Ja się nie obrażam ja się zgadzam. z pobieganiem byłby problem bo stawy wysiadły by w momencie. Z drugiej strony jeżeli ,,zwiedziłabyś tyle szpitali i poznała tyle historii ludzkich" np. taka jak przychodzi jedna zapłakana dziewczyna w Twoim wieku (nie wiem ile masz lat ale młoda) i mówi do drugiej ,że lekarz jej powiedział jej ,że nie am żadnych szans i wstrzymują chemię max 3 miesiące życia. To inaczej odbierasz świat ludzie i rodzinę .
Czemu mam wątpliwości co do wyjazdu bo jakby każdy wpajał ci ,ze jesteś nikim to byś zaczęła w to wierzyć. Ktoś mnie tutaj zarzucał i pytał w jednym z tematów jeżeli by się to udało to ja do USA nie jadę dla kasy , lepszego życia itd. Ja lepsze życie to na ten moment miałbym w Polsce .Ja jadę tylko po to żeby dostać właśnie tego kopniaka w tyłek .Wiem chore , ale tylko wtedy udowodnię przede wszystkim sobie ,że jestem coś wart.
Z USA tak , ale nie z Polską .Zresztą to się wcale tak bardzo od siebie w pewnych aspektach nie różni. Zresztą moje obserwacje są z Polski a nie USA,.
I w Polsce nikt prócz mamy i ew. ale rzadko taty chyba by mnie nie odwiedzał bo na brata naprawdę nie mam co liczyć. Żadnych przyjaciół jak to pięknie zaśpiewano w Nie płacz Ewka? Proza życia to przyjaźni kat? Nie przeczę ,ze nie ma przyjaźni na cale życie , ale o takie ciężko.