Jump to content

rzecze1

Użytkownik
  • Content Count

    1,019
  • Joined

  • Days Won

    37

Everything posted by rzecze1

  1. @Xarthisius @jacek1100 @andyopole ... Czyli co... wygląda na to, ze jednak wszystkich pogodziłem?.... Czyli - skazańcy, chcecie jechac na urlop? - kłamcie. Ale jak wam się w zyciu odmieni, czasem niespodziewanie i nie z waszej woli, to potem nie płaczcie - bo nie wjedziecie ani imigracyjnie, ani turystycznie... W pewnym sensie to sprawiedliwe - kazdy kto skłamie ma na zawsze zamkniętą legalną drogę do zycia w USA.
  2. Ha! To mi przypomina zamysły tutejszych Torysów z początku poprzedniej dekady... Pomysły rządu pana Camerona (tego od referendum brexitowego i stosunków seksualnych z głową martwej świni w trakcie obrzędów inicjacyjnych na elitarnym Eton...). Anyway, w głębi ostatniego kryzysu finasowego, Konserwatyści mieli pomysł na zaktywizowanie bezrobotnych poprzez oferowanie im bezpłatnej pracy... w takich korporacjach jak na przykład Poundland (taki amerykański Dollar Store). Idea była taka sama jak Twoja - korporacjom zatrudniac pracowników za wysokie stawki się nie opłaca, za minimalną się opłaca bardziej, jeszcze bardziej by się opłacało za ponizej minimalnej.... no to w takim razie czemu nie zrobic tego kompletenie logicznie i pójsc na całosc - bo przeciez ZA DARMO opłacac się będzie "zatrudnic" największą liczbę osób, osób, które - tak jak piszesz - przynajmniej "wyjda z domu i wzbudzą w sobie odczucie bycia potrzebnym"... It's only logical, isnt't it? Tak tez myśleli konserwatyści Camerona zanim ich ludzie wyśmiali Nie zrozum mnie zle, osobiście jestem wolnorynkowcem. Ale w USA zasady wolnego rynku obowiązują tylko "maluczkich". Gdyby Tobie w trakcie okresu "bezubezpieczeniowego" o którym piszesz się coś stało i byś zbankrutował, pies z kulawą nogą by się Tobą nie zainteresował. Ale gdy błędy prowadzące do bankructwa popełniają korporacje... to wtedy ratują ich - za zarządzeniem rządu federalnego... - podatnicy.... Wtedy, tak jak w 2008, socjalizm, socjalizm dla banków i wielkich korporacji, no taki socjalizm to juz jest ok, nawet w Fox News! Jak to Piłsudski mówił, z racją jest jak z du...ą - kazdy ma swoją. Ale tym kto ocenia kto ma rację, i tym kto ocenia na jaką płacę - tak jak piszesz - "zasługują" upośledzeni umysłowo ludzie popychający wózki w marketach... o tym czy skalę tej płacy ktoś wyliczył dobrze czy zle, o tym zawsze ostatecznie decyduje natura i historia. A obie to są very ruthless bitches... Mieliśmy podobny wątek na forum przy okazji amerykańskich wyborów w 2012... gdy amerykański system polityczny jeszcze jako tako działał i był przewidywalny... I juz wtedy niektórzy pisali, ze wszelkie znaki na Niebie i na Ziemi wskazują na to, ze amerykański system polityczny pęknie, a "house" - already divided - will be divided even more. A jak to Biblia mówi - "A House divided will NOT stand". Trump został tego pierwszym, ale za to bardzo prominentnym symptomem. Dziś, gdy w temacie wyborów w USA mówi się o wątkach tak rosyjskim, propagowanym przez Demokratów, jak i ukraińskim, zapoczątkowanym przez "republikańskiego" Prezydenta (a ingerencje w wybory w obcych państwach to była zawsze domena Amerykanów, CIA to be specific, co to za bezczelny rechot historii, nie? ) , gdy Prezydent największego mocarstwa w historii publicznie narzeka, ze w jego kraju chcą GŁÓWNIE pracowac ludzie z "shithole countries", a nie z Norwegii... (...yyy... perhaps because of the shithole conditions you offer?... )... gdy przedstawiciele jednej z największych wspieranych przez amerykański rząd korporacji mówią o sobie jako o "klaunach zarządzanych przez małpy" a o skorumpowanych przedstawicielach rządu którzy mają Beoinga teoretycznie kontrolowac określają jako "psy ogłądające telewizję"... gdy POLACY, cwierc wieku temu przeciez bankruci!!!, dziś się zastanawiają, nawet na tym naszym małym prowincjonalnym forum - dziś zakłądają posty pod tytułem - CZY MI SIĘ w USA OPŁACA???... No to kto przy zdrowych zmysłach powie, ze w USA sprawy idą w dobrym kierunku??? I pisząc, ze "nie znasz zycia", mam oczywiście na myśli to, .... co nawet widzę wyczułeś sam.... ze "swój ciągnie do swojego" i to czasem ogranicza perspektywę i mozliwosc realistycznej oceny sytuacji szerokiego społeczeństwa czy szerzej - kondycji duzego przeciez państwa. Bo narkomani zawsze powiedzą, ze przeciez "wszyscy palą", pijacy powiedzą, ze przeciez "wszyscy piją", katolicy z prowincji powiedzą, ze przeciez "wszyscy chodzą do kościoła".... dokładnie tak samo powiedzą, ze obecny amerykański "kapitalizm" działa Ci, którzy mają dobre geny tak umysłowe