Jump to content

miron_ksi

Użytkownik
  • Content Count

    81
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

7

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Na uczelni jak przystało na ostoję socjalizmu 5 lipca oczywiście wolny .... długi weekend musi być.
  2. I tak i nie. Na innych uczelniach często benefity są dużo gorsze. Prawda, podstawowa pensja na uczelni, jak w Polsce, nie jest za wysoka, ale z grantów badawczych można sobie dorobić z kilka pensji więcej de facto poświęcając tyle samo czasu co bez grantów, co w innych pracach nie jest aż tak możliwe.
  3. Hm.... to jednak na uczelniach wyższych w USA socjalizm jest. Wszystkie benefity obowiązują od dnia zatrudnienia (orientation) - sam się przekonałem, jak 6 lat temu 2 dni po zatrudnieniu musiałem skorzystać z dobrodziejstw amerykańskiej służby zdrowia. Wypowiedzenie jest: u mnie 1 miesiąc, a na stanowiskach w innej grupie to najkrótsze wypowiedzenie to 2 tygodnie.
  4. Oprócz cła, będzie też do zapłacenia kara i pewne problemy związane z tym, bo sprawa będzie w obcym kraju, jak z USA lot nie będzie do Polski. Nie ma znaczenia czy telefon odpakowany, używany itd. Ważne, że kupiony poza UE. Czy sprawdzają? Latam z USA do Europy kilka razy w roku i generalnie nie sprawdzają, ale 1.5 roku temu w Frankfurcie zamiast wysiadać z rękawa, szło się do autobusu i zawieźli nas w miejsce, gdzie kontrola była spora. Miałem szczęście i Pan celnik przywołał mnie i poprosił o wyciągnięcie całej elektronoki, przeszukał bagaż podręczny i poprosił o dowody zakupów na elektronikę , telefon i komputer (nie uwierzył na słowo, że jedna rzecz była w UE kupiona, a druga zwolniona od cła ze względu na długi pobyt w USA), w sumie tablet go nie interesował. Kwity zobaczył i puścił.
  5. Żeby zostać dentystą w USA, to będzie trzeba w USA zrobić szkołę dentystyczną: krótszy program (2-3 lata, tylko w danej specjalizacji jak się ma już wykształcenie dentystyczne zobyte poza USA), lub pełny program szkoły dentystycznej (3-4 lata). Rekrutacja jest ciekawa, bo zazwyczaj należy pewne rzeczy spełnić dość nieoczekiwane jak minimalna liczba godzin działalności charytatywnej czy też asysta (przypatrywanie) się w przychodni dentystycznej itd. Jest tam też early admission program, gdzie rekrutują w high school na zakończenie, ale to wymaga robienia liceum w USA. Zagraniczni dentyści zazwyczaj przyjeżdżają (jak nie mają innej wizy np. dla uchodźców, zielonej karty itd.) na wizie studenkciej F na jakieś studia, najczęściej dwuletnie mgr, by w tym czasie spełniać wymogi i rekrutować się do szkoły dentystycznej. Ale konkurencja spora jest i to nawet bardzo. A po dostaniu się, to trzeba jeszcze rocznie tuition i inne opłaty uiszczać (~ 60-140 k$) w zależności jaki stan i czy się jest rezydentem tego stanu. Żeby zobaczyć jak to wygląda, to może w Twojej Polskiej "szkole dentystycznej" mają program wymiany z USA, to można pojechać i zobaczyć jak to wygląda w USA.
  6. Zależy za co był wyrok, tzn. czy przestępstwo czy też wykroczenie zawierało w sobie "moral turpitude." Jeżeli nie miało, to wiza będzie, ale jeżeli rzecz za co był wyrok miała moral turpitude to wtedy może być odmowa wizy, ale wtedy też można się starać o waiver. Na razie, należy dostarczyć dokumenty i czekać na decyzję.
