Skocz do zawartości

mola

Użytkownik
  • Zawartość

    210
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Days Won

    7

Zawartość dodana przez mola

  1. mola

    Erasmus w USA

    Pakiet ubezpieczenia oferuje często dla studentów uczelnia, spełnia ono wymogi federalne. Cena to 100-200$ (w zależności od stanu i dealu uczelni z ubezpieczalnią) za miesiąc za całkiem przyzwoity pakiet. Nie wiem skąd wziąłeś te ceny. I w przypadku wiz J jest to jak napisane wyżej obowiązkowe. Przy takiej wizie uczelnia zażąda dowodu, że jesteś ubezpieczony na okres trwania programu. Ubezpieczenie możesz wykupić gdziekolwiek, ale musi spełniać poniższe wymagania. Tutaj regulacje: https://j1visa.state.gov/sponsors/how-to-administer-a-program/ Sponsor to amerykańska uczelnia. Sponsors must require that all exchange visitors (as well as their accompanying spouses and dependents) have insurance in effect that covers them for sickness or accidents during the time of their exchange visitor program. The recent rule increases the minimum coverage to meet today’s medical insurance needs. As of May 15, 2015, minimum coverage must provide medical benefits of at least $100,000 per accident or illness; repatriation of remains in the amount of $25,000; expenses associated with medical evacuation to the exchange visitor’s home country in the amount of $50,000; and deductibles cannot exceed $500 per accident or illness (Section 62.14(a)). Inadequate insurance coverage may be catastrophic for an individual exchange visitor. Thus, the Department increased the requirements. Program participants and their dependents are required to have medical insurance coverage with the following minimum benefits [22 CFR 62.14]. Medical benefits of at least $100,000 per accident or illness Repatriation of remains in the amount of $25,000 Expenses associated with the medical evacuation of the exchange visitor to his or her home country in the amount of $50,000 A deductible not to exceed $500 per accident or illness. Sponsors are to require that their participants (and any dependents entering the United States as holders of a J-2 visa) have insurance in effect during the period of time they are in the sponsor's program.
  2. mola

    Wyjazd 30+

    Tak mniej w dużym skrócie i uproszczeniu wygląda proces otrzymania wizy pracowniczej H: znajdujesz ofertę pracy, sprawdzasz, czy firma wystąpi o wizę (w ogłoszeniach często piszą, że akceptują tylko podania od osób mogących legalnie pracować, lub jest możliwość wystąpienia o wizę pracowniczą). Przechodzisz zwykły proces rekrutacyjny, cv, rozmowa itp. Firma mówi - bierzemy Cię. Ty w tym czasie jesteś w Polsce (jeżeli na rozmowę musisz się stawić osobiście, to wyjeżdżasz na wizie b1/b2 i wracasz do kraju). W Polsce kontaktuje się z Tobą prawnik od firmy, prosi o konkretne dokumenty. Wysyłasz, czekasz. Dostajesz zwrotną informację i papiery, idziesz do ambasady, dostajesz wizę, wyjeżdzasz, idziesz do pracy. Znajomi mogą pomóc w rzeczach około przeprowadzkowych, albo podesłać jakieś ogłoszenie o pracę, ale przy procesie wizowym nic nie zrobią i sumie nie mają co robić.
  3. mola

    Wyjazd 30+

    Jeśli chcesz pracować i żyć legalnie, to znajomi czy rodzina (mówimy o rodzinie dalszej, która nie kwalifikuje Cię do zielonej karty) nie pomogą. Wiz pracowniczych nie dostaje się z racji posiadania znajomych w USA. Otrzymanie wizy pracowniczej wiąże się z wielomiesięczną weryfikacją podania złożonego zazwyczaj przez prawników pracodawcy, które jest sprawdzane m.in. przez amerykański odpowiednik czegoś w rodzaju urzędu pracy. Po drugie - wiza pracownicza nie jest na zawsze. Natomiast dla ścisłości i jasności - wizy studenckie nie są wizami imigracyjnymi! Jeśli student na takiej np. wizie J wyjedzie i nie wróci na czas, zgodnie z regulacjami programu, to zostaje nielegalnym imigrantem, ze wszystkiego tego konsekwencjami. A teraz udzielę Ci odpowiedzi na pytanie @kzielu Otóż tych ludzi tu nie ma bo: -ważą co im oferuje USA, a co ich własny kraj przy zbliżonej ścieżce kariery, np socjal. Do USA jeżdżą na wakacje. - chcą pracować legalnie, ale nie ma kto ich zatrudnić (np. z racji wykształcenia na które w USA nie ma popytu, albo faktu, że firmie szkoda czasu i kasy na prawników). Podepnę tu przypadki, gdy na miejscu w USA jest długa kolejka chętnych do pracy. Nikt w takim przypadku nie zatrudni obcokrajowca, bo urząd od pracy na to nie pozwoli. - nie kwalifikują się do wizy pracowniczej w ogóle.
  4. mola

