Skocz do zawartości

Zarchiwizowany

Ten temat jest zarchiwizowany. Brak możliwości dodawania odpowiedzi.

lorkendtrawel

Dlaczego nie warto jechac na work and travel.

Recommended Posts

Ponizej przedtawiam kilka powodow dla ktorych (z wlasnego doswiadczenia i moim zdaniem) nie warto jechac na work and travel.

1. Koszt programu:

a) oplaty wpisowe placone w walucie polskiej

;) oplaty dla "sponsora" placone w walucie obcej (de facto nikt do konca nie wie za co tak naprawde sie placi)

c) oplaty wizowe

d) koszt wielokrotnego transportu do i z biura

e) koszt transportu do i z Warszawy na targi pracy

f) Koszt transportu do i z konsulatu

g) koszt transportu na lotnisko

h) koszt biletu lotniczego

i) koszt rzeczy ktore trzeba sobie kupic przed wyjazdem

j) koszt rzeczy ktore trzeba sobie kupic juz na miejscu (w USA)

k) koszt mieszkania w nienajlepszych warunkach

2. Stres, nerwy i inne tego typu rzeczy towarzyszace temu wyjazdowi.

3. Zanim dostaniesz pierwsza wyplate (minimum 2 tygodnie) to "troszke kasy trzeba wydac".

4. Jak mi jeszcze raz ktos powie ze jedzenie w USA jest tansze niz w Polsce to go wysmieje. Co tam jest tanszego do jedzenia? Ten kitowaty i sztuczny "chleb" za dolara ktorego nie da sie jesc? Czy moze 10 plasterkow mortadeli za 3 dolary? No jest jedna rzecz do jedzenia ktora jest tansza niz w Polsce - sztuczne zupki chinskie.

5. Zeby gdziekolwiek dotrzec to trzeba miec samochod. Inaczej zapomnij o wyjezdzie, chodnikow nie ma, a wszedzie jest daleko i niewyobrazalnie parno (przed wyjazdem czytalem ze to miejsce gdzie ja sie wybieram moze byc w lecie "nieprzyjemnie gorace", po przeczytaniu tego zwrotu smialem sie - nie rozumialem jak moze byc komus za goraco - przeciez ja uwielbiam upal. Po dotarciu na miejsce dotarlo do mnie co znacza te slowa - naprawde moze byc "nieprzyjamnie goraco" zwlaszcza jak trzeba koszylke z potu wyciskac zeby szybciej wyschla. Czyli sytuacja jest taka: nie masz samochodu - idziesz na piechotke, jak juz dojdziesz do sklepu jakiegos idac brzegiem 4 pasmowej autostrady, dziekujac Bogu za to ze cie nic nie rozjechalo jestes tak zapocony jakbys wyszedl z basenu - a ze za kazdymi drzwiami jest klimatyzacja wiec bedac juz w sklepie zamarzasz, nie bede juz o tym wspominal ze wszyscy ludzie ktorzy tu dotarli oprocz ciebie sa samochodami i kazdy sie dziwi czego jestes taki zapocony - pewnie jakis chory. Ale zeby miec samochod to trzeba miec prawko - troszke czasu to zajmuje. Trzeba miec kase na samochod i na jego ubezpieczenie. Jestem naprawde ciekaw ile osob kupilo sobie samochod w stanach? Cos mi sie wydaje ze z 1 procent uczestnikow. Reszta dociera na piechotke do miejsca pracy; lub korzysta z jakis "mksow" lub ich podwozi pracodawca.

6. Ubezpieczenie. Nie wiem jak bylo w innych firmach i organizacjach "sponsorujacych" ale ja mialem takie ubezpieczenie zdrowotne ze za kazda wizyte u lekarza musalem placic do 100 dolarow a jakby rachunek byl wyzszy to wtedy by mi to pokryl ubezpieczyciel. Tak sie zdarzylo ze raz musialem sie udac do lekarza i kostowalo mnie to 95 dolarow.

7. Tesknota za domem.

8. Za kazdym razem jak dostajesz wyplate to myslisz ile jeszcze jestes do tylu i ile bys juz zarobil w Anglii albo w innym kraju.

