Jump to content

marwin

Użytkownik
  • Content Count

    93
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

marwin last won the day on November 26 2018

marwin had the most liked content!

Community Reputation

26

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Lokalizacja
    NW Iowa
  • Zainteresowania
    Structural & Civil Engineering

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Nie jestem socjologiem, wcale sie tym tematem nie interesuje (poza cheica wewnetrzna zwalczania wszelkich 'gender studies', ale nawet i to nie jest moje hobby). Jednak na swoj prosty rozum wyczytalem w Twoim linku: Co wciaz pokazuje, ze mezczyzni gina/umieraja czesciej. Twoj link jakos nie za bardzo podaje jakiekolwiek powody tego zjawiska, chyba ze cos ominalem czytajac:/
  2. WIesz ja tak na serio. O ile @Jackie podaje jakies linki do ktorych mozna sie odniesc, tak Ty nie za wiele wnosisz swoim smainiem sie. Ale gdybym trafil na podatny grunt, to dam Ci do pcozytania cos wiecej: https://www.aeaweb.org/conference/2010/retrieve.php?pdfid=435 https://academic.oup.com/humrep/article/19/1/218/690115 Nawet takie cos lewicowe jak WHo podaje podobny argument http://www.searo.who.int/entity/health_situation_trends/data/chi/sex-ratio/en/ Odnosniki podaja troszke inne wyjasnienie tego zjawiska, ale wciaz slowa war and risk sie tam przewijaja. czytaj w rozne dni, by mogly 'make your day' wiecej niz raz. Edit: Chinczycy sztucznie zwiekszaja ratio, ajk i pare innych nacji, wiem o tym i nie wnosi to wiele do statystki sporzadzonej poprawnie
  3. Teraz to mnie zaskoczyles, gdyz czytalem Twoje wypowiedzi w kilku watkach i raczej masz szeroka wiedze. Zwaz, ze nie odnosi sie to tylko do konserwatywnych regionow Polski (osobiscie jestem z Dolnego Slaska), a jest to ogolnoswtowy trend. Sam fakt, ze rodzi sie wiecej chlopcow niz dziewczynek ( https://www.populationpyramid.net/hnp/sex-ratio-at-birth-male-births-per-female-births/2015/ ) jest prawdopodobnie uwarunkowany tym, ze to mezczyzni podejmuja sie wiekszego ryzyka (ale tez uczestnicza w konfliktach zbrojnych). Jesli spojrzysz na piramide demograficzna, to zauwazysz, ze prawie wyrownuje sie to okolo 30-tego roku zycia https://www.populationpyramid.net/world/2017/ i pozniej jzu kobiety zaczynaja dominowac (po 50-tce). Czasami ogladam z corka FailArmy na YT: pewnie nie odzwierciedla to idelanie calej populacji, ale glownie mezczyzni sa tam nagrani i czesto to sa sytaucje, w ktorych nie chcialbys sie znalezc - taka codzienna obserwacja do podejmowania ryzykownych decyzji.
  4. Slyszalem, ale nigdy nie bylem i nie rozmawialem z nikim kto potwierdza. Ale gazety tak pisza - zgadzam sie. To samo pisza o Rwandzie obecnie i wczesniej o Botswanie. Ciekawe jak to jest w rzeczywistosci...
  5. Nie jestes jedyna. Ja od 2006 roku wieszcze (sobie prywatnie i w gronie znajomych) wojne w Europie i czesto tlumacze Amerykanom, ze jest to jeden z powodow do wyjazdu z Europy. Jako przyklad podaje im wowczas Gruzje i Ukraine. Akurat z PiS mi bardziej pod reke niz z tymi drugimi (choc po tylu latach to obu mniej wiecej s..l pies), ale bardzo sie ciesze, ze moge zaspokajac swoje fobie i urojenia w USA, a nie w Polsce.
