Jump to content

Jackie

Administrator
  • Content Count

    4,185
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    22

Everything posted by Jackie

  1. Twoje trzymanie kciuków opłaciło się Zdałam rewelacyjnie, końcową ocenę mam 'A' średnia 94% Hurrrra!
  2. We wtorek egzamin z całości kursu - trzymajcie za mnie kciuki i życzcie proszę połamania długopisu Wyniki dostaniemy od razu, napiszę jak mi poszło. Niestety, zawaliłam jeden z testów podczas kursu i średnią z wszystkich testów mam... 92,4%, czyli brakuje mi 0,1% do 'A'! No paranoja! Mam nadzieję że egzamin końcowy mi dobrze pójdzie. U mnie jest tak (jak wcześniej pisałam) że średnia z testów pisanych w trakcie trwania kursu to 60% oceny końcowej. Więc nie jest źle, ale to znaczy że muszę b. dobrze napisać wtorkowy egzamin żeby dostać ocenę końcową 'A'. W czwartek zaczynam kurs o Alzheimerze - są to 3 czteroipółgodzinne wykłady. Naturalnie zakończone egzaminem. 16 czerwca mam egzamin stanowy. Uważajcie na podchwytliwe pytania - często jest tak że WSZYSTKIE albo prawie wszystkie odpowiedzi są poprawne, ale trzeba zaznaczyć tę najlepszą (best answer). No i trzeba BARDZO uważnie czytać o co naprawdę chodzi w pytaniu. Ostatnio prawie cała grupa dała ciała na teście, w którym było pytanie 'What is the reason for urinary catheter care'? Naturalnie gros osób zaznaczyło odpowiedź 'To prevent stale urine from running back into the bladder'. Poprawna odpowiedź na zadane pytanie to 'To prevent odor and urinary tract infections', bo catheter care to mycie okolicy narządów płciowych z naciskiem na cewkę moczową oraz rurkę odprowadzającą. Za daleko w przód wybiegliśmy z myśleniem
  3. Mnie nie, bo akurat to jest mi na rekę Akurat jesli o to chodzi to zgadzam sie - paranoja. Rozumiem dodatkowe punkty za osiągnięcia - to o czym piszesz to wynagradzanie za... brak osiągnięć. Na szczęście szkół jest sporo i można sobie wybierać. Chyba tak jest wszędzie. U mnie w szkole są dodatkowe punkty, ale mają znaczenie TYLKO w przypadku gdy ktoś inny ma identyczne oceny. Największe preferencje są przyznawane za mieszkanie lub pracę na pełny etat w district, dodatkowy punkt (okazuje sie że jest to 1, słownie jeden punkt) za wcześniejsze wykształcenie, czyli za tytuł bachelor lub master. Nieistotne w jakiej dziedzinie. Osób które z prerequisites mają średnią ocenę A (czyli powyżej 92%) jest mniej niż 5% wśród starających się - niezależnie od wszystkiego mają zagwarantowane przyjęcie, choćby nie wiem gdzie mieszkali, pracowali lub byli świeżo po high school. Prawdziwa walka zaczyna się w dolnych granicach, tzw. wśród tych którzy z prerequisites mają C i napisali ASSET średnio lub słabo (ale w dopuszczalnych granicach). Mój wcześniejszy wpis był z przymrużeniem oka, bo (nie chwaląc się) póki co mam b. dobre stopnie i jeśli tylko dalej tak pójdzie to nie mam się co martwić o oceny z prerequisites, choć przeglądając książki widzę, że nie będzie to bułka z masłem. Chemia, biologia, psychologia to pryszcz - anatomia mnie rozwaliła.
