Skocz do zawartości

jannapa

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    546
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Zawartość dodana przez jannapa

  1. jkb, u mnie glownie wywoluja strach. zwyczajny strach, bo zdazylam sie przekonac, ze tak akurat wygladajaca grupa nie podejmuje dialogu, nie szuka kompromisu, a skupia sie na daniu upustu swojej agresjii. okropnosc po prostu.
  2. czuje to samo na widok pol-nagich heteroseksualnych tanerzy/tancerek, piosenkarzy/piosenkare wystepujacych tlumnie na scenach przeroznych czy nawet w telewizjach sniadaniowych. a jednak nie odzegnuje sie z obrzydzeniem od hetoroseksualnosci i rozumiem, ze ktos moze takiej ekspresji potrzebuje, zeby wyrazic swoja osobowosc. trudno. poza tym jakos zadnej patologicznej nagosci w relacjach nie dostrzeglam, raczej radosc spokojnej grupy ludzi, ktorzy chca pokazac, ze istnieja, chociaz marginalizuje sie ich niemozliwie. wiesz, ciebie wkurzaja wymalowani faceci w stringach, mnie do szalu doprowadza czesty w polsce widok zaniedbanego mlodego czlowieka z ewidentnymi uszczerbkami w uzebieniu, naduzywajacego kurew i chujow oraz niepotrzebnej przemocy, zeby udowodnic swiatu swoja wyzszaosc. kazdy ma cos, co go denerwuje, ale cala sztuka, zeby umiec z tym zyc i tak dlugo jak nie cierpisz z tego powodu, mozesz sobie spokojnie pojsc inna droga. a przeciez przyzwolenie na homoseksualizm nie jest jednoznacze z narzucaniem go tobie, prawda? nie zgadzasz sie z homo-zwiazkami? to w nie nie wchodz! a jak ci sie dwoch sasiadow pobierze, w czym to moze tobie zaszkodzic?
  3. a w warszawie przeszla parada rownosci. i obylo sie bez incydentow. normalniejemy! mnie zakwitla lawenda, chyba jedynie jej sie podobalo, ze dzisiaj bylo 93. no, jeszcze sie chwastom podoba, ale wole o nich w ogole nie myslec:/ drobnymi kroczkami zblizam sie do urlopu:) jakos nie moge sie doczekac...
  4. pacz, a u mnie muggy jak cholera. w ofisie sie niezle siedzialo, bo ac chodzi, ale w chacie mam tylko nedzny okienny unit i nie dal rady, niestety. po drodze spadl mega-deszcz, ktory dolozyl dobre 15% wilgotnosci. o drodze z pracy na motorze przy temperaturze 82 i w deszczu nie bede wspominac. niefajne. dobrze, ze w domu jest wino, a poniewaz jest piatek, mozna sobie spokojnie nalac i zapomniec. milego weekendu:)
  5. mnie tez nigdy upaly nie przeszkadzaly, ale ta cholerna wilgotnosc mnie doprowadza do szalu. dzisiaj niby wcale nie jest jakos szczegolnie cieplo, lekko powyzej 70, ale zeby dojechac do pracy musze wlozyc kombinezon na motocykl i zanim wyjechalam z garazu juz bylam cala mokra. wilgotnosc rzedu 85%, co od razu odczulam. doslownie czlowiek nie schnie po wyjsciu spod prysznica... bedac osoba mlodsza o blisko 20 lat, spedzilam lato w toronto. i tez nie pamietam jakiegos zachwytu temperaturami. wszystko, co pamietam, to cholerna wilgotnosc... no, to se po polsku ponarzekalam, a teraz do pracy!
  6. u mnie wcale nie jest jakos szczegolnie cieplo. jakis kijowy front burzowy przelazl wczoraj, schlodzil powietrze do przyjemnych 75. podobno ma padac do konca tygodnia. jakas dziwna ta wiosna, czy tam lato w tym roku:/
  7. ładny weekend był, ale kończy się deszczem. szkoda, choć z drugiej strony będzie łatwiej udać się do pracy;)
  8. na 100% pani uzyla slowa "randomly" o ssn mnie nie pytala, moze dlatego, ze dodawalam tylko motorcycle endorsment (w koncu poszlam ten durny egzamin zdac!, bo mi sie drugi permit konczyl), ale zaskoczyla mnie tym "potwierdzeniem legalnego statusu."