  6. To jak potoczyly sie losy Twojej rodziny nie musi odzwierciedlac tego jak potocza sie Twoje:) Nie znam Ciebie, twoich mozliwosci, talentu i planow na przyszlosc. Natomiast wiem, ze majac 22 lata rowniez wiedzialem, ze nie chce przyleciec do USA na stale. Wakacyjne odwiedziny (coroczne prawie) nie napawaly optymizmem (choc zle nie bylo) Wowczas rowniez cenilem sobie socjalne bezpieczenstwo, mozno lewicowalem (az cisnie sie by napisac lewitowalem), nalezalem do jakis mlodziezowek lewicowych a uscisk reki przez Sierakowska byl dla mnie jak zbawienie. Ba, ja majac 22 lata wiedzialem, ze zostane na uczelni do konca zycie (i profesorowie mi to wrozyli), moglem z duzym prawdopodobienstwem wyliczyc sobie ile bede zarabial w ktorym roku i ile dni wolnego bede mial. Zreszta nie bylo potrzeby, bo moj promotor magisterskiej (a potem doktoranckiej) gral w otwarte karty i byl na tyle madrym czlowiekiem, ze pokazywal mi wszystko. Tzn - co mnie czeka jak zostane (sciezki, mozliwosci, jak on szedl, jak ida jego koledzy), a takze miedzy macierzy odwrcaniami dawal mi do reki 'Polonie Christiane' czy felietony Michalkiewicza. Powiem Ci, ze widzac socjalizm na zywo na uczelni wyleczylem sie z niego znakomicie. Ja nie chce ustawowych 26 dni wolnego - dzis moge wziac wolnego ile chce, bylebym tylko zrobil to co musze, ja nie chce 3,100 brutto jako adiunkt - dzis jedynym moim ograniczeniem wyplaty jest moj czas (choc pracuje dla kogos nie dla siebie, ale moge pracowac ile chce godzin i mam placone jesli sa to nadgodziny; zreszta i prace zmieniam w kilka tygodni, wiec zobaczymy co mi nowa przyniesie). POmysl o tym, bo pomiedzy 22 lata a 25 lat (gdy zmienilem decyzje permanentnie) jest jeszcze troche czasu. Znowu podam cytat, ale nie jestem pewien z kogo i jako, ze z glowy wiec moze byc lekko niedoklady (Churchill?): "Kazdy kto nie jest socjalista przed 30-tka - musi byc bez serca. Ale kazdy kto nie jest kapitalista pozniej - musi byc bez rozumu".
  7. Nie jestem socjologiem, ale schylam sie ku utartemu przez czesc publikacji naukowych stwierdzeniu, ze plec odgrywa tu rowniez role (jakby pominieta przez Ciebie, gdy zwrociles uwage na charakter, wychowanie i geny): http://journal.sjdm.org/jdm06016.pdf Jest rowniez czesc publikacji laczaca chec podejmowania zachowan ryzykownych (co moze prowadzic do ryzyka utraty zycia) z tym, czy ktos jest wierzacy (wierzacy praktyukujacy, uznajacy siebie za mocno wierzacego etc). Nie mam zadnego linku pod reka. Ogolnie wnioskuje sie, ze osoba wierzaca jest w stanie podjac latwiej ryzyko zwiazane z utrata zycia w ziazku z podswiadomym (badz moze i swiadomym) pojmowaniem, ze nie jest to jeszcze jej koniec. NIe wiem, czy inne zachowanie ryzykowne (nie prowadzace potencjalnie do utraty zycia) sa skorelowane z religijnoscia.
  8. Praca jest wazna. Dla mnie rowniez. Ale wraz z wiekiem coraz bardziej widze, ze jest 'zbyt wazna'. Jakos potrafie sobie wyobrazic zycie bez pracy. Zas bez zony, samemu z dziecmi, juz nie potrafie:/
