rzecze1
Użytkownik-
Liczba zawartości
1 736 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
104
Zawartość dodana przez rzecze1
-
Ja tam się przejmuję takimi sprawami tak samo jak się przejmuje innymi na które nie mam wpływu... czyli w skali średnio do zero. Ale coś tam sobie czasem w wolnej chwili przy weekendzie popisze. Pelosi jest spoko, jak zresztą cała stara gwardia, z obu partii. Tą z republikańskiej strony nowi odsunęli już jakiś czas temu, lub umarła. Demokraci się jeszcze trzymają. Ale gdy kiedyś ich zabraknie, tych starych... a ton zaczną nadawać ci z „cancel culture” czy tych z “woke” (to jest coś czego sie nie tak dawno nauczylem, BTW - chyba nie mogli sobie wymyślic bardziej “pretentious” name?), to tu będzie się działo. Bo przepaść między mediami, także tymi „social”, a zwykłymi ludźmi się pogłębia z każdy rokiem. Dziś wszystko jest jeszcze ok, ale Pelosi nie będzie żyć wiecznie... Dziś, tego typu pomysły “the squad” czy innych moze i zostaną przez demokratyczny establishment zdławione... ale w przyszlosci staną się obiektem dyskusji konserwatywnych think tankow które zaczną planować ich faktyczne wprowadzenie.. jeśli już tego nie robią... bo przecież radykałowie z drugiej strony to już planują... a skoro oni to planują, to my musimy to zrobić. W tym temacie - damage has been done... Jeśli Pelosi musi czemuś zaprzeczać i zapewniać ze nie będzie nad nim głosowania... to znaczy, ze pomysł już istnieje i zaczął żyć swoim życiem... Ostatnio, przy okazji śmierci księcia Edynburga, dyskutowaliśmy o monarchii, i degeneracja amerykańskiej demokracji to był jeden z argumentów „za”... bo generalnie król czy królowa mają siedzieć cicho... ale w gdyby miało przyjąć do poważnego kryzysu będą mogli tupnąć nogą i wiekszosc ludzi za ich tupnięciem jednak pójdzie... Patrząc na amerykańska politykę czasem myśle, ze Amerykanie jeszcze pożałują, ze takiego króla się pozbyli...
-
Myślę, że swoje stanowisko wyjaśniłem w poprzednich postach. Absolutnie i zawsze oczekiwałem, że Demokraci będa TAK SAMO NIEODPOWIEDZIALNI i TAK SAMO BEZMYŚLNI jak Republikanie. Pewnych rzeczy się nie uniknac i partyjniactwo w demokracji niestety zawsze do tego prowadzi... I niejedną republikę partyjniacy w historii zniszczyli... Tego niestety nie da się uniknąć... choć oczywiście tak długo jak się da... trzeba „partyjnych” na lokalnym poziomie spolecznosci powstrzymywać... Ale w ostatnich czasach nigdy bym się nie spodziewał, że amerykańscy Demokraci będą GORSI i amerykańską Republikę będą chcieli zniszczyć jeszcze bardziej i jeszcze szybciej niż republikańscy poprzednicy... Że będą chcieli majstrować przy mechanizmach systemu. Bo do tego sprowadza się ta ostatnia propozycja. To jest wstyd. Bo to jest standard republiki postsowieckiej. A dla mnie osobiście -to jest rozczarowanie wysokiego szczebla. Nawet jak na moją BARDZO wysoką tolerancję dla politycznego cynizmu czy osobistych emocjonalnych i życiowych politycznych afliacji. I nawet jeśli w przyszłości establishment wycofa się z tego pomysłu, to pozostawi to ogromną plamę, ja tego na pewno nie zapomnę. Bo te radykalne pomysły to jest coś czego nie da się obronić i cos co powinno byc zduszone w zarodku zanim zacznie być integralną częścią programu partii, partii która nota bene ma w dzisiejszych czasach całkiem rozsądne propozycje. No chyba, ze się chce skończyć jak europejska lewica która już od lat płacze, że społeczeństwo jest „zbyt głupie” aby na nas głosować... . Ok... whatever helps you sleep at night... Bycie płaczliwym męczennikiem którego mało kto chce słuchać jest jakimś sposobem na życie.. I guess... zwłaszcza jesli nie wiąże się to z fizycznymi niedogodnościami znanymi klasie którą się niby tovreprezentuje. Sorry @katlia , ale rozmawialiśmy przy różnych okazjach, i nie widzę jak tu mielibyśmy się dogadać. To, ze Partia Demokratyczna przy sprawie Sądu popełnia tego typu harakiri, a właściwie nie popełnia...tylko toleruje tego typu zapędy jakiejs swojej części... czyli właściwie pozwala na rujnowanie swojej reputacji bez żadnej szansy na wygraną....nie wiem jak tego da się bronić?
