Jump to content

marwin

Użytkownik
  • Content Count

    112
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

marwin last won the day on August 7

marwin had the most liked content!

Community Reputation

36

About marwin

  • Rank
    Aktywny użytkownik

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Lokalizacja
    ND
  • Zainteresowania
    Structural & Civil Engineering

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. @andyopole po dwoch miesiacach zycia w ND podejrzewam, ze jest drozej niz w IA. Zaczynajac od jajek (12szt - IA: $0.79, ND: $1.09), poprzez maslo ($2.5 w Iowa byl standard, a w ND okolo $3.5), mleko (IA: $2.50/gal, ND $3.50/gal). Paliwo tyle samo, ubezpieczenia auta tyle samo, rejestracja auta o wiele taniej w ND. Wynajmujemy w ND i koszt jest $1,050 w nowym budynku (3bd+2ba+double stall garage). Prad tanszy wyglada byc w ND, ale to chyba dlatego ze tu w kolo sie wegiel kopie i elektrownie sa w zasiegu horyzontu (35mil;). Zarobki srednio raczej lepsze w ND, niz w IA. Szkola drozsza w ND (7,500 vs 2,500). W Iowa wdawalo nam sie byc pusto, ale w ND jest juz masakrycznie pusto. Mosty przez Missouri sa oddalone od siebie o 100 mil (przjezdzasz albo w Bismarck, albo w Mobridge, SD - na polnoc troche lepiej, zaledwie 50 mil do Washburn). O Native nie chce sie jeszcze wypowiadac, narazie koledzy z biura mnie uswiadamiaja, i ogolna opinia jest taka jak moja o czarnych ('- Co dostanie Indianin w tym roku pod choinke?' '- Moj rowerek'). Nie umiem ocenic jeszcze ile trzeba na zycie w ND, ale sadze, ze single bedzie mogl odlozyc przy 60k, a 2+2 przy okolo 90k (brutto).
  2. @Pawex1972 zalezy od stanu, tutaj masz summary: http://www.freerangekids.com/laws/
  3. Niesamowite:/ Myslalem, ze to sie skonczylo na pokoleniu moich rodzicow, czyli ludzi ktorzy obecnie podchodza pod 60-tke:/ Chociaz zona miala w NYC kolezanke (legalna), ktora byla tu od 19 roku zycia (przylecial okolo 2012) i tak jak ja znala do 24 roku jej zycia to ta ciagle latala po $11/h 'na plejsy' (ach ta piekna gwara Brooklynu). Potem jej probowalismy tlumaczyc niech wyjedzie zamieszkac w Midwest, ale nie - ona zyje w NY a nie tak jak my na wiosce. Szczerze myslalem, ze takich ludzi to sa juz pojedyncze przypadki. Szkoda... Sporo takich ludzi mowi, ze na starosc wroca do Polski i czesc wraca. Takiej Polski jak oni pamietaja to juz dawno nie ma, obecny kontakt z krajem byl najczesciej tylko telefonicznie (Starozakonni sprzataczkom urlopow nie daja a bilet kosztuje), dzieci odzwyczaily sie zyc z rodzicami/sami dorosli i maja wlasne rodziny. Z jednej strony pieknie patrzylo sie na taki Greenpoint (i podejrzewam ze obecnie Ridgewood - mieszkalismy do 2017 blisko 80st and Myrtle), i czlowiek mogl to spokojnie nazwac (pozytywnie nawet) 'skansen'. Czesto zachowania, postawy i sposob myslenia zakonserwowal sie tam dokladnie taki, jak w momencie wylotu. Gdybym mial ciagoty 'humanitarne', pewnie moglbym z tego jakas praca napisac przed laty. Wczesniejsi Stanislawowie, a dzisiejszy Stanley'e, polscy Czeskowie, a teraz Chester'y - az sie lezka w oku kreci, gdy sie pomysli ze oni pracuja wsrod rodakow, ale zmiana imienia im range podniosla w ich oczach. Wielokrotnie z zona bylismy oskarzani przez osoby nam nazwalbym bliskie, ze sie alienujemy od Polskosci. Zawsze