  9. Roznorodnosc ludzi i ich pogladow sprawia, ze swiat jest kompletny:) Skonczylismy z zona te same studia (ba, nawet ten sam rocznik, tylko ze zostalismy para rok po obronie). Ona pracowala wowczas w zawodzie w Pl, a ja sobie dlubalem jakies szlaczki za 1,200 zl/miesiac. W sumie ja pierwszy wyjechalem bez nich do USA, a ona po mniej wiecej 3 latach dolaczyla z dzieckiem (4.5-letnim, wielkie podziekowania dla kariny). Wowczas ja juz pracowalem w zawodzie i spokojnie pewnie moglbym ja wziac do firmy gdzie bylem. Byc moze zona nie zna technicznych pojec w jezyku angielskim, ale jakos nigdy (nie pamietam, Bog mi swiadkiem) nie slyszalem by mnie zapytala o jakies zagadnienie z naszej dziedziny. Wielokrotnie zas mowila: "Ilekroc na Ciebie patrze to widze, ze dziewczyny nie powinny robic studiow technicznych. My poprostu nie potrafimy tak myslec jak Ty". I ze mna nie dyskutuje mojej pracy, czesto wspomina, ze mogla zostac nauczycielka i pewnie by sie sprawdzila lepiej. Dobry Boze, gdybym ja jeszcze w domu mial z zona dyskutowac prace, byc korygowany lub naprowadzany na jakies rozwiazania - ja bym chyba zwariowal. Jak juz napisalem - roznorodnosc ludzi jest wspaniala. Sam dobrze wiem, ze jestem bardzo ciezki przypadek (i kazdy pracodawca me tego swiadomosc), i moim najlepszym sposobem pracy jest pokoj 8'x8' z zerowym kontaktem z innymi. Podwladnym daje bardzo duza swobode i mam szefa, ktory musi mi dawac ogromna swobode, bo inaczej sie zabijamy. Ja chyba jestem zadowolony, ze zona choc ma wiedze to jednak nie pyta mnie o prace i nie stara sie byc pomocna. Czasami rozwazamy bym zaczal cos 'samemu' (i zreszta robie moonlighting), ale zona w to nie ingeruje i mowi, ze raczej nie powinienem jej wciagac w przyszle plany. Jakos dobrze sie z tym czuje, ze w domu nie rozmawiamy o merytorycznych aspektach mojej pracy.
  10. @katlia - nie znam sie, moze masz racje. Ocalilas dzieki temu @kzielu sprzed stu lat bycia samotnym;)
  11. Zdecydowanie w zartobliwym tonie odpowiem, ze masz szczescie iz nie urodziles sie przed stu laty lub wczesniej;) Albo w jakies czesci swiata, gdzie wciaz sie zon do pracy nie posyla:) Nie musisz odpowiadac:)
  12. Nie mam tu statystyk, ale pewnie moge umrzec jutro.Tak samo jak i oboje (albo nawet z dziecmi) mozemy zginac jadac autem, albo jakies podobne nieszczescie nas spotka. Moze sie zdarzyc. Jezeli jutro Ty zginiesz, to wcale nie uwazam, ze Twoj maz bedzie w lepszej sytuacji niz moja zona (zwlaszcza ze mna zyjacym, bo zdarzenia te sa nieskorelowane ze soba):)
  13. Znakomity przyklad. Wtedy moje (a ja mam raczej plytkie) myslenie jest takie, ze to ona mnie zostawia. Wowczas sytuacja jest kompletnie odwrotna w sprawie co i kto traci i zostawia drugiej osobie.
  14. Jako, ze tutaj i tak calkiem anonimowo, a sytuacja byc moze teoretyczna, a byc moze nie, to jakos tak moja myslenie jest uksztaltowane (i widzialo przypadki), ze jak sie juz odchodzi to zostawia sie wszystko drugiej osobie. Skoro chcialbym zaczac od nowa, to i od nowa niechaj sie sprawdze. Gdzies tam juz widzialem (jeszcze w Polsce) jakis dwoch amantow co jak juz zdecydowali sie odejsc to prawie doslownie z jedna walizka . O ile pewnie dorzucilym do tego moze jednego laptopa, jeden samochod i bron, to juz o to co na koncie bym sie raczej nie klocil. Tak czuje od lat, i nie daj Bog daj mi Boze na tyle sily;)
  15. Dostrzegam to. Mamy tutaj do czynienia z rachunkiem zyskow i strat. Cos tracimy przez to ze zona jest w domu, ale zyskujemy cos innego.
×
×
  • Create New...