  9. taka ciekawostka: dzisiaj w BMV poproszono mnie o GC! pani grzecznie wytlumaczyla, ze system przypadkowo prosi o nr karty co ktoregos tam rezydenta, wiec warto zawsze miec przy sobie GC zalatwiajac zmiany w DL mialam przy sobie, wiec nie musialam gnac przez miasto i udalo mi sie zalatwic wszystko od reki
  10. moze i czas;) z racji dlugiego stazu malzenskiego dostalam od razu 10-letnia rezudenture, ale ciagle mi zupelnie nie po drodze... przypomnialo mi sie, ze zostawilam xerokopie tej karty u kadrowego w pracy, nawet slowa nie powiedzial, ze jest tam jakas adnotacja. sam numer sie w koncu nie zmienia, wiec moze nie warto sobie glowy zawracac... szczegolnie, ze wizyty w tym akurat bize nie naleza do przyjemnych... zawsze jest troche czekania i to w "doborowym" towarzystwie:/
  11. tzn, ze twoje ssn jest wazne tylko z work permit. dostalas je pewnie przed otrzymaniem green card, tak? w zasadzie powinnas wymienic, ale pewnie nic sie nie stanie, jesli tego nie zrobisz. tez mam caly czas taka karte z dopiskiem, jakos mi nie po drodze do social security office:/
  12. wypelniajac tylko sign up sheet u lekarza musialam podac SSN, potem juz nie. musialam za to podac, zeby telefonicznie uaktywnic karte kredytowa. w dmv tez musialam podac, nie pamietam juz, w jakim celu, chyba starajac sie o motorcycle permit/endorsement. a na 100% musialam podac rejestrujac samochod lokalnie. ale pewnie co stan, to inne przepisy.
  13. nie mam pojecia, jaki aparat chcial moj polski dentysta zakladac, ale byl gotowy zrobic to w ciagu kilku dni:/ czyli bez czekani i bez oplat. moze tak z przywiazania, bo leczylam u niego zeby ja i cala moja rodzina od dbrych dwudziestu lat. a tutaj juz sie troche otrzepalam. nic to, skorzystam z finansowania z oferty kliniki (mimo wszytsko taniej, niz karta kredytowa), zacisne zeby i damy rade. mam nadzieje, ze poza te piatke juz raczej nie wyjdziemy, bo ta piatka to juz jest granica naszych mozliwosci finansowych... koszt ostateczny poznamy dopiero po zalozeniu aparatu - jakas dziwna nieregularnosc w uzebieniu i moze sprawic, ze befdzie potrzebna jakas tam dodatkowa czesc, niestety wyjdzie dopiero w praniu. w kazdym razie badzmy dobrej mysli:/
  14. wedle mojego dentysty w pl (wiedza z sierpnia 2013, wiec moze juz outdated) aparat dla dziecka do 16-tego roku zycia to koszt w wysokosci 0 PLN. obadalam sprawl we wszytskie strony, lokalni tutaj niespecjalnie chca sie podjac prowadzenia aparatow od innych ortodontow, nawet przy pelnej dokumentacji no i w 2013 dziecie mialo o jeden zab za malo, zeby juz mu szczeke prostowac:/ damy rade, ale jest lekki szok, przyznam.... te5,000 to szacunkowa cena --- w zalozeniu, ze 18 m-cy starczy na naprostowanie zebow. kazdy kolejny miesiac z aparatem, to dodatkowe koszta. wino otworzylam na te smutna okazje, bo i co innego zrobic???? <script type="text/javascript"></script>
  15. daj namiar;) samochodu uzywam super-rzadko, wiec nie problem, a w motocyklu wymieniam sama, ale jakby mi zechcial gratisowo wymienic plyn hamulcowy, to kto wie, moze bym sie zastanowila;) --- loaklnie nie moge znalezc nikogo, kto zechcialby laskawie moj motorek obsluzyc, wiec jesli ten ivan gdzies blisko i na mortkach sie zna.... ;) na wizyty co szesc tygodni nie dam rady latac;) urlopu zabraknie a i dzieciaka ze szkoly wyrzuca:/ swoja droga niezla amba taka kase za druty na zebach sciagac. kurde. zeby bardziej sie nie wyrazic...
  16. to ja powiem teraz, ze ide sie poplakac. dostalam wstepna wycene aparatu na zeby dla dziecka. 5,000. wstepnie, wiec z tendencja do zmiany. niestety raczej w gore. kurde, nie spodziewalam sie az takiej ceny, bo jakos tragicznie pokrzywionych zebow nie ma:/ taki zimny prysznic american dream;)
  17. odradzam goodwill. podobnie z salvation army. znalazlam w miescie u mnie taki prywatny szmatex, ale maja glownie meble i wyposazenie wnetrz (ciuchy tez, ale fajne i duuuuzo lepszej jakosci, niz good will). warto takich prywatnych inicjatyw szukac. kupilam tam cudne cackowate talerzyki serwisowe w komplecie 5 sztuk z porcelany za... $12. w goodwil kupuje tylko ramki do obrazkow, a salvation army to swietne zrodlo przed halloween. w necie sprobuj pogrzebac, ja ciagle jestem w szoku i niedowierzaniu, ze wyhaczylam takie drogie buty za taka mala cene...
