Jump to content

marwin

Użytkownik
  • Content Count

    176
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    5

Everything posted by marwin

  1. @katlia - zgadzam sie z faktem (czysta matematyka dla mnie), ze minimum wage redukuje income inequality. Nie znam sie, ale moge zalozyc, ze przecietny Amerykanin obiektywnie biednieje (zakladam na tyle mocno, ze nie musisz wyciagac zrodel). Choc ciekawi mnie, czy jesli przecietny Amerykanin biednieje, to czy rowniez przecietnie swiat biednieje, czy sie bogaci? Bo jesli biednieje, to co sie dzieje z tym wszystkim co produkujemy, a jesli bogaci (wowczas ktore Panstwa?), to zeby nie wyszlo, ze my mamy tu za duzo socjalizmu;) Nie zgadzam sie zas z tym, zeby Panstwo mialo dbac o to, czy ktos ma na chleb czy nie, czy zarabia mniej czy wiecej, niz jakakolwiek ustalona suma. Nie umiem odpowiedziec czy income inequality jest odpowiedzialne za przestepczosc, ale czuje (nie jestem naukowcem to badajacym), ze jest to bledna teoria.
  2. @katlia - raczej mialem na mysli, ze ktos przedstawia argumenty jaka tu bieda. Ty piszesz o swoich doswiadczeniach, ze dzieci znajomych nie maja na dom, maja kredyty etc (' Zreszta widze to w kolezankach i kolegach mojej doroslej corki - wyksztalceni ludzie, dobre prace, ale trudnosci z zakupieniem domu, splaceniem dlugow zwiazanych ze studiami, i wydajacych ogromny procent pensji na zlobki/przedszkola/after-school care. '). Ja pokazuje, ze Korea POlnoscna rowniez to tak widzi, byc moze jakis film francuski podobnie (napisalem jasno, ze nie ogladnalem, gdyz-zem w pracy). Inni widza to inaczej:) Zyjesz tu raczej wiele lat, ja rowniez nie malo. Czasami widzi sie biede, ale glownie wsrod ludzi, ktorym sie nie chce pracowac (moje spostrzezenie). Rowniez wiem, ze praca nie musi byc calym zyciem, a rodzina moze spokojnie zyc tutaj, miec dom, zona nie pracowac etc. Jacys naprawde bliscy mi emigranci z Polski wychowali tu 3 urodzone corki, skonczyly uniwersytety (Duke, Notre Dam, Columbia Unversity) i nie maja zadnych kredytow. Ojciec tylko pracowal, dziewczyny dzis od 30 do mid-30 lat. Maja domy, obecnie tylko 1 z nich pracuje. Cale biuro w ktorym pracowalem w NYC rowniez nie narzekalo. Tylko 1-2 osoby urodzone tutaj (Puerto Rico sie wlicza;), a reszta immigranci starsi lub mlodsi (zaczynajac od polowy lat 80-tych z Israel i Rosji). Zarobki byly takie jak opisalem przed laty - kto chcial to ladowal pomiedzy 150k-225k, a kto nie chcial to przychodzil sobie rysowac. Od czasu do czasu na tym forum umiescilem ogloszenia o prace z ktorymi 'jakos' jestem powiazany - czy naprawde 115k w Iowa (https://www.montgomerycountyiowa.com/job/Engineer Job Advertisement.pdf), czy 150-170k w NYC (https://www.indeed.com/viewjob?jk=1213c1ad23a7dc91&dupclk=0&mobRdr=1) to malo, by w 5 lat splacic studia? I by po 30-tce miec wlasny dom splacony/nie na kredyt (ok, w NYC sie nie uda;)? Lub 120-130k w Wiliston, ND? POmysl prosze nim napiszesz. I nie lubie argumentow, ze nie kazdy jest uzdolniony etc. Ja nie jestem wysportowany, wiec sie nie porywam na dlugie piesze wedrowki, czy jazde na rowerze w gorach. Ktos nie jest zdolnym pracownikiem (nic wspolnego z wyksztalceniem, ciagle ktos tu wpomina, ze plumber zarabia nie gorzej niz inzynier), to niech-ze sie nie porywa na wielki dom jak sasiad, i coroczne miesieczne wakacje. Byc moze zyje tu jednak za krotko (choc napisalem, ze nie malo;), by nie zauwazac ze pieniadze leza na wyciagniecie reki, a jedynie trzeba checi by po nie siegnac.