-
A z okazji tego, że @mcpear reanimował nam „a sleepy thread” ... to dwa akapity podsumowania pierwszych paru miesięcy z perspektywy regionu który dostaje grypę gdy Ameryka ma katar - - ostateczne wycofanie sie USA z Afganistanu po przegranej wojnie - too little to late... but still... - „Yeah!”. Zawsze to mniej uchodźców do tego naszego europejskiego „półwyspu gdzieś na końcu Azji”. - koncyliacyjne sygnały do Iranu w sprawie nowego porozumienia - „Yeah!” - anytyizraelskie i propalestynskie sygnały - „Boo!”. Ocenimy ostatecznie po upływie kadencji, ale na tym wczesnym etapie nie wyglada aby Biden miał szansę dorównać spektakularnym sukcesom administracji Trumpa w aspekcie pokoju lub choćby stabilizacji Bliskiego Wschodu. SAD! Choć trzeba przyznać, ze tu poprzeczka została postawiona wyjątkowo wysoko i trudno będzie ją Bidenowi, czy nawet jego następcom, ją przebić. - kontynuacja polityki agresywnego osaczania Rosji z długoterminowym celem dezintegracji Federacji Rosyjskiej... Hmm... biorąc pod uwagę, że poziom ryzyka w stosunku do potencjalnych efektów sukcesu jest tu nadal akceptowalny, w tym dla większości Polaków, którzy w najgorszym i - w momencie w którym Rosją rządzą gangsterzy trzymający pieniądze i dzieci na Zachodzie - nierealnym scenariuszu, umarliby szczęśliwi gdyby na pare minut przed śmiercią zobaczyli w wiadomościach grzyb atomowy nad Moskwą... oraz to, że w tym najbardziej prawdopodobnym scenariuszu cenę krwi zapłacą i tak co najwyżej Ukraińcy... to ostatecznie raczej „Yeah!”” niż „Boo!”... Rosyjski „Wietnam nad Dnieprem” to jest coś w co Zachód faktycznie próbuje Rosję wciągnąć od lat... Dotychczas Putin był ostrożny, a w przypadku Białorusi nauczył sie na ukraińskich błędach i byl zeszłego lata BARDZO ostrożny, ale cierpliwość „bezpieczników”, KGB-istów firmujących jego prezydenturę się kończy. Minęło już 7 lat odkąd nacjonalizm wygrał na Ukrainie, zatem przesilenie jest nieuniknione. Jeśli nie w Kijowie, to w Moskwie. Zatem... watch this space. Problemy Huntera to nie będzie ostatni raz gdy Amerykanie słyszą o Ukrainie. - Arabia Saudyjska i wojna w Jemenie... (w taką wojnę od czasów Obamy też jesteście zaangażowani, zawsze Amerykanom przypominam) to ani „Boo” ani „Yeah”... Administracja Bidena podjęła kroki przeciw Saudom aby tym amerykańskim sojusznikom pokazać, że to nie jest „ok” aby w ambasadach kroić na kawałki ciała krytycznych dziennikarzy... W rezultacie sojusznicy w regionie stracili wiarę w USA, a wrogowie tak Królestwa Saudow jak i USA uznali gesty Bidena za słabość.... Tu nie ma dobrego i jednocześnie realnego wyjścia... Pustynnym wieśniakom walczącym z „metalowymi ptakami” Imperium to się sercem kibicuje tylko oglądając jakiś holywoodzki film, jak np. „Stargate”. W rzeczywistości to na „metalowe ptaki imperium” się pracuje i płaci ciężkie podatki aby tych wieśniaków w obcych krajach można było dalej „dronować”... i aby nam przypadkiem cena benzyny nie wzrosła. Bo wtedy przeciwna partia zdobędzie władze i „zgerrymanderuje” nam dystrykty... a na to nie można pozwolić. No... to jest niestety moralna cena życia na bogatym Zachodzie, nie tylko w USA, i niezależnie od afiliacji politycznej. W każdym razie, na tym etapie Biden wydaje się ogólnie kontynuować politykę Trumpa, i naprzeciw Obamie i Bushowi, co jest pozytywne. Tak długo jak nie wywoła nowej wojny będzie lepszy niż Clinton, Bush i Obama razem wzięci. Że będzie w polityce zagranicznej lepszy niż Trump, to się nie łudzę, jestem zbytnim realistą, ale byłoby to pozytywną niespodzianką. Czas pokaże.