  4. Za tydzień mam ostatnie clinical - wierzyć się nie chce jak szybko to zleciało Potem już tylko tygodniowy kurs o Alzheimerze i końcowy egzamin, a potem egzamin stanowy. Mam kilka miejsc w których będę szukać pracy, wszystkie na odległość spacerku od miejsca, do którego sie przeprowadzamy w czerwcu. Chyba zdecyduję się na szpital, koleżanka z kursu namawia mnie na ER, we dwie będzie nam raźniej mogę potem zmienić pracę. Nie wiem czy ER to nie za gruby kaliber na początek, choć wiem że CNA tak czy owak zbyt ambitnej roboty nigdzie nie ma... niezależnie od oddziału. Tyle że na ER ponoć tempo niesamowite. Napisz dokładnie kiedy NCLEX, będziemy trzymać kciuki Ja od lipca zaczynam prerequisites - chemię i biologię. Muszę się przyłożyć, w moim college jest tylko 120 miejsc na pielęgniarstwie, a podobno w zeszłym roku zgłosiło się prawie 400 chętnych, więc jest niezły odsiew. Będę miała dodatkowe punkty za mieszkanie w district i za posiadanie tytułu master, tym niemniej dobrymi stopniami na pewno nie zaszkodzę sobie
  5. 30 na karku to nic. W grupie mam masę osób nawet starszych
  6. Witaj w klubie Po ukończeniu studiów pielęgniarskich w USA pisze się test końcowy. U mnie w college jest tak (tyczy to zarówno asystentki pielęgniarki jak i pielęgniarki RN), że pisze się testy podczas całego kursu - wyniki testów z okresu studiów wliczają się do wyniku końcowego, akurat u mnie jest to stosunek 6:4 (średnia ocen z testów pisanych podczas kursu 60% + test końcowy 40%, całkowita średnia nie może być poniżej 'C'). Trzeba też uczęszczać na zajęcia praktyczne (tzw. clinicals) i zaliczyć każdą umiejętność potrzebną do ukończenia kursu (tzw. skill evaluation). Dodatkowo, żeby można było pracować w zawodzie, trzeba zdać egzamin NCLEX (asystenci pielęgniarek piszą test stanowy żeby dostać certyfikat, ale Ciebie to nie interesuje, bo jesteś już szczebel wyżej). Możesz poczytać o nursing na Wikipedii, która nie jest świetnym źródłem informacji, ale akurat o pielęgniarstwie w USA głupot nie wypisuje http://en.wikipedia.org/wiki/Nursing_in_the_United_States O nostryfikacji poczytaj tu: http://www.pso-usa.org/Polish/Studia/faq/f...ja.htm#pytanie8 i tu: http://www.op.nysed.gov/nurse.htm Bardzo przydatny link: http://www.cgfns.org/ Nawet jeśli trzeba będzie zaliczyć kilka dodatkowych kursów, to zapewne nie zajmie to długo i nie będzie wiele kosztowało. Dodam że mężczyźni są BARDZO poszukiwani w tym zawodzie. Ja mam w grupie "rodzynka" - jeden chłopak na 28 bab Z innej beczki - w sobotę byłam na prelekcji tyczącej tzw. case management. Świetna opcja dla pielęgniarek które po jakimś czasie są zmęczone zawodem (o co nietrudno) bądź z racji choroby czy wieku nie mogą pracować jako tzw. staff nurses. Niestety, dla mnie nie jest opcja, bo mimo że jestem dość dobrze zorganizowana, nie znoszę siedzenia w cyferkach i papierkowej roboty. Tym niemniej prelekcja była interesująca, nawet nie zdawałam sobie sprawy jaka to katorga dobrze organizować pracę w szpitalu.