9. Na ogloszeniach reklamujacych worka sa piekne zdjecia stanow itp. No ale jak wiadomo zeby tam dotrzec to trzeba troche kasy wydac. Moj znajomy wrocil do domu prawie z niczym ale za to zwiedzil Nowy Jork itp. Masz do wyboru albo zwiedzanie albo kasa.

10. Przekladanie zaliczen, egzaminow i innych tego typu rzeczy. Lazenie po dziekanatach, pisanie podan o przesuniecie terminow, proszenie wykladowcow o zmiane terminow (nie wszyscy byli to tego chetni). Uczenie sie wszystkiego na raz zeby wczesniej zdac. Kupa nerwow i stresu z tym zwiazana.

11. Jak cos pojdzie nie tak to wszyscy umywaja rece i ci powiedza za sam tego chciales (zwlaszcza ze w tych umowach ktore wszyscy podpisywaliscie przed wyjazdem de facto biura sie was wyrzekaja i od wszystkiego umywaja rece). Po takim dokladniejszym przeczytaniu umowy to tam pisze w skrocie tyle ze biuro jest odpowiedzialne jedynie za przedstawienie oferty pracy (prosilbym w tym miejscu o oddzielenie slowa "oferta" od "umowa" zadne biuro nie oferuje "umowy o prace" tylko "oferte pracy)", moze sie zdarzyc ze tej pracy w ogole tam nie bedzie, lub bedzie beznadziejna i wszystko bedzie zgodne z prawem bo przeciez oferta to nie to samo co umowa.

12. Jesli myslicie ze bedziecie mieszkac w bezpiecznym centrum to sie mylicie. Te motele w ktorych mieszka wiekszosc znajduje sie daleko od centrum. Osobiscie proponuje zopatrzyc sie w kamizelke kuloodporna przed wyjazdem, z tego powodu, ze wiekszosc afro... posiada bron i czasami jak wydasz sie im za bardzo bialy to moze byc zle. Podczas mojego pobytu kilka ulic od mojego motelu zostala zastrzelona jakas dziewczynka. Sprawcami byli afro... a powodu oczywiscie nie bylo.

13. Mam nadzieje ze chociaz jedna osoba po przeczytaniu tego pojdzie po rozum do glowy i zastanowi sie 100 razy zanim podejmie decyzje ktorej potem bedzie dlugo zalowac.

Dziekuje za uwage.

Ciag dalszy na stonie nr 3 (sama gora).

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

     

mylisz się przedewszystkim z tego powodu że byłeś raz w usa do tego na wschodnim wybrzezu ( ktore według mnie jest do kitu w porównaniu do zachodniego) do tego miałeś nie ciekawą prace i mieszkałeś na za[beeep]u, pojedz sobie do Vegas dobra komunikacja miejska, wszędzie blisko, [beeep]ista prace można wychaczyć w kasynie w centrum vegas, a co do wszystkich przeciwności o których piszez co ty w życiu oczekujesz ze będziesz mieć zawsze z górki? przecież to przeciwności losu uczą ludzi jak żyć jak sie zachowywać po to miedzy innymi decyduje się na wyjazdy WAT bo lubie płynąć pod prąd.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

I pewnie lubisz tez jak wracasz z niczym do domu? Nie lepie jest pojechac za free do jakiegos kraju z cylku European Union i po wakacjach przywiesc pelno kasy do domu a przy okazji sobie cos zwiedzic, niz wydac tyle kasy za niewiadomo co i dla kogo i po wakacjach nie tylko wrocic z niczym ale jeszcze na minusie?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

hahahahh stary odstaw narkotyki, takich glupot to nie czytalem od dluzszego czasu na tym forum. Sprobuj sobie wyobrazic ze ja wczoraj wrocilem z usa z $8 000 i zdjeciami z wodospadu Niagara, Chicago, Los Angeles, San Fransisco, Las Vegas itp. moi kumple wrocili z Angli z mniejsza kasa i zdjeciami owiec na zielonych łakach szkocji. Dodam ze mialem samochod i na nic sobie nie zalowalem, latalem samolotem itp. Moze byc mi jedynie szkoda Ciebie ze masz takie doswiadczenia z wyjazdu do stanow. Usa to nie eden ale jak sie ma troszke oleju w glowie to mozna sie niezle ustawic. Pamietaj tez ze nie kazdy jedzie do stanow tylko po kase.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Zamiast sie smiac moze bys sie tak wysilil i napisal w ktorym punktcie sie myle? Bo cos mi sie wydaje ze wszystko co napisalem to prawda.