-
Amerykański gerrymandering jest stary jak sama amerykańska Republika. Republikanie mieli ostatnio przewagę z powodu korelacji trzech rzeczy - cenzusu 2010 po którym można było narysować nowe granice dystryktów wyborczych, utraty Kongresu przez Obamę w 2010 która to utrata narysowanie nowych granic według własnego widzi mi się umożliwiła, oraz rozwoju technologii komputerowej analizy politycznej która nastąpiła w mniej więcej tym samym czasie (i wkrótce potem została wykorzystana w targetowaniu wyborców np w referendum brexitowym), która to technologia to rozrysowanie ułatwiła i udoskonaliła. To dało im.. „an edge”... powiedzmy - przewagę w wydawaniu kart. To samo zresztą zrobiliby, a teraz zrobią, Demokraci w początkach naszych lat 20-tych. Zresztą, nawet dziś, demokratycznych przykładów nie brakuje. Nie przeceniałbym jednak znaczenia gerrymanderingu. Jeśli trendy są wystarczająco silne, żadna legalna manipulacja na to nie pomoże. Ani jednej, ani drugiej stronie. Na Trumpa głosowało ponad 75 milionów Amerykanów. Więcej niż 4 lata temu na Clinton... I stało się to w czasach pandemii i katastrofy gospodarczej... Z tego co pamietam, to wszyscy zgodziliśmy się, że w normalnych czasach wynik byłby inny. A ci ludzie nie mieszkają w jednym miejscu i nie da się ich łatwo zignorować... Trendy na Zachodzie, wszędzie, nawet w Skandynawii, są dziś prawicowe. Taka, po paru dekadach liberalizmu przyszła „moda”. I to się szybko nie zmieni, zwłaszcza w USA, gdzie z amerykańskiej Unii ani nie da się wyjść, ani nie da się walczyć z Unii federalnymi zasadami systemu gdzie niezależność rozległego terytorium bierze górę na gęstym zaludnieniem metropolii. Dziś, najgorszą rzeczą jaką liberałowie mogą zrobić to uwierzyć w kreowaną medialnie rzeczywistość i stworzyć system, w którym władzy będzie łatwiej przeprowadzać swoje pomysły wbrew drugiej połowie społeczeństwa. Dziś, w wyjątkowej sytuacji, może być to kuszące, bo władze się ma. W rzeczywistości, to kręcenie sznura na własną szyję. Bo ktoś pomyślał o tym jakby sprawy by wyglądały po 2016 gdyby Trump miał kontrole nad władzą sądowniczą? I czy ktoś zagwarantuje, że już nigdy nie będzie kryzysu i do władzy nie dojdzie niestabilny demagog? To sznur na własną szyję. Samo wprowadzenie tego tematu do dyskursu politycznego powinno być potępione.
-
To jest bardzo zły, a potencjalnie katastrofalny pomysł. I nawet trudno mi uwierzyć, że jest poważnie dyskutowany, bo do tej pory myślałem, że to tylko wyborczy straszak którego używał Trump. Polityka pod tytułem - podpalę nam living room bo w zeszłym roku współlokator podpalił nam kuchnie - jest szkodliwa, ale na obecnym poziomie jest jeszcze do zaakceptowania. Bo będąc realistą trudno oczekiwać aby Demokraci byli bardziej odpowiedzialni niż Republikanie gdy to oznacza straty polityczne. Ale trzeba oczekiwać, że nie będą jeszcze gorsi. Jeśli w 2016 roku mówili, że Prezydent może, a w 2020, że nie może i powinien poczekać na wybory (Republikanie mówili oczywiście odwrotnie), no to można śmiało założyć, że ten statek starego kompromisu odpłynął i w przyszłości każda partia kontrolująca Senat będzie nominacje obcego Prezydenta blokować. Rekord teraz to blisko rok, tak? No to już niedługo się przyjmie, że się czeka na midterms, bo co to kolejny rok?, czas szybko leci. Potem, slippery slope, i po jakimś czasie regułą stanie się, że nominować nowych sędziów będzie się w stanie