Jump to content

Iskierka

Użytkownik
  • Content Count

    55
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Iskierka last won the day on June 10

Iskierka had the most liked content!

Community Reputation

30

Informacje o profilu

  • Płeć
    Kobieta
  • Lokalizacja
    Stuttgart / Wrocław

Recent Profile Visitors

82 profile views
  1. Fakt, jagód w USA nie spotkałam, ale tu, gdzie teraz mieszkam (Niemcy) też ich nie ma. Polacy to w końcu naród przodujący w zbieractwie leśnych plonów, nie dziwmy się, ze to w USA ciężko dostępne jest, komu by się chciało chodzić do lasu i zbierać jagody? Podobnie z grzybami - poza Polską naprawdę niewiele rodzajów grzybów widzę w lokalnych sklepach, głównie mają pieczarki i boczniaki. Gdzie tam kurki czy podgrzybki dostaniesz. Polacy to naród grzybiarzy. Kiedyś próbowałam mężowi przetłumaczyć, że w Polsce ludzie potrafią wstać o 3-4 rano, żeby iść na grzyby, był bardzo zdziwiony i ciężko było mu to sobie wyobrazić, jak ktoś dla przyjemności chodzi na grzyby. Podobnie tutejsi Niemcy. Ogólnie powiedziałabym, że w USA jest całkiem w porządku, jeśli chodzi o dostępność produktów lokalnych, może trochę drożej niż w EU, ale zdecydowanie większość rzeczy się znajdzie. Mój luby uwielbia np. polskiego "Kubusia", delicje i cukierki z wódką (absolutny hit każdego spotkania rodzinnego! ) Co do Lays'ów to u mnie królują akurat solone (a nie wspomniane paprykowe), które na szczęście są dostępne wszędzie, także problemu nie znam. Ale Amerykanie mają zdecydowanie szerszą paletę smakową chipsów niż my, nigdy nie byłam w stanie zrozumieć ich zamiłowania do chipsów o smaku Vinegar (czyli octu). Ale przyznam, ze USA też ma swoje smaczki, o które tutaj, w Europie, ciężko: cheetos jalapenos i lody z Cookie Dough (ogólnie ja uwielbiam wszystko z Cookie Dough, to taka moja słabość i mam z nią poważny problem ). No i zdecydowanie na plus wszystkie egzotyczne owoce, mają ich większy wybór i są tam dużo smaczniejsze niż w Europie. Pamiętam, jak z moim mężem chodziłam do sklepu kilka lat temu i jak mi pokazywał niektóre owoce to pytałam co to, bo nigdy ich nie widziałam/próbowałam (szczególnie te typowe dla Meksyku i Ameryki Łacińskiej).
  2. Do kopania to niestety nie mam siły i powołania, ale mogę pomóc z pieleniem rabatek i grządek, to mi jakoś zawsze lepiej szło. I chętnie pomogę przy ławeczce vol.2 lub innym "drewnianym" projekcie, opanowałam wbijanie gwoździ i obsługę wiertarki i wkrętarki na całkiem przyzwoitym poziomie. Niestety jesienią planuję wizytę w okolicach Chicago, do Oregonu będzie trochę daleko... kzielu, prawda, nie zwróciłam uwagi, że to temat i pytanie od Pewexa było, przepraszam... Czy to już na 100% pewne, że nikt z wylosowanych w DV2020 nie dostanie wiz ani GC? Ja wiem, że proklamacja Trumpa uniemożliwia wjazd do końca roku, ale czy Immigration nie ma jakiegoś planu B w tej sprawie? Np. wyda nowe wizy (warunkowe) po ustaniu proklamacji? Co by nie mówić, to także mnóstwo zmarnowanego czasu i pieniędzy także dla USA...
  3. Andy, piękna robota! Jeszcze by się stolik dla "weteranów" przydał do kompletu
  4. To ja! Ale to małe ADHD z wiekiem mi nie minęło niestety, od ponad 6 lat irytuję kolegów w pracy poziomem energii. Mówili "popracujesz, to ci się zmieni" no i tak czekam i czekam i zmian nie widać
  5. kzielu, to odgruzowywanie starych tematów niecelowo zobaczyłam, że ostatnie posty są z wczoraj i dotyczyły prawa jazdy, PiciuK skomentował to dodałam coś od siebie.
