Skocz do zawartości

rzecze1

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    1 746
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    105

Zawartość dodana przez rzecze1

  1. No… raczej nie tyle „wytrzymałem” ile nie miałem zbyt dużo okazji aby się rozpisać Na forum z przyzwyczajenia zerkam regularnie, bo i na telefonie łatwo dostępne, ale jakoś ostatnimi miesiącami aby pisać mam mniej okazji. W każdym razie - bardzo dobra odpowiedz i komentarz!… Z którymi częściowo bardzo głęboko się nie zgadzam … Dzięki! Odpowiem, w swoim czasie. Wątek o Bidenie toczy się - nomen omen - sennym trybem - zatem myślę, że nikt na lekkim opóźnieniu dyskusji nie straci. W każdym razie - watch this space!
  2. OK… widzę, że wątek przysnął na dobre. Może, to dlatego, że wszystko się w US świetnie układa i nie ma o czym rozmawiać? Być może… nie wiem? W każdym razie - w Europie Środkowej mity o prorosyjskości Trumpa prysnęły szybciej niż nawet ja się spodziewałem. Jeśli Rosjanie wspierali kampanię Trumpa w 2016 czy 2020 to była to zdecydowanie chybiona „inwestycja”... Bo w pierwszych miesiącach demokratycznej administracji Bidena - jak to się mawia - „Papa Putin” dostał wszystko i więcej czego mógłby się spodziewać. I o ile w polskim przypadku można by to jeszcze jakoś tłumaczyć autorytarnymi ciągotkami obecnego rzadu w Warszawie, że dlatego został zignorowany i w ogóle, tak nie ma to przełożenia na resztę stolic od Tallina, przez Bukareszt po Kijów, które także zostały zignorowane i porzucone. Wbrew dziwnym wpisom amerykańskiej administracji, że wszystko było „głęboko konsultowane”. Bo nie. Nie było. Bidenowsko-niemiecko-rosyjskie porozumienie w sprawie Nord Stream 2 jest tu widziane jako zdrada. Nadzieja jest już nie tyle w Kongresie czy w przytomnej części Partii Demokratycznej która aktywnie protestuje, to była ostatnia już chyba sprawa która miała w US ponadpartyjne poparcie, ile w Unii Europejskiej. Tu akurat Ukraińcy, na ostrzu noża, wychwycili sprawę dobrze - Nord Stream 2 nie ma szans na działanie według scenariusza Kremla jeśli na poważnie bierze się europejskie regulacje. W skuteczność UE mało kto już wierzył, ale ironią będzie jeśli naciskami politycznymi osikowy kołek wbije w Unię nie Trump, ale właśnie Biden. Tak czy inaczej, na polu europejskim, jeśli ktoś nie ma emocjonalnego przywiązania do tematu, to jest po prostu „fascynujący” początek kadencji! Biden, Putin i Merkel (i kto po niej przyjdzie) kontra Europa Środkowa i Unia Europejska. Watch this space.
  3. Pozdrowienia! I baw się dobrze. Mi stuknęło 2 i pół roku odkąd ostatnio w Polsce byłem, a przecież blisko. Myśle, że do trzech nie dobije, dostałem pierwszą dawkę Pfizera (swoją drogą zastanawiam się jak minął Billowi pierwszy tydzień kontrolowania moich myśli ), następna za 2 miesiące, zatem teraz już chyba będzie z górki.
  4. No ostatni mecz Polaków był moim zdaniem spoko. Jak się zazwyczaj średnio emocjonuję to muszę przyznać, że druga połowa podniosła mi puls. Szkoda, że jak już się rozkręcili trzeba było wracać do domu. Powtórka z rozrywki. Rok wygląda, że może być angielski. Ku rozpaczy Szkotów, Walijczyków i wszystkich innych którzy tutaj kibicują wszystkim i jakimkolwiek przeciwnikom Anglii… Nawet Niemców wspierali, i na nic się zdało.
  5. Jest PCR (do laboratorium) i jest “lateral flow” (antigen?) który daje wynik w 15 minut. Jeden się wsadza w nos głębiej, drugi mniej głębiej, chyba... tak gościu który mi robił pierwszy PCR mówił. Teraz w pracy wydają nam antygenowe 2 razy w tygodniu, robimy samemu, ja wsadzałem różnorako i zawsze było negative, zatem nie wiem czy to robi różnice.