    Okradziony bagaż w Warszawie

    U mnie to samo. Kiedyś kłódeczki po prostu rozcinali, a w walizce znajdowałam kartkę, że bardzo przykro, ale musieli przeszukać bagaż. Teraz zamki przewiązuję czymś kolorowym, żeby samoistnie się nie rozjechały w transporcie i żeby było widać na taśmie, ale nie zamykam.
  5. mola

    Chciałem Powiedzieć Że...

    No wtedy właśnie jest pech, jak się takiemu za plecami stoi
  6. To ja podrzucę taki pomysł - Wielka Brytania miała swoje kolonie na Karaibach. Do listy rozważań dorzuć np. taki Barbados, z urzędowym angielskim + pełno amerykańskich turystów[. Polonia nikła zapewne, dorywcza praca żeby się utrzymać pewnie się znajdzie, nie mam pojęcia jakie są tam regulacje dotyczące legalnego pobytu i pracy, natomiast z racji, że Barbados jest dalej w "common wealth", może będzie łatwiej niż trudniej.
  7. mola

    visa bulletin

    Numer loteryjny to jak numerek porządkowy - najlepiej mieć numerek 1. Im wyższy numer tym jesteś dalej w kolejce.
  8. mola

    Studia 5 letnie

    Pierwszą rzeczą, którą powinieneś sprawdzić, to to, czy Twój polski dyplom będzie w ogóle w USA uznany. W zawodach około medycznych często jest tak, że certyfikować się trzeba tu na miejscu.
  9. mola

    Chciałem Powiedzieć Że...

    Jedno to temperatura, drugie to wilgotność... O ile w TX temperatury 35C były znośne, ot trzeba było pamietać o kapeluszu i wodzie, ale dawało radę bo sucho było. A ostatnia pogoda w IL to jakaś masakra... 35C przy wilgotności prawie 90%... człowiek otwiera drzwi do domu i odbija się od ściany powietrza...
  10. Pewnie na promocji były...
  11. mola

    Chciałem Powiedzieć Że...

    U nas w sumie była wigilia 4 lipca świętowana. Dziecko poszło w paradzie dokoła przedszkola wczoraj, country club ulicę od nas wczoraj zrobił pokaz fajerwerków, oglądaliśmy go z własnego ogródka, dzisiaj może machniemy hotdogi w stylu polskim, takie, gdzie parówki się szuka w tonie surówek i 4 lipca zaliczony
  12. LOTem trasą ORD-WAW latałam wielokrotnie, dreamlinerem też, i z uwagi na to doświadczenie oraz fakt, że lecimy z dzieckiem na kolanach, szarpnęliśmy się na premium economy. Normalnie pewnie byśmy jakimiś przesiadkami lufthansą lecieli, ale minimalizujemy czas podróży i przesiadek ze względu na dziecko (mały leci nie pierwszy raz, ale pierwszy raz na tak długiej trasie). Na opóźnienia/odwołania to raczej nie pomoże, ale przynajmniej trochę luzu w nogach będzie.
  13. Lecimy w wakacje Lotem trasą ORD-WAW... Niepokojące to wszystko trochę. Gazety piszą o opóźnieniach i odwołanych lotach częściej niż rok temu, te cyrki apropos dreamlinerów też optymizmem nie napawają.
  14. Czyli jednak ja za stara i za wygodna Ale jak to ja zwykłam mawiać - każdemu wedle upodobań W stanach graniczących z Meksykiem może nie być to prawdą. Swoją drogą - dokumentujesz jakoś swoje podróże publicznie? Chętnie zajrzałabym na Twojego bloga/instagram/facebook czy co tam jeszcze ludzie używają.
  15. Co do zakupu auta to nic nie doradzę, bo się nie znam, ale do paru rzeczy się odniosę. O SSN nie musisz się martwić, nie możesz o niego aplikować na wizie turystycznej Polskie (czy tam międzynarodowe polskie) powinno być OK, jeśli wybierasz się na 2-3mce To pewnie wiesz, że co kraj to obyczaj. W USA podróżowanie low budget wygląda zupełnie inaczej niż w takiej Azji. W USA najtańsze żarcie kupisz w supermarketach i w fast foodach. Bazarki (farmers market) to tutaj wydarzenie cykliczne i raczej hipsterskie, na ogół raczej z cenami z kosmosu. Tu może jestem zbyt wygodnym turystą, ale bez klimy to ja bym po stanach typu NM, AR i CA nie jechała. 40C w cieniu przy pełnym słońcu z zenitu, jazda po kilka godzin od punktu do punktu to nie na moje zdrowie. Drogi nieubite to raczej rzadkość, w parkach narodowych parę razy jechałam, ale ogólnie jakieś cross over spokojnie dało radę. Mieliśmy tu niedawno dyskusję z człowiekiem co postanowił jechać w stany i spać w samochodzie. Konkluzja była że to raczej średni pomysł. Nocowanie po rowach może się skończyć w najlepszym razie pobudką przez lokalnego szeryfa i nakazem spadania, w skrajnym przypadku (ale to skrajnym i najczarniejszym scenariuszu) rozmową z homeland security. Nocowanie w rowach jest na ogół nielegalne, rów może się okazać też czyjąś własnością i się obudzisz z wkurzonym właścicielem nad głową. Będziesz zdziwiony ogrodzonymi pustkowiami z tabliczkami "no trespassing". Bezpieczniej jest mieć namiot i korzystać z kempingów, lub każdorazowo upewnić się, że właściciel ziemi nie ma nic przeciwko.
  16. mola