To ja wyręczę Wojtka i się troszkę "wysilę"

 

1. Koszt programu:

a) oplaty wpisowe placone w walucie polskiej

;) oplaty dla "sponsora" placone w walucie obcej (de facto nikt do konca nie wie za co tak naprawde sie placi)

c) oplaty wizowe

d) koszt wielokrotnego transportu do i z biura

e) koszt transportu do i z Warszawy na targi pracy

f) Koszt transportu do i z konsulatu

g) koszt transportu na lotnisko

h) koszt biletu lotniczego

i) koszt rzeczy ktore trzeba sobie kupic przed wyjazdem

j) koszt rzeczy ktore trzeba sobie kupic juz na miejscu (w USA)

k) koszt mieszkania w nienajlepszych warunkach

a) :D Opłaty za wydanie dsa' date=' za znalezienie pracodawcy, ubezpieczenie itd. Tu się zgodzę z tobą są wysokie – ale niestety nie da się tych opłat ominąć.

c) czy work, czy camp, czy coś tan jeszcze innego, nawet na turystycznej – musisz zapłacić i już

d) e) f) ja akurat mieszkałam w Warszawie więc koszty były minimalne

g) nie rozumiem Cię za bardzo , gdziekolwiek byś chciał jechać ( nawet tak jak napisałeś do Anglii) jakoś byś się musiał do tego lotniska dostać

h) nikt Cię za darmo nie zabierze.

i) j) jakoś nie pamiętam żebym potrzebowała jakiś rzeczy specjalnie na wyjazd, których bym w domu nie miała. No może transformator (20zł)

k) ja na warunki mieszkalne nie narzekałam – wręcz przeciwnie były na bardzo, bardzo wysokim poziomie. Zresztą też nie bardzo Cię rozumiem, gdziekolwiek być był musiał byś płacić za wynajem.

PS. W Anglii mieszkania są jeszcze droższe.

2. Stres, nerwy i inne tego typu rzeczy towarzyszace temu wyjazdowi.

Jakoś nie pamiętam, żebym bardzo się denerwowała. Jedynie przed lotem , bo muszę się przyznać nienawidzę latania.

Jeżeli ktoś jedzie pierwszy raz , na pewno stres będzie mniejszy jeżeli troszkę poczyta, zorientuje się gdzie jedzie, pozna ( nawet za pomocą tej strony ) osoby które jadą również w to miejsce kolejny raz. Czy wynajmie mieszkanie jeszcze będąc w Polsce.

3. Zanim dostaniesz pierwsza wyplate (minimum 2 tygodnie) to "troszke kasy trzeba wydac".  

Z tym się zgodzę' date=' jednak wszędzie tak jest. I tak powinieneś się cieszyć że wypłaty są co tydzień lub dwa, a nie jak w Polsce co miesiąc.

4. Jak mi jeszcze raz ktos powie ze jedzenie w USA jest tansze niz w Polsce to go wysmieje. Co tam jest tanszego do jedzenia? Ten kitowaty i sztuczny "chleb" za dolara ktorego nie da sie jesc? Czy moze 10 plasterkow mortadeli za 3 dolary? No jest jedna rzecz do jedzenia ktora jest tansza niz w Polsce - sztuczne zupki chinskie.  

Jeżeli wszystko przeliczasz na złotówki – nie jest tańsze. Jednak w stosunku do tamtejszych zarobków, jest tanie.

Jeżeli jadłeś tylko takie rzeczy jak wyżej napisałeś to współczuje.