  6. Na moją polską prowincję też wirus dotarł. Tydzień wcześniej rozmawiałem z kolegą, który też był sceptyczny, że po co maski i że w ogóle to nikogo nie zna kto umarł. No i niestety się to zmieniło. Znajoma się zaraziła w szpitalu przy cesarce, potem poszło już szybko. Innego chorego wysłali do szpitala zakaźnego który u nas nazywają „umieralnią”... i stamtąd też już nie wyszedł. Rodzina kolegi też cała już zarażona, choć jak jak na razie przechodzą w miarę łagodnie, choć dzieciaki mocno gorączkowaly. Zatem... kozakiem się jest i wszystko jest dobrze, dopóki jest dobrze.
  7. Kilka ciekawych tygodni na froncie wschodnioeuropejskim. Po 4 latach antyrosyjskiej retoryki, a nawet publicznym nazwaniu Putina zabójcą, nowa administracja bardzo szybko weszła w znane z pierwszej kadencji Obamy koleiny. Navalny w łagrze, Rosja dalej w USA hakuje, chyba nawet dziś nowy przypadek, rosyjski pokaz siły na wschodniej granicy Ukrainy w zeszłym miesiącu, Białoruś porywa samolot Ryanaira... a Biden w odpowiedzi znosi sankcje za Nord Stream 2 i zgadza się na szczyt z Putinem w Genewie... Pomijając już to, że gdyby w takich warunkach zrobił to Trump to media dostałyby zadyszki od oburzenia... to popadnięcie w stare błędy jest przygnębiające. I tutaj zgadza się z tym też cześć Demokratów. Ostatnim demokratycznym prezydentem, który wiedział jak postępować z Kremlem był chyba Kennedy, i wyglada na to, że na razie to się nie zmieni. Z oficjalną krytyką poczekamy do połowy czerwca, ale na tą chwilę wygląda na to, że mamy do czynienia z kolejnym „resetem za wszelką cenę”.
  8. Sam zerkam tu co pare dni i też zauważyłem, że jakoś ostatnio wyjątkowo cicho. Nad tematami politycznymi to może i trzymamy z @katlianieformalny nadzór... zatem może i faktycznie nawet mysz się boi tam przecisnąć, zwłaszcza mysz obeznana z naszymi poprzednimi ostrymi wymianami opinii... ale w tematach ogólnych to ludzie mogliby coś popisać... Ja miałem się szczepić w poniedziałek, trzeciego, ale moja przychodnia radziła sobie lepiej niż inne, była naprzód i przesunęła się do młodszych grup szybciej niż inne przychodnie... i stąd dostałem oryginalne zaproszenie... Ale spotkało się z krytyką urzędu centralnego i „słusznym gniewem”... Bo wiadomo - musi być „sprawiedliwie i równo”... po wszyskich równych krzywych układu współrzędnych.... I dziś zadzwonili, że mi spotkanie z tego powodu odwołują... Już nie pytałem kto i skąd, jeśli w ogóle... dostanie dawkę, i ile setek mil ktoś będzie musiał po nią jechać (jeśli w ogóle się pofatyguje i tego samego dnia nie odwoła) bo w głosie recepcjonistki było słychać zażenowanie które mi wystarczyło za więcej niż najlepsze przeprosiny... Pewnie będzie tak jak kilka miesięcy temu gdy ludziom z Londynu wyznaczali szczepienia w Inverness, dzień drogi od miejsca zamieszkania. Bo najważniejsze aby się w Excelu zgadzało, ze byli w ofercie sprawiedliwi... Ogolnie, to byliśmy lokalnie zbyt dobrzy, zatem ściągnięto nas w dół. Z innych ciekawostek z socjalistycznego wybrzeża Atlantyku, to z trzech związków zawodowych jakie mamy w mojej firmie jeden z nich jest już prawie w całości na strajku. Choć nigdy nie byli furloughed, i jeśli nie „pracują” to siedzą w domu ze 100% pensji, to nadal strajkują... bo nie było w tym roku podwyżek! Zapowiedziane przejęcie nas przez rząd ma dwojakie rezultaty - z jednej strony daje napęd związkowcom, bo wiadomo - rząd jako właściciel to słabość, wszyscy to chyba wiedzą, na rząd łatwiej wpłynąć. Dziś wystarczy jeden dobrze napędzony tweet i minister się zwija.... Z drugiej strony - ograniczanie członkom możliwości robienia nadgodzin (jest to jedna z obecnych form „strajku”), zwłaszcza w dzisiejszych czasach gdy małżonkowie związkowców z innych firm czasem nie mają luksusu strajku (jeśli w ogóle mają luksus pracy...) powoduje w ludziach złość... Bo o bojówkach faszystowskich czy prawicowych to się słyszy w BBC. W pracy i w realu to ma się tu raczej do czynienia z wariatami z lewicowych bojówek związkowych....