  3. @Kleofas11 - nie ogladne w pracy, ale aby bylo w klimacie jaka tu bieda, to polecam ponizszy firm ponoc by North Korea:
  4. Gdy mysle nad tym co napisales to widze to troszke inaczej. Nad doslownym znaczeniem twojego zdania nie ma sensu sie wiele rozwodzic, bo zyje, wiec znam zycie;) Aplikuje swoje przekonania na swoim malym poletku. Do tego czerpie radosc, ze kilkukrotnie w zyciu spotykalem obce mi osoby, ktore po glebszym poznaniu mialy podobne do moich przemyslenia, zachowania i do tego byly na roznym etapie swojego zycia. Mogly podzielic sie swoja historia i jak doszly do wnioskow zblizonych lub identycznych. Byc moze tutaj (zartobliwie pisze) dziala jakies przyciagnie, ze swoj ciagnie do swego. Z tego forum moge spokojnie raz jeszcze zaczerpnac do wlasnych watkow sprzed lat, gdy wieszczono mi bankrutctwo gdyz placilem podatek Czarnego Czlowieka i odrzucalem przymus ubezpieczenia (nie bede ukrywal, gdyz mialem z tego czysto finansowy zysk), pisalem ze lepiej mi kupic dom za gotowke niz na kredyt i ze nie czuje potrzeby miec ubezpieczenia domu w Iowa. To byly nie tylko teoretyczne rozwazania, ale fakty. Z drugiej strony widzialem osoby (dziewczyna okolo 20 lat, chlopak okolo 30 lat - nie powiazani ze soba, male miasto 5k ludzi) z uposledzeniem odstawiajace wozki i koszyki pod sklepami w Iowa, ktora podejrzewam (nie znam prawa, czy mozna im placic mnie), byc moze nie zaslugiwaly na place minimalna, ale zapewne taka otrzymywaly. Ale mialy szanse wyjsc z domu i wzbudzic w sobie odczucie bycia potrzebnym. I pewnie byloby wiecej ludzi pracujacych (tu w Midwest to absurd, bo rak wiecznie brakuje), gdyby placa minimalna nie obowiazywala.
  5. Hehe, tydzien temu odnieslismy identyczne wrazenie w Riding Mountain National Park, MB. Sent from my SM-G973U using Tapatalk
  6. @rzecze1 - chyba zaczyna sie robic niedo'rzecze1'nie. Jeszcze gdybys napisal, ze taka osoba nie powinna zatrudniac, to nie byloby tak ostro. ale juz nie powinna zaczynac biznesu? Brak slow. Pewnie bedzie dluzsze, wiec w moim przypadku zaplatane i trudne do zrozumienia;) a ze walcze przeciw erudycie jezykowym, to pozycje mam przegrana;) Zona co tylko wejde na jakies forum to mi mowi, bym tego nie robil, bo ja zawsze emocjonalnie i 'o zlote kalesony'. NIe wyroslem. Wiec i teraz po przyjsciu do domu wyrwala mi komorke, ale ja postanowilem chociaz, ze Twoje 'nie powinna zaczynac biznesu' poddam pod dyskusje podczas obiadu. Zdanie zostalo uznane za bledne stosunkiem glosow 3:1. Zona, 11-letnia corka i ja mowilismy, ze jest bledne, zas 18-miesieczna przyznala Ci racje (dokladnie na pytanie 'czy on ma racje?' jedynie najmlodsza powiedziala 'ta', ale od jakiegos czasu na kazde zdanie w tonie pytajacym mowi 'ta'). Niewiele to zmienia w naszej dyskusji, ale widze ze jednak mysla (w moim mniemaniu). Wiec jeszcze raz - placa powinna odpowiadac wartosci wniesionej przez wykonana prace. Jezeli nie wyceniam czyjes pracy na x dolarow, a on wycenia zas swoja na mniej, to jest naprawde wszystko w porzadku. Mamy dobrowolna umowe, ktora powinna byc szanowana. Nie chodzi wszak o to by pracowac, ale chodzi o to by wyprodukowac i zarobic. Jezeli dla kogos mniej niz obecna umowna minimalna jest ok - to jest to ok. Gdyby zas chodzilo o prace sama w sobie, a nie wniesienie wartosci, to wez-ze garnki z domu, wyjdz do garazu, przetapiaj je sobie i odlewaj nowe. Bedzie praca, ale o malej wartosci wyprodukowanego dobra. Stad tez uwazam, ze mam prawo oceniac czyjas prace swoja skala i oferowac za nia tyle ile jest warta dla mnie. I w ten sam sposob wyceniam swoje uslugi, a jak ktos uwaza ze za duzo, to albo obnizam, albo dziekuje. I tego samego oczekuje od innych, a nie od panstwa by ustanawialo ile ma co kosztowac. Chyba pozostaniemy ja przy swoim zdaniu, wy zas przy swoim - co zreszta bylo do przewidzenia; choc takiego stwierdzenia ('nie rob biznesu gdy nie stac Cie by placic minimalna') od Ciebie nie spodziewalem sie. Sent from my SM-G973U using Tapatalk
  7. Zgadzam sie:) Ja tez uwazam, ze gdyby obnizono nasze podatki, czyli i socjal, to wowczas i wyplaty bylyby wyzsze. Albo, gdy juz mowa o socjale zzerajacym podatki, zgodzilbym sie na poglowne, gdyz kazdy z nas jest tak samo chroniony przez panstwo (na zewnatrz) i dziecko do tych samych szkol uczeszcza. Widze sens by dodac do tego podatek katastralny, gdyz moge zalozyc, ze czym bogatszy jstes tym wieksza chec by Ciebie okradziono (bezpieczenstwo wewnetrzne). Ale ten sam procent (liniowy) dla wszystkich. Dodane po edit od tego miejsca: Ale oponuje, by to ktos mi narzucal jak solidarnie mam wspierac kogokolwiek poprzez narzucanie mi ile mam komus placic. Moze mi sie sprzataczka podobac i dam jej wiecej, a moze mi sie z facetem dobrze gadac i tez wiecej dostanie. Chce by takie cechy mogly rowniez wplywac na moja decyzje, a nie rozkaz z gory mowiacy, ze ma byc min. tyle a tyle.