  6. Prawko spokojnie zdasz, testy są po angielsku i w przynajmniej kilku innych językach, w wielu stanach, jak kolega @PiciuK wspomniał, także po polsku (na pewno IL, NY, CA). Egazamin na prawo jazdy zależy od stanu, w którym będziesz zdawał - to ważne! Bo co stan to inne limity i część pytań trochę się różni. Także jak już zdecydujesz, gdzie cię poniesie, to z tego stanu ściągaj książeczkę i zacznij się uczyć. Ja swój egzamin na prawko zdawałam w Chicago i cały proces, od wejścia do wyjścia z ichniejszego Ośrodka Ruchu Drogowego, już z plastikiem w ręku zajął mi bodajże 2,5h. Weszłam, złożyłam papiery, sprawdzili czy widzę (całe szczęście widziałam), przepuścili na część teoretyczną po 2 minutach, tam napisałam test z przepisów (polecam angielską wersję, te tłumaczenia na polski były tragiczne, nie rozumiałam niektórych pytań ), Pan sprawdził od ręki i z zdanym testem wysłali mnie od razu na jazdę. 10 minut po mieście (zrobiliśmy kółeczko dookoła bloku) i egzamin zdany. Potem poczekałam chwilkę, zrobili mi zdjęcie i po 10-20 minutach miałam już prawko w ręku. Nie wiem jak w innych stanach, ale u mnie żadnego permitu nie wymagali ani nic. Jak coś to polecam wyrobić w Polsce prawko międzynarodowe (kosztuje to bodajże 35zł, jeśli taryfikator nie zmienił się od 2015) - nie za wiele to daje, ale przynajmniej przez pierwsze 30-60 dni możesz w miarę legalnie jeździć po USA bez większych problemów. W niektórych stanach międzynarodowe prawo jazdy jest ważne przez cały rok, także tego, warto skorzystać... jeśli chodzi o przepisy drogowe w USA to najważniejsze są autobusy szkolne, skrzyżowania równorzędne (nie ma reguły prawej ręki, ale poczwórny STOP i zasada kto pierwszy dojechał do skrzyżowania ten pierwszy je opuszcza) i dozwolone skręcanie na czerwonym świetle w prawo (o ile nie jest napisane jak dla idioty, że nie wolno, to zawsze wolno ). Reszta przepisów podobnie jak w Polsce. A co do prawka to i tak nie wyrobisz go od razu po przyjeździe, bo bodajże potrzebujesz coś, co stanowi dowód na twoje miejsce zamieszkania (umowę wynajmu, rachunki, list urzędowy), inaczej z tego co pamiętam nawet nie pozwalali wyrabiać prawka. Skorygujcie mnie proszę, jeśli się mylę. Andy, zajęci rozwożeniem tych ogromnych ilości paczek, które Amerykanie zamawiają z Amazona od kiedy zaczęła się Korona Ktoś musi pracować i ryzykować zdrowie, żeby ktoś inny mógł sobie zamówić do domu sznurówki w czasach "zarazy" (znam takiego agenta, co dostał paczkę, w której była dosłownie 1 para sznurówek, Amazon jest niepoważny, on z resztą też )
  7. nawet nie tyle, ze olewają, ale myślę, że wszyscy porządni deweloperzy siedzą w prywatnych firmach i zarabiają porządne pieniądze. Nie wiem jak w USA, ale w Polsce w rządowych instytucjach słabo płacili. Kolega pracował jak admin kiedyś, to po przejściu do prywatnej firmy podwoił zarobki. Ale może biedaczyna był w złym oddziale
  8. Uuuaaa... @mcpear na bogato widzę, takie technologie to nie moja bajka Ja mam biedne, stare, 6-letnie Lenovo
  9. Z tym wypełnianiem mam tak samo. Ogólnie jest kilka przyczyn: - przeglądarka, tak jak wspomniał @mcpear - określony czas tzw. "time out", po którym system automatycznie cię wylogowuje (bardzo uprzykrzało mi to życie swego czasu ) - problemy ze stroną rządową. Czasem, jak w danym dniu nie idzie, trzeba wrócić następnego. Strona CAEC (tam składałam wniosek DS260, nie wiem, czy ludzie z DV też na tej samej stronie wypełniają) co kilka tygodni siada z powodu przeciążenia serwera, także przywykłam. W Ameryce wszystko działa o tyle, o ile
