Jump to content

Podróżowanie Do Usa Na B-2 Przed Uzyskaniem Gc


Question*

Recommended Posts

Opierajac sie na znanym przyslowiu "Do trzech razy sztuka" osmiele sie ponownie zadac moje pytanie. Tym razem zamieszczam je tutaj na forum USA.Info.pl (poprzednio na ewiza), gdyz wiele osob wskazuje Pania Karine jako ta, ktora moze znac na nie odpowiedz.

Ponizej w skrocie opisze swoja sytuacje.

Z poczatkiem wrzesnia wyszlam za maz (w USA), po czym zostala zlozona na mnie petycja I-130. Zatwierdzono ja w polowie wrzesnia (Vermont Service Center), jednak z koncem ubieglego roku wszystkie dokumenty zostaly przekazane do California Service Center. Z tego, co widze sprawy sa tam rozpatrywane w przeciagu 6 m-cy, ale na pewno caly proces wydluza sie o kolejne miesiace, np. oczekiwanie na moja rozmowe z konsulem etc. Zakladam, iz moze to potrwac okolo roku czasu (jak nie dluzej). W miedzyczasie wrocilam do Polski (sprawy rodzinne), gdzie stale teraz przebywam. Maz polecial spowrotem do Stanow, wiec kazde z nas jest teraz osobno. Tymczasem posiadam promese turystyczna B-2 wazna jeszcze przez 9 lat, wiec moze byloby mozliwe, bym przez ten okres oczekiwania poleciala do USA (na 3, a moze 6 m-cy - jesli urzednik imigracyjny bedzie laskaw) i wrocila do Polski przed wyznaczonym terminem interview.

Dotychczas bylam w Stanach 2 razy, nigdy nie przesiedzialam pobytu, ani go nie przedluzalam. Przykladna ze mnie obywatelka, wiec nie mam niczego na sumieniu. Prawnik, ktory prowadzi nasza sprawe uwaza, iz jest to mozliwe, ale bardzo ryzykowne i moze zaszkodzic w calej procedurze. Czy rzeczywiscie bylby to az tak wielki i karygodny wyczyn? Czy moze tylko specjalisci z tej dziedziny (mam na mysli prawnikow) maja we krwi przejaskrawianie wszystkiego i wyolbrzymianie problemow - przezornie -> dla naszego dobra badz celowo -> dla dobra ich portfela (jak to bylo w przypadku naszej poprzedniej pani prawnik).

Z gory dziekuje wszystkim, w szczegolnosci zas Pani Karinie, za wszelkie odpowiedzi i ewentualne wskazowki.

Link to comment
Share on other sites

Zatwierdzono ja w polowie wrzesnia (Vermont Service Center),

chyba mialas na mysli "przyjeto" - dostaliscie pierwsze NOA

jednak z koncem ubieglego roku wszystkie dokumenty zostaly przekazane do California Service Center.

przeniesienie do CSC to bardzo dobry znak, zazwyczaj zaraz po tym zaczyna sie cos dziac

zobacz ten thread na VJ, masa spraw z grudnia przeniesiona z VSC do CSC:

http://www.visajourney.com/forums/index.php?showtopic=167706

ja bym sie nigdzie nie wybierala

powodzenia

Krysia

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...
Tymczasem posiadam promese turystyczna B-2 wazna jeszcze przez 9 lat, wiec moze byloby mozliwe, bym przez ten okres oczekiwania poleciala do USA (na 3, a moze 6 m-cy - jesli urzednik imigracyjny bedzie laskaw) i wrocila do Polski przed wyznaczonym terminem interview.

Question, ryzyko zawsze jest, ale niektorym sie udaje. Ja też czekam na interview w Polsce. W wakacje zaryzykowalam i poleciałam do Stanow na 3 miesiace z ważną B2. Byliśmy wtedy i nadal jestesmy przed wysłaniem I-864 package i DS-230. Na lotnisku nie bylo zadnych problemow, chociaz spodziewalam sie pytan m.in. o paszport na nowe nazwisko. Spotkalam chyba najmilszego urzednika imigracyjnego jaki istnieje, uprzejmy, usmiechniety, zyczliwy :P Jak kiedys napisal Sly, niektorzy lataja i im sie udaje, inni lataja i niestety im sie nie udaje. Ja planuje ponowna wizyte u meza w kwietniu i licze, ze bede ponownie w gronie szczesliwcow :P

Pytanie do madrzejszych ode mnie: co moze sie stac, jesli mnie nie wpuszcza? czy to bedzie rzutowalo w znaczacy sposob na mozliwosc uzyskania GC?

Link to comment
Share on other sites

Dziekuje za odpowiedz...

Wlasciwie w obecnej sytuacji odstapilam od zamiaru wyjazdu do USA przed moim interview. Nasza sprawa co nieco ruszyla do przodu, wiec oboje jestesmy pozytywnych mysli.

