Tu gdzie teraz mieszkam jest OK. Po jednej stronie samotna pani doktor okulistka. Nie wadzi nikomu, nie odpowiada na dzień dobry. Czasem młóci jakies gry bo mi basuje za sciana. Po drugiej samotna pani z 10 letnim synkiem i zmieniającymi się od czasu do czasu "wujkami". Sympatyczna, podlewamy sobie nawzajem kwiatki w razie wyjazdu, kiedyś przez tydzień miałem klucze do ich domu bo opiekowaliśmy się ich mini pieskiem. Od czasu gdy wzialem ja do tymczasowej pracy do mojej firmy i zarobila sobe dość przyzwoicie jest dobra kumpela.
Naprzeciwko mamy samotna, starsza Pania, która ma klucze od naszego domu Wczoraj zaniosłem jej pojemnik zupy grzybowej i kawal ciasta ze sliwkami bo w piątek "zlapala mnie" na tym ze wyjezdzajac do pracy zostawiłem otwarty garaz. Poszla i zamknela a wiec takich sasiadow mieć to przyjemność.
Chociaż piec lat temu wyprowadziliśmy się z apartamentow to do dziś wspominamy... nie było lekko chociaż apartamanty przyzwoite, nie jakies pueblo z dykty ale dalo się zauwazyc jak w ciągu dwóch lat szybko schodzi "na psy", zaczelo się wrowadzac dziwne towarzystwo, podejrzewam ze to kwestia zlego zarzadzania.