tylko wtedy gdy jedna Partia kontroluje i Senat i Biały Dom... i to tylko wtedy gdy któryś z sędziów odejdzie. Zatem trzy warunki do spełnienia... Wakaty będą istnieć latami, co i może zmuszać do kompromisu, bo im ich więcej tym większe „straty” w razie przegranych landslidem przyszłych wyborów... Od czasu republikańskiej blokady Obamy ten scenariusz jest nieunikniony, ale jak widać jeszcze nie najgorszy. Checks and balances, wyroki losu, ryzyko i kalkulacje skłaniające potencjalnie do kompromisu. Ogólnie to jeszcze nie najgorzej... Dodawanie sędziów po każdych wyborach w których zmienialiby się rządzący (bo chyba Demokraci się nie łudzą, że to stałoby się standardem? No chyba, że myślą, że będą rządzić wiecznie?) to zupełnie inny level... i w dzisiejszych niestabilnych czasach oznaczałoby to wysadzenie systemu w powietrze. Sąd Najwyższy nie tylko cieszy się relatywnie dużym ponadpartyjnym poparciem i respektem społecznym, ale jest też ostatnią chyba instytucją systemu której nie da się łatwo zagarnąć lub odbić po wybranych wyborach. Drogą do stabilności i rozwoju systemu politycznego jest ewolucja, nie rewolucja. Upartyjnienie Sądu w zaproponowany sposób oznaczałoby sprowadzenie USA to poziomu jakichś pokolonialnych państw trzeciego świata, czy innych młodych demokracji, w których „zwycięzca bierze wszystko”... Nie wiem co musiało pęknąć aby część poważnej przecież partii politycznej, wiedząc przecież dobrze co się dzieje w krajach gdzie takie coś ma miejsce, taka droga na skróty, gdzie trzeba wszystko dziś i teraz!, do czego to prowadzi, aby patrząc na te „bananowe” republiki ta cześć partii pomyślała - „Man! I need to get me some of that!”... Nie wierzę jednak, że to wyłączenie ostatniego już bezpiecznika ma jakiekolwiek szanse na powodzenie. Myślę, że podobnie jak w latach 30-tych gdy Demokraci mieli na to ochotę, że nawet nie będzie potrzebny filibuster (na którego temat właśnie zmieniłem zdanie!). Bo pomimo wszystko jest wystarczająco dużo ludzi czujących odpowiedzialność za państwo po obu stronach barykady myślących dalej niż następna kadencja czy dwie... Ale gdyby skrajne partyjniactwo ogarnęło i tą cześć systemu, to miałoby to konsekwencje nie tylko wewnątrz USA, gdzie po upadku autorytetu Sądu i jego ośmieszeniu (bo na 50 sędziów to nie trzeba by było czekać 30-40 lat, wystarczyłby jakiś nowy Trump z tej czy innej partii który chciałby się w mediach chwalić, że ma poparcie 90 procent sędziów....i dodałby... ze dwa tuziny... bo dlaczego nie?), miałoby to konsekwencje nie tylko w USA gdzie sprawy rozgrywałyby się na ulicy dużo częściej niż teraz... ale także za granicą. Szereg amerykańskich dyplomatów pracujących w dziale Departamentu Stanu zajmującym się pouczaniem świata wzdłuż i wszerz na temat demokracji i sadownictwa musiałoby znaleźć inne zajęcie.... A w polskim PiS-ie to by chyba pękli ze śmiechu Każdy aspirujący dyktatorek na świecie urządzający sądownictwo jak mu pasuje bo przecież suweren dał mu w wyborach lekkie zwycięstwo... każdy z nich kibicuje temu pomysłowi. Stanąć twarzą w twarz z amerykańskim dyplomatą i czuć się dobrze, prawie jak równy z równym, to fajna sprawa. Okropna inicjatywa.
-
Pięknie. Marcowy zapach z wędzarni w Wielkim Tygodniu, gdy mięsa się nie jadło aż do Wielkanocnej Niedzieli, to do tej pory pamietam... Myśmy mieli w domu drewnianą, ale ta też ciekawie wygląda, w przyszłości muszę sobie taką sprawić.
