Jump to content

rzecze1

Użytkownik
  • Content Count

    796
  • Joined

  • Days Won

    17

rzecze1 last won the day on April 27

rzecze1 had the most liked content!

Community Reputation

328

About rzecze1

  • Rank
    Rezydent FORUM
  • Birthday 04/16/1983

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

4,208 profile views
  1. Po zeszłorocznych zmianach Flying Blue faktycznie przestało byc atrakcyjne dla amerykańskich rezydentów, a jednym z powodów były właśnie zalety poprzedniego systemu jakie podałeś w swoim poście... Ale nie do końca bym się zgodził, ze 500k mil jest bezuzyteczne... trzeba tylko trochę zmienic kierunek... To znaczy unikac AF/KLM (a teraz chyba takze Delty) a skupic się na innych Skyteam'owcach. We Flying Blue zawsze najbardziej opłacało się wydawac mile na bilety w biznes klasie u azjatyckich operatorów w lotach wewnątrzazjatyckich, jak równiez takze tych z Ameryki/Europy do Azji. I jak na razie na szczęście się to nie zmieniło. Co prawda lukę w La Premiere za 170,000 mil z HKG/SIN przez CDG do DXB juz zamknęli, ale inne opcje nadal istnieją. Widzę, ze jesteś PA, zatem powiedzmy wylatując z Nowego Jorku masz całkiem spore pole manewru na dobre wakacje w Singapurze, Hongkongu czy gdzieś we Wschodniej Azji za bardzo przystępną cenę (i.e. ok. $200). Jak by się pobawic to i myślę moznaby było znalezc coś co by się spokojnie mieściło w 250,000 w business return, czyli wakacje dla Ciebie i Twojej lepszej połowy. A jeśli chcielibyście wydac $400-500 dolarów na osobę to masz podróz dookoła świata w biznes klasie: Nowy Jork - wybrana lokalizacja we wschodniej Azji - Dubaj - Paryz/Amsterdam - Nowy Jork... (bo inny kruczek to szukanie one-way raczej niz return). Na szybko to na przykład takie coś znalazłem jak podaję nizej, trochę poza limitem zatem trzeba popracowac jeśli dla dwóch osób, i oczywiście zuzywa wszystkie mile, ale jesli mają się zmarnowac (lub nie daj Boze zostac wydane na lot do Europy gdzie Cię skasują niebagatelną kwotę pienięzną on top) to będzie to nie najgorsze redemption!
  2. To prawda. Z powodu podatkow, frywolnie i bezczelnie aplikowanych "airline surcharges" oraz ogolnej dewaluacji programów zbieranie mil w Europie to wlasciwie przeszlosc. Upgrade'y długodystansowe sa trudne lub niemozliwe, a krotkodystansowe nieoplacalne bo w Europie, oprócz Aeroflotu i Turkish (jesli juz liberalnie zaliczymy te linie do "europejskich") - nie ma biznes klasy (jako twardego produktu). Co jest lepsze, to relatywna latwosc i taniosc uzyskania i utrzymania statusu (przynajmniej w One World i Sky Team), który oprocz roznego rodzaju znanych takze w USA "priorities", darmowego bagazu (co dzis jest wymiernym zyskiem), daje Ci to takze wstep do lounges w calej Europie nawet w najtanszej taryfie ekonomicznej co w USA bez club membership czy odpowiednich kart kredytowych nie jest mozliwe nawet lecac business. I tak, zgadzam sie, ze dobrze sie trzymac jednego programu, zwlaszcza jesli jest cos takiego jak Platinum for Life, itp., ale jesli ktos jest jeszcze daleko od uzyskania przywilejow, lub srednio pasuje mu przesiadanie sie tu lub tam, to tez nie ma co stawac na glowie aby sie dostosowywac do linii lotniczych. Lepiej wtedy prosto patrzec na grafik i cene jakie sa na calym rynku i wybierac najlepsza oferte nie patrzac na programy i 'nagrody". Wszystkie dodatki i "priorities" zawsze mozna sobie dzis dokupic.
