Skocz do zawartości

Zuza007

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    495
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    8

Zawartość dodana przez Zuza007

  1. Odnoszę wrażenie, że korzeń pietruszki to generalnie jest egzotyką (poza Polską). Mieszkałam parę lat w Szwecji i tam też tylko pasternak można było kupić. Natka pietruszki - proszę bardzo, korzeń - z jakiegoś dziwnego powodu był nie do kupienia...
  2. A z lukrem będą, czy cukrem pudrem?
  3. No na pewno Twoje szanse wzrosły
  4. Co tak cicho na forum? Jakaś cenzura nam się włączyła...?
  5. Ja bym była ostrożnie optymistyczna w Twoim przypadku. Po pierwsze byłeś nieletni (czyli to Twoi rodzice decydowali), po drugie masz stabilną sytuację w Polsce. No i upłynęło już wiele lat. Ale moje dywagacje są tylko "na logikę", bo nie znam nikogo w podobnej sytuacji. Tak czy inaczej - jeżeli nie spróbujesz, to się nie przekonasz.
  6. W krajach arabskich byłam dwa razy - raz w Tunezji (sama) i raz w Egipcie (z dwójką wtedy nastoletnich dzieci). Ja (wtedy) byłam w wieku 40+. Nie wspominam tego dobrze... W Tunezji (byłam w Susa) z hotelu wyszłam sama tylko raz. Zachowanie lokalnych mężczyzn - gwizdy, mlaskanie i inne "okazywanie atencji" - było nie do wytrzymania. Gdyby nie to, że poznałam bardzo miłą parę z Poznania, to cały pobyt spędziłabym na plaży - gdzie też niestety grasowali "beach boys". W Egipcie było podobnie - z tym, że tam miałam mniej okazji do wyjścia z hotelu (byliśmy w Sharm el Sheikh), ale zachowanie miejscowych mężczyzn nie było przyjemne. Zdaję sobie sprawę, że my Europejki trochę same jesteśmy sobie winne (są panie rządne wrażeń, które jeżdżą w te miejsca w poszukiwaniu przygód - i to one wyrabiają innym "opinię" ), ale ja czułam się z tym źle. Zupełnie inaczej było w Grecji gdzie byłam z koleżanką. Chodziłyśmy wszędzie same, wieczorami i było cudownie, nikt nas nie zaczepiał, czułyśmy się w 100% bezpiecznie (Kefalonia).
  7. Śląskie? To jeszcze jakieś dobre mięsko z sosikiem
  8. Wiem, że jestem rozpiszczuchem, bo od wczesnych lat 90 zawsze pracowałam w firmie, która oferowała opiekę w prywatnych "molochach" (LuxMed, Medicover, Enelmed - przeszłam przez wszystkie). Nigdy nie miałam problemu z żadną wizytą u specjalisty. Z NFZ też miałam do czynienia (operacja ja i pobyt w szpitalu mojego syna (rzadka choroba autoimmunologiczna złapana w dobrym momencie i wyleczona "za miliony monet", z których my nie zapłaciliśmy nic)). Ja sobie cenię.
  9. Andy, spokojnej podróży!
  10. A czy trzeba będzie podać login do tego forum ?
  11. Tak przez ciekawość - w jakim języku rozmawiacie między sobą w domu (rodzice)? Córka mojego faceta ledwo mówi po polsku mimo, że rodzice oboje polskojęzyczni (to już dorosła kobieta). Ale jej mama miała obsesję, żeby córka nie mówiła z akcentem (sama przyjechała do Stanów jako dziecko a jej rodzice do tej pory (a oboje po 90) ledwo mówią po angielsku). Znam tez przypadek ze Szwecji, gdzie rodzice (oboje przyjechali na fali emigracji '69 w wieku późno nastoletnim) z premedytacją nie nauczyli swojej córki polskiego (dla nich konieczność wyjazdu z kraju, pozbawienie obywatelstwa itd była tak dużą traumą, że w ten sposób czuli potrzebę odcięcia się od przeszłości...)
  12. @andyopole - wracaj do nas jak najszybciej! No i do zdrowia oczywiście też!
  13. A ja lecę w drugą stronę . 19/09 - WAW-AMS-JFK 6/10 - JFK-CDG-WAW
  14. Tylko widzę jeden mały problem... Nasze ciasta mogą dla nich być za mało słodkie
  15. Brawo za cierpliwość . Mnie po tekście o "poważnym biznesmenie" już by jej zabrakło...
  16. Bo to akurat jest stosunkowo świeża sprawa (3 lata)
  17. O kurcze, najwyraźniej żyję w jakiejś bańce bo mnie się wydawało, że w dzisiejszych czasach każdy ogarnięty człowiek ma w domu paszport, który odnawia jak mu się zbliża koniec ważności...