(ignorowanie lub psychiczne maltretowanie scab’ow, łamistrajków, to jest do tej pory akceptowalna społecznie norma zachowania). Dziś jednak, w rezultacie ostatnich działań, członkostwo w związkach się sypie, z tygodnia na tydzień. Jeśli ktoś się zastanawiał jak Reagan czy Tchatcher doprowadzili do rozbicia związków zawodowych... to zapraszam na spotkanie któregoś z naszych oddziałów zagrzewanych do rewolucji przez ustawionych finansowo dziadersow którzy mentalnie nigdy nie wyszli z lat 70-tych... Oni sami się rozbili wtedy... a resztki tego co zostało swoim zachowaniem rozbiją już wkrótce... Oligarchiczna Ameryka ma swoje oczywiste wady, ale niech was Bóg, Allah, Konstytucja czy kto w co tam wierzy, niech was to broni przed naszym socjalizmemm. Bo nie wiem co wyjściem jest, ale europejski socjalizm na pewno wyjsciem nie jest! Jak to mówią, ludzie niepokorni są często przeciw temu w czym żyją, i jak tak dalej pójdzie to mną tu rządzący przerobią na kogoś kto będzie w 2024 popierać każdego „Trumpa” w każdym kraju, czy na kogo tam będą głosować ci „znajomi” @mcpear wink wink
  9. Jeśli kiedyś ten cały wirus się skończy a ty będziesz nadal w Oregonie, to zdecydowanie skorzystam. Bo jeśli coś kogoś pandemia nauczyła, to tego, że kawałek zieleni za drzwiami, to jest skarb. Bo można postawić choćby właśnie takie coś jak ta wędzarka...
  10. True that ...my poor choice of words... Nevertheless... Jak pamietam po wyborach 2016 roku był „trending” na liberalnych platformach internetowych aby się przeprowadzać do Kanady... bądź co bądź do państwa którego głową jest nasza - jak się dziś wydaje nieśmiertelna - Królowa.... średnio to pasowało do lewicowości Monarchia jako ostatnia deska ratunku „lewaków”... no... miało to swoje humorystyczne aspekty
  11. Ja tam się przejmuję takimi sprawami tak samo jak się przejmuje innymi na które nie mam wpływu... czyli w skali średnio do zero. Ale coś tam sobie czasem w wolnej chwili przy weekendzie popisze. Pelosi jest spoko, jak zresztą cała stara gwardia, z obu partii. Tą z republikańskiej strony nowi odsunęli już jakiś czas temu, lub umarła. Demokraci się jeszcze trzymają. Ale gdy kiedyś ich zabraknie, tych starych... a ton zaczną nadawać ci z „cancel culture” czy tych z “woke” (to jest coś czego sie nie tak dawno nauczylem, BTW - chyba nie mogli sobie wymyślic bardziej “pretentious” name?), to tu będzie się działo. Bo przepaść między mediami, także tymi „social”, a zwykłymi ludźmi się pogłębia z każdy rokiem. Dziś wszystko jest jeszcze ok, ale Pelosi nie będzie żyć wiecznie... Dziś, tego typu pomysły “the squad” czy innych moze i zostaną przez demokratyczny establishment zdławione... ale w przyszlosci staną się obiektem dyskusji konserwatywnych think tankow które zaczną planować ich faktyczne wprowadzenie.. jeśli już tego nie robią... bo przecież radykałowie z drugiej strony to już planują... a skoro oni to planują, to my musimy to zrobić. W tym temacie - damage has been done... Jeśli Pelosi musi czemuś zaprzeczać i zapewniać ze nie będzie nad nim głosowania... to znaczy, ze pomysł już istnieje i zaczął żyć swoim życiem... Ostatnio, przy okazji śmierci księcia Edynburga, dyskutowaliśmy o monarchii, i degeneracja amerykańskiej demokracji to był jeden z argumentów „za”... bo generalnie król czy królowa mają siedzieć cicho... ale w gdyby miało przyjąć do poważnego kryzysu będą mogli tupnąć nogą i wiekszosc ludzi za ich tupnięciem jednak pójdzie... Patrząc na amerykańska politykę czasem myśle, ze Amerykanie jeszcze pożałują, ze takiego króla się pozbyli...