  3. Hmm... No tak jak pisalem wczesniej - ja jeszcze z tym sie nie spotkalem... Ale jesli znasz (lub slyszales) o kims kto nadal ma prace, rodzine, przyjaciol i dom, ale wkrotce "z wyboru" zostanie bezdomnym, to daj znac, bo to bedzie material na dobry dokument........
  4. Są tutaj na pewno ludzie którzy się wypowiedzą lepiej jeśli chodzi o sam program lojalnościowy, upgrade'y i tym podobne (z tego co pamiętam to chyba @kzielu jest wierzącym i praktykującym Skyteam'owcem), ale od siebie to bym powiedział, ze jeśli mają więcej lotów z miejsca w którym teraz mieszkasz i loty pasują Ci godzinowo, to bym się ich trzymał, albo przynajmniej dał sobie trochę czasu na przyzwyczajenie się. Pomijając kwestię SkyMiles, to według chyba większosci statystyk Delta jest najlepszą amerykańską linią jeśli chodzi o wszystko inne. Mi osobiście zawsze najbardziej się podobała u nich "consistency", jak to się mówi?, ten sam poziom produktu w róznych warunkach. Dla przykładu, na międzynarodowych trasach w Economy niezaleznie od trasy będziesz miec AVOD, a w business class w szerokokadłubowych zawsze będziesz miec all aisle access all life flat, samo to oszczędza Ci czasu na wyszukiwanie informacji, jak i przede wszystkim niepewności co do tego czy wydajesz pieniądze na service współczesny., czy tez na średnio-przyjemną podróz w czasie do lat 80-tych z American czy United. Bo o ile taki Polaris jest super, tak jak na razie jest to kilka igieł w stogu 8-abreast siana... Catering tez jest niezły jak na amerykańskie standardy, a w zeszłym roku zrobili nawet krok w tył w "wyścigu na dno" i przyprócili bezpłatne posiłki na dłuzszych krajowych trasach. Co bym jeszcze dodał to staff, zawsze wydawali mi się bardziej przystępni i zrelaksowani niz ich główna konkurencja, moze tez przez to, ze ich samoloty nie były "zaangazowane" w 9/11, i - znowu - zwłaszcza na trasach międzynarodowych zdecydowanie daje się to wyczuc. Zatem o ile przyzwyczajenie i przywiązanie do marki jest często duzo większe niz chcielibyśmy przyznac, warto dac nowemu szanse. Pozdrawiam, a jeśli potrzeba bardziej szczegółowych informacji to oczywiście niezastąpiony w tym jest Forum Flyertalk!
  5. Uprzedziłeś mnie w odpowiedzi Ale dodam filmik który w tmacie zaczyna się w 50 sekundzie.
  6. Zwróciłeś uwagę na bardzo powszechną rzecz wśród bezdomnych, i prawdziwą, ale błędnie uzywaną jako argument na rzecz hipotezy, ze z bezdomnością w „dzikim” kapitalizmie wszystko jest ok, czy, ze wręcz jest to wybór. Bo chociaz często się słyszy, ze bezdomni nic nie robią a jakoś mają pieniądze, itp, itd, jeszcze nigdy nie słyszałem od kogoś, ze z powodu tego, ze jest im tak dobrze, to on tez teraz zostanie bezdomnym... Bo nikt o rozsądnych zmysłach tego nie powie. Bo no właśnie – zmysłach. Ktoś kiedyś powiedział, ze człowiek to takie zwierzę, które się przyzwyczai do kazdych warunków. I chyba jest to prawda. Na pewno pierwsze kilka nocy na ulicy jest cięzkie. Pewnie