W krajach arabskich byłam dwa razy - raz w Tunezji (sama) i raz w Egipcie (z dwójką wtedy nastoletnich dzieci). Ja (wtedy) byłam w wieku 40+. Nie wspominam tego dobrze... W Tunezji (byłam w Susa) z hotelu wyszłam sama tylko raz. Zachowanie lokalnych mężczyzn - gwizdy, mlaskanie i inne "okazywanie atencji" - było nie do wytrzymania. Gdyby nie to, że poznałam bardzo miłą parę z Poznania, to cały pobyt spędziłabym na plaży - gdzie też niestety grasowali "beach boys".
W Egipcie było podobnie - z tym, że tam miałam mniej okazji do wyjścia z hotelu (byliśmy w Sharm el Sheikh), ale zachowanie miejscowych mężczyzn nie było przyjemne. Zdaję sobie sprawę, że my Europejki trochę same jesteśmy sobie winne (są panie rządne wrażeń, które jeżdżą w te miejsca w poszukiwaniu przygód - i to one wyrabiają innym "opinię" ), ale ja czułam się z tym źle. Zupełnie inaczej było w Grecji gdzie byłam z koleżanką. Chodziłyśmy wszędzie same, wieczorami i było cudownie, nikt nas nie zaczepiał, czułyśmy się w 100% bezpiecznie (Kefalonia).