  7. "The patients' problem is your problem". Tak w skrócie opisała kiedyś tę pracę nasza wykładowczyni
  8. No więc jestem po pierwszym "prawdziwym" clinical. Wyjątkowo prowadziła je nasza wtorkowa wykładowczyni, którą nazywam w duchu "black Hitler" To moja ulubienica, cholernie konkretna, bardzo wymagająca, ale jednocześnie niezwykle pomocna i świetna nauczycielka. To z jej inicjatywy clinical było na oddziale chorych na Alzheimera, pomimo że wg. wcześniej uznano ten oddział za zbyt trudny dla początkujących studentów. I tu od razu napiszę że nie jest to oddział dla każdego, a wpływ na to ma światopogląd chyba - ja nie uważam Alzheimera za upokorzenie dla chorego, a wiem że wiele osób uważa że nie ma nic gorszego na starość. Myślę że kilka osób z grupy już wie, że nie będzie pracowało z ludźmi z Alzheimerem. Spodziewałam się że będzie to przygnębiające doświadczenie i mile się rozczarowałam. Rezydenci w różnym stopniu zaawansowania choroby i, co za tym idzie, różnym stopniu potrzebowania pomocy, a także różnym zachowaniu - kto wie na czym polega ta choroba wie, że zdarza się agresja u pacjentów. Mnie to nie przeszkadza, a sytuacje humorystyczne spowodowały, że 7-godzinny pobyt wspominam niezwykle sympatycznie. I nie chodzi mi o naśmiewanie sie z kogokolwiek. Ja raczej staram się dostrzegać dobre strony takiej pracy, a przebywanie w osobami które siedzą mentalnie na Marsie jest ciekawe bo pomimo choroby są przecież nadal ludźmi, a chodzi o to by do nich dotrzeć - do każdego w inny sposób. Np. odkryłam że pani którą karmiłam, otwiera usta gdy wkłada sie jej łyżkę do ręki i podnosi ją na wysokość twarzy. Sama nie jest w stanie utrzymać sztućców, ale widocznie ma zakodowany pewien odruch. Nie muszę chyba pisać jaką satysfakcją było dla mnie to odkrycie, bo wpadłam na to zupełnie sama. A najlepsze jest to, że za tydzień może to już w ogóle nie poskutkować i trzeba będzie wymyślać nowy podstęp Jedna niezwykle elegancka pani weszła do pokoju w którym ścieliłam łózko, po to by oznajmić mi że "ta dziwka ukradła naszyjnik" i że mam NATYCHMIAST iść z nią przeszukać "dziwce" szuflady (kim jest owa "dziwka" nie wie nikt). Byłam pod wrażeniem zachowania instruktorki, która w tym momencie weszła akurat do pokoju. Widok herod-baby, która w stosunku do chorego zmienia się jak pod dotknięciem różdżki w anioła to niezłe doświadczenie. Chyba niewiele jest chorób które wymagają takiej empatii od opiekuna. Do końca życia zapamiętam to co powiedziała instruktorka - dla tej chorej sprawa "kradzieży" naszyjnika jest prawdziwym problemem i należy to uszanować. Inną pacjentkę musiałam dwukrotnie karmić. Akurat odwiedził ją prawie 90-letni mąż i była to jedno z najbardziej wzruszających scen jaka widziałam od dawna. Tulił ja, całował, sypał żartami i kokietował - a kobieta jest już w końcowej fazie choroby (czyli w zasadzie bez pomocy tylko oddycha) i wg. wiele osób nie ma sensu ją tak traktować, bo przecież i tak nie wie co się z nią dzieje. Ech... w każdym razie było to miłe jak diabli Kolejna pacjentka zażądała wyrzucenia dwóch innych pacjentek z jadalni, grożąc że w razie sprzeciwu zawoła policję Najlepsza historia - byłam uwodzona (wzrokiem, uśmiechem i hmm.. śmiałymi gestami ) przez pana który już nie mówi, nie chodzi (jeździ na wózku), ma chyba z 10 rurek w ciele, a jednak najwyraźniej nie stracił wigoru Trudno o lepszy komplement Reasumując - ci pacjenci potrzebują ogromnej dozy ciepła, wyrozumiałości a jednocześnie stanowczości w postępowaniu. Co innego zajmować się 1 chorym dziadkiem, co innego być na oddziale gdzie jest 23 chorych, bo dochodzą stosunki pomiędzy pacjentami które niejednokrotnie są naprawdę zabawne i wzruszające. Zaczynam się zastanawiać, czy nie jest to dla mnie opcja na stałe. PS. Fizycznie byłam WYKOŃCZONA.