  12. Myślę, że swoje stanowisko wyjaśniłem w poprzednich postach. Absolutnie i zawsze oczekiwałem, że Demokraci będa TAK SAMO NIEODPOWIEDZIALNI i TAK SAMO BEZMYŚLNI jak Republikanie. Pewnych rzeczy się nie uniknac i partyjniactwo w demokracji niestety zawsze do tego prowadzi... I niejedną republikę partyjniacy w historii zniszczyli... Tego niestety nie da się uniknąć... choć oczywiście tak długo jak się da... trzeba „partyjnych” na lokalnym poziomie spolecznosci powstrzymywać... Ale w ostatnich czasach nigdy bym się nie spodziewał, że amerykańscy Demokraci będą GORSI i amerykańską Republikę będą chcieli zniszczyć jeszcze bardziej i jeszcze szybciej niż republikańscy poprzednicy... Że będą chcieli majstrować przy mechanizmach systemu. Bo do tego sprowadza się ta ostatnia propozycja. To jest wstyd. Bo to jest standard republiki postsowieckiej. A dla mnie osobiście -to jest rozczarowanie wysokiego szczebla. Nawet jak na moją BARDZO wysoką tolerancję dla politycznego cynizmu czy osobistych emocjonalnych i życiowych politycznych afliacji. I nawet jeśli w przyszłości establishment wycofa się z tego pomysłu, to pozostawi to ogromną plamę, ja tego na pewno nie zapomnę. Bo te radykalne pomysły to jest coś czego nie da się obronić i cos co powinno byc zduszone w zarodku zanim zacznie być integralną częścią programu partii, partii która nota bene ma w dzisiejszych czasach całkiem rozsądne propozycje. No chyba, ze się chce skończyć jak europejska lewica która już od lat płacze, że społeczeństwo jest „zbyt głupie” aby na nas głosować... . Ok... whatever helps you sleep at night... Bycie płaczliwym męczennikiem którego mało kto chce słuchać jest jakimś sposobem na życie.. I guess... zwłaszcza jesli nie wiąże się to z fizycznymi niedogodnościami znanymi klasie którą się niby tovreprezentuje. Sorry @katlia , ale rozmawialiśmy przy różnych okazjach, i nie widzę jak tu mielibyśmy się dogadać. To, ze Partia Demokratyczna przy sprawie Sądu popełnia tego typu harakiri, a właściwie nie popełnia...tylko toleruje tego typu zapędy jakiejs swojej części... czyli właściwie pozwala na rujnowanie swojej reputacji bez żadnej szansy na wygraną....nie wiem jak tego da się bronić?
  13. A z okazji tego, że @mcpear reanimował nam „a sleepy thread” ... to dwa akapity podsumowania pierwszych paru miesięcy z perspektywy regionu który dostaje grypę gdy Ameryka ma katar - - ostateczne wycofanie sie USA z Afganistanu po przegranej wojnie - too little to late... but still... - „Yeah!”. Zawsze to mniej uchodźców do tego naszego europejskiego „półwyspu gdzieś na końcu Azji”. - koncyliacyjne sygnały do Iranu w sprawie nowego porozumienia - „Yeah!” - anytyizraelskie i propalestynskie sygnały - „Boo!”. Ocenimy ostatecznie po upływie kadencji, ale na tym wczesnym etapie nie wyglada aby Biden miał szansę dorównać spektakularnym sukcesom administracji Trumpa w aspekcie pokoju lub choćby stabilizacji Bliskiego Wschodu. SAD! Choć trzeba przyznać, ze tu poprzeczka została postawiona wyjątkowo wysoko i trudno będzie ją Bidenowi, czy nawet jego następcom, ją przebić. - kontynuacja polityki agresywnego osaczania Rosji z długoterminowym celem dezintegracji Federacji Rosyjskiej... Hmm... biorąc pod uwagę, że poziom ryzyka w stosunku do potencjalnych efektów sukcesu jest tu nadal akceptowalny, w tym dla większości Polaków, którzy w najgorszym i - w momencie w którym Rosją rządzą gangsterzy trzymający pieniądze i dzieci na Zachodzie - nierealnym scenariuszu, umarliby szczęśliwi gdyby na pare minut przed śmiercią zobaczyli w wiadomościach grzyb atomowy nad Moskwą... oraz to, że w tym najbardziej prawdopodobnym scenariuszu cenę krwi zapłacą i tak co najwyżej Ukraińcy... to ostatecznie raczej „Yeah!”” niż „Boo!”