  7. Jeżeli jesteś nieograniczoną rezydentką podatkową Polską (183 dni pobytu w Polsce lub centrum interesów gospodarczo-osobistych) za rok 2018, to tak. Tak myślę, bo pewnie Work&Travel był na 3-4 miesiące. Jeżeli w zeszłym roku nie miałaś dochodów z Polski, to po uwzględnieniu ulgi abolicyjnej podatek należny będzie wynosił 0 od dochodów amerykańskich, ale deklarację PIT-36 zapewne należy wypełnić i złożyć.
  8. Przy odliczaniu podatku z Polski co można odliczyć trzeba użyć formę 1116, ponieważ odliczenie podatku ma swój limit: nie można odliczyć więcej podatku niż podatek całkowity razy (dochód Polska)/(dochód całkowity). Dla "ułatwienia", w USA jeszcze dzielą dochody na active i passive .... za I razem nie jest intuicyjne, ale jak się zrobi tabelki w Excel to potem z górki idzie. Co do odsetek: niektóre banki dają tylko wpływ netto bez pokazywania podatku Belki na rachunkach, ale idzie wyliczyć z wpływu netto jak wiadomo, że 19% podatku zabrali. Co do dochdów z innych inwestycji z zagranicą: rzeczywiście rozliczenie tego w USA za pierwszym razem nie jest tak łatwe, ale jak się raz zrobi, to z każdym kolejnym rokiem jest łatwiej .... dopóki nie nastąpi jakaś zmiana przepisów.
  9. Zgadzam się, że 30 tys jest dużo, pamiętaj proszę, że w Polsce jest sporo dochodów zwolnionych od podatku w Polsce, a w USA trzeba wrzucić je do zeznania . Może wynika raczej z jakiejś ostrożności, żeby potem kar nie płacić .... ale tak czy owak, my nie mamy pełnej wiedzy, ale rzeczywiście suma spora.
  10. Odpowiedzi czy lepiej mieć dual-resident czy nie, to już zależy. Wszystko zależy jaka jest struktura dochodu z Polski i jaki podatek był zapłacony. Są różnice. Coś w Polsce zwolnione z podaktu albo niski ryczałt jest na to, a w USA idzie do normalnej skali podatkowej i wtedy robi się dużo niedopłata podatku z Polski do odliczenia i trzeba w USA płacić. A czy lepiej tak czy inaczej: doradca na pewno lepiej oceni, bo ma przynajmniej pełniejszą wiedzę niż my tutaj. Trzeba po prostu przeliczyć oba rozwiązania.
  11. 105k exclusion raczej nie dotyczy, bo trzeba poza USA przebywać ponad 335 (jednak 330 dni) dni w ostatnim roku. Co do podatku: podatek zapłacony w Polsce odlicza się proporcjonalnie (tax credit) do udziału dochodów z Polski w całym dochodzie. Tak czy owak, na podstawie umów w Polsce albo w USA trzeba wykazać dochody z obu tych krajów. W USA w I roku, w którym zostało się rezydentem podatkowym, można się załapać jeszcze na double-resident tax year, ale to wszystko zależy i trzeba w instrukcji przeczytać. Kwota duża: a może doradca podatkowy nie zrobił tax credit (więcej liczenia), a potraktował podatek w Polsce jako deduction (dużo mniej korzystne, ale łatwiej zrobić, bo mniej obliczeń). Ale to ciężko powiedzieć. Tak czy owak kwota spora: ale raczej jak doradca podatkowy nie policzy inaczej, to będzie trzeba wpłacić i potem najwyżej zwrócą.
  12. W Internecie nic nie ginie. W USA jest obsesja na standardy, ale żeby wywieszć je wszędzie na tablicach itd. Zresztą do standardów etycznych, ostatni admission scandal (scam) pokazuje, że na uczelniach te standardy są jakie są. Mogą być teoretycznie, ale w praktyce jest jak jest. Ogólnie: w Polsce i w USA problem plagiatu jest załatwiany w podobny sposób: zamiata się pod dywan, czyli robi się jeszcze raz albo po prostu zmienia się coś ... de facto bez żadnych konsekwencji, bo w sumie trzeba coś zmienić