-
To by się zgadzało z tym co mawiała moja ś.p. babcia... że pijaki żyją długo bo ich „Bóg trzyma na poprawę”
-
He???... Nigdy nie miałeś kaca? Wasza wymiana komentarzy mi przypomina nieformalne „interview” jakie bardzo dawno temu mój były szef z Glasgow robił z nowym pracownikiem, przy oczywiście przerwie na papierosa... Jak ktoś zna Glaswegians...to go to nie zaskoczy... - You don’t want one? - No, thank you, I don’t smoke. - Oh.. I see... so weed only? - No, I don’t do that either.. - Oh.. ok... but you do drink at least, right? - Nope.... - oh... yyy... oh right... soooo... WHAT’S WRONG WITH YOU??... Ostatecznie się okazało, że nowy koleś był muzułmaninem... a szef Brian zaliczył kolejną wizytę w HR... ...but that being said... jak różne nieformalne zaproszenia mi przez lata wysyłano, tak @kzielu ... to Ohio to zaczyna mi brzmieć podejrzanie purytańsko... Bo muszę przyznać, że klimaty i „rytuały” o których tu wczesniej pisali @ilon i @andyopole są dużo bliższe mojemu wschodnio słowiańskiemu sercu... Zwłaszcza jak dorzucić te wszystkie wędliny domowej roboty... no... to Oregon tu na przedzie...
-
Można...Ale jest już Facebook... grupy, Reddit, Quora czy co tam jeszcze... i to nie wystarcza... Bo z jednej strony jest ta amerykańska wolność wypowiedzi... fair enough... ...a z drugiej... to kotłowanie się we własnym środowisku staje się z jakimś czasem nudne. Choćby nie wiem jak “elitarne” było to środowisko... A jest ono tym bardziej „elitarne” im bardziej jest bliżej „prawdy”... ... bo szczepionki jako eliminacja ludzkości lub sposób na zarobek to właściwie wersja „light” (i to tez wykluczająca się - bo albo na ludziach zarabiasz, albo ich zabijasz..). Ci którzy wierzą tylko w to, są przez innych określani jako ciemne, pewnie już zaczipowane owce. Tutaj @feniks_01 jest „radykalny”, w innych sferach internetu by go wyzwali od lemingów... Bo wiadomo, wszystkim i tak kierują ci Ludzie-Jaszczury... Wszystko zależy od tego jak głęboko ktoś jest w stanie w tą internetową „króliczą norę” się zagłębić... W każdym razie każda religia, ideologia, teoria czy spiskowa teoria prędzej czy później wymaga aby wyjść do „niewiernych”... zatem takich wątków nie da się uniknąć... A ogólnie to ten kto kilkadziesiąt/kilkaset lat temu powiedział, że problemem ludzkości był brak powszechnego dostępu do wiedzy... no... temu komuś wypadałoby dziś odpowiedzieć - well... You know what mate?... That was not it!...
-
Żeby tylko! Taki „Seba” będzie wciągać koks niewiadomego pochodzenia, a jego „Mariolka” smarować twarz jakimiś chińskimi kosmetykami kupionymi na AliExpress... ale szczepionka - oboje na na nie, bo to zbyt duże ryzyko! @mcpear Korelacja polityczna myśle istnieje, ale też social media robią spustoszenie ponadpolityczne. Mam kolegę, którego dziewczyna jest pielęgniarką, czy salową?, i też opowiadała, że z pracownic to Brytyjki wszystkie przyjęły, a Wschodnia Europa generalnie odmawia, i to ponadpartyjnie i ponadnarodowo. Zatem to pewnie jakaś mieszanka współczesnego wpływu Facebooka i genetyczno-historycznej nieufności ludzi z naszego regionu do tego co mówi rząd.
-
To kolejny poboczny wątek.... ale w któreś wakacje na W&T mieliśmy kolegę który bardzo słabo mówił po angielsku (nadrabiał świetnym poczuciem humoru i mową ciała) i który dopiero pod koniec września się przyznał, ze przez całe lato myślał, ze nazwa sklepu „Goodwill” to w polskim tłumaczeniu znaczy... „Będzie Dobrze”... W sensie „good” - dobrze, i „will” jako future tense... I fakt, Goodwill zatrudniał dużo ludzi dla samego „zatrudniania”, na bank dofinansowanego przez rząd lokalny czy federalny, ale tak jak wspomnieliśmy, jest to pozytyw i dobrze, ze takie projekty się w US zachowały.
-
Oraz dla innych których państwo chce jakoś wcielić w społeczeństwo. To akurat jest pozytywne w Stanach. BTW, pierwszym pakowaczem jakiego w życiu „widziałem” był Morgan Freeman w „Shawnshank Redemption”. Dopiero dlugo pozniej zobaczylem na własne oczy, ze to nie była filmowa fikcja.