jak i biologiczne i Ci którzy nie zachorowali na raka czy nie mieli nieszczęśliwego wypadku w czasie gdy nie mieli zdrowotnego ubezpieczenia... Ci którzy mieli szczęście i Ci którzy otaczają się tymi którzy takie szczęście równiez mieli... To ogranicza perspektywę, a płaca minimalna to jest bardzo, bardzo malutki wycinek tej całej skomplikowanej scenerii... I w ogóle to uwazam, ze poświęciliśmy jej duzo, duzo więcej czasu niz na to zasługuje. Byc moze z tego względu, ze USA juz nie tylko dryfuje, ale śmiało zegluje w kierunku latynoamerykańskim...coraz bardziej odbiegając od tradycjonalnie rozumianego Zachodu, zwłaszcza tego zimnowojennego, Zachodu bogatego i potęznego. Ostatecznie, wyrok (bez odwołania) wyda historia. I jeśli wszystko jest ok, i jeśli drogą do sukcesu jest to co jest teraz, to naturalna ręka wolnego rynku Amerykę uratuje. I ta czesc społeczeństwa, która teraz jest "na górze", będzie - przy pomocy sześciu radzajów policji - bedzie zyła długo i szczęśliwie... Bogato, wolno i jednocześnie - "biało" (GOOD LUCK!!! ) Jeśli natomiast obecne trendy sygnalizujące schyłek amerykańskiej potęgi są prawdziwe, to zaden poziom propagandy czy więziennictwa opornych tego nie odwróci... I tak samo jak w Australii premier musiał ostatnio uciekac przed zwykłymi ludzmi którzy go - startującego na platformie "naftowej" - wcześniej wybrali... tak samo, gdy kraj zacznie "płonąc", Amerykanie pogonią obecny establishment. W ten czy inny sposób. W kazdym wypadku, I shall be around to comment
  3. Czy mozna forumowiczów pogodzic stwierdzeniem, ze ludzie z "zatartymi" wyrokami aplikujący o wizy nie-imigracyjne/o ESTA mogą śmiało zaznczac "Nie", i nic im się na granicy nie stanie; ale jeśli kiedykolwiek najdzie ich ochota lub koniecznosc na wizę imigracyjną, to nie tylko jej nie dostaną, ale dostaną bana na jakikolwiek wjazd do USA bo wtedy Amerykanie sprawdzają sprawy głębiej? Zawsze tak myślałem, ale moze się mylę? Historia Brytyjczyków zapodana przez @jacek1100 to oczywiście gatunek pierwszy. Koleś który to opisuje, i jego rodzina, wyjezdzali na urlop, i ma rację pisząc, ze mało kogo interesuje co turysta, który wyjedzie po 2 tygodniach, robił 20 lat temu... Ale w UK, wyroki zatarte, tzw. "spent", do których mozna (a nawet trzeba!) się NIE przyznawac w aplikacjach o pracę wymagających tylko "Basic Disclosure", itp., te wyroki nadal w systemie istnieją. Osobiście myślę, ze w przypadku turystów Amerykanie nawet nie proszą o Basic Disclosure, lub robią to bardzo, baardzo wyrywkowo, bo to w końcu kosztuje. Zawsze jednak mi się wydawało, ze w przypadku wiz imigracyjnych, tak zwana "Ehanced Disclosure", taką jakiej na przykład wymagają instytucje gdzie pracownik zajmuje się dziecmi, discosure wykazująca wszystkie wyroki, takze te zatarte, jest w przypadku wiz imigracyjnych obowiązkowa? W takim przypadku, wcześniejsze kłamstwo, dawałoby praktycznie permanentnego bana na zycie?
  4. Nie wiem czy kotokolwiek tu moze pomoc. Lub sie odwazy nawet cokolwiek zasugerowac. Bo przy odrobinie "nieszczescia", to nie tylko matka dostanie bana, ale po nitce do klebka i syn zacznie "nowa droge zycia" jako deportowany do Polski...
  5. Łukasz Łaskawca, I like it! It has a nice, misleading, tone to it!!
  6. Ten kto powtarza. Bo powtarzanie jest najlepszym sposobem na zapamiętywanie Teraz to w ogóle sądze, ze wiadomością którą miałeś nie myśli nie była Jugosławia, ale masakra i ludobójstwo w Rwandzie, bo to właśnie był 1994... W kazdym wypadku, sens Twojego posta został przekazany dobrze. 3+
  7. Przyznam ze wstydem, ze z niehumanitarnej i kompletnie egoistycznej perspektywy Polski, liczyłem na to juz 5 lat temu. Ale najwyrazniej jakieś siły w otoczeniu Putina mają jeszcze kontakt z rzeczywistością... i wiedziały, ze rosyjski Wietnam/Iraq 500 mil od Moskwy to nie jest najlepszy pomysł..... Bo Ukraińcy, zwłaszcza ci zachodni, przez 20 lat niepodległości w nacjonalizmie się wyrobili duzo bardziej niz w mediach amerykańskich się zapodaje... Tak czy inaczej, Putinowi pomnik w Warszawie się nalezy. Moskwa-Ukraina to zawsze była oś, kręgosłup imperium carskiego, potem sowieckiego, a w przyszłości potencjalnie nowo-rosyjskiego. Putin ten kręgosłup złamał przelewając krew między bracmi... Rana i nienawiśc na pokolenia, w samym industrialnym sercu starego Związku Sowieckiego. Katlia, czy ktoś, w najlepszym dla Zachodu scenariuszu, mógł sobie coś takiego wyobrazic w latach 80-tych? Nie mówiąc juz o Polsce jako klepiącym po ramieniu i pocieszającym dyplomatycznymi notami, zamiast bycia pocieszanym i klepanym?... Ale media dalej wam mówią, ze to Wy jesteście "under attack", nie?