nawet traumatyczne. Ale po jakimś czasie ci którzy przetrwają, zaczynają się przyzwyczajac. Wypadli z poprzedniego kręgu społecznego, odeszły stresy z tym związane, w nowym zyciu spodlili się po raz pierwszy, potem kolejny, i wtedy co się im okazuje, ze się stało? Nic. Przetrwali kolejną noc. Zaczyna im się zmieniac tzw. „frame of mind”. Potem zaczynają się odnajdowac w nowej hierarchii i nawet racjonalizowac swoje nowe zycie i zachowania. Pamiętam reportaz sprzed lat o bezdomnych z Dworca Centralnego w Warszawie – bezdomni złodzieje przyznawali, ze kradną, ale przynajmniej nie cpają. Narkomani mówili, ze tak, cpają, ale przynajmniej nie robią facetom lasek. Natomiast Ci, którzy robili laski, mówili, ze tak, robią, laski, ale przynajmniej nie kradną..... Gdy do tego dochodzą uzywki i uzaleznienia, proces jeszcze przyśpiesza. To jest zupełnie inny świat. Jest to jedna z tych sytuacji w których kazdy ma trochę racji, ale kazdy skupia się na rezultatach a nie przyczynach. Walczymy z bezdomnością –projekty dofinansowania, schroniska, soup kitchens, counselingi czy rozne inne programy skupiają się na bezdomnych (którzy, z całym szacunkiem dla wolontariuszy którzy poświęcają im czas – są w wielkiej mierze straceni, tak jak @andyopole dobrze opisałeś) – ale nikogo w USA nie obchodzi grupa która właśnie powinna byc grupą targetową jeśli powaznie się myśli o rozwiązaniu problemu – grupa tych którzy JESZCZE bezdomnymi nie są. Grupa tych którzy jeszcze walczą, którym się jeszcze chce i którzy jeszcze nie przekroczyli Rubikonu – jeszcze nie stracili po raz pierwszy godności i wstydu, po którym to wydarzeniu mały baaaardzo mały procent potrafi wrócic do naszego świata. I tu @katlia dobrze opisała przyczyny systemowe, a ja dodam jak wygląda to z brytyjskiego punktu widzenia co by był odnośnik (mając w pamięci, ze UK jest chyba najbardziej liberalnym krajem starej Europy): 1. System zdrowotny. Szanse na bankructwo z powodu rachunków medycznych są minimalne, jeśli nie zerowe. 2. Szanse na uzaleznienie od leków narkotycznych przepisywanych przez publicznych lekarzy bo Ci dostają „kick backs” od firm farmaceutycznych sa zerowe. Jeśli ktoś po wizycie u lekarza dostanie coś więcej niz paracetamol to albo rzeczywiście potrzebuje, ale ma dobrą gadkę i sam chce (ostatnio trumpiści zaczęli sondowac mozliwości wejścia amerykańskiej Big Pharmy i waszych praktyk na brytyjski rynek po Brexicie, co nawet najwięksi tutejści prawicowi brexitowcy zbyli uśmiechem i uprzejmym „Thank you, but no thank you!!!”) 3. Psychicznie chorzy nie są puszczani luzem na ulicy bo nie mają ubezpieczenia czy z powodu tego, ze nie ma publicznie finansowanych instytucji które mogą się nimi zając. Bo ubezpieczenie mają, a instytucje są. 4. Dofinansowanie mieszkan. Oprócz starych znanych benefit streets, stają się ostatnio popularne licencje dla deweloperów tylko pod warunkiem jeśli ileś tam procent budynków zostanie przeznaczonych pod „low income housing”. Ostatnio w Inverness otworzono pięknie zlokalizowane osiedle, Ness Castle, i wsród 300 domów które mozna kupic za setki tysięcy funtów 50 jest „councilowskich” – wynajmowanych lokatorom za przysłowiowe „grosze”. Ale właśnie – nie bezdomnym bezdomnym, ale tym którzy jeszcze walczą – pracują, nie mają konfliktów z prawem, sprawdzają się charakterologicznie. Trochę inzynieria społeczna, zmiast tworzyc dzielnice ubóstwa miesza się ludzi, ale jak na razie muszę przyznac się to sprawdza. 