-
Ha! Ja do tej pory mam „schizę” i gdy zakupy lecą sprawnie przy doświadczonym kasjerze to staram się je spakować tak szybko jak to możliwe aby uniknąć pochrząkiwań , spojrzeń, wydechów czy komentarzy ludzi z kolejki... zapominając, ze nie jestem w Polsce
-
Oj... to mnie skreśla na starcie... Mi bliscy czasem zarzucają, że się niewystarczająco interesuję tym jak się czują... a co dopiero gdybym miał pytać obcych ...
-
Pieczywo w Lidlu jest faktycznie bardzo dobre. Wózki na funty, ćwiartki czy złotówki mi nie przeszkadzają, ale ja akurat nie chodzę tam głównie dlatego, że u mnie zawsze są kolejki... Kas samoobsługowych nie mają, a zwykłych - choć dużo - wiekszosc zawsze nieczynna bo oszczędzają na ludziach. Zatem na 10 otwarte 2.... A ja akurat jak widzę więcej niż 3 osoby w kolejce to mi się odechciewa zakupów, zwłaszcza jak się spieszę. W UK mamy sklepy które się nazywają Co-Op, lokalne i niby spółdzielcze, i tam też kiedyś mieli taki problem - przed dziewiątą rano, idący do pracy gdy chcieli coś kupić, zderzali się z armią emerytek okupujących kasy i dyskutujących ze sprzedawczyniami o wnukach.... Kasy samoobsługowe sprawę załatwiły, i myśle, ze jak managerowie Lidla zdecydują się wreszcie zainwestować w technologie to też im się to w UK opłaci.
-
Ha! Masz potencjał na bycie „bag boy”, czy - chyba teraz bardziej poprawnie - „bagger”? BTW, pakowacze w marketach to chyba jedyny rodzaj pracy którego nie widziałem nigdzie poza USA.
-
A skąd ją wytrzasnąłeś? Jakiś rzeźnik? Wyglada jak specjały typowo słowiańskie... Ja osobiście nie lubię tłustego, ale ta wygląda dobrze... a „na okazję” dobra słonina zawsze się przydaje... z dzieciństwa pamietam jak dziadek lubił kroić i jeść... A tak mi się skojarzyło, bo ostatnio z kimś tutaj rozmawiałem o mleku... I okazało się, że nikt z moich znajomych nigdy nie pił mleka prosto od krowy... Takiego jeszcze ciepłego, z „korzuchem”... (co to w ogóle jest „korzuch”?). A dla mnie to była w normalka Gorący letni wieczór, mama dojąca krowę (w jeszcze przedunijnych standardach), i my, dzieci wyhulane po całym dniu zabaw po lasach pijące to mleko razem z kotami... Plastik z supermarketu takich wspomnień nigdy nie da... Starzeję się chyba Dobrze, że jak tu czasem widzę kultywujesz różne kulinarne tradycje.
-
Brytyjczycy w kolejkach do non-Schengen, turyści w kolejkach do non-British/resident, szybciej na granicach, tyle się dla mnie zmieni. Z Unią jak handel był tak jest, a i z USA czy innymi też znowu bo Unia nie przeszkadza. Z takim Brexitem to ja mogę żyć No i Amerykanie się będą mogli ponownie napić porządnej whisky w przystępnej cenie
-
To działa, ale tylko do pewnego stopnia. Dopóki ludziom żyje się w miarę ok, a w USA nadal tak się ludziom żyje (przynajmniej tym co jeszcze nie wypadli poza nawias społeczeństwa i nadal głosują), znaczy żyje się z nosem ponad wodą, to napuszczanie ich na różnych „wrogów” przynosi rezultaty. W momencie gdy coś ich ugryzie porządnie w tyłek, lub zaczynaja się naprawdę topić, taka propaganda zaczyna ich tylko wkurzać. Tu granica jest płynna i cienka. Nie takie cuda świat widział. W Polsce komunistów obalili nie intelektualiści, nie niezłomni partyzanci, nie zachodni agenci ale sami robotnicy i chłopi, i zrobili to w momencie gdy rząd im podniósł ceny kiełbasy... Arabski świat podpaliło w 2011 podniesienie podatków w Tunezji i jeden straganowy sprzedawca który podpalił siebie.. Texas w ostatnich dwóch wyborach był i tak już blisko niebieskości, parę takich podobnych wydarzeń jak w ostatnich tygodniach i wcale mnie nie zdziwi jeśli i tam się nastrój zmieni.