  8. Postarałeś się byc klarowny, to ja się odwzajemnię, i postaram się byc brief Kto ocenia "wartosc" tej pracy? I co to znaczy "dobrowolna" umowa? Czy NAUCZYCIEL, byc moze nauczyciel któregoś z Twoich dzieci, który mnie Uberem odwoził na nocny lot do Europy, i z którym zresztą miałem swoją droga bardzo stymulującą dyskusję, czy on robił to "dobrowolnie"? Owszem, zawarłem z nim umowę (well, umowę przynajmniej w jakimś pokrętnym amerykańsko-korporacyjnym niekontrolowanym sensie "podpisywaną" przez smartphon'a...), i owszem, nie przyłozyłem mu pistoletu, ani noza do głowy... ale czy naprawdę myślisz, ze gdyby ten nauczyciel miał prawdziwą, niczym nie skrępowaną wolę, DOBRĄ WOLĘ, tak jak piszesz, to jego wolą, po 8 godzinnym dniu nauczania dzieci, jego wolą byłoby odwiezienie mnie, jak i prawdopodobnie kilkunastu/kikudziesięciu innych ludzi na lotnisko??? NIE. To nie jest dobrowolnośc, to jest DESPERACJA. Operujesz w kategoriach teoretycznych, mówiąc, ze coś takiego moze działac... Jedyną rzeczą jaką naprawdę wolny rynek pracy gwarantuje jest to - ze ZAWSZE znajdziesz kogoś bardziej zdesperowanego. Kogoś kto się zdecyduje na "dobrowolną" umowę na warunkach które odrzucił poprzedni potencjalny "pracownik". W amerykańskim przypadku, bo o tych stawkach tu piszemy, są to oczywiście aliens, bo nikogo normalnego nie stac na tego typu "pracę". Gdyby rząd całkowicie odrzucił ograniczenia, owszem, nastałby "prawdziwy" wolny rynek, ale jednocześnie zacząłby się "race to the bottom". Bo zawsze znalazłoby się trochę ludzi, nawet z white trash class, którzy by pracowali i za 3-4 dolary na godzinę, a pozniej i mniej, oczywiście "dobrowolnie" No ale po doświadczeniach wschodnioeuropejskich, bo Romanowowie tez teoretycznie mieli rację.... rządy zachodnie nabrały trochę rozumu do głowy i postanowiły, ze dla spokoju społecznego państwa nalezy przyjąc minimalne, co prawda psie, ale jednak - stawki, taki kaganiec na chciwosc kapitalistów i państwowo zaaplikowane antidotum na leninowską PRAKTYKĘ - praktykę sprzedawania kapitalistom sznura na których się ich potem wiesza... I sorry, powiem brutalnie, ale jeśli znajdziesz kogoś kto będzie pracowac za stawkę pownizej minimalnej, to albo wykorzystujesz desperatów i owrzadzasz społeczeństwo dokładając się do rosnącego stopnia frustracji i agresji (no chyba, ze Twoim ideałem państwa jest jakiś latynoamerykański kraj gdzie dzieci odwozi się do MacDonald'a z ochroną... race to the bottom!), albo jesteś typowym Republikaninem, America First, ale truskawki zbierają imigranci... W kazdym innym przypadku, jesteś nie znającym prawdziwego zycia teoretykiem, który broni bezuzytecznej teori w imię nie wiadomo czego. FcUK . Nie było tak brief jak zakładałem, sorry
  9. No coz... Z perspektywy poddanych Królowej, jest to informacja wazna... A i skoro "za wodą" , znaczy u Was, jest podaz, to najwyrazniej former british royal subjects tez się interesują... A co do samolotu to masakra. Ukraińcy w ogóle mają złą passę. Albo nad nimi zestrzelą, albo ich zaplączą w impeachment, albo ich zestrzelą.... Nie mówiąc juz o samej wojnie z Rosją. Tak czy inaczej, z uwagi, ze impeachment tu na forum raczej nie ma "traction", bo nawet ja się tym nie interesuję, wątek zasługuje na co najmniej kilka tygodnii zasłuzonego odpoczynku. Do następnego wydarzenia.