    formularz i-94

    Kasza manna jest w sklepach, tylko trzeba szukać pod "Farina", "hot cereal", albo "cream of wheat". Taką kupuję: https://www.walmart.com/ip/Cream-Of-Wheat-2-1-2-Minute-Hot-Cereal-Original-28-Oz/10294604
  17. Koniecznie upewnij się, że możesz pracować. Pensja Twojego męża spokojnie starczy na fajne życie, może bez luksusów, ale spokojne, fajne życie. Natomiast znajdź pracę - jakąkolwiek - żeby być między ludźmi i nie zamykać się w domu. Okolice El Paso to górzyste pustkowie i wszędzie jest daleko, jeśli mąż ma być w rozjazdach to Ty musisz mieć zajęcie dla własnego zdrowia. Powodzenia! PS. Uwielbiam zachodni Teksas Byłam, widziałam, polecam.
  18. Wprost uwielbiam taki protekcjonalizm i traktowanie ludzi z góry. Może stąd Twoje trudności w nawiązywaniu kontaktów i asymilacją? W sumie chyba nie potrzebna, przynajmniej w USA, bo Ty masz już swoją jedyną słuszną diagnozę, a zdanie wszystkich innych to tylko dziecięcy głos naiwności.
  19. Chicago. Wedle wcześniejszych postów OP - Floryda.
  20. No to polecam rychły powrót do PL, lub przeprowadzkę do Brazylii. Po co się tak męczyć...
  21. Ech... nic nie zrozumiałeś z tego co napisałam... Więc wyklaruję - w mojej pracy (akademia) ludzie sprawiali wrażenie oschłych i niedostępnych, jednak poproszeni o pomoc nigdy nie odmówili. Ten sam kolega, który nie mówił mi cześć (zresztą reszta mojego departmentu zachowywała się tak samo, nie tylko w stosunku do mnie, ale też do siebie nawzajem), wiele razy mi pomógł, choć nie musiał, nigdy nie oczekiwał za to niczego, nigdy też mnie nie podkablował\obgadał czy nie wiem co jeszcze. Poza tym - mnie i męża - po przyjeździe odebrał z lotniska mój szef. Przenocował nas też u siebie w domu. Zanim przyjechaliśmy zadzwonił do naszego rental community, żeby upewnić się, że mieszkanie będzie gotowe tak jak było umówione. Potem wraz z żoną poświęcił dwa dni wożąc nas po mieście, gdzie załatwialiśmy bank telefon itp. Jego żona pożyczyła nam samochód na prawo jazdy, potem poświęcili swój czas pomagając nam z kupnem samochodu. Jeden z profesorów mieszkał niedaleko mnie, jak spotykał mnie w windzie zawsze pytał, czy mnie podwieźć. Znowu, nigdy nie oczekiwali niczego w zamian. Takie to paskudne ludziska, no... (od razu wyjaśnie - to taka ironia była) Po przeprowadzce z TX do IL, stwierdzam, że ludzie są troszkę inni. Bardziej otwarci. Ale równie pomocni. Staram się sobie przypomnieć, czy przez 4 lata ktoś nas wyrolował, podchlał, tak dla czystej przyjemności i ze złośliwości - ale nie mogę sobie przypomnieć. Za to miłych rzeczy, które sąsiedzi dla nas robią, choć nie muszą mam całą listę. I ja taka naiwna jak to dziecko, uśmiecham się, a jak trzeba, to też im kwiatki podleję, ciasto podrzucę, czy pocztę przechowam. Moja rada - zmień środowisko. Czym prędzej.