odpowiadalem, ze w zadnym wypadku. Klne, nosze skarpety do sandalow, mam brzuch wielki, jem schabowe z mizeria i w domu mowimy tylko po polsku, ale przez lata widzialem tylu rodakow ktorym czas sie zatrzymal, ze gdy zona tu przyjechala to bardzo nie chcialem by w to wsiaknela. Bez watpienia wygodnie byloby jej zyc wychodzac z wozkiem do McCarren Park i rozmawiac po polsku, ale z takim podejsciem nie brnie sie do przodu. Nie raz pewnie wpadne jeszcze na Greenpoint/Ridgewood (choc juz znajomosci nie mam tam zadnych) i z checia zjem jakis obiadek z polskiego sklepu. I nie watpie, ze idac ulicami od razu wylapie wzrokiem niejednego dobrze zakonserwowanego rodaka.
  4. Widzialem w zyciu takie Tereski i Andrzejkow, co na Manhattanie byli 10 razy w zyciu podczas 10 lat pobytu na Greenpoint. Z tego dwa razy z konbieta z agencji, by paszport odnowic w konsulacie. W sumie czesto dobrzy i prostolinijni ludzie, ale swiat im sie zamknal w jednej dzielnicy i wszystko tam mieli co im do zycia potrzebne. Jak cos trzeba bylo zalatwic to lecieli 'do Agencji', karty do telefonow (wowczas bylo popularne) to dziesiatkami kupowali i tak zyli latami. Ciuchy tylko w jendym sklepie lub dwoch, oczywiscie wzdluz Manhattan Ave. Chinczyk bylu nich od swieta (wydac trzeba bylo), myli sie w sobote wieczorem. Bog mi swiadkiem, ze takie przypadki spotkalem w zyciu. Wielu z nich na starosc potem wyjezdzalo do Polski, niestety nie wiem jak sie ich losy toczyly. Bilet lotniczy to tylko 'w agencji', pieniadze to tylko 'w PSFCU'. I to z kazdego zakatka wschodniej polski. Jak juz sie ktos trafil ze slaska, poznania, szczecina - jakbys od razu mogl go z daleka na ulicy poznac. Nie wiem skad sie to bralo. Jak juz pisalem, do Rzeszowa nic nie mam - jakos mnie tolerowali, ale tych z Podlasia to trzymaj Boze ode mnie z daleka.
  5. Wyobraz sobie, ze pamietam nazwe, ale nie kojarze ani polozenia, ani posilkow tam. Czesto zas na zakupy do Mazura chodzilem, Kiszka tez byla, Rzeszowianka chyba rowniez:) Jako licealista i potem student najczesciej zywilem sie u Chinczyka:)
  6. @ilya_ ale zes wspomnien przywolal tymi nazwami. Wrecz pieknie. Zambrow nalezy jeszcze dodac, i (to juz z poludnia) Kolbuszowa, Nie wiem czemu, ale z kolegami tak pod koniec lat 90-tych, poczatek obecnego wieku mowilismy, ze Kolbuszowa to zaglebie zon. Ze tak z Greenpoint-ckiego zaciagne "Musi duzo dziewczyn wowczas stamtad bylo". Czasami czlowiek trafial na takiego West-Bialorusina co juz przy drugim pytaniu dawal: - "A Ty to skad?" - "Ja z Dolnego Slaska, tak z 70km od Wroclawia, byle miasto wojewodzkie (to bylo chwile po reformie co zniosla wiele wojewodztw)" - "A to Ty z Wroclawia (wlasnie mu wytlumaczylem, ze nie, ale coz), a ja z Lap!" Taram! Tu sie czlowiek stara, nie przytlacza zawodnika wiedza geograficzna, bo nie kazdy ma atlas w glowie, a w odpowiedzi slyszy Lapy, Zambrow, Grajewo. @ilya_ Widac, zes albo z Greenpoint-u i wciaz masz ich w kolo, albo zes tam spedzil swoj czas. Ja ostatni raz tam mieszkalem w 2006, na Leonard miedzy Nassau i Norman (predzej sporo czasu na Eagle, ale i Havemayer sie trafilo, i Metropolitan tuz obok L-ki). Czlowiek mlody byl i swiata ciekaw:) Przyjezdzales, brales Nowy Dziennik (?) i szukalo sie pracy: - "Dzien dobry, ja z ogloszenia na budowe bym chcial" - "Na wakacje przyjechales? Masz sily?" - "Tak na wakacje, duzy chlop jestem, ponad 190cm" - "To przyjdz jutro rano (tu i tu) i zobaczymy. A skad jestes?" - "Yyy, no z Dolnego Slaska" - "A to nie, my tu tylko swoich bierymy" A ja to, kur-by-zapial, skad jestem jak nie swoj? Zaswiadczenia od soltysa nie mialem:( I w taki sposob nigdy mi sie nie udalo na budowie popracowac. Jak juz trafilem pracodawce z Zielonej Gory, to przez pare lat do niego przyjezdzalem podczas wakacji...