  10. Hmm. Ciekawe. USA w powszechnej świadomosci zawsze były kojarzone z duzymi mobilinymi zdolnosciami zwykłych mieszkańców. Co prawda nie turystycznymi... bardziej takimi kolonialistycznymi, traperskimi, powstające nagle i potem w niskiej koniunkturze ekonomicznej - znikające - miasta... (coś jak Deitroit... I guess...), ludzie przemieszczający się za pracą... Dziwne, ze dla tak wielu ta potrzeba ruchu się zatrzymała wraz ze znalezieniem satysfakcjonujących warunków zycia. A, ze się zatrzymała to wiem takze ze swoich ograniczonych doświadczeń. A co do komuny w Polsce to czytałem kiedyś parę artykułów o tym jak władza po wojnie na siłę wprowadzała u ludu nowe zwyczaje... i jak robotnicy nie tylko się buntowali, ale często ratowali się ucieczką przed nowym - wakacyjnym - obowiązkiem. I to nie zarty Bo to i skarpety trzeba było nowe kupic, i buty, a i po co to, a i na co, a i kto chałupy dopilnuje... Trzeba było czasu aby ludzie nawykli.... A i to tez przeciez nie wszyscy... bo zanim zwyczaj przyszedł na wieś, komuna zdazyła zbankrutowac i upasc.... W mojej okolicy do tej pory znam mnóstwo osób, i ich dzieci, które nigdy nigdzie na "urlopie" nie były. Z obserwacji myślę, ze zajmuje to tak ze dwa pokolenia, zanim ludzie nawykną i naturalnie tego oczekują. Zatem nawet jak wam w USA socjalizm wprowadzą jutro, minie trochę czasu zanim robotnicy z Wisconsin zaczną stawiac parawany na Miami Beach
  11. Second that! Weekendowy road trip w Smokey Mountains był jednym z moich pierwszych, i do tej pory go pamiętam. Takze polecam.
  12. Andy!!! Pierwsza wojna w Iraku to 1991! Come on! Pewnie którąś z części Jugosławii miałeś na myśli.
  13. Prawo nie zakazuje Ci dac sprzątaczce więcej... Mozesz jej dac tyle więcej ile będziesz chciał. Aby nie mniej niz minimalna... Nie wiem dlaczego w ogóle ten konkretny wątek się dalej toczy... Jezeli kogoś nie stac na zapłacenie 8-10 dolarów minimalnej, czy ile tam teraz w poszczegółnych stanach jest, to nie powinien w ogóle zaczynac biznesu. To są przeciez głodowe stawki.
  14. Współczuję. Gdy coś takiego się dzieje, człowiek dopiero z perspektywy czasu zaczyna rozumiec co się stało, myślec o tym co się mogło stac, rozwazac all "ifs" and "buts", i wtedy dopiero moze się to stac psychicznie traumatyczne. Swoją drogą jestem zdziwiony, ze nie było zadnego follow up. NYC, obok Londynu, jest ponoc jednym z najbardziej monitorowanych miast w Zachodnim świecie... Ale moze to i tak jak w tym stand up w Londynie które kiedyś widziałem... - gdy na motorway/highway przekroczysz prędkosc, to ci wyślą pocztą na adres domowy mandat z datą, godziną i zdjęciem jak tą prędkosc przekraczasz... Ale jak Cię "znozują" na ulicy ("knife crimes" to taki brytyjski ekwiwalent amerykańskich "gun crimes"...) to albo CCTV nie działało, albo było za ciemno, albo zły kąt i kamera twarzy sprawcy nie uchwyciła... Zatem jak juz masz padac ofiarą nozownika, to najlepiej na autostradzie Tak czy inaczej, zyczę speedy recovery, trzymaj się!
  15. Mniej więcej w czasie gdy z @Xarthisius pisaliśmy posty, Iran wystrzeliwał rakiety w kierunku amerykańskich baz w Iraku. Jak rano to zobaczyłem, i poczytałem media, jeszcze przed konferencją Prezydenta, byłem przekonany, ze "zakład" przegrałem, i ze wojna jest nieunikniona... Bo w normalnych warunkach byłby to idealny pretekst do amerykańskiego kontrataku... No ale pod wieczór, patrząc na miny generałów w trakcie konferencji... ...mozna było śmiało za Trumperm powtórzyc - "All is well!"