-
Nie dyktatura... tylko „okres przejściowy od okresu niestabilności i wojny... do stabilności i demokracji”... Okres oczywiście odpowiednio długi... w którym miałbym nieograniczoną władze w formowaniu przyszłego demokratycznego społeczeństwa Czyli nie Stalin czy Mao, ale bardziej jak Piłsudski po pierwszej wojnie czy generał Mac Arthur jako faktyczny dyktator Japonii po wojnie drugiej... No, tu bym się ewentualnie widział Bo uczestniczenie w demokratycznym obrzucaniu się wyborczym błotem aby potem po ewentualnej wygranej użerać się z urzędnikami, lobbystami i mediami... i i tak niczego nie dokonać... nie... to nie dla mnie.
-
A z tym Texasem o którym panie wcześniej tutaj dyskutowały... to klimat klimatem... oddzielna sprawa i trzeba współczuć... Ale to co zrobiły firmy energetyczne... podnosząc ceny do 9 000 dolarów za megawatogodzinę... wzrost o 10 tysięcy procent?... no to już jest wynik konkretnej polityki stanu i konkretnych deregulacji rynku. Jaka była tego skala i ile ludzi będzie miało do zapłaty tysiące dolarów za ostatnie tygodnie (rekord jak na razie to chyba $16 000?) to się okaże w najbliższych paru miesiącach... a potem w wyborach.
-
To już zależy od tego co sobie ludzie których to dotyczy ustalą, jeśli w ogóle to kiedyś to zrobią. To co napisałem to to, że jeśli jest problem, to nie byłoby głupie aby go rozwiązać. Wybieranie najbardziej radykalnych rozwiązań przeciwników które i tak nie mają szans na realizację, od lat, bo kotlet tak jak pisałem - jest odgrzewany, i straszenie nimi, czy wręcz tak jak to robiły niektóre media - przedstawianie tego jako ataku na matematykę... to średnio skuteczna taktyka.
-
To był zdecydowanie tylko żart. Udziału w jakiejkolwiek kampanii wyborczej sobie fizycznie nie wyobrażam. Teraz jak o tym myśle, to jedyną moją opcją dojścia do władzy byłoby gdyby po okresie wojen i turbulencji jakaś wojskowa junta przekazała mi dyktatorską wladze abym zaprowadził znowu porządek... w tym czy innym kraju... to bez znaczenia... Hmm... no... z tym pewnie byłbym ok... Ale wożenie mnie po jarmarkach czy innych wyborczych spędach gdzie miałbym się prosić o głosy jakichś obcych ludzi?... Zapomnij, nigdy w życiu!
-
Absolutnie nie utopia! Zawsze powtarzałem, ze rząd powinien być „akceptowalnie niekompetentny”. Znaczy troche jak Tusk („jak masz wizje to idź to psychiatry”) a trochę jak inne różne rządy które (przy odrobinie szczęścia) naprawią co i gdzie kiedy trzeba, z rożnym szczęściem, ale jednocześnie nie psują tego co działa w innych miejscach, ani nie wprowadza nowych rzeczy tylko dlatego ze... przecież „musza coś robić”... ehh... nie! Wcale i nie zawsze muszą! Ci ludzie którzy wierzą ze jakiś (jakikolwiek) rząd im coś da... a potem tego nie zabierze w podatkach... czy wprowadzi coś trwałego... czy powie innym ludziom których się nie lubi jak maja żyć... czy jak w Polsce... z kim w łóżku mają spać... i to nie będzie miało konsekwencji... no... jest juz u mnie późno... zatem powiem... spuszczam nad tymi naiwnymi ludźmi zasłonę milczenia... Sami się rozczarują zbiegiem czasu bez względu na to ilu wrogów i „nie-patriotów” rządowe media wymyśla.... Ostatecznje żaden, nawet ten najbardziej patriotyczny rząd ich oczekiwań nie spełni. W dzieciństwie i młodości miałem sporą wolność, ale jedną rzecz ojcu obiecałem - nie będę politykiem. Bo „nikt nie będzie szargać mojego nazwiska” mawiał ojciec ostrząc kuchenny nóż na progu kamienicy.... To czy powiedziałem „”nigdy” nie będę politykiem”, czy też tylko obiecałem, że „nie będę politykiem dopóki żyjesz”... tego nie pamietam i tego do dzisiednia nie wyjaśniliśmy... zatem jeśli kiedyś mi odbije i usłyszycie w telewizji „Będę akceptowalnie niekompetentny!” to jestem ja i to jest moje hasło!