  8. Toz to jest rarytas. W NYC stal po $6-$7/lbs, a tutaj w Midwest mamy pod dostatkiem i tanio. Za $2 w czerwcu/lipcu mozna kupic taka wiazke rabarbaru, ze zona i bulek drozdzowych z rabarbarem napiecze i kompot zrobi:)
  9. @kzielu pewnie zalezy kto czego szuka w tych parkach narodowych. My nawet mile spedzilismy czas w Cuyahoga Valley, choc dla Ciebie moze to byc codziennosc. Obecnie zyjac w Dakocie nie ciagnie nas do Badlands ani Theodore Roosevelt, choc przed laty szalenie nam sie podobaly. Pewnie gdybym mieszkal w CO bym tamtejsze parki uwazal za najnudzniejsze;) Przed laty napisalem tu na forum, ze postawilismy sobie cel zjezdzic/zwiedzic wszystkie stany i wszystkie NP. Ze stanami jestesmy juz bardzo blisko konca listy, a parkow zostalo wciaz wiele. I mozna znalezc naprawde (subiektywnie) piekne miejsca na wschodzie, zachodzie i w centrum. Natomiast z ogolnym przekazem, ze ladniejsze sa na Zachodzie chyba sie zgadzam, choc moja sympatia biegnie mocno do Rocky Mountains lub wschodu slonca na Cadillac Mtn w ME, a takze calego regiony zachodniej czesci Virginia. Jako, ze upaly mnie nie pociagaja, to parki na Florydzie zwiedzalismy bardziej w stylu 'zaliczmy do naszej listy' niz 'jak tu jest ladnie' (choc bylo ladnie;). Intersujacy Big Bend NP pociaga mnie mniej niz Black Canyon Gunnison River. Z Capitol Reef najlepiej wspominam ciasta z ichszego sklepu (jak ja lubie rabarbar - moze @andyopole jakims rabarbarowym wypiekiem by zarzucil na forum);) Sa piekne miejsca w USA i doprawdy patrze czesto na kolegow z pracy z pozalowaniem, ze najdalej gdzie jezdza to jest miedzy Williston a Fargo. 2 wspolpracownikow, miejscowych z ND, nigdy nie bylo jeszcze w Canadzie. Jeden w wieku ca. 50 lat nie byl jeszcze w Yellowstone. Moj Boze, oni mecza ten football w lewo i prawo podczas kazdego lunchu, a nie chca horyzontow poszerzyc podrozujac:( Jakies smutne to dla mnie.
  10. Albo odwrocmy: kazdy ma taki zajebisty biznes (i business plan), ze moze od razu sobie pozwolic na sprzataczke, sekretarke, szofera i kogos do drapania po plecach za pieniadze identyczne do tych, ktore on zarabia podejmujac ryzyko. Dochodzi sie czesto do momentu, ze potrzebujesz pomocy w najprostszych rzeczach (wlasnie sprzataniu biura jako jedno z pierwszych) i bez wzgledu na dupny czy nie biznes plan nie jestes w stanie wygospodarowac na place minimalna. Nie wiem jaka jest prawda w Twoim przypadku, wiec nie chce Cie obrazic - wyprostuj mnie jesli nie mam racji, ale przeczuwam, ze doswiadczenie w prowadzeniu biznesu masz mniejsze ode mnie. A ja mam male - tu gdzie jestem zatrudniony mam malutki wplyw na finanse (dolaczylem niedawno, ale dopuszczony do glosu i rozliczen), a poza tym dzialam jako sole proprietor. I o ile w firmie nie oferujemy nikomu 'ponizej minimalenj', o tyle zdarza sie mi prywatnie 'subowac' robote po stawce wrecz obrazliwej dla kogos, ale wciaz sa chetni.