5. I – last but not least – zadłuzenie kredytowe. Określonych długów pozbyc się nie mozna, lub trudno bez bankructwa, ale tak zwany „revolving debt” – zycie na kartach kredytowych i faktycznie comiesięczne dofinansowywanie banków płaconymi odsetkami, rzecz tak często powszechna wśród pracujących przeciez rodzin, to juz tutaj nie problem. Jeśli masz ponad... chyba 5 000 funtów długu jeśli dobrze pamiętam?... mozesz skorzystac z walchlarza opcji które w zalezności od Twoich osobistych okoliczności pozwolą Ci umorzyc do 80% zadłuzenia. Tak, na 6 lat mozesz zapomniec o kredycie, ale ludzie którzy się wyrwali z zapętlenia kredytowego i tak raczej juz do niego nigdy nie wrócą i nagle z dnia na dzień okazuje się, ze mają więcej pieniędzy niz myśleli, nawet z tą ratą którą płacic muszą (bo odsetki oczywiście natychmiast ustają). Do tego nie potrzeba im adwokata, nie muszą się tłumaczyc z tego jak naukumulowali dług, mogą to zrobic przez internet i telefon, i – co najlepsze – banki i inni kredytodawcy mają tu bardzo małe, lub zadne, pole manewru. Bankructwo osoby fizyczniej nie prowadzącej działalności gospodarczej to naprawdę rzadkosc, właśnie z powodu tego, ze istnieje tak wiele innych opcji. Ale zeby takie legislations przeprowadzic to trzeba rządu który nie jest lobbowany przez American Express czy innch Mastercardów, a w USA jest z tym problem. I to właśnie tylko kilka przykładów rozwiązań z których zadne (moze oprócz housingu) nie miało za cel walki z bezdomnością per se, ale niejako mimochodem w tym problemie pomogło. W USA, z wielu powodów – historii, wpływów korporacji, mentalności ludzi i w rezultacie systemu podatkowego – zadne z tych rozwiązań nie jest mozliwe i jeszcze długo nie będzie. Bo niestety wszystko kosztuje – za spokój społeczny, czystsze ulice i humanitaryzm państwa płacimy cenę duzą – z wszystkiego co zarabiasz powyzej 53 000 dolarów, ponad połowa idzie dla państwa... u Was chyba takiej stawki nie ma nawet dla milionerów... (którzy i tak potrafią sobie odpisac to i owo bo tax system tak skonstruowany i skomplikowany). A jak pisałem wcześniej – Wielka Brytania jest najbardziej liberalnym krajem w Europie, mozna sobie wyobrazic, lub poczytac, jak jest gdzie indziej. Waszą ceną jest natomiast to co @ilya_ napisał i pokazał w pierwszych kilku postach. Nieestetycznosc wielkich miast i moze jakiś dyskomfort w drodze z pracy do domu. I zadne projekty i zadna liczba wolontariuszy walczących z końcowymi efektami procesów z którymi ludzie nie mający socjalnej „safety net” nie dali sobie rady tego nie naprawi. Bo system podsyła i będzie podsyłał non-stop nowych klientów...
