Jump to content

Lotnisko


adka0401

Recommended Posts

Wczoraj wyladowalam na lotnisku w Bostonie i bylam zaskoczona jak wszystko wszystko poszlo. Bylam przygotowana na dlugie kolejki a jedyne co przeszlam to kontrola paszportowa ktora zajela mi jakies 3 min . Urzednik zapytal sie czy jestem pierwszy raz w us i kiedy mam slub. Potem poparzyl na dokumenty w kopercie i oddal mi paszport, potem bagaze i odprawa celna i to wszytsko. Wszystko zajelo jakies 7-10 min. Co mnie zdziwilo ze nie zabral mojego zdjecia rengenowskiego, Myslalam ze mam je zabrac na lotnisko, po to caly czas trzymalam w reku.

Link to comment
Share on other sites

tez nie mialam problemow na lotnisku w Bostonie, kiedy pierwszy raz przylecialam do usa. urzednicy byli troche mrukliwi, ale to moze dlatego ze tez zmeczeni i w ogole :P moze robota nie ta haha... ale wszystko poszlo sprawnie. przede mna na odprawie paszportowej stalo moze z 7 osob, nim sie zdazylam rozpakowac z dokumentami to juz mnie wolali do siebie. zdjecia rentgenowskiego tez nie chcieli widziec, jedynie koperte buchneli i paszport, zeby pieczatke wbic, potem przeszlam sie kawalek za urzednikiem do takiego pomieszczenia ktore bylo przy "baggage claim" i tam zadal pare pytan, wzial odciski palcow i 'do widzenia gienia' :P zabralam swoj bagaz i chodu do taksowki ;)

Link to comment
Share on other sites

Adka, welcome to America! ;) Oj, z tym lotniskiem to chyba ja miałam najgorzej - lądowałam w Miami. Nie było jako takiego "trzepania", ale kolejki, oczekiwanie... koszmar. Najpierw bardzo długa kolejka do odprawy, na tym etapie w sumie kilka minut - sprawdzenie paszportu, danych, przekazanie pakietu innemu oficerowi i marsz w jego towarzystwie do szklanego pomieszczenia, w którym przesiedziałam ze dwie godziny. Bez wody do picia, bez toalety. Za "ladą" mnóstwo oficerów, ale atmosfera bardzo luźna, gadki, śmiechy, żadnego pośpiechu. W sali i osoby niepełnosprawne na wózkach, i matki z małymi dziećmi - ale nikt nie miał pierwszeństwa, każdy musiał czekać tyle samo! Przy "ladzie" znowu dosłownie kilka minut, jakieś ogólne pytania, przypomnienie, że jest 90 dni na wzięcie ślubu i tyle... następnie odszukanie bagażu i kolejna kolejka, do celnika - i znowu kilka pytań, przypomnienie, że 90 dni... lotnisko opuściłam po jakichś trzech godzinach :/ PS. Adka, gdzie przeczytałaś, że zdjęcie rentgenowskie potrzebne jest na lotnisku? Ja miałam zupełnie inne informacje - że owszem, jest potrzebne, ale żeby trzymać je w papierach na wszelki wypadek.

Link to comment
Share on other sites

I jeszcze jedno Adka - nie popełnij mojego błędu, uderzaj po Social Security jak najszybciej! Wszystko co możesz załatwić jeszcze przed ślubem, załatwiaj już teraz - no chyba, że ślub masz lada dzień albo np. nie spieszy Ci się do pracy :)

Link to comment
Share on other sites

Hahaha ;) Wiesz, może to i dobrze... jak mnie zabierał, to nie odezwał się do mnie ani słowem, nie powiedział, gdzie idziemy... a w tym pomieszczeniu, do którego trafiłam, tłum ludzi, jakaś płacząca kobieta... przez moment przeszło mi przez głowę, że może coś jest nie tak, może za chwilę mnie deportują ;) bo tak naprawdę siedzisz dwie godziny w jakiejś klitce, nikt się do Ciebie nie odzywa, nie wiesz gdzie jesteś, nie wiesz na co czekasz... nie ukrywam, był to dodatkowy stres, na szczęście z happy endem :)

Link to comment
Share on other sites

To ja miałem więcej szczęścia (chociaż marsz z oficerem też zaliczyłem!) bo trafiłem do 'soft' secondary które ograniczyło się do 20 minut i siedzenia na ławce tam gdzie wydają bagaże (nie w jakimś oddzielnym pomieszczeniu) - wszystko dlatego, że ambasada w Warszawie pomyliła jedną cyferkę w A# i musieli to sprawdzić ;)

Link to comment
Share on other sites

  • 3 weeks later...

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.


×
×
  • Create New...