  11. Najczesciej odwiedzany Park Narodowy w USA. Sam bylem zdziwiony przed laty jak o tym przeczytalem. https://www.worldatlas.com/articles/10-most-visited-national-parks-in-the-united-states-and-canada.html
  12. Skoro przegladnales Parki Narodowe, to sobie odpuszcze (rowniez te naturalne, a nie Washington DC). Przez pare pierwszych lat, nim nos wysciubilem dalej niz Mississippi River, moim wymarzonym miejscem do zamieszkania byly okolice Roanoke, VA lub lekko na polnoc od tego miejsca. Przejechalem ichszy szlak gorami 3 razy (nie liczac I-81), zatrzymywalismy sie tam na kilka dni na wypoczynek. Na jakims odcinku nazywa sie to Blue Ridge, a na jakims inaczej. Uwazam, ze dla kogos kto ma czas to warto. Z NY bylo to okolo 8h-10h jazdy i mozna bylo dojechac w jeden dzien nawet z dzieckiem. Z atrakcji naturalnych (nie bedacych parkami narodowymi) zwiedzilismy tam bardzo wiele, ale kilka miejsc utkwilo szczegolnie w pamieci: Chimney Rock w NC, Mt. Mitchell (ba, nawet zdjecie naszej rodziny do dzis wisi w pokoju stamtad), czy jaskinie w Virginii. W stanie NY polecilbym Letchworth State Park, a z atrakcji najblizszych miastu to chociaz wejsc na Bear Mt. Rowniez na dwa-trzy dni warto skoczyc do Lake Placid. Gdy juz udasz sie na polnoc, to podjedz nad Lake Champlain i udaj sie promem do Vermont. W VT mam male doswiadczenia, bylem moze pare dni, ale jakos mi lepiej byylo w NH w okolicach malej miejscowosci Littleton and Franconia (znowu gory). Wowczas polecam wypad na Mt. Washington (NH). W ME zwiedzialem ichszy PN tylko, wiec nic nie umiem dodac. Z atrakcji mniej naturalnych, ale pozostawiajacyh na mnie pewne wrazenie jako inzynierze chyba najlepsze wrazenie zrobil Chesapeake Bay Bridge Tunnel, ale wierze ze NY mosty moga byc rownie atrakcyjne jesli sie tam wpada na moment. Gdybym mial wybrac jedna, jedyna atrakcje stamtad, to raz jeszcze chcialbym jechac z Front Royal na poludnie przez gory.
  13. Takie sklepy sa naprawde wspanialym miejscem dla samotnych facetow. Ca. 10 lat temu, gdy zona jeszcze w PL byla, a ja tam mieszkalem, to byl dla mnie raj na ziemi. Dobrze wiedzialem w jaki dzien bedzie barszcz z uszkami, w jaki kopytka, czy swieza salatka jarzynowa. Z reguly za kasa ladne mlode dziewczyny, a na zapleczu starsze kobiety, ktore gotowaly jak w domu. Takie same miejsca spotkalem w Chicago, i nawet teraz po latach musze przyznac, ze polskie sklepy w Chicago sa ZNACZNIE tansze niz te w NYC. Nie tylko jesli chodzi o gotowe jedzenie, ale rowniez sprowadzone produkty. Dzisiaj bedziemy scigac sie z nadciagajacym blizzardem i jedziemy na kilka dni do Winnipeg - znalezlismy online 3 polskie sklepy (i chyba jeden ukrainski), wiec jak wroce to dam znac jak tam z jedzeniem:)
  14. ehh @ilya_ nie wzbudzaj wspomnien. Jak ja chetnie bym zjadl (pewnie po okolo $7-8) taki domowy obiadek z polskego sklepu. Na Forest Ave (Ridgewood) tuz obok stacji sa dwa takie co obiady sprzedaja. I jeszcze paczki/oponki z Syreny (Norman lub Nassau).
