Boulder Colorado jest na tej liscie -- i tez nie wiem czy sie zgadzam. Fakt, sliczne, uniwersyteckie masteczko u stop gor. Ale, bardzo malo diversity -- sami biali, troche azjatow/naukowcow -- ceny domow kosmiczne bo miasteczko jest modne, ale nie moze sie rozrosnac (jest otoczonym 'open space' na ktorym nie mozna budowac) -- duzo studentow wiec tez duzo transiency i frat parties -- daleko od lotniska -- daleko od najlepszych szpitali -- i na dodatek taki sens cultural superiority ze chce sie albo smiac alby rzygac Ja tam wole Denver gdzie jest i soul food/jazz, roznorodnosc i duzy wybor gdzie/jak/za ile mozna zyc. Nie do takiego stopnia jak w Chicago ale jest.