Jump to content

Znajomość Języka...


lukasz90bp

Recommended Posts

Witam. Jestem nowym użytkownikiem i w tym roku mam zamiar razem ze swoją dziewczyną wybrać się do USA. Jedziemy tam po raz pierwszy i pewnie jak niektórzy z was mamy obawy czy sobie poradzimy. Nasz angielski obecnie nie stoi na najwyższym poziomie. Mówiąc szczerze jesteśmy na 4 roku studiów i od dwóch lat mamy mały kontakt z językiem. Więc od matury raczej się cofnęliśmy zamiast rozwinąć. Czy mógłby ktoś szczerze powiedzieć na jakim poziomie trzeba mieć język aby sobie poradzić? Czy na rozmowach kwalifikacyjnych jest wymagany wysoki poziom? Z góry dziękuję za każda odpowiedź !

Link to comment
Share on other sites

Na rozmowach kwalifikacyjnych gdzie? Generalnie powiedziałbym, że poziom FCE powinien wystarczyć do porozumiewania się bez wstydu. Jak zamierzasz pracować w sklepie (abstrahując już od pozwolenia na pracę), to wiadomo, że musisz mówić dość płynnie, ale nie koniecznie musisz mieć zasób słów. W USA wybacza się więcej jeśli chodzi o język. Znam profesorów, których nie idzie zrozumieć, ale w takim przypadku liczy się zasób słów również.

Jeśli Wasz jedyny kontakt z językiem był w szkole średniej, to może być ciężko. W przypadku wizy turystycznej możecie mówić po Polsku w ambasadzie (wciąż abstrahuję od możliwości pracy, bo to nie mój interes), ale wizy pracownicze, studenckie czy J są po angielsku i ocenia się czy angielski jest wystarczający do wypełniania zadań objętych daną wizą.

Podczas pobytu w Stanch Wasz angielski powinien się znacznie poprawić, ale ta przyswajalność zwalnia z wiekiem.

Link to comment
Share on other sites

Ja przechodziłem przez to dwa lata temu. W mowie nie miałem żadnego doświadczenia z językiem ale sporo czytałem po angielsku - mnóstwo tekstów technicznych a przed wyjazdem zacząłem czytać książki pisane przez Amerykanina (nie Brytyjczyka! to ważne). Oglądanie filmów bez dubbingu też dużo pomaga, trochę zwrotów i akcent wchodzi do głowy (chodzi mi o rozumienie). Z tego co pamiętam przez pierwsze kilka tygodni miałem problem ze zrozumieniem ludzi szybko gadających potoczną mową, np. sprzedawców w macdonaldzie. Chodzi o rozumienie akcentu i niektórych phrasal verbs, generalnie jeśli by napisać to co ludzie mówią to można bez problemu zrozumieć. Moja mowa też była składniowo zdecydowanie wystarczająca do komunikacji ale akcent i niewiedza jak się wymawia niektóre słówka czasem sprawiały problem.

Link to comment
Share on other sites

Nie chcę żeby to zabrzmiało w jakiś sposób rasistowsko, ale ja na początku miałam problemy ze zrozumieniem osób czarnoskórych. Na szczęście mój mąż ma czarnoskórego kolegę, z którym mam też okazję się od czasu do czasu widywać i korzystam z okazji żeby się osłuchać z jego mową, to pomogło. Jeśli zaś chodzi o całą resztę to nie miałam żadnego problemu ze zrozumieniem, ale to kwestia osłuchania się tak jak już ktoś wspomniał - filmy bez dubbingu, najlepiej z angielskimi napisami, a jeśli nie rozumiemy to polski napisy, słuchać dużo CNN (nie BBC bo to brytyjski), Youtube też jest skarbnicą wiedzy na temat akcentów - można też posłuchać jakiegoś filmiku nagrywanego przez Amerykanów i w ten sposób poznawać ich mowę codzienną.

Polecam uczenie się słówek w zdaniach, a nie samych słówek, bo same słówka łatwiej uciekną z głowy niż pełne zdania - szczególnie jeśli te zdania z czymś skojarzymy np. ja kiedy miałam nauczyć się "to go off on a tangent" - nagle zmienić temat - "Whenever I try to talk to my uncle about his debts, he goes off on a tangent". Nie sugeruj się tym zdaniem, bo nigdy nie słyszałam tutaj, żeby ktoś mówił "go off on a tangent", ale takie mi przyszło teraz do głowy, zapamiętane ze studiów.

czytanie książek i artykułów w prasie czy internecie też bardzo pomaga.

No, ale dobierzesz sobie taką technikę, jaka będzie Ci odpowiadała.

Link to comment
Share on other sites

W żaden sposób nie jest to rasistowskie. Wszyscy czarni (prócz TV), z którymi miałem okazję rozmawiać i/lub ich słuchać, mówią z akcentem (ghetto? ebonics? lol). Nie wiem czemu, nie zgłębiałem tego, ale fakt, to, co mówią, może być czasem trudne do zrozumienia...

Link to comment
Share on other sites

W żaden sposób nie jest to rasistowskie. Wszyscy czarni (prócz TV), z którymi miałem okazję rozmawiać i/lub ich słuchać, mówią z akcentem (ghetto? ebonics? lol). Nie wiem czemu, nie zgłębiałem tego, ale fakt, to, co mówią, może być czasem trudne do zrozumienia...

My ten akcent Ebonics nazywaliśmy ładnie na studiach African American English Vernacular lub Black English (kiedy moj mąż usłyszał tą drugą nazwę, to stwierdził, że jest rasistowska ;)) Ostatnio przytrafiła mi się taka sytuacja u dentysty - wypełniam jakiś formularz przy czarnoskórej kobiecie i słyszę coś na kształt "ra elymytyy", zrobiłam wielkie oczy i zapytałam "what do you mean?", babka poszła po wzór dokumentu, podała mi i widzę, że we wzorze jest napisane "unlimited" - wtedy do mnie dotarło, że powiedziała "write 'unlimited'" :D

Link to comment
Share on other sites

Ja z czarnoskórymi problemu raczej nie miałem, ale za wiele ich tu nie mieszka gdzie jestem. Za to w pracy mam Chińczyków i niektórzy są na prawdę "trudni" :P

ja obecnie mieszkam w jednym ze "slave states", czarnoskórych widuje tutaj baaardzo często.

Link to comment
Share on other sites

Czarni i chinczycy to pikus przy hindusach! Ja kiedys na ER z dzieckiem trafilam na takiego lekarza i byl wsciekly, ze go nie rozumiem! Dopiero pielegniarka mi przetlumaczyla jego mowe...a on w tym czasie zabijal wzrokiem. Jak wychodzilam, to pielegniarka mi po cichu powiedziala, ze nie jestem jedyna, ale ona juz go rozumie, bo pracuje z nim od dluzszego czasu ;)

Link to comment
Share on other sites

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.


×
×
  • Create New...