  18. zaczelam ostatnio zagldac do steinmart - choc ciuchy maja w sporych ilosciach raczej z nie z mojego kregu zainteresowan (rozne tam zakieciki i inne w ilosiach hurtowych), ale mozna znalezc czasami fajne szmaty z super promocji oczywiscie mi brakuje samozaparcia, ale kolezanki z biura (wcale nie biurowo sie ubierajace;)) potrafia skoczyc w dniach jakichs promocji i wyjsc z calymi torbami ciuchow przyzwoitej jakosci za $50. ja zas traktuje zakupy zadaniowo, wiec mnie przetrzepywanie czterdziestu wieszakow z tysiacem bluzek za $5 szybko znieczula:/ ale kupilam w steinmarcie jakies zakiety do pracy, spodniczki, spodnie przyzwoitej jakosci i autentycznie nie widac na nich sladow uzycia, prania i suszenia. ale ja musze przyznac, ze jestem zakupowo niereformowalna---nie lubie i uwazam za przyka koniecznosc choc ostatnio zaczelam sie "wyrabiac" w zakupach w internetowych - szczegolnie takich bardziej branzowych, nie codziennych - na targu uzywanego sprzetu kupilam prawie nowa kurtke na maotocykl na lato za $40 (nowa to wydatek rzedu 170) i buty (tez na motocykl) nieuzywane, ale bez metki - facet kupil dla swojej dziewczyny, ale rozstali sie zanim je zalozyla pierwszy raz. cena sklepowa $230, a ja je mam za $70. do second-handu mam chyba dobra reke;)
  19. a ja chcialam powiedziec, ze na midwescie zaczyna sie lato. czyli klimatyzacje czas wlaczyc, bo wilgotnosc powietrza nie pozwala oddychac.
  20. kurcze, no ja dalej szalu nie widze w walmarcie pojechalam dzisiaj, bo potrzebowalismy jakies drobiazgi na kostiumy do musiaclu dla dzieci w szkole, a tam podobno najtaniej. na midwescie chyba same dziady rzucaja a zgadzam sie, ze ciuchy jeszcze z polski mam w super stanie. a niektore to juz dobre 10 lat maja. glownie takie jakies tam mundurokowe ciuchy do pracy z solara --- najlepsza inwestycja w zyciu; ale tez jakies bardziej sieciowkowe - mam od pieciu czy szesciu lat cala kolekcje kiecek z jakiejs malej polskiej firmy --- sa nie do zdarcia tutaj jakos nie trafilam na "ulubiona marke" jeszcze - dzieciakom kupuje na wyprzedazach w GAP, ale tez zdarzaja sie mega-szmaty omijam old navy - jakos nie mialam szczescia moge za to zawsze liczyc na l.l.bean - jakosc bez problemu od lat --- ciuchy, ktore kkupowalam, kiedy moj dziesieciolatek byl niemowleciem, sluza juz chyba z szostemu pokoleniu i pewnie jeszcze kolejne szesc obskocza. a dzisiaj dokupilam do prezentow do polski jakies czekoladki o niespotykanych smakach - w polsce chyba niespotykanych - jakies caramel-salt, green grass itp. i old bay seasoning - przypomnialam sobie, ze mieszkajac w europie sprowadzalam regularnie. w kazdym razie zapelnia sie paczka, wiec nie bedzie jakos strasznie zle. tymczasem pogoda znosna, byle do lata (bedzie mozna ponarzekac na humidity!)
  21. kurde, jak dotad kupilam syrop klonowy i wielka pake reeses. zajrzalam do walmarta, ale ciuchy mnie nie rzucily na kolana jakoscia:/ kupilam za to jakies lokalne gadzety -- t-shirty hoosier, travel mugs, lunchboxy dla dzieciakow i jakies podobne drobiazgi. ale juz musialam sie zdrowo gimnastykowac, bo juz kiedys poslalam do pl cos w podobnym klimacie. i dalej kicha. jak jeszcze sama mieszkalam w europie, zwozilam tonami sriraccha, ale teraz maja w sklepie na rogu, wiec nie ma po co:/ slaby ze mnie przygotowywacz paczek:/
  22. powiedzcie mi, prosze, co sie wozi do polski z usa? zazwyczaj przywozilam w prezencie jakis moze syrop kolonowy z vermont, reeses cups czy cos, ale teraz, jakos mam wrazenie, ze wszystko jest juz tam na miejscu i nie ma potrzeby pakowac toreb dobrami nieosiagalnymi na wschodnioeuropejskiej ziemi. a wlasnie znajoma leci i zapytala, czy nie chce czegos podeslac rodzinie... i tak siedze i mysle...
  23. sluchajcie, ja nie wiem, z jakich przyczyn, ale slodycze moglyby dla mnie nie istniec. podobnie jak wszytskie slodkie napoje i inne cudaki. wole sledzie;)
  24. rany, jakas licytacja osiagniec;) trzasnelam pierwsze piecset mil na nowym motorku:) tez sie liczy:) tak?
  25. paulina, zazdroszcze! szczegolnie tego cudnego jedzenia! jestem z zasady glownie turysta gastronomicznym i korea jest u mnie na samym topie listy poki co zadowalam sie lokalna knajpa na starej stacji benzynowej, gdzie robia tak cudny bibimbap, ze zawsze kiedy jem, to leca mi lzy ze szczescia!
×
×
  • Dodaj nową pozycję...