  10. Ja tam uważam, że powinieneś składać. Póki co możesz wysłać DS260, tak jak @sly6 wspomniał, zaproszenie na rozmowę dostaniesz gdzieś za rok, wcześniej będziesz jeszcze musiał dosłać dokumenty do aplikacji. Wiele się może zmienić w tym czasie. Wysłany DS260 nie jest jednoznaczny z ostatecznym wyjazdem, zawsze możesz zrezygnować na dowolnym etapie aplikacji. Osobiście uważam, że lepiej decydować jeśli ma się jakiś wybór niż być skazanym na tylko jedno wyjście. W przypadku wysłania DS260 stwarzasz sobie taką szansę (jechać/nie jechać), brak wysłania wniosku odbiera ci możliwość podjęcia decyzji w późniejszym czasie, możesz zacząć żałować i gdybać "co by było, gdybym wysłał DS?" Tak po prawdzie co masz do stracenia jak wyślesz DS, poza pieniędzmi (nie takimi znów wielkimi po prawdzie)? Próbuj, będziesz się zastanawiał, jak cię poproszą o dokumenty A jak saperka się złamie, to gołymi rękami, do ostatniej kropli krwi i ostatniego oddechu!
  11. @Xarthisius: Dziękuję, obydwaj z @mcpear macie rację. Nie jestem fizycznie w USA i nie jestem w pełni na bieżąco z sytuacją, tym bardziej, że było już kilka proklamacji prezydenta w sprawach ograniczeń wjazdu, wydawania wiz (imigracyjnych i nieimigracyjnych) i przewarzania wniosków o GC. Część z nich zmienia poprzednie proklamacje bądź dodaje nowe ograniczenia i się po prostu w tym wszystkim gubię, tym bardziej, że w sumie muszę ogarniać restrykcje imigracyjne do USA + dodatkowo wszystkie restrykcje nieimigracyjne dla Polski, Niemiec i USA w tym samym czasie. Trochę tego się nazbierało
  12. Hej @mcpear, myślę, że w tym przypadku rację ma @Roelka v.2. W proklamacji Trumpa z 22.06, do której link podrzucił Xarthisus, w podpunkcie II nie ma podanych małżonki i dzieci rezydenta, jedynie obywatela US (zobacz poniżej) Planuje w tej sprawie dzwonić do Ambasady w przyszłym tygodniu, żeby potwierdzić kwestę małżonka LPR ze względu na proklamację. Koleżanka ma już potwierdzoną informację z ambasady o możliwej podróży do USA, ale ona jest małżonką US Citizen. Jako żona LPR zawsze czuję, że mam pod górkę. Jak tak dalej pójdzie to mąż dorobi się obywatelstwa i wtedy zmieni mi się kategoria wizowa (co w sumie na plus, ale wciąż dodatkowe 2 lata czekania ) (b) The suspension and limitation on entry pursuant to section 2 of this proclamation shall not apply to: (i) any lawful permanent resident of the United States; (ii) any alien who is the spouse or child, as defined in section 101(b)(1) of the INA (8 U.S.C. 1101(b)(1)), of a United States citizen; (iii) any alien seeking to enter the United States to provide temporary labor or services essential to the United States food supply chain; and (iv) any alien whose entry would be in the national interest as determined by the Secretary of State, the Secretary of Homeland Security, or their respective designees. @Elżbieta654321: jak coś to śmiało pytaj, my z mężem jesteśmy w trakcie procesu, już po zatwierdzeniu aplikacji I130 przez USCIS. Ja aktualnie mieszkam w Niemczech, mąż (z GC) przebywa w USA i mnie sponsoruje. Ogólnie jesteśmy taki trochę "pechowy" przypadek "Stety czy niestety", wysłałam DS260 (aplikacja imigracyjna, już po I130) w styczniu, ale brakowało mi dokumentów do aplikacji. Miałam lecieć do Polski na początku marca i załatwić wszystko, ale przez koronę i zamknięte granice wszystko