  9. O HIPAA było już cały osobny wykład, ale raczej tyczył suchych przepisów, w clinical poruszano konkretne przykłady. O certyfikacie nic nie wiem. Możesz to przybliżyć, o ile znajdziesz czas? Byłam zdumiona tym, że czasem jest dokładnie odwrotnie niż w Polsce - tzn. pacjent wie że ma raka a rodzina jest nieświadoma. O pogaduszkach na korytarzu, w windzie czy kafeterii też nam mówiono, że trzeba bardzo się pilnować, a jeśli już bardzo chcemy się podzielić informacją lub zapytać kogoś o opinię, to nie podając imienia i nazwiska pacjenta. Bardzo miły był dla mnie fakt poszanowanie godności pacjentów, nawet taka sprawa jak mówienie na pieluchy "majtki" by ktoś nie czuł się upokorzony. Nie wiem czy ktoś miał doświadczenie z pobytem w polskim szpitalu osoby w podeszłym wieku, bo ja miałam i wspominam to jako skandal. Mój dziadek, już w dość zaawansowanym stadium Alzheimera, upadł i się potłukł, więc trafił na kilka dni do szpitala. Cały czas był na środkach uspokajających - po co?? - i nabawił się tam odleżyn, których wyleczenie potem w domu zajęło całe tygodnie. Dodam że nie było powodu dla którego musiał leżeć plackiem, a nie pozwolono nam wyciągać go z łóżka. Szczytem wszystkiego było gdy dostał zapalenia płuc w wieku 89 lat, a lekarz rzucił mojej mamie tekst by "pozwoliła dziadkowi umrzeć". Dowcipem był fakt, że dziadek po (wymuszonym przez moją mamę) przepisanym doustnym antybiotyku, wyzdrowiał i żył kolejne 3 lata, z czego prawie 2 lata jeszcze kontaktował na tyle, że sam się poruszał i jadł. KB, twoja wiara w to że będę dobra wiele dla mnie znaczy, bo przyznam że zaraz po wyjściu z clinical miałam wątpliwości czy na pewno się nadaję do tej pracy, skoro stchórzyłam i zdobyłam sie jedynie na kilka uśmiechów. W przyszłą sobotę będę odważniejsza. Jedna z pielęgniarek poradziła żeby zabrać ze sobą zdjęcia dzieci, pacjenci podobno uwielbiają rozmawiać o swoich dzieciach i wnukach, to dobry sposób by do nich zagaić Trochę idiotyczne że clinical jest w soboty, bo wówczas jest tam sporo odwiedzających, ale z drugiej strony CNA ma także mieć kontakt z rodziną pacjenta, więc może to i lepiej że od razu skaczemy na głęboka wodę Dziś clinical trwał tylko 3 godziny, ale od przyszłego tygodnia będzie to 8 godzin.
  10. No więc jestem po pierwszym clinical W elderly home. Niewiele jednak napiszę, bo dziś była tylko orientacja, oprowadzono nas, zapoznano z postępowaniem w razie pożaru, tornada itp. Sporo też było o tym jak należy chronić prywatność pacjenta. Jestem osobą dość kontaktową, ale jakoś ciężko mi się było przełamać i zagaić do pacjentów, choć wielu z nich jest niezwykle serdecznych i łaknie rozmów i nowinek. Chyba w zbyt dużym stresie byłam Myślę że za tydzień będzie lepiej. Dostaniemy już konkretne zadania.
  11. Śmierć zawsze jest dramatem, ale nie o to jej chodziło. Raczej o dylematy jakie sie pojawiają wraz z rozwojem medycyny. Osobie która stoi z boku łatwo oceniać. Ona brała w tym udział. Mogę tylko sobie wyobrazić co czuje osoba targana wątpliwościami - z jednej strony jest po to by ratować życie i poprawiać byt chorego, z drugiej strony zastanawia się czy są jakieś granice i czy w ogóle powinny istnieć, a jeśli tak to kto ma je postawić? Widziałam przed sobą kobietę z 20-letnim doświadczeniem w zawodzie, która o swojej pracy na NICU opowiadała z łzami w oczach, trzęsącym się głosem. Na mnie zrobiło to cholerne wrażenie. Po pierwsze - czułam podziw że oparła się przez tyle lat zobojętnieniu. Po drugie - czułam podziw że nie boi sie opowiadać o swoich dylematach. Po trzecie - czułam podziw że pomimo własnych przykrych doświadczeń nie odradzała nam tej pracy, raczej uczulała na fakt, że pielęgniarka to nie tylko ścielenie łóżek (to akurat należy do CNA, nie do pielęgniarki), robienie zastrzyków i składanie raportów lekarzowi, to praca z ludźmi i powołanie, a specjalizacje trzeba wybierać ostrożnie. Ale się rozgadałam...
