...