Skocz do zawartości

parenthesis

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    21
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez parenthesis

  1. Jestem pewnie kiepskim przykładem, bo przeprowadzałam się do męża obywatela US. Więc byłam w dość komfortowej sytuacji - mieszkanie jest, meble, agd, rtv też. Stąd też ja się przeprowadziłam z całym dobytkiem w postaci jednej wielkiej walizki i plecaka 35L (no dobra, po jakimś czasie dowiozłam w tej walizce jeszcze rolki, więc powiedzmy, że wyszły 2 walizki + plecak). Ale też dużo wcześniej starałam się wprowadzać minimalizm i to też wpłynęło na ilość zabieranych rzeczy. Sprawdzałam w którymś momencie ile by wyszło za wysłanie dobytku firmami transportowymi i była to jakaś kosmiczna dla mnie kwota. Zdecydowanie polecam dokładne przejrzenie dobytku w tygodniach poprzedzających wyjazd. Można z tego zrobić dodatkowe spotkanie towarzyskie - mi przyjaciółki pomagały z ubraniami np. Wtedy będziesz wiedziała co masz i co najlepiej zabrać - bo się może okazać, że rzeczy, które mają dla ciebie wartość jest mniej/więcej niż myślałaś. Mi najbardziej brak książek, część rozdałam po znajomych, najbardziej sentymentalne zostały u rodziców. Sama wiesz, czego używasz najczęściej i co jest dla ciebie ważne. Od siebie z mniej oczywistych rzeczy dodam jeszcze: wywołane zdjęcia bliskich, kosmetyki (ja dopiero po roku pobytu w USA zaczęłam się przestawiać na tutejsze produkty, bo mi zeszło na doedukowaniu się, a łatwiej było przywieźć z Polski przy okazji zapas wypróbowanych kremów; no i jest tu ciężej z eko i cruelty free produktami).
  2. U nas na Thanksgiving był wyjazd do DC. Przyjemne miasto, z tego kawałka, który udało się zobaczyć. Dużo bardziej skondensowane niż Chicago, dla mnie na plus - wyższy walkability score. W którym browarze takie cuda? Raz byłam w More, gdzie dają marble, czyli milkshake-style piwo - pychota!
  3. Taki codzinny dojazd to na szczęście tylko na 2 tygodnie treningu. Potem wchodzę na hybrydę i będę jeździć tylko 1-2 razy w tygodniu. Poza tym jest okej, do pociągu dojeżdżam rowerem, więc zdrowo, a potem w pociągu czytam, więc rozwój xd
  4. Zapisałam się na wybory w konsulacie w Chicago. 407 osób na ten moment. W innych miejscach w Chicago między 200-600 osób. Formularz na e-wybory ciągle wyrzucał mi błąd "niepoprawnych danych" wprowadzonych. Próbowałam wszystkiego, bo dane przecież poprawne. Wreszcie mąż przyszedł, bo już głośno kurwowałam na ten system. Zaczęłam wprowadzać wszystko przy nim i wtedy się zorientowałam, że dzień ważności paszportu wpisywałam zły o 1, bo mi się mylił z rokiem ważności... (coś jak: dzień 25, ale rok 2026). Zwalam to na totalne zmęczenie i zamroczenie życiowe, bo właśnie mi minął pierwszy tydzień w pierwszej pracy w US, gdzie mam 3h dziennie dojazdu i widocznie się zwoje mózgowe przepaliły z tego wszystkiego ;D
  5. Ah, dzięki za szybkie info! Tak też zrobię.
  6. Lecę w piątek do Polski! Ktoś może też? Spotkamy się na pokładzie? ;p Jak będę wracać, to poproszą mnie o pokazanie permanent resident card?
  7. W czym one pływają? Próbuję zrozumieć kompozycję smakową ;D Pod Chicago powietrze masakra, szaro, kaszląco. Pierwszy raz coś takiego widziałam, a mieszkałam pół życia w Krakowie, odwiecznie przodującym w rankingach na super powietrze.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...