Imiona to jeszcze pół biedy, w najgorszej sytuacji i tak są Chińczycy.
Z kolei z rodzimego podwórka, najgorsze co moim zdaniem może kogoś spotkać to nosić polskie (swoją drogą całkiem popularne) nazwisko Moroń i wyjechać za granicę (oczywiście no offense względem nikogo).