  12. Dziś prowadziłam rozmowę z kolejną wykładowczynią. Zapytałam czy potrzebne jest po zdobyciu RN jakieś dalsze kształcenie by pracować na neonatologii. Spodziewałam się wyliczanki dodatkowych kursów, tymczasem okazuje się, że powodu braku rąk do pracy mogę szukać tam zatrudnienia od razu po szkole i szkolić sie na miejscu. Akurat tak się składa że osoba którą pytałam (naturalnie pielęgniarka, obecnie robi doktorat) pracowała swego czasu na NICU. Opis tej pracy trochę mnie zdołował. Określiła to jako "zabawę w boga" i ostrzegała, że mogę mieć poważne wątpliwości czy taka praca (np. ratowanie 22-tygodniowych płodów, bo trudno nazwać je dziećmi) jest etyczna, biorąc pod uwagę przez co później te dzieci, o ile przeżyją, w życiu przechodzą. Poza wcześniakami na NICU znajdują się też tzw. drug-babies, urodzone przez matki narkomanki, oraz generalnie noworodki w ciężkim stanie z powodu wad wrodzonych. Umieralność pacjentów - ogromna. Tragedia rodziców - ogromna. Opisywała jak reanimowała maleństwo mieszczące się w całości w jej dłoni, uciskając mu klatką piersiową... małym palcem.
  13. Bardzo prosimy, przynajmniej ja proszę Przy okazji z góry gratuluję i życzę połamania nóg na egzaminie Juz pytałam o to w szkole i wiem. Z jednej strony źle, bo zajmuje czas, z drugiej dobrze bo jednak chodzi o naukę Idę tylko z tego względu by móc szybko zacząć prace w zawodzie. Zrobienie RN u mnie w szkole zajmuje 2 i pół roku (okazało się że RHT 101, PSY 100 i BIS 136 są wliczone w kurs i zajmują jeden semestr, reszta kursu trwa 4 semestry) , przez ten czas wolę pracować w szpitalu lub domu opieki i zdobywać doświadczenie, niż robić coś bez sensu. Dodatkowo, liczę na to że okażę się dobrym pracownikiem i pracodawca sfinansuje mi częściowo dalsza naukę Na razie mieszkam w district mojego college, ale w połowie przyszłego roku sie przeprowadzamy i jeśli będzie to gdzieś poza district to ceny za godzinę kredytową wzrosną mi prawie 4-krotnie! A ja bardzo chce się nadal uczyć w tym college w którym zaczęłam. O tym że mi się kurs CNA przyda już wiem, jedna z osób wykładających jest nawet zdania że kurs CNA powinien byc obowiązkowy dla każdej osoby która chce się bawić w pielęgniarstwo. Pewnie sama tak zaczynała O tym że Nurse Assistant to niewdzięczny zawód też już wiem, ale właściwie chyba tylko z powodu płacy bo na pewno jest satysfakcjonujący, o ile się dobrze wykonuje swoją robotę. Taki mam zamiar Coraz większy mam mętlik w głowie jeśli chodzi o specjalizację. Położnictwo coraz mniej mnie pociąga, zastanawiam się czy jednak nie iść w "trudniejszą" (w sensie emocjonalnym) stronę, np. na onkologię czy nawet do hospicjum. W Chicago bardzo brakuje pielęgniarek właśnie na oddziałach onkologii (wykładowczyni twierdzi że szybko stamtąd uciekają, bo jest to wyjątkowo stresujące miejsce), kardiologii i w tzw. nursing homes.
  14. W praktyce może zdarzyć się WSZYSTKO, ale uczymy się jak być pielęgniarkami a nie jasnowidzami Oczywiście jeśli np. samochód się pali to rannego trzeba wyciągnąć.
  15. Dobrze wiedzieć Ja niestety nie miałam kiedy drążyć temat, dziś przerabialiśmy zupełnie inny dział. W sobotę mam pierwszy clinical, już sie niecierpliwię
  16. Oczywiście że jest. Jeśli się pracuje w szpitalu to z reguły szpital ma wykupione tzw. malpractice insurance, ale zalecane jest by mimo to każda pielęgniarka ubezpieczała się na własną rękę.