  7. Ja mysle, ze jak sobie @Invictus95 poklika troche tutaj: https://www.huduser.gov/portal/datasets/il.html#2019_query to bedzie mial lepsze rozeznanie. Nie sadze, ze nalezy pisac na forum jakas rozprawe i definiowac kazde pojecie, ale niechze to zycie o ktorym wspomina @Invictus95 nie sprowadza sie do 'od czeku do czeku', ale ma widoki na lepsza przyszlosc dla siebie i rodziny. Nie umiem odniesc sie do 2.5k PLN obecnie. Nam jest w stanach lepiej, zycie jest tutaj tansze niz w Polsce, ale nie nalezy sie napalac, ze za np. $40k (czyli ca. 19/h) bedziesz bardziej szczesliwy tutaj niz w Polsce. Odpowiedzialnosc, obowiazki i pewien poziom niepewnosci (na wielu plaszczyznach) jaki doswiadczasz bedac tu pierwszym pokoleniem immigrantow (mam nadzieje, ze tylko 1-wszym) ma swoja cene, ktorej ja nie podejme sie by przeliczyc na $.
  8. Minut pare wczesniej popelnilem wpis: https://forum.usa.info.pl/topic/23849-chciałem-powiedzieć-że/?do=findComment&comment=295504 Ja osobiscie nie sadze, ze za 80k pod mostem sie spi (2+2), ale na o wiele wiecej mozesz sobie za to pozwolic w IA, niz w Islip, NY. Plus dodaj do tego, ze jak przejedziesz sie poludniowa czescia wyspy (chociazby Islip, czym blizej miasta tym prawie gorzej, nie mowie o wschodnim koncu, bo tam juz jednak widac pieniadze), a potem dla porownania polnocna to w mojej pamieci utkwial spora przepasc, ktora w miescie ma rowniez swoje miejsce (porownaj zycie wzdluz Linden a zycie wzdluz nawet Northern Blvd). Odnosnie Twojego pytania, i posilkujac sie powyzszym artykulem. Skoro poziom 'low income' w NYC jest dla single ponad 58k, to uwazam, ze zarabiajac 80k i bedac samemu masz szanse na odkladanie jakies czesci zarobkow, czyli budowanie podstaw na lepsze zycie w przyszlosci. Zyjac w Iowa, wiem z pierwszej reki, ze zarobki 90k wystrczaly sasiadom 2+2 na dom, dwa samochody i calkiem znosne zycie. Podejrzewam, ze obecnie w ND byloby podobnie, a single moglby dac rade za jakies 60k.
  9. Wklejam cytat ze strony https://www.foxnews.com/us/san-francisco-homeless-stats-city-blames-big-business-residents-officials " According to a 2018 report from HUD, a family of four living in San Francisco making $117,422 a year qualifies as "low income." For singles, a salary of $82,000 or less puts them in the bracket. In comparison, "low income" for a family of four in New York is $83,450 per year. " Moj niewielki komentarz do tego, gdyz przed laty ktos sie ze mna na forum klocil o kosztach zycia (ale w NY): powyzsze zdanie powinno byc przeczytane przez kazdego, kto na forum zadaje pytanie: "firma oferuje mi 90k, mam dwojke dzieci i zone, moge wybrac NC, MO or CA, co mi radzicie?" (kilka takich watkow widzialem przez ostatnie miesiace/lata).
