Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Napisano
49 minutes ago, kzielu said:

U Toyoty nie mozna tez zamowic konkretnej konfiguracji, dostaja co dostaja....

 

No prosze, tego nie wiedzialam. (Maz pewnie tez, lol.) Zawsze sie czegos ciekawego od Was naucze :) 

Napisano

Leci relacja, część pierwsza - opisowa, bo przez zdjęcia jeszcze się nie przebiłam.

Dzień 1 - pakujemy się i jedziemy. Jeepa rozpędzić trochę zajmowało, ale jak już się rozpędził to jechał. Do Jeepa wlazło 8 osób: 5 dorosłych, trójka dzieci, w tym jedno w dość dużym foteliku. Wszystkim było wygodnie, nikt nie narzekał. Do tego 2 duże walizki, 3 podręczne, dwie lodówki i dwie torby z rzeczami na wszelki wypadek i suchym prowiantem. Bagażnik był załadowany na styk. Jechaliśmy w sobotę w świąteczny weekend i na drogach było pusto, może tylko przy dużych miastach było trochę więcej ruchu. W planach było dojechać do Colorado, na nocleg zatrzymaliśmy się 20 mil przed granicą, jeszcze w Kansas.

Dzień 2 - tniemy przez Kolorado, machamy w Denver, pierwszy turystyczny spacer w Glennwood Canyon. Trochę przypadkiem tam trafiliśmy, ale przynajmniej można było wyprostować nogi w malowniczych okolicznościach. Potem, już w Utah, skręt z I-70 na 128. Tam widoki z samochodu oraz krótki postój w Castle Valley, tuż przed Moabem. Dzieci wymoczyły nogi w Colorado River i były pierwsze ochy i achy że jak tu pięknie. Nocleg okazał się lepszy niż na zdjęciach, ale to już było tylko jeść i spać, bo wszyscy byli już na oparach.

Dzień 3 - To był Memorial Day, więc na wszelki wypadek stwierdziłam, że lepiej trzymać się z dala od NP. Pojechaliśmy na Potash Road, zrobiliśmy pierwszy szlak (Petroglyphs & Dinosaur Tracks). Mieliśmy zrobić Corona Arch, ale były tam takie dzikie tłumy, że zarządziłam wycieczkę na Potash Ponds. Jakieś 2 mile przed Potash Ponds kończy się asfalt i zaczyna się lekki off road, ale Jeep dał radę po wertepach i pod górkę. Oryginalny plan był wrócić do Moabu tak jak przyjechaliśmy, ale Xarth stwierdził, że to Potash Road to dalej gdzieś idzie i że pojedziemy aż do końca... I tym sposobem, po jakichś 50 milach jechania przez pustkowia, wertepy i przepaście (oraz wzdłuż przepaści) wylądowaliśmy w Canyonlands NP :lol: Niechcący zrobiliśmy całe Shafer Trail. Ale znowu - Jeepoczołg dał radę, ale towarzystwo nie wiedziało, czy bardziej się zachwyca, czy umiera ze strachu :lol: No i jak już byliśmy w Canyonlands, to zrobiliśmy Mesa Arch i Green River Overlook. Wszyscy byli jednak już tak wytelepani na wertepach, że wieczór to już był tylko basen w naszym airbnb.

Dzień 4 - Arches NP. Kolejek do parku nie właściwie nie było, ale ludzi dość sporo. Bałam się, że będzie problem z parkowaniem, ale zarówno pod Delicate Arch, Devils Garden oraz w Windows zaparkowaliśmy bez problemów. Delicate Arch mnie trochę zaskoczył. Łuk wygląda jak na zdjęciach, ale terenu wokół żadne zdjęcie nie odda. Ale wlazła tam nawet nasza prawie 5 latka, trochę z pomocą, ale jednak wlazła. W Windows spotkaliśmy ekipę z Politechniki Świętokrzyskiej, która przyjechała na zawody łazików marsjańskich. W pewnym momencie zrobiło się gorąco i dzieci zaczęły wymiękać, więc trzeba było zastosować terapię pt. lody i basen.

CDN

  • Like 5

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić obrazków. Dodaj lub załącz obrazki z adresu URL.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...