  15. Ja mysle, ze odpowiednim miejscem (jesli szukasz wsrod Polakow), bedzie odwiedzenie strony http://bazarynka.com
  16. @rzecze1 przyznaje, z nieukrywana zazdroscia, ze piszesz pieknie. I niech na tym stanie:) Sent from my SM-G973U using Tapatalk
  17. @rzecze1 jak zwykle bardzo dlugi, troszke rozpasany wywod. Jak juz zauwazyles wybor jest mniej wiecej miedzy kapitalizmem, socjhalizmem lub 3-cia droga (" I zapuścili się w tą drogę za daleko... "). Ja rozumiem, ze nie wymyslimy tu na forum calkiem nowego systemu (a jesli wymyslimy, to mozemy sobie o nim conajwyzej popisac, a nie zaaplikowac jako lekarstwo dla swiata), wiec bedac troszke egoistyczny, z tych wszystkich 3 opcji jakie mamy dzisiaj, ja wybieram te ktora dziala dla mnie jak najlepiej. "wiekszosc ludzi nie jest na tyle mobilna, uzdolniona, czy czesto nawet pracowita, aby zmienic swoja zyciową sytuacje" - prawdopodobnie zostaje z tego tylko 'nie pracowita', gdyz wykazalismy, ze nawet za $7.25 mozna probowac jakos zyc, a byle Iowa oferuje $17 dla niewykwalifikowanych. I w zwiazku z tym, ze widzi sie w kolo tylu 'nie pracowitych' nie czuje jakos szczegolnej potrzeby bym ja biedny imigrant sie nad nimi litowal. 'A w systemie kapitalistycznym, po 2, 3 pokoleniach, roznice zaczynaja byc widoczne golym okiem' - wiec skoro juz otoczenie mam w kolo z Mayflower i maja te przewage 2, 3 pokolen to ja na starcie bylem z tylu. Wiec dalej egoistycznie najpierw pomysle o swojej rodzinie, dzieciach i zapewnieniu im studiow. I, jak to juz @ilya_ w innym watku wspomnial, ze nie zna biednych imigrantow, ja rowniez mam to szczescie, ze widze tylko tych co sie im udalo. Inzynier z Bangladeshu, 41 lat (wiem, ze wiesz gdzie to, ale mimo wszystko III-ci swiat): 2 domy w NYC (przed momentem kupil ten drugi, $2.1mln, wlasnie renowacje robi). Zona okulistka, rowniez Made in Bangladesh. Oboje skonczyli studia tutaj. Grupa kilku inzynierow z Indii - do dnia dzisiejszego dobrze pamietam kiedys jeden powiedzial: ' - Marwin, a Ty wiesz jaka grupa imigrantow jest najbogatsza? - Nie wiem, Hindusi? - Ano Hindusi, wiec my spokojnie robimy swoje i mamy najwyzsza srednia dochodow z czasem'. Sprawdzilem potem w necie i byla to prawda. Wiec @rzecze1 pomimo bardzo dobrych wywodow - ja wciaz pozostane przy swoim podejsciu, tak jak trwalem przed laty w zdaniu, ze za 200k nie mozna szalec w NYC i ze wolalem placic Podatek Czarnego nizli miec ubezpieczenie zdrowotne poki nie zakladalismy drugiego dziecka i pare innych spraw, ktore najczesciej na forum (moze oprocz @ilya_) wzbudzaja ozywiona dyskusje, gdy prezentuje opinie inna od wiekszosci. Za porwanie watku przepraszam - zgadza sie. Jeno moja zakuta lepetyna nie widzi zwiazku miedzy placa a przestepczoscia.
  18. @andyopole troszke inaczej na to patrzymy, chpoc rozwazamy i rozumiem problem 'zapier... po pietrach'. Jako, ze ja robie tez prywatnie, to chcemy uniknac sytuacji, ze ktokolwiek do mnie przychodzi ma jakikolwiek wstep do czesci 'mieszkalnej'. Stad tez o ile pokoj biurowy musi byc na parterze, to i kuchnia i toaleta byc moze, ale juz sypialnie chcemy miec wyzej. To jest chyba nas glowny argument, by zdecydowanie odseparowac czesc mieszkalna od dostepnej dla kazdego (chocby przez przypadek etc.). Pewnie napiszesz, ze mozna to zrobic na single floor tez, ale jakos tego nie czujemy i mamy doswiadczenie, ze schody sa dobra separacja.
  19. Musze sie przyznac, ze nigdy nie zaprojektowalem single family house, ale zona (tez budowlaniec) takie robila w pl. I kusi nas by moze cos samemu, choc bardzo sie boimy roznych przygod z wykonawcami. Oboje jestesmy niechetni wooden or metal studs & joists i chcielibysmy cos albo z CMU, albo z ICF - tego nie doswiadczysz w naszych stronach. I takich obowiazkowych rzeczy mnostwo jeszcze: zabudowany prysnic z plytkami i szklanymi drzwiami, a nie jakies plastikowe cos i zaslona, dwupietrowy z basement, a nie ze pol living floor jest underground (Boze, toz tutaj jakis standard). Jednak detached garage jakos mnie nie kreci - czuje, ze musialbym tam podciagnac grzanie, a tak przy domu (wszak to ND!) bedzie latwiej. Zas w pelni sie zgadzam, choc zona chyba nie rozumie, ze garazu nie mozna miec za duzego. Boimy sie, ze jesli wejdzimy w budowe od podstaw, to sie przejedziemy na tym. I tak zle, i gotowy nie dobrze. Zapewne znajdziemy cos dwupietrowego z basement i wowczas ocenimy jaki rozmiar renovation nas by czekal. I co wazne, chcemy by byl nie starszy niz 5 lat, a o takie ciezko na rynku.