  10. A gdzie to PiS zawsze wypadalo kiepsko? Popraw mnie Wasc, ale wydaje mi sie, ze za granica w wyborach parlamentarnych glos sie oddaje na liste z okregu warszawskiego, czyli duza doza prawdopodobienstwa, ze glosy zagraniczne dodaja sie do kanndydatow, gdzie PiS i tak przegrywa (w-wa). Ostatnie wyniki sugeruja mi, ze (jak wyzej: gdziezes Wasc: czyzby nie OR?) ale w USA PiS (tradycyjnie) wygralo: http://www.wyborynamapie.pl/sejm2015/zagranica.html
  11. Andy, Takis stary wyjadacz, a na jakis Lublin czy Krasnystaw narzekasz. Ja latalem cale dziecinstwo do NYC, i choc sam z Dolnego Slaska, to raczej tych z SE polski nie postrzegam zle. Od Rzeszowianina lub ich regionu nigdy nic zlego mnie nie spotkalu, zawsze sie dobrze dogadywalem. Natomiast uchowaj Boze od Podlasia. Bialystok, Lomza, Ostroleka, Lapy (pewnie wies jakas, ale ilu ich z Lap bylo). Jako normalny chlopak w wieku 17-24 walalem sie czesto po wynajmowanych od nich pokojach. Tyle zlych slow, usmiechow za plecami etc ile doswiadczylem to glowa mala. A to ze ciagle ksiazki, gdy oni to pracuja. A to ze student gdzies tam chodzi sukienki szyc, gdy oni to maja prawdziwa prace. A to, ze ile mozna wody przelewac myjac sie. A to, ze non-stop na komputerze, a ze telewizji polskiej z nimi nie ogladam, a do kosciola to Manhattan smiem jezdzic. Rok rok po 3-4 miesiace takiego gadania. I tylko Podlasie, gdy trafilem na ludzi z podkarpacia - zawsze normalni. Doprowadzilo to do mojego calkowitego 'znielubienia' ich po dzis dzien (blisko 40-tki). Gdy pracowalem na uczelni, prawie wstyd sie przyznac, to pamietam z 2 osoby ktore udupilem tylko za to, ze byly z Podlasia. W domu i wsrod najblizszych po dzisiejszy dzien wszyscy wiedza, ze ja uzywam okreslenia Bialorus Zachodnia (tak miedzywojennie) na nich, i wiedza o kim mowie (well, tak samo zawsze mowie studia humanitarne, a nie humanistyczne, gdys wiekszosc absolwentow na pomoc humanitarna po nich zasluguje). Nie mam z nimi od lat zadnego kontaktu, ale nawet obecnie zyjac w Midwest podsycam ta pogarde do nich komentarzami w domu. Zyjac w NYC mialem okazje kilkakrotnie pomoc takiemu zawodnikowi pozegnac sie z praca. Wyszukiwalem, ale zawsze tylko tych co 'mowio dla Ciebie', 'robio', etc. Ruscy smieja z Czukczow, ja sie smieje z Bialorusi Zachodniej - ot, taka malostkowosc moja. Sent from my SM-G973U using Tapatalk
  12. Glosuje sobie odkad moge zawsze na republikanow. Ale mam podejscie do tego takie, ze gdyby przyszedl jakis demokrata i powiedzial, ze wierzy w Boga, obnizy podatki i zmniejszy wszelkie regulacje (szeroki temat) to i na niego oddalbym glos. Moglby byc kobieta, czarna, transgender a w dodatku Native American;) Nie ma znaczenia, byleby tylko mi nie narzucal nowomowy i bym poczul sie wolniejszy. Wiem dobrze, ze po obu stronach sa oszolomy, ale jednak latwiej mi sie smiac z tych po lewej, niz po prawej (choc i to sie zdarza). Jednak dzisiaj musialem sie podzielic wiadomoscia wyczytana na Foxnews: The claim is ludicrous. But at MSNBC, it wasn't even the weirdest thing uttered on their air on Tuesday. That distinction goes to Frank Figliuzzi. He is a former FBI official-turned-talking head-conspiracy nut. He used numerology to explain the president's "coded messages." Watch this, and keep in mind, it is entirely real. We've not edited a single word. Frank Figliuzzi, former FBI official: It's the little things and language and messaging that matters. The president