musiałam załatwiać listownie, więc trochę się to przeciągnęło. Finalnie ostatnie brakujące dokumenty miałam dopiero w kwietniu i załączyłam je do aplikacji tydzień przed nieszczęsną proklamacją Trumpa z kwietnia o zawieszeniu procesów imigracyjnych (jako żona GC Holder niestety nie jestem objęta wykluczeniem). Liczyłam, że w czerwcu wróci to do normalności, ale teraz jestem w kropce i nie wiem czy moja aplikacja będzie ostatecznie przetwarzana czy zawieszona do stycznia 2021 i moje czekanie się wydłuży o kolejny rok. Chcieliśmy się dowiedzieć u źrodła, ale nietstety USCIS nie odbiera telefonów, chyba za dużo osób dzwoniło od czasu wydania proklamacji To tylko ostatnie z moich perypetii, z aplikacją męczymy się w sumie od listopada 2017, finalnie przyjęli nam ją do USCIS dopiero w lutym 2018. A już byliśmy tak blisko, od momentu wysłania DS-260 to już leci z górki, po zaakceptowaniu wniosku zostają tylko badania u lekarza i wizyta w ambasadzie i voila! Wiza przyznana i można się przenosić do mężulka Na początek polecam zajrzeć na stronę https://travel.state.gov/content/travel/en/us-visas/immigrate.html i prześledzić informacje dla aplikacji w ramach F2A, tam jest wszystko dokładnie opisane. Im szybciej wyślecie aplikację tym lepiej, bo liczy się tzw. "Priority Date". Tym bardziej, ze aktualnie F2A jest "current" w biuletynie wizowym, a to znaczy, że nie trzeba dodatkowo czekać, aż wiza będzie dostępna (zwykle było to ok. 1-2 lata dodatkowo). Plus podobno chcą zwolnić 13tys. pracowników w związku z ograniczeniami imigracyjnymi w proklamacji Trumpa (informacja póki co niepotwierdzona) Uwagi praktyczne: - zwróć uwagę na datę ważności formularza I130 na stronie www.travel.state.gov. My wypełnialiśmy w sierpniu/wrześniu, a okazało się, ze formularz miał datę ważności do 31.07. Taki niuans może spowodować odrzucenie aplikacji ("application rejected due to formal reason: non-valid application form"), znam dziewczynę, której zwrócili aplikację z tego powodu (szkoda marnować 2-3 miesiące). Jak wniosek nieważny - zawracaj głowę/pisz maila, powinni to poprawić na stronie w przeciągu kilku dni. - akt małżeństwa - może być dowolny (pełny lub skrócony), ale koniecznie wyślij z osobnym tłumaczeniem pl-ang. My wysłaliśmy na druku międzynarodowym z USC. Koleżankom (2 albo 3) zaakceptowali bez problemu, ja musiałam dosyłać dodatkowe tłumaczenie aktu ślubu. Mąż próbował wytłumaczyć osobie pracującej nad naszym wnioskiem system oznaczeń, ale był dla nich zbyt skomplikowany, i nie potrafili tego ogarnąć. - do aplikacji DS260, po I130, będziesz potrzebować dodatkowe dokumenty. Jak tylko dostaniesz oficjalne potwierdzenie zaakceptowania I130, niech mąż ogarnia wszystkie dokumenty, musicie wysłać kolejny komplet: akt urodzenia, ślubu, zaświadczenie o niekaralności polskie i z każdego kraju w którym mieszkał przynajmniej 6 albo 12 miesięcy (nie jestem pewna). - podróżowanie do USA jest możliwe, ale polecam mieć wizę. Jestem po ślubie w 2017, wizę turystyczną mam z 2018 i od tej pory byłam w USA 3x. Czasem na granicy oficer magluje bardziej, czasem mniej, mam wrażenie, ze z każdym kolejnym razem idzie to szybciej i łatwiej, mniej męczą w okolicach świąt - przygotuj się na życie na odległość, tęsknotę i dużo czekania...! my tak żyjemy na dwa domy już prawie 4 lata, z tego 3 po ślubie . Z doświadczenia powiem, że później jakoś łatwiej znosi się te rozstania, najgorsze były pierwsze 2 lata, od kiedy jesteśmy na ostatniej prostej jest lżej powiedzieć "Goodbye, see you in 3 months" - WhatsApp i Skype będą twoim najlepszymi przyjaciółmi No i pamiętaj o różnicy czasowej, strasznie uprzykrza mi to życie (7h) (chociaż pewnie ten punkt masz już opanowany) Powodzenia!