  7. Jesli mowimy w wszystkich krajach, to oczywiście nie, USA nie jest jedynym. Jest mnóstwo panstw trzeciego swiata, które maja ten sam problem... Jesli jednak mowa o szeroko pojetym "Zachodzie", no to niestety jest w USA pod tym wzgledem najgorzej. Co moze tez odroznia bezdomnych których sie dzis widzi w miastach europejskich to to, ze zazwyczaj sa to "swiezoprzyjezdni", którzy w duzej mierze naplyneli (czesto doslownie...) w rezultacie bliskowschodnich wojen ostatnich 20 lat. W USA natomiast bezdomnosc dotyka szerokie warstwy etnicznego, lokalnego, amerykanskiego, czesto bialego spoleczenstwa w stopniu który jest nie do wyobrazenia w Europie. I tutaj debatowac mozna, i mozna proponowac rozne rozwiazania, ale wszystko to bedzie, jak to sie mówi - malowanie swini szminka... To bedzie tylko leczenie symptomow. Bo zrodlem tego co widac na amerykanskich ulicach jest po prostu odmienny system spoleczno-gospodarczy od tego europejskiego. Kazdy ma swoje plusy i minusy, i nie ma co sie ekscytowac, Amerykanie po prostu wola zyc z tymi minusami które widac na zalaczonych przez Ciebie obrazkach, niz z tymi europejskimi (tymi prawdziwymi jak i tymi wyolbrzymionymi), i na razie nie wyglada na to aby to sie mialo w znacznym stopniu zmienic.
  8. To którąś ze znanych osobistości kiedyś nie chcieli z Polski wypuścic, nie wiem czy przypadkiem nie Jeziorańskiego jak jeszcze zył. Urzędnik się uparł i koniec. Pamiętam, bo chwilowo media o tym pisały. Syn miał szczęście. Siostra mojego kolegi nie miała. Nie wpuścili jej na samolot na Okęciu bo polski paszport był niewazny. I nie pomogło, ze miała takze obywatelstwo amerykańskie. Przepisy, nie, i koniec. Gdyby leciała z przesiadką w Schengen nie byłoby problemu bo nie dosc, ze jest Amerykanką, to w Polsce była tylko kilka dni, zatem grubo ponizej 90 dni. Ale to Podkarpacie, a oni to głównie bezpośrednio, i wolała czekac i wyrabiac ekspresowo paszport polski niz bookowac nowy bilet. Tak czy inaczej, temat warty przypomnienia dla tych których dotyczy.
  9. My deepest apologies!!! Te wszystkie Seattle, Tacomy, Boeingi i inne Portland scisniete w rogu mapy zlewaja mi sie w glowie w jeden stan i zawsze zapominam ze pomiedzy polnocna California a Waszyngtonem to jest jednak cos odrebnego. To znaczy Oregon. Jest
  10. To chyba trochę zalezy od "zagęszczenia" konkretnych grup na konkretnym terenie... Im więcej jakiejś grupy w okolicy jest, tym więcej było zawróceń, tym bardziej tą grupę celnicy znają, tym bardziej na nich uwazają, tym bardziej się czepiają, tym więcej jest zawróceń... Samo nakręcająca się maszyna. Dla Azjatów właśnie tez słyszałem, ze to Waszyngton (PDX, Seattle), po części California. Dla Polaków zaś oczywiście "najgorzej" na ORD, Newark, no i JFK tez pewnie gdzieś w czołówce. Im bardziej na Zachód, tym chyba "łatwiej". Latając Skyteam'em rozmów w Seattle, Salt Lake City czy Minneapolis nawet nie pamiętam. Ale dokładnie tak jak piszesz - to tylko teoria, gwarancji nikt nikomu nie da.
  11. Mysle, ze teraz ryzyko jest duzo mniejsze niz bylo za pierwszym i drugim razem. Wtedy miala duzo szczescia, dziwie sie, ze ja w ogole wpuscili, teraz moze bedzie latwiej po ostatnim krotkim pobycie. No i nie wspominalbym tez o opiece nad ciocia.