said that we will fly our flags at half-mast until August 8th -- that's 8-8. Now I'm not going to imply that he did this deliberately, but I am using it as an example of the ignorance of the adversary that's being demonstrated by the White House. The numbers 8-8 are very significant in neo-Nazi and white supremacy movement. Why? Because the letter H is the eighth letter of the alphabet, and to them, the numbers 8 together stand for "Heil, Hitler." https://www.foxnews.com/opinion/tucker-carlson-a-sincere-message-to-washington-and-our-cable-news-colleagues-please-calm-down Mam swiadomosc symboliki 88, ale jednak podchodze do powyzszego z jeszcze mniejsza doza prawdopodobnosci niz do uznawania delfina i whales jako symboli New age (m.in. Jung and the New Age - David John Tacey). Ale ludzie maja nadmiar czasu i checi by sie doszukiwac dziury w prostych przekazach.
  13. @to_kto - podaje z glowy, ale bez watpienia assets sie wliczaja. Z tego co pamietam musza byc 5 razy wieksze niz wymagany dochod, ale to przerabialismy w pewnym momencie w rodzinie gdy ledwo co tu zladowalem i zaczalem sponsorowac corke. assets musza byc (z tego co pamietam) latwe do upllynnienia bez znaczacej szkody dla posiadajacego (czyli wszelkie oszczednosci etc sie licza, ale nie mam pewnosci jak jest z nieruchomosciami).
  14. Uwazam, ze w ogolnym rozrachunku przeprowadzka na stale do USA byla dobrym rozwiazaniem dla mnie osobiscie, i wierze, ze dla mojej rodziny rowniez. Przylatywalem do USA od polowy lat 90-tych (dzieciak jeszcze), by nie stracic Zielonej Karty. Obecnie my w przedziale 35-40. Na stale przylecialem w 2010 roku (mozna sie klocic, ze 2011 gdyz na moment wylecialem jeszcze pod koniec 2010). Prawie cala rodzina, ktora byla wowczas w USA wrocila do Polski w 2007 lub 2008, wiec tak jakbym sie ze wszystkimi minal:P Zona i corka dolaczyly do mnie w 2013. W skrocie najwieksze plusy: - nigdy bym nie projektowal takich budowli w Polsce jak tutaj robilem (pewnie bym ugrzazl na uczelni i wylali by mnie obecnie za seksistowskie i rasistowekie komentarze, a tutaj praca co najwyzej wysyla mnie na kurs 'dobrego zachowania/sensitivity training' i dalej cenia moja umiejetnosci + pokatnie przyznaja racje), - dzieci by nie widzialy tyle ile juz zwiedzilismy w USA i jeszcze sporo przed nami (realne plany), - prawdopodobnie nie zarabialbym pieniedzy by zyc na podobnym standardzie w PL jak mam tutaj, - zona musialaby raczej pojsc do pracy w Polsce, - nie musze widziec tesciow, rodziny, etc co kazdy tydzien i sie zastanawiac czy w ta niedziele mam byc u swojej mamusi, czy mamusi zony. Mam dosyc duza swobode w gospodarowaniu czasem, nie za bardzo wiem, kiedy siostra zony ma urodziny, kiedy jej dzieci etc. Nie musze zyc problemami nawet teoretycznie bliskich, ktorym rozbil sie wlasnie ostatni samochod, bank przejal mieszkanie albo sie rozwodza, - zycie tutaj daje o wiele wieksze mozliwosci moim dzieciom na przyszlosc (studia, praca, kontakty), - prawdopodobnie mam tutaj mniej stresu niz mialbym w pl. Sa tez minusy: - w przypadku czegokolwiek powaznego jestesmy zdani bardzo sami na siebie. 