-
Liczba zawartości
249 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
6
Zawartość dodana przez kenadams
-
Racja, gdzie indziej w USA za taką pensję możnaby żyć dobrze :-) ale też muszę powiedzieć, że jeśli chciałbym zmaksymalizować zysk netto przy moich obecnych możliwościach (bo nie sądzę że dostałbym się do Google/Meta itp.), to nie ruszałbym się z Polski. Tutaj są takie możliwości "optymalizacji" podatku, nawet bez poświęcania (albo minimalnie) benefitów/praw pracownika, o którym nawet ojcom założycielom amerykańskiego neoliberalizmu się nie śniło Jeśli się jest w odpowiedniej branży (np. IT), to można bez lipy na B2B ciągnąć np. 40k netto/msc, z tego płacąc 5% podatku (IPbox) i 1200 zł ZUS. Co przy tutejszych rosnących, ale ciągle nieporównywalnych kosztach życia daje "przyjemną" marżę. Nawet na UoP na którym jestem, płacę o wiele mniej niż 32% podatku, bo są "triki" ze odliczeniem praw autorskich jako koszty uzyskania przychodu, RSU są opodatkowane liniowym podatkiem 18% (nie ważne ile wzrosną)... więc tutaj dopiero jest neolibkowy raj, tylko trzeba być w odpowiedniej branży swoją drogą ciekawy jestem kiedy rząd się kapnie ile hajsu ucieka w ten sposób. Dlatego przeprowadzkę do USA rozważam tylko w formie przygody, nabycia doświadczeń, spełnienia marzeń z dzieciństwa itp.
-
Właśnie na to liczę. 10-11k możliwe że mi wyszło po odliczeniu ok $1k w pre-tax deductions, zakładając że mniej więcej tyle wyszłoby insurance premium + jaki HSA/FSA - możliwe że byłoby tych deductions więcej. Nie ukrywam ze to jedna z moich motywacji :-) przez moment myślałem że piszesz o prawdziwej Meghan Markle od księcia Harrego xD ale skojarzyłem że chodzi o tutejszą forumowiczkę M.in. z tego powodu rozważam raczej wyjazd na parę lat (1-2 na próbę, z opcją przedłużenia do obywatelstwa). Myślałem raczej o „inwestycję” w nieruchomość i nadpłacanie ile się da, ale w takim czasie w bay area pewnie nie będzie nas stać. W sumie odkładanie na 401k/IRA to zawsze dobry pomysł, podejrzewam że można w razie czego zawsze wypłacić wcześniej swoją część i zapłacić podatek od ew. zysków.
-
Dziękuję! Gdybym się przeniósł na takie samo stanowisko w mojej firmie, to mógłbym liczyć na ok. $200k rocznie na początek, czyli netto ok. 10-11k miesięcznie. AFAIK w Bay Area to nie kwota powalająca, jeśli wliczyć przedszkola to może nawet wyjść życie paycheck-to-paycheck. Nie wliczam tu pensji żony bo na początku pewnie by nie pracowała (na przedszkola pewnie nie ma co liczyć od pierwszego dnia) i nie wiem kompletnie ile by wniosła do budżetu. Natomiast rozważam na początek Bay Area tylko ze względu na pracę, znajomości i jakiekolwiek rozeznanie. Możliwe że lepiej by się żyło za np. $100k w innym miejscu w USA.
-
Dziękuję za tego posta. Mamy podobną sytuację - podobny poziom życiowy w PL, widoki na pracę od pierwszego dnia w Bay Area (w obecnej firmie w której pracuję), GC w kieszeni od 1.5 roku. Z tą różnicą że dzięki temu przeciąganiu, mamy już konto w USA i credit card, przez co mam już credit score ok. 725-740, zależnie od agencji (nie wiem na ile taki pomaga przy wynajmie mieszkania ale podejrzewam że jest lepszy niż żaden). Mamy też niejakie doświadczenie mieszkania w USA pół roku, oprócz licznych wyjazdów wakacyjnych, ale był wyjazd organizowany i opłacany przez firmę więc nie zaznaliśmy żadnych "trudów życia". Nie wiem jeszcze jak zdecydujemy (dochodzą u nas pewne kwestie zdrowotne), na pewno nie będziemy ciągnąć tego dłużej niż do końca tego roku, ale Wasze doświadczenie dodaje mi odwagi żeby spróbować na własnej skórze :-) Pytanie - zakładam Wasze dzieci poszły na miejscu do szkoły publicznej związanej z miejscem zamieszkania? Jeśli tak to jaki był jej rating i jak sami oceniacie jej poziom (w porównaniu do tej prywatnej szkoły w PL)?