  12. Zalezy jak na to patrzec... Czy wymiękł przed Irańczykami? Raczej nie. W pewnym sensie Irańczycy są tu najmniej wazni. Ot, kolejny na liście kraj trzeciego świata który "igra z ogniem" i któremu nikt przeciez nie pomoze jakby co. Ograniczone starcie militarne czy otwarta wojna i zniszczenie rezimu ajatollahów to nie problem, tu ryzyka zadnego nie ma i nawet Trump to wie. Problem jest z całym "bagnem" które zawsze przychodzi po "zwycięstwie". I tutaj moim zdaniem Trump nie tylko nie wymiękł, ale się postawił. Nie Irańczykom, ale własnym generałom i najrózniejszym doradcom, którzy (po tym jak sam Trump pozbył się tych umiarkowanych i rozsądnych...) do stronnictwa "gołębi" bynajmniej nie nalezą. Taki na przykład Bolton, który od co najmniej 20 lat ma prawdziwą obsesję na punkcie wojny z Iranem, musiał wyjsc z siebie i stanąc obok widząc jak blisko był celu i jak wszystko zostało zatrzymane przez Trumpa... Tym razem wzajemnie napędzający się wojskowo-medialny mechanizm który się wielokrotnie sprawdził w przeszłości, i któremu nie oparł się sam Obama w 2011 gdy szło o Libię, zaciął się. I w tym przypadku, I give credit where credit's due, zaciął się dzięki nieprzywidywalnemu Trumpowi. Zakłady o to czy będzie pierwsza od 40 lat amerykańska prezydentura bez nowej wojny nadal otwarte.
  13. Dajcie sobie czas... Niestety (czy tez moze stety) po jakims czasie ludzie wsiakaja w nowe otoczenie i zaczynaja zyc innymi "smaczkami" i komunikowac sie za pomoca nowych "inside jokes". Mysle, ze chyba nawet takze Ci ktorzy za granica obracaja sie tylko w polskim towarzystwie nie sa w stanie sie tego procesu ustrzec. I po kilku, kilkunastu latach, pewnego dnia okazuje sie ze ze starymi przyjaciolmi z Polski macie juz w jakims stopniu odmienny "kod kulturowy" i duzo mniej wspolnego. Jak ktos ma jeszcze jakies specyficzne zainteresowania, sport czy cos, to jeszcze jakos daje sie to w tej materii utrzymac, ale ogromna wiekszosc codziennego zycia bedzie sie toczyc zupelnie innymi torami i oddalac, takze jezykowo. Ja osobiscie w jakims stopniu sie interesuje historia czy polityka, zatem rozumiem np. co dzis znaczy gdy ktos "jest za, ale sie cieszy", czy ze cos sie komus "po prostu nalezalo", ale poza tym to jak o tym teraz mysle, to widze (chocby po tym, ze juz jakis czas temu przestaly mnie smieszyc polskie wspolczesne kabarety), ze czas w polskiej (pop)-kulturze mi sie zatrzymal gdzies na wacikach pani Figury... No chyba, ze po bogatych w cytaty i odniesienia kulturowe dziesiecioleciach nastapila susza i od 20 lat nie wymyslono nic nowego?
  14. Heh... Tez to dzisiaj widzialem, i tez mialem dodac linka wlasnie z money.pl ... Jest to wydarzenie, z inicjatywy administracji prezydenta Trumpa, i do tego dotknie wielu na tym forum którzy w przyszlosci beda sie starac o wize turystyczna... zatem moim zdaniem sie do watku jak najbardziej nadaje...
  15. A w ogole to dla tych z USA ktorzy maja niewiele urlopu i dylemat czy spedzic go w odwiedzinach u rodziny w Polsce, czy na prawdziwych wakacjach, tego typu rozwiazanie jak powyzej moze byc ideaalne. Loty do (i z) Europy Zachodniej sa duzo tansze niz do Polski, zatem kilka dni w wybranym miejscu, i kilka w Polsce za dodatkowe max 150 dolarow moze w odpowiednich okolicznosciach byc swietnym rozwiazaniem. Teraz na przyklad wlasnie przez Barcelone ceny sa nie do pobicia:
×
×
  • Create New...