Skocz do zawartości

jannapa

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    546
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Zawartość dodana przez jannapa

  1. Moje ulubione! Jadlabym prosto z krzaczka. W dawnych czasach (czyli jak jeszcze mi sie chcialo siac z ziarenek, wysadzac na wiosne, przerzedzac, pielic, podlewac, itp) mialam piekny pomidorowy gaj. Siedzialam w ofisie z piecioma osobami i przez caly sezon nikt nie musial pomidorow kupowac. A potem na gwiazdke wszyscy ode mnie dostali przetwory z pomidorow Teraz to se moge kaktusa najwyzej zasadzic. Troche szkoda, ale odkad dbanie o jarde ograniczylo mi sie do zamiatania piasku ze sciezki, jakos wiecej czasu mam na inne zajecia
  2. Jaka to odmiana? Przepiekny! Mialalm kiedys niesamowity wysyp mortgage lifters. Alez to byly okazy...
  3. nie zazdroszcze. tutaj szczesliwie po zachodzie slonca temperatura spada znacznie. 8:30 i tylko 74F. po tygodniu w ABQ nie mam na co narzekac:)
  4. Ze pompa prozniowa, to wykoncypowalam, ale wyobrazni mi braklo, po co komutaki wynalazek. Dzieks za wyjasnienie. To 106 tutaj biore w ciemno w miejsce 90 i wilgotnosci w kosmos na midwescie. uffff.
  5. Co to ta vacuum pump? Mnie dzisiaj zainstalowali zupelnie nowa klimatyzacje. Ulga przy 106F.
  6. Przesylalam wikesze kwoty dwukrotnie. Po raz pierwszy przez moj bank (Wells Fargo) i rzeczywiscie musialam stawic sie w lokalnej ekspozyturze osobiscie i podpisac jakies papiery. Zdecydowanie wire transfer nie byl najbardziej oplacalna forma przesylki, bo okazal sie dosc kosztowny. I wowczas sam obslugujacy polecil mi uzycie wise (wowczas sie chyba jeszcze nazywalo to transfer wise) i nie bylo to jakios szczegolnie skomplikowane doswiadczenie. Ale widze, ze piszesz, ze taplatforma nie jest kompatybilna z twoim bankiem. Skontaktuj sie po prostu z bankiem i zapytaj o mozliwosci. Jesli Twoj bank uzywa np. zelle, wowczas to naprawde nie jest jakos szczegiolnie skomplikowana transakcja.
  7. Fajnie, ze ten watek znalazlam. Taki apdejt, moze sie komus przyda. Rodzina zrezygnowala z pomocy prawnika. Wypelnili dokumenty sami. Po drodze ktos z ILSA podpowiedzial im, ze skoro mama placila podatki przez caly okres pobytu tutaj (ponad 20 lat), to moze by swoim wlasnym co-sponsorem. Papiery zlozyli w lutym. W polowie maja mama dostala piecioletni work permit. Wiem, ze to jeszcze o niczym nie przsadza, ale dalo im to jakas nadzieje. No i chlopaczek zaczyna lokalny koledz w sierpniu:)
  8. Nie jestem zmuszana do niczego. Wyjaśniłam wcześniej, że chodzi o swobodny dostęp do back yard na zewnątrz. Kondensator o parametrach odpowiadających wymaganiom domu zostawia około pół metra przestrzeni, więc ani taczka, ani pojemniki na śmieci się nie przecisną. Stąd kontraktor zaproponował specyficzny model heat pump, który nie będzie przeszkodą.