  17. Jako osoba dbająca o środowisko jestem przerażona ilością papieru jaka jest potrzebna do tej czynności. Naprawdę nie sądziłam że do prawidłowego wymycia i wytarcia rąk będę potrzebowała 6 papierowych ręczników A ręce w szpitalu trzeba myć na okrągło. Nie tylko sam fakt starzenia się społeczeństwa ma to wpływ. Ratuje się więcej wcześniaków niż kiedyś. Technika idzie do przodu, jest coraz więcej specjalizacji, wymagania wobec pielęgniarek są coraz większe, szkoły nie nadążają z "wyrobem" pielęgniarek. Najbardziej poszukiwane są pielęgniarki ze specjalizacją. Wiesz, znajoma mojej mamy nie dostała aż tyle żeby sie obijać do końca życia, ale wystarczyło na kupno rancza w Montanie Tyle że to akurat nie był absurd, na jej miejscu też bym szpital skarżyła - zdiagnozowano u niej nieuleczalnego raka który okazał się "nierakiem". Kobieta po roku oczekiwania na pewną śmierć zamieniła się w zombie.
  18. Szczaw jesteś to dasz radę Co Ty mi tu porównujesz - ja stara krowa jestem, w dodatku matka dzieciom A tak na serio - jednocześnie Ci zazdroszczę i współczuję. Współczuję braku czasu, ale zazdroszczę że możesz sobie na to pozwolić czasowo. Trochę zamotałam, ale chodzi o to że mnie jest naprawdę ciężko znaleźć czas, nawet gdybym chciała W końcu mąż też pracuje, starszy syn wprawdzie już sam daje sobie radę, ale młodszy jest częściowo niepełnosprawny a na kołku go przecież nie powiesimy. Ech...
  19. Zapytam dopiero we wtorek. Ten pierwszy tydzień był trochę pokręcony, od przyszłego mam z miłą panią wykłady we wtorki, lab z inną panią w czwartki, clinical z kolejna panią w soboty. Dziś wyjątkowo mieliśmy lab, uczyliśmy się zakładać i zdejmować rękawiczki, maski itp, prawidłowo myć ręce i tego typu ciekawostki. Dodam że jest to trudniejsze niż się zdaje Mam nadzieję że we wtorek znajdę czas pomęczyć panią... Mój kurs jest krótki, tempo niesamowite, a z racji tego że nurse assistant jest jednak mniej medycznym zawodem niż pielęgniarka, przypuszczam że na swoich wykładach będziesz miała więcej na ten temat. Clinical będę miała w super miejscu, bo w jednym z najlepszych (podobno) w okolicach Chicago domu opieki z naciskiem na osoby chore na Alzheimera. Znam temat bardzo dobrze z osobistych doświadczeń (mój dziadek chorował przez ładnych parę lat) i wiem że nie będę się czuła jak totalny głąb. Wiesz, wcale się nie zdziwie jak powie coś innego. Przeglądałam net nie pod kątem samych przepisów, a autentycznych spraw sądowych i nieraz tak było, że sprawa wydawała się oczywista a sędzia decydował inaczej... Tu się tu nie śmiej dziewczyno, czytałam o przypadkach tak absurdalnych (a zakończony wypłaceniem odszkodowań) że gały z czaszki wylatują Mało oglądam TV, nie mam kablówki, ale tak się składa że mój ulubiony program telewizyjny ma związek z medycyną bo jest to "House" Wprawdzie fabularny serial nie mający wiele wspólnego z rzeczywistością, ale pozwoliłabym doktorowi trzymać kapcie pod swoim łóżkiem Jako ciekawostkę podam info które wczoraj przeczytałam w czasopiśmie dla pielęgniarek - otóż przypuszczalnie do 2020 r w USA będzie brakowało ok. 340 000 pielęgniarek, zarówno LPN, RN jak i CNA, z naciskiem na RN. Tak więc przynajmniej ze znalezieniem pracy nie będzie problemu. Dodam że wszyscy w mojej grupie planują zostać RN. Praca nurse assistant jest ciężka, odpowiedzialna, ale kiepsko płatna (20-25K), więc widocznie traktowana jest jako wstęp do dalszej kariery zawodowej.
  20. Agula i ja piszemy o personelu medycznym i pielęgniarkach. Good Samaritan Law inaczej się interpretuje dla 'zwykłych' osób.