  22. Tak naprawdę zadajesz pytanie w stylu "czy uważacie że wszyscy Polacy są tacy super gościnni?" albo "czy wszyscy Włosi jedzą makaron"? Innymi słowy, pytasz o stereotyp. A stereotypy mają to do siebie, że sporo w nich prawdy, ale czasem można się rozczarować, czasem poprzez własne wygórowane oczekiwania. No i ciężko przy takim pytaniu nie sięgnąć do własnych doświadczeń. Rozumiem, że Twoje rozczarowanie też się wzięło z jakiejś własnej obserwacji.
  23. Kiedy przyjechaliśmy do Teksasu znajomy z PL dał dam taką radę - dobre ludzie są w tym Teksasie, ale straszni introwertycy. W robocie koledzy z biur obok - mijając mnie na korytarzu po dziesięć razy dziennie, nigdy nie mówili mi zwyczajowego "Hi". Z kolei jak prosiłam o radę/podwózkę/pomoc nigdy nie odmówili i nigdy nie oczekiwali odwdzięczania się. Zgadzam się w zupełności, z tym co napisała @katlia. W większych miastach i na kampusach rotacja ludzi jest tak duża, że ciężko zawrzeć przyjaźnie, które przetrwają dłużej. W mniejszych miasteczkach zaś ludzie potrzebują więcej czasu by ogarnąć nowego. Dla mnie także Amerykanie cenią swoją prywatność - owszem, domy bez płotów na froncie, ale jednocześnie (bardzo przesadzając) wejdziesz nieproszony na ganeczek to przywitają Cię z shotgunem w ręce. Strasznie mnie rozbawiło to co powiedziała moja sąsiadka Polka, którą poznaliśmy po przeprowadzce - "W końcu mam kogoś, do kogo mogę wpaść bez zapowiedzi". Są pomocni - ale czasem na swoich warunkach. No i też inaczej się mieszka na przedmieściach, inaczej w mieszkanku na rental community, inaczej w dużym mieście, inaczej w mniejszym. Jedni ludzie mniej otwarci, inni bardziej i nie da się przyłożyć jednej miary do wszystkich. A teraz laurka dla moich sąsiadów, w sporej części emerytów, którzy zawsze staną podczas spacerku z psem lub wypuszczą kota z domu jak nas widzą na dworze, bo wiedzą, że mój syn uwielbia popatrzeć/pogłaskać (w zależności na co właściciel pozwoli). Którzy podarowali nam rowerek dla dzieciaka, i zaoferowali, że pożyczą mi rower, bo córka wyjechała i nie używa i zanim kupię swój, to mogę pożyczyć w każdej chwili. Z żadnymi się nie przyjaźnimy, nie zapraszają nas na herbatki itp., nigdy też nie zakładam, że na pytanie "How are you?" oczekują więcej niż standardowej odpowiedzi, ale wiem, że w razie czego można na nich liczyć.
  24. mola

    PILNE! Przewóz leków bez recepty

    Może to Cię uspokoi: https://help.cbp.gov/app/answers/detail/a_id/1217/~/traveling-with-non-prescription-medicines%2Fvitamins%2Fhealth-supplements
  25. mola

    PILNE! Przewóz leków bez recepty

    Z mojego własnego doświadczenia - o ile nie wieziesz tych leków w ilościach hurtowych, to nie powinno być problemu. Sama przy okazjach wizyt w Polsce zwożę sobie kilka opakowań leków na przeziębienie i nigdy nie miałam problemów. Jeśli się boisz cofnięcia to zawsze możesz spakować co się da w paczkę/list i wysłać pocztą. Teściowa przysyłała kilka listków tabletek (lek bez recepty) w kopercie i doszło bez problemu.
×