Jump to content

Paweł Janda

Użytkownik
  • Content Count

    70
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

0

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

722 profile views
  1. TurboTax jest tylko dla rezydentów USA, czyli Work&Travel nie można tam rozliczyć. Trump zlikwidował nierezydentom kwotę wolną od podatku, więc jeśli pracodawcy potrącali mniej niż 10% zaliczek na federalny to niedopłata może wyjść.
  2. Temat nie dawał mi spokoju, szczególne, że gdy moja dziewczyna zadała to niewygodne pytanie na grupie na facebooku, która zbierała chętnych do rabatu to... została usunięta z grupy (i jej pytania pewnie też). Zadzwoniłem więc bezpośrednio do urzędu. Pani z IRS poinformowała mnie, że w USA są dwie możliwości studenckich dofinansowań z czego chodzi chyba o American Opportunity Credit (AOTC) bo tam max. dofinansowanie w przypadku braku podatku do odliczenia wynosi własnie 1.000 USD (szczegóły na https://www.irs.gov/individuals/aotc).Są jednak dwa "ale": 1. Dofinansowanie to dotyczy tylko rezydentów podatkowych USA a będąc w USA na Work&Travel jesteśmy nierezydentami (pobyt w danym roku w USA musiałby przekroczyć pół roku) 2. Dofinansowanie to nie jest nagrodą za studiowanie tylko częściowym zwrotem kosztów studiów. Koszty te muszą być udokumentowane na specjalnym formularzu 1098-T wydawanym przez amerykańską uczelnię. Jeśli ktoś studiuje w USA to na koniec roku dostaje z uczelni podsumowanie wpłaconego czesnego i innych poniesionych kosztów (książki, pomoce naukowe itd.). Ten dokument jest podstawą uzyskania kredytu. Podanie o dofinansowanie można złożyć bez tego formularza jednak później trzeba go dosłać do IRS. Jednym słowem jeśli ktoś studiuje w Polsce i jedzie do USA na W&T to nie ma prawa do tego dofinansowania no bo w zasadzie czemu rząd USA miałby dawać polskiemu studentowi 1.000 USD? "Powiększony zwrot"? Jak zwrot może być wyższy niż suma wpłaconych zaliczek? Pół biedy jeśli to chwyt marketingowy i powiększone zwroty nigdy się nie pojawią. Problem będzie jednak wtedy gdy firma wystąpi do IRS o ten kredyt i zostanie on przyznany. Wówczas za jego uzyskanie zapłacisz 500 USD a później dostaniesz pismo z IRS z wezwaniem do udowodnienia poniesionych kosztów i w efekcie tego wezwanie do zwrotu tego 1.000 USD. Jeśli firma nie przekaże ci tej korespondencji to dług będzie rósł o odsetki a ty dowiesz sie o nim dopiero przy ubieganiu się o kolejną wizę do USA. Może firma proponuje inne dofinansowanie, ale dlaczego chcą napisać o co dokładnie chodzi? Szczególnie, że zapytałem to kilka dużych firmach rozliczających podatki i żadna z nich o czymś takim nie słyszała. A tu "super" oferta firmy, która miesiąc temu pojawiła sie na rynku i nie ma o niej żadnej opinii w internecie (poza ich fanpagem gdzie jest kilkanaście świetnych opinii - wszystkie dodane w ciągu kilku dni).
  3. Witam, Czy ktoś z Was rozliczał się kiedyś z podatku z firmą "Premium tax" - http://taxpremium.city-brand.pl ? Mają niskie ceny (99zł) ale po otrzymaniu ich umowy mam wiele wątpliwości. Największa z nich dotyczy oferowanego "dofinansowania" do zwrotu podatku federalnego. Załatwiają ponoć dodatkowe 1.000 USD "dofinansowania" tylko, że nie chcą napisać o co dokładnie chodzi a ja mam obawy czy to np. nie jest jakiś kredyt, który w przyszłości przyjdzie mi spłacić. Dodam, że załatwienie tych 1.000 USD kosztuje u nich 50%, czyli 500 USD!!!! Co więcej jeśli nie chcę, żeby się o to starali to mam zapłacić za zwykłe rozliczenie o 60% więcej (159zł zamiast 99zł). Ktoś z Was się orientuje co to za dofinansowanie?
  4. Ostatni tydzień lipca br. Być może mam inne oczekiwania od służb granicznych/celnych oraz obsługi lotniska niż osoby podróżujące z Polski za ocean. Miałem nieprzyjemność przechodzić przez polską kontrolę graniczną/celną (Okęcie) i nie powiem, zapał do pracy oraz nastawienie do podróżującego równie niegościnne co w USA. Natomiast podróżując gdziekolwiek indziej zawsze była miła atmosfera. Chyba tylko brytyjska kontrola po przybycia do tego kraju jest równie znudzona i zdemotywowana. Ogółem poza kontrolą na JFK nie mam żadnych zastrzeżeń do Ameryki oraz Amerykanów, spędziłem tam miło czas, poznałem masę fajnych ludzi, wszędzie było miło i sympatycznie, ogółem nie narzekam na swój pobyt. Wiele miejsc zaskoczyło mnie naprawdę pozytywnie i udało mi się obalić wiele stereotypów nt. Ameryki/Amerykanów.