2 doroslych + 2 dzieci, ja nawet za bardzo nie mam kogo podac jako kontakt 'na wszelki wypadek', gdybysmy na przyklad mieli wszyscy powazny wypadek samochodowy, - chcialoby sie czasami podrzucic dzieci do dziadkow lub kogokolwiek kto je kocha/toleruje, choc na pare godzin. XMas dinner w pracy jest wydarzeniem gdzie wiekszosc przychodzi tylko z zonami, a ja jedyny z zona i dziecmi, - troche czasami 2-3 przyjaciol szkoda z Polski. Wciaz mamy kontakt, ale to nie to samo, nawet gdy jest chrzestnym mojej corki. Tutaj jak juz sie udalo zadzierzgnac jakos przyjazn, to wkrotce sie wyprowadzilismy 1,300 mil dalej i przez ponad dwa lata nie mozemy znalezc wspolnego terminu/miejsca by sie znow spotkac, - zona mialaby w Polsce wiecej mozliwosci by wyjsc z domu (chociazby nawet te spotkania z rodzina, co mnie do nich nie ciagnie) - ogolnie ma problemy z nawiazywaniem znajomosci (jak to ona mowi, w pl bylo jej ciezko z tym, a tutaj jeszcze ciezej), - dzieci nie maja obrazu rodziny w ktorej sa jacys wujkowie, ciocie, babcie, kuzyni etc. Niby to wszystko istnieje, ale tylko na papierze (daleko). Odwiedziny (obojetny kierunek) nie rozwiazuja tego problemu. Nie wiem jeszcze jak, ale podejrzewam ze wplynie to na ich pozniejsze relacje rodzinne i towarzyskie, - zona mowi, ze przez to iz sie juz przeprowadzilismy kilka razy (wro-nyc, nyc-IA, IA-ND) to zwlaszcza starsza corka (ktora wszystko pamieta) bedzie uwazac, ze zycie jest proste i mozna w kazdej chwili wszystko rzucic i wyjechac daleko, zaczac prawie od nowa i jest zawsze tylko lepiej, - rodzina nigdzie nie czuje sie 'u siebie' lub 'jak w domu'. Wplywa to takze na moje lekkie podejscie do pracy, gdyz mam dokaldnie je skorelowane z niektorymi szefami tzn. 'nikt Cie tu na sile nie trzyma'. Nie mam w zadnym miejscu gdzie zyje grobu do odwiedzenia, przyjaciol do porzucenia, wielkich wspomnien do zapomnienia. Nie tu sie calowalem pierwszy raz, nie tu pierwszy raz smialem sie do lez, etc. Podsumowujac, gdybym mial zrobic piramide naszych potrzeb i upodoban, to bym powiedzial, ze te podstawowe i najwyzsze sa duzo lepiej zaspokajane w USA (2-3 krotnie lepiej), natomiast te sredniego rzedu sa na lekko nizszym lub porownywalnym poziomie. Zwlaszcza zona przechodzi (wciaz, choc juz lepiej) ciezko rozlake z rodzina, a ja jestem jedynak i bardzo slabo zwiazany z rodzina. Zyjac w Polsce Europe zwiedzilem prawie cala na zachod od Bugu i poludnie od Tatr (oprocz wysp brytyjskich i skandynawii) i choc bylem wowczas mlodszy, to lepiej/latwiej wyobrazam sobie siebie zyjacego w USA czy Kanadzie niz gdziekolwiek tam. Gdybym mial podjac raz jeszcze decyzje o wylocie z Polski, bez wzgledu na to czy wiedzac co sie wydarzy od 2010 do teraz, czy nie wiedzac, to wciaz bym podjal taka sama. Nie jest zle, i oby tak bylo w przyszlosci.
  15. Nie wiem jakie sa ich powody, gdyz napisalem ze ja nie widze mozliwosci zycia bez broni tam (i moja zona rowniez). Skoro ja mam bron w miescie, to zyjac na takiej glubince (alez ladny rusycyzm) mialbym ja zdecydowanie przed ludzmi. Poczekajmy na forum az ktos jeszcze podzieli sie odczuciami z drog ND, MT, WY, gdzie przez 50 jazdy minut mijasz dwa domki i sie zastanawiasz, gdzie Ci ludzie chleb kupuja. Wpajam rodzinie nawyk, ze jak potrzebuja cos 'in the middle of nowhere' to ja podchodze do takiego zabudownia z rekami w gorze. Zarowno ja sie czuje bezpieczniej jak i wlasciciel. I doprawdy oczekiwalbym tego samego od kogos gdybym zyl 15-30 minut od najblizszego szeryfa.
×
×
  • Create New...