-
Rzeczywiście profeska. Poszedłbym bez wahania, niestety widzę że nie zawitają do Polski podczas obecnego touru. Another Pink Floyd jest właśnie bardziej w ten deseń, perfekcyjne wykonanie utworów, efekty wizualne, ostatnio grali też z orkiestrą symfoniczną.
-
O to ciekawe, to w Krakowie nie było tak źle, chociaż też byłem nieco rozczarowany, pamiętając parę lat wcześniej koncert Another Pink Floyd miałem większe oczekiwania. Tak, to jest kolejny tribute band, w lutym obchodzili 15-lecie, z której to okazji grali właśnie koncert na którym byłem. O Brit Floyd nie słyszałem, ale brzmi legitnie, chętnie się wybiorę jeśli będę miał okazję.
-
O, co to za tribute band? Ja byłem w marcu na koncercie Another Pink Floyd, drugi raz w życiu. Myślałem że pierwszego (7 lat temu) nic nie przebije, ale ten w ICE w Krakowie wgniótł mnie w fotel. Z bardziej znanych tribute bandów byłem też na Australian Pink Floyd i też był sztos, aczkolwiek uważam że Another Pink Floyd gra lepiej. Ogólnie dla mnie jest Pink Floyd i potem długo długo nic
-
Właśnie widziałem na stronie NASA, sam chyba już zacznę szukać AirBnB
-
@kzielu To faktycznie lipa z tą nauką polskiego, czułem że to może nie być takie proste, a jak się ma partnera obcojęzycznego to już całkiem kaplica pod tym względem. @mola Jak dotąd mieszkaliśmy w Polsce i moje dzieci znają tylko polski, ale być może w przyszłym roku skorzystamy w końcu z GC, dlatego mnie interesuje ten temat. @Xarthisius z tą szkołą polinijną faktycznie jest coś na rzeczy, bo znajomi "poloniacy" tego kolegi też zdaje się uczęszczali. @katlia Pewnie wybrałbym piłkę i birthday parties, szczególnie że te szkoły polonijne na które patrzyłem (nawet w liberalnych miejscach jak SF Bar Area) zdają się mieć jakiś taki typowy vibe "bogoojczyźniany" co nie specjalnie jest moją filiżanką herbaty...
-
Zgadzam się, że świadomy wybór akurat polskiego jako języka do nauki jest mało praktyczny, ale w przypadku dzieci polskojęzycznych rodziców, kiedy można im go dać prawie "za darmo" (przynajmniej w jakimś stopniu), nie sądzisz, że to wręcz szkoda tego nie zrobić? Oczywiście nie wiem jak to jest w praktyce, pewnie nie jest to takie łatwe i zależy od wielu kwestii, np. czy rodzice między sobą rozmawiają po polsku, kontakt z rodziną itp. Ale mam bliskiego kolegę urodzonego w USA jako dziecko polskich rodziców, oczywiście jego główny język to angielski, ale polskiego używa też swobodnie (chociaż z typowym akcentem), jego znajomi spośród dzieci Polonii podobnie. Nie wiem ile wysiłku włożyli w to jego rodzice, na pewno wiem, że zawsze mówili do niego tylko po polsku (co wydaje mi się raczej naturalne) i uczęszczał do polonijnej szkoły w weekendy. Ale chętnie usłyszałbym historie innych jak to jest z tym wmuszaniem w dzieci polskiego, bo być może mnie to czeka Natomiast z własnego doświadczenia wiem, że znajomość dwóch języków (nawet tak niepraktycznego jak polski) daje OGROMNY boost przy uczeniu się kolejnych. Polski nie jest aż tak odległy od angielskiego, niemieckiego czy języków romańskich, to jest ciągle ta sama rodzina językowa. Zbiór znanych zasad gramatycznych jest wtedy znacznie większy i łatwiej je pojąć w nowym języku (np. odmiana rzeczowników przez przypadki, albo tryb łączony (subjunctive) nieodzowny w językach romańskich, który w angielskim jest niemal nierozróżnialny, a w polskim trochę bardziej).