... Rosyjski „Wietnam nad Dnieprem” to jest coś w co Zachód faktycznie próbuje Rosję wciągnąć od lat... Dotychczas Putin był ostrożny, a w przypadku Białorusi nauczył sie na ukraińskich błędach i byl zeszłego lata BARDZO ostrożny, ale cierpliwość „bezpieczników”, KGB-istów firmujących jego prezydenturę się kończy. Minęło już 7 lat odkąd nacjonalizm wygrał na Ukrainie, zatem przesilenie jest nieuniknione. Jeśli nie w Kijowie, to w Moskwie. Zatem... watch this space. Problemy Huntera to nie będzie ostatni raz gdy Amerykanie słyszą o Ukrainie. - Arabia Saudyjska i wojna w Jemenie... (w taką wojnę od czasów Obamy też jesteście zaangażowani, zawsze Amerykanom przypominam) to ani „Boo” ani „Yeah”... Administracja Bidena podjęła kroki przeciw Saudom aby tym amerykańskim sojusznikom pokazać, że to nie jest „ok” aby w ambasadach kroić na kawałki ciała krytycznych dziennikarzy... W rezultacie sojusznicy w regionie stracili wiarę w USA, a wrogowie tak Królestwa Saudow jak i USA uznali gesty Bidena za słabość.... Tu nie ma dobrego i jednocześnie realnego wyjścia... Pustynnym wieśniakom walczącym z „metalowymi ptakami” Imperium to się sercem kibicuje tylko oglądając jakiś holywoodzki film, jak np. „Stargate”. W rzeczywistości to na „metalowe ptaki imperium” się pracuje i płaci ciężkie podatki aby tych wieśniaków w obcych krajach można było dalej „dronować”... i aby nam przypadkiem cena benzyny nie wzrosła. Bo wtedy przeciwna partia zdobędzie władze i „zgerrymanderuje” nam dystrykty... a na to nie można pozwolić. No... to jest niestety moralna cena życia na bogatym Zachodzie, nie tylko w USA, i niezależnie od afiliacji politycznej. W każdym razie, na tym etapie Biden wydaje się ogólnie kontynuować politykę Trumpa, i naprzeciw Obamie i Bushowi, co jest pozytywne. Tak długo jak nie wywoła nowej wojny będzie lepszy niż Clinton, Bush i Obama razem wzięci. Że będzie w polityce zagranicznej lepszy niż Trump, to się nie łudzę, jestem zbytnim realistą, ale byłoby to pozytywną niespodzianką. Czas pokaże.
  14. Amerykański gerrymandering jest stary jak sama amerykańska Republika. Republikanie mieli ostatnio przewagę z powodu korelacji trzech rzeczy - cenzusu 2010 po którym można było narysować nowe granice dystryktów wyborczych, utraty Kongresu przez Obamę w 2010 która to utrata narysowanie nowych granic według własnego widzi mi się umożliwiła, oraz rozwoju technologii komputerowej analizy politycznej która nastąpiła w mniej więcej tym samym czasie (i wkrótce potem została wykorzystana w targetowaniu wyborców np w referendum brexitowym), która to technologia to rozrysowanie ułatwiła i udoskonaliła. To dało im.. „an edge”... powiedzmy - przewagę w wydawaniu kart. To samo zresztą zrobiliby, a teraz zrobią, Demokraci w początkach naszych lat 20-tych. Zresztą, nawet dziś, demokratycznych przykładów nie brakuje. Nie przeceniałbym jednak znaczenia gerrymanderingu. Jeśli trendy są wystarczająco silne, żadna legalna manipulacja na to nie pomoże. Ani jednej, ani drugiej stronie. Na Trumpa głosowało ponad 75 milionów Amerykanów. Więcej niż 4 lata temu na Clinton... I stało się to w czasach pandemii i katastrofy gospodarczej... Z tego co pamietam, to wszyscy zgodziliśmy się, że w normalnych czasach wynik byłby inny. A ci ludzie nie mieszkają w jednym miejscu i nie da się ich łatwo zignorować... Trendy na Zachodzie, wszędzie, nawet w Skandynawii, są dziś prawicowe. Taka, po paru dekadach liberalizmu przyszła „moda”. I to się szybko nie zmieni, zwłaszcza w USA, gdzie z amerykańskiej Unii ani nie da się wyjść, ani nie da się walczyć z Unii federalnymi zasadami systemu gdzie niezależność rozległego terytorium bierze górę na gęstym zaludnieniem metropolii. Dziś, najgorszą rzeczą jaką liberałowie mogą zrobić to uwierzyć w kreowaną medialnie rzeczywistość i stworzyć system, w którym władzy będzie łatwiej przeprowadzać swoje pomysły wbrew drugiej połowie społeczeństwa. Dziś, w wyjątkowej sytuacji, może być to kuszące, bo władze się ma. W rzeczywistości, to kręcenie sznura na własną szyję. Bo ktoś pomyślał o tym jakby sprawy by wyglądały po 2016 gdyby Trump miał kontrole nad władzą sądowniczą? I czy ktoś zagwarantuje, że już nigdy nie będzie kryzysu i do władzy nie dojdzie niestabilny demagog? To sznur na własną szyję. Samo wprowadzenie tego tematu do dyskursu politycznego powinno być potępione.