  16. No na razie biorą ochotników.... zatem syn powinien byc bezpieczny. Przynajmniej przez jakiś czas.... W pewnym sensie historia zatacza koło. W latach 70-tych, po katastrofie wietnamskiej, zolnierzy powracających do kraju opluwano, często dosłownie, choc byli z poboru i w większości byli niczemu niewinni. Dziś, ochotników zgłaszających się do armii atakuącej coraz to kolejne kraje TRZECIEGO ŚWIATA ludzie oklaskują jak wsiadają na pokład Delty... Moje komentarze mogą się wydawac antyamerykańskie, ale jest wręcz przeciwnie. Jestem chyba najbardziej proamerykański ze wszystkich ludzi w moim towarzystwie. To po prostu kolejne administracje USA poprzez swój imperializm, szpiegowanie wszystkich, "dronowanie" bez sądu rozkręcone na dobre przez Obamę (takze własnych obywateli) doprowadziły antyamerykanizm w Europie Zachodniej do poziomu który niewiele odbiega od antyrosyjskości w Europie Wschodniej...Antyamerykanizm którego nie rozumieją - ze zrozumiałych względów - na przykład Polacy, ale który rozumieją nawet amerykańscy turyści którzy w Europie okazjonalnie i pokracznie udają Kanadyjczyków...... A prawdziwą siłą Ameryki są nie tylko lotniskowce, myśliwce, czy nawet specjaliści IT, siłą Ameryki są wartości.... a moze nawet powiem inaczej - siłą Ameryki są ludzie wierzący w te wartości i swoim zachowaniem wprowadzająy te wartości w zycie.... Brzmi to patetycznie, ale tak właśnie jest. Przypomnijcie sobie 30 kwietnia 1975 roku - the Fall of Saigon. Związek Sowiecki u szczytu militarnej potęgi, i słynne zdjęcie z dachu ambasady USA w Saigonie z helikopterem na którego pokład z desperacją próbują się dostac ludzie uciekajacy przed komnistyczną armią Północnego Witnamu wkraczjącą do stolicy najwazniejszego sojusznika Ameryki w Azji Południowo-Wschodniej... Największa hańba i upokorzenie USA w historii, bo pozostawiająca za sobą 60 tysięcy zabitych na darmo, bezsensownie, bez celu i bez zwycięstwa, ponad 60 000 młodych Amerykanów. Na darmo. I do tego republikańska administracja Forda, faktycznie po-Nixon'owska. Kompletne dno. Ale dotykając dna, Amerykanie mogli się od tego dna odbic. Zrobili krok wstecz, przestali "fikac", za administracji Cartera postawili na "soft power", na prawa człowieka, na OBWE. W Polsce - na KOR i Solidarnosc. W tym samym czasie Ruscy, rozochoczeni zwycięstwami lat 70-tych, zamarzyli ponownie o światowej dominacji, weszli do Afganistanu.... Jak to się skończyło, to chyba, mam nadzieję, wszyscy wiemy. W dzisiejszej sytuacji, wobec braku jakiejkolwiek politycznej siły faktycznie przeciwstawiającej się bezmyślnemu bombardowaniu ludzi w biednych, pustynnych krajach (oprócz właśnie - okazjonalnie - Trumpa, oprócz libertariańskiego skrzydła (czy tez "skrzydełka"....) Partii Republikańskiej, i moze oprócz jakiejś lewicy, z klimatów Chomsky moze?, nie wiem?), bombardowaniu w imię - may God forgive you all - "safety".... wobec braku poboru wojskowego, wobec technologii ograniczającej śmiertelnosc ochotników, wobec tego wszystkiego droga USA na dno będzie prawdopodbnie duzo, duzo dłuzsza niz ta z czasów wietnamskich.... Jak i kiedy się ta podróz skończy tym razem, to jeszcze zobaczymy, ale amerykański "Saigon moment", w tej czy innej formie, jest na Bliskim Wschodzie nieunikniony.
  17. Ha! No ja zaryzukuję, stawiam 10 funtów przeciwko komukolwiek tu na forum i przeciwko wojnie. Mam nadzieję, ze Trump ponownie zaskoczy i się generałom nie da złamac. Fox News, zresztą tak samo jak CNN, MSNBC, New York Times czy inni medialni "podzegacze wojenni" (w tym temacie to akurat zawsze była i dalej jest jedna i ta sama "partia"!).. wszyscy oni dostali znowu wiatru w zagle, ale to jeszcze niczego nie przesądza. Fingers crossed, nikogo do jesieni nie napadniecie
  18. Dokumenty PBS są zazwyczaj bardzo, bardzo dobre... i sam tez, jak zawsze gdzieś jedziemy, to nalegam aby w drodze słuchac lokalnych rozgłośni.. i stąd wiem kto to jest Zac Brown i jego "Homegrown"... ale czy z tego da się "wykrzesac" "dokument"....... hmmmmm... no to juz nie wiem. Tak czy inaczej, dzięki za sugestię, sprawdzę!
  19. Brzmi ciekawie. Choc ostatnimi laty moze za bardzo skupiam się na American West. czy tez South West. Tak czy inaczej, w wolnej chwili zajrzę na Netflixa.
  20. Miami Beach wydało nam się bardzo spoko. Czysto, sympatycznie, wszędzie blisko i na piechotę, zycie nocne takze ok. Ale to bez dzieci. Dzieci kalulację zmieniają.... Samo Miami absolutnie nie. Spedziliśmy takze ze dwie noce w Hollywood, na Północ od Miami.... Trochę Hotel, trochę B&B... przez ulicę na plazę, dosłownie 30 metrów. Śniadania, dobre warunki, family room available, właściciele stają na głowie aby Ci dogodzic. Moze jak zznajdę to podam nazwę/adres. TANIO. W okolicy nic nie ma... oprócz plazy...na której takze niewielu ludzi... zatem w pewnym sensie.... w tym sensie "nudnym-plazowym" - jest to miejsce idealne.... Sam bym tam nie wrócił, ale komuś moze pasowac.