-
Zaleciało Javierem Millei a mnie bawi takie zrzucanie złożonych zagadnień jak polityka na jedną oś, tak jakby istniał tylko jeden wymiar w przestrzeni ideologii. Na prawdę jest ich wiele i można mieć "jedne" poglądy na aborcję, inne na karę śmierci, inne na rolę państwa i inne na prawa mniejszości. Zagadnień jest więcej i każde z nich jest spektrum. Wiadomo, że łatwiej jest sobie przypiąć jedną łatkę która pozornie niesie określone stanowisko w każdym z nich, ale czy na prawdę? Jest powód dlaczego wydaje Ci się, że PO i PiS, GOP i Demokraci to wszystko to samo - bo masz widocznie tak odstające poglądy od okna dyskursu, że nie zauważasz licznych niuansów wewnątrz tego okna. Na szczęście elity rządzące są zwykle średnio bardziej umiarkowani niż ich wyborcy. Trump tutaj IMO nie jest wyjątkiem, niestety sprawnie przesuwa okno dyskursu... Rant over.
-
Dzięki, nie spodziewałem się tak konkretnej odpowiedzi fakt, nie pomyślałem o overstay'ach. W takim razie wszystko jasne, jednak można się przejechać na tym.
-
Hej, mam pewną rozkminę i choć zakładam że nikt mi nie powie ze 100% pewnością to może chociaż potwierdzi lub obali mój tok myślenia. Otóż, z różnych względów nie pasuje nam się przeprowadzać do USA na początku 2024, jak planowaliśmy. Rozważaliśmy całkowitą rezygnację z przeprowadzki, ale stwierdziliśmy, że w sumie moglibyśmy spróbować jeszcze to przeciągnąć o kolejne pół roku / rok. Do tej pory, od pierwszego wjazdu na wizie imigracyjnej końcem listopada 2023, lataliśmy do USA w odstępach krótszych niż 6 miesięcy (4-5 miesięcy). W obydwu przypadkach, oficer CBP pytał ile nas nie było, a po usłyszeniu odpowiedzi mówił tylko "ok" i nic więcej. I tutaj moje pytanie (zerkam nieśmiało w stronę @Xarthisius), zakładam że oficer CBP może widzieć historię naszych wjazdów. Ale czy jest jakiś sposób żeby wiedział ile nas nie było za każdym razem (oprócz spytania wprost)? Bo przy wyjeździe z USA przecież nie przechodzi się przez żadne "bramki" więc zakładam że tej informacji nigdzie nie ma. Więc, o ile nie ma żadnych notatek przy każdym z wjazdów w stylu - "nieobecność 4-5 miesięcy", a zamiast tego jest "nieobecność <6 miesięcy", to nie powinna się CBP zapalić lampka? Ciekawi mnie jak taka historia może wyglądać, czy przy wjeździe może być tylko notatka z "reprymendą", a jeśli było poniżej 6 miesięcy to nie ma nic? Pytam, ponieważ zastanawiam się czy przeciągnięcie tego w ten sam sposób (podróż co <6 miesięcy) jest możliwe czy raczej ryzykowne - pomijając kwestie aplikacji o obywatelstwo, bo o tym na razie nie myślę. I jaka może być konsekwencja tego że ktoś nas "przyłapie" na tym procederze - czy może nie wpuścić do USA? Kiedyś słyszałem jak Brit Simon mówił, że w takiej sytuacji i tak oficer nas musi wpuścić ale potem dostaje się jakieś wezwanie celem wyjaśnienia i wtedy mogą zabrać GC.