  15. To jest bardzo zły, a potencjalnie katastrofalny pomysł. I nawet trudno mi uwierzyć, że jest poważnie dyskutowany, bo do tej pory myślałem, że to tylko wyborczy straszak którego używał Trump. Polityka pod tytułem - podpalę nam living room bo w zeszłym roku współlokator podpalił nam kuchnie - jest szkodliwa, ale na obecnym poziomie jest jeszcze do zaakceptowania. Bo będąc realistą trudno oczekiwać aby Demokraci byli bardziej odpowiedzialni niż Republikanie gdy to oznacza straty polityczne. Ale trzeba oczekiwać, że nie będą jeszcze gorsi. Jeśli w 2016 roku mówili, że Prezydent może, a w 2020, że nie może i powinien poczekać na wybory (Republikanie mówili oczywiście odwrotnie), no to można śmiało założyć, że ten statek starego kompromisu odpłynął i w przyszłości każda partia kontrolująca Senat będzie nominacje obcego Prezydenta blokować. Rekord teraz to blisko rok, tak? No to już niedługo się przyjmie, że się czeka na midterms, bo co to kolejny rok?, czas szybko leci. Potem, slippery slope, i po jakimś czasie regułą stanie się, że nominować nowych sędziów będzie się w stanie tylko wtedy gdy jedna Partia kontroluje i Senat i Biały Dom... i to tylko wtedy gdy któryś z sędziów odejdzie. Zatem trzy warunki do spełnienia... Wakaty będą istnieć latami, co i może zmuszać do kompromisu, bo im ich więcej tym większe „straty” w razie przegranych landslidem przyszłych wyborów... Od czasu republikańskiej blokady Obamy ten scenariusz jest nieunikniony, ale jak widać jeszcze nie najgorszy. Checks and balances, wyroki losu, ryzyko i kalkulacje skłaniające potencjalnie do kompromisu. Ogólnie to jeszcze nie najgorzej... Dodawanie sędziów po każdych wyborach w których zmienialiby się rządzący (bo chyba Demokraci się nie łudzą, że to stałoby się standardem? No chyba, że myślą, że będą rządzić wiecznie?) to zupełnie inny level... i w dzisiejszych niestabilnych czasach oznaczałoby to wysadzenie systemu w powietrze. Sąd Najwyższy nie tylko cieszy się relatywnie dużym ponadpartyjnym poparciem i respektem społecznym, ale jest też ostatnią chyba instytucją systemu której nie da się łatwo zagarnąć lub odbić po wybranych wyborach. Drogą do stabilności i rozwoju systemu politycznego jest ewolucja, nie rewolucja. Upartyjnienie Sądu w zaproponowany sposób oznaczałoby sprowadzenie USA to poziomu jakichś pokolonialnych państw trzeciego świata, czy innych młodych demokracji, w których „zwycięzca bierze wszystko”... Nie wiem co musiało pęknąć aby część poważnej przecież partii politycznej, wiedząc przecież dobrze co się dzieje w krajach gdzie takie coś ma miejsce, taka droga na skróty, gdzie trzeba wszystko dziś i teraz!, do czego to prowadzi, aby patrząc na te „bananowe” republiki ta cześć partii pomyślała - „Man! I need to get me some of that!”