-
Ten temat pojawił się po raz pierwszy gdzies w 2017 roku. Złapał mnie wtedy w Stanach bo tam o tym po raz pierwszy w jakiejś stacji radiowej słyszałem. Teraz najwyraźniej ten kotlet został w social media odgrzany bo pandemia i Bill popularny.... Pokusiłem się dziś o poczytanie obu zapodanych linków, jak i o wcześniejsze lektury... i o ile generalnie wariatów nie brakuje po obu stronach, tak podane informacje nie są aż tak sensacyjne na jakie wyglądają. W mediach antyliberalnych przedstawia się to już od lat jako szaleńczą szarże opętanych poprawnością polityczną liberałów na absolutne prawa matematyki... ktore są oczywiście absolutne (co w matematyce trzeba lubić, matematyka apolitycznie dodaje tryliony tak Demokratów jak i Republikanów bezemocjonalnie)... ergo... każdy atak na matematykę jest głupotą... ergo... liberałowie atakujący matematykę są głupi.... ergo... liberałowie są głupi... ...a w rzeczywistości... prawda jest dużo bardziej prozaiczna i nudna. W największym skrócie (nikt mojego nowego referatu tu chyba nie chce) chodzi o to, aby nauczyciele nie używali „rasowych kalk” w nauczaniu matematyki... W sensie... aby nie zakładali z góry, że Biali i Azjaci są matematycznie zdolni, a Latynosi i Czarni są matematycznie słabsi... i aby nie adaptowali poziomu nauczania uczniów do swoich... preconcepctions.... wcześniejszych kalk... założeń... tak chyba to trzeba tłumaczyć... na temat rasowych zdolności ich uczniów w tej dziedzinie, ale do faktycznych zdolności jednostki bez względu na jej kolor skóry. Bo to ma swoje konsekwencje. Bo aby osiągnąć maksimum potencjału trzeba wyjść poza swoją „comfort zone”. Strefę komfortu. Czyli być na tyle narażonym na dyskomfort (fizyczny, psychiczny lub intelektualny) aby zwiększyć swoje zdolności, ale nie tyle aby się załamać czy wręcz sobie zaszkodzić. Coś jak na siłowni. Aby osiągnąć masę/siłę musisz odczuć dyskomfort w trakcie ćwiczeń. Ale nie aż taki dyskomfort aby nadwyrężyć mięśnie czy złamać stawy. Generalnie w tym całym “rasizmie w matematyce” chodzi o to nie traktować Czarnych czy Latynosów jak tych „chudzielcow” z siłowni którzy nie mogą podnieść nic więcej niż 2x25x10 na sesje i tyle i do domu i tylko tyle i nie więcej im przez cala kilkunastoletnia edukacje dawać... Bo jeśli tak będzie się ich traktować, „po macoszemu”, to faktycznie nigdy, nawet ci z młodzieńczym potencjałem, nigdy niczego „cięższego” w dorosłym życiu nie podniosą. I wcale ta koncepcja nie jest moim zdaniem głupia jeśli się na nią spojrzy oczami obiektywnego obserwatora (czy trenera). Jest to jeden z tych tematów w którym „tak zwana prawica” spłyca temat i z jakiegoś względu pozuje na obrońcę mniejszości.... w sensie chyba... ze niby w kontrze do liberałów... a w rzeczywistości nie wnikajac w szczegóły. W razie gdyby prawicowcy faktycznie naprawdę, w nieinternetowy sposób, codziennie martwili się matematycznymi perspektywami mniejszości etnicznych w USA, to pragnę zapewnić, ze takie programy tylko mniejszosciom pomogą. A nawet gdyby nie doszły one skutku, to najlepsi z nich i tak się przebija. Szkoda byłoby tych którym się nie uda, ale jednak. Bo pomimo wszystko USA w postępie tu zawsze przodowało. Nawet w XX wieku, pomimo rasizmu, KKK, i innych spraw, USA potrafiło przyciągać do siebie naukowców. W tym naukowców którzy zostali wygnani przez rasistów ze swoich ojczyzn, naukowców którzy zbudowali USA bombę która by zmiotła z powierzchni ziemi ojczyznę tych naukowców gdyby faszyści rządzący tymi krajami mieli więcej zdolności aby ciągnąć wojnę o pare miesięcy dłużej.... Faszyści europejscy byli za słabi, zatem Japończycy „took one for the team” (or actually - two)... W każdym razie, każdemu tu chodzi o zwiększenie potencjału USA, a to, jeśli nie chce się w nieskończoność „kraść” mózgów z zagranicy, musi zaczynać się od pre-school. I ta „antyrasistowskie podejście” w matematyce byłoby tu przydatne.