  5. Odnośnie przekraczania granicy, mam mieszane uczucia. Podczas przylotu do USA myślałem, że dostanę szewskiej pasji, oto dlaczego. Po przylocie na JFK zaskoczyła mnie długa jak jasna cholera kolejka do okienek DHS, co po 9 godzinnym locie może dać w kość. Po odstaniu około 40 minut w owej kolejce przyporządkowano nas (mnie i dziewczynę, z którą zakumplowałem się podczas lotu) do okienka. Padł na mnie blady strach, bo co chwila wyciągali kogoś na secondary. Tuż przed nami "nasz" urzędnik wyrwał gościa również na secondary i tyle go widzieliśmy (urzędnika). Minęło około pół godziny, w międzyczasie próbowałem pytać babkę od przyporządkowywania do okienek czy możemy stanąć do innego okienka, bo tutaj urzędnika ani widu, ani słychu. Babka wrednym tonem kazała czekać i szluz. Po jakimś kwadransie urzędnik z okienka obok zawował nas do siebie, wrednym tonem, jakby bydło nawoływał. Równie wrednym tonem zadał kilka pytań, zeskanował nam paluchy i rzucił "idźcie" (mógł jeszcze dodać "raus" i "schneller", byłoby całkiem swojsko). Następnie gość z customs nawet na nas nie spojrzał, zabrał deklarację celną i tyle. Z kolei przy wylocie urzędnicy byli bardzo sympatyczni, co prawda miałem problem z paszportem (zdjęcie zrobione kiedy miałem 14 lat, dzisiaj mam 23), ale w raczej miłej atmosferze babka skonsultowała się z kolegą (chyba tylko żeby mu pokazać jaki kwiatek się jej trafił), gość poprosił mnie żebym mu pokazał jakieś zdjęcie z międzyczasu (pokazałem moje ID, fotka kiedy miałem 18 albo 19 lat), poprosił żebym mu powiedział jak się wymawia moje imię i nazwisko i życzył miłej podróży. Żadnych kolejek, wrednych pytań czy podejrzliwych spojrzeń.
  6. @amik: tak jak Darek mówi, możesz jechać, ale sprawdź przed wyjazdem sprawdź czy zniknął twój elektroniczny I94, w moim przypadku zajęło ponad miesiąc zanim urząd zarejestrował mój wyjazd z USA.
  7. Sprawdziłem CEAC, status wniosku zmieniony z "administrative processing" na "issued", czyli jest spokój w tyłach. Konsulat dał mi znać, że paszport dzisiaj trafił na pocztę, więc jutro powinien być u mnie.
  8. Właściwie mam jeszcze jedno pytanie. Urzędnik powiedział mi, że mam przyznaną wizę. Kiedy sprawdzam status na CEAC wyskakuje mi "administrative processing". To normalna procedura?
  9. Dziś miałem rozmowę ws. wizy w konsulacie w Amsterdamie. Na ww. rozmowę czekałem dwa tygodnie, wyznaczona godzina: 8:30. Wcześniej przygotowałem sobie całą robotę papierkową i w oparciu o doświadczenia innych osób starających się o wizę w Amsterdamie podzieliłem tak by wszystko mieć pod ręką i koniec końców spędzić jak najmniej czasu w samym konsulacie, czyli plik pierwszy: paszport, amerykańskie zdjęcie paszportowe, koperta z odpowiednim znaczkiem, potwierdzenie DS-160 oraz potwierdzenie uiszczenia opłaty wizowej. Plik drugi: potwierdzenie pierwszego meldunku w Niderlandach, potwierdzenie meldunku obecnego, zaświadczenie z uczelni, kopia umowy z pracodawcą oraz dokumentacja finansowa. I plik trzeci: CV, świadectwa ukończenia niderlandzkich szkoły średniej oraz wcześniejszych studiów oraz zaświadczenia od pracodawców oraz organizacji charytatywnych, w których pracowałem. W skrócie pełny rychtunek. Na miejscu byłem ok. godz. 8:15, przed konsulatem stała grupka około 10 osób (w tym prześliczna Dunka, z którą miałem okazję chwilę pogawędzić). Tuż przed 8:30 przywitał nas pan z DSS, który poprosił o podanie umówionego czasu rozmowy oraz nazwiska, po czym skanował wszystkich wykrywaczem metalu i wpuszczał grupkami. Dosłownie, po max. pięciu minutach byłem w środku. A tam standard, kontrola niczym na lotnisku choć znacznie mniej szczegółowa (nie musiałem nawet zdjąć kurtki ani opróżniać kieszeni). Chwilę później po sprawdzeniu potwierdzenia DS-160 oraz paszportu dostałem numerek i usiadłem w poczekalni. Po kilku chwilach (znów max. pięć minut) na ekranie wyskoczył mój numerek i podszedłem do okienka. Uśmiechnięty gość w średnim wieku poprosił o