Jump to content

Relatywnie Szybki Ślub Na Wizie Turystycznej


Aiglon

Recommended Posts

Hej wszystkim,

Chcialam sie zapytac ilu z was bylo tak samo rozrywkowymi i beztrosko zakochanymi slowiczkami ze wzielo slub na wizie turystycznej, spontanicznie, bo tak i teraz mialo albo ma problem co z tym zorbic i jak zelgalizowac pobyt?

U nas slub byl po jakichs 5 tygodniach od mojego przyjazdu, planowalam zostac tydzien, jakos tak wyszlo, ze zostalam dluzej, bo ciezko sie bylo rozstac no a pozniej bardzo spontaniczny slub (nawet bez swiadkow, ot tak, w ramach niespodzianki).

Chcialabym wiec zapytac czy ktos byl w podobnej sytuacji i jak to sie skonczylo :)

Link to comment
Share on other sites

  • Replies 40
  • Created
  • Last Reply

Ja wzięłam slub na turystycznej :) w poniedziałek mam interview, wiec wtedy Ci moge wiecej powiedziec co i jak. Na pewno musisz złożyć I-130 a potem wszystkie papiery o gc. No i pamiętaj jesli chcesz nazwisko meza to poprostu we wszystkich papierach po I-130 wpisujesz jego jako swoje. Ja nie wiedziałam i teraz sie z tym bujam...

Link to comment
Share on other sites

Dzieki za info, daj znac, jak ci poszlo :)

Miejmy nadzieje, ze nikt sie nie rpzyczepi o visa fraud :)

Czy ktos z was bral slub na B1 i pozniej zalatwial green card przez ambasade w PL?

Link to comment
Share on other sites

Poczytaj posty o cr1 i zobaczysz ile osob dostalo tak wize :)

nie szukaj w starych postach,takich z lat 2003-i chyba do 2008 bo wtedy czas oczekiwania byl inny,szybszy ;)

teraz to jakies kolo 1 roku czasu jest oczekiwanie na wize.

a

Link to comment
Share on other sites

Ile??

Z mojej skromnej wiedzy wychodzilo ze na dzien dzisiejszy to jest 7-8 miesiecy...

przez rok to by chyba bylo lepiej skaldac kwity tutaj?

A Ty teraz jestes w polsce? Czy ciagle w USA??
Link to comment
Share on other sites

Ok to od poczatku.

MIeszkalismy wczesniej w Kanadzie przez rok. Tak naprawde ja mieszkalam sobie radosnie i pracowalam (program IEC), planujac przyszlosc w kanadzie i szczerze mowiac wszlekie procedury i USA mialam gleboko gdzies. Nigdy wielkich polanow pozostania w stanach nie mialam. BYwalam turystycznie i owszem. Lepsza polowa dojezdzala co jakis czas, a to na 3 miesiace, a to na 4 miesiace, robiac osbie przerwe co pare miesecy na wyjazd do domu, zeby zachowac legalnosc statusu w Kanadzie. Tak zesmy sobie trwali i wszystko bylo pieknie, ale zaczal sie cyrk z przedluzeniem mi pozwolenia o prace. Mianowaice znalazlam pracodawwce, prawikow i zaczeli glosno myslec i debatowac jak to zrobic, zebym sobie w tej kanadzie zostala. Wiec ja sobie pojechalam na wakacje, bo przeciez na litosc boska ile mozna czekac. Slub nigdy do niczego nie byl nam potrzebny - w Kanadzie work permit dostaje kazdy partner (niezaleznie, maz zona, narzeoczny czy chlopak/.dziewczyna) byleby bylo udowodnione wsplne pozycie przez conajmniej rok. Nic sie nie sklada (chyba ze chodzi o PR), tylko sie jedzie na granice, pokazuje celnikowi rachunki i druga polowa dostaje pozwolenie o prace. Byly rozmowy o slubie w US, nie przecze, ale najpierw to ja chcialam wrocic, wszystko zalatwic i poczekac na K1 jak cos.

Wlecialam 26 marca na wakacje. Naprawde na wakacje, mialam ze soba gacie i gąbke do mycia oraz szczoteczke do zebow. W Kanadzie mialam a) pracodawce ktory sie dwoil i troil zeby zalatwic mi PR B) wynajete mieszkanie w centrum Toronto (lease do pazdziernika 2014) razem ze wspolokatorami, -0 ja bylam glownym najemca i mi z konta ciagnie kase za to mieszkanie c) meble, majdan caly i wszystko inne czego sie przez ten rok dorobilam. Wyjazd byl planowany i do tego dodac trzeba bylo, ze jakbym dostala kwitki (implied status, bo pracodawca dostal zezwolenie na zatrudnienie mnie w Kanadzie), to bym i tak musiala ZNOWU przekraczac granice, wiec sloneczne Miami bylo wdziecznym rozwiazaniem, poza tym bylo CIEPLO!