Moj maz jest w trakcie kompletowania wymaganych papierkow do I-864, a ja z kolei czekam na Police Certificate. Niebawem bede mogla zlozyc DS-230, a potem to juz chyba powinno byc z gorki... Mam nadzieje :P

Tak wiec pozostaje nam teraz czekac cierpliwie bez serwowania sobie dodatkowych stresow :P

Link to comment
Share on other sites

Opierajac sie na znanym przyslowiu "Do trzech razy sztuka" osmiele sie ponownie zadac moje pytanie. Tym razem zamieszczam je tutaj na forum USA.Info.pl (poprzednio na ewiza), gdyz wiele osob wskazuje Pania Karine jako ta, ktora moze znac na nie odpowiedz.

Ponizej w skrocie opisze swoja sytuacje.

Z poczatkiem wrzesnia wyszlam za maz (w USA), po czym zostala zlozona na mnie petycja I-130. Zatwierdzono ja w polowie wrzesnia (Vermont Service Center), jednak z koncem ubieglego roku wszystkie dokumenty zostaly przekazane do California Service Center. Z tego, co widze sprawy sa tam rozpatrywane w przeciagu 6 m-cy, ale na pewno caly proces wydluza sie o kolejne miesiace, np. oczekiwanie na moja rozmowe z konsulem etc. Zakladam, iz moze to potrwac okolo roku czasu (jak nie dluzej). W miedzyczasie wrocilam do Polski (sprawy rodzinne), gdzie stale teraz przebywam. Maz polecial spowrotem do Stanow, wiec kazde z nas jest teraz osobno. Tymczasem posiadam promese turystyczna B-2 wazna jeszcze przez 9 lat, wiec moze byloby mozliwe, bym przez ten okres oczekiwania poleciala do USA (na 3, a moze 6 m-cy - jesli urzednik imigracyjny bedzie laskaw) i wrocila do Polski przed wyznaczonym terminem interview.

teoretycznie mozesz to zrobic, praktycznie Twoj prawnik ma racje, bo moga np. dodatkowo wymagac od ciebie poswiadczenie niekaralnosci z USA jesli bedziesz tutaj tak dlugo. Jesli bedzie to krotki wyjazd to nie powinno byc problemow.

Dotychczas bylam w Stanach 2 razy, nigdy nie przesiedzialam pobytu, ani go nie przedluzalam. Przykladna ze mnie obywatelka, wiec nie mam niczego na sumieniu. Prawnik, ktory prowadzi nasza sprawe uwaza, iz jest to mozliwe, ale bardzo ryzykowne i moze zaszkodzic w calej procedurze.

moze nie tyle zaszkodzic - bo nikt nie zabrania latania w czasie kiedy toczy sie I-130 - co moze Ci przysporzyc dodatkowych pytan itd.

Czy rzeczywiscie bylby to az tak wielki i karygodny wyczyn?

wyjazd na 6 miesiecy - tak.

Czy moze tylko specjalisci z tej dziedziny (mam na mysli prawnikow) maja we krwi przejaskrawianie wszystkiego i wyolbrzymianie problemow - przezornie -> dla naszego dobra badz celowo -> dla dobra ich portfela (jak to bylo w przypadku naszej poprzedniej pani prawnik).

ha ha ha - moze inaczej: co bylobym jako prawnik nie uprzedzila klienta o tym, ze moze miec problemy? Co by bylo gdyby potem musial dosylac cos czego nie bylby w stanie doslac, bo by byl w Polsce a wymagano by np. niekaralnosci z USA? Czy taki klient mialby do mnie pretensje? Na pewno tak i to sluszne pretensje. Owszem niektorym sie udaje, ale nie wszystkim. Popatrz na przyklady interview tutaj - tez ludzie liczyli, ze nie wyjdzie, ze sie przeprowadzili, a tymczasem wyszlo i nie bylo zbyt ciekawie. Absolutnie przyznaje Ci racje, ze wielu prawnikow wyolbrzymia sprawy, ale moze czasem warto ich posluchac. Nie wiem jak mialabym zarobic na kims mowiac mu, ze nie powinien latac, ale moze czegos nie zrozumialam badz przeoczylam - przeciez nie powiem komus: nie wolno Ci latac, ale za $2000 wlecisz. :P

Mozesz wleciec teraz i np. zostac tutaj i tutaj legalizowac pobyt - tak zrobila Katia i wszystko skonczylo sie dobrze. Nie potrzebujesz wtedy nowej I-130, wykorzystujesz te ktora zlozyiscie wczesniej.

Z gory dziekuje wszystkim, w szczegolnosci zas Pani Karinie, za wszelkie odpowiedzi i ewentualne wskazowki.

Prosze bardzo.