  21. Niestety niektórzy z forumowych politycznych "komentatorów" byli ostatnio bardzo zajęci przyziemnymi sprawami i nie mieli czasu zajmowac się nadchodzącym zniszczeniem perskiego państwa, kolejną fazą rozkładu amerykańskiego imperium i w konsekwencji mozliwością trzeciej wojny światowej... so please accept my deepest apologies! Teraz jak mam wolną chwilę to napiszę tak... Jedynym pewnikiem, CONSTANT, w tym całym bliskowschodnim równaniu, jest to, ze cokolwiek zrobi(-łby) Trump - to dla jego krytyków - bedzie/byłoby NIEDOBRZE. To juz juz ustaliliśmy w poprzednich stronach tego wątku - Trump jest niekompetentny, nieprzewidywalny i zmienny, a przez to - śmieszny. To oczywiście wiem takze ja. Ale nie nie mniej śmieszni są jego zazarci przeciwnicy którzy z kazdą zmianą stanowiska Trumpa, zmieniają własne stanowisko... Napięcie z Koreą rośnie - ZLE, szczyt z Kimem w Singapurze oddala ryzyko wojny - ZLE. Wiadomo, pisałem o tym wcześniej. Przy ostatniej wolcie Prezydenta - gdy odwowłał w ostatniej chwili naloty na Iran - ktoś tu na forum napisał, ze "stchórzył". Dziś, zabijając perskich morderców w Iraku - Trump jest wojennym podrzegaczem... Anyway, w tym everchanging world przynajmniej jedno wiemy na pewno ... - przeciwnicy Trumpa pozostaną jego przeciwnikami - no matter what. Co do obecnej sytuacji, to media, komentatorzy i politycy skupiają się, mówią i rozpisują się na temat "rozlanego mleka", mleka dawno juz zsiadłego, wręcz śmierdzącego. Bo błędem była republikańska agresja na Irak w 2003, błędem było obamowskie zaangazowanie w Libii, Syrii i Jemenie, błędem było takze oczywiście wycofanie się Trumpa z z obamowskiej umowy nuklearnej z Iranem.... Wszystko to było błędem, i rację mają CI którzy mówią, ze błędem to było... To jest oczywiste. Ale z tego mówienia nic ale to abosolutnie NIC nie wynika... Bo to juz się stało, a dziś decyzje trzeba podejmowac na podstawie tego co jest TU I TERAZ i co byc moze, a nie pastwic się nad błędami politycznych przeciwników. I dziś, tak w przypadku Trumpa, jak i w przypadku pani Warren, Berniego czy - nie daj Boze - Biden'a - w przypadku ich wygranej scenariusz będzie ten sam - zagrają im "Hail to the Chief", nowy Prezydent zasiądzie w Situation Room i będzie słuchac tuzina generałów, ekspertów od spraw bezpieczeństwa i innych doradców którzy będą - na podstawie faktów dostępnych tu i teraz - będą powtarzac jedną i tą samą mantrę - safety, security, American lifes, NINE ELEVEN!... I kto się temu oprze??? Przepraszam bardzo, ale który z forumowiczów by się temu oparł gdyby miał "nieszczęście" znalezc się w sytuacji takiego Prezydenta? Amerykański ambasador z podbitego kraju musi uciekac, cały wysiłek poprzednich 20 lat jest zagrozony, wrogowie śmieją się w twarz... Co robic? Wycofac się? SHAME on YOU and your FAMILY! Wtedy wrogowie przeniosą się do nowej lokalizacji, i stamtąd tez nas pogonią. Stamtąd tez mamy się wycofac? Gdzie jest ta mityczna obamowska "czerwona linia"? Alleppo, Baghdad? Tel Aviv? A kto wie, za 50 lat moze i Bruksela? Z drugiej strony - pójsc na Teheran? Śmiało ześliznąc się po tej równi pochyłej na której znalazła się Ameryka? W dalszej perspektywie to tylko pogorszy sytuację... Dobrego, świadomego, mozliwego do przeprowadzenia w obecnych warunkach politycznych scenariusza ja tu nie widzę... a juz na pewno nie widzę nikogo, tak po stronie zwolenników jak i przeciwników obecnego Prezydenta, nie widzę nikogo który by taki scenariusz proponował... lub wręcz kogolowiek kto by proponował JAKIKOLWIEK scenariusz... Wszystko co przebija się do mediów do uzalanie się nad przeszłymi błędami politycznych przeciwników... Wymowny symptom degrengolady amerykańskiego systemu politycznego i "zrepublikanizowania" Demokratów o którym wcześniej pisaliśmy z @katlia . Bo w polityce zagranicznej, od jakichś 30 lat, Republikanie i Demokraci nie róznili się absolutnie niczym. I o ile obawy były na początku duze, tak Trump jak na razie okazał się świetnym "disruptor" tego konkretnego systemu. Spełnił swoje obietnice. Chcecie bezpieczeństwa, wy - Niemcy, Polacy, Koreańczycy - płaccie za nie sami i w to bezpieczeństwo inwestujcie, a nie polegajcie na amerykańskim podatniku. Nikogo w ręce Ruskich Trump nie oddał, wbrew karykaturalnej juz dziś narracji..... I - co moim osobistym zdaniem jest najwazniejsze - jak na razie nie wywołał nowej wojny... Pisałem o tym wcześniej - zakłady na pierwszą od 40 lat, pierwszą od Jimmego Cartera prezydencką kadencję bez nowej wojny są ciagle otwarte!... Zostało jeszcze 10 miesięcy do wyborów...biorąc pod uwagę, ze Republikanie z "Don't mess with the US" Party i tak będą głosowac na Trumpa, a Ci którzy zadecydowali o jego wyborze w 2016 - klasa pracująca Mid West'u i Alt+right są ekstremalnie antyinterwencjonistyczni... są duze szanse, ze Trump się kompleksowi militarno-przemysłowemu takze tym razem po raz kolejny postawi. I jestem przekonany, ze jest to jedyny człowiek który w obecnych warunkach jest/byłby to w stanie zrobic. I - przyznaję - piszę to z egoistycznej perspektywy zachodnioeuropejskiej. Moze nie wiem co on Wam tam Trump w US robi, ale ostatnie 3 lata, 3 lata bez nowej agresji amerykańskiej na świecie, dały nam tu "za granicą" naprawdę, naprawdę kilka chwil wytchnienia. Jest to tym bardziej doceniane, ze interwencje Obamy zaowocowały nam falą migracji z Bliskiego Wschodu, a w efekcie Brexitem w UK, a PiS-em w Polsce, nacjonalistami we Włoszech... zatem - THANK YOU so much Mr. Trump! Trzymam kciuki za amerykańskiego Prezydenta, tak samo jak trzymam kciuki za pacyfistyczne skrzydło w irańskiej dyplomacji (który to kraj tez przeciez nie jest monolitem! I ma swoje skrzydła.. w tym frakcję prącą na wojnę, jak i tą wojnie przeciwną...). Mam nadzieję, ze dobrze odczytają nieudolnego tweeta amerykańskiego Prezydenta - "Iran never won a war, but never lost a negotiation" - i oszczędzą sobie roli kozła ofiarnego, roli jaką im juz przypisali Rosjanie i Chińczycy, którzy Iranowi realnie nie pomogą, ale chętnie zobaczą go w roli "Wietnamu" USA.... Tak czy inaczej, jeśli ktoś ma pomysły jak USA powinny się teraz zachowac, to ja chętnie posłucham. Bo byc moze się mylę, i ktoś ma lepsze pomysły i kandydata który jest jes w stanie je przeprowadzic?