Najpierw sie wyjazd przedluzyl o tydzien, bo jedna przeprowadzka, bo druga, bo nowa praca, bo moze jednak wynajac mieszkanie. Jak wynajac nowe mieszkanie to ktos je musi posprzatac i udomowic (czyli kolejny tydzien minal). Pracodawca siedzial i kombinowal wiec mnie bylo na reke. Pozniej sie okazalo, ze z roboty nic nie wyjdzie bo przepisy sie pozmienialy i mnie maly szalg trafil, ale trudno. Trzeba sie bylo wiec zbierac do wyjazdu w ten mroz torontonski. Az pewnego dnia w ramach zupelnie niespodziewanej wycieczki do jednego z moich ulubionych miejsc, zastalam rano NIESPODZIANKE pod tytulem BIERZEMY SLUB. Spontanbiczny. Tak spontaniczny ze bez swiadkow i bez niczego. Taki z filmow z tanim motelem i najtanszym szampanem. Fajnie, nie?

Fajnie. Bylo to 50 dni po przylocie (jakos tak, 8 maja)

I tak, jestem w Stanach i nie wiem co mam robic. Wszyscy cos gdzies slyszeli, prawnicy mowia - ach zaden problem prosze po porstu wyslac komplet dokumentow na zielona karte, ale cos mnie tknelo. Jakby to bylo takie proste, to by sie nikt nie bawil w zadne Cr1, w zadne wizy narzeczenskie, tylko by sobie tu wszyscy masowo wjezdzali na B2. Zasiegnelam jezyka i ... nie wiem co mam robic.

W teorii sa trzy wyjscia:

- skaldac teraz i sie modlic (bardzo mocno), ze nikt mnie nie oskarzy o visa fraud (podobno moga i podobno bardzo chetnie to robia, szczegolnie w Miami)

- nic teraz nie robic i wyslac wszystko ze stanow za pol roku (a teraz zyc powietrzem chyba) i modlic sie ale juz mniej zarliwie

- wyslac I-130 i jechac do Warszawy (ale ja tez nie moge siedziec w kraju i nic nie robic, bo to paranoja, ja w Polsce nie pracuje juz od wielu wielu lat).

Wiec jestem sobie w USA i sie martwie.

I tak sobie pisze, bo pomyslalam, ze moze ktos sie martwi tez to bysmy sie pomartwili razem, albo co...

Link to comment
Share on other sites

Rany. Ludzie, przestancie sobie wkrecac z visa forud. Jestes w Stanach skladaj papiery tu!!!!

Max 5 mcy i bedziesz miala GC. Na interview idziesz z mezem, usmiechacie sie bo przeciez nic zlego nie zrobiliscie!!!

Ot i cala kombinacja. Skladaj papiery Tu, skoro tu jestes!!!!

Link to comment
Share on other sites

I tak, jestem w Stanach i nie wiem co mam robic. Wszyscy cos gdzies slyszeli, prawnicy mowia - ach zaden problem prosze po porstu wyslac komplet dokumentow na zielona karte, ale cos mnie tknelo. Jakby to bylo takie proste, to by sie nikt nie bawil w zadne Cr1, w zadne wizy narzeczenskie, tylko by sobie tu wszyscy masowo wjezdzali na B2. Zasiegnelam jezyka i ... nie wiem co mam robic.

W teorii sa trzy wyjscia:

- skaldac teraz i sie modlic (bardzo mocno), ze nikt mnie nie oskarzy o visa fraud (podobno moga i podobno bardzo chetnie to robia, szczegolnie w Miami)

- nic teraz nie robic i wyslac wszystko ze stanow za pol roku (a teraz zyc powietrzem chyba) i modlic sie ale juz mniej zarliwie

- wyslac I-130 i jechac do Warszawy (ale ja tez nie moge siedziec w kraju i nic nie robic, bo to paranoja, ja w Polsce nie pracuje juz od wielu wielu lat).

Wiec jestem sobie w USA i sie martwie.

I tak sobie pisze, bo pomyslalam, ze moze ktos sie martwi tez to bysmy sie pomartwili razem, albo co...

A masz wszystkie dokumenty niezbedne do wyslania I-130 i I-485 ? Akt urodzenia, akt slubu, tax returns meza z 3 ostatnich lat, pay stubs itp ?

Generalnie nic nie stoi na przeszkodzie zeby wyslac concurrent filing z terenu US, interview bedziesz miala tak czy inaczej a AOSu nie moga odmowic tylko dlatego ze wjechalas na turystycznej. Niemniej jednak sprawdz dokladnie co nalezy wyslac w pakiecie (np. I-693 po zrobieniu badac u lekarza), + koszty ($1490 to same filing fees).

Link to comment
Share on other sites

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.



×
×
  • Create New...