5. Zeby gdziekolwiek dotrzec to trzeba miec samochod. Inaczej zapomnij o wyjezdzie' date=' chodnikow nie ma, a wszedzie jest daleko i niewyobrazalnie parno (przed wyjazdem czytalem ze to miejsce gdzie ja sie wybieram moze byc w lecie "nieprzyjemnie gorace", po przeczytaniu tego zwrotu smialem sie - nie rozumialem jak moze byc komus za goraco - przeciez ja uwielbiam upal. Po dotarciu na miejsce dotarlo do mnie co znacza te slowa - naprawde moze byc "nieprzyjamnie goraco" zwlaszcza jak trzeba koszylke z potu wyciskac zeby szybciej wyschla. Czyli sytuacja jest taka: nie masz samochodu - idziesz na piechotke, jak juz dojdziesz do sklepu jakiegos idac brzegiem 4 pasmowej autostrady, dziekujac Bogu za to ze cie nic nie rozjechalo jestes tak zapocony jakbys wyszedl z basenu - a ze za kazdymi drzwiami jest klimatyzacja wiec bedac juz w sklepie zamarzasz, nie bede juz o tym wspominal ze wszyscy ludzie ktorzy tu dotarli oprocz ciebie sa samochodami i kazdy sie dziwi czego jestes taki zapocony - pewnie jakis chory. Ale zeby miec samochod to trzeba miec prawko - troszke czasu to zajmuje. Trzeba miec kase na samochod i na jego ubezpieczenie. Jestem naprawde ciekaw ile osob kupilo sobie samochod w stanach? Cos mi sie wydaje ze z 1 procent uczestnikow. Reszta dociera na piechotke do miejsca pracy; lub korzysta z jakis "mksow" lub ich podwozi pracodawca.

[/quote']

Nie przesadzaj. Znam wiele osób które kupiły sobie samochody bez najmniejszego problemu – za śmieszne pieniądze. Prawo jazdy – w Polsce to dopiero trwa, więc uważam że tam załatwia się to wręcz ekspresowo. My akurat mieliśmy szczęście i dostaliśmy od menagerki (która traktowała nas jak własne dzieci) Wranglerka, ale wielu naszych znajomy jeździło rowerami ( no chyba że komuś było szkoda 30$ to zapierniczał na piechotkę). Zawsze jeździłam do małej turystycznej miejscowości gdzie w każde miejsce rowerem mogłeś dojechać w przeciągu 15 min – także był wystarczającym środkiem lokomocji. Jak się chce jechać gdzieś dalej zawsze można wynająć

6. Ubezpieczenie. Nie wiem jak bylo w innych firmach i organizacjach "sponsorujacych" ale ja mialem takie ubezpieczenie zdrowotne ze za kazda wizyte u lekarza musalem placic do 100 dolarow a jakby rachunek byl wyzszy to wtedy by mi to pokryl ubezpieczyciel. Tak sie zdarzylo ze raz musialem sie udac do lekarza i kostowalo mnie to 95 dolarow.

To zależy od firmy i sponsora – np. w Columbusie ubezpieczenie pokrywa wszystko.

7. Tesknota za domem.

Jakoś nie specjalnie tęskniłam. Może dlatego że byłam z chłopakiem i było mi raźniej' date=' a może byłam przyzwyczajona ponieważ studiowałam w innym mieście i w domu byłam „gościem”. Ale jak zwykle Cię nie rozumiem, co tęsknota ma do work&travel, jeżeli tam tęskniłeś, wszędzie będziesz tęsknił. Nawet w twojej faworyzowanej Anglii – nie sądzę żebyś przylatywał do domku na weekendy.

8. Za kazdym razem jak dostajesz wyplate to myslisz ile jeszcze jestes do tylu i ile bys juz zarobil w Anglii albo w innym kraju.  

Absolutnie tak nie myślałam. I nigdy w życiu nie wyjechała bym do Anglii ( ale to kwestia upodobań) Widzisz nie wszyscy jeżdżą do stanów tylko po $$$ , dla niektórych jest ważna przygoda, fajne spędzone wakacje, nowe znajomości, poprawa języka angielskiego, zwiedzenie tego kraju itd. Poza tym do Anglii możesz jechać zawsze a do stanów tylko będąc studentem ( chodzi mi o legalną pracę)

9. Na ogloszeniach reklamujacych worka sa piekne zdjecia stanow itp. No ale jak wiadomo zeby tam dotrzec to trzeba troche kasy wydac. Moj znajomy wrocil do domu prawie z niczym ale za to zwiedzil Nowy Jork itp. Masz do wyboru albo zwiedzanie albo kasa.  

