Jump to content

mola

Użytkownik
  • Content Count

    357
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    14

mola last won the day on April 17

mola had the most liked content!

Community Reputation

141

About mola

  • Rank
    Aktywny użytkownik

Informacje o profilu

  • Płeć
    Kobieta
  • Lokalizacja
    IL

Recent Profile Visitors

748 profile views
  1. Z moich doświadczeń na ORD - Po drodze do urzędnika są automaty wyglądające jak bankomaty, stoją w tej samej hali w której ustawia się kolejka do urzędnika. Jest ich kilkadziesiąt, także kolejka szybko się przesuwa. Podchodzisz, wypełniasz instrukcje, które wyświetlają się na ekranie, możesz wybrać je w języku polskim, jeśli taka jest Twoja preferencja. Zostaniesz poproszony o zeskanowanie paszportu, odpowiedź na kilka pytań (głównie o to co masz w bagażu), na koniec automat zrobi Ci zdjęcie i wydrukuje kwitek, z którym idzie się do urzędnika. Całość trwa może 2 minuty, w razie problemów jest zawsze w pobliżu osoba, która z maszynerią pomoże.
  2. Dobry księgowy na pytanie ile jest 2+2 odpowiada "A ile ma być?"
  3. Natomiast, zgodnie z INA 101(a)(15)(B) oraz tym co jest napisane w: https://www.cbp.gov/sites/default/files/documents/B-1 permissible activities.pdf ( odpowiedź do pytania 18): You may engage in B-2 visa activities while admitted under a B-1 visa. Innymi słowy: nie trzeba wyjeżdżać zmieniać statusu poprzez ponowne przekraczanie granicy, jeśli ktoś chce połączyć wyjazd służbowy i turystyczny.
  4. Korekta - aż wygrzebałam stare paszporty - miejsce na status w pieczącte "Admitted" z datą mam w przypadku tamtego wyjazdu zostawione puste. I94 już z tamtego okresu nie wygrzebię, więc nie wiem jaki był mój oficjalny status w systemie na turystyczno-biznesowy pobyt. Natomiast nie jest konieczne przekraczanie granicy żeby zmienić B1<->B2, jeśli masz przyznaną wizę B1/B2.
  5. Pozwolę sobie odpowiedzieć - oczywiście, że wystarczy, żeby próbować. Nawet ubogie portfolio wystarczy żeby próbować, tyle że z bogatym masz większe szanse na powodzenie. Jeśli widzisz ofertę pracy, która Ci odpowiada i pracodawca oferuje sponsorowanie na wizę pracowniczą - próbuj! Do wysłania CV nie potrzebujesz ani wizy, ani aprobaty kogokolwiek z forum. Czy Twoje portfolio okaże się wystarczające - to już sobie rekruter zdecyduje. W międzyczasie dokształcaj się, bądź widoczny z tym co robisz w sieci, w razie odmowy za każdym razem pisz maila z "dziękuję za możliwość" i "co mogę zrobić by zwiększyć swoje szanse", pokazuj, że Ci zależy. Szanse masz równe zero jak nie zaczniesz czegoś robić w kierunku. I obowiązkowo loteria!
  6. Parę lat temu tak miałam. Najpierw wizyta turystyczna (tydzień), potem konferencja (tydzień), a potem jeszcze kilka dni zwiedzania znowu. Fundusze szły głównie od pracodawcy (bilety lotnicze, część konferencyjna), a reszta z własnej kieszeni. Zarówno przy ubieganiu się o wizę, jak i przy przekraczaniu granicy, taki plan wyjazdu został przedstawiony, w paszport wbite i wpisane B1/B2, nigdzie nie musiałam przekraczać granicy w trakcie wyjazdu.
  7. A jeśli by Ci się udało, czy to z loterią czy przez wizę pracowniczą, to dziewczynę na dłużej/stałe (z szansą dla niej na legalną pracę) możesz zabrać ze sobą tylko jako żonę.
  8. L4, płatne, roczne, płatne urlopy macierzyńskie, wolne na dziecko - tego mi brakuje w USA jeśli chodzi o socjal. My mieszkamy w IL, 2h na południe od Chicago, miasto 50k mieszkańców. Przedszkole dla dwulatka: 1200$ miesięcznie, czynsze: za 650 można mieć 2 bedroom , tyle że jak sąsiad z góry kichnie, to Tobie się szyby w oknie trzęsą. za 1300$/mc można mieć mieszkanie na strzeżonym osiedlu z basenem (szyby się trzęsą w oknie dopiero jak sąsiad mocno tupnie). 1000$ - mały domek z brzydkim ogródkiem, 1500-2000 - całkiem fajny domek z ładnym ogródkiem. Rachunki (media, telefony, samochód, ubezpieczenia) to u nas około 500$/mc. Zakupy to koło 800/mc. Wizyta w restauracji 10$/os za żarcie, 30-50$/osobę za jedzenie.
