Jestem pewnie kiepskim przykładem, bo przeprowadzałam się do męża obywatela US. Więc byłam w dość komfortowej sytuacji - mieszkanie jest, meble, agd, rtv też. Stąd też ja się przeprowadziłam z całym dobytkiem w postaci jednej wielkiej walizki i plecaka 35L (no dobra, po jakimś czasie dowiozłam w tej walizce jeszcze rolki, więc powiedzmy, że wyszły 2 walizki + plecak). Ale też dużo wcześniej starałam się wprowadzać minimalizm i to też wpłynęło na ilość zabieranych rzeczy. Sprawdzałam w którymś momencie ile by wyszło za wysłanie dobytku firmami transportowymi i była to jakaś kosmiczna dla mnie kwota.
Zdecydowanie polecam dokładne przejrzenie dobytku w tygodniach poprzedzających wyjazd. Można z tego zrobić dodatkowe spotkanie towarzyskie - mi przyjaciółki pomagały z ubraniami np. Wtedy będziesz wiedziała co masz i co najlepiej zabrać - bo się może okazać, że rzeczy, które mają dla ciebie wartość jest mniej/więcej niż myślałaś. Mi najbardziej brak książek, część rozdałam po znajomych, najbardziej sentymentalne zostały u rodziców.
Sama wiesz, czego używasz najczęściej i co jest dla ciebie ważne. Od siebie z mniej oczywistych rzeczy dodam jeszcze: wywołane zdjęcia bliskich, kosmetyki (ja dopiero po roku pobytu w USA zaczęłam się przestawiać na tutejsze produkty, bo mi zeszło na doedukowaniu się, a łatwiej było przywieźć z Polski przy okazji zapas wypróbowanych kremów; no i jest tu ciężej z eko i cruelty free produktami).