-
A jednak, zdarza się też w drugą stronę, nawet wśród największych obrońców obecnego systemu opieki zdrowotnej w USA: https://www.politico.com/story/2019/01/14/rand-paul-canada-surgery-neighbor-attack-1099485 (akurat tutaj to prywatna klinika w Kanadzie, ale wciąż zabawne ze względu na profil pacjenta)
-
Podbijam pytanie @ajlo19, ostatnio mam duze watpliwosci i potrzebuje jakiegos impulsu. Dzieci mamy we w miare podobnym wieku jak Wy kiedy wyjezdzaliscie
-
Czy ktoś z Was portował może swój numer telefonu (US) do Google Voice? Działa to to faktycznie, w sensie można wtedy odbierać połączenia/smsy z US przebywając poza US? Chodzi mi o to co jest opisane w tym artykule
-
Nie chodzi o kolejkę do security, na lotnisku przesiadkowym już nie trzeba przechodzić przez security (przynajmniej we Frankfurcie). Tam są kolejki do kontroli granicznej a potem kontroli wizowej. Nawet jeśli z nimi assistance nie pomoże to zawsze to trochę więcej czasu na czekanie
-
Hej, Korzystał ktoś kiedyś może z assistance na lotnisku? Chodzi mi o przewiezienie melexem na inny terminal. Normalnie taka pomoc jest chyba udzielana osobom z niepełnosprawnościami. W piątek lecimy cała rodziną i mamy tylko 45 minut na przesiadkę we Frankfurcie, a tydzień temu jak leciałem to w 1h ledwo zdążyłem przez kolejki. Z tego co słyszałem to teraz tak bywa…
-
O kurde, to grubo. Może nie będzie tak źle, jak przeszedł to już raczej nie wróci. My też lecimy na Florydę tylko na początku listopada, mam nadzieję że do tego czasu już się uspokoi sytuacja [emoji28]
-
Mam to samo, szlag trafia. Tyle ze ja kupuje polowe kwoty w danym momencie i „tylko połową” spekuluję. Jednak do pełnej kwoty wystarczającej do wyjazdu jeszcze dużo brakuje, wiec chyba pozostaje zagryźć zęby i zrobić to co @mcpear
-
Miasta to nie jest właściwa skala porównawcza dla przestępczości, ale jak już się upierać to Chicago nawet nie jest w pierwszej dziesiątce, chyba ze mówimy o pojawianiu się w mediach [emoji6]
-
Nawet sobie patrzę na alternatywne miejsca docelowe w US i co można dostać w takim Denver/suburbs - np. takie coś przy szkole 10/10, to trochę kusi. Za tyle to raczej ciężko znaleźć w Bay Area 2-bedroom a na pewno na peninsuli.
-
U nas niby na razie nikogo nie zmuszają (tylko w "gorącej fazie" pandemii zamknęli biura całkiem), ale kombinują z hybrid work. Chyba ostatnia propozycja u nas jest taka, żeby wyznaczać cały tydzień raz na kilka tygodni na spotkanie w biurze, co IMO brzmi całkiem sensownie, ale też conajmniej utrudnia wyprowadzkę w dalsze i tańsze miejsca. Nb, ja też nie rozumiem aż tak powszechnego parcia na pracę zdalną (chociaż wiadomo, że korzyści też są), sam nie wyobrażam sobie nie wychodzić z domu, ale też mam trudne warunki dzieciowo-mieszkaniowe
-
Widzę, że AT&T ma nawet taki za $30: https://www.att.com/prepaid/plans/. Na pewno znajdą się jeszcze tańsze
-
Ja zawsze brałem kartę T-Mobile Prepaid z nielimitowanymi rozmowami/smsami, nawet jak przylatywałem na krótko (<1 miesiąc). Widzę, że dalej takie są na min. miesiąc - https://prepaid.t-mobile.com/prepaid-plans. Może nie najtańsze, ale działało spoko wszędzie gdzie byłem. Kiedyś był chyba jeszcze taki $30 za 3 tygodnie, ale poźniej go wycofali :/