Link to comment
Share on other sites

Absolutnie przyznaje Ci racje, ze wielu prawnikow wyolbrzymia sprawy, ale moze czasem warto ich posluchac. Nie wiem jak mialabym zarobic na kims mowiac mu, ze nie powinien latac, ale moze czegos nie zrozumialam badz przeoczylam - przeciez nie powiem komus: nie wolno Ci latac, ale za $2000 wlecisz.

Wlasnie nasza pierwsza pani prawnik uzywala tego rodzaju sposobow. Fakt - nie powiedziala wprost, ze jak jej zaplacimy wiecej to wszystkie przeszkody nagle znikna. Odnioslam jednak wrazenie, ze probowala nas mocno wystraszyc i z malej sprawy zrobic wielkie "hallo". Podczas naszej wizyty u niej nie powiedziala nic konkretnego o calej procedurze, jej przebiegu etc., mnie natomiast traktowala tak, jakbym znajdowala sie na liscie najwiekszych zagrozen Stanow Zjednoczonych (nie wiem - moze po prostu nie pala sympatia do imigrantow - sama jest Amerykanka). Wydaje mi sie, ze wykorzystujac nasza niewiedze chciala naciagnac nas na wyzsze koszty. Nie mowie tu konkretnie o zakazie latania, a ogolnie o tym, ze "nie wolno nam niczego czytac, o nic pytac, z nikim rozmawiac" i takie tam inne jej "zalecenia". Zrozumiale jest, ze nie bedziemy rozpowiadac wszem i wobec o naszym przypadku, ale zdobywanie nowych informacji na temat uzyskania przeze mnie GC to chyba nic zlego. Tyle, ze owa pani na wstepie zaznaczyla, iz poprowadzenie naszej sprawy bedzie kosztowalo kilka tysiecy dolarow z zastrzezeniem, iz cena ta moze wzrosnac, jesli sprawa okaze sie trudna - i wiele czynnikow wskazywalo na to, ze ona sama probuje ja bardziej skomplikowac.

teoretycznie mozesz to zrobic, praktycznie Twoj prawnik ma racje, bo moga np. dodatkowo wymagac od ciebie poswiadczenie niekaralnosci z USA jesli bedziesz tutaj tak dlugo. Jesli bedzie to krotki wyjazd to nie powinno byc problemow.

A ten pan jest naszym drugim z kolei prawnikiem. I ludziom takim jak on - i rowniez Pani, Pani Karino (btw - szczesciarzami sa ci, ktorzy mieszkaja w Pani okolicach) - naleza sie podziekowania oraz wyrazy szacunku ze strony klientow. On juz na samym poczatku wytlumaczyl nam, jak to wszystko przebiega. Bedac jeszcze przed slubem rozwazalismy mozliwosc ubiegania sie o wize narzeczenska K-1 (tuz po moim powrocie do Polski). On jednak wskazal nam krotsza droge - mianowicie slub w USA i zlozenie petycji I-130. Przedstawil wszystkie plusy i minusy, wyjasnil z grubsza jak oba procesy przebiagaja, a przede wszystkim uswiadomil nas w danym temacie.

moze nie tyle zaszkodzic - bo nikt nie zabrania latania w czasie kiedy toczy sie I-130 - co moze Ci przysporzyc dodatkowych pytan itd.

Podobnie (mniej wiecej) ujal to nasz prawnik. I oczywiscie nie kwestionuje jego zdania (wlasciwie to w 100% sie z nim zgadzam). Ale wiadomo jaka jest natura czlowieka - dac mu palec, a ten od razu cala reke by chwycil. Pomyslalam wiec sobie, ze moze jednak sprobuje/zaryzykuje... Ale bardzo dobrze, ze sa jeszcze ludzie (wiarygodni), ktorzy lekko ostudza nasz zapal. Bo jak juz wczesniej kilka osob wspomnialo - lepiej nie komplikowac sobie zycia.

Bardzo dziekuje za zaiteresowanie moim tematem.

Pozdrawiam i zycze milego weekendu.

Link to comment
Share on other sites

  • 4 weeks later...

Chcialabym dodac, ze Pani Karina nie tylko pomaga Tym, ktorzy sa z Jej okolic. Ja mieszkam w dalekiej Louisianie ale gdyby niej Jej pomoc to kto wie jak potoczylyby sie moje losy.Tez jestem "szczesciara"!!!

A ja publicznie zadam pytanie jakie uslyszalem od konsula w Krakowie przy okazji starania sie o kolejna wize. Jechalem wtedy w odwiedziny do kolezanki co napisalem w formularzu. Pan konsul zapytal mnie dokladnie tak: "czy ta pani ma mąż?"

Otoz ja sie pytam: -czy Pani Karina ma mąż? Jesli Pani Karina "nie ma mąż" to ja sie Pani Karinie oswiadczam.

Link to comment
Share on other sites

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.


×
×
  • Create New...