... Nie wierzę jednak, że to wyłączenie ostatniego już bezpiecznika ma jakiekolwiek szanse na powodzenie. Myślę, że podobnie jak w latach 30-tych gdy Demokraci mieli na to ochotę, że nawet nie będzie potrzebny filibuster (na którego temat właśnie zmieniłem zdanie!). Bo pomimo wszystko jest wystarczająco dużo ludzi czujących odpowiedzialność za państwo po obu stronach barykady myślących dalej niż następna kadencja czy dwie... Ale gdyby skrajne partyjniactwo ogarnęło i tą cześć systemu, to miałoby to konsekwencje nie tylko wewnątrz USA, gdzie po upadku autorytetu Sądu i jego ośmieszeniu (bo na 50 sędziów to nie trzeba by było czekać 30-40 lat, wystarczyłby jakiś nowy Trump z tej czy innej partii który chciałby się w mediach chwalić, że ma poparcie 90 procent sędziów....i dodałby... ze dwa tuziny... bo dlaczego nie?), miałoby to konsekwencje nie tylko w USA gdzie sprawy rozgrywałyby się na ulicy dużo częściej niż teraz... ale także za granicą. Szereg amerykańskich dyplomatów pracujących w dziale Departamentu Stanu zajmującym się pouczaniem świata wzdłuż i wszerz na temat demokracji i sadownictwa musiałoby znaleźć inne zajęcie.... A w polskim PiS-ie to by chyba pękli ze śmiechu Każdy aspirujący dyktatorek na świecie urządzający sądownictwo jak mu pasuje bo przecież suweren dał mu w wyborach lekkie zwycięstwo... każdy z nich kibicuje temu pomysłowi. Stanąć twarzą w twarz z amerykańskim dyplomatą i czuć się dobrze, prawie jak równy z równym, to fajna sprawa. Okropna inicjatywa.
  16. Pięknie. Marcowy zapach z wędzarni w Wielkim Tygodniu, gdy mięsa się nie jadło aż do Wielkanocnej Niedzieli, to do tej pory pamietam... Myśmy mieli w domu drewnianą, ale ta też ciekawie wygląda, w przyszłości muszę sobie taką sprawić.
  17. To by się zgadzało z tym co mawiała moja ś.p. babcia... że pijaki żyją długo bo ich „Bóg trzyma na poprawę”
  18. He???... Nigdy nie miałeś kaca? Wasza wymiana komentarzy mi przypomina nieformalne „interview” jakie bardzo dawno temu mój były szef z Glasgow robił z nowym pracownikiem, przy oczywiście przerwie na papierosa... Jak ktoś zna Glaswegians...to go to nie zaskoczy... - You don’t want one? - No, thank you, I don’t smoke. - Oh.. I see... so weed only? - No, I don’t do that either.. - Oh.. ok... but you do drink at least, right? - Nope.... - oh... yyy... oh right... soooo... WHAT’S WRONG WITH YOU??... Ostatecznie się okazało, że nowy koleś był muzułmaninem... a szef Brian zaliczył kolejną wizytę w HR... ...but that being said... jak różne nieformalne zaproszenia mi przez lata wysyłano, tak @kzielu ... to Ohio to zaczyna mi brzmieć podejrzanie purytańsko... Bo muszę przyznać, że klimaty i „rytuały” o których tu wczesniej pisali @ilon i @andyopole są dużo bliższe mojemu wschodnio słowiańskiemu sercu... Zwłaszcza jak dorzucić te wszystkie wędliny domowej roboty... no... to Oregon tu na przedzie...