  22. Kilka lat temu ktores z polonijnych stowarzyszen mialo petycje pod niefortunnym tytulem "Greennpoint dla Polakow"... gdzie domagano sie od wladz Nowego Jorku zatrzymania tego procesu... Moze nawet ktos pisal o tym tu na forum. A w temacie - zgadzam sie z innymi - Long Island jest lepszym wyborem niz New Jersey.
  23. Powiem Ci, ze tak jak z Cortez sie w wielu rzeczach nie zgadzam, tak sie nie dziwie ludziom ja popierajacym. Nigdy z Demokratami nie mialem nic wspolnego, ale Republikanie tak sie ostatnio zeszmacili, ze trudno nie miec z ich przeciwnikiami, nawet najgoszymi, cos wspolnego. Desperate times call for desperate measures... W pewnym sensie to ostatnimi czasy Republikanie z Ruskimi maja wiele wspolnego - kazdy kraj na ktory napadna/ktoremu pomoga (niepotrzebne, w zaleznosci od wierzen politycznych, prosze skreslic.....) bedzie ich nienawidzic z wielokrotnie wieksza sila niz pokolenie wczesniej... Dlatego amerykanski Ambasador w Bagdadzie uciekl wczorszej nocy z kraju do którego Republikanie "przyniesli" w swoim czasie demokracje... a przyszli potomkowie obywateli Syrii - ostatniego sojusznika Rosji na Bliskim Wschodzie - po tym co Ruscy im im dzis robia - beda nienawidzic Ruskich bardziej od Ukraincow i Polakow razem wzietych... Well done gents! Keep up the good work! Niech nowa dekada przyniesie pohybel - los Kafafiego! - sezonowym despotom i ich klakierom, i madrosc zwyklym ludziom, aby wiedzieli kiedy sie wladzy przeciwstawic! Tego wszystkim zycze.
  24. Outer Banks. Nasz "Mothership shop" byl w Kitty Hawks, mieszkalismy w Nags Head, a pracowalimy w Kill Devils Hill. Wszystkie sklepy (beach stores), a pozniej stopniowo takze inne establishments w okolicy, byly w posiadaniu zydowskich wlascicieli, i nie z USA, tylko bezposrednio z Izraela. Ichniejsi wakacyjni "studenci" byli prosto po sluzbie w armii, pamietam uczyli nas roznych rzeczy, a i pracodawcow wspominam bardzo dobrze. "CEO", pan Dolasa, potomek starej emigracji z kaiserowskich Niemiec, bywal grubianski, ale pracowitosci mu odmowic nie sposob bylo. Czasem potrafil caly dzien przepracowac operujac koparke, milioner, a i synow zarzadzajacych okolicznymi sklepami mial niczego sobie. Pracowitych, ostrych ale i dowcipnych jesli sie wiedzialo jak do nich podejsc. Nam sie akurat trafil najbardziej wyluzowamy ze wszystkich, len i pijak, Amid (Amir ?) mial na imie, czesto odsypial kaca w stockroomie.... Ale nawet jego pamietam jak mi pokazywal jak czyscic toalete po jednej opaslej Amerykance... Sprawnie operowany mop w rekach przeciez mojego szefa, czarne kawalki odchodow plywajace wokol jego bialych Adidasow, wszystko to wrylo mi sie w pamiec tak jak Wam sie wyryje po przeczytaniu tego tekstu Do tej pory mam duzy respect do zydowskich przedsiebiorcow, spotegowany faktem, ze w srodku lata musieli zwolnic poznaniakow ktorzy oszukiwali na godzinach..... aby zarobic doslownie co najwyzej 7 dolarow...