  9. Nie zagraci, ale uniemożliwi dostęp do back yard. Obecnie dom ma zamontowany swamp cooler (zawieszony na wysokości drugiej kondygnacji, więc nie stanowi problemu), któtego chcę się pozbyć. Montaż najmiejszego kondensatora (najmniejszego, który będzie efektywnie działał) zostawi przesmyk szerokości około .5 metra. Nawet pojemników na śmieci tam nie przecisnę, a przy temperaturach w okolicy 38-40 stopni latem wolałabym nie musieć trzymać ich w garażu. No i marzy mi się jakiś fajny xeroscaping w ogródku, a wówczas musiałabym taczki przeprowadzać przez dom. Contractor wpadł na pomysł heat pump, ale to rozwiązanie niemalże podwaja koszty. Więc chciałabym, żeby ktoś mnie przekonał, że warto (albo od pomysłu odwiódł)…
  10. Halo użytkownicy! Przepraszam, że wbijam tak raz na sto lat, ale bycie dorosłym to jest full time job i mi zajmuje o niebo więcej czasu niż kiedykolwiek chciałam temu poświęcić. czy jest tu ktoś, kto się zna na HVAC i wytłumaczy mi, czemu mam zainwestować 20K w heat pump vs. Condenser za 12? Dom w New Mexico, chodzi o to, że condenser zablokuje niemal całkowicie dostęp do back yard. POMOCY!
  11. Powiedz, czy też widzisz to jako raczej dość nieskomplikowaną aplikację? I-130, I-485 (z załączonymi I-864 - sponsor ma wystarczające dochody i I-693). I-94 matka ma ciągle wpięte w starym paszporcie. Naprawdę wydaje mi się, że ktoś tę rodzinę usiłuje oszukać.
  12. Przepraszam za konfuzję, ale tak zadane pytanie bez wyjaśnienia sytuacji mijałoby się z celem.
  13. Ban miałby zastosowanie, gdy osoba opuściła terytorium USA. Beneficiary jest tu, na miejscu i nie widzę powodu, dla którego odmówiono by jej Adjustment of Status. Spełnia podstawowe kryteria, tzn. Jest najbliższą rodziną obywatela, przekroczyła granicę legalnie (ma I-94 w paszporcie), nie ma criminal record, nigdy nie podawała się za obywatela, nie ubiegała się o benefity. Masz jakąś podstawę prawną, żeby musiała opuścić kraj? Podziel się proszę, bo niczego konkretnego nie mogę znaleźć (a strasznie mi zależy, żeby pomóc chłopakowi). Napisałam do ILSA (bezpłatna pomoc prawna dla imigrantów), ale oni dają sobie czas na odpowiedź, a rodzina chłopaka już postanowiła płacić prawnikowi JUŻ, NATYCHMIAST
  14. Chciałabym jak najkrócej, ale nie wiem, czy się da. Pracuje dla NGO, która oferuje pomoc dzieciakom z ekonomicznie trudniejszych dzielnic mojego miasta w aplikacji do koledżu. Pracuje właśnie z chłopakiem, który opowiedział mi historię swojej rodziny. On (17 lat) i jego starsza siostra (22 lata) oboje urodzili się tutaj (są obywatelami USA). Ich rodzice oboje przekroczyli granice w latach dziewięćdziesiątych i przesiedzieli wizy turystyczne . Mama jest Czeszką, ojciec Meksykaninem. Wzięli ślub już tutaj, przyjechali (osobno) w czasach, kiedy jeszcze dało się bez legalnego statusu otrzymać SSN, więc oboje płacili podatki do całkiem niedawna. Po zmianach w ostatnich kilku latach stracili legalną (czy może bardziej precyzyjnie, taką z opłacanymi podatkami) pracę. Mama pracuje za gotówkę. Mama nie ma żadnej historii wykroczeń czy przestępstw. Ojca na ten moment w ogóle wykluczamy z sytuacji (jest przemocowcem, alkoholikiem, matka pracuję nad rozwodem). Siostra mojego podopiecznego, 