  19. Można...Ale jest już Facebook... grupy, Reddit, Quora czy co tam jeszcze... i to nie wystarcza... Bo z jednej strony jest ta amerykańska wolność wypowiedzi... fair enough... ...a z drugiej... to kotłowanie się we własnym środowisku staje się z jakimś czasem nudne. Choćby nie wiem jak “elitarne” było to środowisko... A jest ono tym bardziej „elitarne” im bardziej jest bliżej „prawdy”... ... bo szczepionki jako eliminacja ludzkości lub sposób na zarobek to właściwie wersja „light” (i to tez wykluczająca się - bo albo na ludziach zarabiasz, albo ich zabijasz..). Ci którzy wierzą tylko w to, są przez innych określani jako ciemne, pewnie już zaczipowane owce. Tutaj @feniks_01 jest „radykalny”, w innych sferach internetu by go wyzwali od lemingów... Bo wiadomo, wszystkim i tak kierują ci Ludzie-Jaszczury... Wszystko zależy od tego jak głęboko ktoś jest w stanie w tą internetową „króliczą norę” się zagłębić... W każdym razie każda religia, ideologia, teoria czy spiskowa teoria prędzej czy później wymaga aby wyjść do „niewiernych”... zatem takich wątków nie da się uniknąć... A ogólnie to ten kto kilkadziesiąt/kilkaset lat temu powiedział, że problemem ludzkości był brak powszechnego dostępu do wiedzy... no... temu komuś wypadałoby dziś odpowiedzieć - well... You know what mate?... That was not it!...
  20. Żeby tylko! Taki „Seba” będzie wciągać koks niewiadomego pochodzenia, a jego „Mariolka” smarować twarz jakimiś chińskimi kosmetykami kupionymi na AliExpress... ale szczepionka - oboje na na nie, bo to zbyt duże ryzyko! @mcpear Korelacja polityczna myśle istnieje, ale też social media robią spustoszenie ponadpolityczne. Mam kolegę, którego dziewczyna jest pielęgniarką, czy salową?, i też opowiadała, że z pracownic to Brytyjki wszystkie przyjęły, a Wschodnia Europa generalnie odmawia, i to ponadpartyjnie i ponadnarodowo. Zatem to pewnie jakaś mieszanka współczesnego wpływu Facebooka i genetyczno-historycznej nieufności ludzi z naszego regionu do tego co mówi rząd.
  21. To kolejny poboczny wątek.... ale w któreś wakacje na W&T mieliśmy kolegę który bardzo słabo mówił po angielsku (nadrabiał świetnym poczuciem humoru i mową ciała) i który dopiero pod koniec września się przyznał, ze przez całe lato myślał, ze nazwa sklepu „Goodwill” to w polskim tłumaczeniu znaczy... „Będzie Dobrze”... W sensie „good” - dobrze, i „will” jako future tense... I fakt, Goodwill zatrudniał dużo ludzi dla samego „zatrudniania”, na bank dofinansowanego przez rząd lokalny czy federalny, ale tak jak wspomnieliśmy, jest to pozytyw i dobrze, ze takie projekty się w US zachowały.
  22. Oraz dla innych których państwo chce jakoś wcielić w społeczeństwo. To akurat jest pozytywne w Stanach. BTW, pierwszym pakowaczem jakiego w życiu „widziałem” był Morgan Freeman w „Shawnshank Redemption”. Dopiero dlugo pozniej zobaczylem na własne oczy, ze to nie była filmowa fikcja.
  23. Ha! Ja do tej pory mam „schizę” i gdy zakupy lecą sprawnie przy doświadczonym kasjerze to staram się je spakować tak szybko jak to możliwe aby uniknąć pochrząkiwań , spojrzeń, wydechów czy komentarzy ludzi z kolejki... zapominając, ze nie jestem w Polsce
  24. Oj... to mnie skreśla na starcie... Mi bliscy czasem zarzucają, że się niewystarczająco interesuję tym jak się czują... a co dopiero gdybym miał pytać obcych ...
  25. Pieczywo w Lidlu jest faktycznie bardzo dobre. Wózki na funty, ćwiartki czy złotówki mi nie przeszkadzają, ale ja akurat nie chodzę tam głównie dlatego, że u mnie zawsze są kolejki... Kas samoobsługowych nie mają, a zwykłych - choć dużo - wiekszosc zawsze nieczynna bo oszczędzają na ludziach. Zatem na 10 otwarte 2.... A ja akurat jak widzę więcej niż 3 osoby w kolejce to mi się odechciewa zakupów, zwłaszcza jak się spieszę. W UK mamy sklepy które się nazywają Co-Op, lokalne i niby spółdzielcze, i tam też kiedyś mieli taki problem - przed dziewiątą rano, idący do pracy gdy chcieli coś kupić, zderzali się z armią emerytek okupujących kasy i dyskutujących ze sprzedawczyniami o wnukach.... Kasy samoobsługowe sprawę załatwiły, i myśle, ze jak managerowie Lidla zdecydują się wreszcie zainwestować w technologie to też im się to w UK opłaci.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...