papiery z pliku pierwszego (patrz wyżej), wszystko się zgadzało, zapytał w jakim celu jadę do USA i poprosił bym usiadł ponownie w poczekalni w oczekiwaniu na rozmowę. Na koniec dodał, że Waszyngton powinien dawno temu załatwić sprawę wiz dla Polaków, bo to jakiś absurd, żeby porządni ludzie musieli tułać się po konsulatach chcąc pojechać na zasłużone wakacje. Cała rozmowa odbyła się w języku niderlandzkim. Po chwili wezwano mój numerek do następnego okienka. Czekał tam uśmiechnięty gość koło 40-stki, nieco okrągły i łysawy, ale sprawiał szalenie swojskie wrażenie (taki dobry sąsiad). Na początku krótka próba podjęcia walki z zawiłościami języka polskiego (dla Amerykanina polska pisownia to wyższy poziom językoznawstwa) oraz prośba czy możemy sobie mówić na ty i przechodzimy do zasadniczej rozmowy: - na jak długo chciałbyś jechać do USA? Trzy tygodnie. - gdzie i w jakim celu? Do Nowego Jorku odwiedzić przyjaciela. - znacie się z? Chodziliśmy razem do szkoły zanim X zdecydował się wrócić na stare śmieci. - czym się zajmujesz? Studiuję, International Business & Languages w Rotterdamie. - jak długo mieszkasz w Niderlandach? 7 lat. - przyjechałeś z rodzicami? Tak. - rodzicę nadal tu mieszkają? Tak. - czym się zajmują? Mama zajmuje się domem, ojciec prowadzi firmę zajmującą się renowacją klasyków (samochodów). - masz rodzeństwo? Tak, brata. - starszy/młodszy? Też mieszka w Holandii? Czym się zajmuje? Młodszy, studiuje Corporate Administration w Amsterdamie. - Wszystko wydaje się być w porządku, wniosek o wizę rozpatrzony pozytywnie, w piątek powinieneś pocztą dostać swój paszport z wklejoną wizą na 10 lat. Równo o 9:00 wyszedłem z konsulatu.
  10. Rozumiem gdyby porównywać legalny pobyt i pracę w USA do legalnego pobytu i pracy w UE, wtedy rzeczywiście mamy do czynienia z własnymi uczuciami, wyborem miejsca, które bardziej nam odpowiada. Natomiast nigdy nie zrozumiem świadomego przedkładania nielegalnego pobytu i pracy na czarno nad życie i zarabianie w granicach prawa. Widocznie jestem zbyt uczciwy, ale ludzi, którzy nadużyli gościnności amerykańskiej otrzymując wizę turystyczną i mieszkają oraz pracują nielegalnie zawsze będę potępiał. Natomiast wracając do wątku wiz, obecnie mamy stosunkowo dobre relacje z administracją amerykańską, naciski ze strony ministra Sikorskiego, premiera Tuska czy prezydenta Komorowskiego (wcześniej Kaczyńskiego) powodują, że amerykańskie MSZ nakazuje swoim dyplomatom na łagodniejsze podejście w trakcie udzielania odpowiedzi na wnioski wizowe, gdyby jeszcze złożenie wniosku nie kosztowało tych 140$ (a na przykład ~50$) i praca konsulatów/ambasad była nieco bardziej wydajna, to obowiązek wizowy mógłby zostać, jeżeli amerykańskiego prawa imigracyjnego ws. VWP nie da się ominąć, to Amerykanie mogliby nieco spuścić z tonu i obniżyć koszty (patrz: darmowe wizy do RP dla obywateli białoruskich).
  11. Osobiście nie rozumiem osób wyjeżdżających do USA by nielegalnie pracować, obecnie mamy wokół siebie przynajmniej kilkanaście państw UE bądź zrzeszonych, które oferują nam znacznie lepsze warunki życia i pracy niż nielegalny pobyt i praca na czarno w USA. Obecnie chyba nie ma Polaka, który nie ma znajomego bądź bliższej lub dalszej rodziny gdzieś w Europie Zachodniej, w dowolnym państwie UE + kilku przybocznych możemy bez stania w kolejkach, klęczenia przed urzędnikiem i uiszczania opłat się zameldować, wyrobić numer podatkowy i zacząć normalne życie i legalną pracę za godziwe wynagrodzenie. Ba, możemy też ściągnąć żonę z dziećmi, pobierać zasiłki socjalne, wysłać dzieciaki do szkoły i jeździć do ojczyzny w dowolnym momencie na całe miesiące. Więc po co pchać się cichaczem za ocean i żyć ze świadomością, że zostawiliśmy rodzinę, której nie możemy zobaczyć i że każdego dnia może nas dopaść kontrola imigracyjna? A włączenie nas do VWP ma być udogodnieniem dla ludzi takich jak ja, którzy chcą pojechać do USA przede wszystkim z powodów turystycznych, ani mi się śni zostać nielegalnym gastarbeiterem na jednej z nowojorskich budów. Ułożyłem sobie życie w UE i jeżeli wyjechać do Wuja Sama, to tylko po studiach i absolutnie legalnie, by żyć jak człowiek.
×
×
  • Create New...