  20. Ja z rownej ciekawosci sprawdzilem w Iowa. Palo Alto county i Kossuth County. Jestem w stanie znalezc online apartments za $500 (3bd+2ba) https://www.forrent.com/ia/emmetsburg/2805-schroeder-dr/x7ekven, a jako ze tam zylem to zaswiadczam, ze wiekszosc wynajmujacych nie ma zadnych stron, tylko sa w lokalnej gazecie. Sa zarowno w Emmetsburg jak i w Algona i Humboldt apartments 3bd+2ba 1,200-1,300 sf z garazem po okolo $550/mo. Pracy dla osob niewykwalifikowanych jest mnostwo - i znowu klania sie tu cotygodniowa darmowa gazeta lokalna. Nie chce sklamac, ale chyba zaczynamy w przetworniach (mieso) i fabrykach (narzedzia) od $17/h i dochodzimy do 19/h po krotkim czasie (zalozmy 3- do 6- miesiecy). Prawie co tydzien byly 2-3 takie ogloszenia w 8-mio stronnicowej gazecie. Zyjac tam ne rozumielismy z zona jak pare osob z NYC ktore sa legalnie pracuje po $11/h sprzatajac, zamiast przyjechac do Iowa i miec stala prace, ubezpieczenie, wakacje i tansze zycie. Mniemam, ze wiele osob patrzy na to z punktu widzenia East & West Coast, tudziez wielkiego miasta (zalicze w to Denver, a na pewno Chicago). Stany sa wielkie, i kilka razy widziialem, ze sie odezwal ktos na forum z KY, rural MN a i pewnie wiele innych odleglych stron pominalem. Tutaj w Midwest jest ogromny niedobor rak do pracy. Ogromny. I zarobki nie sa najnizsze (pierwszy link https://www.ziprecruiter.com/Salaries/What-Is-the-Average-Average-Salary-by-State), a koszty zycia znacznie mniejsze. Tak, wiem - widoki sa do dupy, a jak Ci pies ucieknie to przez dwa tygodnie go widac. Ja w zadnym wypadku nie mowie, ze $11 czy $7.25 to duzo. Ale gdy tylko poszerzymy spojrzenie, to mozna zauwazyc ze pewnie za takie pieniadze rodzina 2+0 moze zyc na 90% powierzchni continental USA. I zapewne lepiej niz za minimalna w PL. Wiec gdzie widze problem - a no w tym samym co i ja robie. Gdy widze sasiada w nowym domu, to 30 letni nie wyglada mi atrakcyjnie. I obecnie sami szukamy (narazie wynajmujemy) czegos nie starszego niz 5 lat. Gdy sie przyzwyczailem juz do 2 garazy, to tak naprawde teraz chce z 3-ma garazami (a @kzielu cos wspomnial o 4;). Zona nie za bardzo chce slyszec o czyms mniejszym niz 1acre lot. Wiec patrzac w ten sposob jest mi co dzien malo, i co dzien mysle skad tu znalezc dodatkowe zrodlo lub projekt. Stad tez i osoby z $7.25 czuja sie zawiedzione, tak samo jak ja czuje sie gorszy (ale mnie to jeszcze mobilizuje) gdy widze dom mojego szefa. Jedynie chyba wychowanie (jakkolwiek to zdefiniujemy) sprawiaja, ze ktos wchodzi na droge przestepstwa, a ktos inny zaciska piesci i od jutra pracuje ciezej.