  18. Dodatkowo na tablicach będziesz miała numer bramki (gate). Idziesz za drogowskazami z tym numerem, a po drodze będziesz miała tę kontrolę paszportową, o której pisano wcześniej.
  19. W Goleniowie nadajesz bagaż i dostajesz karty okładowe. W Warszawie idziesz już prosto do Gate. Goleniów to Szczecin, prawda? A nie myślałaś o lotach z Berlina? Potrafi być duuuuużo taniej. No i dla Ciebie paradoksalnie mogłoby być szybciej.
  20. widzę, ze rozumiesz kobieca naturę
  21. Ja też się jaram . W sobotę 5/07 przylatuje mój chłop z NY i 12/07 lecimy na Majorkę na "destination wedding" jego córki chrzestnej. Nie chcecie wiedzieć ile energii zostało włożone (przeze mnie ) w przygotowanie garderoby (w planach trzy imprezy)...
  22. Ale tu nie ma ani nic o wyższości kremacji nad normalnym pochówkiem, ani o zacofaniu Polaków (chyba, że automatycznie uważasz, że Pelasia stawia znak równości pomiędzy katolik = zacofany. Ale to już jest Twoja projekcja...). Jest to tylko stwierdzenie, że w krajach katolickich zazwyczaj popularność kremacji jest mniejsza (chociaż akurat w Polsce rośnie). A może być mniejsza ponieważ zgodnie z wytycznymi Kościoła msza pogrzebowa powinna być "nad ciałem" a nie nad urną. Natomiast po mszy kremacja jest jak najbardziej w KK dozwolona.
  23. Moja Mama zmarła we wrześniu zeszłego roku. We wrześniu tego roku mój brat przywiezie jej prochy, które zostaną pochowane w rodzinnym grobie w Warszawie...
  24. Polskiego pewnie nie, ale my tu mówimy o amerykańskich . Poza tym zwiększa się ilość emerytów (wiem, wiem, tych uprzywilejowanych, którzy pracowali w korpo), którzy po przejściu na emeryturę nadal są objęci promocyjnymi stawkami ( i SLA) swojego ostatniego pracodawcy. Oczywiście składkę opłacają sami. Korpoludki mogą też podciągnąć pod swoje prywatne ubezpieczenie medyczne (LuxMed, Enelmed, Medicover itp.) swoich rodziców (tu tez składkę płaci się z własnej kieszeni ale korzysta ze zniżek i SLA). Podobne jest z dziećmi (do 26 roku życia) i partnerami (w wielu firmach nie trzeba mieć ślubu). Nie spotkałam się z sytuacją, żeby ktoś nie kierował na operację (mnie przez wiele, wiele lat wręcz namawiano na usunięcie tarczycy). Wiadomo, że jeżeli nie masz odpowiedniego ubezpieczenia, to operacji w prywatnym szpitalu nie zrobisz (no chyba, że bardzo głęboko sięgniesz do kieszeni), ale tak jak napisałam, albo wezmą Cię do siebie (jeżeli pracują na NFZ w szpitalu), albo zasugerują do kogo się udać i wtedy lekarz po prywatnej wizycie wciągnie Cię do systemu i zoperuje już w ramach NFZ (tę ścieżkę przerabiałam). Mam duże doświadczenie (jako pacjent) w tego typu sposobie leczenia (od ponad 30 lat - czyli jak tylko tego typu możliwości leczenia weszły do Polski). Czy jest idealnie? Na pewno nie. Ale po zrobieniu "rachunku zysków i strat" i tak uważam, że (w moim i moich bliskich przypadku) to działa całkiem dobrze.
  25. W Luxmed, jak się jest ubezpieczonym przez sporego pracodawcę, to firma ma podpisaną umowę z Luxmed z tzw. SLA, w którym określone są maksymalne terminy czekania na wizytę/badania u konkretnych specjalistów (max 2 tygodnie). Jak Ci nie są w stanie zaproponować wizyty w tym terminie (łącznie z placówkami współpracującymi) to idziesz gdzie chcesz i zwracają Ci kasę. Dodatkowo my mamy tzw "swobodę leczenia". Możesz się leczyć gdzie chcesz a firma (nie pamiętam czy Luxmed czy moja firma - pewnie to drugie) zwraca 70% kosztów wizyty. Są jakieś limity roczne, ale całkiem spore (2700?). Dodatkowo, jak się leczysz u kogoś w Luxmed a potrzebujesz operacji, to albo sami biorą Cię do swojego szpitala na NFZ albo kierują do kogoś znajomego. Można też iść na jedną płatną wizytę do polecanego specjalisty i on "wciśnie" Cię do siebie na oddział. Ja tak zrobiłam. Miałam operację tarczycy (nie super pilną), po jednej wizycie pan doktor wpisał mnie do siebie na operację (czekałam kilka miesięcy - 3, może 4). Operacja była za free (na NFZ).
×
×
  • Dodaj nową pozycję...