  9. I będziesz pracował za $14/h za godzinę? Nie sądzę. A offtop się zaczął od rozważań, dlaczego lepiej do takiej pracy wyjechać gdzieś do EU. A odpowiedź jest taka - dlatego ze dla większości Polaków wyjechanie do podobnej roboty do USA oznacza pracę na czarno. Gwarantuję Ci, że praca za taką stawkę na amerykańskich warunkach to nie bajka nawet dla obywateli. Bo nie idzie za nią żaden socjal i ubezpieczenie zdrowotne. Popracuj za tyle w USA, na tutejszych warunkach, a niech będzie że i nawet legalnie, i popracuj za równowartość tego w Uni Europejskiej na europejskich warunkach i wtedy rób porównania.
  10. @2zerozero7 częściowo masz rację, ale tylko częściowo. Jeśli masz bardzo dobrą pracę, bardzo dobrze płatną i LEGALNĄ, pracodawca z własnej kieszeni dorzuca fajny socjal i ubezpieczenia, to tak, fajnie sobie pożyjesz w USA. Natomiast ludzie pracujący za $14/h, którzy przyjeżdzają tylko na zarobek, z dużym prawdopodobieństwem nie są legalnie, a praca na czarno nie idzie w parze z jakimkolwiek socjalem. Wszystko jest spoko, póki nic się nie stanie, póki wisi Ci czy Cię deportują z dnia na dzień czy nie. W innym przypadku pierwsza wizyta w szpitalu pozostawia Cię na lodzie. Zapomnij o odwiedzinach w PL, bo nie przekroczysz granicy, jak zdecydujesz się wziąć rodzinę ze sobą - to za te $14/h będziecie żyć od pierwszego do pierwszego, z modlitwą, żeby dziecko się nie przeziębiło bo nie możesz sobie pozwolić, żeby opłacać ubezpieczenie zdrowotne prywatnie, a żadna pomoc państwowa Ci nie przysługuje. Żona dołącza do Ciebie w pracy na czarno? Całą jej pensję oddajesz dla niani/przedszkola. Coś Ci nie wyjdzie? Twój problem. W Szwecji może żyjesz na styk za odpowiednik tych 14$/h. Nie stać Cię na dużo, ale nie martwisz się o przedszkole. Dostajesz zasiłek na dziecko. Jesteś legalnie, jeśli rodzina została w PL - możesz ją odwiedzać kiedy tylko chcesz. Nie masz rozkmin czy stać Cię na gips bo złamałeś w pracy nogę albo czy musisz się zadłużyć bo musisz jechać na SOR z dzieckiem w nocy. Taka jest różnica między pracą za 14$/h w USA a w EU dla osoby która chce wyjechać na zarobek.
  11. Nie twierdzę, że niemożliwe, ale wymaga sporo zachodu. Dopytaj, jestem ciekawa jak to wyglada w praktyce. Ja z kolei kiedyś spotkałam dentystkę z Egiptu. Opowiadała strasznie rozżalona jak to nie uznali jej kwalifikacji i jak po emigracji swoją praktykę lekarską musiała zamienić na kasę w markecie...
  12. Tu chodzi o rezydenturę w sensie stażu, specjalizacji w szpitalu. Nieamerykańskie dyplomy w medycynie nie są uznawane z marszu w USA, nawet jak taki dyplom przywiezie sobie z Europy obywatel amerykański.
  13. Właśnie sprawdziłam stawki UofI na computer sciences. Jakby wziąć 50% od tuition dla rezydentów IL to wyjdzie nas taniej niż przedszkole!
  14. Czasami jest tak (pewnie regulują to statuty uniwersytetów oraz źródła ich finansowania), że dużo przywilejów przy przyjęciach należy się lokalnym aplikantom. I tak na przykład University of Texas chwali się, że w statucie ma, że 90% miejsc na uczelni jest przeznaczonych dla uczniów z Teksasu, idą pewnie za tym stypendia też.
  15. Chociażby dlatego, że jeden wygrany może zabrać z puli więcej niż jedną wizę (na przykład może zabrać 4 zielone karty dla rodziny: siebie, żony i dzieci). Oraz 50k to liczba globalna, limit dla Europy jest mniejszy (coś koło 20k? niech mnie ktoś poprawi, jak numer zły). Oraz - jeśli procesowanie idzie bardzo wolno, względnie niskie numerki (właśnie koło 25k dla EU) mogą się nie załapać .
×
×
  • Create New...