  21. Przepraszam, sam widze, ze bylo to zawile. Doszlismy do sytuacji, ze: 1. Pomimo, ze osoba zgadza sie na place ponizej minimalnej, ja nie moge jej zatrudnic. alternatywnie: 2. Ja nie moge jej zatrudnic, gdyz nie stac mnie na zaplacenie jej minimalnej stawki lub uwazam, ze minimlna stawka nie odpowiada temu co wnosi. W obu przypadkach osoba nie zarabia nic, zamiast zarobic cokolwiek podejmujac sie pracy niskoplatnej. Teraz z innej strony: wlasnie sprawdzilem, ze min. wage troszke inaczej aplikuje sie do dzieci. Ale mam pytanie do zwolennikow min. wage - jesli w wakacje dziecko przychodzi przez miesiac ze mna do biura, zakleja koperty, sklada rysunki, idzie po paczki i chcialbym jej za to legalnie zaplacic powiedzmy $30 dziennie (siedzi 8h), a widze ze placa min. jest $4.25/h (za dzieci) to jak to rozwiazac? Sytuacja narazie czysto hipotetyczna, gdyz corka ma 11 lat, i raczej w biurze staralaby sie sprzedac ciasteczka od scoutow innym, lub poprostu przyjdzie do biura awaryjne (zona w domu), ale mimo wszytsko? Pewnie na farmach moze to byc czestsza sytuacja, i raczej zgodnie zalozymy, ze wiekszosc dzieci robi to nieodplatnie. Mimo wszystko wciagniecie jej w oficjalne tryby (masz zawsze deduction od swojego income placac jej;) byloby rowniez jakims wyroznieniem dla dziecka. A tu mi/komus Panstwo stanie na drodze ze swoja min. wage! @Jackie - placa minimalna nie gwarantuje tego ze nie jestes wykorzystywany! Koledzy powyzej przypominaja mi o exempt employees i czytam to z pewnym przerazeniem. W kazdej z moich prac od 2010 bylem 'na salary', ale zawsze nadgodziny byly albo placone (przyznaje 100% - nazywalo sie to compensation time i bylo wyplacane raz na 3 miesiace w dwu firmach, a w jednej raz na rok, ale mocno cisneli by wykjorzystac je jako wolne. Niemniej jednak jak nie wykorzystalem to placili je jako 100%). Podejrzewam, ze troche tutaj odgrywa role, ze ja nigdy nie pracwalem w wielkiej korporacji, a firmach gdzie szef najczesciej siedzi o rzut kamieniem ode mnie i kazdy mial mocno spersonalizowane zarowno godziny pracy jak i pewne przywileje. Rozumiem, ze w wielkiej korporacji moze nie byc takiego customization - ale tutaj znowu wracamy do wolnosci - ja chyba tylko raz aplikwalem do duzej firmy, i zaraz po dostaniu offer letter z 10 stronami roznych innych dyrdymalow (vacation policy, reimbursement, medical insurance, 401k etc) zdalem sobie sprawe, ze tam sie nie odnajde. Podejrzewam, ze niewiele sie roznie umiejetnosciami od @kzielu, @mcpear, @barnclose i pewnie tuzina innych osob na tym forum. Jestem zwyklym inzynierem, ktory sobie drepcze po stopniach drabinki, raz lekko w dol, raz lekko w gore. Obecnie mam pozycje sredniego szczebla ('Department Head') w nieduzej firmie + pozwolenie na moonlighting (moj stan wymaga, by pracodawca byl poinformowany). Ale zawsze jak ubiegam sie o prace to takie rzeczy jak wakacje, ubezpieczenie (poza pierwsza praca, gdzie juz wielokrotnie zwlaszcza chyba @kzielu wrozyl mi kloportow finansowych, gdzy szedlem na uklad ze nie biore ubezpieczenia i daja mi czesc pieniedzy za to), godziny pracy negocjuje. Czyli nie place nic za ubezpieczenie, moge byc 8h w pracy i brac lunch/nie brac lunchu, moge przyjsc o 7 i wyjsc o 3pm, albo przyjsc (pewnie, choc nie priobowalem) o 9 i siedziec do 17. Staram sie byc fair, i lubie miec placone nie tylko base salary, ale tez procent income co wygeneruje - to daje szefostwu poczucie, ze bede wkladal w prace serce. I podejrzewam, ze w kazdej normalnej firmie kazdy moze tak zrobic - skoro ja cale zycie do takich trafiam, to znaczy, ze jest takich firm wiele. Mam kolege, ktory jest inzynierem w NJ i trafil jeszcze lepiej - mi sie nigdy tego nie udalo osiagnac: ma placone bonus za kazdy projekt jako flat fee. Nieduzy, ale w momencie gdy jest building permit wystawiony, on dostaje pieniadze (z tego co kojarze to mowimy o okolo dodatkowych $500). Powyzsze ma na celu udowodnienie jednego: jestem przeciwny min. wage, i regulacjom ktore sa nakladane z gory. Ja chce by szef znal mnie osoboiscie, rozumial moje problemy i ja na swojej pozycji tez staram sie rozumiec problemy innych i dopasowywac im zadania i czas pracy odpowiednio. Nie chce miec tabelki ile moge miec wakacji i o ktorej mam byc w pracy. Chce generowac zysk i miec z tego swoj udzial, ktory rozumiem. I chce by osoby za ktore odpowiadam rowniez tak mialy. Nikt u nas nie zarabia min. wage, nawet sprzataczka i sekretarka w jednym. Nie ja wpadlem na taki pomysl - pracowalem tak ponad 5 lat w firmie w NY, i oddawalem tam swoje serce jak i wielu innych pracowniako, bo bylismy bardzo fair traktowani. rozumielismy jak i za co jestesmy placeni i wiedzielismy, ze kazdy z nas jest inny i bedzie nagradzany za cos innego. I chyba z 15 osob conajmniej 5-6 zarabialo ponad 200k. A kto chcial przychodzic i rysowac sobie od 9-17 to rowniez mogl to robic za 60k. Tutaj wiele ma to wspolnego (w moim odczuciu) z American Dream o ktorym wspominano wyzej - jesli chcesz, to mozesz isc sobie w gore wysoko, a jesli ci wystarcza 60k, to robisz za takie pieniadze. BTW: w tym roku gdy aplikowalem o prace trafilem raz na firme co sie chwalila 'open book' ksiegowoscia - czyli z tego co zrozumialem pracownicy wszyscy mieli wglad w finanse. Ktos sie z tym spotkal, pracuje w czyms takim i moze moglby sie podzielic doswiadczeniem? Zastanawiam sie czy nie bylo to jakos skorelowane z religia, gduyz firma bylo czysto Mormoni, ale nie mam zadnych dowodow na potwierdzenie tej korelacji.