22-letnia, zaoferowała, że zasponsoruje mamę. Ma przyzwoitą pracę, studiuje w community college, niebawem wyjdzie za mąż, a mąż (również obywatel z urodzenia) podjął się bycia co-sponsorem jeśli będzie taka potrzeba. Teraz do rzeczy: rodzina udała się po pomoc do "poleconego prawnika," który im powiedział, że podejmie się sprawy i zażądał 10K, bo "sprawa jest szalenie skomplikowana." Zapewne jest to sprawa skomplikowana, szczególnie ze względu na fakt, że mama od blisko dwudziestu pięciu lat jest unlawfully present (o ile dobrze rozumiem różnicę pomiędzy out-of-status, a unlawful presence). Jednak prawnik zażądał takich pieniędzy za wypełnienie formularzy, nie jakąś potencjalną reprezentację w procesie, czy ewentualnie przed organami emigracyjnymi, że zastanawiam się, czy nie trafili na kogoś, kto usiłuje ich wykorzystać. Z góry zaznaczam, że nie pochwalam tej sytuacji samej w sobie, ale bardzo lubię tego chłopca i chciałabym, żeby ułożyło mu się jak najlepiej. Przyznał mi, że przy tak potężnych kosztach będzie musiał wyłożyć swoje odłożone na koledż pieniądze, żeby pomóc siostrze i mamie. Czy taki koszt jest realny? Czy myślicie, żebym może spróbowała namówić siostrę chłopca, żeby wypełniła formularze sama? Dziękuję z góry za porady.
  15. Haha, ależ Twojej uwadze nic nie ujdzie. Adresu Twego szukałam, bo pamiętałam Oregon tylko. Ale long shot generalnie. Ot, dziecko do koledżu wysyłam na PNW:) a z innej beczki, jest może ktoś z San Antonio?
  16. HYHYHY, a to niespodzianka:) Wpadam na moment poszukac info o najnowszych wymyslach ICE w sprawie studentow obcokrajowcow, a tutaj mnie sie swieci, ze ktos mnie wspomnial:) Jestem, zyje, tylko zycie mnie porwalo i zabralo caly czas na rozrywki. W sprawie motocykla, jesli tylko uda mi sie wyrwac z pracy (home office, na szczescie, ale pracy po uszy!) na dwa, trzy dni, to jeszcze raz objade sobie Lake Michigan, ale tym razem bez spinki, zeby w 24-rech godzinach sie zmiescic.
  17. jeszcze nie widziałam paycheck, ale boję się bardzo o medical premia. co za przykry facet z tego trumpa.
  18. jeszcze dorzuce, bo po lebkach czytam: juz wczesniej pisalam, ze ceny za uslugi medyczne daje sie wusa bardzo latwo wytlumaczyc. jesli lekarz z przecietnymi kwalifikacjami w okres rezydentury wchodzi z setkami tysiecy dolarow dlugu za edukacje(chyba ze ma ojca-trumpa, co mu za edukacje zaplaci), to musi dostac taka pensje, zeby mogl ten dlug bezpiecznie splacic. ceny za edukacje zostaly uwolnione gdzies w lata h siedemdziesiatych. do dzisiaj wielu ze starszego pokolenia nazywa mlodych zwyklymi leniami, ktorym nie chce sie prcowac w kierunku sukcesu. tylko ten sukces bylostokroc tanszy te piecdziesiat lat temu... usa to ekonomiq sukcesu (i tak od czasow settlers). a smutna prawda, o ktorej malo kto wspomina, aktora ma swoje potwierdzenie w badaniach, to fakt, ze ten maly margines najbogatszych, to od late te same nazwiska ludzi, ktorzy niezaleznie od wyksztalcenia po prostu kultywuja biznes orzodkow. i moga sobie pozwolic na wielokrotne bankructwa (patrz trump), podczas gdy nawet najlepsze uniwersytety nie dajaszans (albo daja nieporownywalnie mniejsze niz w przypadku dzieci bogatych rodzicow) dla utalentowanych ludi z biedniejszych warstw.