jednak, a to jakaś praca jest. Ze względu na speyfikę dziedziny, prace mgr czy dr, zwłaszcza te drugie, wymagają pracy badawczej (life science) i uzyskania pozytywnego wyniku. Więc często pojawia się problem, że ktoś robi, robi ale nic nie wyszło i w sumie nie da się ukończyć studiów. W USA nikt ma większych oporów by student swoim nazwiskiem podpisał się nie pod swoimi wynikami. W Polsce też się zdarza to, ale w USA skala tego jest większa. Aczkolwiek, czasami naprawdę żal studenta, bo ciężko pracowała, a nie wyszło z pewnych powodów, często niezależnych od studenta. Niestety, w nauce można mieć świetne pomysły, założenia, ale życie czasami brutalnie weryfikuje mocarskie plany: wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że powinno wyjść, a jest inaczej. I sam też pomagałem poprzez dorabianie powtórzeń by statystykę zrobić (3 słabe powtórzenia studenta, ale jak się 3 dobre dorzuci to już przyzowicie wygląda i magiczna gwiazdka (*) od istotności statystycznej się pojawia itp.).
  13. Z balansem ilości wiedzy w czasie nauczania: ciężko jest znaleźć złoty środek to fakt. Co do standardów etycznych: niestety nie mogę napisać o szczegółach.
  14. Mój błąd brak precyzji: standardy nie naukowe, czy poziom wiedzy studentów, ale bardziej etyczne standardy. Co do egzaminów i poprawiania: tu się nie zgodzę, w USA też się dzieją jak w Polsce dziwne rzeczy z zaliczeniami/egzaminami. Jak trzeba, to się przepcha czy przymknie oko. Oczywiście, wszytskich uczelni jak i w Polsce i USA nie znam, więc to tylko na moim własnym doświadczeniu. Wiem, że podstawowa różnica, że w USA student ciężkie pieniądze płaci za edukację i jest tu duża presja na znajdowanie się w czubie czy najlepszym procencie na roku. Nie da się tego nie zauważyć jak się pracuje ze studentami w USA, że presja spora, zwłaszcza na medycznych kierunkach. Poziom naukowy w USA jest wyższy, a to że studenci mniej wiedzą niż w Polsce po liceum czy BS, bo z takimi studentami po BS raczej mam do czynienia: to inny system czy jak to zwią podstawy nauczania. Ale w Polsce też wyraźnie widać, że poziom wiedzy studentów z roku na rok jest coraz niższy, ale czy to dobrze czy nie, to już nie wiem. Bo w sumie w liceum szeroką wiedzę uzyskałem, ale z drugiej strony często zupełnie nie potrzebną. Chociaż, ostatnio jak przed wejściem do Krogera quiz w stylu Trivia na kupony i wiedziałem co za zwierz ma 3 serca.
  15. Ja w sumie mam prowadzić tylko działalność badawczą, a studenci to raczej tylko prace mgr czy dr i też tylko jak ktoś poprosi, bo department statystyki potrzebuje. A jak to mówią: małe dzieci-małe problemy, duże dzieci-duże problemy ... to jak za przeproszeniem zwłaszcza w jednym przypadku studenta szambo wybiło (szczegółów nie mogę powiedzieć, zresztą bez przeczytania pewnych maili i wiadomości, to naprawdę ciężko uwierzyć w to co się stało .... ja bym nie uwierzył gdyby ktoś mi to opowiedział), to wszyscy co się powinni zająć tym problemem, to umywali ręce i spychali(ją) na mnie problem. To masz szczęście, że u Ciebie są jednostki ds. problemów i działają. Ale w pobycie w USA na uczelni jednej rzeczy się nauczyłem dość szybko: zasłyszane opowieści w czasie studiów mgr w Polsce, o tym jakie to są wysokie standardy na uczelniach w USA, nie są do końca prawdziwe. Ale cóż jak to mówią: podróże kształcą.
×
×
  • Create New...