  21. Chodziło raczej o to, że lepiej poczekać na fachową pomoc, choćby wiązało sie to brakiem oddechu u poszkodowanego, niż źle przeprowadzić akcję ratunkową gdy nie mamy pojęcia czy faktycznie pomoże, bo może się okazać że skutki będą tragiczne a za winnych wówczas uzna się nas. Pomoc ma być, jak już napisano, "rational, in good faith, and in accordance with level of training". Jak czegoś nie potrafię lub nie wolno mi tego robić a jednak to robię, to nie jest to rational, choćby było w good faith Tak to odebrałam, kobietka podczas wykładu nie mówiła że nigdy nie należy pomagać. Raczej przestrzegała by nie przeceniać swoich możliwości i pod żadnym pozorem nie robić niczego co nie należy do naszego "scope of practice", bo nie dość że chodzi o czyjeś życie to jeszcze możemy popłynąć na tym finansowo. Faktycznie przesadziłam choć jestem w stanie sobie wyobrazić, że w karetce jest zbyt mało osób uprawnionych do używania tego sprzętu, ratują gorzej poszkodowanego pasażera, a w międzyczasie defibrylatora używa osoba bez uprawnień - na innym poszkodowanym pasażerze. Żeby uwiarygodnić taką sytuację - powiedzmy że chodzi o źle wykonane CPR. Czytałam że nietrudno w przypadku ratowania starszej osoby połamać żebra i przebić płuco. Ale póki co tylko czytam i wyobrażam sobie różne sytuacje http://www.byedr.com/medicine/3467-byedr-1.html Na pewno jest to temat bardzo obszerny i dlatego mam zamiar pomęczyć "panią" podczas kolejnego wykładu, podając różne przykłady przez mnie wymyślone. Podrzuć swoje pomysły, jeśli masz Tu jest przykład do jakich absurdów potrafi dojść: http://www.usatoday.com/news/nation/2007-0...-accident_N.htm Kurczę pieczone, niezłą przygodę miałaś PS. Skarż tę osobę
  22. Zawsze może pokazać Nawet jak nie może mówić to może skinąć głową na znak że się zgadza by mu udzielić pomocy. Ew. można mu pomóc motywując to tym, że nie wyraził sprzeciwu, ale jest to ryzykowne. Ten temat już był poruszany
  23. Myślę że lepiej przedyskutować konkretne sytuacje z osobą która jest biegła w te klocki, tzn. z prowadzącą wykłady pielęgniarką, bo suche przepisy mają to do siebie że osobie niewtajemniczonej ciężko się w tym połapać Podczas wykładu naturalnie padło pytanie co robić gdy liczy się każda sekunda, a odpowiedź była zaskakująca: często brak akcji serca jest mniej niebezpieczny niż niewprawna pomoc. Jeśli biegły podczas procesu stwierdzi, że mniejsze szkody pacjent odniósłby nie oddychając przez 4 minuty (i czekając na fachową pomoc) niż podczas błędnego użycia defibrylatora przez osobę nieuprawnioną do jego zastosowania, to taka osoba jest ugotowana. Pamiętaj że poszkodowany w 90% przypadkach nie skarży dlatego że czuje się poszkodowany, tylko dlatego że chce wydrzeć pieniądze Najważniejsze to nie przekraczać swoich uprawnień i interweniować tylko wtedy gdy naprawdę trzeba. Skąd mamy wiedzieć czy osoba w samochodzie nie ma przetrąconego kręgosłupa, a nasza pomoc spowoduje, że zamiast np. jeździć na wózku będzie całkowicie sparaliżowany do końca życia? Przynajmniej ja tak to zrozumiałam Z kolei opisałam podczas wykładu przypadek którego byłam świadkiem w McDonaldzie w Polsce: niemowlę się zakrztusiło i rozhisteryzowana matka nie chciała pozwolić studentowi medycyny na pomoc. Oczywiście skończyło się to odsunięciem matki na bok przez gapiów, a student obrócił dzieciaka do góry nogami, położył go na kolanie i trzepnął parę razy po pleckach. Malec wypluł to co go dławiło i cała sprawa się dobrze skończyła. W USA matka miałaby prawo skarżyć gościa że zignorował jej prośbę o brak interwencji. Paranoja... Wprawdzie nie jest powiedziane że sąd przyzna jej rację, ale zawsze to śmierdząca sprawa i upierdliwa, a koszty adwokata spore. Zapomniałam spytać co robić gdy osoba się np. krztusi i odmawia nam prawa udzielenia pomocy, a potem traci przytomność. Jutro mam kolejny wykład, nie omieszkam poruszyć tego tematu
×
×
  • Create New...