  19. cee. ja kumam, ze umiesz cos pogooglac i pytasz jakichs prawnikow kolegow z usa. ale moze zechcesz posluchc ludzi, ktorzy tutaj zyja, mieszkaja i co miesiac odbieraja paycheck od pracodawcy. tu nie ma oficjalnej klasyfikacji full-time, stala umowa, part-time, czy kontrakt. u mnie w pracy rozliczenia nazywaja sie benefited albo non-benefited employee i nie przeklada sie to na nic okreslone odgornie. mam benefity w polowie pokrywane przez pracodawce jako benefited employee, ale oznacza to (calkiem niezle ubezpieczenie) z wyborem opcji low albo high deductible. oczywisvie premia odpowiednio rozne. moge sobie pojsc na przeglada w teorii za darm raz do roku. nawet wszelkie przesiewowe mam za darmo, ale tylko pod warunkiem, ze niczego nie znajda. nie wiem jak wielkimi literami ci napisac, ze nie masz pojecia o tym, czym jest ubezpiecenie w usa. bo nie masz i jak mi piszesz, ze ktos tu zmierza w kierunku polsk, to smiac mi sie chce. z rozpaczy raczej. ze ktos moze take naiwne wnioski wysuwac. pytasz o porownanie do krajow skandynawskich. rok na kontrakcie w norwegii pozwolil mi pomyslec, ze to po prostu raj dla kazdego, kto wierzy, ze podstawa egzystencji spolecznej jest zapewnienie pdstawowego dobrobuty kazdej jednostce. w polsce nie do spelnienia, no mamy zupelnie inna mentalnosc. podobnie w usa. tez inna mentalnosc, ale wcale do polskiej niepodobna.
  20. ale dlaczego ty piszesz o polsce? uwierz mi, te systemy w niczym nie sa do siebie podobne.
  21. @cee ja chyba mam problem ze zrozumieniem ciebie. piszesz cos o przywykaniu do benefitow i ze jak ktos pracuje, to go stac, a potem, ze to system ludzi ograbia. spory dysonans dla mnie. zatem moze jeszcze raz wyloze moje przekonania: dla osiagnievia prawidlowego balansu spolecznego, musi istniec poczucie odpowiedzialnosci za tych, ktorym sie gorzej powodzi. bo nie istnieja spoleczenstwa, w ktorych sa sami milionerzy. ameryka nigdy nie byla krajem rozdzielajacym jakies szczegolne benefity, choc boom po drugiej wojnie swiatowej troche te tendencje zmie il, ale nigdy w natezeniu, jaki znamy z europy. trump to zmiana na gorsze, bo zmiana pozwalajaca na kolejne ulgi podatkowe dla bogatych, a utrudniajaca biedniejszym dostep do wielu uslug. ogloszony wlasnie blueprint budzetu to jakis dowcip. oczywiscie mnie osobiscie najbardziej boli zmiana dla edukacji, bo z edukacja jestem zwiazana od ponad dwoch dekad. i jak pisalam wczesniej, moglabym w sumie sie cieszyc sie z jakiegos systemu voucherow, bo mam dzieci w prywatnej szkole (independent, nie for profit i nie religious) i zmiany w ogole mnie nie dotykaja. moze nawet powinnam stanac po stonie wielu ze zwolennikow trumpa i wolac, ze nie rozumiem, dlaczego mam placic podatki na szkoly, kiedy moje dzieci z tego nie korzystaja. nie robie tego jednak z dwoch zasadniczych powodow: bo czuje sie odpowiedzialna za dzieciaki z mojej spolecznosci (wiem, "liberalny patos i komunizmem traci"), ale tez dlatego, ze nie chce sie za dwadziescia lat obudzic w totalnej idiokracji! mam nadzieje, ze nas to nie czeka
  22. o jakim systemie mowisz?
  23. ladny cut, ktorego koszta poniosa ci, ktorych na ubezpieczenie stac, ale na ndmiar nie cierpia:/
  24. to ja moze dorzuce, ze dla klasy sredniej wiekszym obciazeniem jest zmiana na trumpcare. bo to im pojda w gore premia, to oni, srednio-ubezpieczeni, beda ponosic koszta tych nieubezpieczonych w podwyzszonych kosztach.