  22. @katlia pracuje w firmie, ale na pozycji gdzie musze brac pod uwage ile wydajemy i ile zarabiamy. Stad tez druga strona rownania nie jest mi obca. Ja jedynie mowie, ze nie chce by nikt dyktowal mi moje stawki i wnikal w to ile oferuje komus. a dodatkowo, dla przypomnienia dla @Jackie placenie min. wage nie gwarantuje living wage.
  23. czyli @Jackie wlasnie doszlismy do sytuacji ze w niektorych przypadkach, taka osoba nie zarobi nawet cokolwiek (jesli sie sama na to zgodzi), tylko nie zarobi nic. Czy nastepnym krokiem bedzie, ze musze chargowac $1.5/sf powierzchni projektowej, bez wzgledu na to czy mam projekty czy nie, gdyz robiac to po $1/sf nie wyrabiam swojej living wage?
  24. Gubie sie z ta logika. czyli w momencie gdy szukam pracownika mam mu zadac (hipotetycznie) pytania czy ma rodzine, ile dzieci i otworzyc tableke by sprawdzic jego livable wage (well, wydawalo mi sie ze kazdy ma jakas inna)? I co mam zrobic, jezeli stac mnie zaplacic $7.25 na osobe z lekkim uposledzeniem, co posprzata mi office, ale nie moge wygospodarowac $15/h dla matki z dwojka dzieci? Mam w tym momencie nie zatrudniac? Jak to ma wygladac?
  25. Wez mi nawet nie wspominaj. 6 miesiecy w ND a ja juz prawie wymiotuje footbalem. Chyba bede mogl to dorzucic jako jedna z zalet NY: gdy tam rozmawialismy, nigdy nie slyszalem slowa football or baseball - byli ludzie z roznych krajow i zawsze ktos akurat mial wybory (Isreal, China, India), albo jakies spostrzezenia o kulturze i swiecie. Glownym tematem naszych rozmow byla polityka i religia. W Iowa mialem juz tylko Hindusow, ale jednak wciaz pogadalismy o jedzeniu, wierzeniach, codziennosci w naszych krajach. czasami czlowiek nabyl jakiegos obycia o Bollywood, ichszej muzyce, jakis bogach-malpach i zjadl ichszy groszek. Wiedzieli gdzie jest Anglia, slyszeli o Europie (lub moze odwrotnie;). W ND od 3 miesiecy wychodze z breakroomu zaraz po lunchu. Przez 30 minut moga dyskutowac i ogladac jakies zagranie z wczorajszego meczu. Jakies Delfiny wygraly wreszcie, a Cleveland (a moze sie myle) sa do niczego. Jak zapytam o zainteresowanie wyborami w Anglii - nikt. Polowa sie chwali, ze sa potmkami niemcow, a zadaja pytania w stylu: - Niemcy to na poludnie od Francji chyba? - Moja prababcia pochodzial z takiego miast w niemczech, chyba Alzacja sie nazywalo (zonk kompletny...). Siedze ostatniej soboty wieczorem na X-mas party i jakies dwie zony kolegow z pracy przysiadaja sie pogadac ze mna. Jedna 56 lat, druga 63. Obie nauczycielki w High School w jednej z 5-ciu najwiekszych miejscowosci w ND. Z szoku na temat ich wiedzy o swiecie do teraz nie mozemy sie z zona pozbierac... Ale gdy tylko wlaczyli urywek meczu football'u - moj Boze, one to rozumialy lepiej niz ja pilke nozna. Albo sie naucze tego footballu i bede mogl wlacza csie do dyskusji...
×
×
  • Create New...