  25. @ilya Ta historia zaczyna sie na JFK... a wlasciwie NAD JFK... ‎ 18 czerwca 2004 roku gdy znizalismy sie nad Long Island podchodzac do ladowania, wyjezdzajac po raz pierwszy na Work and Travel (i w ogole po raz pierwszy - za granice), pamietam zmieniajace sie cisnienie w uszach, delfiny w oceanie za oknem, kobiete robiaca znak krzyza gdy 747 Air France wbrew chlopskiej logice opadal w sposob kontrolowany, i kolege który sie odwrocil i powiedzial - "Lukasz.. Co my teraz zrobimy?" ‎ A pytanie bylo powazne, bo - majac job placement w Polnocnej Karolinie - nie mieslimy absolutnie zadnego, ale to ZADNEGO planu jak sie z JFK do North Carolina dostac... Dla mlodego pokolenia moge dodac, ze nie mielismy takze internetu, ani - telefonow. ‎ Swojej rozmowy z pogranicznikiem nie pamietam, co mi natomiast utkwilo w pamieci to to, ze mojego drugiego kolege cofneli bo nie wypelnil I-94... bo myslal, ze to tylko kwestionariusz dotyczacy zadowolenia klienta z lotu... musial wypelniac na miejscu i ponownie w kolejce stac... ‎ Juz na‎ Arrivals przyczepil sie do nas jakis Ukrainiec, który oferowal przewoz busem do Polnocnej Karoliny, ‎co po klotniach z kolegami zwalczylem.... Stanelo na tym, ze postanowilismy jechac na Manhattan i stamtad szukac autobusu w naszym kierunku. Pamietam dobrze otwierajace sie automatyczne drzwi lotniska i powiew powietrza jak z otwartego rozgrzanego piekarnika... ‎Welcome to New York! ‎ ‎Mlody Afroamerykanin który dyrygowal pasazerami na autobusy nie mogl sie nadziwic, ze tak wielu mlodych z Europy Wschodniej mu - czlowiekowi w uniformie - nie ufa. Pokazywal nam inna grupe ktora wsiadala do nielicencjowanej taksowki - See! He's going to rob them! He's going to rob them, man! But they won't listen to me! They won't listen to me, a man in the uniform, but they listen to a shady man offering "a deal"! He's going to rob them!‎ ‎ Autobus byl dziwny, pachnial dziwnie. Nie dobrze-dziwnie, zle-dziwnie. Ale dojechalismy w nim na Grand Central, obserwujac wszystko z wylupionymi oczami jak te koty w podroznych przenosnych klatkach transportowane przez lotniska... Te koty nie wiedza gdzie ich podroz sie skonczy, nie wiedza kiedy, ale wysiasc nie moga zatem tylko czekaja i patrza.... ‎ Na Grand Central zajal sie nami bardzo pomocny starszy Murzyn. Zadzwonil do naszych pracodawcow, potwierdzil, ze po nas wyjada (co sie nie stalo... ale to historia na odrebny temat...) i sprzedal nam bilety na nocny kurs Greyhound'a do Norfolk, Virginia. Popoludnie i wieczor, wykorzystalismy na "zwiedzanie". Podzielismy sie na zmiany. Jeden kolega zostal z bagazami na Grand Central, a mysmy sie wybrali na miasto, a potem odwrotnie. Teraz juz wiem, ze przeszlismy z Midtown do Lower Manhattan i spowrotem. Pamietam zapach "kebabow" na stickach sprzedawanych z ulicznych budek, ruch, dobrze ubranych ludzi pijacych i jedzacych w barach, wsrod zieleni i wiezowcow... Lato... W Ground Zero zaczepil nas robotnik stojacy przy lunecie. "Come, come here, see!" Jesli ktos pamieta, to w tamtym czasie Ground Zero to byla okragla dziura w ziemi dookola której mozna bylo przejsc wyznaczonymi trasami. No i podszedlem, patrze w ta lunete, i widze pieknie jedrne piersi kobiety po drugiej stronie "dziury"... A robotnik na to - "See! THAT'S what we are doing here! " Do Norfolk wyjechalismy okolo polnocy. Pamietam, jak kolega mnie w autobusie obudzil, przejezdzalismy wlasnie przez most, najpewniej do New Jersey, i powiedzial - "PATRZ!" Manhattan w calej swej nocnej okazalosci byl przed naszymi oczami... To byl dobry dzien Przed wyjazdem rodzice dali mi adres dalekiej rodziny ktora mieszkala w NYC, teraz nie bylbym w stanie powiedziec gdzie, ale z tego co pamietam, adres nie brzmial zbyt elitarnie... Jeden z kolegow nalegal, ze powinnismy byli olac oryginalna oferte pracy i uderzac do nich, zatrzymac sie w Nowym Jorku. Prawdopodobnie nasze zycia potoczylyby sie wtedy zupelnie inaczej... Czy lepiej czy gorzej to nigdy nie bedzie nie wiadomo, ale ciekawe jest to, ze ma sie w zyciu 5 tysiecy nudnych dni... i jeden bogaty w wydarzenia w którym decyduje sie "o wszystkim"... ‎ ‎ Tak czy inaczej, pomimo, ze w trakcie pozniejszych wizyt zaczalem zauwazac inne rzeczy... zlodzieji w "out of business" "everything must go" shops... pot i bole krzyza pobrzebieranych za Statue Wolnosci zdesperowanych ludzi liczacych na - nazwijmy to - "hojnosc" turystow... itp... itd... tak Nowy Jork juz zawsze bedzie mi sie kojarzyc pozytywnie i zawsze lubie tam wracac.
×
×
  • Create New...