  25. zgodze sie, ze caly system potrzebuje solidnych zmian, jednak caly czas wszystko rozbija sie o mentalnosc. poki ludzie tutaj beda powtarzac jak mantre, ze gowno ich obchodzi, ze jakis facet piec stanow dalej ma raka i potrzebuje terapii, ktora mialaby byc sfinansowana rowniez z moich skladek, zadna reforma nie bedzie miala sensu. oczywiscie mozna zaczac psioczyc na to, ze zawyzone sa stawki za wszystko i nie ma cen za procedury, ale ceny za kazda pojedyncza usluge. tylko ze trzeba wowczas wspomniec, ze takie ceny sa wynikiem kosztow, jakie ponisi personel medyczny za swoja edukacje (rownowartosc porzadnego domu za tytul i w wielu przypadkach na kredyt, ktory beda splacac przez kolejne 20 lat). a potem jeszcze trzeba dodac, ze to wina boomu lat piecdziesiatych inszescdziesiatych, kiedy pozowlono na uwolnienie cen za wyzsza edukacje i mamy teraz taka sytuacje, jaka mamy, bo zeby skonczyc gowniany stanowy koledz, potrzebujesz dziesiatek tysiecy dolarow. i nawet gdybysmy zcazeli naprawiac u podstaw, to nie przyniesie to zadnej korzysci tym, ktorzy potrzebuja opieki medycznej tu i teraz. finito. nie wiem, czy wole polski system, czy lokalny. pisalam gdzies wczesniej, ze moj ojciec leczyl sie onkologicznie przez osiem lat w polsce. nie bylo zadnych specjalnych problemow, z prywatnych wizyt korzystal kilka razy, ale zazwyczaj tylko po to, zeby zrobic jakies dodatkowe badania. no i ceny nie powalaly. to jest trudny wybor, bo nie ma idealnego systemu. ale skoro tak czesto slysze od wielu osob w polsce, ze system amerykanski jest lepszy, a te same osoby narzekaja na fakt, ze zeby otrzymac jakas usluge szybko, musza uciekac sie do prywatnych klinik, cos mi sie nie zgadza. jestem ubezpieczona prywatnie, nie przez rzadowe plany. ubezpieczyciel przysyla mi karnie do domu rachunki, czy musze za nie placic, czy nie. trzy szwy zalozone na rozciety palec w er to $2,200. z czego dobre ubezpieczenie pokrylo mi 1,700. ciekawe jak wygladaja takie rozliczenia w polsce. i czy nawet muszac zastukac do drzwi prywatnej kliniki, mam szanse popasc w dlugi nie do ogarniecia po swiadczonej usludze. usa ciagle pozostaje krajem o najwiekszym odsetku bankructw z powodu rachunkow medycznych. dla porownania, radio i chemioterapia mojej tesciowej (jeden cykl) to do teraz 180k, z czego naprawde swietne ubezpieczenie pokrywa na oko 85%. mylisz sie. znam zbyt wiele rodzin, ktore przychodza do mojej swietlicy, a ktore mimo pracy na dwoch etatach, nie maja dosc kasy, zeby placic za ubezpieczenie. bo jesli masz wybor miedzy kupieniem zarcia dla rodziny, czy oplaceniem czynszu, a ubezpieczeniem, to co maja wybrac? a myslisz o tym, co sie dzieje w takich rodzinach, kiedy ktos powaznie zachoruje? i juz nawet nie mowie o jakichs powwznych.chorobach, ale jakies glupie zapalenie pluc u dziecka, ktore konczy sie trzydniowa hospitalizacja, za ktora nie masz z czego zaplacic. mozesz sobie liczyc, ze ciebie to nie dotknie. bardzo prosze. ale obys sie nie rozczarowal...
×
×
  • Dodaj nową pozycję...