Tutaj też się nie zgodzę. Myślę że zwiedziłam naprawdę sporo (2003 północny wschód: Washington D.C' date=' New York, Wodospad Niagara, 2004 Połodniowo - wschodnie stany od nowego Yorku po Key West na Florydzie) i za każdym razem jeszcze sporo przywoziłam do domu. Fakt, faktem pracowałam w dwóch pracach po 80h/tydz. Tylko ostatnim razem nie przywiozłam dosłownie nic – ale to tylko moja wina – pracowałam w jednej pracy i to góra 25-30 godz. w tygodniu, no i wydaliśmy naprawdę bardzo dużo pieniędzy na przyjemności i podróże ( Zachodnie stany + Hawaje) – ale to było nasze widzimisie – bo nie wiedzieliśmy czy jeszcze kiedyś tam wrócimy

10. Mam nadzieje ze chociaz jedna osoba po przeczytaniu tego pojdzie po rozum do glowy i zastanowi sie 100 razy zanim podejmie decyzje ktorej potem bedzie dlugo zalowac.  

Również się nie zgadzam, a wręcz przeciwnie wszystkich szczerze namawiam. Ja z roku na rok przyjeżdżałam jeszcze bardziej zadowolona. Po przyjeździe cały czas czekałam na kolejne wakacje żeby jak najszybciej tam wyjechać.

I mimo że jestem już po obronie, nie mogłam przestać myśleć że już nigdy nie pojadę tam na wakacje. Powinnam się zająć stażem i szukaniem pracy, ale tak bardzo chce tam wrócić (ten ostatni raz) że moje papiery już czekają w biurze na akceptacje sponsora. Tym razem wyjazd będzie na 18 miesięcy. Bardzo się cieszę i już nie mogę się doczekać...

Dziekuje za uwage.

Bardzo proszę

PS. Bardzo mi przykro że Ci się nie udało i przyjechałeś taki niezadowolony, jednak uwierz mi większość osób work&travel bardzo się podoba

Pozdrawiam

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

A czy moze teraz wypowiedziec sie ktos kto nie jest powiazanyz tymi zlodziejskimi organizatorami wyjazdow. (Tacy zwykli szarzy ludzie jak ja). A tak na marginesie 80 h na tydzien to podobnie jak moj kolega, ale z niego byl taki Z**, moze uzyje slowa skapiec jakiego w zyciu nie widzialem - nigdy niczym sie nie podzelil. Nie spal praktycznie bo co wrocil z pracy to my gadalismy i on nie mogl spac. Myslalem ze tylko taki [beeep] jak on moze nie spac po nocach zeby sie zarobic, ale jak sie okazuje dziewczyny tez takie sa.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

A czy moze teraz wypowiedziec sie ktos kto nie jest powiazanyz tymi zlodziejskimi organizatorami wyjazdow. (Tacy zwykli szarzy ludzie jak ja).  

Hahahaha śmieszny jesteś. ;)

Za każdym razem jeździłam z różnych biur. Nie mam z żadnym z nich nic wspólnego.

A tak na marginesie 80 h na tydzien to podobnie jak moj kolega, ale z niego byl taki Z**, moze uzyje slowa skapiec jakiego w zyciu nie widzialem - nigdy niczym sie nie podzelil. Nie spal praktycznie bo co wrocil z pracy to my gadalismy i on nie mogl spac.  

Pracowałam od 9 do 21, więc nie mart wiec, czasu wystarczało mi na wszystko - na spanie również. Kiedy chciałam lub potrzebowałam robiłam sobie dni wolne.

Poza tym praca a praca to też różnica. Ja na swoją narzekać nie mogłam, nie była nawet trochę męcząca – wręcz przyjemna.

Myslalem ze tylko taki [beeep] jak on moze nie spac po nocach zeby sie zarobic, ale jak sie okazuje dziewczyny tez takie sa.

Ja Cię nie obrażam więc tego samego oczekuje. :x

Widzisz różnica miedzy nami jest taka że ja siedzę teraz szczęgliwa, z cudownymi wspomnieniami a ty zgorzchniały , niezadowolony i zły na wszystko

Będę obserwowała ten wątek z wielką ciekawością, zobaczymy ile osób Cię poprze , bo jak na razie wszyscy mają odmienne zdanie niż ty.

Pozdrawiam

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Gość
Ten temat jest zamknięty i nie można dodawać odpowiedzi.

×