  13. U mnie aż tak źle nie było, ale do tej pory wspomina źle dwa loty: NYC-DT (Detroit) w 11.2015 - pierwszy lot samolotem, kiedy odczułam silne wiatry w okolicach Michigan i pomyślałam, że może jednak nie wylądujemy. Na szczęście się udało, czego dowodem jest to, że tutaj piszę Nie wiem czy to dlatego, że lądowałam w tych okolicach pierwszy raz czy faktycznie była taka zła pogoda czy dlatego, ze to był może mój 5-6 lot samolotem w życiu wogóle, ale do tej pory pamiętam, jak strasznie nami rzucało przy lądowaniu. Mieszkając w Chicago przyzwyczaiłam się do tutejszej pogody i rzucania samolotem przy każdym locie, ale takiego lądowania jak wtedy w DTW chyba nie miałam nigdy później. STR-WAW-WRO, późny wieczór (ok. 22.00), też listopad, ale 2019 - leciałam w delegację do Wrocławia i przy okazji odwiedzić rodziców. Już jak lądowaliśmy w Warszawie to było nieciekawie - strasznie nami rzucało, samolot kilka razy się przechylił na boki. Później było tylko gorzej - po wylądowaniu w WAW rzut okiem na tablicę odlotów - praktycznie wszystkie loty na wschód (Kijów, Lwów, Rosja, Azja) poodwoływane z powodu złej pogody, podobnie loty do WAW, jedynie ze 2-3 loty wciąż były w grafiku, w tym mój. Oj, bujało nas całą drogę, był silny wiatr i turbulencje, a samolot tyci, więc odczuwało się jeszcze bardziej. Pilot chyba miał spory problem z lądowaniem - kilka razy podrywał dziób do góry, no i rzucało nas na pasie na boki. Powiem Wam, że z samolotu wychodziłam na niepewnych nogach (i z jeszcze bardziej niepewnym żołądkiem ) Byłam bardzo bliska ucałowania płyty lotniska w podobny sposób, jak to niegdyś zrobił Jan Paweł II podczas jego pamiętnej pielgrzymi do Polski w latach '80 Ogólnie ostatnimi czasy zaczęłam się zastanawiać czy nie gram w ruletkę z losem Szczególnie, że w zeszłym roku w okresie styczeń-sierpień odbyłam łącznie ok. 40 lotów. Niby szanse są małe, ale przy moim szczęściu kto wie...
  14. Harlequiny jednak jakąś tam fabułę i spójność akcji mają (ja wiem, ze nie najwyższych lotów, ale jednak jest), tu o to ciężko. Tutaj to chyba bliżej do "50 twarzy Grey'a" Ogólnie to ja nie miałam pojęcia, co to za film, jak go włączyłam zobaczyłam, że film polskiej produkcji, dopiero co wrzucony na Netflixa, wygląda na romans, to pomyślałam "a obejrzę sobie coś lekkiego dla relaksu, z sentymentu, może będą po polsku mówić" (obejrzałam cały! choć uczucia mieszane, dalej nie wiem, czy mi się podobał... takie to ani tak ani nie.) Po obejrzeniu stwierdziłam, że poszukam czy będą drugą część kręcić odkryłam, że - uwaga! - to film na podstawie już wydanej trylogii polskiej autorki, seria to absolutny hit i ma ogromną rzeszę fanów w Polsce i na świecie, jest planowana ekranizacja dwóch pozostałych części. No i cały internet huczy z podniecenia, co to za genialna historia. Dawno tak mnie coś nie zaskoczyło, poczułam się, jakbym w jakimś bunkrze mieszkała
  15. o to widzę, że moje klimaty O wiem co! Ostatnio oglądałam "One Day at a Time" i dawno tak się nie uśmiałam, uwielbiam Lydię, jej wejścia i uroczy akcent! Z lekkich seriali polecam jeszcze "The Expanding Universe of Alex Garcia". Ogólnie mąż się ze mnie śmieje, że same sit-comy o Latynosach oglądam
×
×
  • Create New...